Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak odzyskać satysfakcję i radość życia?


Vincent

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

 

Pomyślałem że warto by tu napisać bo może ktoś będzie w stanie rzucić jakieś koło ratunkowe, a może nawet wskaże brzeg do którego należałoby dopłynąć. Rozmowa z przyjaciółmi nie daje za wiele, a rodzina nie jest zbyt pomocna jeśli chodzi o moje problemy więc może tutaj.

 

Zacznijmy od tego że mam 26 lat i tak naprawdę nic nie osiągnąłem czym można by się pochwalić, no może zdobyciem stałej pracy z możliwością rozwoju, awansu itd. Pracy która w oczach innych ludzi byłaby spełnieniem marzeń. W moich niestety jest tylko drogą do jakichkolwiek pieniędzy ledwo zaspokajających potrzeby. Ledwo bo na razie nie stać mnie bym mógł samodzielnie egzystować. Miałem plany, marzenia. Wizje fajnego życia i motywację ale co jakiś czas miałem gorsze dni, czułem że cokolwiek robię to i tak nie to, że już nie ma tej radości co na początku. Zmieniałem studia i cokolwiek się da ale nic nie działa na dłuższą metę, teraz czuję...

 

Brak satysfakcji i chęci do czegokolwiek. Rzeczy które kiedyś sprawiały mi przyjemność teraz nie mają zupełnie znaczenia bo radość z ich wykonywania po prostu wyparowała. Za każdym razem gonitwa za coraz to nowym królikiem jest bardzo satysfakcjonująca jednak po złapaniu okazuje się że to nie ten którego miałem złapać. Trafiam na jakiegoś potwora który tak ładnie zachęcał do pogoni tylko po to by szyderczo zaśmiać mi się w twarz w chwili pojmania mówiąc „To nie mnie szukasz!”.

 

Zaczynam robić różne rzeczy którymi jestem zafascynowany i jestem pełen entuzjazmu przez krótki czas. Ponoć sekret tkwi w zróżnicowaniu a ja tak nie umiem, popadam z jednej skrajności w drugą nie mogę wyważyć swojego życia na tyle by robić kilka rzeczy naraz i nieustannie czerpać z nich przyjemność. Są ludzie którzy studiują, pracują, uprawiają sport, mają jakieś inne hobby i jeszcze mają czas dla bliskich. A Ja? jednego tygodnia oglądam filmy, następnego czytam książki, robię muzykę albo spotykam się ze znajomymi jeśli oczywiście znajdą czas co notabene też jest dość trudne. Zapisałem się na sztuki walki i było fajnie ale przez kilka miesięcy, teraz gdzie jest satysfakcja? Sam chciałbym wiedzieć;/. Obecnie nic już nie sprawia mi satysfakcji nie widzę sensu by wstawać z łóżka, mam pracę której nie lubię i czekam tylko by jak najszybciej z niej wyjść i wrócić do domu którego już też mam dosyć;/. Studia które miały być spełnieniem marzeń okazały się potwornym królikiem który jeszcze żarłocznie konsumował mój cały czas i nie pozwalał się realizować w innych dziedzinach w związku z czym porzuciłem go. Niby mógłbym coś wymyślić, coś zmienić tylko jak na dłużej się w coś zaangażować i czerpać z tego przyjemność? Znając mnie pewnie znowu się przejem swoim "ulubionym ciastem" i wyrzucę je do śmieci. Miałem marzenia i cel który sam z rana zdejmował ze mnie kołdrę, teraz nie mam nic poza tym parszywym uczuciem pustki i braku jakiegokolwiek pomysłu na swoje życie. Przeglądałem strony uczelni, szkół policealnych, kursów i nic nie widzę. Nic co mogło by mnie zainteresować na tyle bym znowu chciał ruszyć do pogoni za królikiem w nadziei że to w końcu ten wymarzony;/. Mogę nawet powiedzieć że boję się, boję się że kolejny raz znowu złapię potwora bo tyle razy już go łapałem więc dlaczego niby teraz miało by być inaczej? To co wydawało się sensem życia nagle mi obrzydło. Słyszałem że potrzebuję cały czas nowych bodźców. Fakt coś w tym jest bo szybko się nudzę, ale co tzn konkretnie nowych bodźców? Co dwa miesiące mam zmieniać zainteresowania, bez sensu. Miałem nadzieję że mi przejdzie z czasem, tak jak kiedyś. Wcześniej miałem takie dni zaledwie kilka razy w ciągu roku. Z biegiem lat to się nasiliło. Najpierw kilka dni w miesiącu, w tygodniu, a obecnie trwam już w takim stanie ponad dwa tygodnie. Nie mam pojęcia czy mi przejdzie, może jeśli uda mi się choć na jednej płaszczyźnie życiowej to zacznę wychodzić z tego stanu. Póki co nic się nie układa. Brakuje puzzli, chciałbym coś ułożyć ale nawet nie wiem jak ma wyglądać obrazek i ile ma mieć części;/. Jeśli ktoś dotrwał do końca to dziękuję za poświęcony czas, może teraz coś napiszesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,

 

Na moje Twój problem nie polega na nudzeniu się poszczególnymi czynnościami ale na uzależnieniu się od emocji towarzyszących rozpoczynaniu czegoś nowego. Zapewne źródło tego problemu tkwi jeszcze głębiej niż się komuś tutaj może wydawać. Jeśli chcesz rozwikłać swój problem i wstawić się na tor satysfakcjonującego życia, potrzebowałbyś się udać do psychologa.. Moim zdaniem terapia pozwoliłaby odkryć właściwą genezę problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"...Twój problem nie polega na nudzeniu się poszczególnymi czynnościami ale na uzależnieniu się od emocji towarzyszących rozpoczynaniu czegoś nowego..."

 

 

Może faktycznie masz rację, cały czas siedzę na huśtawce emocjonalnej i przy zaczynaniu czegoś nowego jest wspaniale tyle że chciałbym się na czymś skupić. Dzisiaj mi nawet trochę lepiej i mam ochotę wrócić do dawnych pasji ale nie wiem na jak długo ten entuzjazm zagości w moim sercu. Zbieram się cały czas by wybrać się do odpowiedniej osoby która mi pomoże jakoś się ukierunkować. Tyle fajnych rzeczy na wystawie, ale nie mogę przecież kupić wszystkiego naraz, niestety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam podobnie jak ty. Bardzo szybko się nudzę. Jak coś robię, to angażuję się na 100%, z entuzjazmem i motywacją. Po pewnym czasie, gdy wkrada się rutyna i muszę coś powtórzyć któryś raz z kolei, wpadam w depresję i moja motywacja znika.

 

Na studiach poszedłem do pracy, gdzie zarabiałem bardzo dobrze, u prestiżowego pracodawcy. Na początku było fajnie ale potem, gdy to przestało być takie nowe i świeże, a w pracy musiałem danego dnia powtarzać czynności, które wykonywałem wczoraj, zacząłem wpadać w depresję i nienawidzić swoją pracę. Prawdziwa męczarnia, zacząłem się izolować od ludzi, obsesyjnie myśleć nad tym co ze sobą w życiu zrobić, zacząłem dużo pić, zadłużać się i kupować nowe rzeczy, które miały mi dać powiew świeżości i nowości w moim życiu, czego mi bardzo brakowało. Telewizor, konsola, ipod, nowe potrawy z delikatesów itd. Po kilku miesiącach stwierdziłem, że już dłużej nie wytrzymam tej męczarni i odszedłem.

 

Tak samo było z dwoma firmami, które prowadziłem. Fajnie było przez pierwszy okres, potem przyszła rutyna i zacząłem się czuć wyssany z energii, kompletnie bez sił, bo nie czułem, że ta robota mnie stymuluje cały czas nowymi doświadczeniami. Znowu odszedłem.

 

Teraz też nie za bardzo wiem co miałbym robić w życiu żeby być szczęśliwym. Jestem w podobnym wieku co ty. Nie wiem jak można iść do pracy i przez 8 godzin zajmować się jedną rzeczą i tak przez cały rok. Nie ma na świecie takiej rzeczy, którą chciałbym robić przez cały dzień do końca mojego usranego życia. Nie wiem jak można pracować w korporacji przed komputerem przez cały dzień i być szczęśliwym. Nie wiem jak można 8 godzin dziennie podawać jedzenie w restauracji i nadal mieć chęć do życia. Nie wiem jak można robić cokolwiek w tak ogromnych, przesadnych ilościach i nadal to lubić i się nie zniechęcić.

 

Ja mam cały czas pociąg do nowych rzeczy, nowych doświadczeń. Chciałbym kiedyś dużo podróżować, skakać na spadochronie, pilotować samolot, prowadzić schronisko dla zwierząt, nauczyć się tajskiego boksu, tańczyć salsę, grać na gitarze, być DJ-em, budować wieżowce, inwestować na giełdzie, być kierowcą rajdowym itd. Bardzo bardzo trudno jest mi wybrać jedną z tych rzeczy i robić ją bardzo bardzo dużo przez kilka lat. Nowe doświadczenia cały czas mnie stymulują, pobudzają moją kreatywność, dają mi chęć do życia. Rutyna, codzienność i poświęcanie się cały czas jednej rzeczy przez wiele lat całkowicie mnie demotywują i powodują depresję.

 

Chodzę na psychoterapię i może to coś zmieni...

 

-- 31 lip 2011, 17:50 --

 

Aha, i jeszcze coś dodam. Mam dość durnych bab z działów HR, które na rozmowach o pracę i w ogłoszeniach zachwalają pod niebiosa stanowiska, na które rekrutują i swoją firmę. Jakie to ta praca przynosi nowe wyzwania, jak to każdy dzień jest inny, tyle kreatywności tam trzeba, tyle entuzjazmu, wszyscy są zgranym zespołem, kochamy swoją firmę i swoją pracę, jeden wielki orgazm i ekstaza. A prawda potem jest taka, że praca polega na gapieniu się w monitor cały dzień, stukaniu na klawiaturze i klikaniu myszką oraz na siedzeniu na niekończących się spotkaniach. Na swoich stronach piszą jakich to zatrudniają pasjonatów, a jak przejdę się po jakimś korporacyjnym biurze, to jakoś tej pasji i entuzjazmu nie widać, tylko cisza, stukot klawiatury i smutne, poważne miny. Panie z recepcji czy przy biurkach są tak sztywne jakby połknęły kij od szczotki.

 

Ludzie coś przebąkują o tym jak zmarnowali tu swoje życie ale mają kredyty do spłacenia. Zero spontaniczności, entuzjazmu, radości. Meandry korporacyjnej polityki, walki jednych z drugimi i martwienia się wyłącznie o swoje premie. Zero rozwoju, nauki nowych rzeczy, co najwyżej szkolenie raz na pół roku. Zamiast kreatywności i zdolności analitycznego myślenia, o których była mowa, większość ludzi wykonuje pracę, którą w przyszłości przejmą roboty. Robienie nudnych raportów, przewracanie papierów, przybijanie pieczątek, wysyłanie maili. Praca kompletnie bez wyzwań, praca, którą mógłby wykonywać ktokolwiek po tygodniowym przeszkoleniu a rzekomo szukają tam kogoś z umiejętnościami, wykształceniem i talentem. Tak wygląda większość stanowisk w korporacjach. Ogłoszenia pracodawców można między bajki włożyć. Większość tego co się robi w korporacjach, w biurach, może zrobić każda średniorozwinięta małpa, a jak przeżyłeś tam jeden tydzień, to przeżyłeś już wszystkie bo nic nowego się tam nie pojawi. Ciągle to samo i to samo.

 

Chyba dla niektórych ludzi "nowość" znaczy coś innego niż dla mnie. Dla tych, którzy to mówią, że w korporacjach mają cały czas nowe doświadczenia, to mówią chyba o tym, że na przykład wyszły nowe standardy rachunkowości w dziale księgowości. Ale dla mnie to nie nowość, bo jak siedzieli przed kompem i coś tam wpisywali, tak nadal wpisują. Wprowadzanie nowego produktu na rynek to też rzekomo nowe doświadczenia ale dla mnie to nie nowość. Tylko znowu to samo - akceptacja mediaplanów, budżetowanie, briefing agencji itd. Wszystko to samo co wcześniej.

 

Dla mnie "nowość" to na przykład: jednego dnia przedzieram się przez dżunglę uciekając przed wygłodniałymi tygrysami. Drugiego tygodnia pracuję przy wystrzeleniu w kosmos promu kosmicznego. Potem jestem kierowcą tramwaju. Potem agentem wywiadu. Potem handluję na giełdzie walutowej. Potem pracuję na planie filmowym. Potem szukam oświecenia w buddyjskiej świątyni. Potem otwieram sieć restauracji. Potem polityka. Potem organizacje non profit. Potem coś innego, nowego i tak cały czas. To oznacza dla mnie "nowość". Siedzenie w biurze i przewracanie papierów to siedzenie w biurze i przewracanie papierów, niezależnie od tego co tam w tych papierach jest napisane. Stukanie w klawiaturę jest nadal stukaniem w klawiaturę niezależnie od tego czy wprowadzamy na rynek nowy czy stary produkt, czy księgujemy według nowych czy starych zasad, czy wprowadzamy nowy, czy utrzymujemy stary system informatyczny. To nie jest żadna "nowość".

 

I z tym mam problem, bo jak cały czas, non stop nie zmieniam czegoś w swoim życiu, to nie czuję stymulacji, a zamiast tego wpadam w depresję, mam myśli samobójcze, izoluję się od ludzi, piję itd. Nie jestem w stanie się ustatkować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć Gazlupkowy, doskonale się rozumiemy w takim razie. Nawet głupie przemeblowanie potrafi wlać we mnie entuzjazm ale tylko na krótki czas. Cały czas trzeba się chwytać czegoś nowego a to jest najbardziej dobijające bo człowiek marzy żeby się na czymś skupić. Wyjściem z tej sytuacji było by chyba zatrudnienie się w kilku miejscach na 1/4 etatu i po roku albo wcześniej zmieniać pracodawców. Nie wiem, to chyba jedyna opcja ale kto mnie zatrudni w dziedzinach na których kompletnie się nie znam, co z tego że szybko się uczę jak wszystkich interesuje doświadczenie a jak masz kilka lat w jakimś zawodzie to już potem robią problem żeby Cię zatrudnić w zupełnie innym charakterze. Pracowałem w wielu miejscach od najprostszych fizycznych zajęć aż do obecnej pracy w biurze. Myślałem że praca biurowa jest taka fajna i w ogóle ale jak już w niej tkwię prawie 3 rok to po prostu mi się odechciewa. Nigdzie tak długo jeszcze nie pracowałem, a przeraża mnie fakt że mogę tam pracować przez najbliższe kilka lat. W pracy gdzie jedyną kreatywnością może być pokolorowanie komórek w Excelu, bajka;/. Każdego dnia próbuje wykrzesać z siebie trochę entuzjazmu ale żyje w przeświadczeniu że nawet zarabiając 10 tys na miesiąc (obecnie zarabiam poniżej 2tys) w pracy której nie lubię nigdy nie będę szczęśliwy. Chyba trzeba skończyć milion kursów i potem pracować na umowie o dzieło albo zlecenie. Jedno jest pewne:

 

"Nie ma na świecie takiej rzeczy, którą chciałbym robić przez cały dzień do końca mojego usranego życia."

 

lepiej bym tego nie ujął.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doskonale Was rozumiem, totalnie na niczym nie można się skupić, tez tak mam. Gonię za "marzeniem" a jak już je osiagam to nie jest tak super. Chciałam jeździć konno za darmochę, i co mogę już,a nie chcę....Praca, jak mówicie super, ale na dłuższa mete nuda..

 

A nie myyśleliście że to wymaga z perfekcjonizmu(ja tak miałam na terapii). To znaczy boicie się coś zaczynac bo wiecie że tego nei skończycie że nie wytrwacie do końca, to może lepiej sprobować z czymś innym? I tak błędne kołó

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Teraz też nie za bardzo wiem co miałbym robić w życiu żeby być szczęśliwym. Jestem w podobnym wieku co ty. Nie wiem jak można iść do pracy i przez 8 godzin zajmować się jedną rzeczą i tak przez cały rok. Nie ma na świecie takiej rzeczy, którą chciałbym robić przez cały dzień do końca mojego usranego życia. Nie wiem jak można pracować w korporacji przed komputerem przez cały dzień i być szczęśliwym. Nie wiem jak można 8 godzin dziennie podawać jedzenie w restauracji i nadal mieć chęć do życia. Nie wiem jak można robić cokolwiek w tak ogromnych, przesadnych ilościach i nadal to lubić i się nie zniechęcić.

 

Jakbym czytała o sobie...Jakoś wytrzymałam w mojej obecnej pracy 3 lata, ale to tylko dlatego, że łykam leki, bez nich odliczałam każdą minutę, czas od lunchu i czas do lunchu. Teraz zdecydowałam się na zmianę pracy przede wszystkim ze względów finansowych, ale też atmosfery. Jak myślę, że tak naprawdę mam się dalej zajmować tym samym, trochę mnie to przeraża. Pracuję w rekrutacji i przez te trzy lata wpadłam chyba na milion pomysłów, co mogłabym robić, ale przy każdym po jakimś czasie dochodziłam do wniosku, że to mi jednak chyba nie da satysfakcji. Boję się, że nie wytrwam i że znowu zacznę zmieniać pracę, tak jak było przed okresem tych 3 lat. Rutyna, powtarzalność - to jest chyba największy koszmar. Zauważyłam, że jeśli jestem w pracy powyżej 8 godzin, już nie czuję tego lęku, najgorzej jest do 8, bo potem mogę wyjść, kiedy chcę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

odkopuję.

 

zastanawiam się jaki procent ludzi w PL na obecny czas ma taki problem?

zastanawiam się też w czym widzą oni swoje problemy i w jaki sposób chcieliby zmienić swoje życie?

 

ten problem również dotyczy mnie, jednak chciałbym przyjąć wobec niego aktywne stanowisko.

 

nie chcę chodzić na jakiekolwiek terapie, bo ktoś kiedyś powiedział mądre słowa: "jeżeli inni tego nie widzą, to wcale nie znaczy, że to naprawdę nie istnieje". dlatego widzę też terapeutów, jako osoby, które co najwyżej mogą pomóc wrócić do standardowej rzeczywistości, a problem i tak zawsze wróci niezależnie od ilości podawanych leków i wmawianiu sobie, że dobrze jest jak jest.

 

na pewno nie jestem pierwszą osobą, która coś takiego pisze.

 

coś co odstaje od szeroko akceptowanej "normalności" wymaga kontrreakcji ze strony ludzi uznających się za "normalnych". a co jeżeli to początek czegoś głębszego i zupełnie nie ma co tego leczyć, bądź zatrzymywać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

które co najwyżej mogą pomóc wrócić do standardowej rzeczywistości, a problem i tak zawsze wróci niezależnie od ilości podawanych leków

Pomyliles dwie sprawy..rownowazac terapie i leki. Chodzac na terapie nie musisz przyjmowac zadnych lekow..w Twoim przypadku w ogole wydaja mi sie niepotrzebne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×