Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Duża Mi
10 minut temu, Martus17 napisał:

Mireadh, coś podpisywałam ale szczerze powiedziawszy byłam wtedy tak zdenerwowana że nawet tego spotkania nie pamietam

 

Porozmawiaj o tym z terapeutą i spróbuj odświeżyć cele terapii, bo to ważne. Jeśli masz mnóstwo rzecz do powiedzenia, to spróbuj w ciągu tygodnia je wszystkie spisywać. Tak jest łatwiej poukładać je sobie w głowie i potem przedstawić na sesji.

Swoją drogą, w czasie terapii wiele osób odczuwa pogorszenie samopoczucia. O tym też trzeba rozmawiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mireadh, mam jeszcze taki problem ze ostatnio zaczęłam tracić zaufanie do mojego t , od samego początku naprawdę cieszyłam się że tak dobrze nam się rozmawia ze nie mam oporów i wogole tak dobrze się czułam w gabinecie, jednak 3 miesiące temu dostałam wiadomość ze t jest na zwolnieniu lekarskim i że za dwa tyg się odezwie z terminem kolejnej wizyty....czekałam dwa tyg...potem 3....w czwartym tyg napisałam SMS....kolejny tydzień bez odzewu...kolejny tydzień dzwoniłam brak odzewu.....2 dni temu zadzwoniłam w końcu się dodzwoniłam z czego t mówi mi że właśnie miała dzwonic....tak więc aż tyle czekałam na kontakt i szczerze powiedziawszy czuje się zlekceważona....bo oczywiście rozumiem choroba itd ale ten cały pozostały czas????

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Martus17, aha. no to meeega słabo t się zachowała. Kiedy masz sesje? myślę, że to powinnaś wyjaśnić najpierw w takim razie. i zupełnie Ci się nie dziwię, że poczułaś się zlekceważona. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie i mam mieszane uczucia....bo myślę że zaufanie to podstawa a tak jak mam jej ufac??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
1 minutę temu, Martus17 napisał:

No właśnie i mam mieszane uczucia....bo myślę że zaufanie to podstawa a tak jak mam jej ufac??

Dlatego powinnaś to jak najszybciej omówić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Martus17 napisał:

No właśnie i mam mieszane uczucia....bo myślę że zaufanie to podstawa a tak jak mam jej ufac??

Pozwól terapeucie wyjaśnić przyczyny takiego zachowania. Bez rozmowy nie będziesz wiedzieć czy Cię zignorowała czy jej stan zdrowia nie pozwalał jednak na kontakt

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 minut temu, SzaroBura napisał:

Dziękuję za pomoc....macie rację najpierw porozmawiam o już myślałam o zmianie terapeuty....choć sama myśl mnie przeraza

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pretoria

 

idz koniecznie do szpitala.

olej to co powie rodzina. rozumiem bo sama się cholernie wstydziłam chodzic do szpitala na terapie grupowa ale to mi bardzo pomoglo.

pozwol sobie pomoc, przecież już gorzej być nie może.

tam ci ustala leki i terapie a ja bym polecala ci bardzo grupowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chciałam jeszcze napisac do wszystkich ktorzy

się się wahaja czy isc na terapie, czy to pomoze...

powiem tak

jeśli traficie na dobrego Terapeute to pomaga i to bardzo

ja mam borderline i chodze od ponad 2 lat na terapie i funkcjonuje calkiem niezle, jest niebo

a ziemia z tym co było kiedys

jeszcze dużo zmian przede mna ale czuje ze wiele już zostało naprawione))

mam kolege z borderline, bez terapii, i on ma bardzo nieszczęśliwe zycie,narkotyki,alkohol,hazard itp.

ja nie zaluje ze poszlam na terapie)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ojj, po dzisiejszej sesji to mi głowę dosłownie rozsadza ból, czyli to znak, że była udana. Niby nic takiego strasznego dziś się nie działo, nie były poruszane jakieś bardzo trudne sprawy (tak mi się wydaje, chociaż waidome, że z tą podświadomością to różnie bywa), a czuję się jakby po mnie walec przejechał.

Zaczęłam od pytania, czy powiedziałaby mi wprost, gdyby uznała, że nie chce już dalej prowadzić mojej psychoterapii. Oczywiście zanim uzyskałam konkretną odpowiedź, to zaczęło się dochodzenie skąd w ogóle takie pytanie.

Powiedziałam, że uważam, że praca ze mną nie daje satysfakcji, że sie nie angażuję, nie staram, olewam itd., oczywiście dyskretnie próbowałą dać mi do zrozumienia, że się mylę. No i wyszło, że tak naprawdę to marzę, żeby mnie z terapii wyrzuciła (oczywiście, że tak, bo wtedy nie musiałabym się tak z nią męczyć).

Finalnie powiedziała, że tak - powiedziałaby mi, gdyby uznała, że nie chce już dłużej ze mną pracować, oczywiście odpowiednio to motywując i przez kilka sesji robiąc podsumowanie dotychczasowej terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@SarkastyczneSerce a dlaczego chcesz uciekać w pracę? Moim zdaniem da się. Dłużej krócej, niektórzy całe życie. Ale po co? Twoje posty są takie że chcesz w nią uciec żeby nie korzystać z pomocy. To jakiś problem dla ciebie że ktoś ci pomoże? Oby tylko pomógł. Mi terapia aktualnie bardzo pomaga. Ale to już kolejna terapia. Poprzednie mi nie pomagały a czasem nawet szkodziły. Więc jest różnie. Trzeba mieć przekonanie że chcesz tej formy pomocy. A uciec można nie tylko w pracę. Ja trochę tak próbowałam i to zawsze jest ślepy zaułek. Jestem totalnie wypalona bez pomysłu na siebie bezsens mnie zjada.

@Mireadh ja też tak miałam. Dzień dobry do widzenia tak nie nie wiem. Też około roku. Normalnie nie mam problemu z rozmową wręcz uchodze za wyszczekana. Nie wiem o co chodzi z tą złością bo dla mnie trzaskanie drzwiami rzucanie przedmiotami i wyzwiska zdarzają mi się często też w stosunku do terapeuty. Ale również podobno nie umiem wyrażać złości ;)

Jeśli liczyć wszystkie terapię to moje leczenie trwa kilkanaście lat zaczelam już w szkole. Jeśli tylko ta która cokolwiek mi daje to jakies 2 lata. Spodziewam się że jeszcze drugie tyle.

@Pretoria sporo u ciebie się działo ale tego nie zauważasz i nie cenisz bo oczekujesz niewiadomo czego. ta akcja z nagrywaniem studia i ich kończenie i peewnie trochę to co przeczytałaś na forum odstawienie leków. Zgrywasz twardą nie wiadomo po co bo to trochę żałośnie wygląda. Byłabyś silniejsza i bardziej ceniła siebie życie i innych ludzi gdybyś nie tkwiła w samooszukiwaniu że poza obojętnej wyniosłości to najlepsza maniera na życie. Inni wtedy też by się z tobą bardziej liczyli gdyby widzieli prawdziwego człowieka a nie taka kukłę która wciąż coś udaje. Mylisz siłę z nieczułościa. Przeżywasz normalny stan. Lęk tęsknota za terapeutka lęk przed przysoscia placz nawet długi i intensywny to naprawdę nie powód żeby jechać na SOR i "coś robić". Pomógłby ci oddział dzienny na pewno. Sama decyzja żeby tam pracować nad sobą już byłaby dla ciebie rozwojowa. Robiłabys coś dla siebie a w dodatku niezależnie od opinii innych ludzi. To są tylko czyjeś opinie a tu chodzi o Twoje życie. Może dobrze że odstawiłas leki bo one chyba trochę maskowały twoje rzeczywiste stany i znieczulaly na problem. Spróbuj trochę pobyć bez nich możne zauważysz coś nowego. Takie majstrowanie przy dawkach i raz branie raz odstawianie nie jest dobre. Lepiej zmienić typ leku na jakiś czas i dopiero potem wracać. Ale to trzeba z psychiatra rozmawiać a nie na forum. Kontakt z terapeutka jeśli masz do niej numer jest bardzo dobrym pomysłem w tej sytuacji. Ona zna twoje stany potrafi ocenić skalę problemu i jakoś wspólnie temu zaradzić. To że potrafimyz poprosić o pomoc jest oznaką naszej dojrzałości.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, myszak napisał:

@SarkastyczneSerce a dlaczego chcesz uciekać w pracę? Moim zdaniem da się. Dłużej krócej, niektórzy całe życie. Ale po co? Twoje posty są takie że chcesz w nią uciec żeby nie korzystać z pomocy. To jakiś problem dla ciebie że ktoś ci pomoże? Oby tylko pomógł. Mi terapia aktualnie bardzo pomaga. Ale to już kolejna terapia. Poprzednie mi nie pomagały a czasem nawet szkodziły. Więc jest różnie. Trzeba mieć przekonanie że chcesz tej formy pomocy. A uciec można nie tylko w pracę. Ja trochę tak próbowałam i to zawsze jest ślepy zaułek. Jestem totalnie wypalona bez pomysłu na siebie bezsens mnie zjada.

@myszak To ma sens, ta teoria z uciekaniem od pomocy ale tak nie do końca pasuje.  Jestem tutaj, to jak by nie było okazywanie potrzeby pomocy. Muszę o tym pomyśleć, podoba mi się Twoje spojrzenie na to.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
55 minut temu, myszak napisał:

@Mireadh ja też tak miałam. Dzień dobry do widzenia tak nie nie wiem. Też około roku. Normalnie nie mam problemu z rozmową wręcz uchodze za wyszczekana. Nie wiem o co chodzi z tą złością bo dla mnie trzaskanie drzwiami rzucanie przedmiotami i wyzwiska zdarzają mi się często też w stosunku do terapeuty. Ale również podobno nie umiem wyrażać złości ;)

Jeśli liczyć wszystkie terapię to moje leczenie trwa kilkanaście lat zaczelam już w szkole. Jeśli tylko ta która cokolwiek mi daje to jakies 2 lata. Spodziewam się że jeszcze drugie tyle.

Nie miałam nigdy problemu z rozmową z T. Owszem, tematy zastępcze leciały równo, czasem muszę wkładać wiele wysiłku w to, żeby nie odpowiadać "nie wiem" na jego pytania. Czasem mam ochotę zwinąć się w kłębek w rogu gabinetu, czasem chcę, żeby T. po prostu przy mnie był i nie męczył więcej pytaniami. Ale zaciskam zęby i idę do przodu, chcę jak najszybciej zrzucić z siebie wszystko, pozbyć się tego całego bałaganu z głowy. Więc mówię, dużo mówię.

Ostatnio męczy mnie świadomość, że gdybym nie udawała silnej i zgłosiła się wcześniej po pomoc, możliwe że byłabym już zdrowa, a w najgorszym przypadku kończyła terapię, zamiast ją właśnie zaczynać...

Edytowane przez Duża Mi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uciekanie w cokolwiek nie ma sensu - praca, hobby (czynności, które nie dają negatywnych psychicznie skutków) są pozytywne, ale po warunkiem, że czerpie się z nich konkretne dla siebie korzyści. Cokolwiek, gdy staje się ucieczką jest bez sensu, bo prędzej, czy później do człowieka dotrze ten bezsens, a wtedy może już być w bardzo złym stanie. W końcu i praca przestanie być wystarczająca.

Ja na dzień dzisiejszy bardzo często uciekam w fantazje (akurat dotyczące psychoterapeutki, bo jest mi Ona najbliższą osobą na ten moment), żeby tylko nie dopuścić do siebie tak w 100% myśli, że to tylko psychoterapia, ale przez to wiecznie kręcę się w kółko. Tak samo jest z każdą inną czynnością, niby w coś się ucieka, ale czasem jednak "problem" wychodzi i dobija się do umysłu, znowu "uciekamy" aż ostatecznie kończmy na prochach, bo psychosomaty nas wykańczają. 

Ja przez połowę życia "uciekam" i skończyło się to właśnie tym, że trzeba rano zażyć pigułę, zrobić swoje i raz w tygodniu pojechać na sesję terapeutyczną. Gdybym wczesniej przestała uciekać, to może teraz moja psychoterapia nie zapowiadała się na lata trwania. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
1 minutę temu, uprising napisał:

Ja na dzień dzisiejszy bardzo często uciekam w fantazje (akurat dotyczące psychoterapeutki, bo jest mi Ona najbliższą osobą na ten moment), żeby tylko nie dopuścić do siebie tak w 100% myśli, że to tylko psychoterapia, ale przez to wiecznie kręcę się w kółko. Tak samo jest z każdą inną czynnością, niby w coś się ucieka, ale czasem jednak "problem" wychodzi i dobija się do umysłu, znowu "uciekamy" aż ostatecznie kończmy na prochach, bo psychosomaty nas wykańczają. 

Ja przez połowę życia "uciekam" i skończyło się to właśnie tym, że trzeba rano zażyć pigułę, zrobić swoje i raz w tygodniu pojechać na sesję terapeutyczną. Gdybym wczesniej przestała uciekać, to może teraz moja psychoterapia nie zapowiadała się na lata trwania.

Chyba mogę się pod tym podpisać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, myszak napisał:

 

@Mireadh ja też tak miałam. Dzień dobry do widzenia tak nie nie wiem. Też około roku. Normalnie nie mam problemu z rozmową wręcz uchodze za wyszczekana. Nie wiem o co chodzi z tą złością bo dla mnie trzaskanie drzwiami rzucanie przedmiotami i wyzwiska zdarzają mi się często też w stosunku do terapeuty. Ale również podobno nie umiem wyrażać złości ;)Jeśli liczyć wszystkie terapię to moje leczenie trwa kilkanaście lat zaczelam już w szkole. Jeśli tylko ta która cokolwiek mi daje to

 

 

Miałam dokładnie tak samo - pierwsze kilka miesięcy to było własnie na zasadzie: "Dzień dobry", "Nie wiem" i milczenie. Potem zaczęło mi się udawać po około 15 minutach ciszy wydukać jakieś nieskładne jedno zdanie. Na dzień dzisiejszy (może jakoś po około roku) zaczynam rozmawiać od początku sesji, ale cały czas zdarzają mi się takie "milczące". Chociaż przewaznie w trakcie rozmowy tak naprawdę to ślizgam gdzieś tam się na granicy głębszej a powierzchownej rozmowy to przynajmniej powoli zaczynam rozmawiać spontanicznie. Początkowo mocno się niecierpliwiłam, że przecież w końcu jest ktoś, kto mnie chce wysłuchać, kto poświęca mi czas i uwagę i byłam kiedyś przekonana, że będę nadawać jak najęta, a tu okazuje się, że jest zupełnie odwrotnie. Natomiast powoli zaczynam nabierać cierpliwości do samej siebie w terapii i dzięki temu chyba zaczynam robić postępny jeśli chodzi o samą rozmowę. Nie ma co się spieszyć, trzeba sobie dać czas a umiejętność rozmowy i dzielenia się trudnymi myślami, okazuwanie emocji/uczuć w gabinecie samo przyjdzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A powiedzcie mi tak szczerze czy wierzycie w to że sama terapia bez leków potrafi pomóc....czy wogole jest szansa na całkowite wyzdrowienie? Bo u mnie to wygląda tak że bezpośrednio po terapii czuje się lepiej wychodzę od t. !można powiedzieć że mam nadzieję że będzie dobrze ale przychodzi kolejny dzień i wszystko wracam do punktu wyjścia....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Mireadh sorki pomyliłam Cię z @SzaroBura kurcze nie umiem tych nicków się połapać w nich ;) zawsze piszę z doskoku ostatnio z poczekalni. Ja z t milczeniem trochę mam tak że boję się że jak coś powiem to wybuchnę i będzie jakaś kłótnia. Albo że ktoś mnie pokona. A jak mam tak normalnie rozmawiać to się czuje słaba mogę powiedzieć coś głupiego. Albo t mi odpowie i mniee zrani. No i mam mówić o sobie czyli to beznadziejny temat. Ale teraz powoli zaczynam normalnie rozmawiać. Nawet mam wrażenie że za dużo tego gadania.

@Martus17 to zależy. A u psychiatry byłaś?

@SarkastyczneSerce tak chodzisz po forum o psychoterapii i negujesz terapię i pytasz czy więcej pracować zastąpi ci terapię xd niby udajesz że jesteś w lepszej sytuacji niż my tutaj a tak samo jesteś w czarnej dupie. Poniekąd przyznajesz poniekąd nie. I co Ci to da? Może oswajasz się z tematem? Ale prawda jest taka że dopóki sam nie spróbujesz to nie będziesz wiedzieć jak taka terapia ma się do twojego życia czy jest ci potrzebna i jaka. Szkoda czasu siup umów się powiedz nam jak było ;) oceń jak się to u ciebie sprawdzi im szybciej będziesz wiedzieć tym lepiej dla ciebie. Albo uciekniesz w pracę albo zaangażujesz się w terapię 🙂

Edytowane przez myszak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, Martus17 napisał:

A powiedzcie mi tak szczerze czy wierzycie w to że sama terapia bez leków potrafi pomóc....czy wogole jest szansa na całkowite wyzdrowienie? Bo u mnie to wygląda tak że bezpośrednio po terapii czuje się lepiej wychodzę od t. !można powiedzieć że mam nadzieję że będzie dobrze ale przychodzi kolejny dzień i wszystko wracam do punktu wyjścia....

To zapewne zależy od człowieka, jedenemu będzie w stanie pomóc, a komuś innemu nie. Ja wierzę, że terapia sama bez leków może pomóc, ale zdarzają się takie przypadki, że bez leków człowiek w ogóle nie będzie w stanie tej psychoterapii podjąć.

Ja pomimo tego, że dopadają mnie fatalne stany depresyjne i wracają psychosomaty to jednak próbuję odstawić leki, bo dzięki temu najlepiej będzie wiadome nad czym na terapii pracować. Gdy człowiek jest pod wpływem leków to tak w zasadzie nie do końca można się dowiedzieć, co wywołuje u niego smutem, co złość, co psychosomaty. Ja wierzę, że nawet bez leków psychoterapia mi pomoże, a właściwie, że własnie bez nich pomoże mi najlepiej, bo dzieki temu będzie widać najklarowniej jej efekty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@myszak A kto powiedział, że te rzeczy się wykluczają? ;) Nie udaję, że jestem w lepszej sytuacji bo od lat wiem, że jestem w dupie :D Ku*wa, choćbym i chciał to tego nie ukryję :D I w sumie to tę całą psychoterapię mi wyświetliło w ostatnich tematach i wszedłem, wolę bardziej depresyjno-samobójczo-motywująco-spamowe tematy. No i nie takie hop siup się umówić, do dentysty idę drugi miesiąc bo nie mam czasu pójść z realnym fizycznym problemem, a nie mówiąc o tym co siedzi mi w głowie. Zaczynam sam widzieć, że przestaję dziś już pisać spójnie, trzeba iść spać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

myszak, byłam u psychiatry od razu chciał mi leki przepisać ale jak pisalam wczesniej jestem matką karmiąca więc leki odpadają, zresztą strasznie boję się leków

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
6 minut temu, Martus17 napisał:

A powiedzcie mi tak szczerze czy wierzycie w to że sama terapia bez leków potrafi pomóc....czy wogole jest szansa na całkowite wyzdrowienie? Bo u mnie to wygląda tak że bezpośrednio po terapii czuje się lepiej wychodzę od t. !można powiedzieć że mam nadzieję że będzie dobrze ale przychodzi kolejny dzień i wszystko wracam do punktu wyjścia....

To zależy od rodzaju, stopnia nasilenia zaburzeń i od nastawienia. Ja na przykład nie przyjmuję leków i uczęszczam tylko na terapię, większość osób stąd z tego co widzę wspomaga się też farmakologicznie. Ufam, że T. wie co robi i mi pomoże, zgodnie z tym co powiedział podczas omawiania kontraktu. Nie neguję skuteczności leków, nawet ostatnio coraz intensywniej się nad nimi zastanawiam, niemniej chciałabym ich unikać najdłużej jak tylko się da. Wiem, że moje paskudne samopoczucie to między innymi skutek uboczny pracy w terapii i chcę te emocje przepracować i zrozumieć, nie wyłączyć na kolejne miesiące. Poza tym mam świadomość, że minie kilka tygodni, zanim jakiekolwiek środki zaczną działać; mogę ten czas przejść w miarę lekko, a może to być dla mnie gehenna - a jestem w takim momencie życia, w którym nie mogę się wyłączyć z funkcjonowania na kilka tygodni.

@myszak tak myślałam, nie szkodzi ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

uprising, zdaje sobie sprawę że różni są ludzie itd i każdy inaczej reaguje jednak ja tak naprawdę do tej pory nie usłyszałam na ile powazne są moje zaburzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mireadh, właśnie też jestem w takiej sytuacji że wracam do pracy niedługo gdzie jestem wśród ludzi, mam małe dziecko i też nie mogę sobie pozwolić na jakąkolwiek bierność, potrzebuje stabilizacji a ostatnio czuje w głowie straszny balagan

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×