Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy mam prawo popadać w depresję?


Mint

Rekomendowane odpowiedzi

Przepraszam, że to wysyłam, ale nie wiem co innego mogłabym z tym zrobić. Napisałam coś pod wpływem emocji. Nikt mnie tutaj nie zna i naprawdę nie wiem czy to dobry pomysł... Najwyżej usunę, prawda?

 

Jak mogę sprawdzić czy jestem żywa? Czym są myśli w mojej głowie? Czy na pewno pochodzą ode mnie? Czy to ciało faktycznie jest w moim władaniu? Jest częścią mnie? Wydaje mi się, jakby samo opisywanie stanu mojego umysłu było częśćią jakiegoś planu. Z pewnością mogłabym wyznaczyć konkretny cel, dla którego rozpoczęłam spisywanie swoich rozważań i głupich pytań, niemniej nie mam pojęcia czy to byłoby prawdą. W tej chwili moje myśli automatycznie skierowły się na stylistykę moich wypowiedzi. Niespodziewanie straciłam umiejętność pisania zgodnie z przyjętymi normami. Chaos przelewa się na chaos. Może to tylko iluzja. Nie wiem skąd przybyła ta samotność... i zazdrość. Jednym razem czuję jak złość przejmuję kontrole nad moimi myślami, ludzie stają mi na drodze i zmieniają mnie - rozkazują mi, a ja nie jestem w stanie nic zrobić, bo boję się ich zranić. Boję się, że coś strace. W tym wypadku obserwuję siebie z góry. Znam swoje uczucia, wiem co mną kieruje, a co mnie powstrzymuje od działania, jednak jestem od tego w jakiś niewyjaśniony sposób odseparowana. To wszystko boli. Innym razem zaczynam to wszystko analizować. Jak tylko znajdę się sama (przy ludziach za bardzo skupiam się na tym, jak bardzo żenująco się przy nich czuję i jak oni mogą mnie postrzegać... i jak bardzo mnie denerwują), wszystkie moje upadki wracają do mnie, przypominają mi o sobie i mimo wstydu, wściekłośći i smutku jakie odczuwam, wydarzenia z mojego życia stają się po prostu filmem. Wtedy zaczynam myśleć; czy ja naprawdę żyję? Czy Ci wszyscy ludzie istnieją? Czy jest to wszystko, co obserwuję? Przez to jeszcze bardziej czuję się sama. Nie wiem czy JA jestem. Prawdopodobnie to jest życie, a wszystko wokół naprawdę ma materię. Z tym że... trudno mi siebie do tego przekonać. Czyżby to przez to, że mało korzystam z życia? Chociaż w ostatnim roku to uległo zmianie? Martwię się, a ludzie mnie nie słuchają. To ja muszę słuchać ich. A jeśli nawet wpadnie coś do ich uszu, to nie potrafią tego zrozumieć... To przecież tylko kolejna sprawa do załatwienia. Poradzenie sobie z problemem na moment, żeby pogadać o czymś innym. Boję się. Ktokolwiek byłby zapewne sceptyczny albo zacząłby gadać o własnych problemach. Ewentualnie dostałabym smutny uśmiech i niezręczną ciszę, a potem usilne, bezsensowne staranie się o wyjaśnienie tej sytuacji, ogólnymi radami dla nastolatka czy człowieka. Generalizacja. Nie wiem co zrobię ze swoim życiem. Czuję się pominięta i tracę motywacje. Czasem na jakiś czas przychodzi, ale mało i na krótko. Niekiedy pragnę tylko spać albo uciec. Mimo wszystko bardzo pragnę żyć i realizować się. Nie mam siły. Nie czuję się zaakceptowana, nie czuję, że będę. Inni są zdegustowani, źli. Ciągle posiada się jakieś obowiązki wobec innych ludzi. Dobre zachowanie i unikanie konfliktów doprowadza tylko do wykorzystywania i manipulowania przez ludzi, którym zdaje się, że nie da się ich przejrzeć. Egoistyczna... nie, egocentryczna część znajomych dalej będzie ignorować moje istnienie. Zależy im tylko na komentarzu, na przychylności, na wypowiedzeniu się, na podlizywaniu i głaskaniu ich po głowie. Tak, jesteście cudowni. Tak, mogę Wam pomóc. Wszystko obraca się wokół Was. Czyżbym ja do Was należała? Mimo, że najczęściej skupiam się na Waszym życiu? A przynajmniej się staram? Czuję się wykorzystana. Wszyscy nabrali złych przyzwyczajeń wobec mnie. Rozumiem, że nie mam takich kłopotów, jak ludzie, którzy mnie otaczają. Rozumem, że przy tym jestem tylko dzieckiem wrzeszczącym bez powodu. Czy mam prawo czuć się źle? Czy mam prawdo popadać w depresję? Czy zostanę zmieszana z błotem za zły nastrój, z powodu prawie harmonijnego życia? Nie wiem czy jestem faktycznie sama, czy jestem ja i ONA, moje ciało. ONA jedne myśli, JA inne myśli. Nie chcę zabierać tej oryginalności w zaburzeniach. Co ja poradzę, że mam to samo. Nawet nie wierzę, że potrafię się starać. Nie wierzę, że potrafię zrobić cokolwiek, na coś wpłynąć. Jestem bezwartościowa, bezsilna i bezbarwna. Mimo to czuję się z siebie dumna, że to napisałam i mam nadzieję, że ktoś mnie wysłucha...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysłuchałem.

 

Masz prawo do wszystkiego o czym piszesz. Ale czy chcesz tego? Z Twojego tekstu wydobywa się wołanie o uwolnienie od zależności od innych osób. Wystarczy zrobić tylko mały kroczek. To Ty jesteś odpowiedzialna za swoje życie, a inni mogą tylko patrzeć. Pod ich wpływem możesz się uginać, jak trzcina na wietrze, ale wciąż trwać niewzruszona. Zapewniam Cię, JESTEŚ, istniejesz, tak jak ja jestem. Poczuj się dobrze sama ze sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje. To nie ja ustawiłam nazwę tematu. Objawy depresji mam powiedzmy od dwóch lat. Nie wiem czy więcej czy mniej, bo takie rzeczy mi sie wymazują. Pamiętam tylko, że wcześniej tez nie było za dobrze. W tym roku się pogorszyło. W szkole ledwo zdalam. Płacze prawie kazdego dnia od bardzo dlugiego czasu. W moim otoczeniu duzo jest osob depresyjnych, ktorzy mieli kontakt z psychologiem, psychiatra,szpitalem. Zdarzylo mi sie powiedzmy ratowac przed samobojstwem. Przy czym wiem, ze nie to wywolalo we mnie takie stany, bo mialam je juz wczesniej. Chociaz zawsze przyciagalam do siebie ludzi z problemami. Uwolnienie sie od ludzi? Potrzebuje sie uwolnic mimo, ze czuje sie cholernie samotna? Mam wielu znajomych, ale przy nich tak tez sie czuje. Nie chce tego, chce sie czuc szczesliwa, ale juz nawet nie realizuje moich hobby, od dluzszego czasu. Jestem odpowiedzialna za swoje zycie, ale nie wiem czy umiem sobie z nim poradzic, czuje sie slaba. Poza tym, mam 17 lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mint, najpierw poczytaj to: derealizacja-depersonalizacja-t1912.html. Takie stany moze w Tobie wywoływać właśnie takie egzystencjalne myśli które wywołują u Ciebie poczucie nierealności i braku kontroli. Przede wszystkim uwierz, ze kontrolę nad sobą i życiem masz TY! Nikt inny. W Twoim wieku miałam identyczne problemy pisałam identycznie- pomogło mi pisanie bloga. Spróbuj. Ubieranie tych wszystkich uczuć w słowa pomaga na ich identyfikacje, lepsze poznanie siebie- doświadczanie siebie.

Mam wrażenie, ze z Twoim życiu brakuje dostrzeżenia Twoich trudności i uczuć. Czy któryś z Twoich rodziców jest może nadmiernie korygujący, wymagający? Czy zamiast zainteresowania rozmowy daje Ci tylko naganę, korektę, zarzut braku ambicji?

To co czujesz istnieje. To co czujesz jest cholernie ważne. Nie ignoruj tego, nie bagatelizuj, nie poddawaj w wątpliwość tego co czujesz. Jesteś ważna i wartościowa również bez ludzi którzy Cię otaczają, również wtedy kiedy podlegasz krytyce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znam derealizacje. Jest mi bardzo bliska. Wiem, że mam jej objawy od długiego czasu. Pisałam w tym temacie na forum...

Jest dużo prawdy w tym, co napisałaś. To nie problem moich rodziców, ale mnie samej. Nie jestem w stanie powiedzieć wszystkiego. Nie jestem wstanie komukolwiek do końca się wyżalić. W końcu to tylko wyimaginowane. Jak próbuje, i tak nie rozumieją. To wyżej pisałam w notatniku, aby wreszcie coś z siebie wyrzucić. Wcześniej robiłam to za pomocą rysunków w szkole (hobbistycznie już tego nie robię, brakuje mi motywacji), ewentualnie spisywałam różne teksty piosenek albo prowadziłam coś al'a pamiętnik, który i tak polegał jedynie na krótkich zdaniach dot. miłostki, która dodatkowo się przewinęła. Blog może być dobrym pomysłem. Na razie mam tylko tumblra, tam więcej wstawiam obrazków niż słów... chociaż po jakimś czasie i tak stwierdzę, że to nie ma większego sensu, bo wcale nie pomaga mi poradzić sobie z życiem.

Dziękuje, niesamowite jest zobaczyć takie słowa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mint, Nie chodzi o to, żeby te słowa zobaczyć. Ty musisz w nie uwierzyć. Twoje problemy nie są wyimaginowane. Masz je. Nie zaniedbaj się, bo to może się pogłębić. Ja tak się w to zagłębiałam i zagłębiałam- w nadziei że wreszcie ten mój ból zostanie zauważony. Efekt jest taki, że doprowadziłam się do tragicznego stanu a moja krzywda i tak nie została zauważona (głównie chodziło o rodziców). Teraz odkrywam to, że nie warto za tym gonić. Ważne jest to czy Ty widzisz wagę tego cierpienia. Ono jest i nie jest mniej ważne kiedy ktoś go nie zauważy. Nie chciałabyś skorzystać z pomocy psychologa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem... Jeszcze raz dziękuje. Zdaje sobie z tego sprawę, że wiesz o czym mówisz. Poza tym, sama zauważam, że z każdym miesiącem zagłębiam się w to. Chciałam iść do psychologa, nawet prawie zdobyłam termin, ale musiałabym długo czekać. Staram się korzystać z rad znajomych co do wyboru psychologa. Tylko obawiam się tego, że musiałabym rozmawiać przy mojej mamie, czułabym się niepewnie(chociaż mam z nią dobre relacje). Dodatkowo, nie wiem czy umiałabym tak ot mówić o tym, wolałabym odpowiadać na pytania. Nie wiem, może jednak nie mam problemu... Raz mi się wydaję, że jest cholernie źle i naprawdę powinnam coś z tym zrobić, a drugim razem czuję niechęć do siebie, wstyd i brak chęci na zrobienie czegokolwiek z tym.

 

Poza tym dokładnie robię to, co Ty robiłaś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mint, Jakbyś zapisała się do psychologa 3 miesiące temu pewnie teraz już chodziłabyś regularnie. Myśl też przyszłościowo. Nie musisz wchodzić tam z mamą. To wszystko zależy od Ciebie, a lekarza obowiązuje tajemnica. Możesz sobie przygotować kartkę i na niej się opierać. Możesz na pierwszej wizycie powiedzieć ogólnikowo, nie musisz od razu wszystkiego z siebie wyrzucać- ona/on to zrozumie. Każda relacja wymaga zaufania- nawet ta z psychologiem ( a może w szczególności ). Skoro Twoje środowisko nie ma problemu z tym ze ktoś chodzi do psychologa to zmobilizuj się. Przecież to nie jest wyrok. Jeżeli tam pójdziesz i okaże się że nie ma problemu (choć sama wiesz, że tak nie będzie) to przynajmniej jeden dylemat z głowy ; ). Czegoś Ci musi brakować. Im dalej tym gorzej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bylam raz u psychologa i jestem umowiona na trzy wizyty.. chce wyjsc z tego, bardzo, ale trudno mi w to uwierzyc. Nie chce czekac do nastepnego spotkania.

 

Prostujac pozwysze wywody, znam tez duzo wspanialych i dobrych ludzi, jednak nie zawsze jestem przy nich taka jak chce.. chociaz wiele na pewno mnie lubi..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem po co sie z tym dziele, ale pp trzech latach niewiele sie zmienilo. Tzn. Zmienilo sie bardzo duzo i czasami bylo mi dobrze (ale uzaleznilam sie psychicznie od drugiego czlowieka), popadlam w paranoje, stalam sie cholerykiem, psychiatra po jednym spotkaniu stwierdzil mi zaburzenia lekowe i nerwice natrectw. Wiecej nie wracalam. Depresja trwa nadal. Juz nic nie wiem. Mam przepisane tabletki, ale nie mam ochoty ich brac. Nie uwazam, zeby to bylo wyjscie. Ciekawa tylko jestem czy da sie z tego wyjsc bez lekarza. Chociaz chyba i tak chyba nie chce mi sie nic zrobic. Unikam dni, spie do poludnia i w wiekszosci nie robie nic. Nie moge sobie zawalic studiow. I tak przez to prawie zawalilam 2letni zwiazek, bo zaczelam czuc cos do paru osob jednoczesnie. Zmiany :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×