Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dystymia?


vintage

Rekomendowane odpowiedzi

Odkryłem to forum kilka dni temu, znajdując się w dołku (kolejnym) i muszę przyznać, że odkrycie, że nie tylko ja mam takie problemy, podniosło mnie na duchu i po części zmotywowało. Jednak powoli poprzedni stan psychiczny powraca, a obiecałem sobie, że tym razem nie pozwolę na to. Nawet pisząc to w tej chwili mam chęć zostawienia tego i powrotu do łóżka. Wczoraj położyłem się spać nie będąc nawet zmęczonym, chcąc po prostu uciec przed rzeczywistością, co nie zdarzało mi się już dawno, ale nie jest mi obce.

Zauważyłem u siebie objawy depresji, które utrzymują się właściwie od początku studiów (5 lat), a które bagatelizowałem na różne sposoby: wmawiając sobie, że tak naprawdę nie istnieją, że mogę zdusić je w sobie, że nie mam prawa ich przeżywać, bo są istotniejsze problemy. Często czuję ucisk na skroni, zaciśnięte gardło, mam uczucie permanentnego zmęczenia, tendencje do niskiej samooceny, trudności w podejmowaniu decyzji, niemożność skupienia uwagi (to właściwie cały czas), strach przed wyjściem "do ludzi". Pozostając przy temacie ludzi: nigdy nie byłem osobą towarzyską, z liceum utrzymuję kontakt z kilkoma ludźmi, dopiero na studiach udało mi się utrzymać stałe grono znajomych. Jednak w związku z powtarzaniem roku, znajomości rozmyły się, a z nową grupą nie udało mi się zżyć, ze względu na związaną z wyjątkowo niską w tym czasie samooceną, tendencją do wycofywania się. Dodatkowo, w stosunku do osób, z którymi utrzymywałem kontakt odczuwałem pewną zaborczość, która była chyba elementem moich kontaktów towarzyskich tak długo, że dopiero teraz zdałem sobie z niej sprawę. W ostatnich tygodniach przytłoczyło mnie poczucie, że nie poznam już żadnych ludzi, a na pewno nie zżyję się z nimi, a wszystkie stare kontakty wygasną. W związku z tym pojawiły się sinusoidalne wahania samopoczucia: od spokojnego (nie euforycznego) upewnienia, że mam wokół siebie ludzi, którzy przy mnie zostaną, po rozpacz związaną ze strachem przed utratą ich w związku z moją zaborczością z jednoczesnym uczuciem niemożliwości zdobycia nowych znajomych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

vintage, witaj na forum. Z tego co piszesz to do dystymii masz jeszcze daleko. Prędzej jakieś zaburzenia depresyjne + lękowo mieszane. Od diagnozowania jest jednak lekarz i to on powinien Cię zdiagnozować. Czym szybciej się za to zabierzesz tym szybciej zaczniesz normalnie funkcjonować. W Twoim wieku wiele można załatwić jeszcze psychoterapią i być może nie będziesz musiał na stałe faszerować się lekami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja na Twoim miejscu poszłabym i tu i tu. Sama na początku poszłam tylko do psychologa, który swoją drogą niewiele mi pomógł, nie pokierował mnie też do psychiatry, więc poszłam w końcu sama i okazało się, że muszę koniecznie zacząć brać leki.

 

Tak więc proponuję obydwu specjalistów, zawsze dowiesz się o swoim stanie coś więcej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj vintage! Zupełnie tak jak bym czytała o sobie. Mój zły stan utrzymywał się również przez cały okres studiów. Miałam roczną przerwę w nauce, gdyż czułam, że już nie dam sobie rady. Sądziłam, że potrzebuję czasu na pozbieranie się do jednego kawałka, ale tylko jeszcze bardziej odpłynęłam w izolację i przyzwyczaiłam się tylko do wygody nicnieróbstwa i możliwości uprawiania samotnictwa. Potem, gdy wróciłam na uczelnię w całkiem nowe środowisko, byłam jeszcze bardziej niegotowa niż kiedykolwiek na trudy nauki i kontaktów z ludźmi, dodatkowo całkiem zobojętniałam na wszystko i jak Ty potrafię położyć się w każdej sekundzie dnia i nawet nie spać, tylko się tak wyłączać. Już od jakiegoś czasu staram się sobie z tym poradzić. Chodzę na psychoterapię, ale moja terapeutka nie wie co mi jest. Rozdrapuję tylko rany, które dodatkowo czynią mnie wiecznie zatroskaną o jakieś zdarzenia sprzed 15 lat. Mimo jednak tego, polecam terapię, bo z pewnych perpektyw czasowych i nie tylko coś jednak mi daje. Umówiłam się też do psychiatry, choć już kiedyś byłam i obiecałam sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię, bo te antydepresanty, które mi przepisał (podczas tej rocznej przerwy w studiach) tylko mnie za nadto pobudziły i byłam strasznie płaczliwa. To co mi pomaga to spotkania w towarzystwie ludzi, przy których czuję się swobodnie i w miarę zorganizowany plan dnia, no i też to forum:) Uwielbiam się dowiadywać, że ludzie mają podobne problemy jak ja;D A co do tej dystymii, objawy, które wymieniłeś są bardzo charakterystyczne dla różnych zaburzeń. Ja Ci radzę wizytę u psychiatry. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×