Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Stres przed terapią

Rekomendowane odpowiedzi

Odczuwacie stres przed wizytą u terapeuty?Jak sobie próbujecie z tym radzić?A może macie to już za sobą?Jeśli tak,to co sprawiło,że udało się Wam sobie z tym poradzić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja odczuwam ogromny stres, zupełnie jakbym szła na ścięcie. Niby stres i nadmierny lęk wpisany jest w borderowe życie, ale przez wizytą to jest apogeum. Zresztą nie tylko przed, w trakcie i krótko po także i nie mam pojęcia jak sobie z tym radzić. Niby chodzę tam, żeby otrzymać pomoc, a na razie przysparza mi to tylko dodatkowej dawki stresu i strachu.

Może zatem ktoś mądrzejszy się wypowie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mam to samo, dziś byłam u terapeutki tylko podrzucić papiery, a stresowałam się jakbym normalnie na terapię jechała. W drodze jeszcze sobie czasem pomyślę, że to po to, żeby sobie pomóc, że to co powiem nie wyjdzie poza gabinet i przez chwilę serducho trochę wolniej bije. Ale samo miejsce i sama osoba terapeutki powoduje taki stres, że wtedy nie jestem w stanie myśleć. A ten brak poczucia bezpieczeństwa zdecydowanie nie ułatwia rozmowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, tez to przerabiam. Ale juz poczynilem pierwsze kroki tylko czekam az lekarzowi skonczy sie urlop i ide po przekaz bo chce chodzic do szpitala na psychoterapie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja czekam na motywację do znalezienia telefonu w necie i zadzwonienie tam gdzie psychiatra mi polecił. Jakby mi podał numer, to bym może szybciej to zrobiła, ale nie miał. Echhh, życie dzisiaj wydaje mi się ciężkie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja przeważnie przed samą terapią nie mam czasu się zestresować faktem spotkania z terapeutką, bo zawsze, albo lecę na ostatnią chwilę na łeb na szyję i się stresuje tym, że się spóźnię :P a jak już zdarzy mi się być wcześniej to albo się okazuje, że pacjent przede mną nie przyszedł i z marszu wchodzę, a to mi wyskoczą w rejestracji z jakimś problemem z ubezpieczeniem i też nie mam jak się zdążyć zestresować samą terapią :D

a jak już wszystko idzie gładko i wchodzę zestresowana do gabinetu to T. zawsze mi walnie jakimś tekstem, lub pytaniem, które mnie zwala z nóg i po stresie :mrgreen:

 

-- 12 lut 2013, 23:21 --

 

black swan, znam z autopsji problem czekania na motywację ;)

ale u mnie było tak, że jak już przyszła i zebrałam się i zadzwoniłam to mi odmówiono :evil:

no to automatycznie moja motywacja do dalszego szukania poszła się..... przejść ;) i pewnie do teraz by nie wróciła, gdyby mi obecnej T., nie załatwiono, a jak już ktoś ruszył za mnie sprawę i powiedział mi, że mnie na bank przyjmie tylko muszę sama zadzwonić to głupio bym się czuła olewając osobę, która najpierw z Nią rozmawiała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie, że jest stres, mimo, że już niedługo będzie rok jak poszłam pierwszy raz... Ale stresa to ja mam zawsze i prawie przed wszystkim. No i ten ból brzucha jako dodatek...

Mój T. wie, że się boję, mówi, że nie jest łatwo bo to nie pogaduszki przy barze. Kiedyś w trosce o mnie ;) podsuwał pomysły, żebym się próbowała jakoś zrelaksować przed sesją, jakieś afirmacje, bo on nie chce żebym się tak bała.

Zamiast tego próbowałam się rozluźnić inaczej, język mi się rozwiązywał, ale "podroby" nie wytrzymały ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś mam sesję i jak zwykle od samego rana strasznie się stresuję :zonk: Stres ten na szczęście powoli mija, gdy już siedzę w gabinecie... Ale zawsze jestem tam poddenerwowana, a moja T. zachowuje się, jakby w ogóle tego nie zauważała... Fakt, że roztacza ciepłą aurę i czuję się z nią dobrze ale nigdy nie wiem, w jakim kierunku pójdzie rozmowa i chyba to mnie najbardziej stresuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja sie nie stresowalam bo bylam w takim stanie ze wszystko mi zwisalo. Najgorzej bylo zapisac sie na pierwsza wizyte i pierwszy raz byl stresujacy. Potem juz poszlo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

...raczej się nie stresuje przed terapią. Teraz zawsze piszę sobie na kartce co chciałabym powiedzieć, mojej terapeutce to nie przeszkadza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jeśli tak,to co sprawiło,że udało się Wam sobie z tym poradzić?

 

Trzeba sobie wyobrazić, że to co się ma do powiedzenia jest sensowne i dla mnie istotne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przed pierwszą sesją,to ja nie pamiętałam jak się nazywam :D Z czasem stres trochę zelżał,ale i tak jest w jakis sposób obecny.Czasami jest go mniej,a czasami bardziej go odczuwam.Zwłaszcza,kiedy chciałabym porozmawiać o czymś trudnym lub boję się,że trzeba będzie wracać do ciężkiego tematu,który był poruszony na poprzedniej sesji.Czasami przez ten stres ciężko jest cokolwiek powiedzieć.Bywa tak,że na dzień przed terapią wszystko mi leci z rąk,jestem zdenerwowana i wybucham przy najmniejszym pretekście...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przed pierwszą sesją,to ja nie pamiętałam jak się nazywam :D Z czasem stres trochę zelżał,ale i tak jest w jakis sposób obecny.Czasami jest go mniej,a czasami bardziej go odczuwam.Zwłaszcza,kiedy chciałabym porozmawiać o czymś trudnym lub boję się,że trzeba będzie wracać do ciężkiego tematu,który był poruszony na poprzedniej sesji.Czasami przez ten stres ciężko jest cokolwiek powiedzieć.Bywa tak,że na dzień przed terapią wszystko mi leci z rąk,jestem zdenerwowana i wybucham przy najmniejszym pretekście...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przed pierwszą sesją,to ja nie pamiętałam jak się nazywam :D Z czasem stres trochę zelżał,ale i tak jest w jakis sposób obecny.Czasami jest go mniej,a czasami bardziej go odczuwam.Zwłaszcza,kiedy chciałabym porozmawiać o czymś trudnym lub boję się,że trzeba będzie wracać do ciężkiego tematu,który był poruszony na poprzedniej sesji.Czasami przez ten stres ciężko jest cokolwiek powiedzieć.Bywa tak,że na dzień przed terapią wszystko mi leci z rąk,jestem zdenerwowana i wybucham przy najmniejszym pretekście...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
cerebro, zajebisty avatar

 

Dzięki, heh, ale nie sądzę. :)

 

Ze spycholog mam dobry i częsty kontakt. Ostatnio nawet się trochę boję, bo "żyję terapią". ;)

 

Co innego, co ja mam powiedzieć psychiatrze, którego widzę raz na 2, 3 miesiące?

 

- Jak się Pan czuje?

 

I co ja mam odpowiedzieć skoro od ostatniej wizyty na początku grudnia czułem się na każdy możliwy sposób (może poza "szczęśliwy"), a tak z grubsza byłem w czarnej, głębokiej dupie, a teraz znów jest mi w miarę dobrze? I na dodatek, jak ja mam oszacować, w jakim stopniu wpływają na to psychotropy, w jakim pogoda i kierunek wiatru, a w jakim terapia?

 

To jest dla mnie zagwozdka dopiero i chyba, jak przeważnie odpowiem - Nie wiem. :mrgreen:

- Leki pomagają?

- Nie wiem.

 

Itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
cerebro, zajebisty avatar

 

Dzięki, heh, ale nie sądzę. :)

 

Ze spycholog mam dobry i częsty kontakt. Ostatnio nawet się trochę boję, bo "żyję terapią". ;)

 

Co innego, co ja mam powiedzieć psychiatrze, którego widzę raz na 2, 3 miesiące?

 

- Jak się Pan czuje?

 

I co ja mam odpowiedzieć skoro od ostatniej wizyty na początku grudnia czułem się na każdy możliwy sposób (może poza "szczęśliwy"), a tak z grubsza byłem w czarnej, głębokiej dupie, a teraz znów jest mi w miarę dobrze? I na dodatek, jak ja mam oszacować, w jakim stopniu wpływają na to psychotropy, w jakim pogoda i kierunek wiatru, a w jakim terapia?

 

To jest dla mnie zagwozdka dopiero i chyba, jak przeważnie odpowiem - Nie wiem. :mrgreen:

- Leki pomagają?

- Nie wiem.

 

Itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
cerebro, zajebisty avatar

 

Dzięki, heh, ale nie sądzę. :)

 

Ze spycholog mam dobry i częsty kontakt. Ostatnio nawet się trochę boję, bo "żyję terapią". ;)

 

Co innego, co ja mam powiedzieć psychiatrze, którego widzę raz na 2, 3 miesiące?

 

- Jak się Pan czuje?

 

I co ja mam odpowiedzieć skoro od ostatniej wizyty na początku grudnia czułem się na każdy możliwy sposób (może poza "szczęśliwy"), a tak z grubsza byłem w czarnej, głębokiej dupie, a teraz znów jest mi w miarę dobrze? I na dodatek, jak ja mam oszacować, w jakim stopniu wpływają na to psychotropy, w jakim pogoda i kierunek wiatru, a w jakim terapia?

 

To jest dla mnie zagwozdka dopiero i chyba, jak przeważnie odpowiem - Nie wiem. :mrgreen:

- Leki pomagają?

- Nie wiem.

 

Itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×