Skocz do zawartości
Nerwica.com

"Demonizowanie" problemów w nerwicy lękowej.


elwe07

Rekomendowane odpowiedzi

Mam problem z tym,że kiedy występuje u mnie jakiś problem,to w mojej głowie urasta on do wymiarów końca świata.Ostatnio zaczęłam szkołę i za tydzień mam wygłosić referat no i zawsze w takich sytuacjach poddawałam się i rezygnowałam.Zawsze kiedy przychodzi jakiś stres to ja z nim nie walczę tylko odpuszczam temat.Tym razem chcę żeby było inaczej bo zależy mi na tej szkole.Chce coś w życiu osiągnąć.Ale od razu pojawiają się myśli,że moja praca jest zła,że zrobię z siebie głupka,że mnie zje stres.Pewnie wynika to w dużej mierze z braku pewności siebie,ale nerwica lękowa,też mi nie pomaga.Nie wiem co z tym fantem zrobić,bo przecież w ciągu tygodnia nie przejdę żadnej terapii,a czas leci.Boje się,że znowu się poddam a potem to już wpadnę w totalną depresję z nieróbstwa....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znam osobę, która ma podobny problem. Nie sposób takiej osobie cokolwiek przetłumaczyć. Można zapewniać po setki razy, że jest inaczej - ale to nie daje poczucia spokoju tej osobie. Jak się uda jedną rzecz wytłumaczyć, znajduje ona inne - dokładnie tak jak piszesz elwe07. Przyznam, że również chciałabym się dowiedzieć, jak zaradzić takim procesom. Niestety, ja nie mam już pomysłu :/

Noopii, myślisz, że leki i wyciszenie pomogą?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mi się też zdarza wyolbrzymiać ale nie mam aż tak daleko posuniętej 'demonizacji'. przeważnie po krótkim czasie potrafię nabrać dystansu do sprawy. ale jak przekonać kogoś, żeby spojrzał na sprawę z dystansu? to mnie bardzo smuci, bo to dla mnie ważna osoba ale żadnymi argumentami nie mogę jej pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurcze,najbardziej zastanawiające jest to,że ludzie mają mnie za super inteligentną osobę,mądrą życiowo,ale z co z tego skoro nie potrafię sobie poradzić z moimi własnymi lękami.Z lękami które generuje mój własny umysł...Z drugiej strony jak się chce,ma nastawienie to da się poradzić z lękiem przykładowo chciałam sobie zrobić tatuaż,bałam się strasznie,ale bardzo chciałam i zrobiłam...kurcze..ale to jest chyba kwestia wzięcia odpowiedzialności za sprawy większej rangi.Nie wiem coraz bardziej gubię się w tym wszystkim...A tak na marginesie,myślicie,że w nerwicy lękowej można codziennie jeść magnez?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

elwe07, jakbym słyszała tą osobę :cry: super, że masz samoświadomość tych mechanizmów. to na pewno sporo pomaga. wydaje mi się, że taka znajomość mechanizmów, które się w nas dzieją, z czasem daje wymierne efekty. ja np. dzięki takiej świadomości wyleczyłam się z anoreksji i paru innych zaburzeń. jak coś się zaczynało kreować w moich myślach - od razu wprowadzałam myśl świadomą. długo to trwało ale bardzo pomogło. kwestia zaufania sobie chyba.

ja jem magnez na depreche. trudno powiedzieć, że jest super ale łatwiej nabieram dystansu i się uspakajam. nie wiem, jak się to ma z lękami. bo moje lęki niestety ale są realne więc trudno oczekiwać, aby magnez je wyeliminował. jednak łatwiej mi odróżnić te realne od tych wyobrażonych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2Proof wiesz ja często resztkami sił zdaje sobie sprawę,że to tylko wytwór mojej "wyobraźni"...moja przypadłość nazywa się nerwica lękowo-depresyjna i powiem Ci,że u mnie w tym roku było kilka rzeczy które mną nadszarpnęły i dlatego teraz bardziej mam objawy depresyjne niż nerwicowe.Boję się iść na terapię,bo ja mam bardzo silne mechanizmy obronne i ich że tak powiem 'rozładowanie' może być dla mnie zgubne...nie wiem mam straszny mętlik w głowie,dobrze chociaż,że wieczorami się to wycisza...w końcu łykam tą moją sertralinke od 5 lat :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

elwe07, ja zawsze demonizuję wszystko, co najdrobniejsze. Wynika to z mojego skrajnego pesymizmu (nie uda się!) i zasranego dążenia do perfekcjonizmu (musi być bez zarzutu i najlepiej ze wszyskich). Inaczej przeżywam porażkę a mój próg odczuwania frustracji jest milimetr nad ziemią. Tylko w przeciwieństwie do Ciebie ja nie wycofuję się ale traktuję wszystko jak wyzwanie, zadanie do odrobienia i kolejną możliwość udowodnienia sobie i całemu światu jaka to ja jestem super.. Niestety chociaż rzeczywiście odniosłam przez to wiele sukcesów i zebrałam najwyższe pochwały wyróżniając się niby z tłumu (cel osiągnięty :time: ), to przywaliła mnie ta presja, ataki lęku i paniki właśnie przed najmniejszym potknięciem, które urasta we mnie do miary porażki życiowej. Potem to przeżywam całymi dniami :hide:

 

Elwe, uda Ci się. Staraj się podejść do tego na luzie, to znaczy wypośrodkuj swoje odczucia (chęć wycofania się) jakby z moimi (walka na śmierć i życie o perfekcyjność). Jeden krok do przodu. Napisz spokojnie referat nie myśląc o jego wygłoszeniu a zobaczysz, że Ci się uda. Pomyśl tylko jak dobrze się poczujesz gdy już będzie "po", bo to będzie oznaczało, że pokonałaś jakąś swoją słabość i myślę, że zachęci Cię do dalszego działania :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czapla powinnaś zostać psychologiem mówię Ci :) Dokładnie odgadłaś jak to jest u mnie jestem cholerną perfekcjonistką,pesymistką i jeszcze nie wiem czym...pracę już dawno napisałam,ale nie podoba mi się ona i sądzę,że nawet nie zdążę się jej nauczyć...Może wynika to z tego,że całe życie miałam nauczanie indywidualne w domu i tak naprawdę nikt mi poprzeczki nie podnosił tylko wszyscy wmawiali mi,że jestem doskonała.Więc sądziłam,że nie muszę się starać.A z drugiej strony boję się porażki...ale przecież nigdy nie jest tak,że wszystkim się podoba to co robimy...Wiesz,mam wrażenie,że tym razem się przełamię choć się boje,tylko potem może być coraz trudniej...ale chyba trzeba żyć dniem dzisiejszym i nie martwić się co będzie dalej...ja wszędzie widzę tylko trudności...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czapla powinnaś zostać psychologiem mówię Ci :) Dokładnie odgadłaś jak to jest u mnie jestem cholerną perfekcjonistką,pesymistką i jeszcze nie wiem czym...pracę już dawno napisałam,ale nie podoba mi się ona i sądzę,że nawet nie zdążę się jej nauczyć...Może wynika to z tego,że całe życie miałam nauczanie indywidualne w domu i tak naprawdę nikt mi poprzeczki nie podnosił tylko wszyscy wmawiali mi,że jestem doskonała.Więc sądziłam,że nie muszę się starać.A z drugiej strony boję się porażki...ale przecież nigdy nie jest tak,że wszystkim się podoba to co robimy...Wiesz,mam wrażenie,że tym razem się przełamię choć się boje,tylko potem może być coraz trudniej...ale chyba trzeba żyć dniem dzisiejszym i nie martwić się co będzie dalej...ja wszędzie widzę tylko trudności...

 

Nie martw się, mi też się nigdy nie podoba to co robię, a nawet jak to ktoś wychwali publicznie to zawsze szukam w tym podstępu (pewnie chciał mnie pocieszyć a za plecami zjedzie mnie). Ja to jeszcze zawsze zapłacę spoceniem się pod pachami i poczuciem wstydu, że wszyscy to widzą, a co najgorsze, czują :hide:

Przełam się i na razie nie myśl o tym.

Wiem co mówię. Ja to zawsze myślę kilka tygodni wcześniej co i jak będzie i mam rozpracowane najczarniejsze scenariusze. Dlatego wiem, że najlepszym lekarstwem jest tzw. "niezamartwianie się na zapas" bo rzeczywistość i tak napisze swój scenariusz, niezależnie od nas...

Robię z siebie mądrą ciotkę, a sama to tak nie potrafię :zonk:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×