Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Stabilność emocjonalna

Rekomendowane odpowiedzi

Co to według Was znaczy?Czy tylko chwiejne nastroje świadczą o braku stabilności emocjonalnej czy może coś jeszcze?Macie jakieś pomysły,co zrobić z huśtawką emocjonalną?Poza brakiem leków.Czy istnieje coś,co jesteśmy w stanie zrobić,żeby zrównoważyć swoją niestabilność?Czy może funkcjonuje to w sferze nieświadomej i sami nie jesteśmy w stanie nad tym zapanować?I najważniejsze pytanie:czy Waszym zdaniem osoba,która jest emocjonalnie niestabilna,ma szansę zbudować zdrowe,stabilne relacje z drugim człowiekiem?Może stworzyć rodzinę i nie skrzywdzić przy tym partnera i dziecka?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
?Macie jakieś pomysły,co zrobić z huśtawką emocjonalną?Poza brakiem leków.

 

Zakochać się :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pitu, mówiłam o stabilności emocjonalnej a nie o różowych okularach :pirate: Zakochanie się nie ma raczej zbyt wiele wspólnego ze stabilnością emocjonalną 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pitu, z "motylkami" w brzuchu :P Stan zakochania utożsamiany jest raczej z emocjonalnym uniesieniem,silnym pobudzeniem a nie stabilnością.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Pitu, Stan zakochania utożsamiany jest raczej z emocjonalnym uniesieniem,silnym pobudzeniem

 

To są fazy początkowe a poźniej przychodzi stabilność emocjonalna :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pitu, jeśli mówimy o zakochaniu,to nie o "dojrzałej" miłości.To jest różnica.Ponadto,na zakochanie czy też dojrzałą miłość nie ma się zbytniego wpływu,nie można się tego nauczyć,dzieje się niezależnie od Naszej woli.Ponadto "dojrzała"miłość nie jest panaceum na zmiany nastrojów.Nawet kogoś kochając,wciąż możemy być emocjonalnie niestabilni.I tutaj pojawia się problem,ponieważ owa niestabilność niejednokrotnie niszczy związek.Ale to tak na marginesie.Wracając do tematu,mnie chodzi o sposoby,które można samemu wypracować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lunaria, ;)

 

Wracając do tematu.Jak sobie radzicie z huśtawkami nastroju i jak to wpływa na Wasze kontakty z ludźmi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith, Dobrze , nie będę zaprzeczał jednak faceci mają inny pogląd a jeszcze inaczej pisząc jestem normalny dla wielu inny. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jestem normalny dla wielu inny
nie chce mi się już tego nawet komentować :pirate:Pitu, a co to m wspólnego z tematem stabilności emocjonalnej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie ma może jakiś wielkich huśtawek, albo po prostu jeszcze nie jestem na takim etapie żeby je dobrze identyfikować...

 

Jak jestem nakręcona negatywnie (boje się, wkurzam itp.) i jeśli nie daje mi to zupełnie żyć, to tabletka. Jeśli nakręcenie jest pozytywne to zwykle wystarczy że sobie powiem "spokojnie, nie szalej" albo przypomnę że przecież nie mam się z czego cieszyć - pomaga błyskawicznie. Jeśli jestem w dołku to jest najgorzej, nie mam na to sposobów, a jedyne co do głowy przychodzi to zrobić sobie krzywdę. Na chwilę pomaga oglądanie filmów. Skupiam się wówczas na fabule, zapominam o swoim życiu i mogę troszkę odpocząć przez te 1,5h

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak jestem nakręcona negatywnie (boje się, wkurzam itp.) i jeśli nie daje mi to zupełnie żyć, to tabletka.
No właśnie...ale całe życie na tabletkach w takich wypadkach,to nie jest optymistyczna perspektywa.
Jeśli jestem w dołku to jest najgorzej, nie mam na to sposobów, a jedyne co do głowy przychodzi to zrobić sobie krzywdę.
Znam to.Na szczęście udało się to opanować.Długo to trwało,ale jakoś powoli zrozumiałam,że nie tędy droga i tylko bardziej się przez to napędzam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja nie ma może jakiś wielkich huśtawek, albo po prostu jeszcze nie jestem na takim etapie żeby je dobrze identyfikować...

 

Jak jestem nakręcona negatywnie (boje się, wkurzam itp.) i jeśli nie daje mi to zupełnie żyć, to tabletka. Jeśli nakręcenie jest pozytywne to zwykle wystarczy że sobie powiem "spokojnie, nie szalej" albo przypomnę że przecież nie mam się z czego cieszyć - pomaga błyskawicznie. Jeśli jestem w dołku to jest najgorzej, nie mam na to sposobów, a jedyne co do głowy przychodzi to zrobić sobie krzywdę. Na chwilę pomaga oglądanie filmów. Skupiam się wówczas na fabule, zapominam o swoim życiu i mogę troszkę odpocząć przez te 1,5h

 

Ja słucham muzyki... a już najczęściej to...dzwonię do mamy.

Po prostu wylewam z siebie wszelki żal, lęk... czasami zwykły płacz pomaga.

Jednak dość ważne jest dla mnie zdanie innych, trzeźwe spojrzenie na sytuację osoby, która nie jest z daną sytuacją emocjonalnie związana- pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja niestabilność ostatnio dość mocno utrudnia mi życie .Wszystko jest ok,a tu nagle z minuty na minutę nastrój leci mi w dół i zaczynam ryczeć.No i nic nie dam rady zrobić, czasami mam problem z podniesieniem się z łóżka.I tak mną huśta:górki ,dołki.To bardzo uciążliwe i męczące,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Wracając do tematu.Jak sobie radzicie z huśtawkami nastroju i jak to wpływa na Wasze kontakty z ludźmi?

 

Wcale sobie nie radzę. No i właśnie... ci ludzie.

Niestety nie umiem panować nad "humorkiem"... a to widać. Ci którzy są bliżej mnie (myślę o pracy) po prostu się do tego przyzwyczaili. Wiedzą, że muszą mnie zostawić w spokoju i najlepiej się wtedy nie odzywać, zwłaszcza w sprawach, które nie są niezbędne w pracy.

Tym sposobem jestem z wieloma osobami na dystans, bo wiem, że trudno im znosić takie huśtawki. I wcale się nie dziwię.

Sposobu na to nie mam. Chyba jedyny, żeby nie zrazić już wszystkich do siebie, to zaciśnięte zęby, unikanie rozmów, no i niestety tylko przeczekanie. Po paru dniach mija do w miarę normalnego stanu. A za jakiś czas... od nowa :-|

No i płacz... Czasem jest taki dół z płaczem, który prawie rozrywa, jakbym chciała sama siebie wypluć, wyrzucić całe wnętrze..., ale to tylko w domu, wieczorem, jak nikt już nie może zobaczyć. Publicznie nie płaczę :!:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi tak na prawdę pomagają dwie rzeczy:

- odzyskanie obiektywnego spojrzenia na daną sprawę. Nie zawsze to się udaje, ale warto próbować np. wyobrazić sobie kogoś innego w swojej sytuacji, pomyśleć, jak ja bym postrzegala taką osobę albo co bym w takiej sytuacji poradziła

-kontakty z ludźmi, zwłaszcza tymi spokojnymi ;-) Wystarczy czasem sama obecność takiej osoby, żeby wyciszyć emocje. Mi tak pomaga mój facet. On jest nieograniczoną siłą spokoju i prawie nic go nie rusza. Nie musi nawet nic mówić ani nawet mnie rozumieć, żeby jego spokój mi się udzielił ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak jestem nakręcona negatywnie (boje się, wkurzam itp.) i jeśli nie daje mi to zupełnie żyć, to tabletka.
No właśnie...ale całe życie na tabletkach w takich wypadkach,to nie jest optymistyczna perspektywa...
to prosta droga do uzależnienia - ja sie uczę bez tabletek i powiem że wychodzi :D ->muzyka, ulubine zajęcie, spacer, film, rozmowa z koleżanką ale ważne - nauczyłam sie już mówić głośno i uprzedzać najbliższych o spadku formy - żeby nie czuli winy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ostatnio powiedziałam terapeutce,że nie chcę mieć dzieci,bo jestem zbyt niestabilna emocjonalnie.A wiadomo-dziecko to nie jest zabawka.Moja potrzeba posiadania dziecka liczy się w tej chwili najmniej.Niestety,ale doszłam do wniosku,że jeśli co jakiś czas będzie wracać depresja albo nerwica i nie mogę być stabilna,to nie chcę mieć dzieci.Nie chcę im zapewnić rozrywki w postaci niestabilności matki.Później za x lat okaże się,że moje dziecko potrzebuje pomocy specjalisty.W życiu bym sobie czegoś takiego nie darowała.Nie chciałabym,żeby cierpiało,bo Jej/Jego matka jest niestabilna. :( Dlatego rodziny mieć nie będę... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, ja też się trochę boję takich rzeczy. I ze względu na dzieci i ze względu na siebie.

Boję się trochę, że zacznę świrować i milion razy w nocy będę sprawdzać czy dziecko oddycha i inne tego rodzaju rewelacje. Mam kuzynkę, która się nie leczy, a do tego bardzo długo nie mogła mieć dzieci. Nie spała całe noce, bo się tak przejmowała. Chyba nadal rzadko śpi...

Obecnie jestem na takim etapie, że wiem, że dziecko nie wchodzi w grę. Odpowiedzialność za psa ledwo ogarniam. Nie mniej jednak wiem, że przyjdzie taki moment. Po cichu liczę, że jak już się wyleczę to problemy będą rozwiązane i nie wróci już to, co było.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlatego rodziny mieć nie będę...

Lilith, ale po to chodzisz na terapię żeby panować nad emocjami. Za rok dwa zupełnie inaczej podejdziesz do tego jak będziesz już bardziej dojrzała emocjonalnie. Zobaczysz :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Po cichu liczę, że jak już się wyleczę to problemy będą rozwiązane i nie wróci już to, co było.
Ja własnie co do tego mam największe możliwości.Boję się nawrotów.Obawiam się,że pewne rzeczy można zaleczyć,ale całkowicie się ich nie wyleczy :(
Lilith, ale po to chodzisz na terapię żeby panować nad emocjami.
Zważywszy na ostatni rzut depresji,to coś kiepsko mi to idzie :( Jest ewidentnie lepiej,jestem w stanie poradzić sobie po jakimś czasie z nawrotem,ale niestety,co jakiś czas scenariusz się powtarza.Albo w przypadku nerwicy albo depresji i już powoli tracę nadzieję,że się od tego całkowicie uwolnię.A obawiam się,że nie mam prawa narażać dziecka na przeżycia związane z moimi zaburzeniami :( Obserwuję u siebie popadanie w skrajności:albo mam niespożyte zapasy energii,zapał nie z tej ziemi,świetny humor,albo leżę na łóżku i patrzę w sufit.Nie ma niczego pomiędzy.To zdecydowanie zbyt duży rozrzut,zbyt duża niestabilność...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy nic się wokół mnie nie dzieje, to raczej jestem dość stabilny emocjonalnie, czuję w większości cały czas to samo, nie wiem co tak konkretnie, ale to samo. Niestabilny jestem, gdy coś się dzieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem zupełnie niestabilny,moje emocje to istny rollercoaster,zmienne pare razy w ciągu dnia,od skrajności w skrajność,jednak ostatnie tygodnie to ciągłe poczucie spadków za nic nie mogę wziąć sie porządnie,każdy pomysł porzucam po 2-3 dniach,jedynie rutynowe obowiązki..

Nie potrafie się ustabilizować,lub "przełączyć" na to gdy wszystko wydaje się banalne...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Jestem zupełnie niestabilny,moje emocje to istny rollercoaster,zmienne pare razy w ciągu dnia,od skrajności w skrajność,jednak ostatnie tygodnie to ciągłe poczucie spadków za nic nie mogę wziąć sie porządnie,każdy pomysł porzucam po 2-3 dniach,jedynie rutynowe obowiązki..

Nie potrafie się ustabilizować,lub "przełączyć" na to gdy wszystko wydaje się banalne...

Moja cenna rada zakochaj się to uskrzydla :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×