Skocz do zawartości
Nerwica.com

Przepraszam...


niecosc

Rekomendowane odpowiedzi

Przepraszam, że zakładam nowy temat, wiem, że takich tutaj są miliony, ale...

Zacznijmy od początku. Mam dopiero dziewiętnaście lat, tak, wiem, jestem młoda, jestem gówniarą, cóż ja o życiu mogę wiedzieć...

Potrzebuję się uzewnętrznić. Wiem, że połowa nawet nie doczyta środka mojej wiadomości...

 

Jestem bardzo zgubiona. Mam depresję i doskonale sobie zdaję z tego sprawę. Jak to? Heh... Od marca się z tym męczę. Przez jedną osobę wpadłam w świat depresji, z którego do tej pory wyjść nie mogę. Caly czas się broniłam i mówiłam, że przecież to mnie nie dotyczy, odwracałam twarz śmiejąc się szczerze i mówiłam, że jestem szczęśliwa. Nie wiem kogo oszukiwałam... chyba najbardziej siebie. Uciekałam przed psychologiem jak przed ogniem, bałam się powiedzieć co mi na duszy leży... Miałam styczność z ludźmi ze szpitala psychiatrycznego, w pewnym momencie się z nimi utożsamiłam. Chciałam tak jak oni, zamknąć się w szpitalu na kilka tygodni i odciąć od świata. Zawalałam najważniejsze na ówczesną chwilę dla mnie sprawy. Zamiast uczyć się płakałam do poduszki. Szczerze? Cudem zdałam maturę...

 

Dziś? Jestem dziewczyną (kobietą? chociaż się czuję...) zakładającą wysokie obcasy i pracującą w branży finansowej. Studiuję ciężki kierunek. W pracy i na uczelni udaję, że jest dobrze. Założę się, że nikt nigdy z tego środowiska nie powiedziałby, że ze mną jest coś nie tak... Śmieję się i żartuje. Cały czas chodzę uśmiechnięta, lecz zdarzają się chwilę, gdy zostaję totalnie sama i... rozpadam się.

Pomagam innym. Z całych sił i daję z siebie wszystko co najlepsze... nie otrzymując nic od nich... i nie, nie mówię tego egoistycznie, bo do egoistki mi dużo brakuje.

 

Wychowałam się w domu bez ojca. Znaczy, nie... Miałam ojca... Jedyne co pamiętam to awantury w domu i chowanie się z mamą w łazience pod ręcznikami, żeby tylko ojciec nie uderzył.. Mój ojciec nie żyje już 5 lat, byłam u niego na grobie zaledwie parę razy, chociaż za każdym razem płakałam. Jestem obarczona przeszłością, czuję, że nie potrafię stworzyć normalnego związku.

 

Odkąd pamiętam jestem sama. Mam "przyjaciół". Dlaczego ten cudzysłów? Z bardzo prostego powodu... Nie czuję, że ich mam... Mam odczucie, że ja daję z siebie wszystko, a i tak kiedy naprawdę kogoś potrzebuję zostaję sama.

 

Moja mama mnie kocha, wiem o tym, ale... nigdy z nią nie będę szczera. Chociaż w moim życiu ostatnio tak wiele się dzieje, ona i tak o tym nie wie... I się nie dowie.... nie potrafię jej powiedzieć prawdy. Ona zna historię o dobrze ułożonej i dobrze się uczącej córce, bez problemów... Chociaż tak nie jest...

 

Wielokrotnie wyobrażałam sobie swoją śmierć... Cięłam się, chociaż sama nie potrafię znaleźć sensownej odpowiedzi na pytanie "dlaczego?". Mam blizny na ręku i udzie. Ostatnio pod byle pretekstem okaleczałam się. Pocięłam się na stopie i dłoni... "Przyjaciele" mnie kontrolują, chociaż i tak znajduje wymówki i tłumaczę, że to nie są rany od żyletki...

 

Jest mi ciężko...

 

Znalazłam kiedyś hydroxyzynę w domu.... Nawet nie wiem skąd ona się wzięła. Jako, że miałam doczynienia z ludźmi ze szpitala psychiatrycznego doskonale znałam pojęcie "hydro". Gdy męczyło mnie "życie", gdy męczył mnie mój nastrój łykałam nawet i po 10 tabletek, aby tylko spokojnie zasnąć... Za każdym razem to powodowało jeszcze większe wyrzuty sumienia.

 

Czasami siebie nienawidzę. Widzę, jak siebie rujnuję, chociaż... wiem, że jestem postrzegana jako osoba silna, która wszystkim pomoże, ale boję się przed samą sobą przyznać się, że straciłam siły... Wiem jednak, że teraz wizyta u psychologa jest nieunikniona...

 

Raz chciałam iść do psychologa. Stałam już przy recepcji, bo czekałam na spotkanie, ale... uciekłam...

Moja mama triumfalnie wykrzyczała przez telefon, że się cieszy, że tam nie poszłam... Żyję w świecie i rodzinie schematów, gdzie problem zamiata się pod dywan, byleby tylko nikt się o tym nie dowiedział, byleby tylko nie rozdmuchiwać sprawy, ale ja.... nie daję sobie rady. Czytam dużo o samobójstwach, o chorobach psychicznych... sama nie mam odwagi popełnić samobójstwa, ale gdybym nie była tchórzem dawno mnie już by tu nie było...

 

Wstyd mi za siebie... Nie tak miała wyglądać moja przyszłość... I tak nikt tego nie widzi... Ze swoim obliczem jestem sam na sam, patrzę w lustrzę i widzę co się dzieje, podczas gdy inni widzą na mojej twarzy uśmiech...

 

Nie wiem... nie umiem... jestem bezradna...

Przepraszam za ten monolog...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj niecosc, nie masz za co przepraszać. Po to jest to forum, żeby pisać co nas boli. Dostrzegasz wszystkie powody, przez które tak się czujesz. Życzę Ci siły, abyś pokonała strach i szczerze porozmawiała z mamą na ten temat. Następnym krokiem powinna być psychoterapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niewypowiedziana,

dziękuję za tą wiadomość... z mamą wiem, że nie porozmawiam... nie jestem po prostu w stanie, wolę, żeby żyła w świecie chorych urojeń i była pewna, że ma dzielną córkę, nie potrafiłabym obarczyć ją kolejnymi problemami. Psychoterapia? Do psychologa pójdę... nie będę nikomu o tym mówić. Kiedy raz powiedziałam zostałam znieważona, "przyjaciele" uznali to za głupotę. Teraz sama dla siebie przede wszystkim chcę tam iść. Chcę zmierzyć się z tym wszystkim. Widzę, że odkładanie na przyszłość nic nie daje, przez to, że zakopywałam problem i udawałam, że go nie ma teraz czuję się jeszcze gorzej. Bałam się do tej pory psychologa, ale teraz wierzę, że poczuję ulgę, kiedy komuś będę mogła o tym wszystkim powiedzieć, wiedząc, że nikt mnie pochopnie nie oceni...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś? Jestem dziewczyną (kobietą? chociaż się czuję...) zakładającą wysokie obcasy i pracującą w branży finansowej. Studiuję ciężki kierunek. W pracy i na uczelni udaję, że jest dobrze.

Kto zatrudnil studiujaca 19 latke?

Czy to ma jakieś znaczenie? W tym roku w maju zdałam maturę. Od października studiuję zaocznie, w tygodniu mam czas, więc pracuję. Przez całe wakacje dorabiałam gdzie popadnie, aż w końcu udało mi się znaleźć lepszą pracę. Dlaczego mieli mnie nie zatrudnić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Przyjaciół" przyzwyczaiłaś do tego, że nie muszą Cię wspierać, więc na dobrą sprawę... nie wiesz, kogo masz. Czy znajomych, kolegów, czy wampirów, którzy chętnie pomoc przyjmą, ale jak mają pomóc, to ich nie ma, czy faktycznie przyjaciół... Dobrze by było, żebyś jednak zaczęła mówić, że czegoś chcesz, potrzebujesz... Możesz zacząć od drobniejszych rzeczy - posiedź ze mną, bo potrzebuję pogadać. Wpadnij bo nie chcę być sama. Nota bene ja mam identyczny problem ze sobą. ;-)

 

Co do reszty - jesteś klasyczna DDA, więc nie wiem, czy bez terapii to się na dłuższą metę da... Zdusiłaś w sobie za wiele rzeczy i teraz po troszeczku wyciekają... Potrzebujesz dać im ujście, albo wybuchną...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś? Jestem dziewczyną (kobietą? chociaż się czuję...) zakładającą wysokie obcasy i pracującą w branży finansowej. Studiuję ciężki kierunek. W pracy i na uczelni udaję, że jest dobrze.

Kto zatrudnil studiujaca 19 latke?

Czy to ma jakieś znaczenie? W tym roku w maju zdałam maturę. Od października studiuję zaocznie, w tygodniu mam czas, więc pracuję. Przez całe wakacje dorabiałam gdzie popadnie, aż w końcu udało mi się znaleźć lepszą pracę. Dlaczego mieli mnie nie zatrudnić?

 

Nie dziw się, że ktoś Ci zadaje takie pytania. W kraju się robi coraz gorsza atmosfera, ludzie są do siebie coraz gorzej nastawieni. Pracownicy są zwalniani, bo są za starzy do pracy mając 30 lat( to nie są żarty). Widzę coraz większą zawiść moich kochanych rodaków. Sam osobiście parę dni temu dostałem wypowiedzenie z pracy od tego samego kierownika, któremu wcześniej, miałem czelność wypomnieć błąd. A jaką satysfakcje widziałem w jego twarzy, kiedy mi je dawał, normalnie aż się śmiał. Także kotku Ty mój, nie miej urazy do ludzi zadających takie pytania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niecosc, z Twojego postu jasno wynika, że potrzebujesz terapii. Jedna wizyta u psychologa może Ci pomóc, żeby wiele z siebie wyrzucić, ale na dłuższą metę powinnaś poszukać sobie dobrego terapeuty lub ośrodka, do którego będziesz regularnie chodziła. Aha, i nie bierz żadnych leków, m.in. przeciwdepresyjnych. One utrudniają terapię i są przepisywane tylko z naprawdę ciężkich przypadkach, a Ty nie jesteś ciężkim przypadkiem, tylko trochę się zagubiłaś, bo zaczęły wychodzić zaszłości z dzieciństwa. Tak więc terapia przede wszystkim. Z mamą też powinnaś porozmawiać, ale proponuję w trakcie terapii, żebyś czuła, że masz oparcie w terapeucie. Życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zakładanie maski i udawanie, że wszystko jest dobrze kosztuje Cię mnóstwo energii. Potęguje jeszcze wrażenie, że jesteś w tym sama. Szkoda, że nie potrafisz porozmawiać szczerze z mamą (może potrzebujesz czasu, żeby się przemóc). Może to wcale nie jest takie dobre, że chcesz na siłę ją (i innych) przekonać o tym, że nie ma żadnego problemu. Mam wrażenie, że uważasz, że powinnaś sobie ze wszystkim poradzić sama, a to nie zawsze jest takie proste. Ważne jest poczucie wsparcia, którego, z tego co piszesz, nie znajdujesz w swoim otoczeniu. Zgadzam się z przedmówcą: łatwiej będzie Ci, jeżeli najpierw będziesz mieć oparcie w terapeucie. Myślę, że musisz znaleźć w sobie siłę i na pewno sobie poradzisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×