Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Możliwe reakcje na przemoc seksualną

Rekomendowane odpowiedzi

@Abigail_1Sm25 nawet jeśli dziećmi to tym bardziej jako matka zrobiłabym to samo :evil:

Edytowane przez Lunaa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skurwiele..przepraszam za wyrażenie ale jestem cięta na tym punkcie.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lunaa, @Abigail_1Sm25 To tak po prostu nie działa... To poczucie winy jest wyryte bardzo głęboko i ciężko jest je pokonać. Co z tego, że wiem na poziomie świadomości, że to ICH wina, skoro jak tylko próbuje o tym mówić, pisać to uruchamia się program "jestem winna, jestem nikim, to przeze mnie" :( jeszcze nie znalazłam sposobu by z tym wygrać. Póki co za każdą próbę zbliżenia się do tematu karze siebie i na to też nie mam sposobu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, el33 napisał:

@Lunaa, @Abigail_1Sm25 To tak po prostu nie działa... To poczucie winy jest wyryte bardzo głęboko i ciężko jest je pokonać. Co z tego, że wiem na poziomie świadomości, że to ICH wina, skoro jak tylko próbuje o tym mówić, pisać to uruchamia się program "jestem winna, jestem nikim, to przeze mnie" :( jeszcze nie znalazłam sposobu by z tym wygrać. Póki co za każdą próbę zbliżenia się do tematu karze siebie i na to też nie mam sposobu...

Tak właśnie, na poziomie rozumu wiem, że to nie była moja wina, ale w emocjach jest totalna rozpierducha...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Agnieszka_Kk napisał:

Tak właśnie, na poziomie rozumu wiem, że to nie była moja wina, ale w emocjach jest totalna rozpierducha...

U mnie dokladnie to samo. Kazdej innej osobie bym powiedziała: dziewczyno nie ma w tym zadnej twojej winy, winni sa sprawcy. Ale rozum jedno, a emocje drugie. Okropne uczucie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłam zapytana czy jeżeli to co mi, przydarzyło się komuś kogo znam, to czy ocenialabym tą osobę tak samo jak siebie.

Podobnie jak u Was. Absolutnie nie.

Poczucie winy mnie przygniata i niemal każde słowa t. interpretuje jako potwierdzenie tego. Oczywiście ona mówi zupełnie coś przeciwnego. Ale ja nie potrafię sobie współczuć i nie dowalac stale. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi moja T powtarza, że będzie mi mówić tak długo, że to nie jest moja wina aż jej w to nie uwierzę... Obawiam  się, że potrwa to co najmniej kilka lat

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naprawdę nie masz za co 🙂 Bardzo Wam współczuję, dziewczyny. Nie dość, że przeszłyście, co przeszłyście (jako dzieci!), to jeszcze Wasza własna głowa wmawia Wam, że to Wasza wina 🙁 szczerze mówiąc nie wiedziałam, że to przekonanie jest aż tak silne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 19.09.2018 o 23:31, Disappear napisał:

Byłam zapytana czy jeżeli to co mi, przydarzyło się komuś kogo znam, to czy ocenialabym tą osobę tak samo jak siebie.

Podobnie jak u Was. Absolutnie nie.

Inaczej podchodzi się do innych, a inaczej do samej siebie. Paradoksalnie - w stosunku do innych jest łatwiej. Staje się z boku i widzi drugiego człowieka, któremu ktoś wyrządził krzywdę. Patrząc na siebie - widzi się ścierkę do podłogi. I cudze słowa, choć bardzo mocno rozsądne - nie zmienią tego tak szybko. Bo razem z tym, co się stało, tak naprawdę straciłyśmy zdolność postrzegania siebie jako człowieka. Cholernie dużo czasu zajmuje przyjęcie do siebie choćby możliwości, że jednak jest inaczej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W mojej terapii chwilowo przerwa od mówienia o traumie seksualnej. Mam niepokojące reakcje, w towarzystwie obcych mężczyzn mam lęk przed skrzywdzeniem, a przy kimś znanym zaczynam erotyzować w myślach relację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 24.12.2018 o 17:49, Lilith napisał:

@Agnieszka_Kkkiedy się to zaczęło? Kiedy zaczęłaś mówić o swoich przeżyciach na terapii?

Pierwszy raz zaczęłam mówić o tych doświadczeniach na terapii grupowej, gdzieś koło 4-5 lat temu. Ale z długą przerwą. W grupie, w której byłam była też inna dziewczyna o podobnych doświadczeniach, więc kiedy ona mówiła o sobie, ja też to przeżywałam. Nie udało mi się w tym temacie za bardzo otworzyć wtedy. Dopiero na mojej aktualnej indywidualnej terapii poczułam więcej przestrzeni i bezpieczeństwa by o tym mówić.

A Ty kiedy uświadomiłaś sobie tę traumę i kiedy zaczęłaś o niej mówić?

Eh, miałam mieć terapię jutro, ale z pewnych powodów niezależnych od terapeutki będę ją miała dopiero za tydzień ;/ Właściwie nie wiem o czym bym chciała mówić na sesji, ale potrzebuję samej obecności terapeutki. Moja terapia teraz stoi pod znakiem zapytania, bo zaczęłam pracę, która koliduje mi z terapią. Jeszcze przez około miesiąc będę miała terapię, a potem albo będę musiała chodzić prywatnie albo zrezygnować. Nie chcę ani tego ani tego :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Agnieszka_Kknie bardzo rozumiem pytanie o uświadomienie sobie traum, bo byłam ich świadoma odkąd się wydarzyły. Natomiast mówić o tym zaczęłam mniej więcej po roku terapii indywidualnej. 

Niedobrze, że zostałaś postawiona przed wyborem terapia albo praca. Niedomknięta terapia może mieć fatalne skutki. Nie wiem, co Ci w tej kwestii doradzić. Tak naprawdę i tak źle i tak niedobrze :( 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 2.01.2019 o 16:23, Lilith napisał:

@Agnieszka_Kknie bardzo rozumiem pytanie o uświadomienie sobie traum, bo byłam ich świadoma odkąd się wydarzyły. Natomiast mówić o tym zaczęłam mniej więcej po roku terapii indywidualnej. 

Niedobrze, że zostałaś postawiona przed wyborem terapia albo praca. Niedomknięta terapia może mieć fatalne skutki. Nie wiem, co Ci w tej kwestii doradzić. Tak naprawdę i tak źle i tak niedobrze :( 

Terapeutka poszła mi na rękę i mogę chodzić na terapię na nfz do końca terapii, czyli do końca czerwca :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×