Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Powrót do równowagi po traumie

Rekomendowane odpowiedzi

No coz...

Mysle, ze dawne traumy mam juz jako tako przerobione lub przerabiam je na biezaco i nie staja mi juz na przeszkodzie, nie robia dywersji jak przez wiele poprzednich lat.

Jestem ich swiadoma, jak i tego ze w przeszlosci nie mialam odpowiedniego wsparcia aby sobie z ich nastepstwami poradzic.

 

Ale biezace zycie czasami niesie ze soba niespodzianki i nie zawsze sa one przyjemne.

Otoz we wtorek ok poludnia zostalam zaatakowana przez nieznanego mi, pijanego goscia. Jechal obok mnie w autobusie (trasa ok 30 min z miasta do mojego miasteczka), cos tam mamrotal (sluchalam muzyki na mp3), kilkakrotnie prosilam go coraz bardziej stanowczo (i coraz mniej uprzejmie) zeby dal mi spokoj i zeby sie przesiadl. Pewnie powinnam zawiadomic kierowce ze gosc jest upierdliwy i sie mnie czepia - ale wydawalo mi sie ze to zwykly pijaczek i jak wysiade z autobusu bedzie po wszystkim.

Niestety, gosc wysiadl za mna i probowal mnie nadal zaczepiac, na moja zdecydowana reakcje w stylu "odwal sie pan" - wyrwal mi torebke i zaczal uciekac. Dogonilam go i po krotkiej szarpaninie odzyskalam swoja wlasnosc - wtedy ten wyrwal mi reklamowke z zakupami (alez mi zakupy: tenisowki i szklany talerz do dekoracji) i zwial. Ludzie oczywiscie przyszli mi z pomoca, natychmiast wezwano policje (to jest male miasteczo a zdarzenie mialo miejsce na glownej ulicy pod bankiem, ok 13). Wszyscy byli bardzo pomocni, goscia zlapali i zawiezli na dolek. Pojechalam zlozyc zeznania, potem policjantka odwiozla mnie na parking do mojego samochodu.

Czulam sie troche w szoku ale kontrolowalam sytuacje, mialam pelna swiadomosc i trzezwosc umyslu. Zawsze tak mam w naglych wypadkach i czesto jestem jedyna osoba rzeczowo myslaca podczas gdy reszta wysiada. Ktos musi to wszystko ogarnac - chyba kolejna spuscizna DDD.

Wrocilam do domu i poczulam takie cholerne zmeczenia - adrenalina zaczela puszczac. I oczywiscie etapy post-traumy. Niedowierzanie, lek itp.

Najgorsza byla swiadomosc, ze przeciez pol swiata zjezdzilam sama, w roznych zakazanych miejscach bywalam i nigdy nic podobnego mnie nie spotkalo (a bylam mlodsza, atrakcyjna wiec zaczepki mogly byc po czesci zrozumiale - choc nie usprawiedliwione) - a tu nie dosc ze w moim 4-tysiecznym, sennym miasteczku na glownej ulicy to jeszcze w moim wieku (54 lata) ktory uznalam za bardzo bezpieczny bo wtedy kobieta jest niewidzialna ;) co gwarantuje jej bezpieczenstwo.

Doswiadczenie pokazuje, ze niczego nie mozna byc pewnym ;) (O. juz zartuje - czyli powracam do normalnego stanu).

Zdecydowalam sie nie dzwonic do mojego partnera ani do kogokolwiek ze znajomych czy dzieci, chcialam z tym pobyc sama. Mimo uczucia osamotnienia jednak jakos nie czulam ze powinnam sie z kims bliskim skontaktowac i opowiedziec co sie stalo. Moze obawialam sie, ze bede nieadekwatna w swojej opowiesci? Moze nie chcialam im zawracac glowy? Wierzac, ze przeciez i tak sie z tym uporam? Moze obawialam sie, ze zareaguja nie tak jak oczekuje, ze to zdarzenie uswiadomi mi ze tak naprawde nikomu na mnie nie zalezy?

Reszta dnia jakos przeleciala, obejrzalam miniserial "Utopia" do konca, sporo popracowalam nad projektami ktore lezaly i czekaly na wene (byla piekna pogoda moglam wiec wyniesc robote do ogrodka).

Wieczorem rozmawialam z synem i bardzo emocjonalnie podszedl do owego incydentu. Zapewnilam go ze wszystko OK i policja zajela sie gosciem a ja umialam sie obronic (co dla mnie jest bardzo istotne, kilka lat temu pewnie stalabym oslupiala i przerazona). Potem zadzwonil moj partner i opowiedzialam mu o wszystkim. Byl zaskoczony, zmartwiony i dziwil sie czemu nie zadzwonilam do niego od razu. Co by to dalo skoro byl w pracy a wyjasnilam juz powyzej dlaczego nie chcialam z nikim gadac zaraz po zdarzeniu. Potem porozmawialismy chwile o naszych sprawach. Odczulam z jego strony wsparcie ale nie na tyle na ile bym chciala (a to juz chyba moj problem i on nie ma z tym wiele wspolnego dopoki mu paru rzeczy nie wyjasnie - ale sama o tym nie wiedzialam do tej pory).

W nocy spalam zle, mialam jakies stany lekowe - nic powaznego. Sasiedzi zachowywali sie glosno przez pol nocy, nie chcialo mi sie wstawal z lozka zeby ich opierd*lic. Moglam zamknac okno w sypialni ale bylo za cieplo.

Na drugi dzien (wczoraj) pierwszy od miesiecy nawrot lekkiej depresji - przesiedzialam w domu caly dzien mimo pogody, mialam wrazenie ze jak wyjde to cos sie zlego moze stac wiec najbezpieczniej siedziec w chacie. Mialam jechac do mechanika ale przelozylam na dzisiaj, mialam tez zabrac mikrofalowke od eksia. Naprawde nie mialam ochoty nigdzie sie ruszac. Mimo owych okolodepresyjnych stanow sporo popracowalam a nawet obejrzalam kolejny miniserial "Broadchurch", filmy pomagaja mi na swoj sposob radzic sobie z problemami kiedy nic nie moge czynnie zdzialac tylko przeczekac.

Wieczorem wyszlam z psem i bylo prawie normalnie.

Dzisiaj wstalam bez radosci, jaka zwykle mi towarzyszy rankiem gdy swieci slonce - tzn nie jakies uchachanie mam na mysli ale pozytywne myslenie i optymizm. Tzn on tam we mnie gdzies jest ale za mgla. Powracam z wolna do normalnosci co widze chocby po sposobie pisania tego postu.

Potrzebuje jutro porozmawiac z partnerem na temat tego co sie wydarzylo i ze uwazam, iz nie okazal mi wlasciwej troski/zatroskania. Ze nie czulam jego obecnosci przy mnie gdy bylo mi trudno. Nie, nie wymagam zeby byl fizycznie jesli to w obecnym ukladzie niemozliwe - ale oczekuje wiecej wsparcia psychicznego, emocjonalnego w takich chwilach.

Z drugiej strony rozumiem ze to nie jest takie latwe i nie kazdy, jak ja, potrafi to "z automatu". Moze on tez to na swoj sposob przezywal a nie umial okazac? Ano - zobaczymy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mi to pomogło, że zgłosiłam te sytuacje... może mam marne szanse po tylu latach... 13,10 i 7... ale warto, zostało to wypowiedziane i nazwane... wspaniale budzić się bez poczucia niesprawiedliwości... walczę... jest to w cholerę trudne, bywają chwile załamania, życie boli... ale warto, dla tych spokojnych nocy... jutro 3 tygodnie... czekam teraz niecierpliwie na pismo z policji o tym, czy będzie wszczęte postępowanie... bardzo fajnie mnie potraktowali... usłyszałam, że dobrze że to z siebie wyrzuciłam i że nie dziwią się rozstrojowi zdrowia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jeśli osobie zdarza się mieć lęki i nie do końca udało jej się to zwalczyć, to jak niby ma pomóc wizyta u specjalisty? Osoba opowie o swoich problemach, specjalista doradzi...i tak osoba nie dość, że będzie zdenerwowana samą rozmową, to jeszcze dostanie porady: jak sobie z tym radzić,ale... skoro osoba sobie nie radzi, a w przeszłości sama podejmowała wiele prób zwalczania obaw, lęków, to jak takie porady specjalisty mają coś zmienić. I skąd wiadomo, jakie wnioski są prawidłowe... bo jeśli popatrzeć na to wszystko z perspektywy zależności bodziec-reakcja, to... by nastąpiła reakcja/czyn musi być bodziec, czy bodźcem jest jakaś forma prowokacji, nie wiem, nieświadomej:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czulam sie troche w szoku ale kontrolowalam sytuacje, mialam pelna swiadomosc i trzezwosc umyslu. Zawsze tak mam w naglych wypadkach i czesto jestem jedyna osoba rzeczowo myslaca podczas gdy reszta wysiada. Ktos musi to wszystko ogarnac - chyba kolejna spuscizna DDD.

Nie chyba a na pewno. Też tak mam. Lata treningu.....Ale w sumie to całkiem dobra rzecz, tylko człowiek czasami czuje się jak cyborg :(

Wrocilam do domu i poczulam takie cholerne zmeczenia - adrenalina zaczela puszczac. I oczywiscie etapy post-traumy. Niedowierzanie, lek itp.

Dobrze, że puściła i że to wszystko co się z Tobą dzieje zauważyłaś. To takie zdrowe. Dopiero teraz niedawno zaczęłam zauważać co się dzieje z moim ciałem cieszę się z tego. Przedtem, mam wrażenie nie spuszczałam napięcia. Trzymałam i robiłam się coraz bardziej sztywna.

Zdecydowalam sie nie dzwonic do mojego partnera ani do kogokolwiek ze znajomych czy dzieci, chcialam z tym pobyc sama. Mimo uczucia osamotnienia jednak jakos nie czulam ze powinnam sie z kims bliskim skontaktowac i opowiedziec co sie stalo. Moze obawialam sie, ze bede nieadekwatna w swojej opowiesci? Moze nie chcialam im zawracac glowy? Wierzac, ze przeciez i tak sie z tym uporam? Moze obawialam sie, ze zareaguja nie tak jak oczekuje, ze to zdarzenie uswiadomi mi ze tak naprawde nikomu na mnie nie zalezy?

Nie jest ważne co się dzieje ze mną ?

Wieczorem rozmawialam z synem i bardzo emocjonalnie podszedl do owego incydentu. Zapewnilam go ze wszystko OK i policja zajela sie gosciem a ja umialam sie obronic (co dla mnie jest bardzo istotne, kilka lat temu pewnie stalabym oslupiala i przerazona). Potem zadzwonil moj partner i opowiedzialam mu o wszystkim. Byl zaskoczony, zmartwiony i dziwil sie czemu nie zadzwonilam do niego od razu. Co by to dalo skoro byl w pracy a wyjasnilam juz powyzej dlaczego nie chcialam z nikim gadac zaraz po zdarzeniu. Potem porozmawialismy chwile o naszych sprawach. Odczulam z jego strony wsparcie ale nie na tyle na ile bym chciala (a to juz chyba moj problem i on nie ma z tym wiele wspolnego dopoki mu paru rzeczy nie wyjasnie - ale sama o tym nie wiedzialam do tej pory).

Tak mi się wydaje, że tu jest ten trudny kawałek, z którym i ja się zmagam. Jakiś konflikt, sprzeczność a może niezaspokojona tęsknota do tej cholernej bezwarunkowej miłości. Bo to, że do niego nie zadzwoniłaś to też jest brak zaufania. W tym najgłębszym aspekcie. ja się domyślam co to może być, bo u siebie to już zobaczyłam. Boję się, że znów nikt nie zauważy mojej krzywdy albo ją zlekceważy i wyśmieje, więc nie próbuję.

Tylko, że on to też zauważył. To mogło go przyhamować. bo nie chciałaś, żeby był przy Tobie gdy dzieje się coś złego. Więc pytanie: kim dla niej jestem i ile znaczę?

Potrzebuje jutro porozmawiac z partnerem na temat tego co sie wydarzylo i ze uwazam, iz nie okazal mi wlasciwej troski/zatroskania. Ze nie czulam jego obecnosci przy mnie gdy bylo mi trudno. Nie, nie wymagam zeby byl fizycznie jesli to w obecnym ukladzie niemozliwe - ale oczekuje wiecej wsparcia psychicznego, emocjonalnego w takich chwilach.

Z drugiej strony rozumiem ze to nie jest takie latwe i nie kazdy, jak ja, potrafi to "z automatu". Moze on tez to na swoj sposob przezywal a nie umial okazac? Ano - zobaczymy.

Już dawno jesteście po rozmowach i na pewno coś z nich wynikło. mam nadzieję, że dobrego dla Ciebie. nurtował mnie Twój post odkąd wróciłam na forum.. Myślę o tym czy często sami nie blokujemy tego co najbardziej chcemy. Tylko, że to wszystko jest tak łatwo wymyślić...napisać...a tak trudno zachować się tak jakby się chciało :(

 

-- 10 sty 2015, 08:42 --

 

Jeśli osobie zdarza się mieć lęki i nie do końca udało jej się to zwalczyć, to jak niby ma pomóc wizyta u specjalisty? Osoba opowie o swoich problemach, specjalista doradzi...i tak osoba nie dość, że będzie zdenerwowana samą rozmową, to jeszcze dostanie porady: jak sobie z tym radzić,ale... skoro osoba sobie nie radzi, a w przeszłości sama podejmowała wiele prób zwalczania obaw, lęków, to jak takie porady specjalisty mają coś zmienić. I skąd wiadomo, jakie wnioski są prawidłowe... bo jeśli popatrzeć na to wszystko z perspektywy zależności bodziec-reakcja, to... by nastąpiła reakcja/czyn musi być bodziec, czy bodźcem jest jakaś forma prowokacji, nie wiem, nieświadomej:(

 

Cała trudność polega na tym, że postrzegamy świat według swoich własnych myśli, uczuć, itp Tak, jakbyśmy widzieli jedynie mniejszy czy większy kawałek i nie konfrontując tego z innym człowiekiem praktycznie nie mamy możliwości wyjść poza nasz ogląd. Czyli możemy się kręcić jak szczeniak za własnym ogonem. Ktoś z zewnątrz może natychmiast zauważyć gdzie popełniamy jakiś bład.

Druga sprawa to możliwości, techniki i narzędzia, które pomogą wyjść z trudnych sytuacji albo je zdrowo zasymilować i doświadczenie specjalistów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Osoba opowie o swoich problemach, specjalista doradzi
Specjalista nie ma doradzać. Ma Ci pomóc przeżyć to jeszcze raz i zrozumieć, co się z Tobą dzieje, dlaczego tak się dzieje. Przepracowanie tematu pozwala obniżyć poziom lęków lub nawet całkowicie wyeliminować. Przynajmniej tak było u mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na wstępie zaznaczę że nie chciało mi się tego wszystkiego czytać ;)

Wydaje mi się że każdy inaczej reaguje na traume. Jeden będzie to miesiącami rozpamiętywał inny to oleje. Zależy jeszcze co to za trauma. Wiadomo stres pourazowy nie zależy od tego jak myślimy tylko po prostu jest. Ja na traumatyczne sytuacje patrze z dystansem. To co przezywałem kiedyś mnie niewiele obchodzi. Interesuje mnie to co jest teraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość patgaret

Mam traume z czasow licealnych i jakos ciezko mi wrocic do siebie. Jak mysle o tych czasach to wszystko wraca :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1.

Interesuje mnie to co jest teraz.

To prawidłowa postawa

2.

Ja na traumatyczne sytuacje patrze z dystansem. To co przezywałem kiedyś mnie niewiele obchodzi.

i to bardzo OK jest. Pod jednym warunkiem, że ogólnie jesteś szczęśliwym człowiekiem, w dobrych relacjach z bliskimi i masz sporo zadowolenia ze swojego życia.

Bo jeśli nie, to jednak wróciłabym do pkt 1 i 2

 

patgaret

To może pora coś z tym zacząć robić ? Terapia ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aceracc, jeżeli jeszcze raz znajdę w Twoim poście link do postu z prośbą o wypełnienie ankiety, to pożegnasz się z Forum. Ankiety umieszczamy w jednym temacie i tylko w dziale oferty. Podawanie linku do wątku z ankietą w każdym możliwym temacie jest łamaniem Regulaminu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czy ktos doswiadcza pustki emocjonalnej w wyniku PTSD?.

Przezywa na codzien poczucie wyobcowania, stracil dotychczasowe zainteresowanie wykonywanymi codziennymi obowiazkami i przyjemnosciami. Odczuwa wewnetrzny bezsens, pustke, wypalenie, stracil zdolnosc do przezywania pozytywnych emocji. Nastapilo wyrazne otepienie w sferze uczuc. Zmiana osobowosci zauwazana przez wszystkich. Kolejne zmiany lekow nie przynosza efektow. Czy ktos tkwi w takim stanie lub udalo mu sie powrocic do normalnosci?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Owszem. Najgorsze, że ten stan ma tendencję do nawracania i po okresach remisji - dłuższej bądź krótszej - znów powraca. Oczywiście u mnie w zasadzie wszystko ukształtowało się na bazie PTSD, który przeszedł już później w stan przewlekły. Najdłuższa remisja miała miejsce po zakończeniu prawie trzyletniej terapii, kiedy to udało się wreszcie "opanować" objawy przewlekłego PTSD. Wtedy jakoś około roku funkcjonowanie i odczuwanie było "w normie". Obecnie na co dzień doświadczam w większości tego, co opisałaś z bardzo krótkimi naprzemiennymi okresami remisji. Do obowiązków w większości się zmuszam, co pozawala na samodzielne funkcjonowanie bez większych komplikacji. Odczuwanie pozytywnych rzeczy jest jakby przytłumione, zdystansowane. Przyjemności nie są w stanie rozładować ciągłego napięcia i w gruncie rzeczy praktycznie cały czas odczuwam zmęczenie psychiczne. Zastanawiałam się nad wizytą u terapeuty, ale jakoś na razie odrzuciłam ten pomysł i usiłuję zająć umysł czymś innym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kowalix, My tu o chlebie, a nie o Niebie :mrgreen: O Zespole Stresu Pourazowego, a nie o tym, co Nas uzaleznia :P To nie ten dział :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy ktos doswiadcza pustki emocjonalnej w wyniku PTSD?.

Przezywa na codzien poczucie wyobcowania, stracil dotychczasowe zainteresowanie wykonywanymi codziennymi obowiazkami i przyjemnosciami. Odczuwa wewnetrzny bezsens, pustke, wypalenie, stracil zdolnosc do przezywania pozytywnych emocji. Nastapilo wyrazne otepienie w sferze uczuc. Zmiana osobowosci zauwazana przez wszystkich. Kolejne zmiany lekow nie przynosza efektow. Czy ktos tkwi w takim stanie lub udalo mu sie powrocic do normalnosci?

 

Ja mam obecnie taki stan wypalenia właśnie. Przez około rok ostatni przeżywałam bardzo intensywnie lęk, a teraz mam wrażenie, że mój układ nerwowy się wypalił i potrzeba mu regeneracji. Dobra wiadomość jest taka, że taka regeneracja jest możliwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powietrzny Kowal, wypieranie "szoku", emocji nie sprawi, że one znikną. Sprawi, że się nawarstwią. Nie rozwiąże to problemu, a doprowadzi do rozwoju zaburzeń. Tak u większości ludzi działa schemat PTSD. I nie tylko PTSD. Sam sobie zaprzeczasz, bo skoro "wypieramy" szok, to znaczy, że zamiatamy go pod dywan - problemy nierozwiązane wracają. Z kupki robi się kupsko i im dłużej się je wypiera i usiłuje nie zwracać uwagi, tym bardziej capi. I z czasem faktycznie może się rozwinąć NN, ale na trochę innym podłożu. o-traumie-t52120.html

Trzeba zakasać rękawy i posprzątać bajzel we własnej głowie, a nie udawać, że go nie ma. Im szybciej się to zrobi, tym lepiej. Im dłużej się zwleka i próbuje wyprzeć, tym większe prawdopodobieństwo długotrwałych skutków PTSD. Poczytaj trochę o PTSD skoro ignorujesz, co piszą osoby, które na PTSD cierpiały / cierpią :D Może specjalistów pracujących od lat ze skutkami PTSD posłuchasz 8) No chyba, że mówimy / mamy na myśli to samo tylko obrazujemy to innym językiem i określeniami, co by mnie wcale nie zdziwiło :mrgreen: Nie mam tu na myśli siebie, bo ja to jestem zatwardziały przypadek, który zaczął się leczyć po jakichś...13 latach od pierwszej traumy. A zatem wiesz...zaburzenia miały pole do popisu :bezradny: Część się ograniczyło, a część zostało i zostanie i aż za dobrze zdaję sobie z tego sprawę. Jedyne co mogę < a co nie zawsze robię >, to cały czas obserwować siebie, swoje reakcje i na bieżąco próbować zniwelować, a nawet wyprzedzać pewne kwestie. Nie zawsze jednak mam do tego motywację i czasami jest mi po prostu wszystko jedno ;) Wolę się zakopać pod kołdrą, w pokoju z czarnymi tapetami, zasłoniętymi roletami i dwoma kociamberami i udawać, że nie istnieję 8) Ładnie i zgrabnie brnę przez kolejne dni udając, że problemów nie ma i czekam, aż któregoś pięknego dnia znowu mnie dopadną i to z potworną siłą. Robienie w ten sposób jest oczywiście kiepskim pomysłem i innym tego nie polecam. :angel:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wg mnie nie jest, a psycholog powie naturalnie że jest, z tym, że ja nie ufam posychologom za grosz i nikomu nie polecam korzystania z ich usług. Wg mnie to zwykłe nabijanie sobie kabzy kosztem zacofanych / coś podobnie jak kler żeruje na swoich baranach i ich tnie z kasy i wmawia różne pierdoły.

 

To nie prawda. Jest wielu dobrych psychologów. Spotkałam na swojej drodze kilku i stwierdzam, że nie każdy pomógł ale nie można wrzucać wszystkich do jednego wora. Trzeba potrafić oddzielić plew od ziarna. Jeśli ma się doświadczenie w tych sprawach łatwo tego dokonać. Widocznie nie trafiłeś na "swojego".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chipster, moja terapeutka nigdy nie powiedziała, że równowaga po moich przeżyciach jest możliwa, ale, że możemy spróbować załagodzić skutki traum i tym samym pracować nad polepszeniem jakości życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
anna.anakaia, powinnam zacząć terapię już jako dziecko po tym, jak byłam molestowana. Niestety, nie powiedziałam nikomu, co się stało i przez lata dusiłam to w sobie. Zresztą, wtedy jeszcze nikt nie słyszał o czymś takim jak terapia. Po latach jak zostałam zgwałcona zaczęłam chodzić do psychologa jakieś trzy miesiące po tym wydarzeniu, ale źle trafiłam i tylko wszystko się pogorszyło. Psycholog do której chodziłam zostawiła mnie po dziewięciu miesiącach, po tym, jak się załamałam. Zraziłam się do psychologów na tyle, że przez następne cztery lata nie poszłam po pomoc. W tym czasie reszta wydarzeń tylko mnie dobiła. Nowe traumy nakładały się na stare. Zespół stresu pourazowego przeszedł w stan przewlekły i to są tego skutki. Zdaję sobie z tego sprawę.

 

U mnie ptsd też chyba jest stanem przewlekłym :( Ja poszłam po pomoc dopiero po kilkunastu latach :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Do obowiązków w większości się zmuszam, co pozawala na samodzielne funkcjonowanie bez większych komplikacji. Odczuwanie pozytywnych rzeczy jest jakby przytłumione, zdystansowane. Przyjemności nie są w stanie rozładować ciągłego napięcia i w gruncie rzeczy praktycznie cały czas odczuwam zmęczenie psychiczne.

 

Mam podobnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka_Kk, no najlepiej jest reagować jak najszybciej. Im szybciej tym lepiej. No, ale nie ma co plakać nad rozlanym mlekiem. Trauma pozostanie, ale można ją opanować.

Do obowiązków w większości się zmuszam, co pozawala na samodzielne funkcjonowanie bez większych komplikacji. Odczuwanie pozytywnych rzeczy jest jakby przytłumione, zdystansowane. Przyjemności nie są w stanie rozładować ciągłego napięcia i w gruncie rzeczy praktycznie cały czas odczuwam zmęczenie psychiczne.

 

Mam podobnie...

Aktualnie u mnie już jest lepiej. W zasadzie od wiosny z małymi wyjątkami. Nie muszę się do niczego zmuszać. Jakoś raźniej podchodzę do życia. Może to kwestia czasu? Może tego, że przestałam się przejmować tym, co mówią inni i wyrażać to, co myślę? Miałam opory - duże opory i ogromną nieśmiałość w stosunku do obrony własnego zdania i siebie. Zaparłam się i to uległo zmianie. Nadal jestem wycofana z życia, ale nie jakoś drastycznie. Tylko na tyle, na ile sprawia mi to komfort. A jak jest u Ciebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Agnieszka_Kk, no najlepiej jest reagować jak najszybciej. Im szybciej tym lepiej. No, ale nie ma co plakać nad rozlanym mlekiem. Trauma pozostanie, ale można ją opanować.
Do obowiązków w większości się zmuszam' date=' co pozawala na samodzielne funkcjonowanie bez większych komplikacji. Odczuwanie pozytywnych rzeczy jest jakby przytłumione, zdystansowane. Przyjemności nie są w stanie rozładować ciągłego napięcia i w gruncie rzeczy praktycznie cały czas odczuwam zmęczenie psychiczne. [/quote']

 

Mam podobnie...

Aktualnie u mnie już jest lepiej. W zasadzie od wiosny z małymi wyjątkami. Nie muszę się do niczego zmuszać. Jakoś raźniej podchodzę do życia. Może to kwestia czasu? Może tego, że przestałam się przejmować tym, co mówią inni i wyrażać to, co myślę? Miałam opory - duże opory i ogromną nieśmiałość w stosunku do obrony własnego zdania i siebie. Zaparłam się i to uległo zmianie. Nadal jestem wycofana z życia, ale nie jakoś drastycznie. Tylko na tyle, na ile sprawia mi to komfort. A jak jest u Ciebie?

 

U mnie jest różnie.Mam takie okresy kiedy mam przypływ dobrej energii, a są i takie ze zmuszam się do wszystkiego. Mam aktualnie też problem z kreatywnością z uczuciem pustki. Ta pustka jest najczęściej wtedy, gdy jestem sama ze sobą. W ogóle mam tak jak i ty miałaś kłopot z wyrażaniem swojego zdania. Jeszcze z rok temu tak nie było. A jakie było twoje dzieciństwo, jeśli mogę zapytać? Czy miałaś kochającą rodzineę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka_Kk, jestem z rozbitej rodziny. Ojca widziałam może z 5 razy w życiu. Do 8 - go roku życia w sumie miałam szczęśliwe dzieciństwo. Spędzałam je głównie z babcią. Później zaczęły się schody. To właśnie wtedy wszystko się zaczęło. Pierwsza trauma, która stanowiła równocześnie koniec szczęśliwego dzieciństwa. W ogóle dzieciństwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Agnieszka_Kk, jestem z rozbitej rodziny. Ojca widziałam może z 5 razy w życiu. Do 8 - go roku życia w sumie miałam szczęśliwe dzieciństwo. Spędzałam je głównie z babcią. Później zaczęły się schody. To właśnie wtedy wszystko się zaczęło. Pierwsza trauma, która stanowiła równocześnie koniec szczęśliwego dzieciństwa. W ogóle dzieciństwa.

Moja trauma też miała miejsce około 8 r. ż., tzn. z tego okresu mam pierwsze wspomnienia.

 

Czy ktoś z was miał lub ma problem z uczuciem pustki? Mnie ta pustka trzyma dość często i nie wiem jak sobie z nią radzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka_Kk, miałam przez lata uczucie pustki. Czułam się nie dość, że pusta w środku, to jeszcze nawet nie byłam pewna, czy jestem wciąż człowiekiem, czy jakimś strzępkiem. Nie czułam momentami niczego - uczuć, emocji, pragnień. Po prostu istniałam. Ta pustka była ochroną przed tym, czego nie chciałam odczuwać, od czego uciekałam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×