Skocz do zawartości
Nerwica.com

SKĄD SIĘ BIORA PROBLEMY ?


Wombwell00

Rekomendowane odpowiedzi

Wszyscy tutaj sie z czyms zmagamy: przygnębienia, depresje, nerwice, trudne dzieciństwo i nasze własne lęki. Próbujemy sobie pomóc rozmową czy lekami, licząc, że nam się poprawi. Ale przecież... nasze problemy nie sa nawet prawdziwe! Sama sytuacja nic nie tworzy, dopiero po zanalizowaniu sytuacji przez umysł powstaje problem. Dla niektórych sam wzrok ludzi jest nie do przejścia, boimy się ich, boimy się ich reakcji, myśli na nasz temat, ale przecież to tylko spojrzenie, w prawdzie rzeczy nic dziwnego, nic niezwykłego. Nasz umysł dopiero 'zglębnia' sytuacje, nasze odczucia, uwarunkowania itp. prowadząc do zmiany naszego nastroju: zazwyczaj wypełniając go lękiem, gniewem, smutkiem.

A my w tym tkwimy. Rozpamiętujemy, budujemy naszą własną fortecę własnej tożsamości, która raz za razem sie zawala, tworząc błędne koło. Pomyślmy chwilę: czy jest jakiś problem w TEJ chwili? DOKŁADNIE w tym momencie? Siedzicie sobie przed komputerami, we własnych pokojach, nic wam nie przeszkadza... i tak naprawdę problemy w chwili TERAŹNIEJSZEJ zdarzają się rzadko, dopiero nasze własne myslenie, nasze własne działanie, 'przedłuża' jego działanie, karmi go. Więc w czym tkwi problem? Można zrobić wszystko, iśc samemu do lasu, posłuchać go, chwile odetchnąć, tutaj nic złego się nie stanie, tylko w naszych głowach. A sam proces myślenia nie jest pernamentny, można go wyłączyć, 'ściszyć go' (mysli można porównac do metaforycznego hałasu w naszej głowie), i zobaczyc/usłyszeć/posmakować/dotknąć, POCZUĆ otaczający nas świat, jego tętniące życiem twory i ich piękno. Jeśli wszystko się uda - doznacie czegoś na styl mini-oświecenia, moge to zagwarantować. Nie wierzycie? Rozumiem, ale przynajmniej spróbujcie, zresztą co macie do stracenia ;) ?

 

Temat nie miał mieć roli motywującej, bardziej naukowej, chciałbym się dowiedzieć co stoi na waszych drogach do wyjścia z choroby.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

racja Wojuboju. Moim problemem jest niewłaściwy odbiór rzeczywistości na wszystko patrze przez filtr- czarne okulary które zabarwiają wszystko na czarno i z najbłahszych rzeczy robią wielki problem. Czasami uciekam z świat fantazji i iluzji ale gdy wracam do rzeczywistości to moje negatywne myślenie zawsze się włącza nie potrafię się od tego odciąć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozwolę się podzielić swoimi spostrzeżeniami.

Jako że często jestem opacznie rozumiany, z góry oświadczam, że nie ma w mojej wypowiedzi ani krztyny złośliwości.

Zwyczajnie pragnę zmierzyć się z tą opinia za pomocą argumentów.

 

Ciekawy , lecz moim zdaniem utopijny i nieco naiwny sposób rozumowania.

Przede wszystkim należy usystematyzować co to jest "problem"

Dla jednego będzie to nieodwzajemniona miłośc lub mniejszy niż 40 cm obwód bicepsa.

Dla kogo innego "problem" to utrata pracy, brak środków do życia lub choroba nowotworowa bliskiej osoby.

 

Według Twojej teorii ( nota bene ciekawej i optymistycznej) problemy przestaną istnieć w momencie gdy je zignorujemy.

Na szczęście człowiek jest inaczej skonstruowany i instynktownie wie co jest problemem a co nie i dzięki temu stara sie go rozwikłać.

Gdyby nie to, to do dzisiaj zapewne tkwilibyśmy w "bezproblematycznej " epoce kamienia łupanego.

Dlaczego?

Otóż skoro chłód i mrok przestają być problemem, gdy przestajemy je jako problem postrzegać to PO CO byłoby "problematyczne "szukanie sposobów na rozpalenie i podtrzymywanie ognia?

 

Zamiatanie problemów pod dywan jako sposób na radzenie sobie z nimi to moim zdaniem odwlekanie i potęgowanie katastrofy, która wcześniej czy później w tej sytuacji musi nadejść.

 

Oczywiście rozpatrując Twoją teorię w przypadku "problemu " z pryszczami na pupie czy brakiem posiadania nowej komóreczki czy samochodziku jest ona jak najbardziej trafna.

 

Lecz na proponowane przez Ciebie radzenie sobie z poważnym "problemem" poprzez jego marginalizację mogą sobie pozwolić tylko osoby będące na czyimś garnuszku.

 

Bo skoro ktoś nie ma funduszy na mieszkanie czy leki to musi się z tymi "problemami" czym prędzej uporać w sposób inny niż marginalizacja , bo inaczej wyleci na pysk pod most . Chyba , że wegetacja pod mostem też przestaje być "problemem" po swoistej proponowanej przez Ciebie autoterapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbym miał swoje problemy nie uważać za problemy to jednocześnie nie musiałbym ich rozwiązywać. Nie miałbym też celu w życiu, bo przecież dążenie do niego składa się m. in. z problemów. Skoro nie miałbym celów w życiu to równocześnie mógłbym nie istnieć na tej planecie.

Dlatego dla mnie ta koncepcja nie ma logicznego sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Midas,

jesli życie postrzegasz jako rozwiązywanie problemów, obawiam sie, że mozesz podświadomie je generowac lub pielęgnować.. bo bez nich egzystencja nie miałaby sensu ....... ogólnie ciekawe postawienie sprawy.

a WojuBoju nawiązuje w/g mnie do znanej koncepcji "żyj tu i teraz" czyli : nie marnuj energii na tkwienie w przeszłości, ani nie martw sie na przyszłość. Koncepcja słuszna, ale potrafią ją zrealizować chyba tylko mistrzowie zen :mrgreen: Mam wrażenie, że życ w chwili obecnej potrafią tak naprawdę dzieci i zwierzęta. Nie przejmują sie tym, co było, ani tym co będzie. Pewnie dlatego dzieciństwo jest beztroskie i szczęsliwe, jesli tylko dorośli na to pozwolą. Na pewno powinniśmy się od nich uczyć, ale bez przegięć, bo inaczej faktycznie można wylądować pod mostem :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cudak, ech nie zrozumiałeś/aś mnie do końca ;) W każdym aspekcie życia napotkujemy na jakieś trudności. I tak np. depresja zwykle nie bierze się z nikąd, jest ona wypadkową różnych problemów, z przeszłości czy też teraźniejszości. Jeżelibyśmy mieli(jak autor sugeruje) odrzucić od myśli te problemy to jednocześnie pozostawiamy je nierozwiązanymi. Wydaje mi się, że depresja może być w pewnym stopniu mechanizmem obronnym organizmu, takim "pokazywaczem" w stylu "idziesz złą drogą" "zrób coś ze swoim życiem", "odmień je", "rozwiąż problemy", "znajdź przyczyny" to będziesz szczęśliwy.

Przykładowo załóżmy, że masz dziecko i chcesz je wychować na porządnego człowieka, dlatego wychowujesz w ten sposób żeby był uczciwy. Pewnego dnia syn przychodzi i mówi, że ukradł ze sklepu siatkę cukierków- to jest PROBLEM, jeżeli go nie rozwiążesz to syn być może zostanie złodziejem. Teraz weźmy pod lupę tego syna. Dlaczego ukradł cukierki? Bo matka nigdy mu nie kupiła, dzieci u niego w szkole jedzą sobie na przerwach, a on nie, poza tym mieszka w biednym domu. Matka z ojcem to bagatelizują, chcą wyjść z nerwicy lękowej, depresji itd. dlatego wyciszają się, zamykają oczy, idą do lasu i słuchają śpiewu ptaszków:). W innym wypadku ojciec dostrzega problem, szuka lepszej roboty i kupuje dziecku raz na tydzień cukierki. Ewentualnie matka tłumaczy synowi dlaczego robi źle i dlaczego ich rodziny nie stać na cukierki dla niego...albo wymyślają coś jeszcze mądrzejszego na co ja nie wpadłem :P

Nawet jak układasz głupie puzzle to gdy nie pasuje jeden element do drugiego to szukasz innej opcji aż w końcu będzie pasowało. Pozostawienie źle dobranych puzzli i zadowolenie się tym, nie da tak cudnego efektu jak dobrze ułożona całość :smile: . Sęk w tym żeby się nie załamywać po drodze w szukaniu rozwiązania.

Rozwiązywanie problemów i uczenie się na błędach wzmacnia człowieka uczy go żyć, natomiast bagatelizowanie ich może prowadzić do opłakanych skutków.

Mam nadzieje, że teraz mnie rozumiesz.

 

Wywnioskowałeś/aś też, że podświadomie generuje i szukam problemów...w sumie to trafiłeś/aś, ale nie o to mi akurat chodziło w tym wypadku, to już inny temat :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się, że to nie problemy są "problemem" tylko trudności w ich pokonywaniu. Życie stawia przed nami różne sytuacje i daje wybór od nas zależy jak się z tym uporać. Trudności biorą się z tego, że nikt nas nie nauczył jak to rozwiązać. Każda nowa sytuacja jest precedensem i sami na własnej skórze uczymy się co zrobić - nigdy nie ma dwóch identycznych problemów, zmienia się czas, miejsce, ludzie i my się zmieniam. Z wiekiem nabywamy doświadczenia życiowego, pewnego rodzaju mądrości, rutyny, sami musimy poukładać sobie własny system wartości i ocenić co jest ważne a co nie. Poza tym spoczywa na naszych barkach wychowanie - dobre czy złe - jego efekty są widoczne w naszym życiu. Gdyby nie było problemów, zagadek do rozwikłania, wyzwań - życie nie miałoby sensu, tkwilibyśmy w marazmie i bez perspektyw, nikt nie doceniałby tego co ma nie znałby swoich możliwości.

Nie ma sytuacji bez wyjścia, tylko trzeba starać się rozwiązywać własne problemy....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

YYYYYYYYYYYYYYYYYYY

 

Życie stawia przed nami debilny ( z całym szacunkiem dla debilów) problem, który można by streścić krótko: sprzedaj, zmanipuluj, wciśnij i wdodatku rób z siebie debila za grosze. A w dodatku zrób z tak rzeczą w którą nie wierzysz. Ok. I ja teraz cierpię nie wcale nie ja bo przecież nie chodzilo o użalanie się nad sobą, na no więcej niż nerwicę. Czy ktoś ma lepsze rozwiązanie? Pomijam te osoby którym się powiodło. Jeśli chcecie wykorzystywać ten temat do tego, że jesteście super i macie fajne spodnie, to nie o to wcale mi chodziło. Skoro Wam się tak powiodło, i udało się pogodzić problemy z pracą zawodową, to dzielcie się doświadczeniami...

 

 

Jak to zrobić?!?!?!?!??!?!?!?!?!?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×