Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

@el33 może masz rację, ale ciężko byłoby mi się przestawić. Tyle lat wpajania czego innego, i teraz ktoś mi powie, że jest inaczej i mam się tak od razu przestawić? Niemożliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie. Czy jeżeli od dziecka miałem wpajany fałszywy obraz świata to czy da się zmienić takie długotrwale schematy myślowe jeśli nawet nie wiem jak działa realny świat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sesja odrobinę bardziej optymistyczna, bo nie przyszedłem z myślą "znowu nic"; coś ruszyło towarzysko, coś minimalnie drgnęło zawodowo, mam większą pewnosć bo jak będzie nienajlepiej w pracy którą mógłbym dostać, to mam zaplecze ;) ruszyliśmy tematy damsko męskie, generalnie wygląda na to że u mnie jest mieszanka wybuchowa: wychodzwanie matki i jej wymagania sprawiają że się spalam w pracy, relacjach i szukam ideału który chciałbym zdobywać (nierealne) a z drugiej ojciec który sprawił  (przez przemoc i nieobecnosć w dzieciństwie, leczenie kompleksów kasą, co spowodowało klopoty finansowe które przelały się kiedyś na mnie) że "męskie" cechy źle mi się kojarzą, nie pozwalali mi walczyć i się kłócić o swoje np z rodzeństwem i kazali ustępować, a brak dobrego stabilnego wzorca jeszcze to chyba pogłębił... i przez to pradopodobnie brak mi męskiej siły, potencji, oraz poczucia WEWNĘTRZNEJ wartości, takiej naturalnej, sam siebie kwestionuję i hamuję. Daje to obraz tragiczny z kobietami mimo swego czasu podobno spoko urody (z resztą mam przystojniejszego brata i u niego to jest jeszcze bardziej jaskrawe, bo jeszcze większa pipa do kobiet) oraz powoduje problemy zawodowe.

Nie pisze juz więcej bo zieeew zmęczony jestem i pisze już chaotyczn.... zzzzzz  zzzzz [chlap o biurko], [śpi]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 godzin temu, z o.o. napisał:

@Walter uważasz tę wizytę za udaną?

Nie wiem, nie miałem chyba wizyty którą okresliłbym mianem nieudanej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.04.2019 o 12:53, z o.o. napisał:

@el33 może masz rację, ale ciężko byłoby mi się przestawić. Tyle lat wpajania czego innego, i teraz ktoś mi powie, że jest inaczej i mam się tak od razu przestawić? Niemożliwe.

Mi takie rzeczy T tłukła do głowy przez pół roku.  I nie jest tak, że od ręki zawsze i wszędzie działa. To są rzeczy, których uczyliśmy się latami i w ciągu dnia, tygodnia czy miesiąca nie zmienimy tego. Mając świadomość i wiedzę, że się złościsz w chwili gdy inni się smucą możesz zadać sobie pytanie dlaczego tak jest i czy w tym momencie smutek będzie użalaniem się nad sobą czy wyrażeniem straty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.04.2019 o 15:32, giroditalia napisał:

No właśnie. Czy jeżeli od dziecka miałem wpajany fałszywy obraz świata to czy da się zmienić takie długotrwale schematy myślowe jeśli nawet nie wiem jak działa realny świat?

Pytanie co masz na myśli pisząc fałszywy obraz świata. Czy sposób myślenia można zmienić? Na tym polega psychoterapia. Nie jest to coś co zajmie się miesiąc, ale znając swoje schematy możesz spróbować wyjść z nich i zmieniać je powoli. Nie zawsze kończy się to sukcesem, ale warto próbować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.04.2019 o 15:32, giroditalia napisał:

No właśnie. Czy jeżeli od dziecka miałem wpajany fałszywy obraz świata to czy da się zmienić takie długotrwale schematy myślowe jeśli nawet nie wiem jak działa realny świat?

Obawiam się, że cały świat jaki odbierasz jest realny. Nie lubię (w sobie też) takiego właśnie myślenia, że ktoś coś wpaja, gdzieś jest "prawdziwe ja", bo to prowadzi do pomniejszającego myślenia, że masz jakiegoś obcego w sobie i ze ktoś z zewnątrz może wciąż ci coś "wpoić". A to znów jest podłożem myśli, że wokół sami normalni, bezproblemowi a ja jakaś inna, nie odbierająca świata "realnie". Jak dla mnie wszystkie maski, błędy, symptomy, załamania są także moje, logicznie wypływające z wewnętrznej, nieświadomej pracy psyche i będące odpowiedzią na warunki zewnętrzne. Nikt nie odbiera zresztą świata "realnie" a przez siebie, swoje projekcje, wartości etc etc- terapeuci też.

Da się zmienić długotrwałe schematy a przynajmniej je sobie uświadomić a w dobrej długiej terapii zastąpić innymi. Nie chodzi o podstawienie świadome jednego schematu na inny ale o pewien automat, wewnętrzne rozszerzenie opcji wyboru. Motywacją do tego jest to, że aktualny obraz świata (np. jaki wyniosłeś z domu) staje się nieaktualny, zaczyna uwierać i satysfakcja  czerpana z tych dawnych schematów spada. I to jest twoja praca w terapii a nie "wpajanie".  Paradoksalne to wszystko. Ale dzielenie świata na "normalnych" i "źle odbierających świat" jest pierwszym krokiem do skopania siebie i utraty zaufania do siebie. Wszystko co się dzieje jest tobą i - właśnie że jest tobą -jest realne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.04.2019 o 12:53, z o.o. napisał:

@el33 może masz rację, ale ciężko byłoby mi się przestawić. Tyle lat wpajania czego innego, i teraz ktoś mi powie, że jest inaczej i mam się tak od razu przestawić? Niemożliwe.

Myślę, że mam podobne odczucia. Dodatkowo jestem nieco starsza i jak dociera do mnie, że to co tyyyyle czasu uważałam za normalne, tak na prawdę jest wypaczone, to mnie dobija. Co z tego, że mam już mega wiedzę co, jak, jakie schematy, tryby itd. skoro to nadal mną rządzi i dzieje się to z automatu. Ja tego kompletnie nie kontroluję. A na co dzień nawet nie zauważam, bo na sesji mam karnego jeża i na nim ląduję ostatnio wskakując w pewien upierdliwy tryb, komplikujący mi pracę na sesjach. Więc tam, podczas sesji, zauważam. Ale poza nie i mam wątpliwości czy ja w ogóle z niego wychodzę.

Mam np. też duży problem z poczuciem winy dot. pewnej sytuacji i co z tego, że słyszę że obciążanie się tym jest bez sensu. Że zrobiłam wszystko co mogłam w tamtym czasie, skoro ja cały czas czuję inaczej. Mogę to słyszeć, mówić sobie sama, napisać i czytać. I co z tego? Cały czas mam w głowie to co mogłam zrobić, żeby się w tej sytuacji w ogóle nie znaleźć, co mogłam zrobić żeby będąc w niej się obronić. Itp. Itd.

To trudne.

Jeżeli chodzi o emocje, to mam problem z definiowaniem tego co czuję. Złość jest chyba jedyną emocją z którą nie mam problemu jeżeli chodzi o odczuwanie i nazywanie.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak Was czytam i tak sobie myślę, że nie jestem sama. 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Disappear napisał:

Co z tego, że mam już mega wiedzę co, jak, jakie schematy, tryby itd. skoro to nadal mną rządzi i dzieje się to z automatu. Ja tego kompletnie nie kontroluję. A na co dzień nawet nie zauważam, bo na sesji mam karnego jeża i na nim ląduję ostatnio wskakując w pewien upierdliwy tryb, komplikujący mi pracę na sesjach. Więc tam, podczas sesji, z

 

Ja na sesjach też zauważam lub raczej miedzy sesjami. Sama wiedza to mało- a raczej frustruje że się wie a dzieje się cos innego i nad tym nie ma kontroli. Ale przenosi się to na poza sesję, gdy łapię się na tym że to jest schemat zadawniony, np. ze ustawiam się w grupie w pozycji niechcianego dziecka. I wtedy jest wybór- mogę ustawić się w innej pozycji, spróbować zrobić coś inaczej, świadomie. Nie to że nie ma emocji tego niechcianego dziecka, ale mogę -jako dorosła-powiedzieć i zrobić cos innego. I to już jest dużo. To co przepracowane to wiąże się z takim "klik" na poziomie świadomym ale także ze zmianą snów np. śni się długo jakiś schemat i nagle zaczyna śnić się inne rozwiązanie, coś w śnie się zmienia. Takie nawracanie, grzebanie, to całe "mogłam", "nie zrobiłam" to także praca psyche, temat ciągle jest podprowadzany do przepracowania, ciągle zywy. Frustrujące to i długotrwałe, tak, zdecydowanie nie dla niecierpliwych. Na szczęście t. cierpliwości ma ocean, za mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż, u mnie życiowa przygoda z psychoterapią dziś dobiega końca.

W nocy w czwartku na piątek znalazłam się w bardzo trudnej dla mnie sytuacji, było mi bardzo cięzko i naprawdę potrzebowałam pomocy/wsparcia i rozmowy. Kompletnie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, jak podejść do tego, co się wydarzyło. W czwartek wysłałam do psychoterapeutki wiadomość z prośbą, czy mogłybyśmy porozmawiać tego dnia. I niestety, ale zostałam przez Nią całkowicie olana, nie odpisała mi nawet, że nie, bo "coś tam". 

Przez całe życie ludzie mnie okłamywali, mówili tylko to, co chcę usłyszeć lub, co w danej sytuacji pasuje im powiedzieć. Ostatecznie okazywało się, że ich słowa nie były nic warte. Psychoterapia ponoć miała mi pomóc w doświadczeniu czegoś innego. Psychoterapeutka przekonywała mnie, żebym spróbowała dać innym ludziom szansę na zbliżenie się do mnie, bo nie wszyscy są tacy, z jakimi miałam wcześniej do czynienia. I co się stało - psychoterapia tylko uświadczyła mnie w tym, że ludzie właśnie tacy są - kłamią, porzucają. 

Ciągle przywołuję te momenty, w których mówiła mi, że będę mogła na Nią liczyć. Jeszcze podczas sesji mówiła, że jeśli coś się wydarzy to przecież pomogę do Niej zadzwonić lub napisać. Podczas rozmowy telefonicznej w dniu mojego wyjazdu też dokładnie mi powiedziała, że jeśli będę potrzebowała porozmawiać to mogę do Niej zadzwonić lub napisać - uwierzyłam, bo ufałam, że wie, co robi. Mam świadomość, że okłamywanie pacjentów jest częścią pracy psychoterapeuty, niejednokrotnie kłamała, żeby sprawdzić moją reakcję, żeby mnie poznać itp., ale w tej sytuacji jednak przesadziła. A jesli sama doszła do tego, że nie powinna zapewniać mnie, że w dalszym ciągu będę mogła liczyć na pomoc z Jej strony to mogła mi po prostu to zakomunikować. Jest mi bardzo przykro, że osoba, po której najmniej bym się spodziewała takiego potraktowania mnie, olała mnie w bardzo trudnym dla mnie momencie, zwłaszcza, że nie mam kompletnie nikogo, z kim mogłabym porozmawiać, kto by mnie chociaż odrobinę wspierał. 

Było to moje pierwsze doświadczenie z psychoterapią i pozostanie ostatnim. Pokazało mi ono, że ludziom nie należy ufać i im wierzyć. Zaczęłam już akceptować fakt, że do końca życia będę zazywać leki i prowadzić samotny byt. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uprising

Przykro mi ze cie to spotkalo.twoja t.ewidentnie naruszyla granice a potem zlamala swoje wlasne zasady(mozna dzwonic,pisac sms)

Trafilas na nieodpowiednia osobe.ale rozumiem ze teraz bedzie ci mega trudno zaufac komus.

Smutno mi bardzo jak to czytam,bo ja mam podobne problemy z bliskoscia.ale uwierz mi na slowo,istnieja wspaniali,dobrzy ludzie.powodzenia! I pisz na forum co u ciebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tego, co opisujesz, kobieta naprawdę nieumiejętnie wyznaczała granice. Oby to jednak nie było twoje ostatnie spotkanie z terapią, bo dobry terapeuta potrafiący jasno wyznaczać granice byłby bardzo tutaj przydatny... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z pespektywy czasu myślę, że przez cały czas zbyt mocno była wspierająca dla mnie przez co znacznie silniej odczuwam odrzucenie/porzucenie. Czasem myślę, że nawet okłamała mnie z tym, że trafiła do szpitala przez co ostatnia sesja przed wyjazdem nie mogła się odbyć. Mogła pomyśleć, że tak będzie dla mnie lepiej i łatwiej zniosę tę przerwę. Potem dawała mi do zrozumienia, że chyba powinnam "zapomnieć" o Niej - napisała mi raz, że powinnam pozwolić sobie na żałobę po spotkaniu z Nią, bo to pozwoli otworzyć się na innych. Żałobę przeżywa się przecież po permanentnej utracie kogoś, więc wnioskuję, że chciała, żebym poszukała sobie innego psychoterapeuty. Ehh...jest mi bardzo przykro i mam poczucie, że ta cała psychoterapia jeszcze tylko pogłebiła moje problemy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uprising według psychoanalizy/analizy transakcyjnej w życiu dokonujemy nieświadomie wyborów, które mają potwierdzić nasze przekonania. Jeśli terapeutka rzeczywiście zachowała się nie w porządku to i tak z jakiegoś powodu podświadomie wybrałaś właśnie ją. Dzięki temu zmiana Twoich przekonań na temat innych ludzi sprawi, że będziesz przyciągała inne osoby.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może nie mogła odpisać. Pewnie ma dużo zajęć i obowiązków i po prostu nie była w stanie. A potem jak już ze wszystkim się ogarnęła, było jej głupio tak późno odpisywać, taka ludzka rzecz. Nie wiem, czy tak było naprawdę, to tylko przypuszczenia. Może spotkaj się z nią jeszcze i wyłóż kawę na ławę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, z o.o. napisał:

 Może spotkaj się z nią jeszcze i wyłóż kawę na ławę.

Nie mieszkam w Polsce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uprising,

Nadal brak odzewu?

A ona wiedziala, ze to  taka wyjatkowa sytuacja?

Mysle, ze Twoja terapeutka popelnila duzy blad obiecujac Ci mozliwosc skontaktowania sie w kryzysowych sytuacjach, a teraz sie z tego wycofujac, ale w taki  sposob, ze nadal nie wiesz, na czym stoisz. Moze chciala byc delikatna i liczyla na to, ze sama zalapiesz i wygasisz te kontakty, ale mimo wszystko w takiej mocno rozkreconej i zaawansowanej psychoterapii chyba nie ma miejsca  na bawienie sie w takie subtelnosci. Poza tym dla Ciebie tez lepiej byloby wiedziec, ze pewnych opcji nie masz (wtedy moglabys zorganizowac sobie inne), niz liczyc na nie, a w kryzysowej sytuacji sie rozczarowac.

Jest tez opcja, o ktorej napisala wyzej z o.o. Moze wcale Cie celowo nie olala, tylko ma akurat takie wlasne problemy/obowiazki, ktore uniemozliwiaja pelne skupienie na pracy.

Jak sie czujesz? Kryzys minal?

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Poczekam do środy (aktualnie do wtorku jest na kongresie psychiatrii w Warszawie) i wyślę do Niej wiadomość z zapytaniem, żeby się wprost określiła czy mnie okłamywała i mam dać Jej już spokój, bo męczy mnie już ta sytuacja.

@szanownapani nie wiedziała, że to kryzysowa sytuacja, bo nawet nie miałam siły/głowy opisywać tego w wiadomości. Po prostu bardzo potrzebowałam Jej pomocy, rozmowy.

Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że Ona już od dawna chciała się mnie pozbyć:

- Niedawno napisałam do Niej czy możemy umówić się na telefoniczną konsultację lekarską. Wtedy też w ogóle mi nie odpisała. Po kilku dniach wysłałam do Niej wiadomość o treści: "Mam to rozumieć jako negatywną odpowiedź?". Dość szybko odpisała, że jak miewy nie byłaby to czystko medyczna rozmowa i że czeka na mnie po powrocie do Polski. - mój wniosek: olała moją pierwszą wiadomość, żeby dać mi do zrozumienia, że nie mam co na Nią liczyć i jesli potrzebuję pomocy to mam sobie poszukać gdzieś indziej;

- jeszcze podczas samej psychoterapii kilkukrotnie sugerowała mi, że mogłabym poszukać innego psychoterapeuty:

   - raz oznajmiła, że właściwie to pacjent nie powinien mieć w jednej osobie psychoterapeuty i psychiatry (szkoda, że jakoś na samym początku terapii tak nie uważała),

   - innym razem ze względu posiadanie wspólnego znajomego (w zasadzie to nie był Jej jakiś bliski znajomy, tylko kolega z pracy Jej męża) również sugerowała, że mogłabym zmienić psychoterapeutę,

   - inna sytuacja to taka, gdzie zaczęła mówić, że mogłabym pójść do innego psychoterapeuty, żeby zobaczyć czy może z tą osobą lepiej się dogadam (było to w sytuacji, gdy "rzuciłam" na miesiąc terapię);

- Kiedyś się Jej zapytałam czy powiedziałaby mi wprost, gdyby nie chciała już ze mną pracować. Odpowiedziała, że: "Tak, powiedziałaby mi".

- Gdy raz rozmawiałyśmy o moim wyjeździe to powiedziałam, że boję się, bo co ja bez Niej zrobię. Co jeśli wydarzy się coś, z czym trudno mi będzie sobie poradzić - np. gdy umrze mój pies. Odpowiedziała wtedy dosłownie: "Istnieją przecież wiadomości i rozmowy międzynarodowe", więc przecież będę mogła się z Nią skontaktować w takiej sytuacji.

- Gdy zadzwoniła do mnie w dzień, w którym miała odbyć się ostatnia sesja przed moim wyjazdem (równocześnie był to dzień wyjazdu) to wyraźnie powiedziała, że "jeśli będę potrzebowała porozmawiać to mogę do Niej zadzwonić lub napisać". Odpowiedziałam Jej, że "doceniam to że będę mogła nadal na Nią liczyć i że nie wątpiłam, że mnie zostawi samą". Nawet nie próbowała mnie wtedy wyprowadzić z błędnego myślenia. Podczas rozmowy telefonicznej pytała się jeszcze jak się czuję z tym, że ta sesja się nie odbędzie i że nie chce, żebym poczuła się porzucona i że martwi się o mnie.

- podczas ostatnich sesji przed wyjazdem kilkukrotnie sugerowała mi, że mogę poszukać innego psychoterapeuty w Walii. Momentami zaczynało mnie to drażnić, bo zaczynałam odczuwać to własnie w taki sposób, że byłaby to dla Niej ulga, że miałaby już ze mną spokój, ale Ona odparła, że mówi mi to, bo może ja bym chciała kogoś na miejscu znaleźć - w sensie, że nie miałaby mi tego za złe.

Przez 2 lata usilnie starała się zdobyć moje zaufanie, zbliżyć się do mnie i po co to. Ja naprawdę Jej ufałam, ufałam, że jako specjalista psychoterapeuta i osoba, która nie jest ze mną emocjonalnie związana - nie skrzywdzi mnie. Czemu Ona nigdy po prostu nie mogła powiedzieć mi wprost, że nie chce już ze mną pracować i mam sobie poszukać innego psychoterapeuty. Fundowała mi wstraszny emocjonalny rollercoaster, zrresztą do teraz tak jest, bo raz odpisywała mi bardzo pozytwne wiadomości a raz kompletnie olewała i w ogóle się nie odzywała.

Teraz już wiem, że nikomu nie można wieżyć i ufać a już tym bardziej psychoterapeutom, bo przecież cała ta relacja psychoterapeutyczna oparta jest na fałszu i manipulacji.

Edytowane przez uprising

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uprising

ja czuje autentyczna zlosc na te twoja terapeutke.

masz racje emocjonalny rollercoaster to jest dobre slowo, kurcze  rozbabrala ci psychicznie i odrzucila.nie odpisywanie na wiadomości uważam za dno...już lepiej odpisa ''daj mi spokoj kobieto'' niż nic.popelnila tyle bledow ze w glowie się nie miesci.to chyba jakas mocno niedowsiadczona osoba.

ale kurcze,nawet na studiach psychologicznych ucza nas jak postepowac z pacjentem,ja nie wyobrażam sobie ustanawiać jakies zasady a następnie je lamac. ja na jej miejscu nie mogłabym spac spokojnie od wyrzutow sumienia,ponioslo mnie ,ale wobrazilam sobie siebie na Twoim miejscu sama w obcym kraju i takie odrzucenie...

coz,nie każdy powinien zostać terapeuta,tu wymagana jest empatia a tej kobiecie najwyraźniej jej brakuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Ona jest młodym psychoterapeutą (zresztą, chyba Jej nie kręci psychoterapia, bo nawet nie ma już w cenniku tej usługi, tylko wizyty lekarskie). Generalnie to nigdy nie ustalałyśmy żadnych sztywnych zasad - nie było żadnego typowego kontraktu terapeutycznego omawianego. Nigdy mi nie mówiła czego mi nie wolno robić, czego Jej nie wolno robić - tylko tyle, że nie wolno nam utrzymywać prywatnej znajomości (chociaż to akurat powiedziała mi podczas pierwszej wizyty lekarskiej, zanim w ogóle zgłosiłam się do Jej prywatnego gabinetu z zapytaniem o psychoterapię indywidualną). 

Ja chyba była po prostu bardzo mocno w Nią zapatrzona, bo była jedyną osoba w moim życiu, która mnie słuchała i chciała pomóc. Myślałam, że zależy Jej na mnie, fizycznie troszczyła się o mnie - chociażby gdy chodziłam z nogą w ortezie. Ogólnie, dbała o mnie. Może w pewnym momencie sama doszła do wniosku, że działa to na moją niekorzyść, bo za bardzo się do Niej przywiązałam, ale jeśli tak się stało to mogła mi to wprost powiedzieć. Jestem mocno zaburzoną osobą i częstokroć źle interpretuję słowa/czyny innych osób, więc tym bardziej muszę mieć powiedziane wprost a nie że ja mam sama dojść do takiego wniosku. Oczywiście, poczułabym się odrzucona, ale mówi sie trudno - chyba lepsze to, niż takie zwodzenie. 

Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. W każdym bądź razie coraz bardziej skłaniam się ku myśleniu, że Ona już od jakiegoś czasu miała nadzieję, że ja sama zrezygnuję z terapii u Niej. 

Jest mi bardzo przykro.

Edytowane przez uprising

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uprising,

 Ona prawdopodobnie jest gotowa z Toba dalej pracowac po Twoim powrocie do PL, tylko nie ma czasu/ochoty/poczucia, ze to ma sens  wspierac Cie teraz przez telefon/mail i niezbyt zrecznie to rozegrala, skoro tak sie teraz szarpiesz.  Nie zakladalabym, ze jej zachowanie wynika z checi  zakonczenia tej terapii i pozbycia sie Ciebie (bardziej z nieudolnosci, bo z tego, co piszesz, dostawalas mnostwo sprzecznych i dezorientujacych komunikatow). To, ze momentami sugerowala skorzystanie z pomocy innego terapeuty, tez mozna interpretowac jako wyraz troski o Ciebie. Znacznie gorzej byloby, gdyby probowala Cie do siebie przywiazac i dawala Ci odczuc, ze jak z nia Ci nie wyjdzie i porzucisz terapię, to kazda kolejna tez jest skazana nie niepowodzenie/nie przepracujesz czegos bardzo waznego etc.

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.04.2019 o 13:22, doi napisał:

 I wtedy jest wybór- mogę ustawić się w innej pozycji, spróbować zrobić coś inaczej, świadomie. Nie to że nie ma emocji tego niechcianego dziecka, ale mogę -jako dorosła-powiedzieć i zrobić cos innego. I to już jest dużo.

Tylko, że ja nie bardzo mam ten wybór bo dysocjuje i nie mam nad tym kontroli. Pojawia się coś trudnego i mnie odcina. Nie ustawie się wtedy w żadnej pozycji bo sama ze sobą nie mam wtedy kontaktu.

@uprising strasznie mi przykro. Nie dlatego że terapeutka Ci nie odpisała, bo uważam że z czasem na tym zyskasz, ale dlatego że tak podle się z tym czujesz. Dla mnie jej zachowanie jest mega nieprofesjonalne. Powinna jasno i wyraźnie określić Waszą relację podczas Twojego pobytu w Walii. Rozegrała to najgorzej jak mogła. Jakby sama była zaburzona.

Wiem że teraz trudno żebyś myślała inaczej, ale nie wszyscy ludzie są tacy. Nie wszyscy terapeuci są tacy. Nie poddawaj się i nie zamykaj na kontakt z innymi. Ok, nie ma żadnej gwarancji na to że już nigdy nie dostaniesz po dupie ale według mnie warto ryzykować bo inaczej czeka Cię stagnacja w pozycji takiej w jakiej jesteś obecnie. A nie jest Ci z tym dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja myślę że T wcale cię nie olała ani nie oszukała. Obiecała ci możliwość rozmowy z nią w sytuacjach kryzysowych mając na myśli prawdziwy kryzys czyli sytuacje gdy np stoisz na moście i chcesz skoczyć. A Ty do niej ciagle piszesz i nie chcesz odpuścić mimo że ona teraz ciągle daje ci sygnały że nie chce się z tobą kontaktować. Nie dlatego że cię olewa tylko dlatego że takie kontakty nie są terapeutyczne tylko koleżeńskie. 

A teraz byc może nie miała czasu odpisać, być może nie zauważyła twojego maila a być może uznała że tylko w ten sposób może zakończyć tę korespondencję bo inaczej zawsze znajdziesz jakiś powód aby do niej pisać i trwać w tej nieterapeutycznej relacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×