Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Stres,napięcie a zaburzenia odżywiania

Rekomendowane odpowiedzi

Kiedy raz spróbuje się rozładować napięcie poprzez objadanie się,to później jest bardzo ciężko radzić sobie w inny sposób.Nic nie pomaga.Dopiero pochłonięcie wszystkiego,co ma się w zasięgu ręki,czasami aż do bólu,sprawia,że napięcie trochę się zmniejsza.Stres bardzo "nakręca"zaburzenia odżywiania.Stają się one sposobem na rozładowanie go.Wszystko jest w miarę pod kontrolą do momentu,kiedy nadchodzi stres lub kryzys i pojawia się napięcie.Jak sobie z tym radzicie?Jak zmniejszyć napięcie i tym samym nie wrócić do starych praktyk?Udało Wam się wypracować jakiś sposób?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam odwrotnie. Jak jest stres i napięcie, to nie umiem jeść. Muszę wtedy zmuszać się do przełknięcia chociaż kilku kęsów i pilnować, żeby zaraz tego nie zwrócić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Selenhe, to jest kolejna z możliwych reakcji na stres.Sporo osób,które nie mają problemu z ed,odczuwa spadek apetytu,kiedy pojawia się stres,ale zazwyczaj nie przybiera to skrajnych form.Natomiast u osób zmagających się z zaburzeniami odżywiania ma to olbrzymie "rozmiary"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdyby nie mianseryna, to mogłabym w ogóle nie jeść :roll: Lubię jeść, ale w sytuacjach kryzysowych najzwyczajniej nie przechodzi mi jedzenie przez gardło. Chciałabym zrezygnować z mianseryny, ale ciągle do niej wracam, inne leki nie 'pomagają' jeśli chodzi o brak apetytu. Witki opadają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysiłek fizyczny, ale to dosyć trudne czasem do wykonania jest... Tak samo wsparcie czyjeś, rozmowa, ale o to, to jeszcze trudniej... I myślę, że istotne jest jak najszybsze uświadamianie sobie, wszystkiego po kolei, narastającego stresu, tego pragnienia rozładowania go, że napad się zbliża... Bycie świadomym, że to taki mechanizm i świadomość też tego co poddanie się mu ze sobą niesie, jakie są skutki w samopoczuciu. Ale o czym ja tu w ogóle mówię, do tego trzeba dużej siły, pewności, stabilności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W stresie większym mam spore kłopoty z apetytem ,cały organizm

mi świruje dlatego naturalnie mam zawsze wage w normie co przytyje stres ze mnie wyciągnie.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
I myślę, że istotne jest jak najszybsze uświadamianie sobie, wszystkiego po kolei, narastającego stresu, tego pragnienia rozładowania go, że napad się zbliża
To jest chyba jedna z najistotniejszych kwestii.Zazwyczaj objawy narastającego napięcia są bagatelizowane i dopiero,kiedy przybiera ono olbrzymie rozmiary,orientujemy się,co zaczyna się dziać.Niestety-zazwyczaj wtedy jest już za późno na konstruktywną reakcję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Selenhe[/b], Ja też mam podobnie. Jeśli jestem zestresowana, mam duże problemy nie jem. Pamiętam jak po rozstaniu z mężem, jego świrowania, prześladowania doprowadziły do tego, że dwa tygodnie żyłam o kawie, fajkach i raz na pare dni zjadłam jakis batonik, a właściwie wmusiłam go w siebie. W takich momentach czuje jakby gulę w gardle i czasami choćbym chciała nie jestem w stanie niczego przełknąć. A najdziwniejsze jest to, że w ogóle nie odczuwam apetytu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W takich momentach czuje jakby gulę w gardle i czasami choćbym chciała nie jestem w stanie niczego przełknąć. A najdziwniejsze jest to, że w ogóle nie odczuwam apetytu

Miało ostatnio coś identycznego, dobrze, że mija, nie zdążyłam za wiele schudnąć na szczeście.

Zaburzenia odżywiania to też ucieczka od problemów i stresu- pamiętam jak głodziłam się, żeby się 'ukarać' za jakieś niepowodzenia i porażki. A potem odreagować jakieś nerwy wyżerką.

W zasadzie to działa w obie strony: denerwując się, będąc w złym nastroju objadamy się, co daje chwilowe ukojenie a potem dół się pogłębia.

I weź tu bądź człowieku mądry :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W zasadzie to działa w obie strony: denerwując się, będąc w złym nastroju objadamy się, co daje chwilowe ukojenie a potem dół się pogłębia.
Dokładnie.I jak widać sama świadomość tego mechanizmu nie pomaga w pozbyciu się tego typu nawyków.Co więc zrobić?
tak trudno zachować jakąś równowagę
Przy ed równowaga raczej nie istnieje.Popada się ze skrajności w skrajność...

Wypracowanie równowagi jest cholernie trudne :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith,

sama świadomość tego mechanizmu nie pomaga w pozbyciu się tego typu nawyków.Co więc zrobić?

moim zdaniem pomaga terapia i uczenie się sposobw radzenia sobie ze stresem w sposob mniej "destrukcyjny". Chociaz mam wrażenie, ze takie tendecje są uwarunkowane w charakterze i nie da się tego wytępić do końca. Mówię o swoim przypadku :roll::D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja mam odwrotnie. Jak jest stres i napięcie, to nie umiem jeść. Muszę wtedy zmuszać się do przełknięcia chociaż kilku kęsów i pilnować, żeby zaraz tego nie zwrócić.

 

U mnie to samo.... ed nie mam ale swojego czasu, przy pierwszym rzucie choroby, gdy nawet nie wiedziałam co to, w ciągu 1,5 miesiąca schudłam ponad 10 kg, nie mogłam jeść..... mdłości, wymioty z nerwów przybrały dramatyczny rozmiar.... przy 175 cm wzrostu ważyłam 55kg, wyglądałam jak trupek, koszmar.

Teraz jest tak samo, w sensie, że jak tylko się stresuje nie jem, nie mogę, a lubię jeść, to mnie jeszcze bardziej stresuje i samo się napędza. Potrafię to w miarę ogarnąć, znaczy jem, bo wiem że muszę i przyswajam pokarm, ale przyjemności z tego żadnej.... ani apetytu....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tego,co widziałam,to nawet ludzie niecierpiący na ed mają problem z jedzeniem,kiedy pojawia się stres.Zastanawiam się czy jest to naturalna reakcja?U osób zdrowych,problemy z jedzeniem mijają,kiedy napięcie się zmniejsza.U osób z ed nie wygląda to w ten sposób.Zazwyczaj mają problem z jedzeniem jeszcze długo po stresie.No i mają poczucie winy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, Zauważyłam w ogóle, że tendencje do problemow z jedzeniem w stresowych sytuacjach pojawia się najczęściej u osób, które miały jakieś doświadczenie z dietami. Czyli u większość kobiet i dużej części mężczyzn :) Im ktoś bardziej przejmuje się swoją sylwetką i tym co je (mówię tu też zdrowych osobach, w graniach normy) tym bardziej traktuje objadanie się jako "coś złego". Więc jedzenie staje się czymś w rodzaju używki, a po te sięgamy często, gdy jesteśmy w stresie; palimy papiersy, idziemy się najeb... ;) i tym podobne. Ludzie, ktorzy nie przywiązują większej wagi do tego ile i co jedzą mają z tym miejszy problem, albo nawet jeżeli zdaży im się np. nawsuwać słodyczy przed egzaminem czy wyczyscić lodówkę przed rozmową o pracę jest dla nich normalną, ale rządką sytuacją, nie przywiązują do niej większe wagi i nie mają potem większych wyrzutów sumienia. Przynajmniej ja to tak widzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zauważyłam w otoczeniu grupę ludzi, którzy albo się objadają w stresie, albo wtedy zupełnie nie są w stanie jeść.... Myślę, że to indywidualne. Ja bym chciała najbardziej jakąś równowagę. Bo potrafię się albo głodzić, albo obżerać. Nie lubię tych skrajności, wolałabym coś wypośrodkowanego :<

 

-- 13 sty 2013, 19:10 --

 

Na pewno to nie jest aż w takiej skali jak ed. Myślę, że "normalni" ludzie mogą mieć problem z jedzeniem w czasie stresu, ale szybko wracają do normalności. U ed nie jest tak łatwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zauważyłam w otoczeniu grupę ludzi, którzy albo się objadają w stresie, albo wtedy zupełnie nie są w stanie jeść
Albo raz tak a raz tak.
Ludzie, ktorzy nie przywiązują większej wagi do tego ile i co jedzą mają z tym miejszy problem, albo nawet jeżeli zdaży im się np. nawsuwać słodyczy przed egzaminem czy wyczyscić lodówkę przed rozmową o pracę jest dla nich normalną, ale rządką sytuacją, nie przywiązują do niej większe wagi i nie mają potem większych wyrzutów sumienia.
Dlatego myślę,że wiele się rozbija o poczucie winy,wyrzuty sumienia w przypadku osób z ed...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak nie jadłam, w stresowych sytuacjach robiłam sobie krzywdę, grałam na emocjach innych i byłam chujem. Jak nauczyłam się zwracać bez wkładania palców czy czegokolwiek do gardła - po prostu zwracałam. Sam odruch stał się nawykiem. Aż w końcu przerodziło się to w bulimię. Dopiero, gdy poważnie zachorowałam, doceniłam to 'znienawidzone' wcześniej życie i postanowiłam, że nie, koniec, nie będę już słaba. I dopiero wtedy, po dwóch latach, odczułam w pełnej mocy stres, który zagłuszałam przez te lata. Nerwica, nie nerwica, nerwica... Paranoja. Jak sobie radzę? Biorę dupę w troki. Nie mogę sama? Łykam antydepresant. Nic na siłę, ale i nic, żeby rozleniwić dupę. '(...) Robić, co się lubi, realizować plan'. To głupie, ale dopiero wtedy (dopiero niedawno!) zdałam sobie sprawę, że gdzieś po drodze, jak 'cwaniakowałam' i trzymałam wagę przy pomocy zwykłego schylania się nad kiblem, zgubiłam marzenia, cel, plan i... siebie. Cały ten stres, to wszystko... Nagle obudziłam się z ręką w nocniku w miejscu, w którym nigdy nie chciałam być. Odstawienie alkoholu i innego gówna dopiero mi to uświadomiło. Po 8, prawie 9 latach obsesji wiem, że ten czas... Straciłam. Drugie życie, uśmiechy, nie dzięki, nie mam ochoty na pizzę, wolę piwo, zobacz, jaka jestem spasiona, no co ty, oj tam, ile ważysz, 42kg, ale ładnie schudłaś, zjedz coś, proszę, wyszłaś z tego, nie nie wyszłam... Paranoja. Żyłam na dwa życia. Odsunęłam od siebie wszystkich i nienawidziłam wszystkich, którzy wtrącali się w mój porządek życia, a przy okazji rujnowałam porządek życia ich. Przepraszam, że piszę ze swojej perspektywy, ale właśnie staram się wychodzić. I, póki co, ze stresem radzę sobie nervosolem, muzyką, olewaniem studiów i rysowaniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

proxy01, czas który mi minął na anoreksji oceniam tak samo. Dwa lata wyjęte z życia. Często odczuwam to, gdy w towarzystwie wszyscy opowiadają sobie różne historie z tego czasu. Mnie w tych historiach oczywiście nie było, bo byłam w swoim małym światku, gdzie tylko to ile zjadłam, schudłam, głodzenie się, objadanie, ćwiczenia i ciągłe wyrzuty sumienia były na porządku dziennym. Wtedy niemal zupełnie straciłam nadzieję i nie widziałam już w ogóle sensu, w końcu czym wtedy było życie...? Po czasie, gdy ten epizod miałam już za sobą, zobaczyłam ile wspomnień by mnie ominęło i uznałam, że nie warto się poddawać. Nie wiemy co może się przydarzyć za jakiś czas. A może to będzie coś dobrego, wartego żeby tego doświadczyć, przeżyć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W stresie mniej jem, w dużym stresie prawie nic nie jem. Kiedyś rzucił mnie facet na krótko przed wigilią, 2 dni nic nie jadłam, potem przez tydzień ledwo co... W ogóle jedzenie często wydaje mi się potrzebne jedynie z fizjologicznego punktu widzenia, a poza tym problematyczne. Często wkurza mnie jak robię się głodna. Nie chce mi się odbywać czynności jedzenia.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

proxy01, nie przepraszaj,że piszesz ze swojej perspektywy.Cudze doświadczenia często pomagają innym i ważne jest,żeby je opisywać.

 

black swan, również mam tego typu problem,że po prostu nie lubię jeść.Gdyby nie to,że jest to wymuszone fizjologią,to bym nie jadła.Myślę,że to jednak jeszcze bardziej potrafi wpędzić w chorobę.Poza tym,kiedy się stresuję,to bardzo często w ogóle zapominam o jedzeniu.Nie czuję po prostu głodu,a jak już jem,to wszystko smakuje jak papier...

A innym razem znów jest przeciwna reakcja-pochłaniam to,co mam w zasięgu ręki :roll:

 

Teraz mam problem.Ostatnio mam bardzo dużo nerwów i stresu,doslownie mnie zżerają,nie ma czegoś takiego jak spokojny dzień i to mnie już wykańcza.Niby staram się jeść,choć ledwo mi jedzenie przechodzi przez gardło a waga i tak mi spadła do 47 kg :? To zbyt duży spadek wagi i nie wiem,co się dzieje.Gdybym nie jadła,to ok,można by to bylo tym wytłumaczyć.Ale ja jem więcej niż dawniej a mimo tego chudnę.Bez sensu :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, przy jakim wzroście? 47 to malutko :?black swan, może mieć rację, pewnie jednak jesz za mało, możliwe, że jeszcze dużo się ruszasz, dużo spalasz i waga leci w dół. Kiedy ten stresujący okres Ci się skończy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Snejana, 168 cm. Nie zanosi się na szybki koniec.Same egzaminy trwają jeszcze przez miesiąc,bo sesja na zaocznych trwa dłużej.Nie mówiąc już o całej baterii innych stresujących rzeczy,problemach ze snem.Niby jednak jem więcej niż wcześniej,ale waga wciąż spada.W tygodniu będę robić badania,bo ten spadek wagi nawet jak na mnie jest zbyt duży.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam na odwrót. Lecz moja mama ma tak samo jak ty. Musisz się zając stresem, musisz umieć panować nad swoim organizmem..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×