Skocz do zawartości
Nerwica.com

załamana


ania2552

Rekomendowane odpowiedzi

nie mam odwagi tyle przeżyłam przez te lata swoje młode gwałt potem 1 ślub i bicie męża poronienie 2 dziecka bo mąż mnie pobil za szybo wziełam 2 ślub i tak beznadziejnie sie potoczylo moje zycie psycha mi padła nie chce mi sie zyc

 

-- 12 lis 2011, 22:55 --

 

do jutra wszystkim :hide:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tu jest problem nie mam rodzice jak by się dowiedzieli to bym miała przechlapane i u nich nie mam niczego wszystko jest jego i mam 2 dzieci tylko dzieci dodają mi sił chociaż nie raz swoje humory przerzucam na nich krzycząc trzaskając drzwiami wszystko jest do niczego od niedawna mam kolego dość bliskiego w którym mam oparcie ale tylko kolego spotykałam się z nim po kryjomu bo inaczej się nie dało czułam się szczęśliwa ale mąż się dowiedział i ja mam piekło i on nie wytrzymuję tego napięcia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ania2552, ale od początku znajomości taki chyba nie był?

Ja nie rozumiem, co się dzieje z niektórymi facetami po ślubie, jakieś głupawki dostają. Rozumiem, że szukasz oparcia i zrozumienia, może Twój mąż czuje się zagrożony i w taki sposób właśnie reaguje.

To przykre, że nie można polegać na rodzinie. Są jednak ośrodki, które pomagają maltretowanym kobietom, może tam warto się udać po fachową pomoc, także psychologiczną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na początku nie ale potem zaczął mnie totalnie olewać nigdzie mnie nie zabiera wiadomo dobrze by było czasem gdzieś wyskoczyć razem ja byłam osobą wesołą chciała bym jechać ja jakoś dyskotekę ale nie nie długo sylwester spędzę go sama z butelką szampana i łzami w oczach jak w tamtym roku dołuje mnie to

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie będe zakładać nowego wątku, choć może powinnam??

Przez półtora roku żyłam z psychopatą, dotarło to do mnie tydzień temu, kiedy w napadzie swojej furii i pod wpływem alkoholu przeciął mi nożykiem palce. Napewno chciałam mu ten nóż zabrać, bo sie ciął i chciał podpalić dom.

Kiedy Go poznałam był miły, czarujący, szarmancki... wydawałoby się "zagłaszcze koteczka na śmierć", a z depresją on również. Był po próbie samobójczej, myślałam, że to jednorazowy wyskok, że bierze leki. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwile, ze względu na moją pasje, jeździliśmy po Polsce. Zdawałam sobie sprawę, że jest w kiepskiej sytuacji finansowej, wiec skoro to była moja pasja, wiec ja płaciłam. Załatwiłam mu pracę... Po czym przyszedł moment załamania i wylądował w szpitalu psychiatrycznym, znów chciał sobie odebrać życie... nie radził sobie z długami, z pracą. Kiedyś dobrze zarabiał, pracował w Danii, stać było go na wiele, teraz realia sie zmieniły, wrócił do Polski. - fakt zawsze go tłumaczyłam. To były zwykłe manipulacje. Jak wyszedł ze szpitala zamieszkał u mnie, razem żyliśmy, ale pieniedzy nigdy nie było. Nie dokładał sie do niczego, nigdy nie miał pieniędzy, mieszkaliśmy razem u mojej mamy. Dałam mu czas żeby sie pozbierał i zabrał do roboty. Prace zawsze miał, ale pieniedzy tyle co na długi, które przez 1,5 jak były tak są i to jeszcze większe. Kiedyś coś mnie pchnęło by sprawdzić mu telefon, zobaczyłam smsy od "Panorama"... Była awantura, bo ja tego nie popuściłam - oczywiście tłumaczył że to nikt i dlaczego mu grzebie w telefonie. Sprawa ucichła. W czerwcu sie wyprowadził ode mnie, zostawił mnie z dnia na dzień a ja uważałam, że świat mi sie zawalił. Chciałam być kochana, bałam sie samotności- on mnie od wszystkich odizolował, nie miałam nikogo. Dniami i nocami płakałam, zostałam sama z 3 tyg szczeniakami, oddając mu rzeczy napisałam list jak ważny był w moim życiu, że nie powiem jak mi jego brak bo słów takich nie znam by określić strate ukochanej osoby- to był list zrozpaczonej kobiety. Powoli zaczełam sie zbierać, kiedy zaczął znów pisać smsy. Uważałam, że postąpie tak jak on ze mna.. kiedy ja pisałam i prosiłam go o pomoc, nic mi nie odpisywał- teraz ja tak zrobiłam, nie odpisywałam. Smsy w stylu, że mnie kocha, że popełnił wielki błąd. Potem dzwoni do mnie jego siostra by prosić o pomoc, że On pisze jej straszne sms, czy bym mogła go znaleść i zobaczyć co sie z nim dzieje, bo ona jest zagranicą. Znalazłam go, nieopodal mojego miejsca zamieszkania, był pijany i pocięty, prosił o pomoc, że chce do szpitala, że bedzie sie leczył, żbym mu wybaczyła. Dałam mu jeszcze jedną szanse, jeździłam do szpitala codziennie. Oczywiście w tym czasie jak nie był ze mną był z inną kobietą, nazwijmy ją S. Pani S nigdy nie odpuściła, jak sie dowiedziała, że jest w szpitalu i nie mogła sie do niego dodzwonić to napisała e-maila. ze go kocha (ją też nieźle zaczarował, żeby stwierdzić po 1 miesiacu znajomości ze sie kogoś kocha i zrobi sie dla niego wszystko), odpisałam jej grzecznościowo, żeby dała sobie spokój, jest ze mną teraz i nie chce już o niej wiecej słyszeć. Wyszedł ze szpitala, pracował, ale było coś nie tak. Ja miałam pretencje że ciągle pracuje od rana do nocy a pieniedzy nie ma ani czasu dla mnie. W weekendy też potrafił kota ogonem odwrocić i spowodować że sie kłóciliśmy i wychodził. Jak wracał nigdy nie mówił gdzie był, co robił. Przepraszał, wymyślał kłamstwa, manipulował mną... a ja sie dałam. Ja czułam sie silna w jego chorobie, wierzyłam że mu pomoge, że uratuje mu życie. Później było coraz gorzej raz była S raz ja, ciągle wracał, kłamał, obiecywał ze bedzie sie leczyć, znajdowałam go poranionego, albo po połknieciu tabletek, ciągle smsy że chce śmierci, że sobie nie radzi. Tydzień temu miało miejsce zdarzenie, które otworzyło mi oczy. Miałam klucze od koleżanku domu, zamieszkaliśmy tam. Kiedy ja pojechałam do rodziny on został, wymigując sie złym stanem zdrowia. Jak wróciłam, zabarykadował sie w domu. U koleżanki znalazł alkohol. Chciał podpalić dom, ciął sie po raz kolejny, ja nie chcac dopóścić do podpalenia domu zaczełam wchodzić przez piwnice, gdzie mnie odpychał i wymachiwał nożem. Poranił mi palce, zaczeła lecieć krew- nawet nie zadzwonił po pomoc, po pogotowie. Próbował sie podpalić ale wpadławm w chisterie i go w końcu tak odepchnełam ze ugasiłam płomień i weszłam do środka. W dzisim szale zdemolował dom, porozbijał żerandole, żarówki, powyrywał kontakty. Zadzwoniłam na policje, zadzwoniłam do jego rodziny. Podjełam decyzje, że to koniec, definitywny. Zrobił mi pranie mózgu a ja nie potrafie sobie wybaczyć że byłam tak głupia, że mu wybaczałam kolejne wyskoki, że wierzyłam, że sie zmieni. Czekał na mnie pod praca, spał w samochodzie niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Wiem też, że jest u Pani S którą probowałam ostrzec, ale uważa że ja kłamie, że nie mam czystych zamiarów, a jego rodzina uważa że cała sytuacja została przeze mnie sprowokowana. Wiem, że to jest dopiero początek ciężkiej przeprawy mojej z psychopatą. Wiem, że bedzie probował sobie krzywde zrobić, że bedzie próbował na mnie wpłynąć. Obecnie jestem pod opieką psychiatry i zapisałam sie do psychologa. Potrzebuje wsparcia. Moge miec tydzien, 2 a nawet miesiac spokoju i znowu zacznie. Jestem jego ofiarą, jest też nią Pani S, jak również każde kobiety, które były i będą w jego życiu. Nie chciałam uwierzyć w to wszystko co sie wokół działo dopóki mi sie krzywda nie stała. Nie chce żyć z przeświadczeniem, że on ciągle próbuje sobie krzywde zrobić. Ja chce mieć spokój, zniszczył moje życie, moją psychikę, ja żyłam jego chorobą i jego problemami. Ale mówie dość, chce miec rodzine, pasje, chce czuć sie spełniona, ja mam marzenia! Ja zaczynam w końcu żyć! Chce wyjść z depresji, z toksycznego związku bez przyszłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teosia, Jak ktos jest chory to trzeba sie spodziewac i takich wyskoków widziałaś co sie dzieje , po co tam lazłas przez piwniće a w takiej sytuacji siedzwoni orazu na policje i po karetke a nie łazi po pywnicach. Człoiwek wzamroczeniu takim bez kontaktu z rzeczywistościa moze zrobić wszystko, , z takimi ludxmi trzeba umiec postepowac i ich rozumiec to nie ejst chop siu niestety. Nawet jka sie tnie nie wyrywac z rąk bo to nic nie da zostawic i wróic jka sie uspokoi albo dzwonic na alarmowe,mam racje czy nie, pewne rzeczy trzeba wiedziec po prostu. Sama tęsknie za kims dziwnym także echh...

No mam racje czy nie mam , powiedz? Życie z takim człowiekiem nie ejzsst łatwe, czasem ludzie sa w szoku bo się czegos nie spodziewaja a to trzeba znac konsekwencje własnych decyzji i byc silnym bo taki człowiek potrzebuje wsparcia, zrozumienia a tacy ludzie potrafia byc dobrrymi ludźmi dopóki im nie odbije a takie ataki mało kto przetrzyma bo to wykańcza psychicznie, trzeba duzo zrozumienia i duzo miłosci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No Teosia, rzeczywiście masz problem. Z tamtym kolesiem faktycznie nie jest wszystko w porządku, a jak ktoś sobie nie radzi to przekłada się to na innych. Ciężko zrozumieć kto jest bardziej poszkodowany. W ramach solidaryzacji powiem, że mnie męczy koleś któremu parę miesięcy podałem numer na czacie. Prawdopodobnie też jakiś psychiczny przypadek. No cóż trafiają się tacy dziwaczni ludzie. Ja osobiście mam problemy ze swoją psychiką ale nie wydaje mi się że mogę być jakimś ciężarem dla innych. Tego się bardzo boję. Niemiło jest być kulą u nogi, najsłabszym ogniwem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×