Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Psychoterapia uzależnień

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie.Czy psychoterapia uzależnień w jakiś sposób różni się od innych psychoterapii?Na czym się najbardziej skupia?Jakie macie doświadczenia w tym zakresie?Co można zyskać dzięki psychoterapii uzależnień?Jakie panują tam zasady?Jakie są formy psychoterapii uzależnień?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

psychoterapia uzależnień przede wszystkim jest bardziej zdyscyplinowana niż inne terapie, tutaj nie ma miejsca na pomyłki, odpoczynek, potrafią dać wycisk, ale to dlatego, że osoby uzależnione są świetnymi manipulatorami i potrafią chronić swoje uzależnienie. Dlatego w tym wypadku musi być dobry terapeuta, który nie ulegnie ckliwym opowiastkom, tylko "złapie za pysk". Ja byłam na terapii uzależnień w ośrodku dla dzieci i młodzieży, ale nie mogli sobie ze mną poradzić, potrafiłam tak bardzo kierować terapeutami, że przychodziłam na terapie pod wpływem narkotyków, a oni mi jeszcze współczuli jaką ja miałam straszną przeszłość. Miałam wtedy 15 lat, uciekłam z leczenia i kilka miesięcy później rodzice zawieźli mnie do innego ośrodka, tylko on był dla dorosłych. Miałam prawie 16 lat i po kilku konsultacjach przyjęli mnie warunkowo, ale nie traktowali ulgowo dlatego, że byłam jedyna niepełnoletnia. Dostałam "kopa", "złapali mnie za pysk", wcale nie chronili, ani nie współczuli. Szybko nauczyłam się pokory i pogodziłam się z chorobą. W końcu uległam i nauczyłam się rozróżniać swoje zachowania itp. Jak byłam gotowa i radziłam sobie w relacjach z terapeutą, wrzucili mnie na grupę. Tak dopiero dostałam w d*pę. Na grupie nikt się z Tobą nie patyczkuje. Terapeuta też nie chroni Cię przed prawdą z ust innych osób. To był ciężki czas, zwłaszcza jak ciągle jesteś na głodzie i marzysz o "chwili dla siebie". Ale dzięki temu od 6 lat jestem czysta od narkotyków i żyję. Oprócz tego, że żyję, radzę sobie, raz lepiej, raz gorzej, ale znam schematy, wiem czego unikać i co robić, żeby znowu nie wpaść do szamba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
psychoterapia uzależnień przede wszystkim jest bardziej zdyscyplinowana niż inne terapie, tutaj nie ma miejsca na pomyłki, odpoczynek, potrafią dać wycisk, ale to dlatego, że osoby uzależnione są świetnymi manipulatorami i potrafią chronić swoje uzależnienie
Innymi słowy są jasne zasady,które są egzekwowane.Tak jak napisałaś-bez tego byłoby ciężko.Wydaje mi się,że "zwykła"terapia nie zdała by w tym momencie egzaminu.Byłaby zbyt delikatna...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dla mnie pomiędzy terapią uzależnień a psychoterapią wglądową zasadniczą różnica jest to, że na terapii uzależnień skupiasz się na objawach i nie grzebiesz głęboko w psychice, tak jak to ma miejsce w psychoterapii pogłębionej. przynajmniej u mnie tak było na terapiach na oddziałach dziennych. często osoba, która przeszła terapię uzależnień potrzebuje też terapii wglądowej, pogłębionej, ale zawsze kolejność jest taka, że najpierw trzeba uporać się z problemem uzależnienia. co do zasad: zachowywanie bezwzględnej abstynencji od wszelki substancji psychoaktywnych, gier hazardowych, narkotyków (bez względu na to czy od tego też jesteś uzależniony czy nie). trochę prac pisemnych: życiorys, historia uzależnienia. prace związane z obserwacją objawów głodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokładnie. ja przeszłam dwie terapie uzależnień, potem uczyłam się funkcjonować w społeczeństwie na trzeźwo, poznawałam nałogowe mechanizmy, jak się ich wystrzegać i jak sobie radzić w przypadku nawrotu, głodu etc. i dopiero jak stanęłam na nogi w przypadku nałogu, miałam jakiś "staż" abstynencki i czułam się na tyle pewnie, że żyłam poza terapią, poza ośrodkiem i dopiero mniej więcej rok temu zaczęłam leczyć pozostałe objawy i zagłębiać się w swoją psychikę. Wprawdzie powinnam robić to wcześniej już, bo czysta jestem 6 lat, ale "tak wyszło", że dopiero rok temu wróciłam na terapie, a 2 tygodnie temu zaczęłam ponownie leczenie w swoim ośrodku z tym, że właśnie skupiając się na wszystkim poza uzależnieniem (nie w 100%, ale głównie). Zwłaszcza, że nałogowcy mają to do siebie, że mimo trzeźwości, z upływem czasu pojawiają się właśnie zaburzenia lękowe, stany depresyjne, kompulsje, pustka itd. Mnie oczywiście to nie ominęło i w ośrodku pracujemy nad lękami i napadami paniki, szukamy przyczyn, pracujemy nad moimi zaburzeniami osobowości i uczę się znowu funkcjonować w społeczeństwie, ale teraz pracując nad tym wszystkim co wyszło na wierzch po tych kilku latach. Zwłaszcza, że ja byłam uzależnionym nielatem. Na pierwszy odwyk trafiłam jak miałam 15 lat, a właściwą terapie w ośrodku zaczęłam jak miałam ledwo 16. Więc obecnie mając 22 lata uczę się żyć z ciężkim bagażem doświadczeń będąc powiedzmy "dorosła".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pisanka, a mi mówią, że taka młoda a uzależniona :o a zaczęłam się leczyć prawie 10 lat później niż ty, szok

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja w ogóle wcześnie zaczęłam życie. Jest to zresztą jedno z moich zaburzeń. W wieku 8 lat już się cięłam i oglądałam filmy pornograficzne doskonale wiedząc o co w nich chodzi, w okolicach 10-11 lat żyłam "pełnią destrukcyjnego życia", a w wieku lat 15 jak trafiłam na leczenie najpierw do ośrodka dla nielatów to z góry powiedzieli, że ciężko będzie postawić mnie na nogi i raczej nie wróżyli dobrej przyszłości, ogólnie skreślili mnie na dzień dobry, za drugim razem trafiłam dla ośrodka dla dorosłych i przyjęli mnie na warunkowym, bo uznali, że mimo 15-16 lat, psychicznie jestem na tyle dojrzała, żeby poradzić sobie z normalną terapią. Szybko odnalazłam się wśród dorosłych i leczenie skończyłam. W tym ośrodku też zastanawiali się co ze mną będzie, bo byłam tak zaburzona i odrealniona, poza tym byłam dzieckiem wśród dorosłych, nie miałam żadnej taryfy ulgowej, ale tylko dzięki temu teraz żyję, pracuję, mam własne mieszkanie, skończyłam szkołę, kontynuuje naukę, biorę niedługo ślub itd. Po leczeniu musiałam się usamodzielnić, wyprowadziłam się od rodziców, pracowałam od 16 roku życia i teraz jestem najmłodszą managerką w historii firmy, ale skoro wszystko tak szybko poszło, szybko zaczęłam żyć, to pewnie szybko też umrę. Zdrowotnie jestem w gorszym stanie niż moja babcia, a psychicznie mimo siły jaka we mnie jest, jestem i tak krucha. Mam nadzieję, że obecne leczenie pomoże mi ustać na nogach jeszcze dłużej :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pisanka, super, że podjęłaś się terapii tak wcześnie, bo jednak nie ma co porównywać siły uzależnienia rozwijającego się 5 lat, a takiego, które trwa 20 czy 30. wszyscy na terapii mi mówią, żebym się cieszyła, że trafiłam do ośrodka tak wcześnie, bo wtedy straty nie są jeszcze tak duże i o wiele łatwiej poradzić sobie z uzależnieniem (co rzeczywiście jest prawdą, z tego co się napatrzyłam w ośrodku). Aż mi się nie chce wierzyć, że mimo że uzależnienie tak spustoszyło twój organizm to tak szybko z niego wyszłaś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie do końca jest tak, że jak dłużej tkwisz w uzależnieniu to jest trudniej niż jak krócej. Tzn na pewno jest to inaczej, ale czasami jest tak, że jak jesteś krótko w uzależnieniu, to ciągle Ci mało, chcesz więcej, nie zdążysz "upaść na dno" i nie czujesz tak dużych strat wywołanych uzależnieniem, a osoby które np. po 20 latach picia alkoholu, życia w gównie podjęły taką decyzje, przeważnie są już tak wymęczone chorobą, bezsilne, że "oddają się w całości", żeby poczuć jakąkolwiek ulgę, bo męczą się tak bardzo ze sobą i z uzależnieniem.

Często jest tak, że żeby zrozumieć i uwierzyć, że ma się problem i jest się uzależnionym trzeba osiągnąć dno. Każdy nałogowiec zawsze chroni swojego nałogu jak tylko może "nie mam problemu", "kontroluję to", "daję radę", "jak będę chciała to przestanę" takie ciągłe oszukiwanie siebie, ale z drugiej strony czemu masz przestać pić? skoro masz męża / żonę, w pracy też jakoś dajesz radę mimo, że szef krzywo się patrzy, znajomi czasami mają Cię dosyć, bo się upijasz na imprezach do nieprzytomności, ale mimo to Cię akceptują i Twoją "słabą głowę", jest Ci niewygodnie momentami, ale "da się żyć", a w sytuacji gdy tracisz pracę, partner/ka odchodzi od Ciebie, znajomi mają Cię gdzieś i gardzą Tobą, kasy brakuje, nie masz za co opłacić mieszkania, więc zapożyczasz się u ostatnich znajomych, w końcu i ich tracisz, bo wisisz kasę i nie masz za co jej oddać, w końcu szukasz na siłę picia, mieszkania, i sensu. Wtedy dopiero większość nałogowców zaczyna rozumieć, że nie radzi sobie z tym jednak.

Ja też zrozumiałam gdy osiągnęłam swoje dno. Musiałam się upodlić, upokorzyć, stracić marzenia, pasje, miłość i rodzinę, żeby zrozumieć, że mimo 15 lat upodliłam się i osiągnęłam swoje dno. I że nadszedł czas pogodzić się z chorobą i zacząć stawać na nogi.

Gdyby nie uzależnienie moje życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej :/ ale są też dobre strony tego doświadczenia - jestem dojrzalsza, ostrożniejsza i trudniej mnie złamać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

znajomy ze zdiagnozowaną depresją został odesłany z psychoterapii na terapię uzależnień z powodu zapijania leków, przeszedł ją, nie pije od paru lat ale na psychoterapię nie wrócił i wypowiada się o niej z lekceważeniem, które mu tam wpojono: bagatelizowano wszystkie objawy depresji i stany lękowe (najpierw że to "dupościsk" abstynencyjny, potem że to "pijane myślenie", które będzie mu "zawsze zagrażać", potem że stany lękowe to "suchy kac") no i zrzucano na alkohol wszystkie jego życiowe problemy

 

skutek jest taki że ma o sobie znakomite mniemanie, ale od tych paru lat nic ze sobą nie zrobił i ma na oko nadal ewidentne stany depresyjne, tyle że chodzi na spotkania z kolegami z mityngów i oni go tam podbudowują tym slangiem uzależnieniowców, w jakimś sensie ta terapia uzależnień pogorszyła mu życie (stracił dawnych znajomych, spotyka się głównie z ludźmi z terapii, nie ma pracy itp.)

 

wydaje mi się, że bariera między leczeniem uzależnień i innymi terapiami to jest bardzo błędne podejście

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

każde zaburzenie łączy ze sobą inne schorzenia. nie da się do końca ich rozdzielić, cechą nałogowca po leczeniu m.in. są właśnie stany depresyjne i lękowe. to klasyka. w tym wypadku jedno może wynikać z drugiego, jednak po przebytym leczeniu uzależnienia, należy zacząć pracować nad pozostałościami w postaci lęków i depresji. Ja, żeby zająć się właśnie tym, musiałam najpierw przejść terapie uzależnień, żeby uporać się z tym potworem i dopiero pracować nad resztą. bo jak pracować nad depresją czy lękami, podczas czynnego nałogu? logika.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
znajomy ze zdiagnozowaną depresją został odesłany z psychoterapii na terapię uzależnień z powodu zapijania leków, przeszedł ją, nie pije od paru lat ale na psychoterapię nie wrócił i wypowiada się o niej z lekceważeniem, które mu tam wpojono: bagatelizowano wszystkie objawy depresji i stany lękowe (najpierw że to "dupościsk" abstynencyjny, potem że to "pijane myślenie", które będzie mu "zawsze zagrażać", potem że stany lękowe to "suchy kac") no i zrzucano na alkohol wszystkie jego życiowe problemy

 

skutek jest taki że ma o sobie znakomite mniemanie, ale od tych paru lat nic ze sobą nie zrobił i ma na oko nadal ewidentne stany depresyjne, tyle że chodzi na spotkania z kolegami z mityngów i oni go tam podbudowują tym slangiem uzależnieniowców, w jakimś sensie ta terapia uzależnień pogorszyła mu życie (stracił dawnych znajomych, spotyka się głównie z ludźmi z terapii, nie ma pracy itp.)

 

wydaje mi się, że bariera między leczeniem uzależnień i innymi terapiami to jest bardzo błędne podejście

 

coś w tym jest. u mnie na terapii wszystko tłumaczą głodem alkoholowym. mniejsza z tym, ze takie objawy jak wahania nastroju, nerwowość, brak koncentracji uwagi czy inne miałam jeszcze zanim się uzależniłam. przestałam im w ogóle mówić, że mam ochotę się zabić, bo oni mi i tak powiedzą, że po prostu jestem na głodzie. kompletnie ignorują inne moje problemy psychiczne, które mam obok uzależnienia. na początku wydawało mi się, ze to dobre podejście, ale przestaję tak myśleć. co z tego, ze nie będę pić, skoro prędzej czy później i tak się zabiję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

coś w tym jest. ja po 6 latach abstynencji w ogóle nie myślę o uzależnieniu, tematu nie ma, narkotyków nie ma, nie mam głodów, nie myślę o tym itd, a i tak każdy mój gorszy nastrój, panika, deprecha itd są "wywołane uzależnieniem" . ech.. rozumiem, że jak ktoś dopiero trzeźwieje, nie jest stabilny po odstawieniu prochów, tak powiedzmy do 2-3 lat taki stan zagubienia, gdzie wszystko wkurza, wszystko męczy, ciężko się odnaleźć. ale po 6 latach?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
coś w tym jest. ja po 6 latach abstynencji w ogóle nie myślę o uzależnieniu, tematu nie ma, narkotyków nie ma, nie mam głodów, nie myślę o tym itd, a i tak każdy mój gorszy nastrój, panika, deprecha itd są "wywołane uzależnieniem" . ech.. rozumiem, że jak ktoś dopiero trzeźwieje, nie jest stabilny po odstawieniu prochów, tak powiedzmy do 2-3 lat taki stan zagubienia, gdzie wszystko wkurza, wszystko męczy, ciężko się odnaleźć. ale po 6 latach?

 

no widzisz a jednak... ja nie biore juz 10 lat. wyszlam z tego z pomoca mojego uwczesnego chlopaka ( dzis meza) bez terapii. Jednak co sie odwlecze to nie uciecze i na terapie trafilam 4 miesiace temu. Z zupelnie innego powodu ( bpd, PTSD, DDD i chgw co jeszcze) i sie zaczelo.... pierwszy nawrot glodu byl zaraz przy rozpoczeciu terapii i grzebaniu w przeszlosci i teraz pojawil sie drugi.

I robi sie z tego coraz wiekszy problem :( Terapeutka mi powiedziala, ze w przypadku uzaleznien, czas nie ma znaczenia. To moze wrocic zawsze i po 20 latach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiem doskonale o tym co piszesz, uczyłam się na tym na terapii, że nawrót może przyjść w każdej chwili, jednak wiesz jak to jest - nie chcesz żeby Ciebie to dotyczyło ;) zdaję sobie sprawę, że mogę mieć nawroty, w sumie teraz jak wróciłam na leczenie i też rozgrzebuje znowu to wszystko częściej o tym myślę. nie mam głodu, ale obawiam się, że się pojawi. próbuję nad tym panować bo same myśli i lęki mogą go wywołać. dałaś radę z nawrotem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wiem doskonale o tym co piszesz, uczyłam się na tym na terapii, że nawrót może przyjść w każdej chwili, jednak wiesz jak to jest - nie chcesz żeby Ciebie to dotyczyło ;) zdaję sobie sprawę, że mogę mieć nawroty, w sumie teraz jak wróciłam na leczenie i też rozgrzebuje znowu to wszystko częściej o tym myślę. nie mam głodu, ale obawiam się, że się pojawi. próbuję nad tym panować bo same myśli i lęki mogą go wywołać. dałaś radę z nawrotem?

 

narazie daje, ale juz szukam dojscia do tego od czego bylam uzalezniona :( nie wiem jak to sie skonczy. moja terapuetka idzie teraz na tygodniowy urlop. Po tym czasie mamy zajac sie wlasnie uzaleznieniem, nawrotem glodu. Nawet nie wiem jak opowiedziec jej moja historie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

spokojnie i dokładnie :) to jest trudne, ale pomyśl o tym, ile strat w życiu przyniosło Ci uzależnienie i że nie warto znowu w to brnąć. gdy będzie Ci źle to po prostu pisz. jakoś zaradzimy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
spokojnie i dokładnie :) to jest trudne, ale pomyśl o tym, ile strat w życiu przyniosło Ci uzależnienie i że nie warto znowu w to brnąć. gdy będzie Ci źle to po prostu pisz. jakoś zaradzimy :)

 

opowiedzenie jest bardzo trudne... chodze na terapie juz kilka miesiecy, dwa razy w tygodniu ( prywatnie) i za kazdym razem wychodze od niej w poczuciu znow wydania kasy w bloto i straceniu godziny. nie umiem sobie z tym poradzic :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na niektóre rzeczy potrzeba trochę czasu... ja też leczyłam się prywatnie i wydałam kilka tysięcy na całe leczenie, na początku też uważałam, że to kasa w błoto, bo ja sobie nie radzę, ale po kilku miesiącach zaczęłam stopniowo stawać na nogi i otwierać się na leczenie. niektóre rzeczy przychodzą z czasem, dlatego bądź cierpliwa i przede wszystkim się nie poddawaj!

 

-- 25 sty 2013, 15:00 --

 

a teraz z perspektywy czasu uważam, że to była najlepsza inwestycja - inwestycja w siebie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mój mąż też to powtarza, że to inwestycja w nas, nasze szczęście i będzie bardziej szczęśliwy mniej majętny niż bardziej majętny ale mając w domu bóg wie co. i on tej kasy nie żałuje.

a jak sobie poradziłaś z otwieraniem się??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gdy z czasem trochę przyzwyczaiłam się do terapeuty, psychiatry, grupy, oswoiłam się z miejscem, poczułam się tam bezpiecznie. a gdy poczułam bezpieczeństwo, zaczeło mi się robić dobrze i zaczełam lubić tam przychodzić. przede wszystkim zrozumiałam, że to jedno z nielicznych miejsc, gdzie ktoś wie o czym mówię i mnie rozumie. z czasem gdy akceptowałam otoczenie, sama nieświadomie zaczełam się na nich otwierać. sama nie wiem w którym momencie nastąpił ten przełom, ale po prostu coś się odblokowało. pomogło mi też to, że mój terapeuta też jest uzależniony, więc wiedziałam, że jak mówię do niego to on wie z autopsji o co chodzi, a nie tylko z podręczników szkolnych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

jutro jadę na 2,5 miesiąca do Łodzi na terapię, nie wiem po co, nie wiem czy chce się leczyć, wiem że muszę, ale czy chcę...? na razie szukam motywacji żeby nie ćpać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

coma a do tej pory było ok? dałaś radę? masz teraz spadek motywacji, czy cały czas tak miałaś? fajnie, że się pojawiłaś :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

pisanka, różnie jest, raz chcę to rzucić, innym razem marzę tylko o jednym, ostatnio jest gorzej - bardzo często myślę o narkotykach, o tej drodze ucieczki, śnią mi się, wszystko mi się kojarzy z jednym, czasami myślę, że prędzej czy pózniej wróce do tego i pochłonie mnie to totalnie... ale podejmuje walkę, zobaczymy co z tego będzie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

masz nawrót, to norma, ale wierzę, że dasz radę. powodzenia jutro i przez następnie 2,5 miesiąca. będziesz miała dostęp do forum, czy nie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×