Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

@Haru, myślę że to forum to fajne miejsce żeby wyrzucić z siebie emocje, których realnie nie chcesz uzewnętrzniać, ale jeśli Ci to nie pomoże to uderz do jakiegoś specjalisty, bo się zamęczysz. Sam miałem momentami  jakieś dziwne zmiany nastroju, a jedna i ta sama myśl potrafiła u mnie wywołać skrajnie różne emocje. Także nie zazdroszczę. Trzymaj się.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ezojaa, z tym kocham i nienawidzę mógłby być pewnie problem, ale obserwując powiedzmy "zdrowe" związki nie wiem, czy to jest aż takie nienormalne 🙂. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez te wątpliwości człowiek nawet nie próbuje.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...Miałaś być obłędna, okazałaś się obłąkana ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, ezojaa napisał:

...Miałaś być obłędna, okazałaś się obłąkana ...

😄 Grunt to odrobina dystansu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.04.2019 o 22:40, ghost84 napisał:

@Haru, myślę że to forum to fajne miejsce żeby wyrzucić z siebie emocje, których realnie nie chcesz uzewnętrzniać, ale jeśli Ci to nie pomoże to uderz do jakiegoś specjalisty, bo się zamęczysz. Sam miałem momentami  jakieś dziwne zmiany nastroju, a jedna i ta sama myśl potrafiła u mnie wywołać skrajnie różne emocje. Także nie zazdroszczę. Trzymaj się.

To prawda, dzięki. :) Uczęszczałem swojego czasu do psychologa, ale faktycznie czuję, że znowu tego potrzebuję. 

W dniu 3.04.2019 o 22:40, ghost84 napisał:

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samotność dobija mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samotność jest najgorszą rzeczą czy stanem jaki może spotkać człowieka. Być samotnym, a być samemu to spora różnica. Jedna jest niezależna od nas, a druga stanem, do którego większość ludzi chce się udać po np. długim dniu w pracy. Samotność otacza człowieka ze wszystkich stron jak drapieżnik. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja lubię samotność.

 

Ceniona przez wielu postać  Włóczykija z Muminków to typ samotnika. Dobrze to robi jego rozumieniu świata.

Zakonnicy żyją w samotności.

 

Samotność to nie wcale taka zła rzecz.

 

Ja choruję na schizofrenię, z chęcią rozstałbym się ze swoimi głosami, ale one są innego zdania.Narzucają się.

 

Poza tym samotnym to można być w przestrzeni kosmicznej. Komputer, biblioteczka, pająk pod łóżkiem to też jakieś towarzystwo. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 29.05.2019 o 20:51, golgy napisał:

Samotność jest najgorszą rzeczą czy stanem jaki może spotkać człowieka. Być samotnym, a być samemu to spora różnica. Jedna jest niezależna od nas, a druga stanem, do którego większość ludzi chce się udać po np. długim dniu w pracy. Samotność otacza człowieka ze wszystkich stron jak drapieżnik. 

to prawda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No, a z jednej strony nie umiem być sam, ale z drugiej mam tendencje do znajdowania sobie kogoś. Choć kurcze myślę że chce się ogarnąć na tyle żeby zacząć szukać kogoś na stałe, bo ostatni mój związek przetrwał tylko 1.5 roku. Ogólnie lubię poznawać ludzi, także zawsze fajnie sobie z kimś pogadać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że nie powinnam swojego samopoczucia warunkować czyimś zainteresowaniem, obecnością - ogółem drugim człowiekiem. Tylko jak to robić, skoro całe życie to właśnie akceptacji drugiego człowieka mi brakowało? 

Odnoszę wrazenie, że cała moja samoocena oraz rzeczywistosc, którą wykreowałam podczas studiow wraz z ich końcem się zakończyły. Jestem tą samą - niepewną i pełną lęków dziewczynką po liceum, która nie wie czego chce. Chciałabym zdobyć magistra, potem sie doktoryzować. Ale dlaczego? Bo całe moje życie było samotne (bycie wyrzutkiem poszło w stronę bycia kujonem, co wciąż daje mi złudzenie stabilizacji psychicznej w momencie nauki) i chyba nie umiem inaczej żyć wśród ludzi. A studia same w sobie jako kierunek były dla mnie ogromnym utrapieniem i męką. Nie mam dziedziny, która mnie pasjonuje i odczuwam wielki żal do siebie, że nigdy nie znalazłam czegoś, co będzie sprawiać mi radość. 

W ciągu 3.5 roku zaledwie kilka razy byłam na jakimś piwie czy w mieszkaniu/akademiku jakiejs znajomej. Mimo to dało mi to wiele bodźców. Mimo „bycia z kimś” ciagle czułam się samotna, a dla tej osoby jestem nikim gdy studia nie trwają. Odczuwam ogromny brak szacunku do siebie samej, że nadal w tym tkwię, ale to tylko i wyłącznie wynik mojej samotnej desperacji. 

Wciaz jestem osobą z piwnicy, która boi się świata zewnetrznego. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
8 godzin temu, Abbey napisał:

W ciągu 3.5 roku zaledwie kilka razy byłam na jakimś piwie czy w mieszkaniu/akademiku jakiejs znajomej. Mimo to dało mi to wiele bodźców. Mimo „bycia z kimś” ciagle czułam się samotna, a dla tej osoby jestem nikim gdy studia nie trwają. Odczuwam ogromny brak szacunku do siebie samej, że nadal w tym tkwię, ale to tylko i wyłącznie wynik mojej samotnej desperacji. 

Wciaz jestem osobą z piwnicy, która boi się świata zewnetrznego. 

 

O, to zupełnie tak jak ja. Generalnie jestem introwertyczką, ale mój związek kompletnie zamknął mnie w domu. Przestałam wychodzić ze znajomymi i trudno mi było zbudować nowe, głębsze relacje. Istniał głównie mój mąż. Wynikało to z kilku rzeczy - mojej niepewności, chęci spędzania z nim czasu (on zawsze lubił oglądać w domu filmy w akompaniamencie alkoholu), a potem z obawy, że jak mnie nie będzie, to on będzie uciekał w pornografię i pisanie z innymi kobietami. 

 

Też czułam coś w rodzaju braku szacunku i złości do siebie, że tkwiłam w swoim związku. Już 5 lat temu pytałam na jakimś forum, czy pewne zachowania są normalne i podświadomie wiedziałam, że to małżeństwo jest do dupy, ale byłam tak bardzo samotna, tak brakowało mi jakiegokolwiek uczucia, akceptacji, czegokolwiek - że tkwiłam w tym dalej, ciesząc się ze sporadycznych ochłapów miłości rzucanych przez mojego partnera, przeplatanych psychicznym gnębieniem i jego wirtualnymi zdradami. Doszło do tego, że z aktywnej, szczęśliwej, pewnej siebie, wykształconej osoby (osiągnęłam ekspercki poziom w swojej dziedzinie i jestem naprawdę dobrym kąskiem na rynku pracy), stałam się kimś wycofanym, niepewnym siebie, pełnym lęków, nienawidzącym swojego ciała, siebie, z mnóstwem uciążliwych objawów psychosomatycznych. 

 

Miałam to szczęście, że zupełnie przypadkiem trafiłam na dobrego psychiatrę, kiedy już otrzymując maile w pracy płakałam, bo nie wiedziałam jak na nie odpisać. To bardzo doświadczony i pełen empatii człowiek, wzbudzający duży respekt swoją postawą - chyba kogoś takiego było mi trzeba. Osoby stanowczej, z dużą wiedzą, a jednocześnie wyrozumiałej, bo wystarczyło kilka jego tekstów, by mnie otrząsnąć i i umożliwić mi przejrzenie na oczy, choć cały proces we mnie dokonywał się powoli, a sama zmiana zaczęła się już kilka miesięcy wcześniej - brakowało chyba tego przypieczętowania. 

 

Sądzę, że dojrzejesz wreszcie do tego, że należy się z tego wydostać i mówię to jako osoba, która jeszcze pół roku temu była w głębokim, psychicznym dole, takim, że na Kubusiu Puchatku płakałam. 

 

8 godzin temu, Abbey napisał:

Nie mam dziedziny, która mnie pasjonuje i odczuwam wielki żal do siebie, że nigdy nie znalazłam czegoś, co będzie sprawiać mi radość. 

 

A mnie pasjonuje mnie bardzo dużo rzeczy, aż nie wiem której poświęcić się w pełni i też trudno mi wskazać coś, czemu byłabym w stanie poświęcić się bez reszty. Nie ma co mieć o to dla siebie żalu. Po prostu próbuj i nie zniechęcaj się zbyt szybko - zupełnie przypadkiem może trafisz na coś, co nagle okaże się idealne. 

 

8 godzin temu, Abbey napisał:

Wiem, że nie powinnam swojego samopoczucia warunkować czyimś zainteresowaniem, obecnością - ogółem drugim człowiekiem. Tylko jak to robić, skoro całe życie to właśnie akceptacji drugiego człowieka mi brakowało? 

 

Mam to samo i psychoterapeutka tłumaczy, że tak nie powinno być, że powinnam czuć się dobrze sama ze sobą, ale cóż - przez całe życie byłam bardzo samotna (wychowywałam się właściwie sama), potem w małżeństwie też byłam samotna i teraz, kiedy pozbyłam się złudzeń, że ten związek mi coś dawał, ponownie czuję, jak bardzo doskwiera mi ból samotności. Ale pracuję nad tym, żeby znów nie wpakować się w jakieś gówno. 

 

Dlaczego o tym piszę - chcę po prostu powiedzieć, że chyba wiem jak się czujesz. 

Edytowane przez wyjdz_do_ludzi_pobiegaj

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
20 godzin temu, Blendzior napisał:

@wyjdz_do_ludzi_pobiegaj poczyniłaś ogromne zmiany w ciągu niecałych 2 miesięcy, aż miło się czyta takie posty

 

Dziękuję! Widzę, że dokonała się we mnie duża zmiana, ale do tego potrzeba było czasu. Sądzę, że wtedy, gdy chciałam się wyprowadzić 2 miesiące temu, nie byłam gotowa i dobrze zrobiłam, że z tym poczekałam.

 

Co ciekawe, najtrudniejszy był ten pierwszy krok... Kiedy podpisywałam umowę na mieszkanie, byłam zalękniona i przecież nawet dzwoniłam do psychiatry po tabletki uspokajające. Nie wzięłam ani jednej. Gdy już pokonałam pierwszą przeszkodę i wyszłam ze swojej strefy komfortu (choć może powinnam to nazwać strefą dyskomfortu), potem poszło z górki. Dzisiaj spędziłam pierwszą noc w nowym mieszkaniu, czuję się świetnie, nie mogę doczekać się powrotu do pracy, rozpoczęcia studiów i dnia, w którym wreszcie wykreślę drugie nazwisko w swoim dowodzie.

 

Wiesz co jest najlepsze? Że mój nastrój bardzo się poprawił, ale jestem bogatsza o nową wiedzę i ogromną ilość doświadczenia. Inaczej patrzę na ludzi i ich relacje, chyba mam w sobie jeszcze więcej empatii, ale tym razem jest to zdrowa empatia, a nie taka niszcząca, w imię której poświęcam wszystkie swoje potrzeby. Chcę być wsparciem dla ludzi i cieszę się, kiedy moje tłumaczenia czasem komuś pomagają.

 

Jest wspaniale. I bynajmniej nie jest to epizod manii czy hipomanii. 

Edytowane przez wyjdz_do_ludzi_pobiegaj

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brakuje mi interakcji społecznych. Muszę się odbudować, poza tym mój mózg tego potrzebuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem beznadziejnym człowiekiem, dlatego nie mam nikogo, każdy ma mnie w dupie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, hankm napisał:

Jestem beznadziejnym człowiekiem, dlatego nie mam nikogo, każdy ma mnie w dupie.

 

Nie mów tak.

 

Samotność też mi doskwiera, brakuje mi osoby, z którą mógłbym dzielić się swoimi problemami nie narażając się na dziwne, ironiczne, szydzące reakcje, nie ufam ludziom... Brakuje mi osoby o podobnych zainteresowaniach, poglądach o podobnym spojrzeniu na świat, brakuje mi bratniej duszy...

 

Samotność jest straszna, boję się, że wraz z upływającym czasem stracę obecnych znajomych, nie poznam nowych, nie zakocham się (ze wzajemnością). Ta wizja mnie przeraża.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 minut temu, rookie napisał:

 

Nie mów tak.

 

Samotność też mi doskwiera, brakuje mi osoby, z którą mógłbym dzielić się swoimi problemami nie narażając się na dziwne, ironiczne, szydzące reakcje, nie ufam ludziom... Brakuje mi osoby o podobnych zainteresowaniach, poglądach o podobnym spojrzeniu na świat, brakuje mi bratniej duszy...

 

Samotność jest straszna, boję się, że wraz z upływającym czasem stracę obecnych znajomych, nie poznam nowych, nie zakocham się (ze wzajemnością). Ta wizja mnie przeraża.

Mówię jak myślę o sobie. Ja jestem szmatą nic nie znaczącym człowiekiem który popełnił kiedyś błąd i teraz ma tego konsekwencje. Dla mnie jedynym rozwiązaniem jest śmierć ponieważ nic nie osiągnąłem i nic nie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 14.07.2019 o 09:09, wyjdz_do_ludzi_pobiegaj napisał:

O, to zupełnie tak jak ja. Generalnie jestem introwertyczką, ale mój związek kompletnie zamknął mnie w domu. Przestałam wychodzić ze znajomymi i trudno mi było zbudować nowe, głębsze relacje. Istniał głównie mój mąż. Wynikało to z kilku rzeczy - mojej niepewności, chęci spędzania z nim czasu (on zawsze lubił oglądać w domu filmy w akompaniamencie alkoholu), a potem z obawy, że jak mnie nie będzie, to on będzie uciekał w pornografię i pisanie z innymi kobietami. 

Ja nie miałam w czasach przedstudenckich znajomych, więc dla mnie to zamknięcie się na stancji było jeszcze łatwiejsze - po prostu nadal bałam się życia... I mimo że mieszkaliśmy ponad 2 lata razem, to mało czasu spędzaliśmy wspólnie na wspólnych rzeczach. A mieliśmy jeden i to nie za duży pokój... On ciągle gra albo ogląda filmiki jak inni grają. Alkohol był codziennie. Gdy chciałam wyjść z jakąś koleżanką to wmawiał mi, że idę na spotkanie w celach erotycznych. On oczywiście uważał, że ma prawo wychodzić beze mnie i nieraz znikał bez słowa zostając po zajęciach w jakimś klubie... Prosiłam go miliony razy, by mnie zabrał ze sobą - ale mam wrażenie, że wstydzi się mnie i zawsze znalazł wymówkę, żeby nie przedstawić mnie swoim znajomym. Nawet jak np. szliśmy sobie ulicą, nagle idzie jego "ziomek", przystają, cześć-cześć, jakieś "co tam", ja stoję obok i NIC. Jakbym znikała. Jakby mnie nie było. Nigdy nie usłyszałam z jego ust "to moja dziewczyna, poznaj" itd.

Bardzo mnie to bolało.

W dniu 14.07.2019 o 09:09, wyjdz_do_ludzi_pobiegaj napisał:

Już 5 lat temu pytałam na jakimś forum, czy pewne zachowania są normalne i podświadomie wiedziałam, że to małżeństwo jest do dupy, ale byłam tak bardzo samotna, tak brakowało mi jakiegokolwiek uczucia, akceptacji, czegokolwiek - że tkwiłam w tym dalej, ciesząc się ze sporadycznych ochłapów miłości rzucanych przez mojego partnera, przeplatanych psychicznym gnębieniem i jego wirtualnymi zdradami

Ja też na fejkowych kontach na forach "dla kobiet" pytałam o różne zachowania - to mój jedyny związek i nie wiedziałam jak to wygląda "normalnie". Jego matka koniecznie chciała zrobić ze mnie "wieśniaczkę". I mam wrażenie, że ogromny wpływ na ten związek ma właśnie ona.

W dniu 14.07.2019 o 09:09, wyjdz_do_ludzi_pobiegaj napisał:

A mnie pasjonuje mnie bardzo dużo rzeczy, aż nie wiem której poświęcić się w pełni i też trudno mi wskazać coś, czemu byłabym w stanie poświęcić się bez reszty. Nie ma co mieć o to dla siebie żalu. Po prostu próbuj i nie zniechęcaj się zbyt szybko - zupełnie przypadkiem może trafisz na coś, co nagle okaże się idealne. 

Szanuję Cię ogromnie! Kiedyś byłam małą dziewczynką z różnymi pasjami i wieloma planami - później wszystko przepadło... I potężnie szanuję osoby z pasją!

 

I szczerze mówiąc takie wiadomości właśnie dają kopa - nie jakieś wspólne narzekanie! Staram się wyciągać wnioski z postępowania takich osób jak Ty, które miały większe jaja ode mnie i coś zrobiły ze swoim życiem. Oby tak dalej u Ciebie się działo :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Abbey napisał:

Ja nie miałam w czasach przedstudenckich znajomych, więc dla mnie to zamknięcie się na stancji było jeszcze łatwiejsze - po prostu nadal bałam się życia...

 

Spoko, ja też nie miałam jakoś szczególnie dużo, ale po ślubie zamknęłam się całkowicie.

 

10 godzin temu, Abbey napisał:

Prosiłam go miliony razy, by mnie zabrał ze sobą - ale mam wrażenie, że wstydzi się mnie i zawsze znalazł wymówkę, żeby nie przedstawić mnie swoim znajomym. Nawet jak np. szliśmy sobie ulicą, nagle idzie jego "ziomek", przystają, cześć-cześć, jakieś "co tam", ja stoję obok i NIC. Jakbym znikała. Jakby mnie nie było. Nigdy nie usłyszałam z jego ust "to moja dziewczyna, poznaj" itd.

 

To jest bezduszne okazywanie braku szacunku i odzieranie Cię z pewności siebie. Wiem, że będzie trudno, ale może spróbuj następnym razem sama wyjść z inicjatywą i powiedzieć "cześć, jestem Abbey i jestem dziewczyną tego toksycznego palanta"? No, może nie tak dosłownie, ale po prostu olej go i się przedstaw, a następnie obserwuj reakcję. Może to Ci otworzy oczy.

 

Wy nie jesteście razem. Naprawdę. To nie ma nic wspólnego ze zwązkiem.

 

10 godzin temu, Abbey napisał:

Ja też na fejkowych kontach na forach "dla kobiet" pytałam o różne zachowania - to mój jedyny związek i nie wiedziałam jak to wygląda "normalnie". Jego matka koniecznie chciała zrobić ze mnie "wieśniaczkę". I mam wrażenie, że ogromny wpływ na ten związek ma właśnie ona.

 

A ja do związku "trafiłam" z toksycznego domu, w którym miałam matkę, którą wiecznie trzeba było zadowalać i chodzić wokół niej na paluszkach. Opuściłam dom rodzinny z przeświadczeniem, że moje potrzeby są gówno warte, emocje trzeba ukrywać, byle tylko nie urazić drugiej osoby. 

 

Żaden rodzic nie może mieć wpływu na związek. Jeżeli on dotychczas nie odciął pępowiny i pozwala swojej matce "robić z Ciebie wieśniaczkę" i wtrącać się w jakikolwiek sposób - odejdź, bo to się nie zmieni, a oni we dwójkę będą Cię tłamsić. Nie mówię, że nigdy z niczym rodzic nie może się odezwać, ale są pewne granice (które sama dopiero uczę się stawiać!), których ani rodzic, ani partner nie powinni przekraczać.

 

10 godzin temu, Abbey napisał:

I szczerze mówiąc takie wiadomości właśnie dają kopa - nie jakieś wspólne narzekanie! Staram się wyciągać wnioski z postępowania takich osób jak Ty, które miały większe jaja ode mnie i coś zrobiły ze swoim życiem. Oby tak dalej u Ciebie się działo 🙂

 

Bardzo się cieszę, że dzielenie się doświadczeniami na tym forum może komuś pomóc. 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem beznadziejny, dlatego jestem sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Samotność, szczerze? Od młodości Do początku maja 2019, nie wiedziałam jak się czuje samotność. Jestem trochę alienem z powołania, dobrze mi czasem z tym a czasami mam ochotę za kimś tęsknić pomijając rodzinę ee, ja nawet za rodzina nie zbyt tęsknię?! Bo wiem że są, zadzwonię jest ok. Więc pomijając rodzinę. No nie czułam do tego czasu samotności, rozumiałam ją poprzez obserwacje innych osób, poprzez definicje i artykuły w Internecie i było to dla mnie przeważnie jakieś sztuczne zwlaszcza obserwacja tego zjawiska w czasie rzeczywistym czy na czacie. Mój mózg odbierał objawy innych (jakoś bardzo w splaszczonym wymiarze) czasem miałam szczera ochotę powiedzieć komuś że przesadza że to nie jest mozliwe być tak samotnym. Jestem natomiast dość kulturalna więc milaczalam wiedząc że mój fakt nie koniecznie jest faktem innych. Ja jestem tą mniejszością której obca samotność więc powiedzmy że to się nie liczy. Dobra, no to co się zmieniło? To było dziwne. Dałam się raz poznać bardzo mocno chyba z wszystkich prawie stron, poczułam więź. To nie szło w dobrą stronę, skończyło się po roku. To była świetna znajomość dużo się nauczyłam, najpierw zrobiło mi się mocno szkoda stanu faktycznego. Mózg mówił "xd ale o co chodzi" analizowałam na wiele sposobów prywatnie, doszłam do wniosku już dość poprawnego. To było dość toksyczne, myślę że zaczynało męczyć nas obu. Tak czy inaczej wtedy ze 3 dni po zakończeniu poczułam "brak" hmmmm.. To pewnie było coś w stylu samotności. Trwało to ze 2 dni, to byl nowy i jednocześnie stary stan rzeczy doszlo trochę negatywnych myśli. No ale halo, trwało to 2 dni, to jak to.. Okej może jakby to było na żywo, bo znaliśmy się na necie to jakby to było na żywo to trwało by z miesiąc chociaż? Tak czy inaczej ten stan nie był zbyt samotny, raczej poczułam urwanie. Nie czułam że już nikt nigdy że mną nie pogada, że jestem do niczego itp. Przecież można nadal kogoś poznać, wszędzie jak się chce. No teraz to ja nie chcę :D na razie koniec z znajomościami. Dobra, podsumowując poznałam namiastkę poczucia pół-samotności. Nie uważam że jest to najgorsze na ziemi uczucie, sprawia że trochę czujesz się urwany od rzeczywistości ale to tymczasowe i jak sobie się nie pozwala na dlubanie w tym to mija szybciej niż się wydaje. Jeśli coś się kończy to znaczy że tak miało być, jeśli są na to powody i dowody to jest wszystko okej, nie ma co walczyć z tym. Chyba że chce się być psychopata, mówię ogólnie tak czy siak każda sytuacja jest deko inna. Mogłabym pisać i pisać ale już stóp xddd. Także, eeee... Aktualnie czuje antysamotnosc, po zerwaniu z chłopakiem, strasznie się cieszę że jestem już wolna. Przytloczyl mnie i teraz czuję potrzebę samotności. Najlepiej by było w środku lasu zamieszkać ale żeby był internet, catering, i zwierzaczki. Dziękuję wszystkim za nie przeczytanie. Xd 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 ale już stop xddd Także, eeee... Aktualnie czuje antysamotnosc, po zerwaniu z pierwszym chłopakiem w życiu wtf, brzmi to creepy, strasznie się cieszę że jestem już wolna. To nie ten co znaliśmy się rok, z tym co znałam się rok to był "wszystkim po trochu" a ten ostatni przytloczyl mnie i teraz czuję potrzebę samotności. Najlepiej by było w środku lasu zamieszkać ale żeby był internet, catering, i zwierzaczki. Dziękuję wszystkim za nie przeczytanie. Xd  musiałam poprawić bo znów nie mogę w poprzednim... Nie to nie to będę spamować. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja nadal jestem samotna, nadal jestem dziewicą, już się z tym pogodziłam, bo dzieci i tak nigdy nie będę mieć, nie lubię dzieci. W mojej rodzinie zawsze było dużo bachorów i mnie denerwowały, nie mam żadnych uczuć do dzieci. Nie będę mieć dzieci. Tak będzie najlepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam nikogo choć jestem mężatką... Nikogo, kto wysłucha z cierpliwością i bez głupawego uśmieszku pt. "Co Ty mi tu pie****isz?". Nie ma osoby, do której otworzę okienko, zapukam i wypalę od progu: "Nie mam sił, wysłuchaj mnie...". Czasem zastanawiam się czy ja istnieję na tym świecie normalnie czy tylko połowicznie a druga połowa dryfuje w innej rzeczywistości...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×