Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Lilith

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Dziś sesja, odwołałam ją. Nie miałam siły i ochoty by na nią pójść. Jestem w kiepskim stanie psychicznym i fizycznym. Łóżko znów jest przyjacielem. Wzywa mnie.

 

Czuję że pojawia się opór odnośnie terapii. Zaczynam ją sabotować. Nie widzę sensu dalszego chodzenia. Brak wiary, że cokolwiek się zmieni. Mam ochotę się wycofać, poddać. Nie chcę dłużej walczyć. Iskierka nadziei powoli gaśnie. Brak motywacji utrudnia wytrwanie. Myśli nie dają spokoju. Zniechęcenie.

 

Może jutro będzie lepiej i dam radę dotrzeć. Może to przejściowy stan. Albo kolejny etap. Nie wiem, mam taką nadzieję. Potrzebuję solidnego kopa na rozruch.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19ruda87, na pewno to tylko przejsciowe. Takie momenty i dni niestety się zdarzaja i są jak najbardziej normalne. Czasem po ciezkich sesjach i tematach potrzebne jest troche odpoczynku... A Ty i tak super dajesz sobie rade i już duzo zrobilas!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdroworozsądkowe myślenie że on pewnie teraz nie ma czasu, też miałam ale zostawało to od razu zagłuszane lękiem i przekonaniem że on mnie karze za to że napisałąm chociaz nie powinnam. Przeżyłam tak potężne odrzucenie że nie odważę się już więcej zaryzykować. A co gdyby wcale nie odpisał? Przez tydzień bym się zastanawiała co się stało, a może umarł, a może mnie nie lubi, a może tylko na terapii udaje takiego dobrego, a może nic go nie obchodzę. To było by zbyt straszne i niszczace moją psychikę.

 

nerwa,

To o czym piszesz to mój bardzo głęboki i długotrwały dylemat. To jest chyba kwestia zbudowania w sobie jakiegoś zaufania, w tym zaufania do siebie, do ludzi do relacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nerwa staram się, choć nie zawsze mi to wychodzi. Pierwszy raz w tej terapii tak się czuję. Brak tego luzu. Zaczynam więcej analizować i się przejmować. Zaczyna mi coraz bardziej zależeć i robi się to troszkę niewygodne. Chyba się zaczynam angażować w tą relację

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19ruda87, to znaczy, ze jest bardzo dobrze ! :) (mimo, ze jest źle i ciężko). Niestety terapia jest ciezka i bolesna, ale też to oznacza, ze dotykasz waznych rzeczy - a tylko wtedy jestes w stanie je w koncu zrozumiec, przezyc, zaakceptowac. Musi byc zle, zeby potem bylo dobrze. Zreszta.. czytalam nawet artykuly naukowe, gdzie pokazano, ze ostatecznie efekt terapi byl znacznie lepszy u osob, ktore przechodzily w trakcie kryzysy, czuly sie gorzej, mialy chwile zwątpienia itd. Niż u ludzi ktorzy przyszli na terapie, i czuli sie z miesiaca na miesiac tylko lepiej.

 

Ja tak zawsze się pocieszam. Jak jest zle, czuje sie fatalnie, odechciewa mi sie terapii, to mysle sobie - oho, chyba jestem na dobrej drodze ;) Wtedy zaczynamy sie dopiero naprawde mierzyc z tymi naszymi demonami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I z tego co mi kiedyś mówił zrozumiałam, że w przypadku pacjentów z głębszymi zaburzeniami T musi stworzyć z nimi więź, bo bez takiej więzi oni nie są w stanie wyjść z tego zaburzenia. Czyli musi być zaangażownie uczuciowe ze strony terapeuty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inga_beta, no wlasnie. Ja nie wyobrazam sobie terapii z T. ktory wlasnie nie wyglada na zaangazowanego. Tzn z takim terapeuta moglabym omawiac jakies problemy, ale tak technicznie bardziej. Ale na pewno trudno byloby sie zaangazowac. Wiec obecna terapeutka wydaje mi sie jak najbardziej zaangazowana i w ogole. No ale wiesz jak jest... ja mam to zaangazowanie (od niej) tylko raz w tygodniu przez godzine (w moim odczuciu) :) Podczas gdy ja jestem zaangazowana caly czas. I to wydaje mi sie niesprawiedliwe i nierowne w tej relacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inga_beta, a wiesz co jest najgorsze? Ze bardzo trudno mi to przyznac, na terapii. Tutaj moge sobie pisac, ze to niesprawiedliwe, ze ja jestem bardziej zaangazowana niz T. itd. Ale jak jestem na sesji, to mam wlaczone myslenie racjonalne - "że to taka relacja, że na tym polega terapia, ze to jest ok że terapeutka jest tam dla mnie przez godzine w tygodniu - i ze to i tak coś cennego".

Dopiero w domu nachodzi mnie takie myslenie :-/ I wtedy dopiero czuje to cale przygnebienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nerwa,

Wiem, zbyt duży lęk przed usłyszeniem że T nie jest zaangażowny, że go nie obchodzimy lub cos innego niezbyt miłego. To byłoby jak uderzenie w żywe serce, zbyt silny ból.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nerwa,

Wiem, zbyt duży lęk przed usłyszeniem że T nie jest zaangażowny, że go nie obchodzimy lub cos innego niezbyt miłego. To byłoby jak uderzenie w żywe serce, zbyt silny ból.

 

 

tak, to jest trudne. i sprzeczne

 

bo z jednej strony, powinna byc wiez

a z drugiej, oni trzymaja dystans

to tez dobrze, bo jakbym sie tak do niej

przywiazala jak do przyjaciolki, to

nie dalabym sie rady potem rozstac...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem wam, ze caly ten dystans i nierownosc relacji terapeutycznej ma jak najbardziej sesn (w innym przypadku, pewnie by nam nie pomoglo, albo pomagalo "doraznie" - a nie o to chodzi).

Tylko pewnie to jest dla nas zrozumiale i logiczne z poziomu doroslego.

Ale mamy w sobie jakies wewnetrzne (pewnie dzieciece) potrzeby i przekonania, ktore tego nie rozumieja, sa smutne i przygnebione i sfrustrowane ze tak wlasnie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

shira123,

Myślę że boisz się przywiązać do niej za całkiem innego powodu a ten lęk przed rozstaniem to tylko taka wymówka. Ale to trzeba by się głębiej zastanowić co takiego strasznego by się stało gdbyś tak w pełni jej zaufała i tak mocno ją polubiła i tak silnie się z nią związała. jestem pewna że to jakieś lęki z dziecinstwa by się pojawiły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolejna sesja za mną. Dziś przełamałam się i pojechałam. Czy żałuję? Nie. Miałam okazję poruszyć wątek zniechęcenia, poczucia bezsensu i tej cholernej pustki. Okazało się, że za pustką która mnie męczy stoi lęk przed zmianą, lęk przed nieznanym a także lęk przed dorosłością. Dobrze mi w roli dziecka. Nie chcę podjąć odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Lubię lekkie i spontaniczne życie. Rozmawiałyśmy również o mojej pracy i perspektywach na przyszłość. O toksycznym środowisku które ma na mnie zły wpływ. O niekorzystnych relacjach przez które wchodzę w role ofiary. Zrozumiałam, że odgrywam w pracy rolę znaną od dziecka. Słabą dziewczynkę po ktorej wszyscy mogą jeździć. Przez co wpadam w jeszcze gorsze poczucie winy i daje sobie powód do katowania. Nie można wszystkich wokół zadowolić. Muszę nauczyć się stawiać wyraźne granice. Pokazać co wolno a czego nie. Zadbać o siebie i swoje zdrowie psychiczne. Nie pozwolić dać się więcej wykorzystywać i poniżać. A przede wszystkim nauczyć się żyć w zgodzie z własną sobą i swoimi wartościami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
shira123,

Myślę że boisz się przywiązać do niej za całkiem innego powodu a ten lęk przed rozstaniem to tylko taka wymówka. Ale to trzeba by się głębiej zastanowić co takiego strasznego by się stało gdbyś tak w pełni jej zaufała i tak mocno ją polubiła i tak silnie się z nią związała. jestem pewna że to jakieś lęki z dziecinstwa by się pojawiły.

 

calkiem możliwe

 

 

 

ruda, to ja mam podobnie.ale dużo zmieniłam,jestem na dobrej drodze,

choć dziś akurat mam kryzys wiare w terapie i wszystko...

 

jutro ide do T,powiem jej o tym, jestem zla, smutna i rozgoryczona

a kilka dni bylam w euforii niemal....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja zamieszczam analizę którą sobie teraz zrobiłam.

 

Starałąm się uchwycić przyczyny pojawiających się lęków. Okazało się że wszystkie dotyczą mamy, są to lęki przed utratą mamy i pozostaniem samą. A sama bez mamy sobie nie poradzę.

Takie kurczowe trzymanie się mamy i brak możliwości dalszych postępów jest efektem braku więzi ze sobą. I te wzorce bez końca będą mi się pojawiać w róznych wersjach, będę przyciągac różne sytuacje utwierdzające mnie w przekonaniu że bez mamy nie dam sobie rady, będę przyciągać róznych ludzi obniżających mi samopoczucie, po to aby czuć się źle i dzięki temu utrzymywać przy sobie wyobrażenie mamy. Bo mamę miałam tylko wtedy gdy mi było źle, mama interesowała się mną tylko wtedy gdy cierpiałam, mama nie pozwalała mi się czuć dobrze, teraz mama by mnie odrzuciła gdybym stała się silna i pewna siebie, mama nie akceptuje mnie innej niż jako słabej ofiary służącej innym. Muszę być do niczego bo byłam zauważana tylko wtedy gdy wszyscy na mnie wrzeszczeli. Gdy mi się cos udawało to dla swojej rodziny nie istniałam.

Dziecko istnieje samo dla siebie tylko w relacji z innymi, poza tym czuje że go nie ma. Dlatego dla mnie lepiej jest robic coś złego i zbierać za to cięgi niż żyć w pustce i nieistnieniu. Jak jest dobrze to znaczy że mnie nie ma. To poczucie pustki budzi taki lęk że jak najszybciej muszę uciekać w jakąś złą sytuację aby zobaczyć że jednak jestem, bo coś czuję. A czuję wtedy różne cierpienia które mnie niszczą. I tak koło się zamyka, koło z którego nie ma wyjścia.

Teraz uświadomiłam sobie takie przyczyny lęków

- lęk przed byciem żywą- bo jak będę żywa to sobie nie poradzę, bo pamiętam że wtedy gdy byłam żywa to sobie nie poradziłam( gdy ojciec mnie zabijał jako żywą w niemowlęctwie a nie było wtedy przy mnie mamy)

- lęk z okresu prenatalnego- czy mama mnie zechce jak mnie zobaczy, czy się mamie spodobam, czy mnie nie odrzuci, a co ze mną będzie jeżeli mnie odrzuci?

- lęk że dam sobie radę bez mamy- bo jak sobie poradzę bez mamy to mama mi nie będzie potrzebna i wtedy zostanę bez mamy.

- lęk przed każdym przyjemniejszym uczuciem bo gdy poczuję coś przyjemnego to stracę mamę. Każde przyjemne uczucie jest dl a mnie sygnałem, że tracę mamę i trzeba zniszczyć to co powoduje to przyjemne uczucie.

Czyli decydującym czynnikiem tego mojego obecnego stanu jest bycie odrzuconą przez mamę i brak więzi z nią.

Jak ja mogę z tego stanu wyjść? Wydaje się że z tego nie ma wyjścia bo przecież nie stworzę sobie więzi z mamą. Jedyne wyjście widzę w stworzeniu więzi z terapeutą, co sprawi że przestanę sie kurczowo trzymać mamy, puszczę te wszystkie lęki przed utratą mamy, bo przestanę budować swoje życie na więzi z nią. To sprawi, że przestaną mi być potrzebne cierpienia i wzorce ofiary, a za tym pójdzie możliwość budowania siebie takiej jaką chcę być.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

inga-beta...to takie smutne...

 

 

na mojej terapii, było trudno, jak zwykle

ja jej mowie ze jestem rozgoryczona bo wcale u mnie nie ma dużo zmian po roku terapii

 

a one na to ze to ode mnie tylko zależy, i ze ja nie wprowadzam dużo zmian

tym mnie wkurzyla...

i sobie w domu usiadłam i spisałam te zmiany jakie u mnie zaszly

no jest tego sporo

 

-stalam się b.smiala i przebojowa

-relacje z ludzmi sa dużo lepsze

-staram się nie post.impulsywnie,nie krzyczeć

-mowie co czuje na bieżąco

-mysle dużo b.optymistycznie

-nie zloszcza mnie błahostki

-mam kontakt z 5 osobami z t.grupowej co mnie b.cieszy

STUDIUJE psychologie i dobrze mi idzie

-wybaczyłam ojcu

-z mama lepiej-nie mowie ze super

-realizuje swoje pasje

-jestem wolontariuszka

-pomagam ludziom i zwierzętom

-nie uciekam od problemów

-jestem b.konsekwentna

b.odpowiedzialna

-polubiłam gotowanie

porażki mnie nie zalamuja

-stalam się lagodniejsza

-staram się sprawiać ludziom przyjemnosc

 

dużo tego

jestem z siebie baaardzo dumna :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeglądając temat - dzisiaj po 2 miesięcznej przerwie rozpocząłem terapię (z powodu tego iż zaczynałem terapię grupową). Między czasie zmieniłem terapeutę, bo lekarz wysłal mnie na terapię grupową, z czego nic dobrego nie wyszło. Dzisiaj czuje się skołowany, czuję, że postąpiłem słusznie informując terapeutę o moim kryzysie. W końcu przez dwa miesiące nazbierało się we mnie złości, nienawiści, a jest tylko 40 minut na wyrzucenie żali. Za każdym razem gdy wyrzucam z siebie czarę goryczy zawsze płaczę - tak jak ujął to przedmówca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja wtorkowa sesja

 

- Dzień dobry

- Dzień dobry pani Agnieszko. Przeczytałam pani wpis na blogu, w związku z czym rozumiem, że się pani czuje gorzej, jest pani w nastroju depresyjnym i zapewne od wczoraj nic się nie zmieniło.

- Dalej doskwiera mi pustka, bezsens.

- Szczerze mówiąc zaintrygował mnie jeden wpis z dnia wcześniejszego to, że dobrze bawiła się pani z synem.

- No tak. Spędziliśmy wspólnie czas na graniu w piłkę.

- Rozumiem, że była Pani w takim dysonansie. Kontrastuje to ze sobą. Jeden dzień dobry, drugi nienajlepszy. Nie wiem czy cały dzień taki był, czy może czas w którym pani pisała ten post a z drugiej strony kompletny bezsens.

- Sama nie rozumiem swojego zachowania.

- Niech pani opusze ten stan. Co znaczy ta pustka, bezsens?

- Podejrzewam, że napotkałam na opór.

- Że nie chce pani się zmieniać? Że nie chce pani nad sobą pracować?

- Hmm... Właśnie nie wiem. Nie wiem z czego on wynika. Mogę mieć tylko podejrzenia.

- Co to są za podejrzenia?

- Myślę, że podświadomie się angażuje. Świadomie wiem na czym to wszystko polega, cała nasza relacja. I staje się to dla mnie bardzo niewygodne.

- Niewygodne jest to, że trzeba przychodzić, opowiadać? Mówić o tych wszystkich trudnych rzeczach?

- Nie. Jest to niewygodne dla mnie, ponieważ robię coś czego unikam całe życie. Zaczynam angażować się emocjonalnie. Myślę, że pustka może maskować ten cały lęk, niepokój.

- A jak czuję pani tą pustkę to ma pani też taką potrzebę aby wziąć Afobam?

- Wczoraj wzięłam, ponieważ miałam problem z zaśnięciem.

- Afobam działa przeciwlękowo i zastanawiam się czy przy tej pustce kontaktuje się pani ze swoim lękiem. Może to rzeczywiście jest lęk przed bliskością, zaangażowaniem tylko rzadko to się wyraża w takiej czystej postaci.

- Szczerze powiedziawszy nie wiem z czego może to wynikać. Cały zeszły tydzień to koszmar.

- To wróćmy do tamtego tygodnia. Może to się zaczęło tak naprawdę tam, bo może nie chodzi o lęk przed bliskością. Może depresyjny stan spowodowało coś innego.

- W zeszłym tygodniu nic specjalnego się nie wydarzyło. Po prostu dwadzieścia cztery godziny na dobę natrętne myśli odnośnie pracy. Pierwsza myśl po przebudzeniu praca, w dzień praca, przed zaśnięciem praca, w snach praca. Tak naprawdę nie wiem co mnie czeka. Boję się co będzie dalej. Ta niepewność mnie powoli zabija.

- A w tym tygodniu to odpuściło?

- W tym tygodniu skupiam się na pustce, poczuciu bezsensu.

- Najwyraźniej ta pustka zamaskowała pani lęki. Jakby nie patrzeć lepiej czuć pustkę aniżeli być cały czas przerażonym.

- To fakt

- Z tym że nie poradzi sobie pani tak naprawdę z pustką. Z tego wynika, że problemem numer jeden jest w tym momencie praca. Pani lęk przed tym że nie da sobie rady. Obawa że podjęła pani złą decyzję. Niech mi pani powie co się wydarzyło. Miała pani iść na jakieś rozmowy.

- Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej. I w razie czego mam pracę załatwioną od dwudziestego pierwszego lipca. Ale jakoś mnie to nie cieszy.

- Czyli nie jest jakoś aż tak sytuacja tragiczna. Zastanówmy się w takim razie czemu to panią nie cieszy.

- Myślę że zasiedziałam się w tej firmie. Głupio mi zostawić tak wszystko. Nie mam pojęcia co może jeszcze powodować to wszystko.

- Może to jest lęk przed zmianą tak naprawdę a nie przed pracą. No bo tak jak wcześniej rozmawiałyśmy, miała pani świadomość że pracę pani znajdzie. Jak nie w tej firmie to w innej.

- No tak.

- Może nie podobało się pani w tej firmie, ale wszystko było znane. A co znane to bezpieczne.

- Dokładnie

- Tak naprawdę większość ludzi boi się zmienić pracę. Dużo osób jak się zakotwiczy to siedzi i siedzi dopóki coś się nie wydarzy. Albo nas zwolnią albo jest jakiś konflikt.

- Na tyle tylko czy stara się pani dodać otuchy czy dołuje się i o tym myśli.

- Katuje się

- Katuje się pani. Czyli jak zwykle. W tym temacie jest pewna stałość.

- No tak. Stabilna jestem pod tym względem.

- Czyli psychiczny stabilny. A co powinien człowiek robić jak się boi?

- Powinien stawiać czoła temu wszystkiemu.

- Ale przy okazji dodając sobie otuchy. Przypominając sobie te wszystkie wyzwania które miała pani przed sobą i z którymi dała sobie pani radę. Kiedy mówimy sobie, dam sobie radę. Albo kiedy mówimy sobie w trzeciej osobie. To jest jakaś droga i tego yrzeba się nauczyć. To nie działa od razu ale w dłuższe perspektywie to działa. Proszę mi uwierzyć.

- To ja wolę zaszyć się pod kołdrą.

- Pani woli się schować przed rzeczywistością. Jakbym schować się, wejdę w swoją pustkę, no i będę siebie oszukiwała że nic się nie dzieje.

- Niby tak.

- Tak jakby pani nakierunkowała się tylko na negatywne aspekty. Pani się katuje, krytykuje. Zapewne myśli że źle zrobiła, że poszła na to zwolnienie. Zamiast zobaczyć drugą stronę medalu. Nowa firma, nowa praca, nowe możliwości i perspektywy. To też jest jakaś szansa.

- Nie wiem, nie wiem.

- A co mąż pani radzi?

- Mąż chciałby dzidziusia.

- Czyli naciska na dziecko.

- Tak

- Czyli że nie że praca, tylko żebyście starali się o dziecko.

- Dokładnie

- Czyli to jest kolejne zmartwienie, ważna sprawa na głowie.

- No tak. A ja po środku. Nie wiem. Tak naprawdę staram się o tym nie myśleć.

- Tylko co z tego że pani to maskuje skoro wszystko jest pod skórą. I właściwie tylko patrzeć kiedy to wypłynie. Pani całą energię poświęca aby wszystko tam zatrzymać, w związku z czym nie ma siły na nic. Dlatego tak panią łóżko ciągnie, bo pani zużywa całą swoją energię na zatrzymanie niechcianych emocji, lęku, obaw, poczucia winy. Wciska to pano do siebie. Jak pani to wciska to znowu zostawia w sobie jakieś nie załatwione sprawy.

- Tak naprawdę to ja już nie wiem czego sama chce.

- Spróbujmy włączyć takie racjonalne myślenie. Z pani racjonalnym umysłem się teraz skontaktuje. Pani Agnieszko są trzy alternatywy. Pierwsza jest taka, że wróci pani do swojej pracy i zostanie tam, okaże się że wszystko będzie w porządku. Druga jest taka, że wróci pani do swojej pierwotnej pracy i stwierdzi że nie jest w porządku i zdecyduje się pani przejść do nowej firmy. A trzecia ewentualność że zajdzie pani w ciążę.

- No tak

- Jest jeszcze jakieś inne wyjscie co mogłaby zrobić pani ze swoim życiem?

- Myślę że nie.

- Która opcja panią najbardziej przeraża? Która jest najtrudniejsza pani zdaniem?

- Trzecia

- Też tak myślę. Jakbym miała pani doradzić, choć nie lubię tego, to uważam że nie jest to dobry pomysł by narazie zajść w ciążę. Może i dla pani było by to dobre. Różnie bywa. Ja nie chcę być jakimś złym prorokiem. Może i się wyrówna stan psychiczny ale może zadziać się coś wręcz odwrotnego.

- To prawda.

- No to zostają nam dwie ewentualności. Jakie one mają plusy i minusy?

- Hmm... Pierwsza opcja wszystko jest znajome. Znam ludzi, znak zakład, warunki panujące. Czuję się bezpiecznie. Minusem jest napięta sytuacja. Nie wiadomo jak to się wszystko okaże. Druga opcja jest taka, że mogę zacząć wszystko od nowa, z czystą kartką. Minusem jest lęk przed nieznanym.

- Rozumiem dlaczego jest pani w takim dylemacie. Jedna i druga strona ma swoje plusy i minusy.

- To fakt. Jestem mistrzynią w robieniu sobie problemów.

- Taką ma pani naturę. Tak się pani nauczyła żyć. Ale też zapomina pani jakby jest pani mistrzynią w radzeniu sobie z tymi problemami. Ze wszystkimi problemami jakie pani dotychczas miała sobie poradziła.

- Zawsze spadam na cztery łapy.

- No właśnie. To dlaczego teraz miałoby być inaczej? Dlaczego teraz miałaby pani sobie nie poradzić? Bo co?

- Nie zostaje mi nic do powiedzenia jak dam sobie radę. Z tym że nie umiem jakoś w to uwierzyć.

- Trudno pani w to uwierzyć?

- Tak

- Jaki jest najgorszy scenariusz który buduje sobie pani w głowie? Że co się może wydarzyć?

- Sądzę, że jak wrócę do dotychczasowej pracy to mogą mnie zwolnić. Wtenczas będę musiała iść do nowej pracy i w niej mogę mieć problem z odnalezieniem się w nowej sytuacji. Mogę sobie po prostu nie poradzić. Teraz tak naprawdę nie wiem na czym stoje. Nie wiem jak to się wszystko wyjaśni. Póki co mistrz jest na mnie zdenerwowany i nie odbiera ode mnie telefonu.

- Nie odbiera od pani telefonu? To dodatkowo pewnie panią że tak powiem załamuje. A sms-a jakiegoś wysłała pani do niego?

- Tak, niestety nie odpowiedział.

- Mam przekonanie, że to jest też jakiś rodzaj toksycznej relacji. Nie fajne jest to, że ktoś nie odpisuje. To jest kompletne olanie sprawy.

- Też tak myślę.

- Może to jest też argument że nie jest to najlepsze środowisko dla pani. No bo to jest tak jakby weszła pani w kolejną relację zależnościową z kimś trudnym i toksycznym dla pani.

- To prawda.

- I być może to też uruchomiło u pani takie różne sytuacje, takie lokowania z dzieciństwa. Może nowe środowisko pozwoli pani funkcjonować na etapie takiej dorosłej osobym. A może tego się pani właśnie boi?

- Nie mam pojęcia. Nie zastanawiałam się nad tym. Może nie chcę dorosnąć, bo mi dobrze tak jak jest.

- Jakiejś części pani jest tak dobrze. Tego jestem pewna.

- Ja też.

- Czasem jest tak, że ta część przejmuje nad nami władzę. Jak nastolatka rządzi takim dorosłym to często komplikuje to sytuację.

- Starałam się zachowywać dojrzale jak mieszkałam sama. Wiedziałam, że muszę.

 

Znów nie wiem co powiedzieć. Znów się zamykam w sobie. Odcinam się od wszystkiego.

 

- Pani Agnieszko o czym chciałaby pani porozmawiać z tym mistrzem?

- Chciałabym powiedzieć mu o swoich odczuciach. O tym że poczułam się potraktowana w sposób troszkę nie fair. Że daje mi sprzeczne przekazy. Raz mówi że jestem dobrym i sumiennym oraciwnikien, a drugim razem beznadziejnym i złym. Że oddelegowanie na inne stanowisko spowodowało u mnie odczucie odrzucenia, braku zaufania. Że dużo spraw się nawarstwiło, docinki ze strony innych współpracowników również miały wpływ na moje zachowanie. Że nie wytrzymałam tego napięcia i przeszłam załamanie nerwowe. Chciałabym również prosić go o danie ostatniej szansy, abym mogła udowodnić mu, że się pomylił, że warto na mnie polegać. Że jestem w dobrej i stabilnej formie.

- A były już takie sytuacje, że miala pani tego typu trudności w pracy?

- Zdarzały się mniejsze kryzysy ale udawało się je opanować.

- Tamte kryzysy pani przetrwała to czemu tego się nie udało?

- Tutaj pojawiło się kilka czynników w jednym czasie. Najpierw odrzucenie ze strony koleżanki, później zmiana stanowiska pracy, docinki i krytyka ze strony innych współpracowników. Pojawiło się to przed czym uciekam całe życie. Nie wytrzymałam tego psychicznie. Coś we mnie pękło.

- Stworzyła sobie pani w tym mikrokosmosie pracy świat swojego dzieciństwa. Zastanawiam się na ile mogło być to intencjonalne. Była pani wcześniej na zwolnieniu z powodu wypadku w pracy. Pracodawcy źle patrzą na długie zwolnienia. Wróciła pani i znowu poszła na zwolnienie. To był dobry moment na przetestowanie cierpliwości mistrza. Sprawdzenie na ile jestem ważna dla niego, dla pracy. Czyli odgrywała by pani tym zachowaniem coś co miało swój początek w dzieciństwie i niestety w negatywny sposób się to dla pani skończyło. Wtenczas pani została odrzucona i w dorosłym życiu nieświadomie odgrywamy znane nam role. Myślimy że doznamy czegoś innego a w zamian dostajemy tak naprawdę to samo. Tak wszystko jest rozgrywane aby nas odrzucili. W każdym bądź razie w odrzuceniemu którego doznajemy raz po razie, którego się boimy jest bardzo dużo naszej intencji. To my doprowadzamy do tego, to pani bierze w jakiś sposób to w swoje ręce. Oni panią odrzucają i znów czuje się pani beznadziejnie. I koło się zamyka. Do następnego razu kiedy chce pani sobie udowodnić, że panią nie odrzucą, a tak naprawdę odrzucą i znowu czuje się pani gorzej. I koło nerwicy i zaburzeń borderline jest dopełnione. I tak można przez całe życie.

- Tylko ja w tym momencie czuję się niesprawiedliwie ukarana, ponieważ nie jest moją winą to, że miałam wypadek w pracy.

- Czyli to przeniesienie na inne stanowisko odbiera pani jako karę. I to spowodowało lawinę trudnych emocji i w konsekwencji postanowiła pani pójść dalej na zwolnienie.

- Dokładnie tak było

- A od czego to wszystko się zaczęło?

- Tak jak mówiłam wcześniej od koleżanki. Stwierdziła, że nie chce ze mną pracować, ponieważ często nie ma mnie w pracy. Powiedziała o tym mistrzowi i mistrz postanowił zabrać mnie na inne stanowisko. Gdy spytałam się go dlaczego nie mogę wrócić do siebie, odpowiedział ogólnie że ludzie narzekają na mnie.

- Próbowała się pani jakoś bronić?

- Niestety nie. Z mistrzem nie ma dyskusji.

- A kto jest nad mistrzem? Myślała pani aby pójść wyżej z tym tematem?

- Kierownik. Zastanawiałam się nad tym, ale zrezygnowałam z tego pomysłu ponieważ musiałabym wyjaśniać, tłumaczyć dlaczego jestem teraz na zwolnieniu itd. Nie chciałabym aby to wszystko poszło na moją stronę z litości, ponieważ nienawidzę jej.

- Rozumiem. Czyli jednym słowem wszystko zaczęło się tak naprawdę od koleżanki. To ona panią odrzuciła.

- Tak

- Pani Agnieszko znowu jest pani w roli ofiary. Jest pani ofiarą tej koleżanki. Ona pastwi się nad panią, obgaduje, krzyczy a pani nic z tym nie robi. Daje jej pani pozwolenie na maltretowanie pani. Pani Agnieszko, pani buduje świat w którym wszyscy są silniejsi, którzy mogą zrobić pani krzywdę a pani nic z tym nie robi, wystawia się żeby panią skopali. Ale to jest tylko w pani głowie. Paji ma i możliwości i umiejętności, tylko musi pani chcieć je wykorzystać do tego aby stawać w swojej obronie, żeby chronić siebie. Żeby być dla siebie dobrym.

- Tylko trzeba tą siłę znaleźć.

- Trzeba parę razy zaryzykować. Wtedy pani poczuje jakie to jest fajne. Dopóki będzie pani pozwalała, będzie cały czas w tej roli ofiary to cały czas będzie pani słaba. To poczucie wartości nie będzie miało fundamentów. To jest podstawa, że ja siebie ochronie, kiedy będą mnie atakować. Jak tego nie ma to można być wybitnym artystą, osiągać sukcesy, zdobywać oskary ale i tak człowiek nie będzie czuł się dobrze ze samym sobą. To jest klucz. Dlatego tak ciężko jest się odbić od dna.

- Nie mam odwagi się przeciwstawić. Teraz miałam sytuację z rodzicami gdzie mój brak asertywności zadziałał. Pytali się czy zajmę się ich kotkiem jakby wyjechali. Tzn chodzi im o to czy się wprowadzę do nich na czas wyjazdu.

- Zgodziła się pani zaopiekować tym kotem?

- Tak. Nie miałam odwagi im odmówić. Inaczej nie wyjechaliby przeze mnie i ja miałabym poczucie winy.

- A co w zamian mogliby rodzice zrobić aby nie czuła się pani wykorzystana?

- Znaczy nie czuję się wykorzystana, ponieważ jak trzeba przypilnują mi dziecka. Ale dla mnie to jest chore iść niańczyć kotka, zaopiekować się nim, wprowadzić się by kot nie był sam.

- To musi pani tam zamieszkać na ten czas?

- Niestety tak.

- Nie no, to jest akurat chore.

- Oni traktują tego kota lepiej aniżeli mnie i moją siostrę. Ten kot ma więcej miłości aniżeli my dostałyśmy.

- A mówiła im to pani?

- Nie ale moja siostra im to powiedziała. Ona jest odważna i pyskata. Nie cacka się z nimi.

- A kontakt z nimi ma?

- Tak. I częściej jej pilnują dziecka.

- To jest to, że ona umie o swoje zawalczyć i postawić granice. A pani jak będzie cicho to jeszcze gorzej będzie po dupie dostawać.

- I zawsze tak jest.

- Więc czas najwyższy to zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ruda

 

swietna jest twoja T,podoba mi się to co mowi

 

tylko stwierdzenie ze cos jest ''chore'' nie jest ok, nie powinna oceniac

 

ja tez niestety się katuje, drecze złymi myślami czasem

 

a propos, ze zrobiłam duzy progres

 

owszem-ale wierz mi oddalabym to wszystko/niemal/ za dobrego partnera i dzidziusia...

tego mi brakuje, to sprawia ze placze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolejna sesja za mną. Zleciała w mgnieniu oka. Komunikacja zdecydowanie poprawiła się. Zaczynam otwarcie mówić, pytać gdy czegoś nie wiem. Mniej się krępuje i chętniej prowadzę rozmowę. Zmniejszam dystans. Kontakt wzrokowy zachowany. A pomyśleć że parę miesięcy temu nie byłam w stanie patrzeć w oczy.

 

Coraz bardziej angażuje się w relację z terapeutką. Jest mi coraz bliższa. Wiem, że mogę powierzyć jej wszystkie swoje sekrety bez obaw o ocenę czy krytykę. Polubiłam ją i boję się tego co będzie potem. Powoli przywiązuje się do niej. Jest ważną częścią mojego życia. Dzięki jej wsparciu pokonuje trudności, mogę przyjrzeć się sobie i dostrzec to czego wcześniej nie widziałam. Pomaga mi zrozumieć moje zachowanie i pomaga wypracować nowe korzystniejsze. Konfrontuje mnie z moimi błędnymi decyzjami i wyjaśnia mechanizmy. Jednym słowem daje mi to czego przez całe życie potrzebowałam. Słucha mnie i rozmawia ze mną. I po prostu jest przy mnie od tak. Dziwne uczucie ale miłe.

 

Poruszyłyśmy dziś temat moich relacji z matką. Ciężka sprawa. Dwa różne charaktery, dwa bieguny. Zupełny armagedon. Ale... Jesteśmy do siebie podobne. Niestety. Obie mamy coś z bordera, obie jesteśmy emocjonalne. Z tym że każda z nas inaczej radzi sobie z emocjami. Ona działa acting out, a ja acting in. Mam więcej empatii do ludzi i liczę się z ich uczuciami. Negatywne emocje kieruje tylko przeciwko sobie. Dokopuje sobie z każdej strony. Katuje się i mam wobec siebie wygórowane oczekiwania. Traktuje się tak jak traktowała mnie matka. Bez miłości, z pogardą, z nienawiścią. Jestem swoim najgorszym koszmarem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ruda

 

a czy kiedy rozmawiasz z T.o sprawach ktorych sie wstydzisz, tez patrzysz jej w oczy?

bo ja nie umiem, wtedy wpatruje sie w stol, w podloge.

za to jak mowie o zlosci zawsze p[atrze w oczy.

 

co do relacji z mama u mnie podobnie

tyle ze my obie ''acting out'' i bywa u nas jak we wloskiej rodzinie)))

 

dzis spotkalam sie z kolezanka z t.grupowej.

nie widzialysmy sie pol roku.

powiedziala ze mnie podziwia, moja energie zyciowa, sile woli.

mile to :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiejszej sesji niestety nie zaliczam do udanej. Fakt faktem maksymalnie otworzyłam się przed terapeutką ale co z tego, skoro nic więcej nie byłam w stanie z siebie wydusić. Zastygłam w bezruchu. Milczenie. Emocje mnie przyblokowały. Momentalnie postawiłam mur między nami, tylko dlaczego?! Przecież nie miałam powodu aby tak postąpić. Wyobrażenia zlały się ze wspomnieniami. Wróciły uczucia które towarzyszyły mi w tamtych dniach. Czułam ciężar spowodowany nadmiarem emocji. Zrobiło się słabo, wręcz zmęczenie dało się we znaki. Terapeutka starała się mi pomóc a ja nie potrafiłam z tej pomocy skorzystać. Całą swą energię zużyłam na niby obronę przed nią. Moja podświadomość się broni przed zmianą, przed rezygnacją ze znanej mi roli. To nie tak miało wyglądać. To miało zupełnie inaczej się potoczyć. Chciałam współpracować ale nie potrafiłam, przerosło mnie to. Ten temat jest trudny, bolesny. I mimo że to wyobraźnia to miesza się z rzeczywistością.

 

- Chciałabym wrócić do tematu poprzedniej sesji. A mianowicie zapytała się mnie pani o moje fantazje, wyobrażenie, w ktorych dokonuje samoupokorzenia. Owszem mam takowe i często dzieją się one samoistnie, niezależnie ode mnie. Po prostu pojawiają się w różnych okolicznościach i z różnym natężeniem.

Najczęściej chodzi o wyobrażenia związane z gwałtem. Wystarczy spojrzenie jakiegoś mężczyzny a w mojej głowie roi się od myśli z nim związanych. Tworzy się obraz, klatka po klatce jak film który wyświetla się w moim umyśle. Widzę jak gość podchodzi do mnie znienacka, atakuje mnie i wciąga w jakiś zaułek. Siłą zdziera moje ubranie. Zaczyna dusić i gwałcić mnie. Zastraszając mnie przy tym. Staram się krzyczeć lecz głos drży. Próbuję uciec ale brak sił. Po wszystkim zostawia mnie zaplakaną i ucieka. Upokorzona siedzę i płacze. Pozostawiona sama sobie.

Często wracając nad ranem z pracy bądź z popołudniowej zmiany miałam wizję grupowego gwałtu. Kilku mężczyzn pochodziło do mnie i siłą wciągało mnie w odludne miejsce. Bili mnie, kopali i gwałcili. Każdy po kolei. Śmieją się ze mnie. Byłam związana, nie miałam jak uciec. Usta zakneblowane uniemożliwiały krzyk. Zastraszali mnie. W pewnym momencie jeden wyciągnął nóż i ciął mi twarz. Mój strach ich prowokował i podniecał. Bawili się mną jak rzeczą. Na koniec wycieli mi napis na brzuchu "dziwka". I uciekli. Często było tak, że ktoś mnie znajdował, wzywał policje i pogotowie. Czułam ten wstyd, upokorzenie, upodlenie.

Sądzę że te wyobrażenia świadczą o moim lęku przed kolejnym gwałtem. Tak się panicznie tego boję, że każdy mężczyzna jest dla mnie potencjalnym sprawcom.

Ale takie myśli są również w innych sytuacjach w których z pozoru powinnam czuć się bezpiecznie. Pojawiają się również podczas moich zbliżeń z mężem. Zamiast oddawać się przyjemnością płynącym ze współżycia, mój umysł wyświetla kolejny film w którym jestem głównym bohaterem. Są to fantazje związane również z brutalnym seksem. Z tym że w tej wizji mój mąż również bierze w niej udział, razem ze swoimi kolegami. Brutalnie zabawiają się mną i śmieją ze mnie. Traktują jak śmiecia. Zabawkę do bzykanka. Poniżają i wyzywają od dziwek. To jest tak jakbym chciała się samoistnie ukarać za przyjemność. Jak gdybym nie dawała sobie na nie przyzwolenia. Nie umiem czerpać rozkoszy ze zbliżeń. Seks jest dla mnie przykrym obowiązkiem. Nie potrafię tego zmienić. Nie potrafię czerpać radości. Muszę cierpieć, zasłużyłam na to.

Moja wyobraźnia jest bardzo bogata. Aż sama się jej czasem boję. Odbiera mi przyjemności. Staje się moją udręką. Wyzwala we mnie mega negatywne emocje które przekładam na życie codzienne. Powoduje, że z coraz większą nienawiścią traktuje siebie i z wielkim obrzydzeniem patrzę na swoje odbicie w lustrze. Nie umiem tego zatrzymać. To się po prostu dzieje. Chyba tym pytaniem trafiła pani w mój czuły punkt. Ale istotny punkt.

- Dziękuję, że się pani podzieliła ze mną tą trudną sprawą. Rozumiem, że jest trudno o tym mówić. Spodziewałam się, że są w pani jakieś wyobrażenia związane z byciem ofiarą, że to jest gwałt było dla mnie w pewnym sensie zrozumiałe, to jest bezpośrednie przełożenie tego czego doświadczyliśmy. To jest bardzo ważny aspekt. Wszystko w porządku pani Agnieszko?

- Tak

- Nie musi się pani wstydzić, nie ma nic w tym złego, nie robi pani nic złego. Czemu dla pani to takie trudne?

- Nie mam pojęcia

- Rozumiem, że jest to bolesne. Wszystko ok?

- Tak tak

 

Ehh. Nic nie jest ok. Jest mi wstyd, potwornie wstyd. Znów dochodzą do mnie emocje, te niechciane emocje.

 

- Chciałabym z panią o tym porozmawiać bo to jest bardzo ważna sprawa. Myślę sobie że to jest coś od czego można zacząć, nad czym można w jakiś sposób przejąć kontrolę. Bo jeżeli przejmie pani kontrolę nad tymi wyobrażeniami, coś uda nam się w nich zmienić to jest droga przewrotna do wyjścia z roli ofiary. Teraz to się wszystko dzieje w pani umyśle, pani wyobraźni, to właśnie ona jest kluczem do tego jak pani cierpi. Bo z przeszłością nic nie zrobimy, nie zmienimy pani przeszłości ale możemy zmienić pani wyobrażenia. A dzięki temu myślenie i spostrzeganie siebie.

 

Cisza. Ta przeklęta cisza. Nienawidzę jej. Zamykam się w sobie. Ruda dasz radę po to tu przyszłaś, no powiedz coś w końcu. Odezwij się.

 

- Pani Agnieszko wróci pani do mnie?

- Staram się tu być.

- Odczuwa pani w tym momencie jakiś dyskomfort w ciele?

- Jest mi ciężko.

- Ale w jakim sensie?

- Czuję się przyblokowana.

- A jakby pani opisała tą blokadę? Co panią blokuje?

- Czuje się tak jakby ktoś mi położył kilku tonowy kamień.

- Na pani?

- Dokładnie

- Proszę sobie wyobrazić, że ten kamień z każdą sekundą staje się coraz mniejszy i mniejszy.

 

Wizualizacja. Próbuję to sobie wyobrazić. Jest ciężko. Próbuję dalej. Robi się lżej. Uczucie ciężkości odchodzi.

 

- Myślami wróciłam tam gdzie nie trzeba.

- Ale mówimy o wyobrażeniach?

- Wróciłam do wspomnień.

- Do tych prawdziwych zdarzeń?

- Tak

- Chce pani o tym powiedzieć, opowiedzieć, porozmawiać?

- Nie umiem

- A gdzie pani jest teraz?

- Sama nie wiem. Pomiędzy tym wszystkim.

- Podzieliła się pani dziś czymś bardzo ważnym, czymś co jest naprawdę bardzo istotne, z czym można coś zrobić. Chciałabym z panią o tym porozmawiać, jak pani mogłaby wyjść z roli ofiary.

 

I nic. Jedna wielka pieprzona cisza. Najchętniej uciekła bym stąd gdzie pieprz rośnie. Po co ja poruszałam ten temat?!

 

- Każde doświadczenie przemocy ze strony drugiego człowieka, takie gdzie się zrealizuje że się nie obronimy powoduje że czujemy się coraz słabsi. Pani doświadczyła takich momentów w różnych aspektach swojego życia. Najgorsze to były gwałty, natomiast były też inne rodzaje przemocy np ze strony matki. I to przez dwa takie traumatyczne momenty a później jeszcze inne doświadczenia spowodowały że zaczęła pani w jakiś sposób spostrzegać, kategoryzować. Pani nauczyła się tak żyć i funkcjonować i dzisiaj odtwarza się to jakby poza pani świadomością, jak film się odtwarza. Po to aby utrzymać status qwo bo dla psychiki nie jest najważniejsze żyć zdrowo i szczęśliwie, tylko utrzymać status qwo który się kiedyś wykształcił bo pani nauczyła się w nim funkcjonować. Ale można to zmienić, naprawdę. Z każdej roli w którą się weszło można wyjść.

- Tylko jak to zrobić?

- Najłatwiejszym sposobem ktory stosunkowo jest łatwy w porównaniu do innych i daje bardzo dobre efekty to jest próbowanie wprowadzenia zmian w tych wyobrażeniach. Czyli odtwarza się film który panią przeraża i siłą woli trzeba zrobić taką zmianę która spowoduje że nie będzie pani bezbronną ofiarą. Co może pani zrobić w takiej sytuacji? Ktoś idzie za panią i wciąga do bramy, pani jest sparaliżowana w tych wyobrażeniach lękiem. Co może się wydarzyć inaczej? Opowiedzmy sobie tą historię, jak mogła by się ona wydarzyć. W taki sposób że to nie pani będzie ofiarą. Proszę napisać inny scenariusz tej historii i opowiedzieć mi to.

 

Kolejna porcja ciszy. Kuźwa to nie do wytrzymania. Nie daję sobie już rady. Zamykam się totalnie. Ruda weź się w garść! Marnujesz tylko jej czas. Zacznij w końcu mówić.

 

- Właśnie myślę nad tym jaka jestem beznadziejna i że marnuje pani czas.

- Pani Agnieszko proszę spróbować wymyślić inny scenariusz. Dlaczego pani nie zastanawia się nad scenariuszem tylko myśli o jakiś głupotach? Co pani daje teraz to że myśli pani że jest beznadziejna?

- Jeszcze bardziej sobie dokopuje.

- No właśnie.

- Po prostu ciężko mi jest być tak naprawdę tu i teraz.

- Co mogę zrobić aby było pani łatwiej?

- Chyba się nie da.

- Na pewno się da. To jest taki schemat że emocje panią zamrażają, blokują, zatrzymują. Chciała zrobić pani krok do przodu, robi to pani ale to wywołuje u pani takie silne emocje które pani w sobie blokuje, zatrzymuje i jest stop. To też nie jest takie dobre, bo podzieliła się pani ze mną takim trudnym doświadczeniem i jeżeli tak to zostawimy to pani wyjdzie stąd właśnie z tym cierpieniem. Nie będziemy w stanie nic z tym zrobić żeby to cierpienie przekuć w jakąś zmianę bo to o to chodzi. To nie chodzi tylko o to w terapii żeby się otwierać, wyrzucić z siebie ale najważniejsze jest to co dalej chciałam pani zaproponować, żeby zmienić coś w pani, że nie tylko pani wypowiedziała i teraz konfrontuje się z tym całym wstydem i bólem, cierpieniem i co tak panią wypuszcze stąd? Wtedy terapia jest oczywiście katorgą. Już sobie wyobrażam jak się pani do tego zbierała, tutaj się pani rozbierała i będzie robić dalej to po wyjściu. Znowu nie ma to za zadanie sobie pomóc tylko dokopaniu sobie. Powiedziałam to teraz biczujcie mnie, albo jak psychoterapeuta mnie nie zbiczuje to sama się zlinczuje. Chodzi o to że jeśli ma to coś zmienić, żeby pani poczuła ulgę, czuła się silniejsza, mocniejsza, że jest w pani siła a nie żeby sobie pani dokładała.

- Chciałam dobrze ale mnie to przerosło.

- Ma pani jeszcze tu przestrzeń, czas aby to zrealizować. Nic pani nie przerosło. To jest trudne i ja to rozumiem. Pani Agnieszko ma pani w sobie siłę, ja ją potrafię rozpoznać a pani nie potrafi z niej korzystać. Pani Agnieszko proszę mi powiedzieć jak to jest że pani się przemogła, powiedziała mi swoją historię odnośnie swoich wyobrażeń, jak to przebiega, jakie to jest trudne, natomiast trudno jest pani wejść i odmienić tą historię inaczej. Ja oczekiwałam od pani powiedzenia, że ktoś mnie wciąga w bramę, kopie go w jaja i uciekam. I jestem szczęśliwa bo nic mi się nie stało. Chciałam żeby pani to powiedziała i sobie wyobraziła. Czemu to jest takie trudne?

- Nie wiem czy to dobrze ujme ale wyobrażenia mieszają mi się ze wspomnieniami.

- No tak, ale chodzi o to żeby zrobiła pani coś nowego, nowa jakość, nowy człowiek, nowa brama. Nie chodzi aby wracać do tego co już było. Na ten moment byłoby to niemożliwe. Bo kiedy te wyobrażenia panią zalewają, kiedy przychodzą te wspomnienia w takich momentach że odbierają przyjemność z seksu z mężem to wtedy się pani które kontaktuje ze swoją słabą częścią, tą częścią która weszła w rolę ofiary. Kiedy pani intencjonalnie wyobrażała by siebie jako silną kobietę to musi się pani kontaktować z zupełnie inną częścią. Żeby to się zaczęło dziać w życiu to wszystko jest w głowie. Musi pani próbować chociaż sobie to wyobrazić. Wyobrażenie siebie jako silnej to jest coś takiego że daje nam siłę na przyszłość. Będzie mogła się pani wybronić w relacji z matką, ojcem i kotem.

- Prędzej udusze tego kota. Nauczę go latać. Czuję się zblokowana.

- Ale aż tak zblokowana że wstydzi się pani opowiedzieć historie jak jest pani silną kobietą.

- Myślę, że nie potrafię wymyślić czegoś takiego. Wydaje mi się że postawiłam bardzo duży mur między nami.

- Między nami, tak?

- Dokładnie

- Stawiając ten mur między nami to jakby broniła się pani przede mną, przed moją oceną, krytyką.

- Po prostu robię to chyba z przyzwyczajenia.

- Z przyzwyczajenia ale to jest także przenoszenie uczuć które kierowała pani do matki. Myślę sobie że ona była pierwszą osobą przed którą zbudowała ten mur. Jak pani o tym myśli?

- Bardzo zamykałam się przed nią. Nawet nie musiała nic mówić, wystarczyło spojrzenie i już.

- A jak się pani od niej odgradzała? Psychicznie i fizycznie?

- Zamykałam się w pokoju, włączałam głośną muzykę, żyletka na rozładowanie napięcia.

- A ona próbowała dotrzeć do pani świata?

- Ja nie pamiętam. Ona twierdzi że tak, tylko że ja nie chciałam jej wpuścić.

- A ojciec?

- Próbował ze mną rozmawiać, z tym że ja nie chciałam. Po prostu zamknęłam się w sobie. I tak trwa to do dziś.

- Dlaczego nie chciała pani z nimi rozmawiać? Jak oani myśli?

- Nie potrafiłam. Bałam się ich. Zresztą dwa lata temu jak zaczęłam wpadać w agorafobie, zwierzyłam się im, to mnie matka wyśmiała i stwierdziła, że wymyślam i niedługo w wariatkowie się znajdę.

- O agorafobii im pani powiedziała?

- Wtedy tak. Ja tego nie rozumiałam, a co dopiero inni mieli powiedzieć. I znowu siłą woli wyszłam z tego. Po prostu całe życie musiałam sobie sama radzić.

- Można powiedzieć że wyszła pani na tym najlepiej? W pani odczuciu.

- Ciężko mi to określić. Każdy powinien mieć kogoś na kim może polegać. A ja nawet na sobie nie mogłam.

- No właśnie pani Agnieszko, to co ja chciałabym to to żeby pani mogła polegać na sobie. Pani oczywiście potrafi sobie pomóc ale tak pomóc żeby przetrwać, a tu chodzi żeby jakość życia była satysfakcjonująca. Pani przetrwa ale w takim cierpieniu i bólu. I to panią wykańcza.

- Ciężko mi jest przyjąć pomocną dłoń ponieważ nie doświadczyło się tego wcześniej. Widzi się wszędzie zagrożenie.

 

Moja wyobraźnia jest bardzo bogata. Aż sama się jej czasem boję. Odbiera mi przyjemności. Staje się moją udręką. Wyzwala we mnie mega negatywne emocje które przekładam na życie codzienne. Powoduje, że z coraz większą nienawiścią traktuje siebie i z wielkim obrzydzeniem patrzę na swoje odbicie w lustrze. Nie umiem tego zatrzymać. To się po prostu dzieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ruda, nie wiem skąd bierze się w Tobie taka potrzeba opisywania wszystkiego o czym mówisz na sesjach, ale jak dla mnie jest to niezdrowe i wręcz niesmaczne. Naprawdę chcesz opowiadać tak intymne szczegóły swojego życia w internecie? Po co Ci to?

 

A teraz pytanie do ogółu: czy zdarza się Wam specjalnie omijać przez kilka sesji ważny temat? Czy Wasi terapeuci jakoś do tego omijania nawiązują?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×