Skocz do zawartości
Nerwica.com

Utracone ideały, Ostatnia Nadzieja


haazex

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

By głębiej siebie zrozumieć napisałem w skrócie historię swojego życia. Zrobiłem niejako podsumowanie samego siebie. Potrzebuję pomocy w odpowiedzi na dręczące mnie pytania.

 

Szkoła podstawowa

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze byłem zdolnym uczniem. Nie musiałem nigdy specjalnie się uczyć by mieć czwórki i piątki z klasówek. Byłem bardzo lubiany przez najpopularniejsze dzieci w klasie. Jak teraz o tym myślę to chyba budziłem tym zazdrość niektórych rówieśników. Jednak w sumie nie miałem z nikim żadnych problemów. Graliśmy w piłkę nożną po zajęciach, biegaliśmy po podwórku całą paczką, która mieszkała na tym samym osiedlu. Miałem świetny kontakt z rówieśnikami. Oglądaliśmy te same kreskówki, ogólnie spędzaliśmy razem mnóstwo czasu.

 

Gimnazjum

Tutaj zaczęły się rodzić podziały. Nasza paczka przyjaciół już nie była tak zżyta ze sobą jak wcześniej. Rozpowszechniać zaczęły się telefony komórkowe, komputery. Część kolegów i koleżanek zaczęła sięgać po pierwsze używki. Papierosy, alkohol, pornografia. Nie brałem w tym udziału. Nie chciałem i chyba trochę się bałem. Moi rodzice zawsze byli wymagający, zawsze chcieli bym był najlepszy, chcieli dla mnie dobrze. Już nie biegaliśmy za piłką z kolegami. Większość z nas zaczęła rzucać pierwsze przekleństwa. W nasze życie wtargnęły pierwsze kłamstwa. Podrabialiśmy zwolnienia z lekcji basenu, którego nienawidziliśmy. Na lekcjach wychowania fizycznego zacząłem grać lepiej niż pozostali do tej pory. Czułem na sobie zazdrość kolegów. Ale to przecież oni zrezygnowali z ruchu, to oni przestali się mniej przykładać. Mimo iż rewelacyjnie grałem w piłkę, zostałem wybierany na bramkę. Może dlatego, że nie bałem się piłki? A może dlatego, że stojąc na bramce ciężko strzelać gole. Rozpoczęły się pierwsze represje mojej osoby. Koledzy mi dokuczali, ale wciąż byłem bardzo lubiany. Brzmi to dość dziwnie, ale cały czas wydawało mi się, jakby oni specjalnie rzucali docinki odnośnie mojej osoby by się dowartościować, potem odkryłem prawdę jakże późno.

 

Na rozstaju dróg

Gimnazjum skończyłem. Oceny miałem wystarczające do wybrania dowolnej szkoły średniej. Wybrałem technikum. Jako, że coraz więcej czasu spędzałem na komputerze, wybór tej szkoły wydawał się oczywisty dla moich rodziców i dla mnie. Czemu nie poszedłem do liceum? Teraz trochę tego żałuję.

 

Technikum początki

W szkole średniej zaczął się dla mnie upadek pierwszych ideałów. Zdecydowana większość uczniów była kompletnie zdemoralizowana. Papierosy, marihuana, piwo, wódka, amfetamina, tabaka czy kreatyna. Masakra. Zderzyłem się z rzeczywistością świata. Było to bolesne doświadczenie. Na moich ulubionych lekcjach wychowania fizycznego ćwiczyli nieliczni. Z resztą gra w piłkę bez dawnych znajomych okazała się już nie tak satysfakcjonująca. Byłem w trójce najlepszych jeśli chodzi o wychowanie fizyczne. Historia niejako zatoczyła koło. Byłem bardzo lubiany jednak znów rozpoczęły się represje mojej osoby. Tym razem tylko przez jedną osobę. O dziwo był to kolega z równoległej klasy z gimnazjum. Znałem go z podwórka. Miał bardzo ciężkie dzieciństwo. Do tego problemy zdrowotne i problemy rodzinne. Trochę go chyba podziwiałem, byłem dla niego właściwie jedynym, który go rozumiał. Nikt inny nie chciał utrzymywać z nim kontaktu tak naprawdę. Mnie nigdy nie sprawiało to kłopotu. Tylko czemu on mi dokuczał? Czasem miałem ochotę mu zwyczajnie przywalić. Jednak potem zdawałem sobie sprawę z tego, że jestem od niego dużo silniejszy, a on przechodził wiele chorób. Bałem się go skrzywdzić. Paradoksalnie. Zależało mi na moim największym oprawcy.

 

Technikum w sieci kłamstw

Coraz więcej czasu spędzałem na komputerze. Dawni znajomi chodzili do innych szkół. Utraciłem już z nimi kontakt. Nowi znajomi nie podzielali moich pasji. Byłem często zapraszany na imprezy. Początkowo na nie chodziłem, ale potem coraz rzadziej to robiłem. Zwykle wyglądały tak, że upijaliśmy się alkoholem do tzw. skończenia. I bynajmniej nie chodziło o butelki, a o nasz stan umysłu. Po prostu piliśmy dopóki się nie najebaliśmy. Nie odpowiadało mi to, ale jakoś nigdy nie potrafiłem sprzeciwić się woli większości. Tym bardziej skoro byłem bardzo lubiany, miałem praktycznie pewne miejsce na każdej imprezie. Jakoś to przebolałem. Na niektóre chodziłem, a inne sobie darowałem. Dziwne. Jak teraz o tym piszę oblewa mnie pot. Czyżbym się denerwował czymś? Nie potrafię nad sobą już panować.

 

Technikum pożegnanie

Szkoła średnia kończyła się studniówką. Wstyd się przyznać, ale jakoś nie znalazłem dziewczyny do tego czasu. Można by powiedzieć, że miałem utrudnione zadanie, bo w technikum na 30 osób przypadała może jedna dziewczyna i zazwyczaj nie należała do urodziwych. Zacząłem czuć na sobie ogromną presję. Większość kolegów znalazła sobie dziewczyny. Mnie się ta sztuka nie udała. Poszedłem na studniówkę z kuzynką. Okazało się, że paru kolegów przyszło bez partnerki. Byłem zdziwiony tym faktem. Oczywiście pierwsze co zrobili to gdy tylko oddaliłem się do ubikacji się załatwić zagadali moją kuzynkę. No było zabawnie, ale nie dla mnie. Nie dotrwałem do końca tej imprezy, która zamieniała się w zawody kto więcej wypije alkoholu. Wyszedłem przed końcem. Niby mnie lubili, a czy któryś zauważył, że zniknąłem? Śmiem wątpić. Technikum zakończyłem z trójkami i czwórkami. Jak widać nauka przychodziła mi coraz to gorzej. Na maturze pisałem egzamin ze znienawidzonej przez siebie matematyki, bo tak chciał mój ojciec. Nawet miałem korepetycje z tego przedmiotu. Jakoś udało mi się zdać maturę. W ogóle zabawne jest to, że gdy byłem w podstawówce i gimnazjum bardzo lubiłem matematykę. Dlaczego przestałem ją lubić? Utraciłem coś, samemu nie wiem co.

 

Na rozstaju dróg 2

Miałem przed sobą wiele możliwości. Matura zdana z nieobowiązkową matematyką otwierała mi większość uczelni technicznych. W głębi duszy czułem, że coś jest ze mną nie tak. Odkąd pamiętam zawsze chciałem być żołnierzem, piosenkarzem czy też pisarzem. Nigdy nie chciałem pracować przy komputerach. Nienawidzę ich. Jednak to one powoli stawały się częścią mnie. Wybrałem politechnikę za namową taty, który na zachętę kupił mi laptop do nauki. Wybrałem kierunek, który miał przynieść mi bardzo dużo perspektyw na przyszłość.

 

Politechnika

Zamieszkałem w akademiku gdyż ojca nie było stać na stancję, to był najtańszy i według taty najlepszy wybór gdyż kontakt z rówieśnikami pomógłby mi, ponadto mogliby oni okazać się użyteczni gdyby pojawiły się trudności. Kierunek okazał się być dla mnie nieosiągalny. Miałem zaległości z każdego przedmiotu. Gdybym miał ocenić poziom swojej wiedzy do wiedzy wymaganej na start, by bez przeszkód rozpocząć edukację, możnaby śmiało powiedzieć, że miałem wiedzę na poziomie 2/10 podczas gdy, by w ogóle rozumieć co się dzieje na wykładach potrzebna była wiedza na poziomie 20/10. Początkowo próbowałem nadrobić zaległości. Niestety w akademiku co dzień odbywały się imprezy. Cisza nocna następowała o godzinie 22 podczas gdy imprezy kończyły się grubo po 3 nad ranem. Chodziłem na zajęcia niesamowicie niewyspany. Niestety moja kariera na politechnice chyliła się ku upadkowi. Postanowiłem szukać pomocy. Kolega z pokoju niestety nie potrafił mi pomóc. Szukałem więc płatnych korepetycji u bardziej zaawansowanych studentów. Niestety i to zawiodło. Jak potem doczytałem wybrałem bardzo nowoczesny kierunek, który dopiero miał swój rozkwit. Tak mogę się tłumaczyć bez końca. Prawda jest taka, że nie chciało mi się uczyć. Trzeba to przyznać. Wolałem chwile bezsenności spędzać przed nowo kupionym laptopem, aniżeli upijać się z sąsiadami. Wytrzymałem cztery miesiące. Po powrocie do domu wylałem swój żal na ojca. Powiedziałem mu, że przepraszam, że nie jestem w stanie spełnić jego wymagań co do mojej osoby. Płakałem. Teraz jak to piszę, mam na sobie szyderczy uśmiech. Bardzo się zmieniłem. Teraz jest dla mnie nie do pomyślenia by płakać w czyjejś obecności, nawet najbliższych.

 

Druga szansa

Żeby nie tracić czasu zapisałem się na studia zaoczne, które rozpoczynały się w lutym. Tym razem wybrałem kierunek z którym miałem do czynienia w technikum. Jednak wciąż były to komputery. Może przeznaczenia nie da się zmienić? Plan był taki. Studiuję zaocznie i szukam pracy, by opłacić studia. Plan wydawał się prosty, okazał się kolejnym bujnym marzeniem. Tata płacił za studia podczas gdy ja nieudolnie szukałem pracy. Szukałem. Szukałem. Wciąż szukałem. Do wakacji nic nie znalazłem. Czułem się z tym okropnie. Na studiach szło mi całkiem nieźle. Zaprzyjaźniłem się z nową paczką, moja nowa grupa okazała się bardzo mała, nie każdy w końcu zaczyna od lutego. Piszę zaprzyjaźniłem się, tak naprawdę to po prostu widujemy się tylko na uczelni i czasem po zajęciach się spotykamy przy piwku. Nie nazwałbym tego przyjaźnią. Nie wiem co to przyjaźń. Nadchodził październik. Ojciec, stwierdził, że skoro nie mogę znaleźć pracy to może zapiszę się na drugi kierunek? Przystałem na jego propozycję.

 

Uniwersytet

Rozpocząłem studia na uniwersytecie. Wybrałem studia techniczne, kolejny już raz. Tym razem miały lekkie zabarwienie biologiczne. Znowu otwierała się przede mną nowa ścieżka. Kolejny mój upadek jak się później okazało. Na kierunku spotkałem praktycznie same osoby ode mnie młodsze i parę dosłownie starszych ode mnie. Było to dość dziwne uczucie. Uczyć się z ludźmi, którzy są młodsi. Było to dla mnie kłopotliwe uczucie. Sam nie wiem czemu. Może czułem się od nich gorszy?

Zabawny był fakt, że na kierunku dominowała płeć żeńska. Jeszcze bardziej zabawny był fakt, że 85% tych dziewczyn było wyraźnie zainteresowane moją osobą. Zagadywały mnie, dawały mi do zrozumienia, że im się podobam. Zapraszały mnie na imprezy. Cholera co ze mną nie jest tak?

Znowu poczułem tę zazdrość, którą czułem dawno temu. Znowu poczułem te nienawistne spojrzenia kolegów. Wyraźnie czegoś mi zazdrościli. A ja miałem tylko w głowie by nie zawieść pokładanych nadziei ojca. Chciałem osiągać najlepsze wyniki na mojej nowej uczelni. Niestety. Kierunek, który miał być techniczny, okazał się kierunkiem alternatywnym dla studentów medycyny. Na mojej twarzy znowu pojawił się szyderczy uśmiech. Co ja sobie myślałem? Nie dość, że kompletnie nie byłem zainteresowany tym co studiowałem to jeszcze moja wiedza podstawowa z danych przedmiotów praktycznie nie istniała. Wiedziałem jak to się skończy. Powiedziałem o tym ojcu. Zakończyłem swoje studia. Nawet się nie pożegnałem z nikim. Tak naprawdę nie czułem więzi z tymi ludźmi. Nie utożsamiałem się z nimi. Nie lubiłem ich.

 

Upadek

Zostały mi studia zaoczne, które opłaca mój ojciec. Czuję się z tym fatalnie. Nie mam pracy, udało mi się odbyć tylko 3 miesięczny staż. Nie mam pieniędzy. Wszystkie zabrała mi matka, która stwierdziła, że i tak jestem winny tych pieniędzy rodzicom. Z resztą i tak niewiele bym sobie za to kupił. Moje najprostsze marzenia gdzieś odpłynęły. Nie mam przyjaciół. Nie mam się komu zwierzać. Rodzice mnie nienawidzą, każdego dnia widzę na ich twarzach zawód. Brzmi to dość depresyjnie. Tak właśnie było. Bywały noce kiedy po prostu nie spałem. Potworne doświadczenie. Godzina 6 rano, a ty masz otwarte oczy, boli cię głowa i nachodzą cię myśli samobójcze. To musiało się kiedyś skończyć. Postanowiłem podsumować swoje życie, pomyśleć co dalej.

 

Uzależnienia

Jestem uzależniony od komputera. Kiedyś gdy byłem młodszy grałem w coraz to nowsze gry. Teraz gram tylko w nieliczne stare, gdyż moja maszyna już nie jest w stanie uruchomić tych nowszych. Może to i dobrze. Nie szukam sobie nowych wrażeń. Przeglądam sieć w poszukiwaniu odpowiedzi na wiele dręczących mnie pytań. Widziałem rzeczy, których normalni ludzie raczej nie powinni widzieć. Jednak mnie już nic nie zadziwi. Zło z czasów szkolnych powoli we mnie wsiąka. Odkryłem pornografię. Jestem teraz chyba uzależniony od masturbacji. Mniej więcej raz na dwa dni muszę sobie ulżyć w wiadomym celu. Czytałem, że jest to zwykła fizjologiczna potrzeba i wstęp do życia seksualnego, więc nie przykładam do tego większej wagi. Rozładowanie napięcia w ten sposób trochę pomaga. Tak samo teraz zmagam się z uzależnieniem rodziców. Bo tak to trzeba nazwać. Moi rodzice są alkoholikami. Codziennie piją po 4 piwa na osobę. W weekendy nawet więcej. Nie wiem może to jednak nie alkoholizm, ale byłem pijany wiele razy i wiem, kiedy człowiek jest napruty. To przeze mnie piją? Chyba tak. Podświadomie czują, że ich zawiodłem. Mama najchętniej wyrzuciłaby mnie w domu, co chwilę wypomina mi, że w jej wieku ona była już mężatką, a ja wciąż żyję na garnuszku rodziców i jestem sam. Tata chyba wciąż wierzy w to, że zdobędę dyplom wyższego wykształcenia, że znajdę pracę swoich marzeń to pewnie dlatego opłaca mi studia. A ja wszystko odwlekam. Zauważyłem to niespodziewanie. Zwyczajne czynności takie jak wysłanie maila z cv do kolejnego pracodawcy. Kiedyś robiłem to hurtowo. Teraz wyślę jedno cv na tydzień. I tak wygląda moje poszukiwanie pracy. Żałosne. Tak samo jest jak mam np. wyrzucić śmieci. Mama powie rano, a ja wyrzucę dopiero na noc, albo na drugi dzień. Sam nie wiem czemu nie potrafię się wziąć w garść i po prostu ich wynieść. Jestem uzależniony od odkładania spraw na później. Jestem jeszcze uzależniony od mycia rąk. Zdarza mi się to dość często. Myję ręce właściwie kiedy mogę. Coś napiję się w kuchni, muszę iść umyć ręce. Doszło nawet do tego, że kładę chusteczkę higieniczną na myszce od komputera by nie pobrudzić sobie rąk i nie myć tak często. Mam teraz na sobie szyderczy uśmiech. Śmieję się ze swojego losu przez zęby?

 

Kontakty z ludźmi

Poza uczelnią nie spotykam się praktycznie z nikim. Siedzę w domu, szukam pracy i gram na komputerze. I tak dzień w dzień. Bardzo rzadko, raz na miesiąc może na dwa - spotykam się z kolegą z podstawówki. Jedyna znajomość, która przetrwała próbę czasu. Kolega ma mnie za wzór cnót, bo jestem dość dobry w kontaktach z kobietami, dlatego często pyta mnie o wskazówki. A potem spotyka się ze mną by pogratulować mi skuteczności. Jednak tak naprawdę myślę, że spotyka się ze mną by się dowartościować. Nie mam pracy, więc jeśli on ma beznadziejną pracę w moim mniemaniu, bo nawet nie zarabia tego 1500 złotych, to jest dla niego wspaniałą sprawą usłyszeć jak to wciąż nie jestem zatrudniony. Coś w tym jest. Zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, że ludzie mówią jedno, a myślą co innego. Analizowałem swoje rozmowy z ludźmi oraz ich rozmowy z innymi ludźmi. I wyszło mi, że każdy czymś się chwali by wzbudzić w innych zazdrość. Przykładowo ktoś opowiada historię jak to kupił sobie coś fajnego. Albo innym razem opowiada jak to był na imprezie. Albo co mu się przytrafiło w pracy. W każdym zdaniu czuję wywieranie zazdrości. Ktoś się chwali, że ma dziewczynę to tak naprawdę mówi to po to by pokazać innym, że są gorsi od niego bo nie mają takiej fajnej dziewczyny, albo, chwali się, że jemu się powodzi dobrze by poczuć się lepiej itd. Ciężko to zrozumieć. Naprawdę jestem jakiś inny. Opanowałem sztukę kłamstwa do perfekcji. Wszyscy wokoło kłamią, a ja chcąc być bliżej ludzi muszę samemu kłamać czyż nie? Jest to dość proste. Jak pisanie wypracowania. Wybiera się temat przewodni i dokłada szczegóły. Jak temat przewodni wydaje się być realny każdy szczegół nawet najbardziej podkolorowany również jest tak odbierany. Masakra.

Kontakty z ludźmi mnie denerwują. Doskonale wiem kiedy kłamią, przez co wkurza mnie rozmowa z ludźmi. Jednak doskonale panuje nad mową ciała i mimiką. Potrafię udać szczery śmiech by podnieść komuś samoocenę. Potrafię skłamać na czyiś temat dzięki czemu inni odbierają go lepiej. I chyba za to mnie ludzie lubią. Lubią mnie za bycie kłamcą jak oni, a nawet lepszym. Mogę śmiać się z dowcipów o martwych noworodkach czy murzynach z Afryki. Najgorsze w tym wszystkim jest to, jak bardzo moje sumienie się zmienia. Kiedyś byłoby dla mnie nie do pomyślenia śmiać się z wulgarnych dowcipów, dziś robię to bez mrugnięcia, na pokaz. Oglądając telewizję widzę samych kłamców. Reklamy pokazują rzeczy, których ludzie nie potrzebują. Mówią by kupić leki przeciwko przeziębieniu i ludzie podświadomie zaczynają chorować. Politycy nie odpowiadają na pytania wprost nigdy. Tylko cały czas mijają się z prawdą. Na pytania typu tak czy nie, odpowiadają, że jest to trudne pytanie lub nie mają odpowiedniej wiedzy. Gdzie ja żyję? Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem szczęśliwy. Depresja mnie wykończyła.

 

W poszukiwaniu miłości

Myśli samobójcze mam od około pół roku. Pojawiają się niemal codziennie. Początkowo radziłem sobie z tym jedząc czekoladę – źródło endorfin hormonów szczęścia. Faktycznie trochę pomaga. Potem dołożyłem jeszcze ćwiczenia fizyczne. Było nieźle. Niestety moje odkładanie wszystkiego na później sprawiło, że nie chce mi się zwyczajnie ćwiczyć. Nie chce mi się żyć, a ile można jeść czekolady? Nie tędy droga. Wziąłem sobie do serca słowa matki odnośnie ślubu i braku dziewczyny. A potem przeżyłem wewnętrzną traumę. Kolejną już. Zdałem sobie sprawę, że nie wiem co to miłość. I prawdopodobnie nie potrafię kochać. Mówi się, że rodzice zawsze kochają, ale czy nie jest to po prostu zwykłe lenistwo? Boją się samotności, bezsilności na starość. Dlatego wychowują sobie dzieci by móc żyć ich życiem, kiedy opuszczą ich siły. By spełnić kolejną potrzebę fizjologiczną – przetrwanie gatunku. W ogóle mnie to nie obchodzi. Obecnie nie wiem czy nawet zapłaczę na kogokolwiek pogrzebie. Każdy kiedyś umrze, czemu mam płakać za tymi, którzy są dla mnie obojętni. Boję się o rodziców ich alkoholizm, poczucie winy w które ich wpędziłem, ale raczej boję się nie faktu, że mogą umrzeć, ale że na starość przyjdzie mi się nimi opiekować. Wreszcie spłaciłbym swój dług wobec nich?

To nie ma sensu. To nie jest miłość. Nie kocham rodziców. Nie kocham nikogo. Nawet siebie.

 

Wiara i upadek ideałów

Czytałem, że mam niską samoocenę. Podstawowym warunkiem by ją podnieść jest bezwarunkowe pokochanie siebie. Możliwość wybaczenia sobie. Utknąłem w martwym punkcie. Jak mogę pokochać siebie skoro nie potrafię kochać nikogo? Chcę się zabić - znowu. Jednak sumienie mi nie pozwala krzywdzić innych. Bo ten czyn mógłby spowodować ból osobom, którego nikomu nie życzę. Jednak głos sumienia staje się coraz słabszy. Ponadto zostałem wychowany w wierze katolickiej, czyli jakbym się zabił trafiłbym do piekła.

I tutaj znowu natknąłem się na kłamstwo. Bóg istnieje. Jest to prawda. Ktoś w końcu stworzył to wszystko. Ludzie nazwali go Bogiem. Jest to niezaprzeczalny fakt.

Ale czy religia, którą wyznaje ma sens? Niestety nie. Religia powstała by szerzyć w ludziach strach. Strach przed śmiercią i życiem pozagrobowym. Wpajają ludziom zasady według których mają żyć ludzie i karzą za ich nieprzestrzeganie. Tak samo robią w szkole. System motywacyjny w postaci ocen i znowu strach. Trzymanie młodych dzieci w strachu, że nie zdają do następnej klasy. Czy to jest to dobra droga postępowania? Tak piszę o tym strachu, a im więcej wiem o ludziach, Bogu, im głębszy mam światopogląd tym bardziej jestem samotny. Boję się już coraz mniej. Szatan został strącony z nieba i teraz nakłania ludzi by dołączyli do niego. Może do niego pasuję? W końcu też jest samotny po tym jak został wygnany przez ojca. Ależ zabawna dramaturgia. Znowu mam szyderczy uśmiech na twarzy.

 

Obecnie

Studiuję zaocznie, tata płaci, nie mam pracy, nie mam przyjaciół, nie znalazłem drugiej połówki. Wraca do mnie depresyjny nastrój. I chyba będę powtarzał rok na studiach. Masakra.

 

Droga w jedną stronę

Jeśli ktoś to czyta, to już zapewne może się mniej więcej domyślić jakie mam teraz myśli. Jednak nie chcę się zabijać. Wciąż utrzymuje mnie nadzieja. Ostatnie co mi zostało. Dlatego stworzyłem ten temat. Potrzebuję pomocy. Chcę być szczęśliwy. Chcę mieć pracę. Chcę skończyć szkołę i niczego nie odkładać na później. Chcę znaleźć miłość.

Zapewne teraz jakaś mądra pani magister, zachęci mnie do odwiedzenia szpitalu zdrowia psychicznego w celu poddania się terapii. Pani wybaczy, ale nie mam zamiaru dokładać ciężaru rodzicom, a żyć w kłamstwie i chodzić potajemnie też nie mam zamiaru. Szukam tylko paru odpowiedzi. I wydało mi się to dobrym miejscem do znalezienia chociaż cząstkowych odpowiedzi na dręczące mnie pytania.

Jak może zakończyć się moja historia? Gdybym się już zdecydował postanowiłbym odejść z hukiem. Może spaliłbym pobliski las? A dla siebie szykowałbym nóż. Prosty sposób. Jedno cięcie. Tętnica ramienna, przez którą przepływa 30 litrów krwi na minutę. Człowiek ma tylko 5-6. Nie potrwałoby to długo. Taka moja wersja Seppuku. Skończyłbym jak wojownik i odzyskał utracony honor. Tak, to dobra śmierć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj haazex, . Czy oprócz szukania w internecie byłeś w jakieś agencji pracy/urzędzie pracy? Może tam też poszukaj.

Wydaje mi się że wizyta u psychiatry by ci pomogła. Nie musisz się z tego tłumaczyć rodzicom. Może zapisałby ci jakieś leki i ewentualnie skierował na psychoterapię. Popatrz na swoje myśli, gdzie one cię kierują. Wszyscy kłamią. Szkoła straszy, Bóg jest zły albo go nie ma. Wszystko traci sens, nie ma, później stwierdzisz że nigdy go nie miało.

 

Nie kochamy najpierw innych a potem siebie, ale najpierw siebie. Nie można kochać drugiej drugiej osoby nie kochając siebie. Miłość to nie jest tylko uczucie, które można stracić z dnia na dzień. Nie straciłeś tyle ile ci się wydaje. To że chcesz być szczęśliwy jest oznaką jakieś miłości do siebie. Trudno żebyś w depresyjnym stanie wielkodusznie poświęcał się dla innych. Ale kiedy zależy ci na własnym szczęściu wręcz naturalnie dbasz też o innych. Najlepiej i dla ciebie i dla rodziców byłoby wyjść na prostą. Czy oni nie chcą żebyś wyszedł dobrze żył?

Wojownik powinien walczyć z depresją i tymi myślami, z tą niesprzyjającą rzeczywistością, a nie robić jakieś sepuku. Padłeś? Powstań. Może nie jest aż tak źle. A nawet jak jest to nie trać tej reszty nadziei którą masz i na tyle ile możesz zawalcz o swoje życie. Rozumiem że skoro jesteś w dole i nie chce się wstawać z łóżka i łykać następny gorzki dzień. Chciałbym tylko żebyś uwierzył że warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

" I wyszło mi, że każdy czymś się chwali by wzbudzić w innych zazdrość" -Też często odnoszę takie wrażenie.Nie wiem co ci doradzić bo sam mam podobne problemy z pracą,dziewczynami itd

Na początek spróbuj ograniczyć ten komputer bo to jest prawdziwy pożeracz czasu.Wyjdź na miasto,zobacz czym zajmują się inni,czy na szybie sklepu czy słupie wisi jakieś ogłoszenie.

Czasem warto wziąść najmarniejszą robotę byle mieć kontakt z ludźmi.Tego podpalenia lasu i podcinania żył nie komentuje bo to naprawdę głupie i tchórzliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze widzisz w ludziach to, co sam masz w sobie. Na przykład z tą zazdrością. Mnie naprawdę kompletnie nie interesuje, żeby mi ktoś zazdrościł. Często mówię ludziom o tym, że coś mi się udało, i robię to po to, żeby się cieszyli razem ze mną, a raczej po to, żebym sama wyraziła radość z tego powodu. Myślę, że to wspaniały sposób na okazanie radości: podzielić się nią. Sama też tego w ludziach nie dostrzegam, tej chęci wzbudzania zazdrości. Zdarza się, ale naprawdę rzadko. Myślę, ze to, co widzimy w innych, tak naprawdę mamy w sobie.

 

Poza tym ogólnie odnoszę wrażenie, że tak naprawdę wcale Ci się nie chce nic ze sobą zrobić. Lubisz się poużalać, ale poza tym nic. Nawet do psychologa Ci się "potajemnie" nie chce ruszyć. Mogę się założyć, że przez te wszystkie lata nie zrobiłeś NIC w związku z tymi problemami. I nie mówię o szukaniu pracy. Po prostu nie zrobiłeś nic, żeby się zmienić, żeby zmienić swój sposób myślenia na bardziej pozytywny.

 

Ja jak miałam dylematy religijne, to czytałam o tym książki napisane przez świętych, chciałam wiedzieć naprawdę. Pytałam ludzi, którzy byli mocno wierzący, żeby mi wyjaśnili to, czy tamto. Aż wiele rzeczy zrozumiałam, choć na początku byłam bardzo przeciwna. Wiesz, łatwo jest dojść do wniosku, że to wszystko takie bez sensu, kiedy się nie szuka odpowiedzi tam, gdzie się wie, że można ją znaleźć.

 

Wydaje mi się, że jesteś jednym z tych ludzi, którzy lubią mówić, dyskutować o swoich problemach. Ale nie chce im się nic z tym zrobić. Pozwalasz sobie na takie... że tak to metaforycznie ujmę... :P "dryfowanie po oceanie życia". Jak Ci wiatr zawieje, tak popłyniesz. Zero własnego wysiłku. Już tyle się nasłuchałam opowieści chłopaków, co lubili pić, i mieli takie "imprezowe zacięcie" o tym, jak to oni rzekomo w głębi duszy są tacy wrażliwi i skrzywdzeni przez los, a nie zmieniali się ani trochę. Twój opis mi ich bardzo przypomina. Już sam tytuł jest taki.... ech... "Utracone ideały...". Jak ktoś ma ideały, to je po prostu ma, a nie o nich mówi. Jak ktoś ich nie ma, to znaczy, że ich po prostu nie chce mieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twoim problemem jest to, że zamiast słuchać głosu serca i robić to co sam chciałeś alb najpierw zastanowić się czego w ogóle chciałeś, na ślepo spełniałeś oczekiwania rodziców (tak jak ja), szczególnie ojca. Szedłeś na kierunki, które w sumie Cię nie interesowały lub interesowały słabo (jak ja) i okazywały się fiaskiem. Zmieniałeś te kierunki, robiłeś rzeczy żeby zadowolić ojca... Widocznie zbyt wiele od Ciebie musiał wymagać już w dzieciństwie, tak mi się wydaje. Miłość warunkowa do dziecka, za oceny, za czerwony pasek, za to i za tamto, ale nie za samo to, że owo dziecko istnieje (u mnie było podobnie). I rosłeś w przekonaniu, że musisz zasłużyć sobie na miłość rodziców/rodzica-ojca. I nawet teraz piszesz jakbyś ciągle miał takie przekonanie. W każdym razie dałeś się zanieść życiu byle gdzie. W ślepy życiowy zaułek, w taką ślepą uliczkę życia. I w tej chwili to Twoje życie nie ma większego sensu - lecisz tam gdzie Cię wiatr i okoliczności poniosą. Bez celu, bez misji, bez pasji. Nie dziwne więc, że jesteś w depresji. To jest wręcz zrozumiałe, że jesteś w depresji. Jeśli chcesz z niej wyjść, musisz zmienić to dryfowanie bez celu. Co lubisz robić, co Cię interesuje? Piszesz "Odkąd pamiętam zawsze chciałem być żołnierzem, piosenkarzem czy też pisarzem." - kim chciałbyś być teraz? Popuść wodze fantazji, wyobraźni. Co lubisz? Na którym roku studiów jesteś? Jeśli Cię to nie interesuje i nie wciąga, zmień ten kierunek póki możesz. Ja byłam też na technicznym kierunku, lecz go nie zmieniłam (bo co by rodzice powiedzieli, jakby to wyglądało, wstyd, itp, świat by się zawalił, musiałabym nadrabiać, straciłabym rok - takich rzeczy się bałam), teraz żałuję, że nie zmieniłam kierunku na jakiś humanistyczny, artystyczny. Bo pomimo, że jednak skończyłam ten techniczny kierunek, to nie interesuje mnie on i nie chcę tego robić zawodowo (załamywałam się jeszcze niedawno, że tyle lat straciłam na bezużyteczne studia). Po co mi życie w którym będę robić coś co mnie nie interesuje i nie bawi? Wolę życie w którym będę robić coś, z czego będę mieć satysfakcję. Niedawno dopiero to zrozumiałam i teraz ogarniam swoje życie od nowa, naprawiam je. Bo wcześniej nie miało najmniejszego sensu. Teraz chcę nadać temu życiu kierunek, misję, pasję. Ustal sobie co w życiu lubisz i dąż do tego, żeby to robić. Połącz pożyteczne z przyjemnym, kształć się w tym co lubisz, by potem na tym zarabiać. Nie patrz na ojca, tylko na to co TY chcesz w swoim życiu robić. Jeśli interesują Cię praktyczne informacje, książki itp o tym jak wytyczać cele życiowe, jak się motywować do działania, to napisz na priv, bo ostatnio głównie w takiej treści siedzę. ;)

 

Od kiedy Twoi rodzice piją? Czy pili już jak byłeś mały? Może jesteś DDA/DDD...? Mógłbyś o tym poczytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×