Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Duża Mi

Problem polega właśnie na tym, że szłam przez terapię jak burza, aż doszłam do ściany i nie mogę ruszyć dalej. Cokolwiek nie powiem - ciągle jest nie tak. Za dużo milczenia, za dużo niedopowiedzeń, sesja w sesję słyszę te same zdania. Bardzo przywiązałam się do T., ale nie wiem, czy dla własnego dobra nie zaryzykować i nie poszukać jakiejś lepszej alternatywy dla psychodynamicznej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Mireadh moze po prostu w naturalny sposób zwolniło się tempo terapii? Nie każda sesja musi być przełomowa i odkrywcza. Oczywiste jest, ze wszyscy chcemy widzieć progres jak najszybciej, ale czasem 2 kroki naprzód i 1 wstecz. Oczywiście zawsze możesz pójść na próbę do kogos innego i porównać np.technikę pracy. Ja zresztą tak zrobiłam, co prawda z innych względów niz te o ktorych piszesz i postanowilam zmienić t., ale u mnie to miało miejsce niemal na samym początku terapii. Dla mnie psychodynamiczna byłaby chyba za ciężka;) Za to sama p-b jest nieco "sztywna", jeśli nie łączy innych technik/nurtów. Oczywiście zależy nad czym pracujesz, ja piszę ze swojej perspektywy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

@Ginko biloba zwolnić na pewno zwolniło i zdaję sobie sprawę, że może tak być. Ale to trwa już długo, za długo. Nie mogę stać w miejscu tyle tygodni. Mam masę rzeczy z przeszłości do przepracowania, więc psychodynamiczna wydawała mi się być strzałem w dziesiątkę (choć tak szczerze, idąc na konsultacje było mi wszystko jedno, cieszyłam się tylko, że wreszcie otrzymam pomoc). Ale mimo wszystko tempo pracy i ciągłe międlenie jakichś pierdół zaczyna mnie już męczyć.

Inna sprawa, że czuję się od pewnego czasu w jakiś sposób bagatelizowana przez T. Wczoraj wspominałam o myślach s., opowiadałam też o bardzo ważnej relacji, w zasadzie "na świeżo"... a on jakoś nie podjął tego tematu. A może oczekiwałam innego zainteresowania? Sama już nie wiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mireadh, hmm ale co to znaczy, że nie podjął tematu? Jak powiedziałaś o myślach s to co on na to? Zbył to milczeniem? A jak powiedziałaś o tej innej relacji to zachował się tak samo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

@SzaroBura, temat myśli s. jest pomijany za każdym razem. Z drugiej strony, gdy przychodzę na sesję i o tym wspominam, z reguły jest już po wszystkim, emocje opadają i nie stanowię dla siebie większego zagrożenia, może dlatego też T. mnie trochę zbywa. Temat relacji o której wspomniałam trochę pociągnął, ale też w innym kontekście, niż się tego spodziewałam i ostatecznie nie usłyszałam nic odkrywczego, czego już bym nie wiedziala.

Momentami mam wrażenie, że T. przyjmując mnie na terapię porwał się z motyką na słońce i sobie nieszczegolnie radzi - jest młody, nie ma tyle doświadczenia, a może zaburzenia osobowości zna tylko z mądrych książek, a ja jestem "pacjentem dydaktycznym".

A jak u Ciebie w terapii? Przerwa okołoświąteczna? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Mireadh napisał:

@SzaroBura, temat myśli s. jest pomijany za każdym razem. Z drugiej strony, gdy przychodzę na sesję i o tym wspominam, z reguły jest już po wszystkim, emocje opadają i nie stanowię dla siebie większego zagrożenia, może dlatego też T. mnie trochę zbywa. Temat relacji o której wspomniałam trochę pociągnął, ale też w innym kontekście, niż się tego spodziewałam i ostatecznie nie usłyszałam nic odkrywczego, czego już bym nie wiedziala.

Momentami mam wrażenie, że T. przyjmując mnie na terapię porwał się z motyką na słońce i sobie nieszczegolnie radzi - jest młody, nie ma tyle doświadczenia, a może zaburzenia osobowości zna tylko z mądrych książek, a ja jestem "pacjentem dydaktycznym".

Czy jakiś komentarz przy myślach s się pojawia ze strony T? Jak dobrze pamiętam z podręczników to u osób z pogranicza zalecane jest zajmowanie się uczuciami i zyskami ukrytymi za samymi myślami s, a nie myślami bezpośrednio. Tak jak pisałaś, że zwykle gdy o nich mówisz emocje już opadły i te myśli powstają pod wpływem chwili. Nie ma narastania jak np w depresji, przechodzenia przez ileś etapów. (mogę się mylić, więc jak coś to mnie popraw).

Daj znać co postanowiłaś 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
8 minut temu, el33 napisał:

Czy jakiś komentarz przy myślach s się pojawia ze strony T? Jak dobrze pamiętam z podręczników to u osób z pogranicza zalecane jest zajmowanie się uczuciami i zyskami ukrytymi za samymi myślami s, a nie myślami bezpośrednio. Tak jak pisałaś, że zwykle gdy o nich mówisz emocje już opadły i te myśli powstają pod wpływem chwili. Nie ma narastania jak np w depresji, przechodzenia przez ileś etapów. (mogę się mylić, więc jak coś to mnie popraw).

Daj znać co postanowiłaś 🙂

T. tylko raz to skomentował - "ale jak to jest, że jedna Pani część chce żyć, a druga twierdzi, że chce się zabić?" - a skąd mam wiedzieć? Wytykanie mi na każdym kroku kontrastów, sprzeczności i skrajności naprawdę w niczym mi nie pomaga, a jedynie wkurza, zwłaszcza, że nie dochodzimy do żadnych konstruktywnych wniosków. Gdybym wiedziała, dlaczego jedna moja część chce tak, druga srak, a trzecia jeszcze inaczej i to wszystko w jednym momencie, nie chodziłabym na terapię. Zyski i uczucia analizowaliśmy w kontekście autoagresji, ale też nie przerobiliśmy całego problemu, w zasadzie zaledwie go dotknęliśmy - i znów zmiana tematu, wałkowanie po raz tysięczny, dlaczego moja relacja z T. wygląda tak a nie inaczej. Męczy mnie już to wszystko. A może jestem za głupia na wyciąganie wniosków? Już nie słucham głosu T. jak zaczarowana, nie wiedząc o czym do mnie mówi, więc nie wiem w czym rzecz. Mam wrażenie, że się w którymś momencie minęliśmy.

Tak, mając myśli s. nie mogę wyróżnić jakichś konkretnych etapów. To tylko impuls, pomysł, wizualizacja, burza emocji... i koniec.

Nie wiem, czy cokolwiek teraz postanowię. Chyba jeszcze trochę poczekam i pochodzę tutaj, przynajmniej dopóki nie skończę studiów i nie znajdę pracy. Muszę najpierw stanąć trochę finansowo na nogi, żeby mieć czym zapłacić ewentualnemu nowemu terapeucie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Mireadh, to trochę dziwne podejście ma Twój psychoterapeuta, z boku wygląda to tak, jakby trochę się bał wchodzenia głebieg w Twoje "problemy". Moja psychoterapeutka również jest młoda i o ile dobrze się orientuję to jestem Jej pierwszą długofalową pacjentką. OCzywiście, nie można tego porównywać w 100%, bo Ona ma spore doświadczenie z pacjentami jako lekarz. Tak, czy siak jako psychoterapeuta zawsze stara się wniknąć jak najgłebiej w moje myśli, emocje itp. Nigy nie zbywa żadnego tematu ani myśli, chyba, że widzi ewidentnie, że ja już nie chcę drążyć tematu. Oczywiście, to pacjent w większej wierze powinien wyciągać wnioski i analizować swoje postępowanie, myśli, emocje i uczucia, no ale to psychoterapeuta jest od tego, żeby mu pomóc, a jak pacjent sam już nie jest w stanie do czegokolwiek dojść to ewentualnie podsunąć jakąś hipotezę.

A już dziwna jest ta sytuacja dotycząca mysli samobójczych, tym bardziej chyba powinien wnikać w jakie jsytuacji one się pojawiają i jakie emocje temu towarzyszą, a nie zadawać pytania, które mają chyba mniejsze znaczenie, przynajmniej w moich oczach.

A może wprost zakomunikuj mu to, co na temat psychoterapii u niego uważasz i zobacz, co On na to odpowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Mireadh napisał:

T. tylko raz to skomentował - "ale jak to jest, że jedna Pani część chce żyć, a druga twierdzi, że chce się zabić?" - a skąd mam wiedzieć? Wytykanie mi na każdym kroku kontrastów, sprzeczności i skrajności naprawdę w niczym mi nie pomaga, a jedynie wkurza, zwłaszcza, że nie dochodzimy do żadnych konstruktywnych wniosków. Gdybym wiedziała, dlaczego jedna moja część chce tak, druga srak, a trzecia jeszcze inaczej i to wszystko w jednym momencie, nie chodziłabym na terapię. Zyski i uczucia analizowaliśmy w kontekście autoagresji, ale też nie przerobiliśmy całego problemu, w zasadzie zaledwie go dotknęliśmy - i znów zmiana tematu, wałkowanie po raz tysięczny, dlaczego moja relacja z T. wygląda tak a nie inaczej. Męczy mnie już to wszystko. A może jestem za głupia na wyciąganie wniosków? Już nie słucham głosu T. jak zaczarowana, nie wiedząc o czym do mnie mówi, więc nie wiem w czym rzecz. Mam wrażenie, że się w którymś momencie minęliśmy.

Tak, mając myśli s. nie mogę wyróżnić jakichś konkretnych etapów. To tylko impuls, pomysł, wizualizacja, burza emocji... i koniec.

Nie wiem, czy cokolwiek teraz postanowię. Chyba jeszcze trochę poczekam i pochodzę tutaj, przynajmniej dopóki nie skończę studiów i nie znajdę pracy. Muszę najpierw stanąć trochę finansowo na nogi, żeby mieć czym zapłacić ewentualnemu nowemu terapeucie.

Terapia psychodynamiczna polega na odkrywaniu konfliktów wewnętrznych, sprzeczności między działaniem a myśleniem. I w dużej mierze koncentruje się na relacje packet-terapeuta jako powtórzenie relacji pacjent-otoczenie. Tu nasuwa mi się pytanie czy jak poznajesz nową osobę (niekoniecznie autorytet) to czy początek znajomości jest intensywny, a później następuje wycofanie/porzucenie relacji.

Wiem jak irytujące jest pokazywanie przez T sprzeczności w nas i pozostawianie "samemu" by dojść skąd i dlaczego w tym tkwimy. Wnioski niestety nie są często oczywiste, a częściej nie chcemy znać odpowiedzi.

Warto byś powiedziała wprost o tym, że czujesz, że się rozmineliscie w którymś momencie. Może wybierz temat na kilka kolejnych sesji np autoagresja powiedz jasno, że chcesz się temu dokładnie przyjrzeć. Pamiętaj, że masz prawo nie godzić się na zmianę tematu, pytać dlaczego On to teraz robi, co chce uzyskać. Powiedz wprost , że przez takie działanie czujesz, że lekceważy Twoje problemy.

Podejście by pozostać w terapii póki nie ma innej opcji moim zdaniem jest słuszna. 

Daj znać po następnej sesji jak poszło 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
6 godzin temu, uprising napisał:

A może wprost zakomunikuj mu to, co na temat psychoterapii u niego uważasz i zobacz, co On na to odpowie.

Krążę wokół tego tematu, ale muszę chyba przywalić prosto z mostu, bo inaczej będziemy oboje tak krążyć w nieskończoność.

9 minut temu, el33 napisał:

Tu nasuwa mi się pytanie czy jak poznajesz nową osobę (niekoniecznie autorytet) to czy początek znajomości jest intensywny, a później następuje wycofanie/porzucenie relacji.

Tak wyglądają wszystkie moje relacje. Nawet, jeśli nie porzucam ludzi definitywnie, kombinuję jak uciec, gdy tylko zrobi się za blisko lub w inny sposób nie po mojej myśli.

Wiem, zaraz padnie słowo-klucz: przeniesienie...

14 minut temu, el33 napisał:

Wiem jak irytujące jest pokazywanie przez T sprzeczności w nas i pozostawianie "samemu" by dojść skąd i dlaczego w tym tkwimy. Wnioski niestety nie są często oczywiste, a częściej nie chcemy znać odpowiedzi.

Czuję się w tym osamotniona bardziej niż kiedykolwiek do tej pory. Równie dobrze mogłabym rozmawiać z pustym krzesłem. Uciekam od odpowiedzi, to prawda. Może uciekam tym samym od trudnej prawdy o sobie, sama nie wiem.

17 minut temu, el33 napisał:

Pamiętaj, że masz prawo nie godzić się na zmianę tematu, pytać dlaczego On to teraz robi, co chce uzyskać. Powiedz wprost , że przez takie działanie czujesz, że lekceważy Twoje problemy.

Pytałam o to i zostałam zbyta wymijającą odpowiedzią, już nie pamiętam nawet dokładnie jaką, w złości nie rejestrowałam nic i wychodziłam z sesji z pustką w głowie.

Niejednokrotnie słyszałam, że chcę kontrolować sytuację, więc kontroluję swoje wypowiedzi, że zostawiam dużą przestrzeń na domysły, że chcę uzależnić T. od siebie, by nie poczuć się od niego zależna, że nie potrafię przyjąć jego pomocy, bo albo się zakochuję, albo wycofuję... kolejność dowolna, jeszcze niedawno każdy ten tekst doprowadzał mnie do szewskiej pasji, teraz już po prostu jestem tym zmęczona i czekam, aż usłyszę coś nowego. Tylko jak mam nad czymkolwiek (nawet z wymienionych powyżej rzeczy) pracować, kiedy T. daje mi odczuć, że wszystko robię nie tak? Mówię o emocjach - źle, opowiadam różne sytuacje - źle, nie mówię nic - źle... oczywiście gdy o tym mówię, też jest źle...

Czuję non stop, jakbym go rozczarowała sobą. I w dużej mierze sama jestem rozczarowana nim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mireadh,

Ogromna zmiana nastawienia w dosc krotkim czasie. Jeszcze niedawno ocenialas jego kompetencje bardzo wysoko. Moze rzeczywiscie sprobuj  porozmawiac o swoich watpliwosciach bez owijania w bawelne. To tez bedzie bardzo dobry test i okazja, zebys ocenila, jak on radzi sobie z nieprzyjemnymi sytuacjami (zakladam, ze latwiej empatycznie zareagowac na milosne wyznania niz przyjac ostra krytyke  (zwlaszcza ze strony pacjentki, ktora do niedawna go idealizowala)).

Wydaje mi sie, ze gdybys poszla na konsultacje do kogos innego i opowiedziala to wszystko, co napisalas w kilku ostatnich postach, to pewnie i tak bylabys zachecana, zeby zostac u aktualnego terapeuty. W tym nurcie to chyba zawsze podobnie wyglada i wg mnie nic w Twoim opisie nie wskazuje na jakies ewidentne bledy ze strony Twojego psychoterapeuty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mireadh

anie myslalas o terapii grupowej na oddziale dziennym na NFZ?

 

widze twoje zachowanie podobnie jak szanowna pani. tak to jest w borderline. ja tez tak miałam z moja T.

spróbuj nie uciekać, tylko dyskutować z nim o tym.

czujesz ze rozczarowujesz T? ty siebie sama rozczarowujesz. to jest projekcja.

swietnie ciebie rozumiem,bo ja mam tez jakby ''2 czesci'' jedna chce zyc druga zrobić sobie krzywdę. tylko ze

T i ja pracujemy na tym żeby te 2 części się zintegrowaly.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
Godzinę temu, shira123 napisał:

Mireadh

anie myslalas o terapii grupowej na oddziale dziennym na NFZ?

Jedna psycholog podczas konsultacji (po oznajmieniu mi, że jestem trudnym przypadkiem, po prostu fantastyczny tekst) chciała mnie wysłać od razu na oddział dzienny, ale ze względu na studia, pracę i sytuację domową, nie zgodziłam się na to. Może kiedyś. Moje nastawienie trochę się zmienia, ale w dalszym ciągu średnio wyobrażam sobie siebie w terapii grupowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 godzin temu, Mireadh napisał:

Krążę wokół tego tematu, ale muszę chyba przywalić prosto z mostu, bo inaczej będziemy oboje tak krążyć w nieskończoność.

Tak wyglądają wszystkie moje relacje. Nawet, jeśli nie porzucam ludzi definitywnie, kombinuję jak uciec, gdy tylko zrobi się za blisko lub w inny sposób nie po mojej myśli.

Wiem, zaraz padnie słowo-klucz: przeniesienie...

To nie jest przeniesienie, bo nie traktujesz go jak matkę czy ojca. Powtarzasz z nim schemat zwierania relacji taki jak w prawdziwym życiu. Tylko robiąc to na terapii i pracując tam zdołasz zmienić tą relację, a przez to i relację w prawdziwym życiu.

20 godzin temu, Mireadh napisał:

Czuję się w tym osamotniona bardziej niż kiedykolwiek do tej pory. Równie dobrze mogłabym rozmawiać z pustym krzesłem. Uciekam od odpowiedzi, to prawda. Może uciekam tym samym od trudnej prawdy o sobie, sama nie wiem.

Pytałam o to i zostałam zbyta wymijającą odpowiedzią, już nie pamiętam nawet dokładnie jaką, w złości nie rejestrowałam nic i wychodziłam z sesji z pustką w głowie.

Może pogadaj na temat nagrywania sesji byś mogła później odsłuchać danej odpowiedzi szczególnie w sytuacjach gdy pod wpływem złości zacierają się one w pamięci. Warto pytać jak najwięcej, prosić o szczerą i prostą odpowiedź nawet po kilka razy. T będzie pytał po co CI to wszystko. Możesz powiedzieć, że najpierw chciałabyś dostać odpowiedź albo powód dla której jej nie dostaniesz, a później odpowiesz na przyczynę pytania, skąd i dlaczego akurat teraz ono pada.

20 godzin temu, Mireadh napisał:

Niejednokrotnie słyszałam, że chcę kontrolować sytuację, więc kontroluję swoje wypowiedzi, że zostawiam dużą przestrzeń na domysły, że chcę uzależnić T. od siebie, by nie poczuć się od niego zależna, że nie potrafię przyjąć jego pomocy, bo albo się zakochuję, albo wycofuję... kolejność dowolna, jeszcze niedawno każdy ten tekst doprowadzał mnie do szewskiej pasji, teraz już po prostu jestem tym zmęczona i czekam, aż usłyszę coś nowego. Tylko jak mam nad czymkolwiek (nawet z wymienionych powyżej rzeczy) pracować, kiedy T. daje mi odczuć, że wszystko robię nie tak? Mówię o emocjach - źle, opowiadam różne sytuacje - źle, nie mówię nic - źle... oczywiście gdy o tym mówię, też jest źle...

Czuję non stop, jakbym go rozczarowała sobą. I w dużej mierze sama jestem rozczarowana nim.

Jak T daje Ci odczuć, że robisz coś nie tak? Dopiero się tak na prawdę poznajecie i wątpię byś mogła być w jego oczach odbierana negatywnie. Jeżeli drąży jakiś temat, pyta skąd/jak/dlaczego to po to by zrozumieć, a nie ocenić. Podobnie na sesjach nie warto zostawiać miejsca na domysły swoje czy T. Lepiej pytać wprost "czy jest Pan na mnie zły, czy zawiodłam Pana?"

Twoja terapia poszła na początku błyskawicznie, teraz skończył się "miodowy miesiąc" i przyszedł czas na pierwsze zgrzyty, rozczarowania, wątpliwości. Nie oznacza to, że coś idzie nie tak. Terapia się zmienia, Wasza relacja się zmienia, dochodzą do głosu rzeczy, które robisz w realu. Jest to ciężkie ale myślę, że warto wytrwać. Możesz rozważyć powrót do jednej sesji tygodniowo, zawsze to jakiej rozwiązanie by dać sobie ciut czasu na myślenie między sesjami, a sama relacja stanie się też mnie dominując na co dzień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.12.2018 o 21:32, Disappear napisał:

Może, w końcu jest człowiekiem. Tyle, że jeżeli coś takiego się pojawi powinien to przepracować w ramach superwizji.

@Disappear dziękuję, że odpowiedziałaś na moje pytanie 🙂 chociaz jedna osoba :D

@Mireadh ale w jakim sensie Twój T drąży te tematy o których nie chcesz rozmawiać? On sam je zaczyna czy przyczepia sie do rzeczy w Twojej wypowiedzi, które uważasz za nieistotne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dochodzę do wniosku, że cała ta relacja psychoterapeutyczna oparta jest na fałszu. Tak sobie myślę, że psychoterapeutka słucha mnie i interesuje się moją osobą tylko i wyłącznie z tego względu, że Jej za to płacę. W zasadzie, to gdybym na kolejnej sesji zakomunikowała, że np. nie stać mnie już na opłacanie terapii, to skończyło by się tym, że omówiłybyśmy dotychczasową pracę i powiedziały sobie "do widzenia" i koniec. Przestało by Ją już interesować, co się ze mną dzieje, nie napisała by raz na jakiś czas wiadomości z zapytaniem jak sobie radzę. Trochę to przykre. Przychoterapeutka kiedyś mi zarzuciła, że traktuję Ją jak takiego przyjaciela za pieniądze, ale to przecież tak jest - Ona mnie wysłuchuje i wspiera, bo Jej za to płacę. To jak inaczej to traktować.

Kiepsko działa na mnie tak długa przerwa w terapii, a jeszcze 9 dni zostało do kolejnej sesji. Jakoś mnie obojetność w stosunku do tych sesji dopadła,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@uprising a ja myślę, że ta przerwa dobrze Ci zrobi jeżeli chodzi o nabranie choć trochę dystansu, przyjrzenie się tej relacji z boku.

Tak, Twoja psychoterapeutka wykonuje swoją pracę. Nie będzie Twoją przyjaciółką. Jednak to, że jest to jej praca nie wyklucza zaangażowania w relację. Tylko w ramach granic relacji terapeutycznej.

Nie bardzo mogę pojąć jak psychoterapeutka mogła Ci powiedzieć że traktujesz ją jak przyjaciela za pieniądze. W jakim kontekście to padło?

I taka myśl mi się jeszcze nasunęła, czy w realu nie jest tak z każdą Twoją relacją? Że nie wierzysz, że ktoś może Cię lubić tak po prostu tylko zawsze doszukujesz się drugiego dna?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Disappear, masz rację, ale ja wiecznie mam mocno mieszane uczucia związane z psychoterapeutką i tą relacją, bardzo często wpadające ze skrajności w skrajność.

Wiem, wiem też, że zależy Jej na mnie bardzo (jako pacjencie) i szczerze chce mi pomóc. Jestem Jej jedynym pacjentem w kwestii psychoterapii i nawet na dzień dzisiejszy nie przyjmuje żadnych nowych, więc mam świadomość, że całą swoją "psychoterapeutyczną" energię i uwagę skupia tylko i wyłącznie na mojej osobie. Wydaje mi się również, że darzy mnie trochę sympatią, ale jako człowieka. Czasem myślę nawet, że może Ona trochę żałuje, że jestem Jej pacjentem, a że nie poznałysmy się w innych okolicznościach. Generalnie, mamy sporo wspólnego (zainteresowań i poglądów). Myślę, że takie moje wnioski wynikają ze strachu przed tą długą przerwą, która nadchodzi.

Powiedziała tak na początku mojej psychoterapii, gdzieś pomiedzy 10-20 sesją. Byłam mega oporna, niewiele mówiłam, a przez pierwsze 20 min zawsze milczałam. No i tak powiedziała, że traktuję Ją jako takiego przyjaciela za pieniądze, odpowiedziałam Jej, że wcale tak nie jest, to odparła, że Ona tak się czuje - oczywiście wiem, że to było kłamstwo, a ten dialog był manipulacją, ale tak mi się o tym teraz przypomniało.

Ja generalnie mam dość niskie poczucie własnej wartości i uważam, że nie zasługuję na znajomości. W końcu własna matka mnie nie chciała i nie kochała, więc jak mogło by być inaczej. Moje znajomości sprzed iluśtam lat polegały na tym, ze inni mnie wykorzystywali materialnie, a gdy zaczynałam stawiać granice, to się odsuwali. Inni odpuścili sobie znajomość ze mną, gdy dowiedzieli się, że cierpię na te zaburzenia lękowe. Ze znajomością z wieloma osobami sama zrezygnowałam, bo te osoby źle na mnie wpływały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziwny tekst i nie wiem co miał na celu, ale może coś miał.

Rodziców nie wybieramy, ale potem na szczęście ten wybór mamy. Zasługujesz na wszystko tylko musisz dać sobie szansę.

Nie wiem kiedy wyjeżdżasz, ale myślę że to Twoja szansa. Również w kontekście relacji. I życzę Ci powodzenia 🙂

Myślę też, że z uwagi na ten wyjazd powinnaś zacząć trochę dystansować się do relacji terapeutycznej. Przy takim zaangażowaniu jak teraz, będzie Ci bardzo trudno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może liczyła, że bardziej zaangażuję się w psychoterapię, a nie przychodzenie tam tylko po to, żeby z Nią posiedzieć.

Wyjeżdżam w ostatnim tygodniu lutego, generalnie kiepski moment, bo akurat teraz powoli zaczynam rozmawiać na trudne dla mnie tematy. Myślę, że psychoterapeutka odpowiednio zadba o to, żebym nabrała dystansu. Zawsze, gdy ma być przerwa to na ostatniej sesji wykazuje bardzo neutralne zachowanie w stosunku do mnie. wiem też, że jak już wyjadę i poznam nowych ludzi to też inaczej będzie, nie będę aż tak samotnie się czuć i mniej będę myśleć o Niej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam terapie w czwartek po 2 tyg przerwy, i to w strasznie trudnym dla mnie okresie gdzie codziennie placze i rozpaczam/choroba kogos bliskiego/ i teraz mam mieszane uczucia wobec T.mam ochote sie na nia obrazic,przez 10 min.nie odzywac sie do niej,swiadomie ja ukarac.werjde i powiem,nie mam o czym z pania rozmawiac i cisza...ciekawe jak zareaguje

ciekawa tez jestem czy myslala o mnie i martwila sie.wiem ze mnie lubi i zalezy jej na mnie.ale takie przerwy zle wplywaja na ta relacje.

a w lipcu bede miala miesiac przerwy. wogole poklocilam sie z nia o to.

bo ja jej mowie ze w lipcu nie moge miec urlopu,wakacje to czas intensywnej pracy/ wynajmuje pokoje nad morzem/

wiec bede miec urlop we wrzesniu ze 2 tygodnie.a ona by wolala zeby nasze urlopy sie pokryly,no ale tak sie nie da.ale w koncu doszlysmy do porozumienia.

Sylwestra spedzilam bardzo milo, z rodzicami i psami))) mialam isc do hotelu na zabawe z kolezanka,ale...stwierdzilam ze nie mam na to ochoty ani nastroju po ostatnich barfdzo trudnych przezyciach chce spokoju.i byla b.mila atmosfera)))

 

mam do was pytanie,czy wy tez macie takie dlugie przerwy w terapii w wakacje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123 był okres świateczny i okołonoworoczny, pewnie wielu innym osobom też wypadły pojedyncze sesje, mi też. Terapeuci też maja prawo odpocząć. Gdybym miała cos poradzić to zastanow sie, jaki sens ma obrażanie się na t. i karanie ją milczeniem?  Czy nie lepiej powiedziec wprost, co czujesz i nie tracić czasu na podchody? Przecież to jest Twój czas na terapii, a tym samym pozbawiasz się możliwości przepracowania tego problemu. Z tego co przeczytalam z wcześniejszych postów jesteś bardzo przywiązania do swojej t. i gniewasz sie na nią troche jak na przyjaciółkę, ktora odmówiła spotkania towarzyskiego, a nie na tym polega relacja w terapii. Chyba tez warto to omówić, o ile jeszcze tego tematu nie poruszalas.

Co do przerwy w wakacje nie odpowiem, bo zwyczajnie nie mam jeszcze pojęcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123 terapeutka też człowiek. Musi od czasu do czasu podladowac baterie żeby być bardziej efektywną w swojej pracy. Dla Ciebie również. Może Cię lubić i się o Ciebie troszczyć, ale to jest jej praca. Obrażanie się na nią za to że potrzebowała odpocząć to dziecinada. Postaw siebie w jej sytuacji. Wracasz po swoim urlopie a ona Ci mówi że nie ma o czym z Tobą rozmawiać. Chyba trochę słabo :)

Ja tez mam przerwę. Licząc od sesji do sesji - trzy tygodnie. Ale byłam uprzedzona o tym wcześniej. Szanuję jej czas do odpoczynku. Zresztą akurat teraz mi też ten odpoczynek się przydał, bo miałam bardzo wyczerpujące psychicznie i fizycznie sesje.

W wakacje nie ustalalysmy wspólnie terminu urlopu. Ja miałam swój, ona swój. W kompletnie innym czasie. I tez uważam to za coś naturalnego. 

Mimo że mogę, to w czasie jej urlopu nie niepokoje jej w żaden sposób. To jest jej czas i ja to rozumiem oraz szanuję.

Psychoterapeuta dbający o siebie, o to żeby się nie wypalić, to coś pozytywnego i z korzyścią dla nas :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie w terapi też są przerwy wakacyjne, które trwają 4 tygodnie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

Chyba doszłam do porozumienia z T.! :D

Więcej naskrobię w sobotę po egzaminach. Udanego dnia Wam wszystkim! :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×