Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nerwus na ślubie!


Pani Julia

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Was serdecznie i bez zbędnego rozwodzenia się nad przebiegiem mojej choroby proszę o pomoc - podpowiedzcie mi jak mam sobie do cholery poradzić na ślubie i weselu brata mojego faceta? Impreza jest za 2 tygodnie, a ja od pół roku dostaję mdłości na samą myśl o niej. Mój facet jest cudowny i o wszystkim wie i na pewno będzie się bardzo starał być przy mnie, ale nawet on nie będzie w stanie zatrzymać tego co nieuniknione. Mam tam poznać całą rodzinę i nie chcę żeby zapamiętali mnie jako tą co z przyczyn tajemniczych padła jak mucha przed kościołem. Chcę tam być, nie chcę żeby lęki zatrzymały mnie przemocą w domu. Kupiłam sukienki i buty, będę wyglądać jak gwiazda ;), ale w głowie mam taki burdel, że nie wiem jak to ogarnać. A! No i wszystko urasta do jeszcze większych rozmiarów z tej przyczyny, że nigdy wcześniej nie byłam na ślubie (w moim poprzednim środowisku nie było to popularne) i mam na ten temat dzikie fantazje. Jak widać na załączonym obrazku - spać nie mogę, bo nasuwają mi się na myśl wszystkie możliwe kompromitacje w jakich mogę wystąpić na tym iwencie.

 

Najgorszy z tego jest ślub, bo na weselu szybko walnę sobie kilka lampek wina i mi przejdzie ;) Niestety to z kolei wiąże się z porankiem na kacu, co zwykle kończy się silnym niepokojem (osłabienie ogólnie wywołuje u mnie lęki). No i jeszcze na dodatek nie będziemy sami w pokoju (tak przynajmniej miałabym malutką comfort zone gdzieś w okolicy). W kryzysowych sytuacjach zazwyczaj pomaga mi Xanax, ale wątpię, żeby dał sobie radę z takimi fajerwerkami ;) Ustaliliśmy z moim chłopakiem, że ostatecznie zostanę w domu, ale ja naprawdę bardzo nie chcę. S.O.S. Jak mam sobie z tym poradzić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem specjalistą, ale gdy dopada mnie strach, stres przed czymś, jakąś sytuacją to zadaję sobie pytania. Czemu boje się? Coś mi zagraża? Mam powody do obaw? Odpowiedź jest zazwyczaj taka, że moje obawy nie mają uzasadnienia, a wtedy uśmiecham się i śmieję się z samego siebie, a zarazem motywuję się i nabieram pewności siebie. To mi pomaga, ale tylko w sytuacjach tego typu, bo jak już coś konkretniejszego mnie czeka, coś od czego zależy np. moja przyszłość i to jak dalej potoczą się moje losy to ten sposób pomaga, ale tylko do momentu przejścia przez drzwi od których zależą moje losy, bo za drzwiami już często sobie nie radzę.

 

Byłem na dwóch weselach z moją dziewczyną (byłą z resztą) i dobrze się bawiłem. Na początku lekki stresik, bo wiadomo, że nowe otoczenie i trzeba uważać żeby się jedzeniem nie poplamić. :) Po wypiciu kilku kieliszków zupełnie nie odczuwałem lęku. Nawet złapałem to co pan młody rzuca... nie krawat, a?? - nie pamiętam i musiałem tańczyć z tą co złapała welon podczas gdy wszyscy inni patrzyli. Mistrzem tańca wtedy nie byłem, ale dałem radę :D Idź i baw się dobrze! Przecież nic złego tam Ci nie grozi, no chyba, że dobra zabawa to zło. :lol: Korzystaj z życia, bo później będziesz żałować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czemu się boję? Bo moi rodzice (chyba niechcący) wychowali małą socjopatkę :P Mieli zwyczaj zawstydzać mnie przy ludziach, albo wpychać mnie na siłę w sytuacje publiczne (np. pierwsza szkoła - spóźnili się z zapisaniem mnie o miesiąc i wepchnęli mnie do sali pełnej dzieci, które już się znały i powiedzieli, że tu zostaję, blokując mi wyjście jak chciałam uciec :D bardzo subtelnie.) No i mimo, że z tym walczę (całe życie) i większość moich znajomych nie uwierzyła by mi, że mam problemy z kontaktem z ludźmi to cały czas boję się kompromitacji. To chyba jedna z przyczyn. Zamieszkałam wśród łąk i lasów, bo po łąkach i lasach chodzę sobie swobodnie, po wsi dużo mniej swobodnie, po mieście nie jestem w stanie się przechadzać wcale ;) Ostatnio udało mi się nawet oswoić Biedronkę, bo wiem co gdzie leży, ale Biedronka w miasteczku obok to już całkiem inna historia ;) Ale pod Biedronkę muszę zostać podwieziona i od wyjścia z samochodu, po wejście do Biedronki czuję się jakbym była pod wpływem jakiegoś halucynogenu i miała ciężkie problemy z równowagą (i na 100% bezpośrednio wywołuje to u mnie obecność ludzi). A im wyższa zabudowa i większa betonowa przestrzeń tym gorzej. Wielkie kościoły niestety mają do siebie strzelistość i spore przestrzenie z polbruku wszędzie dookoła ;) Mogłabym przemknąć przesuwając się po ścianie, ale chyba już wolałabym przewrócić się wszem i wobec niż elegancko ubrana i uczesana udawać dziwnego pająka.

 

Co mi zagraża? Mogę zemdleć przy wszystkich i zrobić z siebie wspomnienie ze ślubu na całe życie (ale to jest w sumie dziwna sprawa, bo choruję na to od + - 10 lat i cały czas boję się zemdleć, a jeszcze nigdy nawet nie zrobiło mi się ciemno przed oczami). Mogę wywalić się na schodach (jak w pierwszy dzień w liceum, przy całej szkole...), mogę nagle dostać lęków już w środku i co wtedy? Zacznę się nagle pchać do wyjścia?

 

Od miesiąca suplementuję sobie magnez, od roku uczę się oddychać na nowo (to mi bardzo dużo dało), wiem, że jeszcze powinnam pozwolić lękowi trwać i spróbować go oswoić, ale jakoś nie mogę się przemóc. Wolę unikać stresogennych sytuacji, im dłużej mi się udaje, tym lepiej zaczynam funkcjonować. No ale wiem, że to niegłupi pomysł, żeby przetrwać to świadomie od początku do końca i nie walczyć z tym, żeby się przekonać, że tak czy siak - nie umrę od tego.

 

:D A tak swoją drogą to chyba szczyt egocentryzmu uważać, że będzie się w centrum uwagi nie na swoim ślubie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pani Julia, wlasnie, pomysl logicznie, chcoiaz przy nerwicy to trudno ale pomysl:

a-chorujesz 10 lat czy zemdlalas, nie! to i teraz nie zemdlejesz, a jak zemdlejesz to powiesz ze to z radochy bo Ci serce bilo :D

b- stan w kosciele z tylu, a co tam, tam nie ebdziesz sie cuzla obserwowana i dasz rade spokojnie, na pewno to jest lepsze niz zostanie w domu, pozniej goscie beda gadac a widzialas to i to, nikt nie bedzie pamietam gdzie stalas, a jak anwet to powiesz ze sie sponiliscie i niechcieliscie robic szumu, a jak wcale Ciebie nie bedzie to dopiero bedzie gadanie, a na co chora a co i to,

c-kup sobie persen, albo lagodne jakies uspokojajace i napij sie (sa tez jakby syropy) i dasz rade, uszy do gory.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pani Julio ja kiedyś wywaliłam się w kosciele na szpilakchach będąc na ślubie;p jajka były jak nic:) wtedy nie miałam jeszcze zaburzeń lękowych...i wszystko mnie śmieszyło, potkłam się w kosciele o jakiś próg, wszyscy mnie zapamiętali..krew się lała ostro, i do tej pory wszyscy sie z tego śmieją, zapamietali mnie lepiej niż panne młodą:) i mnie to śmieszy, więc jak się coś wydarzy to traktuj to z uśmiechem;p głupio w tej sytuacji powiedzieć nie bój się;p poprostu tam idź:) facet Cie wesprze, a jak bedzie źle to będziesz mogła wyjść;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochani, pomocy! Mam ślub w sobotę, swój własny! Tak jak od dawna nie miałam ataków tak teraz po kilka razy dziennie. Boję się, że zemdleję i zrobię z siebie idiotkę przed tymi wszystkimi ludźmi. A wesele? Trzeba trzymać fason, jest się w końcu atrakcją wieczoru. To dopiero będzie atrakcja jak fiknę! Ale myślę sobie tak - chociaż zawsze wydaje mi się, że mdleję to jeszcze nigdy nie zemdlałam, to ma być mój dzień i mojego ukochanego, wiem, że on mnie wspiera i nawet jak się coś stanie to jego miłość jest najważniejsza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×