Skocz do zawartości
Nerwica.com

:( cięzko..


rixaa

Rekomendowane odpowiedzi

Jest ze mną gorzej. W życiu podobno są te wzloty i upadki. Ja właśnie odczuwam regres. Zastanawiam się nad tym wszystkim co się w moim życiu wydarzyło, próboje odnaleźć przyczyne.. a może jej wogóle nie ma?

Swoje małe fobie, obawy miałam już od małego brzdąca. Ale nigdy nikt nie wiązał tego z czymś poważniejszym. Gdy czułam, że mi ciężko na klatce piersiowej zazwyczaj pomagał miętowy cukierek. Jak to się stało, że od cukierka dobrnęłam do psychotropów, antydepresantów?

Szczerze nie wiem. Człowiek zdrowy nie zrozumie tego co przeżywają nerwicowce (tak, mam nerwice lękową) im się wydaje, że to irracjonalne. Ale zaraz.. ja też uważam, że to irracjonalne jednak moje samopoczucie się nie zmienia.

Każdy atak paniki lekko różni się od siebie, zazwyczaj staram się nie dopuścić do całkowitej paniki. Wtedy tracę kontrolę. Nie czuje, że oddycham chociaż robie to ze zdwojoną prędkością. To okropne uczucie, że to się nie skończy, że nie będzie już lepiej, że jedyne co mnie czeka to śmierć. Nazywam to takim małym umieraniem. Ale czy umieranie tak wygląda? Pewnie nie.. ale w czasie ataku czuję, że umieram.. nie reaguje na bodźce , ręce, nogi, twarz zaczyna drętwieć, a ja czuje, że coraz bardziej brakuje mi powietrza. Czasem nie potrafię ustać, a czasem muszę nerwowo chodzić.. Oblewanie zimną wodą od czubka glowy.. Przetestowałam. Mało daje jednak zmusza do głębszego oddechu. Z trudnością mówię, ale kiedy już coś powiem to są to głupie pytania czy oddycham (no kurwa przecież tak !) albo teksty, że zaraz zwariuje, nie wytrzymam..

Jakim cudem jeszcze wytrzymuje? A no właśnie. Takich swoich umierań miałam juz hmm.. kilkadziesiąt.. może dobiłam do setki. Nie wiem nie licze. Gdy już dziwna siła przestanie ściskać wszystkie moje mięśnie, zaczynają się drgawki trudne do powstrzymania. A po nich opadam z sił. Naprawde wiele mnie to kosztuje, jak i każdego kto się z tym zmaga. Zazwyczaj po tym zasypiam. Gdy się budzę, a jest to już następny dzień najczęściej..czuje wstyd. Wstyd, zażenowanie swoim wczorajszym zachowaniem. A przecież nie miałam na nie wpływu.. jednak się wstydze. Pojawia się pytanie Dlaczego? Dlaczego właśnie mnie to spotkało, czemu nie mogę żyć normalnie?? i prośby do Boga, żebym nie musiała znów tego znosić.

Często mam takie dni, że nie jestem w stanie nigdzie wyjść.. Agorafobia.. nie wiem czego się boję, ale się boję i wiem, że to nienormalne.

Ostatnio było lepiej naprawdę dużo udało mi się osiągnąć w 2012 roku.. Zdałam mature, prawo jazdy, wyjechałam do Anglii, dostałam się na studia, byłam w Londynie... Na święta w Polsce, pod koniec stycznia też byłam w Polsce , samoloty w tą i spowrotem co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia.. Czułam się naprawde dobrze, mogłam dojść w wiele miejsc o własnych siłach.

Więc dlaczego regres?? Nie wiem, może wzrostła moja odporność na Sertraline, która dobrze się sprawowała wcześniej. A może za dużo przeżyć.. ostatnio trafiłam do szpitala.. nie spowodu nerwicy.. chyba.. Wszystko zaczęło się od cholernego bólu zęba co potem okazało się infekcją dziąsła. Nie pomagały leki, które zazwyczaj pomagały na takie niespodzianki. Wzięłam ketanol (pierwszy i ostatni raz) i to był błąd. Nie wiem czy to dlatego, że wmówiłam sobie, że mogę mieć uczulenie czy naprawde tak było , ale po jakimś czasie zaczęło mi się robić pełno w gardle.. ciężko się oddychało.. karetka (popodłączali mnie do różnych urządzeń jak mi głupio było gdy nagle moje ciśnienie skoczyło do 160 a serce biło jak szalone eh..) - szpital .. lekarz jak mnie już zbadał stwierdził, że możliwe, że spuchło mi gardło bo nadal miałam lekko opuchnięte. Ale sama nie wiem jaka była prawda.. Mój chłopak bardzo mnie wspierał dalej to robi, ale on nie wie co ja przeżywam tak naprawdę, może to sobie tylko wyobrazić.. ale to nic z porównaniem tego jak jest naprawdę.

W Polsce dostałam też dziwnego ataku, wyszłam z psem na dwór. Nagle poczułam jakiś taki brak powietrza w płucach. I nawiedziła mnie myśl, że może źle oddycham . Nienawidzę tych myśli wszystko potrafią zepsuć. Wróciłam do domu , przeszło.. na drugi dzień wracałam do Anglii. No i tak tu sobie jestem . Miesiączka mi się spóźnia może ze stresu, może ze zmiany klimatu, może od antybiotyków, które brałam na dziąsło.. Albo od wszystkiego naraz.

I czuję się podle. Naprawdę od paru dni nie wychodzę z domu. Jest godzina 15sta a ja godzinę temu wstałam.. bo usnęłam około 5.. ciągle kontroluje swój oddech choć rozum podpowiada, że nie muszę. Boję się wyjść do sklepu.. Czuję się uwięziona. I chce mi się płakać ze swojej bezsilności. Wmawiam sobie, że mam prawo czuć się gorzej bo wiele się wydarzyło. Ale nie chcę , tak bardzo nie chcę tak się czuć. Chcę być szczęśliwa... Znowu poczuć się lepiej. Za chwilę zajmę się praniem, prasowaniem, postaram się zagłuszyć moje myśli.. ale jak się czuć dobrze, jak nawet śniadania nie zjadłam? Może dlatego, że nawet nie mam siły go zrobić..mam ochotę leżeć cały dzień w łóżku i beczeć w poduszkę .. ale wiem, że to nie pomoże.. trzeba znowu wstać i walczyć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rixaa, zdaje się, że to nieodłączna analiza wszelkich możliwych wydarzeń w negatywnym świetle stawia Cie w takim położeniu. Pisanie czarnych scenariuszy w połączeniu z irracjonalną wręcz potrzebą bycia szczęśliwym sprowadza Cie do ciągłego uczucia bezsensu. Uciekanie w zajęcia to ciągle uciekanie. Dalej będę się upierał przy tym, że świat emocjonalny jest podobnie jak świat fizyczny nieskończenie elastyczny i sam w sobie nieskończony. To my decydujemy o tym jaki ten świat jest dla nas. Tak jak możesz wpływać na świat fizyczny zmieniając go tak samo możesz wpłynąć na świat emocjonalny. Oba te światy są ze sobą ściśle skorelowane i tak zmieniając właściwości fizyczne świata możesz wpłynąć na swoje emocje. Budując dom, tworząc sztukę, odwiedzając piękne miejsca - wpływasz na swoje emocje przez zmianę otaczającego Cie świata. Zmiana świata emocjonalnego wtóruje temu co na zewnątrz. Podobnie rzecz ma się kiedy spojrzymy na to z innej strony. Można wykreować inne podejście, wytrenować cechy charakteru i jakieś określone reakcje emocjonalne. Świat zewnętrzny zmienia się wraz ze zmianą perspektywy. Nie w bezpośredni sposób, ale czyż nie jest tak, że odczuwając radość, kierując się optymizmem nagle to co nas otacza staje się atrakcyjniejsze, przeżywając wakacje wspólnie i szczęśliwie w gronie przyjaciół nagle to samo miejsce nabiera nowych barw, w miłości ludzie są atrakcyjniejsi. Kiedy wkrada się lęk, wszystko traci barwy, urok, sens.

Ta bezsilność to dystans między oczekiwaniami, a faktycznym stanem. Cierpienie pogłębia się proporcjonalnie do czasu - z czasem w końcu okazuje się, że oczekiwaniom nie da się sprostać, a te, które zrealizować się uda nie przynoszą wcale szczęścia. Rozwiązanie jest banalne - wystarczy po prostu cieszyć się tym co się ma, patrzeć optymistycznie na przyszłość - gorzej z wykonaniem prawda?:) Optymizmu i radości też trzeba się uczyć, też można to wypracować, trzeba mieć tylko dobry przykład :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×