Skocz do zawartości
Nerwica.com

Patologiczne dzieciństwo


fallenone26

Rekomendowane odpowiedzi

Ostatni wpis mialem blisko 2 lata temu. Oczywiscie nic sie nie zmienilo. Caly czas tkwie w jednym wielkim gownie. Zarabiam 500zl na miesiac. Smiech...28 lat i zero przyszlosci. Totalne dno... Patologiczne dziecinstwo, wieczna bieda i brak perspektyw. A jak widze wokol siebie mieronte, ktora zyje na wysokim poziome, to utwierdza mnie to w przekonaniu, ze nie ma sensu dalej egzystowac. Zyje bo musze, bo nie mam odwagi zakonczyc tej gehenny. Leki nie dzialaja. Tzn. dzialaja tylko i wylacznie na cialo. Psychiki nie lecza. Wspomnien nie wylecza, z biedy i beznadzei tez nie wyciagna. Im nizej jestes w hierachii spolecznej tym, trudniej jest piac sie w gore. Nienawidze samego siebie jak i swiata wokol. Po prostu nienawidze. Skazany na zycie z patologicznej rodzinie do konca zycia, bo nie udalo mi sie ukonczyc studiow - m.in. dlatego, ze skurwiel, ktory rzekomo jest moim ojcem, znecal sie nade mna psychicznie cale zycie. Chuj z takim zyciem.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co można dodać,w marnym życiu nic się nie zmienia,am to samo,może po prostu tak przywyczailiśmy się do bólu że nie umiemy stworzyć sobie normalnego życia,bez tego syfu.Nie umiemy inaczej żyć.Ja jeszcze jestem na studiach ale ile to potrwa...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uczeszczlem, ale to nic nie daje. Terapia nie daje perspektyw i pracy. W sumie to nic nie daje, poza pusta, jalowa rozmowa.

 

-- 26 kwi 2012, 03:36 --

 

Moze cos tam daje, ale mnie nie pomogla. Rozmowa o tym, jak ciezko sie zyje, o lekach, o przeszlosci. Nic to nie zmienialo. Leki pomagaja, bo fizycznie przynajmniej jakos czlowiek funkcjonuje. Ale psychiki nie lecza. Co najgorze, to to, ze jestem z tym wszystkim sam, zupelnie sam. Nie mam nikogo i ci, a waskie grono osob, ktore przy mnie zaostalo, nie specjalnie sie interesuje moim losem i problemami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli głównym problemem są niskie zarobki to może trzeba rozważyć wyjazd za granicę ?

 

Wybierz sobie jakiś kraj (może akurat masz gdzieś jakiegoś znajomego, rodzinę czy jakiś dojście), opanuj język w stopniu pozwalającym podstawową komunikacje (kwestia kilku miesięcy) i spróbuj wyjechać...

 

Może jakbyś zaczął zarabiać przyzwoite pieniądze (na zachodzie w zasadzie każdy dostaje co najmniej 1500-1700 Euro) to coś by się odmieniło ?

 

 

Co do leków, one własnie potrafią wyciszyć negatywne wspomnienia, przejścia...w ten sposób, że można mniej myśleć, nawet zapomnieć, ale potrzeba czasu na to nawet roku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może jakbyś zaczął zarabiać przyzwoite pieniądze (na zachodzie w zasadzie każdy dostaje co najmniej 1500-1700 Euro) to coś by się odmieniło ?

Hehe chyba za granicą nie byłeś owszem cześć zarabia tyle ale ze słabą znajomością języka i bez specjalnych umiejętności czy znajomości na takie zarobki ciężko liczyć raczej minimum lub w okolicach 1000 Euro na miesiąc co i tak jest o niebo lepsze niż zarobki w Polsce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uczeszczlem, ale to nic nie daje. Terapia nie daje perspektyw i pracy. W sumie to nic nie daje, poza pusta, jalowa rozmowa.

 

Moze cos tam daje, ale mnie nie pomogla. Rozmowa o tym, jak ciezko sie zyje, o lekach, o przeszlosci. Nic to nie zmienialo. Leki pomagaja, bo fizycznie przynajmniej jakos czlowiek funkcjonuje. Ale psychiki nie lecza. Co najgorze, to to, ze jestem z tym wszystkim sam, zupelnie sam. Nie mam nikogo i ci, a waskie grono osob, ktore przy mnie zaostalo, nie specjalnie sie interesuje moim losem i problemami.

A ile czasu na nią uczęszczałeś?

Bo moja terapia dała efekty, pierwsze efekty po półtorej roku.

Mam za sobą 2,5 roku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krotko, bo po pierwsze nie widzialem efektow, a po drugie nie lubilem tego.

 

Latwo powiedziec spakuj sie i wyjedz. A co to pomoze? Sam na obczyznie w beznadziejnej pracy (zapewne) bez przyszlosci. Jesli w ogole udaloby sie cokolwiek znalezc, bo w przeciwnym wypadku pozostaje tylko mieszkanie pod mostem. I gdzie tu widziec sens?

 

-- 26 kwi 2012, 22:19 --

 

W zyciu wszystko musi miec sens, no bo po co robic cos, co nie daje ani satysfakcji, ani pieniedzy ani nie jest inwestycja w przyszlosc. Jaki sens ma zycie w wegetacji. Bieda niszczy, demoralizuje, odbiera wiare i motywacje. Gdy nie widzi sie szans na polepszenie bytu, to jedyne, co pozostaje, to co? Odebranie sobie zycia. Tylko na to trzeba miec jeszcze troche odwagi, na ktora nie kazdy potrafi sie zdobyc. Wiem jedno - nie chce zyc. Moje zycie to szereg nastepujacych po sobie nieszczesc. Nie mam sil aby tak wegetowac bezcelowo przez kolejne 30, moze 40 lat. Za duzo tego bylo i przede wszystkim za dlugo...Ponad 10 lat trwania w tym syfie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krotko, bo po pierwsze nie widzialem efektow, a po drugie nie lubilem tego.

 

Na zaburzenie nieświadomie pracuje się przez całe dotychczasowe życie, a Ty byś chciał osiągnąć efekt w ciągu krótkiego okresu czasu. To tak nie działa niestety.

Na terapię uczęszcza się regularnie, przez okres przynajmniej dwóch lat, żeby można było mówić o jakichkolwiek efektach.

 

No nic...może kiedyś dojrzejesz do terapii, tego Ci życzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krotko, bo po pierwsze nie widzialem efektow, a po drugie nie lubilem tego.

 

Latwo powiedziec spakuj sie i wyjedz. A co to pomoze? Sam na obczyznie w beznadziejnej pracy (zapewne) bez przyszlosci. Jesli w ogole udaloby sie cokolwiek znalezc, bo w przeciwnym wypadku pozostaje tylko mieszkanie pod mostem. I gdzie tu widziec sens?

 

-- 26 kwi 2012, 22:19 --

 

W zyciu wszystko musi miec sens, no bo po co robic cos, co nie daje ani satysfakcji, ani pieniedzy ani nie jest inwestycja w przyszlosc. Jaki sens ma zycie w wegetacji. Bieda niszczy, demoralizuje, odbiera wiare i motywacje. Gdy nie widzi sie szans na polepszenie bytu, to jedyne, co pozostaje, to co? Odebranie sobie zycia. Tylko na to trzeba miec jeszcze troche odwagi, na ktora nie kazdy potrafi sie zdobyc. Wiem jedno - nie chce zyc. Moje zycie to szereg nastepujacych po sobie nieszczesc. Nie mam sil aby tak wegetowac bezcelowo przez kolejne 30, moze 40 lat. Za duzo tego bylo i przede wszystkim za dlugo...Ponad 10 lat trwania w tym syfie.

 

W Twojej postawie dominuje negatywne myślenie i bierność. Zobacz, dostałeś tipy jak zmienic swoja sytuację, ale z góry je odrzucasz. Terapii nie lubisz, wyjechac jest bez sensu... a skąd wiesz ? z góry zakładasz porażkę, bez żadnego logicznego uzasadnienia. Mi np. terapia i wyjazdy za granice bardzo pomogły. Najgorzej jest nic nie zmieniać... 10 lat tkwisz w syfie i jeszcze Ci mało ? a co właściwie stracisz, jak spróbujesz trochę powalczyć ? masz coś cennego do stracenia, że tak kurczowo sie trzymasz tego "syfu" ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nic nowego nie przeczytalem. Tak samo jak nic nowego nie dowiedzialem sie na terapii. Moze cos odkrywczego? Moze cos co wymaga troche wiecej myslenia? No wlasnie.... Pisze na forum po to, aby dowiedziec sie czegos nowego, a nie uslyszec cos, co juz sam wiem od lat.

Nie wyjade, bo nie mam gdzie, ani do kogo. W ciemno mozna, co najwyzej, obstawiac totolotka, a nie wyjezdzac za granice. Chcialbym... nie ukrywam. Wyrwalbym sie z tej szarej polskiej rzeczywistosci, ale poki co musze znalezc normalna prace w Polsce. No ale to graniczy z cudem. Wszedzie wyzysk i kurestwo przez duze k. Im nizej sie jest w tej kapitalistycznej piramidzie, tym ma sie gorzej.

 

 

Zabawne...na wszystko terapia. LOL! Jestes glodny - idz na terapie, pogadaj sobie z pania psycholog o swoich problemach, a ona posiadajac nadwyraz wielka wiedze zyciowa znajdzie dla ciebie rozwiazanie twoich zyciowych problemow. W koncu ma glowe pelna pomyslow, na kazdy problem ma rozwiazanie. Przy okazji wyplaczesz sie jej na ramieniu opowiadajac, jak to chujowo ci sie zyje. Jestes bez pracy - idz na terapie. Jestes nerwowy - idz na terapie. Nie masz pracy? Idz na terapie. Jestes skazany sam na siebie - idz na terapie. Pani terapetuka zainteresuje sie twoim zyciem, pomoze ci, wyciagnie z bagna. W koncu mozna dojsc do wniosku: masz jakikolwiek problem - idz na terapie!

 

Viva la terapia!

 

Coz ja jednak tego nie kupuje. Zapewne niebawem poprosze o skierowanie do szpitala psychiatrycznego. Pojade na 2-tygodniowe wakacje.Po czym udam sie do Zusu z wnioskiem o rente. To chyba jest najsensowniejsze posuniecie w mojej jakze wspanialem sytuacji.

 

Nasze spoleczenstwo jest chore i zaklamane, przesiakniete dwulicowoscia i rzadza pieniadza. Nie licza sie tutaj zadne zasady, liczy sie tylko zysk, bez wzgledu na to jakim sposobem osiagniety. Chory ten kraj. Szumowiny dorabiaja sie milionow, miliony ludzi biede klepie, wladza udaje, ze sie tym interesuje. Jednym slowem istny cyrk. No ale najwidoczniej tak musi byc. Albo sie urodzisz w czepku, albo musisz byc chujem zeby cos osiagnac. Dolaczyc do tej bandy dwulicowych pajacow bez skrupulow.

 

Znajomosci...To by mi sie przydalo...To sie dzisiaj przede wszystkim liczy, choc wszyscy mowia, ze jest inaczej. Tylko jakie znajomosci mozna miec, jesli jest sie przecietnym klepaczem biedy? Klepacze biedy sa od tego, aby ich wykorzystywac, a nie zeby im sie poprawilo.

 

Taki jest moj swiat, takim go widze, takim go doswiadczam wokol siebie. Moze w wyzszych sferach wyglada to ciut inaczej. Ale tu nadole jest jedno wielkie gowno, nieznosnie smierdzace.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A próbowałeś coś zmienić? Poszukać lepszej pracy, terapii, może grupy DDA? Ciężko żeby twoje życie zmieniło się samo, dlatego trzeba o nie walczyć co jest trudne, zwłaszcza dla osoby z zaburzeniami. Dlatego pierwsze co przychodzi na myśl to terapia, bo ona może pomóc inaczej spojrzeć na swoje życie, otoczenie czy przeszłość. Może świat wcale nie jest wielkim bagnem, gdzie jesteśmy skazani na totalny bezsens wszystkiego co robimy, nawet pomimo tego że jedni dostają kopa od życia a innym się powodzi. Ale jak coś zmienić z takim nastawieniem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nic nowego nie przeczytalem. Tak samo jak nic nowego nie dowiedzialem sie na terapii. Moze cos odkrywczego? Moze cos co wymaga troche wiecej myslenia? No wlasnie.... Pisze na forum po to, aby dowiedziec sie czegos nowego, a nie uslyszec cos, co juz sam wiem od lat.

Nie wyjade, bo nie mam gdzie, ani do kogo. W ciemno mozna, co najwyzej, obstawiac totolotka, a nie wyjezdzac za granice. Chcialbym... nie ukrywam. Wyrwalbym sie z tej szarej polskiej rzeczywistosci, ale poki co musze znalezc normalna prace w Polsce. No ale to graniczy z cudem. Wszedzie wyzysk i kurestwo przez duze k. Im nizej sie jest w tej kapitalistycznej piramidzie, tym ma sie gorzej.

 

Dziwne, wszyscy w kółko powtarzają to samo .....terapia, terapia, terapia.... może coś w tym jest ?

Bo cudownej metody nikt Ci nie zapoda... jedyna metodą jest upór i niezrażanie sie trudnościami, co zreszta wcale nie oznacza, ze osiągniesz sukces. Oznacza to tylko, że nie poddajesz sie bez walki. I już to jest wartościowe, przynajmniej dla mnie. Wiem, że za każdym razem, gdy próbowałam coś zmienic, od razu podnosiła mi sie samoocena. Bo przynajmniej próbowałam. A często różne sprawy wypalały i to od razu daje potężnego kopa energii. Proszę, jednak mi się udało cos osiągnąć, jednak cos potrafię....

Kolejna sprawa, kto Ci karze wyjeżdzać w ciemno ? przecież pracę za granica można sobie załatwić z Polski. Kontaktujesz się z wybranym Urzędem Pracy za granica, przeglądasz oferty, zgłaszasz się do tych, co Cie interesują... przecież można już pracować legalnie. Znajomości do tego niepotrzebne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fallenone26, Piszesz żeby dowiedzieć się czegoś nowego ?? Ale niby czego ? Cudownego sposobu na pozyskanie stanowiska za 100 tys zł miesięcznie ? Czy jak skreślić poprawnie 6 liczb ?

 

Żartuje oczywiscie...chodzi o to, że nie ma cudownych sposobów, które mogą odmienić czyjeś życie (no może poza trafieniem w Lotka)...wszystkie drogi opierają się na żmudnej, rzetelnej i systematycznej pracy i w terapii i w pracy...

 

 

Mówisz, że nie chcesz wyjechać, bo to nic nie da...ok...ale z drugiej strony piszesz, że chcesz zrobić krok nieodwracalny...w takim razie co masz do stracenia ? Może akurat znajdziesz na zachodzie jakąś pracę za choćby 1200-1400 Euro ? Co i tak pozwoli na godne życie.

 

Po drugie nie pisałem o wyjezdzie całkowicie w ciemno, może masz w jakimś kraju jakiś punkt zaczepienia (rodzina, znajomi - choćby z dawnych lat). Moi znajomi tak sobie załatwiają pewną pracę za granicą...Ich średnie zarobki to ok 1900-2000 Euro za zwykłe prace (8-9 godzin dziennie).

 

Jeżeli naprawdę NIE masz absolutnie żadnych kontaktów za granicą to może trzeba przeanalizować zarobki oraz rynek pracy w poszczególnych krajach i zaryzykować (wybrać kraj w którym np brakuje rąk do zwykłej pracy)...Oczywiscie po opanowaniu języka w komunikatywnym stopniu. Może wcześniej przyuczyć się do jakiegoś zawodu (np w Niemczech potrzebni są mechanicy samochodowi i kucharze).

 

Oczywiście jak napisała Cudak można też spróbować skorzystać z pomocy Urzędów Pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fallenone26, mam podobną sytuacje do Twojej. Mam 26 lat, dzieciństwo miałem straszne (przemoc fizyczna i psychiczna), a i studiów jeszcze nie skończyłem. Moja poprzednia praca, to coś strasznego. Do tego jeszcze dochodzi , brak umiejętność w budowaniu stałych związków. Przy życiu trzyma mnie ciekawość świata i chęć zmiany swojego życia. Codziennie walczę o lepsze jutro, na razie wygrywam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy sami na własną rękę nie próbowaliście odnaleźć w sobie spustów wyniesionych z dzieciństwa? Za pomocą książek psychologicznych możecie sobie bardziej pomóc niż sam psycholog! Wystarczy sobie uświadomić, że było się niewinnym dzieckiem, które powinno być chronione przez rodziców i powinno takie stworzenie doznawać miłości, a nie bólu! A teraz jest coś innego już nie jesteście dziećmi, tylko dorosłymi ludźmi, którzy muszą w życiu ponosić konsekwencje i iść dalej. Pogodzić się z przeszłością wybaczyć tym, którzy krzywdzili, bo Ci co krzywdzili również wychowywali się w rodzinie dysfunkcjonalnej tak jak wy! Idzie to z pokolenia na pokolenie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fallenone26, Bracie (o ile mogę tak się do Ciebie zwrócić, a to dlatego, że Twoje wpisy w tym temacie są mi bliskie), oprócz terapii dedykowanych najlepszą psychoterapią jest samo życie.

 

Bierną postawą mało zdziałamy, o ile w ogóle coś zdziałamy.

 

Na moim skromnym przykładzie, mogę powiedzieć jedno: POBUDKA !

 

Jestem również Dorosłym Dzieckiem Dysfunkcyjnym i świat zawalił mi się po śmierci Mamy. Od tego momentu praktycznie zostałem sam (teoretycznie oczywiście rodzinę mam, ale już w ogóle nie utrzymuję kontaktu).

Ustanawiałem kolejne rekordy niewychodzenia z domu (rekord - miesiąc) - pomieszkiwałem kątem u znajomego (też patologia), rekordy niemycia się, smrodu i niejedzenia. Cudem po wielokrotnych przedłużaniach sesji ukończyłem studia z wynikiem bardzo dobrym. Brak znajomości, duża konkurencja i zły image (jestem szczerbaty, przez wiele lat w depresji w ogóle nie myłem zębów) nie pozwoliły mi na podjęcie godnej pracy po studiach.

Tkwiłem dalej w bagnie, ciąłem się, nie widziałem wyjścia. Wracać do ojca-psychopaty i jego drugiej żony? Nie ma mowy. Zostać w moim małym mieście, gdzie byłem wytykany palcami od psychicznie chorych? Też mi się za bardzo nie uśmiechało.

 

Ale jakimś zbiegiem okoliczności wylądowałem w Warszawie. Ludzie, którzy zaoferowali mi pomoc szybko się mnie wyrzekli, ale znalazł się człowiek, który mi podał rękę. Zaoferował mi lokum w ... piwnicy. Oczywiście się zgodziłem, bo nie chciałem wracać do patologicznego znajomego (o którym pisałem wyżej), ani do ojca.

Jednak człowiek ten skonsultował się ze swoją żoną i stwierdzili, że nie będę spał w piwnicy, tylko u nich w mieszkaniu. Jak to? Przyjmować walniętego faceta do mieszkania, w którym w dodatku jest ich małe dziecko?

Czyste szaleństwo. Później byli pozytywnie zaskoczeni, że tyle czasu poświęcałem na zabawy z ich dzieckiem.

Mieszkałem u nich kilka tygodni, aż wynająłem samodzielnie pokój. Tam mnie pobito (nieciekawe towarzystwo, alkohol). Ale się nie poddawałem. Po 2. miesiącach wynająłem pokój w mieszkaniu u kobiety tak wyluzowanej (aż za bardzo), że raczej nie zamieniłbym na inną stancję. I mieszkam tu do dziś.

 

I co dalej? Nie wiem. Formalnie jestem bezdomny (brak stałego meldunku), nie mam ubezpieczenia, przez co jestem traktowany przez służbę zdrowia jako intruz (opisywałem w innym dziale). W biedzie musiałem się zadowolić czerstwym chlebem i makaronem z solą. Korzystałem z jadłodajni dla bezdomnych i chodziłem w ubraniach z magazynów odzieży. Dużo czasu spędzałem z bezdomnymi (teraz mniej), bo szukałem w nich kogoś kto zastąpi mi ... ojca.

 

Może niektórzy odbiorą moją pisaninę jako użalanie się, ale tak nie jest. Niewiele w życiu osiągnąłem, ale te moje kroki i determinacja (chociaż odzywa się jeszcze depresja) pozwoliły mi na osiąganie tzw. małych sukcesów.

 

Dlatego też napisałem do Ciebie, fallenone26, POBUDKA!

Tzn. najpierw doceń to co masz (naprawdę! nawet to, że masz rodziców i masz gdzie mieszkać). O studia się nie przejmuj, po pierwsze w wielu przypadkach jest to nic nie znaczący papier (liczy się praktyka), a po drugie - nigdy nie jest za późno, by studiować. No chyba, że marzysz, aby być lekarzem lub pilotem.

Postaw sobie CELE. Ujadanie na beznadziejność sytuacji i na rodziców - niszczy Cię.

Chcesz się wyrwać z domu? Do dzieła! Nie wierzysz?

Ja niestety też nie wierzę:(

 

Bo tutaj trzeba się zaprzeć samego siebie. Poprzez te słowa rozumiem DECYZJĘ, decyzję o zmianie i unikanie odwracania się do tyłu (to jest bardzo trudne). A po decyzji jest DZIAŁANIE, a nie gadanie!

 

Pamiętaj, że syndrom DDA/DDD jest postępujący, a na jego dnie czyhają poważne choroby psychiczne.

 

Po tym jak podchodzisz krytycznie do psychoterapii (sam podchodzę krytycznie, więc rozumiem), podejrzewam, że chcesz konkretów.

 

Oto konkret: zapraszam do Warszawy (o ile z niej nie jesteś). Możesz u mnie (tzn. w moim pokoju) mieszkać, dopóki czegoś nie wynajmiesz i nie znajdziesz pracy.

I teraz posypie się lawina domysłów ;) Spokojnie, jestem hetero i nie mam złych planów. Chcę Ci po prostu pokazać, że na tym interesownym świecie jest też miejsce na bezinteresowność. A z racji tego, że Cię rozumiem, oferuję też bezinteresowność.

 

Chociaż ludzie i tak wolą dalej psioczyć na świat i szukać jakichś podtekstów (ot, przykład gdy oferowałem Wigilię - 0 odpowiedzi). Rozumiem, ale to, że rozumiem nie oznacza, że się z tym zgadzam.

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

*Monika*, a nadal chodzisz na terapię?

Tak, nie chcę jeszcze jej kończyć.

Dlaczego pytasz?

 

DddMan, jesteś bardzo silny psychicznie!

Nie znałam wcześniej Twojej historii. Jest smutna.

Jesteś bardzo zdeterminowany i potrafisz dojść do wyznaczonego celu pomimo trudności jakie napotykasz/napotykałeś na swojej drodze.

Nie jedna osoba będąc na Twoim miejscu nie dałaby sobie rady.

Myślę o sobie.

Jestem pełna podziwu. Na prawdę.

Bardzo mi się podoba Twój post napisany do fallenone26.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

*Monika*,

 

Gdybym był silny psychicznie i mało wrażliwy, to chyba nie byłbym tak podatny na zmasakrowanie mojej psychiki przez patologiczne dzieciństwo i jego następstwa. W sumie, czy o człowieku chorym psychicznie można powiedzieć, że jest silny psychicznie? Spytaj na terapii ;)

Aha, i dobrze, że już wiem, że też jesteś podobno DDA/DDD. To nieco zmienia moje zapatrywanie się na Twoją osobę.

 

 

cudak,

 

A mnie znowu imponuje Twoja postawa. Z Twoich postów wnioskuję o Twojej dojrzałości i nietuzinkowej inteligencji. Krótko pisząc, zainteresowałaś mnie (bez żadnych podtekstów).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×