Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Ja w takich przypadkach zaczynałam mówić tak- po ostatniej terapii czuję się dużo gorzej i jest to wina pana. I on wtedy się pytał co się takiego stało? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakiś mam gorszy dzień dzisiaj :( gorzej się poczułam,  jak już się uspokoiłam to się zdołowałam,  że wcale nie jest dobrze i lęki wracają.  Ostatnio jak tak miałam to gadałam o tym z T.  No i wyszło szydło z worka,  że jednak coś mnie trapi,  więc teraz siedzę i analizuję co się wydarzyło,  co mogło mieć wpływ,  i co?  Dupa,  tylko kiepska pogoda za oknem przychodzi mi do głowy.  Wszystkich Świętych to chyba wcześniej by mnie ruszyło,  nie? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@el33 ja mam ochotę rzucić co tydzień. I nie chodzi o to, że terapeutka czymś zawiniła, tak po prostu mam...a potem idę znowu. Skończyły mi się pomysły na "obchodzenie" terapii, czyli zajęcia zastępcze, w które można angażować dużo energii i nie rozmyślać. Powodzenia, daj znać czy po sesji nastąpiła jakaś poprawa między wami.

@Inga_beta niekoniecznie t. popełniła błąd, może poruszyła czułą strunę. U mnie tak było na jednej z przełomowych sesji, wyszłam tak wściekła, że tydzień mnie nosiło, ale dzięki temu byłam w stanie na kolejnym spotkaniu wyrzucić z siebie kilka rzeczy, które omijałam do jakiegoś czasu. Ze spisywaniem to dobry pomysł, mi taka forma pomaga.

@Kaska_byle do sesji i jakoś pójdzie ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też mam jutro terapię. Na ostatniej sesji mówiłam o tym, że poczułam się odrzucona i przestraszona z powodu nagłej propozycji zmiany terapeuty i nurtu na inny. Powiedziałam, że taka propozycja była w niewłaściwym momencie, że terapeutka zna moją sytuację, że mam teraz dużo zmian, bardzo poważnych. Przyjęła to.

Poza tym muszę do końca listopada się wyprowadzić z obecnego miejsca, w którym mieszkam. No i tutaj jest pies pogrzebany. Bo moja mama do dzisiaj pomagała mi finansowo, do tego pracowałam na część etatu i było dobrze. Ale skończyła się pomoc od mamy i w połowie grudnia kończę obecną pracę. Mam odłożone środki na utrzymanie, ale kwota pozwoliłaby mi na utrzymanie się przez góra 3-4 miesiące. Potrzebuję stałej pracy albo dorywczej na listopad, grudzień, od stycznia stała praca. Jeśli nie znajdę pracy czy to stałej czy dorywczej, to najgorszy scenariusz jest taki, że wrócę na krótko do domu.

Mam następujące plany:

A - praca dorywcza na listopad, grudzień, może i styczeń - np. korepetycje z obsługi komputera albo pomoc w odrabianiu lekcji. Musiałabym znaleźć 4-5 uczniów i 1/tydzień z każdym mieć lekcje. Ustalić płatność za miesiąc albo za cały kurs, żeby mieć płynność finansową. Chociaż wiem, że ludzie raczej woleli by płacić po każdej lekcji.

B - stała praca na umowę o pracę jak najszybciej

C - powrót do domu, przeczekanie  do połowy grudnia (do końca obecnej pracy), dojazdy około 1,5 h do pracy i stała praca na umowę stała od połowy grudnia

Plan B byłby najlepszy, ale ma swoje ograniczenia. Mam od niedawna przyznaną rentę, a przy rencie jest limit zarobków. Jest to i dobre i złe. Z jednej strony daje poczucie bezpieczeństwa, ale ogranicza. Opcji C nie chcę, ale to ostateczność. Najbardziej sensowna na najbliższe miesiące wydaje się na moje oko opcja A.

A Wy jak myślicie? Chętnie poznam Wasze zdanie. Może ktoś będzie miał jakieś trafne spostrzeżenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

AgnieszkaKk

 

to dobrze ze masz plan A B i C.ja tez zawsze tak mysle jak plan A nie wypali to jest jeszcze B i C.

najlepsza opcja B raczej.ja mam podobnie jak ty dostene stypendium i musze pracować na pol etatu by mi nie zabrali. w obecnej pracy nie ma z tym problemu))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka, odpicuj CV i wysyłaj do firm ;) Od razu celowałabym w opcję B. Masz doświadczenie, znalezienie czegoś na etat nie powinno Ci zająć dużo czasu. Jak chcesz to pomogę (pomożemy?) Ci coś fajnego napisać ;)  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Agnieszka_Kk jak masz rente to możesz dorobić chyba do 2500zł brutto.

Ale zadzwoń do zusu i sie dowiedz.

Ja też mam rente. Umowę mam na pół etatu A pracuje na cały etat. Trzeba kombinować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jutro mam zamiar zapytać psychoterapeutkę, czy powiedziałaby mi wprost, gdyby nie chciała już prowadzić mojej psychoterapii.

Kilka razy odniosłam wrażenie, że sugerowała to. Np. raz, gdy zrobiłam sobie dłuższą przerwę od terapii to powiedziała, że może dobrze, gdybym spróbowała u kogoś innego motywując to tym, że inaczej jest, gdy psychoterapeuta jest jednosześnie psychiatrą, niż gdy chodzi się oddzielnie do lekarza, a oddzielnie do psychoterapeuty. Ostatecznie, po jakimś czasie zgodziła się na to, żebym jednak wróciła do Niej na psychoterapię. 

Chociaż zakładam, że i tak nie udzieli mi wprost odpowiedzi na to pytanie, a skoro tak się stanie to oznaczać będzie, że nie powiedziałaby mi.

A ja czasem mam wrażenie, że Ona na siłę pozwala mi przyjeżdżać, żeby nie wyszło, że kolejna osoba mnie porzuca, bo wtedy wpasowałoby się to w schemat, który niejednokrotnie przeżywałam, a gdzieś na początku terapii zapewniała mnie, że mnie nie porzuci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychoterapeuta nie jest do was uwiązany. Jeśli by nie chciał was leczyć to by was nie leczył,zakończył by to od razu i tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale mi dziś T.dowalila na terapii...

 

ze nie chce mi się pracować na więcej niż pol etatu,ze ciagne od mamy pieniądze,kiedy ja się zupełnie usamodzielnie

i będę dorosla...smama prawda...trudne to było jak cholera

a myslalam ze sobie ponarzekam na mame...oj nie ma lekko na tej terapii

 

poza tym bylam w parku z przyjaciolka, cudny jesienny dzień, porobilysmy sobie wspólne fotki) ciesze sie

ze ja mam))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Waszym zdaniem uciekanie od problemów w pracę to jakaś forma terapii i niech się same z czasem rozwiążą czy tylko odsuwa problem na dalszy plan?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, shira123 napisał:

ale mi dziś T.dowalila na terapii...

 

ze nie chce mi się pracować na więcej niż pol etatu,ze ciagne od mamy pieniądze,kiedy ja się zupełnie usamodzielnie

i będę dorosla...smama prawda...trudne to było jak cholera

a myslalam ze sobie ponarzekam na mame...oj nie ma lekko na tej terapii

 

poza tym bylam w parku z przyjaciolka, cudny jesienny dzień, porobilysmy sobie wspólne fotki) ciesze sie

ze ja mam))

Moim zdaniem nie ma nic złego w tym, że rodzice wspierają finansowo. No, ale mówię o takiej sytuacji, że sami nie możemy pracować tymczasowo więcej i wtedy nas wspierają. Nie wiem jaką masz sytuację, w jakim jesteś wieku, co się u Ciebbie dzieje, że mama Ci pomaga. Czy jesteś w stanie pracować więcej? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczorajsza sesja trudna, ale pouczająca. Udało się sporo wyjaśnić, znaleźć część przyczyn zdenerwowania i wycofania. Okazało się, że zadziałało kilka czynników na raz, m.in:

  1. sesja nie przebiegała tak jak ją zaplanowałam, a zwykle udaje mi się tak w 70-80% przewidzieć jej przebieg (utrata kontroli)
  2. drążenie tematu uczuć przez T, próba wejścia w nie głębiej (odsłonięcie)
  3. rozgrywanie uczuć w działaniu, któremu zapobiegała T na ostatniej sesji czyli nie pozwoliła mi uciec przed uczuciami w działanie (obejście mechanizmu obronnego)

Te trzy punkty, to rzeczy nad którymi będziemy pracować, bo wczoraj przy próbie znów drążenia uczuć moja świadomość "poszło sobie na spacer" zostawiając moje ciało w gabinecie. Mogę mówić o uczuciach powierzchownie i jak ich nie muszę czuć ;)

Dziś nie jest źle choć trochę przeraziło mnie jak łatwo chciałam rzucić terapię, bo się wkur.. na T. Dostałam oficjalne pozwolenie na denerwowanie się, złoszczenie, narzekanie na T 🙂

Godzinę temu, SarkastyczneSerce napisał:

Waszym zdaniem uciekanie od problemów w pracę to jakaś forma terapii i niech się same z czasem rozwiążą czy tylko odsuwa problem na dalszy plan?

Sprawdza się to tylko na krótką metę. Problemy niestety narastają, a zostawianie ich samych sobie sprawia, że przestajemy mieć wpływ na to czy i jak się rozwiązują. Odbieramy sobie prawo decyzji, wpływu na nasze życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przed dzisiejszą sesją to mam ochotę się upić, bo chciałabym wreszcie wyrzucić z siebie trochę rzeczy a nijak mi to nie idzie. Zawsze przed sesją mam w głowie ułożony konkretny jej scenariusz, ale jak przychodzi co do czego to wszystko się sypie.

Myślę, że psychoterapeutka zbyt mało na mnie naciska, ale z drugiej strony to ja powinnam chcieć mówić i przejmować inicjatywę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi

@el33, cieszę się, że zrozumiałaś i wyjaśniłaś trochę rzeczy z T.

2 minuty temu, uprising napisał:

Przed dzisiejszą sesją to mam ochotę się upić, bo chciałabym wreszcie wyrzucić z siebie trochę rzeczy a nijak mi to nie idzie. Zawsze przed sesją mam w głowie ułożony konkretny jej scenariusz, ale jak przychodzi co do czego to wszystko się sypie.

Myślę, że psychoterapeutka zbyt mało na mnie naciska, ale z drugiej strony to ja powinnam chcieć mówić i przejmować inicjatywę.

Nie warto układać scenariuszy sesji, bo i tak się sypią, choćby z faktu, że nie mówisz do ściany, a do żywego człowieka. Może jeśli zaczniesz o czymś mówić, zasygnalizujesz problem, to T. pociągnie Cię dalej za język?

Ja muszę przebrnąć jutro przez swoje elaboraty, naskrobane przez dwa tygodnie przerwy. Chciałabym tyle powiedzieć T., a jednocześnie wiem, że jak zwykle zabraknie czasu i będę przepychać to na kolejne tygodnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, bo od 20 miesięcy to przerabiam i a ni razu jeszcze nie udało się, żeby sesja przebiegła wg. moich ustaleń. Tak robię, sygnalizuję temat, psychoterapeutka ciągnie mnie za język, ale mój opór to jakiś tyran, po prostu słowa nie potrafię z siebie wykrzesać. Psychoterapeutka do mnie mówi a to tak, jakby zupełnie sie nie działo, mój umysł tego nie przetwarza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, el33 napisał:

Sprawdza się to tylko na krótką metę. Problemy niestety narastają, a zostawianie ich samych sobie sprawia, że przestajemy mieć wpływ na to czy i jak się rozwiązują. Odbieramy sobie prawo decyzji, wpływu na nasze życie.

U mnie działa dobre pół roku. Wyszedłem z dołka. Jest zdecydowanie nie po mojej myśli ale stabilnie i funkcjonuję z perspektywami na lepsze jutro. Tylko to wymaga pracy nad sobą. Codziennego głupiego motywowania się. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy podobno staje się prawdą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
9 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

U mnie działa dobre pół roku. Wyszedłem z dołka. Jest zdecydowanie nie po mojej myśli ale stabilnie i funkcjonuję z perspektywami na lepsze jutro. Tylko to wymaga pracy nad sobą. Codziennego głupiego motywowania się. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy podobno staje się prawdą.

Ja tak funkcjonowałam bardzo długo, za długo. Nie chciałam konfrontować się ze swoimi problemami, więc "terapeutycznie" uciekłam od nich w pracę. Przychodzi jednak taki moment, w którym ta bańka pracy pęka (albo raczej rozpada się z wielkim hukiem) i już nawet motywowanie się na siłę przestaje działać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Mireadh napisał:

Ja tak funkcjonowałam bardzo długo, za długo. Nie chciałam konfrontować się ze swoimi problemami, więc "terapeutycznie" uciekłam od nich w pracę. Przychodzi jednak taki moment, w którym ta bańka pracy pęka (albo raczej rozpada się z wielkim hukiem) i już nawet motywowanie się na siłę przestaje działać.

I zostaje kulka albo się zakochać. Chyba znam konsekwencje. Ale ciężko o inne rozwiązanie. Bo jako inny cel można mieć w życiu niż pieniądze?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
2 minuty temu, SarkastyczneSerce napisał:

I zostaje kulka albo się zakochać. Chyba znam konsekwencje. Ale ciężko o inne rozwiązanie. Bo jako inny cel można mieć w życiu niż pieniądze?

Ani zakochanie, ani kulka, ani pieniądze nie gwarantują szczęścia.

Pieniądze to tylko środek do osiągnięcia niektórych rzeczy, a nie cel sam w sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Mireadh napisał:

Ani zakochanie, ani kulka, ani pieniądze nie gwarantują szczęścia.

Pieniądze to tylko środek do osiągnięcia niektórych rzeczy, a nie cel sam w sobie.

Pierwsze gwarantuje co najmniej na jakiś czas, pieniądze na zawsze jeżeli się nic nie posypie zdrowie, kulka na zawsze. Bo wtedy nic nie będzie mieć znaczenia.

Ale nie mając celu to pieniądze są chyba dobrym pomysłem? Nawet gdy cel się znajdzie tu będzie więcej w portfelu. Lepiej zarabiać niż wydawać na terapię. Chyba. Chciałbym to wiedzieć z całą pewnością.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pretoria, ale co się dzieje? Masz lęki? Myśli s.? Niechęć do wstania z łóżka? Co Ci się właściwie dzieje teraz? 

SarkastyczneSerce, chyba nie da się tak funkcjonować na dluższą metę uciekając od problemów. Wcześniej czy później ta bańka pęknie. I dlaczego wg Ciebie lepiej nie wydawać na terapię?

Mireadh, ja zawsze się stresuję sesjami po przerwie, nawet takiej 2 tygodniowej. mam wtedy tyyyyle do powiedzenia...że aż milczę, bo nie wiem na czym się skupić hehehe ;) A to co sobie spisałaś będziesz czytała na sesji czy mówiła, wspierając się notatkami? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Duża Mi
10 minut temu, SarkastyczneSerce napisał:

Lepiej zarabiać niż wydawać na terapię. Chyba. Chciałbym to wiedzieć z całą pewnością.

Wolałabym wydawać na coś innego niż terapia, ale w tym wypadku pieniądze są znów środkiem do osiągnięcia celu. Nikt nie da Ci stuprocentowej pewności.

4 minuty temu, SzaroBura napisał:

Mireadh, ja zawsze się stresuję sesjami po przerwie, nawet takiej 2 tygodniowej. mam wtedy tyyyyle do powiedzenia...że aż milczę, bo nie wiem na czym się skupić hehehe ;) A to co sobie spisałaś będziesz czytała na sesji czy mówiła, wspierając się notatkami? 

Nie stresuję się, przynajmniej nie świadomie. Raczej nie mogę się doczekać; jestem ciekawa tego, co T. mi powie na temat zdarzeń z poprzedniej sesji. Nigdy nie czytam notatek na sesji, nawet ich nie wyciągam; odświeżam sobie swoje przemyślenia w drodze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, SzaroBura napisał:

SarkastyczneSerce, chyba nie da się tak funkcjonować na dluższą metę uciekając od problemów. Wcześniej czy później ta bańka pęknie. I dlaczego wg Ciebie lepiej nie wydawać na terapię?

Z tego co widzę znacząca większość ludzi narzeka, że terapie nic nie zmieniają. A darmowe nie są. Zagłębiając się w pracę i zarabiając zamiast wydawać można wylądować w końcu w momencie, że problem będzie rozwiązany i pieniądze zaoszczędzone. O ile samemu da się poradzić z problemem. Po miesiącach analizowania sytuacji dochodzę do wniosku, że gdybym się zakochał miałbym choć na chwilę cel. To u mnie odpada bo kiepsko mam z uczuciami, większość przestałem już dawno czuć. Druga opcja to znaleźć cel. Co jest trudne gdy logiczne myślenie jako powód życia samego w sobie jest taki by owe życie podtrzymać, to dopiero bez sensu.

3 minuty temu, Mireadh napisał:

Wolałabym wydawać na coś innego niż terapia, ale w tym wypadku pieniądze są znów środkiem do osiągnięcia celu. Nikt nie da Ci stuprocentowej pewności.

Fakt ale chyba wolę stawiać na inne karty. Zwycięstwo lub śmierć, nie ma kompromisów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×