Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Autoagresja-mowa zranionego ciała

Rekomendowane odpowiedzi

Teraz, nieprzenikniona napisał:

na terapii próbuję to rozgryźć ale żadnej z teorii które się pojawiają póki co nie czuję tak na 100%...

a która jest Ci najbliższa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
8 minut temu, Lilith napisał:

a która jest Ci najbliższa?

Hmm nie umiem wybrać jednej, czasem wydaje mi się, że robię to aby cokolwiek poczuć, czasem aby nie czuć i się odciąć, czasami po prostu bo "mogę" - w sensie daje mi to 100% wpływ i kontrolę nad sobą, możliwe też że jest to jeden z wypracowanych przeze mnie mechanizmów, które stosuję "odruchowo" kiedy przerasta mnie coś innego...tylko żadna z tych teorii właściwie nie odpowiada na pytanie dlaczego to lubię...

Edytowane przez nieprzenikniona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, nieprzenikniona napisał:

dlaczego to lubię...

A może tylko wydaje Ci się, że to lubisz? Może gdzieś głęboko w Tobie jest coś zupełnie innego? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
12 godzin temu, Lilith napisał:

A może tylko wydaje Ci się, że to lubisz? Może gdzieś głęboko w Tobie jest coś zupełnie innego? 

Raczej nie, odczuwam z tego autentyczną przyjemność, przy czym ja nie działam pod wpływem impulsu a z pełną premedytacją, często wręcz mam konkretnie ułożony plan co i jak zrobić aby sobie zaszkodzić...i to nie jest kwestia, że chce się ukarać,  nie lubię też jako takiego bólu (u dentysty zawsze wołam znieczulenie ;) a przy lekkim ćmieniu głowy łykam proszki przeciwbólowe)...natomiast tu jest inaczej, to, że ja sama jestem sprawcą swoich "uszkodzeń" powoduje we mnie wyrzut endorfin...być może jest to jednak kwestia wynikająca z ptsd (ale do tego nie umiem dotrzeć o czym napisałam w odpowiednim wątku) ...bo w zasadzie w okresie w którym ktoś robił mi krzywdę to pomimo fizycznego bólu i poczucia niemocy nigdy nawet nie poczułam odrobiny złości w stosunku do sprawcy, właściwe ta osoba przez wiele lat była dla mnie największym autorytetem i emocjonalną "drugą połową", nawet w czasie tych "działań"

Edytowane przez nieprzenikniona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, nieprzenikniona napisał:

nigdy nawet nie poczułam odrobiny złości w stosunku do sprawcy,

I myślę, że to jest kluczem. Złość musi znaleźć ujście nawet, gdy nie jesteś świadoma jej istnienia. Kierujesz ją po prostu na siebie, do wewnątrz zamiast na sprawcę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, Lilith napisał:

I myślę, że to jest kluczem. Złość musi znaleźć ujście nawet, gdy nie jesteś świadoma jej istnienia. Kierujesz ją po prostu na siebie, do wewnątrz zamiast na sprawcę.

 

Tylko ogólnie z odczuwaniem/ wyrażaniem złosći nie mam najmniejszego problemu...tzn w każdym innym przypadku nie mam problemu. W tym przypadku mam jedną wielką czarną dziurę...wczoraj próbowałam temat "wałkować" przez całą terapię ale nadal nie czuję się bliższa odkrycia dlaczego tak działam i co mi to daje/ co zastępuje...zobaczymy może w końcu uda się na coś wpaść...

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, nieprzenikniona napisał:

W tym przypadku mam jedną wielką czarną dziurę

Wiem o czym mówisz. Miałam podobnie. Kiedy o tym wszystkim myślałam czułam totalną pustkę mimo, że terapeutka mówiła, że powinnam czuć złość na sprawców. Ale nie było nic. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
10 godzin temu, Lilith napisał:

Wiem o czym mówisz. Miałam podobnie. Kiedy o tym wszystkim myślałam czułam totalną pustkę mimo, że terapeutka mówiła, że powinnam czuć złość na sprawców. Ale nie było nic. 

Tylko, że osoba która hmm wyrządzała mi krzywdę była dla mnie bardzo ważna i w sumie to wybrałam mimo wszystko utrzymanie tej relacji niż ochronę siebie...na pewno nie pomógł w tym moj młody wiek (nastoletni) bo kompletnie nie przewidziałam długofalowych konsekwencji, myślałam wtedy, że jeśli będę skutecznie się odcinać to jakoś przetrwam to co najgorsze a reszta nadal będzie taka sama jak zawsze...i w sumie póki wszystko trwało (a było to kilka lat) to faktycznie udawało mi się w takim schemacie żyć...dopiero kilka lat później wszystko zaczęło się sypać aż pieprzło zupełnie....

No ale to już bardziej wchodzi w wątek o ptsd niż autoagresji, która sprawia mi przyjemność...chociaż po dłuższym zastanowieniu być może staram się po prostu wejść w rolę sprawcy bo stanowił dla mnie swego rodzaju autorytet, także po tym kiedy w sumie wszystkie "nadużycia" z jego strony się skończyły to ja kontynuuję tą jego część w sobie...(ale to już mega popaprana teoria ;) )

Edytowane przez nieprzenikniona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, nieprzenikniona napisał:

ale to już mega popaprana teoria ;)

Nieprawda. Sama coś takiego usłyszałam na terapii jak wałkowałyśmy to z terapeutką. Tylko wiadomo - u mnie było więcej niż jeden sprawca - zatem i cała sytuacja się różniła. Czytałaś może książkę : Autoagresja. Mowa zranionego ciała pod redakcją Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego? Tam to dość dobrze zobrazowali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Lilith napisał:

Nieprawda. Sama coś takiego usłyszałam na terapii jak wałkowałyśmy to z terapeutką. Tylko wiadomo - u mnie było więcej niż jeden sprawca - zatem i cała sytuacja się różniła. Czytałaś może książkę : Autoagresja. Mowa zranionego ciała pod redakcją Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego? Tam to dość dobrze zobrazowali.

Jeszcze nie czytałam, czytam póki co wlaśnie "Trauma a pamięć" P. Levine...tzn. czuję że aby rozwiązać kolejne problemy muszę zacząć od samego ich początku tzn. Od źródła...bo tak na prawdę cała reszta to tylko skutki. Ale jak gdzieś znajdę to na pewno przeczytam 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 minut temu, nieprzenikniona napisał:

Od źródła...bo tak na prawdę cała reszta to tylko skutki. Ale jak gdzieś znajdę to na pewno przeczytam 🙂

Dokładnie. Wszystko ma swoje źródło..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 11.02.2021 o 18:50, nieprzenikniona napisał:

odczuwam z tego autentyczną przyjemność, przy czym ja nie działam pod wpływem impulsu a z pełną premedytacją, często wręcz mam konkretnie ułożony plan co i jak zrobić aby sobie zaszkodzić...

Rozmawiałam kiedyś na ten temat ze swoją terapeutką i ani trochę jej nie zdziwiło podobne stwierdzenie (nawet nie zdążyłam skończyć zdania a ona już kiwała głową że tak)... nie pamiętam już dokładnie jak to zostało uzasadnione, ale było na pewno jakieś odniesienie do tego jak reagują dzieci w niektórych sytuacjach. 

 

A ja w tym temacie też jestem mistrzem, bo ja oficjalnie uznaję, że miałam jedną próbę samobójczą, moja t. jak usłyszała moje zamiłowanie swego czasu do podobnych "rozrywek" to stwierdziła, że nie była to jedna próba ale co najmniej 7 🙈

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×