Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Zawiodłam się na kimś dla mnie ważnym. Zawsze mówiłyśmy, że mamy bardzo głęboką relację itp, jednak potem przyjaciółka mnie okłamała w pewnej sprawie. Poczułam się bardzo niepewnie. Ona zdaje sobie sprawę z tego co zrobiła, przepraszała i zapewniała, że jestem bardzo ważna (itp, szczegółów nie chcę zdradzać). Mówiła, ze ma nadzieję ze kiedys jej wybacze. Jednak teraz czuję po tych wszystkich "szczerych" rozmowach, że coś jest nie tak. Że ona do mnie pisze np prawie codziennie, pyta o moje sprawy (mam teraz parę konkretnych problemów), ale co do siebie nic nie mówi tak jak dawniej. Mówi sporo, ale takich powierzchownych spraw, co robiła w ciągu dnia, jak jej czas minął itp, i że wszystko dobrze u niej. Pewna osoba powiedziała mi, że być może robi tak, bo teraz jej głupio po tym co zrobiła i dlatego teraz nie chce się od razu aż tak uzewnętrzniać. Ale ja sama nie wiem, ciężko się jest odbudować po tym, jak ktoś zranił.

 

Oprócz tego jeszcze, boli mnie to, że to ja zawsze zaczynam "te" rozmowy o naszej relacji, zawsze ja chcę wyjaśniać. Ona dopiero wtedy mi mówi o swoich odczuciach myślach itp. Co prawda mowiła mi kiedyś, że mimo ze jest otwarta i raczej głośna osoba, to trudno jej czasem mówić o swoich najgłebszych odczuciach, bo wyjdzie na " dziwną"... ale ja już nie wiem czy to kwestia tego, czy po prostu już jej nie zależy. Sama mnie kiedys prosiła zebym jej wszystko mowiła i że jak bede miała jakiś żal do niej lub wątpliwosci, żebym wprost szczerze to robiła. Ja tak robię, ona nie :(
 

Co uważacie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@cardamon może ta relacja nigdy nie była aż tak głęboka i szczera. Mówisz, że zawsze było jakieś ALE. 

 

Wróciłam na terapię. 1,5 miesiąca przerwy, a ja mówiłam o tym, co się działo przez ten czas, a dużo się działo. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@cardamon trudno coś więcej z tego wywnioskować. Może po prostu potrzebujecie obie szczerej rozmowy? Nie każdy jest tak otwarty, by mówić szczerze o swoich uczuciach, może przejściach. Jeśli czujesz, że ta wasza relacja jest w jakimś sensie jednostronna, to raczej potrzeba rozmowy, by to jakoś wyjaśnić. Rozumiem, dlaczego nie chcesz inicjonowac po raz kolejny takiej rozmowy, więc może jej zasugeruj, że takiej potrzebujesz? Ludzie nie czytają w myślach, czasem trzeba wprost. 

@Wirginia Zachodnia 1,5 m-ca to spora przerwa, dobrze, że nie miałaś tego zastoju w rozmowie, jak to czasem bywa po przerwie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie kolejny krok, uświadomiłem sobie że jestem w hmmm mniej ciemnym lesie niż byłem na początku, nadal mam lęki zawodowe, ale już mniej typu "czy się nadaję teraz do pracy i do ludzi" tylko "czy aby nie spalę się po pół roku". To już jakiś postęp, bo to podstawa by zrobić kolejny krok i pracować, spróbować się przełamać i przynieść nowy material do analizy ;).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja sobie ostatnio uświadomiłam, że nie przerobiłam jednej ważnej rzeczy, a terapię zakończyłam chyba jakoś we wrześniu/ październiku. Chodzi o przeżywanie smutku. Ja nie odczuwam w ogóle smutku. Nie potrafię płakać. Jest mi żal, jak człowiekowi albo zwierzęciu dzieje się krzywda. Ale zawsze powstrzymuję się siłą od płaczu. Bo to wg mnie pokazanie słabości, a ja muszę być silna.

 

Na terapii naprawiłam większość problemów, które mnie dręczyły, ale ten jeden pozostał. Może uda mi się samej coś z tym zrobić? Jak myślicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, z o.o. napisał:

Ja sobie ostatnio uświadomiłam, że nie przerobiłam jednej ważnej rzeczy, a terapię zakończyłam chyba jakoś we wrześniu/ październiku. Chodzi o przeżywanie smutku. Ja nie odczuwam w ogóle smutku. Nie potrafię płakać. Jest mi żal, jak człowiekowi albo zwierzęciu dzieje się krzywda. Ale zawsze powstrzymuję się siłą od płaczu. Bo to wg mnie pokazanie słabości, a ja muszę być silna.

 

Na terapii naprawiłam większość problemów, które mnie dręczyły, ale ten jeden pozostał. Może uda mi się samej coś z tym zrobić? Jak myślicie?

Jeżeli zdefiniowałaś problem to jesteś krok dalej do poradzenia sobie z tym. Terapia daje nam narzędzia, żebyśmy sobie radzili w świecie, więc być może po tej terapii będziesz umiała samodzielnie się z tym rozprawić. Zastanowić się dalej, co Ci konkretnie przeszkadza, jakby miał wyglądać stan idealny (że wyrażasz smutek - po co miałabyś go wyrażać, w jakich sytuacjach?), co takiego możesz zrobić, żeby się tego nauczyć? Jeśli utkniesz albo Twoje przekonania będą zbyt silne, to wtedy zawsze warto pogadać o tym z psychologiem na zasadzie konsultacji, ale być może jesteś w stanie sama sobie z tym poradzić 🙂 Powodzenia 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 30.01.2020 o 22:03, z o.o. napisał:

Ja sobie ostatnio uświadomiłam, że nie przerobiłam jednej ważnej rzeczy, a terapię zakończyłam chyba jakoś we wrześniu/ październiku. Chodzi o przeżywanie smutku. Ja nie odczuwam w ogóle smutku. Nie potrafię płakać. Jest mi żal, jak człowiekowi albo zwierzęciu dzieje się krzywda. Ale zawsze powstrzymuję się siłą od płaczu. Bo to wg mnie pokazanie słabości, a ja muszę być silna.

 

Na terapii naprawiłam większość problemów, które mnie dręczyły, ale ten jeden pozostał. Może uda mi się samej coś z tym zrobić? Jak myślicie?

 

Mam podobnie z tym, że nadal jestem w terapii. Nie potrafiłam płakać prawie dwa lata. Wcześniej zdarzało się, ale zawsze starałam się z tym gdzieś schować, żeby nikt nie widział.

Niestety w trakcie terapii straciłam bardzo ważną relację w życiu i siłą rzeczy o tym mówiłam. I nie potrafiłam powstrzymać łez, chociaż bardzo się starałam nie rozkleić.

Teraz zdarza mi się co raz częściej, że te łzy lecą i chyba to, że pierwszy raz zaworki puściły na terapii a reakcja t. była taka jakby to było coś najbardziej naturalnego na świecie, pomogło mi i już się tak przed tym strasznie nie bronię.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 godziny temu, z o.o. napisał:

@Disappear to dobrze. Ja chyba jednak już nie wrócę na terapię.

 

Tak sobie myślę, że po prostu wystarczy ktoś kto potraktuje to normalnie, nie obśmieje i to zmienia wtedy nasze spojrzenie na to.

To przestaje być słabość.

Wiem, że w wersji pisanej to jest proste, w życiu trudniej, ale wierzę, że dasz sobie z tym radę. Zwłaszcza, że masz świadomość.

Czasem ten płacz najnormalniej w życiu pomaga 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Disappear pewnie pomaga, ale ja nie potrafię się przełamać. To dla mnie pewnego rodzaju tabu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 1.02.2020 o 23:50, z o.o. napisał:

@Disappear pewnie pomaga, ale ja nie potrafię się przełamać. To dla mnie pewnego rodzaju tabu.

Rozumiem, że jest to tabu. Pytanie co myślisz o łzach które pojawiają się w chwilach złości połączonej z bezradnością? czy to też słabość czy próba rozładowania napięcia by móc na spokojnie spojrzeć z boku?

 

Czasami zdarza mi się płakać na sesji, ale nie ze smutku, ale właśnie z bezsilności. Dwa tygodnie temu gdy rozmawiałam o diagnozie córki, perspektywach na przyszłość przepłakałam większość sesji. Pierwszy raz poczułam, że zeszło ze mnie ileś napięcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33 mi płacz nie przynosi ulgi. Za bardzo się nim stresuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, z o.o. napisał:

@el33 mi płacz nie przynosi ulgi. Za bardzo się nim stresuję.

Nawet gdy jesteś sama? Na pewno nie warto próbować na siłę. Pytanie tez na ile przeszkadza Ci Twój brak smutku i płaczu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33 po prostu chciałabym się raz wypłakać i żeby to przyniosło ulgę. Nazbierało mi się powodów do płaczu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, z o.o. napisał:

@el33 po prostu chciałabym się raz wypłakać i żeby to przyniosło ulgę. Nazbierało mi się powodów do płaczu

O, to ja też bym chciała tak. Jak znajdziesz sposób to napisz ;) Odczuwam smutek, ale nie chcę sobie pozwolić na płacz. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 Na terapii sprawy bieżące poruszam. Nie siegam do dzieciństwa, gdyż brakuje nam czasu podczas tych 45 minut. A z nowości to muszę podpisywać " notatki " terapeutki dla NFZ. Takie nowe wytyczne od 2020r. Nie czytam ich, tylko podpisuję i wychodzę. 

 

A co u was ? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Bigmen napisał:

Mnie interesuje jaki mechanizm zachodzi np podczas skoku na bunggy. Człowiek chce i się obawia. Pojawia się lęk. Tylko w czym ma swoje źródło? 

 

W tym, że emocje są po to żeby nas o czymś informować. Lęk przed wykonaniem skoku z ogromnej wysokości nie jest czymś co trzeba analizować. To zwykła informacja o tym, że to jest niebezpieczne.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Bigmen napisał:

Sęk w tym że jest bezpieczne i skaczący o tym wie. Mimo to lęk się pojawia. 

 

No nie do końca. Zawsze jest ryzyko, dlatego ta forma rozrywki jest zaliczana do ekstremalnych.

Lęk w tej sytuacji jest czymś naturalnym. Pojawia się w danej chwili, przed skokiem, potem mija.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.02.2020 o 20:25, z o.o. napisał:

@el33 mi płacz nie przynosi ulgi. Za bardzo się nim stresuję.

 

Mi przynosi, ale w samotności. Czasem zdarza mi się popłakać przy niektórych bliskich mi osobach, co nie oznacza ze jest to wyznacznik że ktoś jest bliższy a inna osoba nie.

A czy uważacie, że jesli na terapii się nie płacze to jest to całkiem normalne? Ja mówię  czesto o np bolesnych sytuacjach ,kiedy bardzo płakałam (często takie się zdarzają) itp, ale na terapii nigdy nie popłakałam się podczas wspominania czegoś. Jedynie robiło mi się smutno i czułam, że jesli pociągnę dalej i nic nie zrobię (w celu zapobiegawczym) to mało brakuje mi do płaczu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Disappear napisał:

 

No nie do końca. Zawsze jest ryzyko, dlatego ta forma rozrywki jest zaliczana do ekstremalnych.

Lęk w tej sytuacji jest czymś naturalnym. Pojawia się w danej chwili, przed skokiem, potem mija.

 

 

Zgadzam się z tym, lęk to naturalna reakcja gdy wiemy, że coś jest ekstremalne, niebezpieczne. Przeważnie chyba każda osoba która skacze, odczuwa w jakimś nasileniu lęk/stres. Ale mimo tych odczuć, robi to, przełamuje się. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
35 minut temu, Bigmen napisał:

Wydaje się że nie rozumiecie pytania i zbyt dosłownie odczytujecie. Chodzi o to że jest lina a i tak lęk się pojawia. Prawdopodobnie z powodu niepewności czy sprzęt nie zawiedzie. Tyle tylko że u niektórych osób zachodzi mechanizm który sprawia że skaczą z przyjemnością. O ten mechanizm mi chodźi. Co dzieje się pomiędzy lękiem przy pierwszym razie a następnymi które są przyjemne i cienia lęku nie ma. Są tu osoby które znają się na psychice może psycholog? 

 

Ale skąd wiesz, że przed kolejnymi skokami nie czują lęku czy napięcia?

Ja często czyszczę głowę idąc w zachowania ryzykowne. I właśnie to, że jest ryzyko, jest adrenalina powoduje, że z takiej formy "leczenia" korzystam.

Źródła lęku należy szukać jeżeli pojawia się w sytuacjach potencjalnie bezpiecznych, zbyt długo się utrzymuje, wywołuje reakcje nieadekwatne do sytuacji. W innych przypadkach to jest po prostu naturalna reakcja ostrzegająca przed niebezpieczeństwem i tak jest w przypadku skoku z dużej wysokości. Niezależnie od tego czy z liną czy bez.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Bigmen napisał:

Wydaje się że nie rozumiecie pytania i zbyt dosłownie odczytujecie. Chodzi o to że jest lina a i tak lęk się pojawia. Prawdopodobnie z powodu niepewności czy sprzęt nie zawiedzie. Tyle tylko że u niektórych osób zachodzi mechanizm który sprawia że skaczą z przyjemnością. O ten mechanizm mi chodźi. Co dzieje się pomiędzy lękiem przy pierwszym razie a następnymi które są przyjemne i cienia lęku nie ma. Są tu osoby które znają się na psychice może psycholog? 

Podczas silnego stresu,strachu w mózgu wydzielają się endorfiny. To jest bardziej skomplikowane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie przerwa tygodniowa, trochę szkoda, bo może dostanę propozycję pracy, a to zawsze jakiś dodatkowy materiał do obgadania...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Bigmen napisał:

Pytałem o mechanizmy psychologiczne. Ty mówisz o jawnych i oczywistych kwestiach. 

 

Ale to jest oczywista kwestia.

Poczucie zagrożenia wyzwala w organizmie szereg reakcji i w momencie gdy pokonasz lęk dostajesz nagrodę w postaci euforii. Większej lub mniejszej.

Wyrzut adrenaliny towarzyszący takim sportom jak skok na bungee jest jednorazowy i po tym szybko się relaksujesz, jesteś szczęśliwy.

To może uzależniać i powodować, że chcesz to zrobić kolejny raz mimo, że za każdym razem odczuwasz lęk przed.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×