Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

@Joanna9696 czesc, pewnie, że można dołączyć;).

@Pani_kropka tak jak czytam Twoja wypowiedź to przychodzi mi przede wszystkim stwierdzenie, że zła terapia jest gorsza niż żadna. Nie potrafię stuprocentowo ocenić czy t. jest aż tak nonszalancka, czy Ty to tak odbierasz, czyli w sposób przerysowany.  Myślę sobie jednak, że chodzisz już wiele lat, a sytuacja się pogłębia, więc niezależnie czy to Twoje wyobrażenie, że t. Cię ignoruje i nie respektuje granic, czy stan faktyczny może lepiej poszukać pomocy u kogoś innego. Z jakiś powodów obie nie potraficie tego przepracować.

Jak napisał @Rarity są momenty, że komuś choruje bliska  osoba, rzeczy nieprzewidywalne itp., natomiast ciągle zmiany sesji, jesli umowilyscie się na stała porę  nie są pożądane. Czy na początku omawialyscie kontrakt, jak mają wyglądać wasze spotkanie, jaka częstotliwość itp.?

Piszesz, że terapia jest dofinansowana, a prywatnie Cię nie stać. Może spróbuj w innym ośrodku,  przecież to nie musi być ta konkretna placówka. Możliwe, że słusznie zauważasz tu siebie w roli ofiary i powtórzenie schematu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedź, szczególnie cenna jest ta odnośnie reakcji dziecka. 

Otóż z mojej perspektywy wygląda to trochę inaczej; to ja zawsze muszę godzić się na wszystko . Ludzie mnie nie szanują, ja nie mogę wytyczać granic. Jeśli powiedziałabym w pracy ze chce to i to albo nie pasuje mi to i tamto to bardzo szybko zostały by mi wskazane drzwi. Gdybym tak bardzo leciała w kulki ze zwolnieniami to po prostu wywalili by mnie z pracy i nikt by mnie nie pytał o przyczynę.  I to jest denerwujące.  

 Dlaczego muszę liczyć się z granicami innych osób a inni z moimi nigdy się nie liczą, bo to ja zawsze muszę się podporządkować ? Czy tak to działa w dorosłym życiu ? Czy moją granica będzie wtedy opuszczenie terapii ? (na zasadzie kontry; terapeuta trzyma się swoich zasad a jak nie to pacjent ma spierdalać, więc jeśli terapeuta nie respektuje  zasad pacjenta to pacjent także spierdala).

Czy w tym wszystkim nie chodzi o jakiś kompromis, tak chyba jest w DOROSŁYM życiu ? 

 

 @Ginko biloba kontraktu nie było, tylko takie bardzo luźna na zasadzie sesja trwa tyle i tyle etc, niepisane. Natomiast usługi realizowane sa na zasadzie decyzji (tam jest wskazana częstotliwość, wymiar godzin). Na to też powołałam się pisząc skargę.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

P.s Czy jesli zależy mi ja jakiejś relacji w życiu np. z facetem to znaczy ze muszę respektować jego wszystkie postanowienia ? Uważam , ze to do tego się sprowadza, a jest bardzo niebezpieczne. Bo jeśli facet np. uważa, że będzie upijał się do nieprzytomności co weekend i zaliczał inne panienki bo tak sobie postanowił i nie bierze pod uwagę mojego zdania i tego ze mi to nie pasuje (a np. jestem niesamodzielna finansowo lub mocno zależna z innych względów) to mamy właśnie podstawy relacji przemocowej... czy ja to dobrze rozumiem ?

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Absolutnie nie jest tak, że musisz podporzadkowywac się w stosunku do innych osób. Ta wypowiedź mówi trochę o Tobie, o tym, że nie wiesz jak stawiać granice. Jednocześnie chyba dość często masz poczucie bycia krzywdzona przez innych, co może choć nie musi świadczyć o tym, że podświadomie szukasz złych  intencji u innych.

Co do terapii to oczywiście możesz złożyć skargę, próbować dochodzić swoich praw. Zastanawiam się tylko, co wygrasz zostając w tej relacji, bo w moim poczuciu raczej nie zdrowie psychiczne. 

Uszanowanie granic innych nie jest jednoznaczne z totalnym podporządkowaniem i brakiem stawiania swoich granic. Tu nie ma znaku równości. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli jak dobrze rozumiem, najlepszym rozwiązaniem jest w takiej sytuacji ucieczka (rezygnacja z terapii).Postawiłam granicę, której nie uszanowała terapeutka. Po raz kolejny ktoś (w dodatku mega ważna osoba) nie uszanowała moich granic. W takiej sytuacji mogę albo sie podporządkować albo uciec. I to jest to dziecinna reakcja ? Czy to już wtedy jest bronienie swojego interesu ?

 

W zasadzie to sprowadza się do tego ze z każdej pracy będę musiała odejść, bo nigdy nie są przestrzegane tam moje granice (nie, nie mogę mieć kawki na stole, ani brac l4).

 

Edytowane przez Pani_kropka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pani_kropka

A gdybyś pokazała te posty terapeutce na następnej sesji? Gdybyś przyszła z własnym kubkiem kawy? To co by się stało?

Generalnie terapeuci to sympatyczni i życzliwi ludzie. Bardzo długo musieli uczyć się zawodu. Za duże pieniądze.  Mają predyspozycje psychiczne. Własną psychoterapię za sobą. Wykształcenie. Superwizje. Ciężki kawałek chleba.

A pacjenci/klienci przypisują im wszystkie najgorsze cechy, bądź idealizują ich nadmiernie. Zero zaufania, maksimum krytyki. 

Pani_kropka dorosły człowiek rozumie że zawsze ma wybór. Więc możesz, wolno Ci, przerwać terapię. Zmienić terapeutę. Pisać skargi. Jeśli  Ci to pomoże. Spróbuj czegoś innego. Może leki? Dorosłość to pełne spektrum widzenia, wszystkich możliwości

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie mam pojęcia. Nie przyszłabym z własnym kubkiem bo nie mam potrzeby picia w trakcie sesji, a gdybym przyszła to bym sobie zaprzeczyła (w końcu chciałam żeby terpeutka nie piła,a nie to żebym ja mogła, mi zależy na czymś innym).

Co do forum to prawdopodobnie wyszło by, że terapia nie ma sensu, no bo skoro muszę obmawiać przebieg terapii z obcymi ludźmi na forum to chyba mija sie to z celem. 

Generalizacja jest bardzo zła -> księża są pobożni i w celibacie żyją, a część z nich nawet dzieci ma ! (w sensie w każdym zawodzie są rodzynki i żadna szkoła, kursy czy inne tego nie zmienia - nie mówiąc o tym ze zawód jest nieregulowany prawnie i nie mozna nic udowodnić, nikt nie bada przebiegu terapii, superwizja to relacja tylko i wyłacznie terapeuty).

 

Tak sobie jeszcze myślę teraz, że ja tez tkwię w tym chorym układzie bo ona jest "fajna" na tle innych psychoterapeutów. W sensie ciekawa osobowościowo, nie daje soba manipulować, ma swoje zdanie, potrafi podjac decyzje, żyje. Ja nie mam w swoim otoczeniu takich ludzi, większość to nudziarze praca/dom/dzieci schematyczne życie, praca w markecie. To jest pociągające, bo wiem ze w realnym zyciu nie spotkam takiej osoby - to wiąże się z przebywaniem w jakiejś określonej grupie społecznej tzw. wyższe sfery i oczywiście związek z finansami.  I taka osoba chce prowadzić moja terapię... - wiem to niezdrowe, dzisiaj postanowiłam przerwać terapię, koniec. 

 

p.s nie potrzebuję leków, chce zmienić swoje zachowania, podnieść samoocenę, być bardziej świadoma swoich motywów, nawiązać relację z ludźmi ,a nie pozbyć się objawów, bo z lękami radzę sobie znośnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pani_kropka

Widzisz, myślisz, analizujesz, wyciągasz wnioski, podejmujesz decyzję. Kończysz terapię. Znaczy ,że jej już nie potrzebujesz. Znaczy Twoja terapeutka jest naprawdę dobra. Relacja z nią dogłębnie Cię porusza.

Aczkolwiek ukończenie psychodynamicznej, to umówione kolejne ok 12tygodni spotkań. Może ty ich nie potrzebujesz, po prostu nie przyjdziesz na umówioną sesję lub napiszesz sms. Terapeutka jest przyzwyczajona do takich zachowań. Nie urazisz jej.

Napisz znów za jakiś czas,  jak sobie dajesz radę, może historia Twoja pomoże następnym potrzebującym pomocy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pani_kropka, czy nie jesteś przypadkiem dawną użytkowniczką o nicku Pretoria?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, moja_osoba napisał:

Pani_kropka, czy nie jesteś przypadkiem dawną użytkowniczką o nicku Pretoria?

Dlaczego miałabym być? Jakieś podobieństwa ? I co to znaczy "dawną" ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też pamiętam "Pretorię", chociaż wtedy nie pisałam jeszcze na forum. Coś w tym jest ;) znaczy się podobieństwo zaburzeń ;)

Terapeuci są lepsi i gorsi, ale ideą zawodu jest pomoc ludziom.

Na forum, ludzie też z założenia, mają się wspierać, wymieniać doświadczeniami itp. Ktoś pisze " proszę o obiektywną opinię", ale zdrowa osoba nie potrzebuje potwierdzenia swoich racji, a zaburzona nie przyjmie obiektywizmu.

Dlatego zaczyna się gorąca dyskusja,  po czym autorka wątku,  dostawszy obiektywną opinię, która nie jest potwierdzeniem jej punktu widzenia, obraża się i opuszcza forum. Tak jak w realu ciągle na nowo przerywa terapię, albo przynajmniej fantazjuje o tym.

Ale ja też to przerabiałam, więc się więcej nie wymądrzam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakie zaburzenia konkretne masz na myśli ? to da się rozpoznać po wpisach na forum ? - ja bym nie rozpoznała

Zdrowa osoba nie potrzebuje potwierdzenie swoich racji ? Ja znam wiele osób które mnie o coś pytają, szukają wsparcia etc (i nie mówie tylko o osobach zaburzonych . 

To nie jest tak ze nie przyjmuję obiektywizmu, ale mogę się z nim nie zgadzać. Tak naprawdę nie dostałam obiektywnej opinii...

Jeśli to przerabiałaś to jak z tego wyjść ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pani_kropka, zadałam pytanie o Pretorię ponieważ opisana przez Ciebie historia + sposób formułowania wypowiedzi są mi znane i myślę, że wróciłaś na forum pod nowym nickiem.

Abstrahując jednank od tego podobieństwa, chciałabym powiedzieć, że zgadzam się z tym co napisała  Rarity. Nie wiem dlaczego uważasz, że picie herbaty przez terapeutkę jest wyrazem lekceważenia i myślę, że warto byłoby się nad tym zastanowić, natomiast nie możesz jej tego zabronić, bo to byłoby naruszenie jej granic. Jeśli chodzi o L4, to dostaje je na pewno z jakiegoś poważnego  powodu, a nie po to żeby zrobić Tobie na złość. Współpraca z drugim człowiekiem wymaga od każdej ze stron pewnych ustępstw i wyrozumiałości. Jeśli nie odpowiada Ci to co się dzieje, to może jest to argument aby znaleźć innego terapeutę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@moja_osoba jest to raczej forma złości (a ta herbatke T. " to tez złość, rodzaj ochrony granicy" to usłyszałam na poprzednim spotkaniu). 

Przerywam terapię i to postanowione. 🙂 po prostu ciekawi mnie ten mechanizm, pozostawanie w sytuacji która de facto jest niekorzystna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Pani_kropka Mam identycznie jak Ty pod względem myślenia. To jest niesamowite. Napisałaś o prestiżu terapeutki,o nudności zwykłych ludzi,nie umiejętność odpowiedniego wytyczania granic to jakbym siebie słyszał.

 

Ja bym pozostał w takiej relacji bo te relacje już znam a zmiana może wyjść na gorsze,więc lepiej pozostać z tym co jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Pani_kropka napisał:

Co do forum to prawdopodobnie wyszło by, że terapia nie ma sensu, no bo skoro muszę obmawiać przebieg terapii z obcymi ludźmi na forum to chyba mija sie to z celem. 

Nie, czasem omawia się z obcymi ludźmi. Co nie znaczy że nie można omówić na sesji też.

 

11 godzin temu, Pani_kropka napisał:

Tak sobie jeszcze myślę teraz, że ja tez tkwię w tym chorym układzie bo ona jest "fajna" na tle innych psychoterapeutów. W sensie ciekawa osobowościowo, nie daje soba manipulować, ma swoje zdanie, potrafi podjac decyzje, żyje.

A może w niej umieściłaś to czego ci brak (w sensie jest nieświadome).  Ona jest fajna, ty jesteś nudna, i sobie w ten sposób dostarczasz fajności.

Może jest tak, że ona próbuje cię sprowokować, wyzwolić złość?

Ale przecież ty jesteś agresywna pisząc to wszystko o terapeutce. Tak to odbieram. Nie jesteś asertywna. Ale zazdrosna o jej przerwy (jej życie prywatne, innych), dziecinna w odbiorze jej picia (rozumiem że wody?) jako lekceważenia (naprawdę?), teraz nafoszona o to że cie nie szanuje, choć jednak od kilku lat się nią fascynujesz. Jak fantazjujesz że ktoś jest taki super i ten ktoś w twoich fantazjach cię odrzuca to się ranisz, pomniejszasz, odbierasz sobie, ale jednocześnie masz z tym kimś kontakt. Teraz zaczynasz fantazje o tym, jak będziesz z Tak-Wielką-Siłą walczyć. 

Nie akceptujesz w sobie samej rozdarcia, konfliktu i ten konflikt przerzucać na t.

To nie jest dorosła pozycja win-win.

Nie wiem czy decyzja odejścia z terapii po strzeleniu focha i relacji kilkuletniej nie jest błędna. Jak dla mnie to próba udowodnienia sobie że możesz funkcjonować sama, że jej przykrość zrobisz. Nie zrobisz i sama sobie - jak widać - nie radzisz. Problem w tym że możesz w ten sposób raczej sobie zrobić krzywdę i wkrótce zmarnować i swój i czyjś czas na opowiadania "jaka ta zła terapeutka była". Czy nie lepiej na spokojnie wyznaczyć sobie (wspólnie) termin na zakończenie i przepracowanie obustronnych pretensji? Choćby po to żeby nie wchodzić w kolejną relację z obciążeniem "wszyscy mi krzywdę robią" i "ona jest zła ale mnie fascynuje."

Nie jesteś jej wdzięczna za cokolwiek?

To raczej nieprawda, ze robią ci krzywdę. Po prostu ty sama nie umiesz grzecznie i spokojnie postawić granicy, iść za swoim interesem, dostosować się, a wyostrzona jesteś na rzekomą postawę lekceważenia u innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Pani_kropka napisał:

po prostu ciekawi mnie ten mechanizm, pozostawanie w sytuacji która de facto jest niekorzystna.

Jeszcze jedno o granicach. Ty-mam wrażenie- nie wiesz kompletnie gdzie twoje granice są. Nie czujesz ich. Ale wiesz że inni mają więc -nie czując- próbujesz je ustalić na logikę i się napinać. Jak się nie wi gdzie są to mogą być wszędzie i czujnym trzeba być nieustannie. Gadasz o granicach namiętnie (i rzekomej krzywdzie), bo ich nie masz. Wytyczasz i skupiasz się na tym, bo sama nie czujesz siebie.

Wewnętrzny konflikt wokół przywiązania do Ważnej Osoby i brak granic- to jest to co wypływa z tego co piszesz. To nie jest konflikt z t. ale twój własny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, moja_osoba napisał:

Pani_kropka, czy nie jesteś przypadkiem dawną użytkowniczką o nicku Pretoria?

 

Pierwsze moje skojarzenie po przeczytaniu posta, było takie same 🙂

Pretoria jeżeli to Ty, to ja bym zmieniła jednak terapeutkę, bo u Ciebie kompletnie nic się zmienia.

Cały czas tkwisz w tych samych przekonaniach i przyjmujesz tą samą postawę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, doi napisał:

Jeszcze jedno o granicach. Ty-mam wrażenie- nie wiesz kompletnie gdzie twoje granice są. Nie czujesz ich. Ale wiesz że inni mają więc -nie czując- próbujesz je ustalić na logikę i się napinać. Jak się nie wi gdzie są to mogą być wszędzie i czujnym trzeba być nieustannie. Gadasz o granicach namiętnie (i rzekomej krzywdzie), bo ich nie masz. Wytyczasz i skupiasz się na tym, bo sama nie czujesz siebie.

Wewnętrzny konflikt wokół przywiązania do Ważnej Osoby i brak granic- to jest to co wypływa z tego co piszesz. To nie jest konflikt z t. ale twój własny.

No chyba tak jest jak napisałaś o tych granicach. Ja wiem, że ludzie stawiają granice,nie boja się tego robić. Ja nie akceptuje siebie,mam kryzys tożsamości, więc nie wiem kiedy mam stawiać granice i czy mam te granice stawiać, ale nauczony przeszłością wiem, że muszę granice stawiać, więc tworzy się napięcie i taka jakby agresja na wszystkich przez bezsilność. Mogę postawić granice zupełnie nie potrzebnie bo mogę mieć wrażenie, że ktoś próbuje mnie zdominować, więc może wyjść na to, że to ja jestem atakujący.Ktoś mógł sobie żartować po koleżeńsku a ja interpretuje to jako atak i na odwrót,ktoś może mnie atakować a ja myślę ze to żarty.

 

Przez to, że nie wiem kim jestem, ani przez to, że siebie nie akceptuje, sam sobą mogę pomiatać nie zważając na swoje potrzeby, tylko na potrzeby innych ludzi, więc inni ludzie mogą mieć wrażenie, że mogą mnie wykorzystywać. Mogę zrobić dużo rzeczy wbrew sobie po to aby inni mnie akceptowali,byli ze mnie zadowoleni mimo ze sam tego nie chce.

 

Gdy dochodzi do postawienie granicy gdy ktoś na za dożo sobie pozwala to wyzwala się duże poczucie winy i lęk bo, aby czy na pewno to było potrzebne i czy nie dojdzie do eskalacji tj.że będę teraz przez wszystkich atakowany.

 

Oczywiście to tylko skrót bo jest to o wiele bardziej rozlegle,skomplikowane. Ma to wpływ na każda dziedzinę życia bo jeśli się sobą gardzi to nie ma się prawa do czegokolwiek.

 

Trochę chaotycznie to napisałem więc sorry.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

widze tu tyle teorii i analiz jakby conajmniej 5 psychologow pisalo tu.

 

ja studentka psychologii jestem ostrozniejsza bo tak naprawde to nie mamy pojecia czy ta pani jest faktycznie bardzo kiepska czy to tylko projekcje pacjentki. czy to Pretoria czy nie tez nie wiemy.ja pamietam ze ona pisala ze jej t.jest slaba i ona chce ja ochronic

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a to picie  na terapii ja tez uznalam za bezczelnosc.

a po chwili sobie przypomnialam ze jako pacjentka czesto cos pilam raz nawet z piwem weszlam sprawdzajac granice t.    no to jestem dwulicowa niestety haha☺

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123  nikt tutaj nie udaje, że jest psychologiem. Próbujemy odnieść się do wypowiedzi autorki, bo chyba jednak jakiejś odpowiedzi człowiek oczekuje pisząc na forum? Oczywiście nie wiemy też, czy to Pretoria i nikt tutaj jednoznacznie tego nie stwierdził. Nie za bardzo rozumiem Twoje oburzenie (bo tak odbieram Twój post).

Jak widać są osoby, dla których popijanie herbaty jest bezczelne i lekceważące, jednak dla mnie jest zaspokojeniem fizjologicznej potrzeby i potrafię wyobrazić sobie, że człowiek pracujący swoim głosem ma częstsze pragnienie. Nie ośmieliłabym się wymagać od kogoś aby przestał pić herbatę w mojej obecności i jakoś nie widzę wpływu tej czynności na profesjonalizm i zaangażowanie terapeuty. Sama również nie chciałabym aby ktoś ingerował w moje spożywanie napojów (bezalkoholowych).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123 nie odnoszę się do projekcji Pretorii, tylko do tego że jest w tej terapii x lat i cały czas ma te same problemy. Właśnie dlatego wiem, że to ona chociaż pewnie będzie zaprzeczać 🙂 ale to tak jakby obrazuje nieskuteczność jej terapii.

 

Ja na terapii piję, moja t. też, zresztą zawsze pyta czy chcę coś do picia.

Nie ogarniam trochę w czym problem.

Ale może ja po prostu mam inny i nad czym innym na terapii pracuję więc takie "pierdoły" nie mają dla mnie znaczenia.

Z reguły na sesji t. mówi więcej ode mnie, a że sesje mam dość długie to nawet fajnie, że dba o to żeby nie stracić głosu 🙂

Poza tym ja wpadam tam tylko na swoją sesję, a ona prowadzi ich kilka mając z reguły kilka minut przerwy pomiędzy, więc trudno żeby w tym czasie zdążyła sobie zrobić herbatę i ją wypić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, giroditalia napisał:

 Wyobraźcie sobie że opowiadacie o gwałcie a w międzyczasie terapeutka chlipie bo akurat teraz musi pić bo z 24h dostepnych akurat teraz musi pic.

 

Wyobraź sobie, że niektórzy opowiadają i w tym momencie najmniej ich interesuje czy t. coś pije czy nie.

Btw, moja t. nie "chlipie".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×