Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Wrażenie rozpadania się

Rekomendowane odpowiedzi

Macie czasami wrażenie,że się rozpadacie,rozsypujecie?Macie poczucie,że cały Wasz świat,który z takim trudem budowaliście,rozsypuje się na Waszych oczach w proch?Próbujecie jakoś temu zaradzić,ale czego byście się nie dotknęli,to nie wychodzi.Potraficie sobie z tym radzić?Co robicie,żeby jakoś sobie pomóc?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, mi pomaga przekonanie, że życie to sinusoida. Raz jest lepiej, raz gorzej. Nie ma się co za bardzo przywiązywać do nikogo ani niczego, bo nic nie trwa wiecznie. Na szczęscie doły i niepowodzenia też są nietrwałe. Pamiętam, jak rzucił mnie chłopak, byłam wtedy bezrobotna i groziła mi operacja. Pomyślałam, że teraz to może być juz tylko lepiej - no i było po jakimś czasie ;) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Absinthe, prędzej czy później będzie lepiej. Trudno w to uwierzyć, jak się jest na dnie - ja wtedy staram się przeczekać, przetrwać, stawiać sobie krótkoterminowe cele - na kilka najbliższych dni, abo wręcz godzin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam wrażenie rozpadania się. Cały czas boję się, że rura pęknie i woda mnie zaleje, żyrandol się urwie, samochód się popsuje, kluczyki się zatrzasną podczas odśnieżania samochodu. Wszędzie widzę zagrożenia. Do windy nie wsiadam, rozglądam się czy nie spadnie na mnie sopel z dachu itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, temat bardzo mi znany i to od wielu stron poczynając od codziennego życia. Pojawia się siła żeby coś zrobić, zaplanować , zmienić i robimy krok do przodu co bardzo nas cieszy. I potem znowu przychodzi ten czarny czas kiedy cofamy sie o dwa kroki w tył. I dzieje się to ot tak! czuje zawsze ten moment, pogorszenie samopoczucia zawsze sie skrada powoli ale niestety zostaje na bardzo długo - przynajmniej u mnie. Taka totalna nie moc i frustracja, ze to co budowało sie skończy sie tak jak zawsze - czyli niczym.

Niestety nie mam na to sposobu. Zmagam się od długiego czasu z depresją i niestety nawet racjonalne tłumaczenie sobie, że tera może być tylko lepiej nic nie daje. Stan przygnębienia i bezsensu jest tak obezwładniający, że można tylko tępo przez kilka godzin patrzeć się na ścianę.

Podobnie jest z lekami. Nowe tabletki przepisane przez lekarza, znowu nadzieja, ze tym razem bedzie dobrze, że napewno przyniosą oczekiwany efekt - i z reguły tak jest dopóki organizm sie nie przyzwyczai - a potem znowu to samo tylko, że już się nie wierzy w to, ze będzie lepiej.

Bardzo chciałabym znać tak cudowny środek przeciwdziałający rozpadniu się na małe kawałeczki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pojawia się siła żeby coś zrobić, zaplanować , zmienić i robimy krok do przodu co bardzo nas cieszy. I potem znowu przychodzi ten czarny czas kiedy cofamy sie o dwa kroki w tył. I dzieje się to ot tak! czuje zawsze ten moment, pogorszenie samopoczucia zawsze sie skrada powoli ale niestety zostaje na bardzo długo - przynajmniej u mnie. Taka totalna nie moc i frustracja, ze to co budowało sie skończy sie tak jak zawsze - czyli niczym.
Dokładnie.Niestety,ze względu na cykliczność nie śmiem nazwać tego przypadkiem,pechem albo czymś podobnym. W życiu często coś się nie udaje i nie ma w tym nic dziwnego, ale kiedy co rusz, co jakiś czas dosłownie wszystko zaczyna obracać się w proch i trzeba zaczynać od początku, to chyba coś tu jest nie tak...

Najgorzej po takim kolejnym załamaniu wziąć się w garść, zacząć działać, zbierać się. Samo ruszenie się z miejsca wymaga ogromnego nakładu energii. No, ale cóż innego zrobić...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, no nie?człowieka ogarnia wkurw,że naprawdę ciężko pracuje,a nie z swojej winy wszystko się pieprzy....i jak tu dalej walczyć....?nie da się cały czas na trybie"kto walczy ten zwycięzca"bo wysiłek który idzie na marne napawa całą gamą negatywnych uczuć nie mówiąc o zaostrzeniach chorób...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Absinthe, załamania w takich wypadkach są bardzo gwałtowne i praktycznie nie wiadomo, jak sobie z nimi radzić. Po prostu w pewnym momencie brakuje już sił, żeby dalej się starać, walczyć, bo i tak mimo tych wszystkich trudów, skończyło się tak samo :( Często się człowiek zastanawia, po co to? Na co komu? Męczyć się, szarpać? I tak w końcu wszystko się rozwali. Właśnie takie załamania najgorzej jest przetrwać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, oj tak.Ja nie oczekuje że moje życie będzie usłane różami i przeplatane różową mgiełką,ale kvrwa nie wszystko na raz....już nie wiem co jest gorsze nawrót choroby czy fakt że masz ręce związane bo co byś nie zrobił to źle.Szczerze?ja nie mam pomysłu co mam zrobić.Rozumiem że Ty też w takiej sytuacji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Absinthe, no niby coś próbuję kombinować, ale jest ciężko. Dobrze, ze są przyjaciele, którzy wspierają, bo tak nie wiem, co bym zrobiła. W ogóle, że są osoby, które wspierają, próbują choć dobrym słowem dodać otuchy. To wiele znaczy. Próbuję się nie poddawać, działać. Zobaczymy, jak to dalej będzie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, tak dobrze że są takie osoby,ale wiesz ja się czuje jak taka ofiara losu-nic bym nie miała,jakby nie inni ludzie....chciałabym być chodź trochę nie zależna....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Tak Was czytam dziewczyny chyba mam teraz taki czas,zastanawiam sie po co az tyle staran tyle czasu,cierpliwosci jak dlugo jeszcze skad ciagle brac sily,czy to ma sens.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co robicie,żeby jakoś sobie pomóc?

ja wtedy padam na kolana. za co mnie tak nienawidzisz, pytam Go? a potem mówię, że jak możesz to pomóż mi.

czasem jest tak, że muszę to zrobić bo nic innego mi nie pomoże, wtedy mogę zacząć sięgać po inną pomoc, po prostu zaczynam czuć się lepiej - miałem tak 2 razy w przeciągu ostatnich 5 miesięcy. jeszcze nigdy tak źle się nie czułem w życiu jak w ostatnim czasie, non stop się rozpadam i, co mnie samego zadziwia, scalam na powrót, czasem myślę, że już się nie pozbieram, nie scalę ale robię się coraz silniejszy. nie wiem, ale bez tego co napisałem na początku bym nie dał rady.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

By nabrac sil musze odciac sie od ludzi pobyc sama pozbierac myli w calkowitej samotnosci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jeszcze nigdy tak źle się nie czułem w życiu jak w ostatnim czasie, non stop się rozpadam i, co mnie samego zadziwia, scalam na powrót, czasem myślę, że już się nie pozbieram, nie scalę ale robię się coraz silniejszy. nie wiem, ale bez tego co napisałem na początku bym nie dał rady.
Człowiek tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, ile jest w stanie znieść. A często znosi bardzo wiele. Najgorzej, kiedy zaczyna brakować sił na to, żeby znów się podnosić, przychodzi czas, że jesteśmy już wszystkim tak potwornie zmęczeni, że jedyne, czego chcemy, to odpocząć. I wtedy właśnie bardzo ważna jest obecność innych ludzi, poczucie, że nie jest się samemu, że są osoby, na które można liczyć, którym zależy, które wesprą bodaj dobrym słowem. To jest bardzo ważne. Ja osobiście bez tego nie dałabym rady wykrzesać z siebie choć iskry działania. Jednak dzięki tym, którzy przy mnie są, powoli, pomalutku, jestem w stanie zmusić się do działania. Jak nie dla siebie, to dla Nich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, to prawda, obecność innych osób jest bezcenna, możemy ich nie być stanie znieść ale czasem to po prostu jedyna "rzecz" (ta obecność kogoś) jaka może pomóc. Dlatego ważne żeby nie palić mostów, coś z siebie dawać i tak to działa pomału, jestem w stanie iść dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie mam to wrażenie.

 

Życie mi się posypało i ja sama też się odłamuję - kawałek po kawałku, docieram do coraz większej zgnilizny i pewnie wkrótce się okaże, że już nic wartego uwagi nie ma i właściwie nigdy nie było.

 

Okropne uczucie.

 

Jak sobie z tym radzę? Modlę się. Chociaż w Boga nie wierzę. Nie takiego. O pogodę ducha się modlę (znam tekst z jednej takiej grupy wsparcia - nie AA). Nic więcej się już nie da zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lukk79, niestety, ale ja mam w zwyczaju palić za sobą mosty. W złości człowiek mówi różne rzeczy, a później tego żałuje. No, ale cóż...trzeba sie uczyć na błędach ;)

 

Denial, myślę, że jednak choćby ostatkiem sił można spróbować to zatrzymać, zdziałać coś. Spróbować poszukać jakiegoś wyjścia...

Najgorszy w tym wszystkim jest ten brak sił. Totalne zmęczenie, które bardzo ciężko przełamać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, a te bardzo duże zmęczenie, brak sił skąd się u Ciebie bierze, jakiego jest rodzaju, masz dużo zajęć itp. czy zmęczona sobą itp.?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Denial, myślę, że jednak choćby ostatkiem sił można spróbować to zatrzymać, zdziałać coś. Spróbować poszukać jakiegoś wyjścia...

Najgorszy w tym wszystkim jest ten brak sił. Totalne zmęczenie, które bardzo ciężko przełamać...

 

Moja głowa nie podsuwa mi żadnych konstruktywnych wyjść. Już dawno nie mogę jej ufać... To już lepiej popłynąć z prądem, niż walić głową w mur.

 

Jest jeszcze jedna rzecz, którą można zrobić: prawdziwie słuchać innych (może się czegoś dowiemy?). Tych z podobnymi problemami, którzy rozumieją co możesz czuć i wśród których nie czujesz się jak przybysz z innej planety. Albo tych, którzy mogliby Nam pomóc przestawić myślenie przez konfrontację punktów widzenia. Dla mnie to grupa i terapia.

 

Właśnie. To zmęczenie. Totalne wyczerpanie. Jak można myśleć o rozwoju osobistym nie mając nic do jedzenia? Tak samo trudno sięgać po nowe środki, nowe rozwiązania problemów i być w tym odważnym i kreatywnym, gdy jest się tak bardzo wyczerpanym, że już się tylko marzy o... odpoczynku. Czymkolwiek by nie był.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lukk79, jestem zmęczona wciąż niestabilną sytuacją, pojawiającymi się wciąż nowymi problemami, jak również tymi wcześniejszymi, z którymi jeszcze do końca sie nie uporałam. Jednego problemu nie rozwiążę do końca, a juz z innej strony coś się sypie. Ostatnio miałam nawał nowych problemów i praktycznie nie wydarzyło się nic pozytywnego, co mogłoby to zrównoważyć. Dlatego wzięłam sprawy w swoje ręce i próbuję coś sama zdziałać, bo skoro sprawy same nie chcą się rozwiązać, to nie będę czekac na cud, albo na całkowite rozwalenie się wszystkiego i mnie samej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, czasem widzę jak piszesz o tym, że mierzysz się z nowymi obowiązkami, obecnymi i tymi co Cię czekają. Wnioskuję przez to, że Twoja obecna sytuacja życiowa jest niestabilna, no tak, sama o tym piszesz, podejrzewam, że szukasz pracy, próbujesz się sama utrzymać itd. To faktycznie może odbierać siły i jak dodatkowo mierzysz się ze swoją depresją to wyobrażam sobie, że nie jest łatwo uzyskać stan kiedy ten dzień jest spokojny. U mnie trochę inaczej, mam w miarę stabilną sytuację ale próbuję odzyskać sam siebie. No i ludzie, oni chyba tutaj najwięcej mogą pomóc oferując swoją pomoc (o którą, to fakt, trzeba poprosić). W takich stanach jakie ja mam, to podobnie jak u Denial, czasem pomóc mi może tylko modlitwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lukk79, zgadza się, sytuację mam wciąż niestabilną i tak naprawde nie jestem pewna jutrzejszego dnia. Potrzebuję poczucia bezpieczeństwa i stabilności, bo tylko wtedy jestem w stanie zająć się tym wszystkim, co spycham głęboko w siebie, a co powoduje depresję i całą resztę- moją przeszłością. Próbuję sama zadbać o poczucie stabilności, ale sprawy nie ułatwia mi brak pracy. Czasami mam wrażenie, że nie mam już na nic sił i chciałabym już tylko odpocząć, czuję, że rozsypuję się wewnętrznie. Jutro mam kolejną rozmowę w sprawie pracy. Mam nadzieję, że w końcu się uda, bo czuję, że nie jest za dobrze. Dopóki jestem w stanie wykrzesać z siebie choć iskrę działania, to ok. Ale w momencie, kiedy tego zabraknie, to będzie bardzo źle. Utrzymuję się na powierzchni tylko dzięki wsparciu innych i za to będę im dozgonnie wdzięczna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×