Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nerwicowiec. Witam :(


Nothing

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem nawet co mam napisać. Przeglądam długo forum i dobrze, że jest.

 

Napiszę coś o sobie. Pewnie i tak tego nikt nie przeczyta, ale może.

 

Mam 22 lata. Za kilkanaście dni w zasadzie już 23. Aż sam w to nie wierzę.

 

Od czego tu zacząć? Od dziecka byłem nieśmiały i bojaźliwy. Teraz wiem, że to nerwica i fobia społeczna. Jak byłem młodszy cierpiałem jeszcze na nerwicę natręctw.

 

Moja historia z chorobą zaczyna się gdzieś na początku 2009 roku. Na pierwszym roku studiów. Po prostu miałem natrętne myśli, że jestem pedofilem. Jako, że często oglądałem pornografię w Internecie, to pomyślałem, że już jestem tak zboczony, że przyszedł czas na to. Trwało to 8 miesięcy. Istne piekło. Byłem totalnie wyniszczony. Zawaliłem rok, bo nie mogłem się uczyć. Trafiłem do psychologa i psychiatry. Od razu zacząłem jechać na wenlafaksynie (75 mg ER) Brałem ją przez 1,5 roku. Potem odstawiłem na kilka miesięcy, ale na szczęście biorę dalej i będę brał do śmierci. Może wcale nie tak długo? Choć nie mam odwagi. Myślałem o jakiejś benzodiazepinie z alkoholem. Choć do tego to nie można być tchórzem. Lekarz i tam mi pewnie nie przepisze, ale widziałem, że można kupić.

 

Oczywiście potem powtarzałem rok i też go nie zaliczyłem przez jeden egzamin. Tylko kilka marnych punktów. Teraz studiuję pochodny kierunek i nie mam tam problemów. Jadę na lekach i no stop się uczę. Dzięki nerwicy. Wiecie o co chodzi. Wyrzuty sumienia, że się czegoś nie zrobiło i nie uczy się cały czas. Pewnie nie jeden z Was to ma. W grudniu uczę się już do egzaminów na luty. Choć i tak boję się, że czegoś nie zaliczę. Mam 2 lata w plecy. Niesamowicie mnie to boli. Każdego dnia, a minął już rok. Ja uczeń jednego z najlepszych liceów w mieście. Nie do pomyślenia. Nie utrzymuję kontaktów ze starymi znajomymi, bo bym się chyba popłakał. Nowych i tak nie mam, ale i tak płaczę. Do tego studiuję zaocznie i nie pracuję, bo się boję, bo mi nerwica nie pozwala. Jestem po prostu śmieciem. Istnym niczym na rynku pracy. Mój kierunek jest bardzo popularny. Oczywiście interesuj mnie i w ogóle, ale co z tego? Nawet szlifuję specjalistyczny język angielski w tym kierunku. Tylko po co?

 

Mam chore ambicje, ale co z tego. Po woli godzę się z rolą nikogo. Mieszkam w jakiś śmiesznym 205.000 mieście (T____Ń), którego nienawidzę z całych sił i serca. Bezgranicznie kocham Warszawę, ale gdzie ja tam? Z tego, co mi wiadomo to z tarasu na 30 piętrze PKiN nie da rady się rzucić, nie? Choć co ja tam w Warszawie zrobię, jak jest tylu absolwentów UW i SGH. Będę niczym w porównaniu z nimi. Spróbuję tam zrobić magistra, ale i tak mnie nie przyjmą. A w korporacji to umrę i tyle. A gdzie ja będę chodził na premiery do teatru kupował drogie ciuchy i dawał datki na akcje charytatywne? Będę pewnie wegetował w domu. Nie wytrzymuję sukcesów ludzi w koło. Nie denerwuję mnie to, ale dołuję jeszcze bardziej. Wszystkiego mi mało. Jestem głodny każdego doświadczenia i życia, a z drugiej strony chciałbym się nie obudzić.

 

Ogólnie jestem ciekawym człowiekiem. Mam wiele zainteresowań. Kocham podróże, byłem już w prawie 20 krajach. Kocham ambitne kino i muzykę. Ubóstwiam fotografię, sport, w tym bardzo egzotyczne dyscypliny. Kocham koncerty i imprezy masowe, bo biorę leki. Masa tego jest. Naprawdę na tle rówieśników, tak źle się nie prezentuję, a może i czasami lepiej i dojrzalej. Szkoda iść do piachu, ale co ja zrobię. Jestem chory. Pójdę chyba znowu do psychologa. Tym razem z NFZ, ale co mi po tym.

 

Co najgorsze jestem strasznym romantykiem. Wrażliwy, szarmancki i pełen manier. Istny dramat. Co do mojego wyglądu to jest raczej OK. Do perfekcyjnej wagi brakuje mi tylko 7 kg. Staram się ładnie ubierać i raczej nie trzeba się mnie wstydzić. Tylko co z tego. Za namową psychologa założyłem konto na serwisie randkowym. Jakoś na początku 2010 roku. nabrałem dużo pewności siebie. Poznałem tam super dziewczynę. Spotykaliśmy się pół roku. Po tym czasie powiedziałem, że kocham. Usłyszałem, że mogę być tylko przyjacielem, bo nie teraz. Długo płakałem. Potem po kilku miesiącach dowiedziałem się, że kogoś ma. Znów płakałem. Wczoraj dostałem życzenia i napisała mi, że jest zaręczona. Ryczę już dobre 24 godziny. Do tego napisałem, że się bardzo cieszę i się chętnie spotkam, jak wróci po sesji do domu. Co najgorsze, jak mi wtedy napisała, że kogoś ma to wpadłem w totalny amok. Zacząłem płacić za seks albo spotykać się przez Internet. Nawet nie wiem z iloma kobietami spałem. Badałem się i nie złapałem HIV. Choć i tak uważałem, bo nerwica by mi nie pozwoliła na zbytnie niebezpieczeństwa. Brzydzę się sobą i tyle. Nawet bardzo.

 

Co najdziwniejsze. Miałem też ostatnio usuwane znamię, bo był niekorzystny wynik badania. Myślałem, że mam raka skóry, ale wszystko wyszło OK. Lekarz był wielce zdziwiony dlaczego się nie cieszę. A mógł mi powiedzieć, że zdechnę za parę dni albo chociaż przeciąć jakąś tętnicę.

 

Jedyny plus to mój dom. Oczywiście nie mam wsparcia ze strony rodziny, bo oni i tak nic nie rozumieją. Kłócę się z nimi i wyzywam od najgorszych. Normalni ludzie by mnie pobili i zostawili skatowanego na dworcu, ale nie oni. Może to i szkoda. Jednak nigdy z domu mnie nie wyrzucą. Mam tu wszystko, ale ja chce być już sam i pracować na własny rachunek. Chce mieć rodzinę, córeczkę i kotka. Małe mieszkanko w Warszawie i stałą prace. Szkoda, że jestem chory. A myślałem, że będzie już dobrze.

 

Nie wiem po co to wszystko napisałem. Po prostu serce mi tak krwawi, że szok. Musiałem to jakoś z siebie wyrzucić. Przepraszam, że tak tu naśmieciłem i zająłem tyle miejsca. Tak nikt nie odpisze, ale mi o jakiś promil zrobiło się lżej.

 

Życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Dużo zdrowia! Szampańskiej zabawy! Choć na lekach to sobie nie poszalejemy.

 

Może to będzie mój ostatni rok? Ach, marzenia!

 

P. :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej stary przeczytalem calego Twojego posta z takim zainteresowaniem jak ksiazke Philipa Rotha z podobnym do nas typie:)

Wlasnie dlaczgo nie chodzisz na terapie? Po za tym widzisz masz podobnie jak ja; z jednej strony apetyt na zycie a z drugiej strony brak wiary w siebie i swiadomosc ze kazdy dzien ucieka a my nie zrobilismy nic konstruktywnego. Mysle ze nie ma innej drogi jak terapia; przpracowanie problemow; nabranmie wiary w siebie i robienie tego co tak naprawde chcemy robic. A przynajmniej probowac zeby nie pluc sobie w brode ze nie dalem sobie szansy tylko odpuscilem w przedbiegach. Ja juz jestem po rocznej terapii i jest duzo lepiej; tez mialem z tym pedofilem, morderstwami blab bla bla milion tego bylo. Ogolem juz musze wychodzic do szkoly i roboty szukac ale wieczorem chetnie moge rozpisac sie bardziej co sie ze mna dzialo przez ostatni rok :D Pomysl jeszcze zeby moze zaczac robic cos dla innych a nie tylko babrac sie w swoim sosie. Ja zapisalem sie na wolontariat w moim kochanym 3 miescie:) a i tez nie obwiniaj sie za wszystko; sytuacja ekonomiczna w Polsce jest do kitu; wielu moich znajomych pracuje za grosze albo wogole. U mnie na bank jest to jeden z czynnikow nerwicogennych; staly problem z kasa i wogole ale jakos ogarniam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×