Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Czarodziejska pigułka ?

Poświęć te parę złotych w bardziej pożyteczny sposób.

Za pewne wiesz że życie jest neutralne?

Nie ma kompletnie żadnego sensu.

My go nadajemy w imię ideałów

Masz jakieś ?

 

 

Masz dwa wyjścia, pierwsze to utwierdzanie się w swojej bezsilności, na wstępie możesz się podać.

Drugim jest wolność i szczęście.

Rozumiem że jesteś osobą która ma coś oleju w głowie ?

Jeżeli wybierasz drugie to ostrzegam Cie na wstępie ..

Będzie jeszcze gorzej niż jest.

Walka ze swoimi słabościami to walka z wiatrakami.

Najśmieszniejsze jest to że można z nimi wygrać heh .. paradoks życia

 

Ode mnie nie "usłyszysz" słów współczucia.

Ale wsparcia, na pewno.

Inicjatywa jest w Twoich rękach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nie oczekuje współczucia lecz rady...walczyć ze swoimi słabościami :lol: to jak walka z wiatrakami dobrze to nazwałeś...niewiem czy dobrze zrozumiałam ale sugerujesz odstawienie leków??? próbowałam i to z dnia na dzień efekt był nieciekawy po ok.miesiącu zaczeło się wszystko na nowo nie mogłam znieść siebie do tego swoją złość kierowałam w stosunku do bliskiej mi osoby doszło nawet do rękoczynów.Gdybym mogła mieć jedno życzenia to chciałabym umrzeć i narodzić się na nowo :shock: oczywiście w lepszym egzemplarzu :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie oczekujesz rady lecz współczucia.

Już się przekreśliłaś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

współczucia??? nie znasz mnie więc skąd możesz wiedzieć czego oczekuje??? co mi da Twoje współczucie??? uzdrowi mnie??? poprawi mi nastrój??? NIE.utwierdzi mnie w mojej beznadziejnośći...po co mi to ??? nawet kota można zagłaskać na smierć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

asiula a moze powinnas zmienic lek ??? ja tez wiele razy zmieniłam leki zanim trafiłam na taki co w miare jakos mi pomogł...chociaz i tak do konca nie jest dobrze ,,,,bo to wszystko siedzi gdzies tam głeboko w głowie...ja tez czasem mam tak chore natretne mysli ze niewiem o co w tym wszystkim chodzi,,,,mysle ze musi minac troche czasu i wszystko sie unormuje i zaczniesz sobie radzic , niestety musisz walczyc jak kazdy z nas....pozdrawiam trzymaj sie mocno :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

krysiunia dzięki ja również trzymam za Ciebie kciuki i za wszystkich którzy sie nie poddają

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć Asiula,

Wyobrażam sobie, że jest Ci BARDZO ciężko. Też to wszystko przechodziłam. Chodziłam na terapie, które jakoś mi średnio pomagały, aż któregoś dnia odkryłam książkę, która pomogła mi wyjść z bagna depresji.

Bardzo polecam Ci: "Możesz uzdrowić swoje życie" Louise L. Hay.

Spróbuj. Ale wiedz, że uzdrawianie swojego życia to proces,że zależy od nas samych i ŻE ZMIANA NA LEPSZE, NA SZCZĘŚCIE JEST MOŻLIWA!!!

Pozdrawiam Cię serdecznie, nie poddawaj się! :D

Tikta

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

poddać się??? hm...to dla słabych ludzi ja nie jestem słaba...inna...będe żyć tak bardzo...tak mocno że przedawkuje życie :lol: przecież to tez jesteś ciekawa perspektywa dla świra czy nie???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobno życie jest przygodą dla odważnych albo niczym;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Podobno życie jest przygodą dla odważnych albo niczym;)

 

podoba mi się to co napisałeś :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od jakiegoś czasu miewam napady złości. Najbardziej dobija mnie fakt ze żyje w cieniu moich znajomych. Odczuwam takie „ jestem, bo jestem, póki nikomu nie przeszkadzam”. Gdy jestem wśród znajomych siedzę cicho nie odzywam się, a gdy chce cos powiedzieć to albo źle mowie, albo przerywają mi w pół zdania. Dzwonią do mnie, wyciągają mnie, ale … czemu za każdym razem czuje się jak odlud. Tak samo jest moja rodzina. Denerwuje mnie takie wegetowanie w środowisku, które zaprasza cię na piwo, bo jest im głupio się umawiać bez ze mnie, kiedy ja stoję obok. Ostatnio zaczepem zajmować się muzyka. Tworzenie własnych utworów i granie w klubie. Tylko ze cały czas wysłuchuje ze „ to nie dla ciebie” albo „ zostaw to dla profesjonalistów”. Wszyscy na około SA świetni, tylko ja mam Se dać z tym spokój, a jeżeli już słuchają to słyszę fałszywe „ ty, no, dobry kawałek” Na sama myśl mam ochotę ich pozabijać. Gdy ktoś mi cos pokazuje, ja musze się tym fascynować, gdy ja chce cos pokazać to nawet nie maja ochoty tego widzieć bądź słyszeć. Czasami mam wrażenie ze żyje tylko po to by inni się mogli na mnie dowartościowywać. Niestety mam tylko wykrztalcenie zawodowe. Nie jestem geniuszem, i nigdy nim nie byłem, ale, od kiedy pamiętam ja zawsze byłem na ostatnim miejscu. W szkole podstawowej byłem bity przez kolegów. Byłem ten, kogo popychają. Nie wiem, czemu ale nie byłem typem człowieka, który dla rozrywki męczył słabszych od siebie. Nie miałem tak kumpli. Dopiero zmiana szkoły i otoczenia dały to ze mam paru znajomych. Dlatego chciałem cos robić by mnie w końcu zauważono, ale co, jak zwykle wyszło ze albo nie umiem albo po prostu mam się nie wpierniczać w to, a najgorsze ze ja chce to robić. Ale historia lubi się powtarzać. Mam już dość tego wszystkiego. Jestem po trzech próbach samobójczych, i za każdym razem ktoś mi przeszkodził. Nie jestem zagorzałym katolikiem i nie chodzę, co niedziele do kościoła, ale wiem ze bóg istnieje, i wiem ze mam cos tu ważnego do zrobienia, ale mam już dość całego świata. Mam już dość życia w cieniu innych. Gdzie bym nie poszedł, co bym nie zrobił, zawsze jest źle i niedobrze, moje koncepcje SA złe, ja źle gadam, ja źle mowie ja źle myślę. Dlatego ostatnimi czasu, jeżeli ktoś mówiłbym cos w sobie zmienił, nie robie tego, bo nie chce dostosowywać się do czyjegoś „ widzi mi się”. Chciałbym się wyzbyć już tego uczucia. Myśl o tym wszystkim doprowadza mnie do płaczu. Ja wiem, jestem slaby, ale nic na to nie poradzę. Boje się życia i ludzi. Czasem idąc ulica omijam ich szerokim lukiem. To wszystko przez to ze chciałem ufać ludziom, ale przez to nie podchodzę już praktycznie do ludzi. Często gram i wielu tego nie rozumie jak ja mogę spędzać tyle czasu przed komputerem. Ja wiem, dlaczego. Bo w wirtualnej rzeczywistości, w Internecie, czy na czatach ludzie cię nie oceniają, nie patrzą krzywym okiem. Czy ja jestem nienormalny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twój problem polega na tym że widzisz siebie w oczach innych ludzi jak chcesz być widziany - jako słabego,niepewnego odludka. I tak będziesz widziany ...

Brakuję Ci pewności siebie , poczucia własnej wartości. Piszesz o znajomych , ciesz się że ich masz i doceniaj ich nie wpajaj w siebie wyimaginowanych wyobrażeń bo skoro oni chcą utrzymywać z Tobą kontakt,spotykać się to na pewno nie robią tego z przymusu Ty sam się od nich zaczynasz izolować stwarzasz samospełniającą się przepowiednie , oni mnie nie lubią .. i zaczną.

Masz pasję.

Pasja to piękna część życia, zacznij się w niej spełniać. Nie zwracaj uwagi na subiektywizm komentarzy, dopuszczaj do siebie tylko te które na prawdę mogę poprawić coś w Twojej muzyce.

 

Powodzenia w pracy nad sobą i muzyką.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po zerwaniu przez dziewczyne, rowniez stracilem swoja samoocene. A najgorsze jest to ze nie mam z kim pogadac o tym, jest mi tak zle...Gdybym chodz mieszkal w Polsce, moze byloby mi latwiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

TIKI, zawsze możesz porozmawiać tutaj - czasem to nawet łatwiejsze niż w realu ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam problem i chciałabym poznać wasze zdanie na ten temat a może ktoś przeżył coś podobnego.

Od jakiegoś czasu jestem w dość osobliwym stanie tzn nic nie wzbudza u mnie pozytywnych ale co gorsze negatywnych uczuć pomimo ,iż są ku temu powody.Jestem osobą wrażliwą w "normalnym" stanie moje zachowanie byłoby zupełnie inne a z pewnością nie przypominało by tego ,w którym jestem czyli totalna obojętność izolacja...czuje się tak jakby problem czy zdarzenia nie miały miejsca w moim życiu ale u innej osoby.

Wiem,że może mieć i prawdopodobnie ma związek z mechanizmami obronnymi ,które każdy z nas stosuje a właściwie jego psychika mniej lub bardziej świadomie ale w tym przypadku musiałoby to być stosowane bardzo silnie.Nie wiem czy tak powinno być tzn czy powinnam coś z tym zrobić czy mam na to jakiś wpływ by się "przebudzić" i w jakim celu?

...może dlatego bo nie wiem czy będzie to miało poważniejsze konsekwencje w przyszłości czy raczej samo się ułoży i wyreguluje choć w tą druga opcje trudniej mi uwierzyć bo nie da się zmienić przeszłości,zdarzeń które są powodem cierpienia ... czy to nie jest cisza przed burza.Jestem ciekawa co o tym sadzicie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam problem z myśleniem oraz z komunikowaniem się z innymi osobami. Dodam że od dziecka jestem małomówny, do tego doszły jeszcze problemy z rówieśnikami w podstawówce i gimnazjum, przez co miałem depresje, i nadal ją mam w jakimś małym stopniu bo nie odczuwam już od dłuższego czasu takich objawów jak wcześniej.

Ale do sedna. Uważam że przez te wszystkie lata zamknąłem się w sobie, jestem małomówny czy to w domu czy w szkole.

To wygląda tak, że nie wiem co powiedzieć, czuję taką pustkę w głowie, a jeśli już miałbym coś powiedzieć do wydaje mi się że to jest głupie i że ja jestem beznadziejny. Nie mam w sobie poczucia wartości, ale jak je odzyskać?. Strasznie mnie to dołuje gdy jestem w towarzystwie znajomych(chłopaków bo z dziewczynami w ogóle nie rozmawiam- boje się, wstydzę) i nic się nie odzywam , a tylko ich słucham a po chwili pytają mnie czemu nic nie mowie, tak jakbym nie potrafił przełożyć tego co się dzieje, wydarzeń na myśl którą powiedzieć (wyciągnąć z czegoś wniosków)nie wiem czy to dobrze zrozumiecie,do tego mam jeszcze problemy z pamięcią. Problemy też pojawiają się w szkole na lekcjach ,a potem w domu jak mam zrobić jakieś zwykłe zadanie to wydaje mi się że jest ono niewykonalne i zrobienie go zajmuje mi dużo czasu.

 

Proszę o pomoc, jakieś rady :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No więc od kilku dni bardzo się przejmuje tym, że będę kiedyś stara i samotna... Mimo, że teraz mam dopiero 16 lat, mój chłopak 24... Bardzo się kochamy i wierzę, że to miłość do końca życia... Jesteśmy razem już 2 lata... Boję się jednak, że on kiedyś umrze pierwszy i nie dam sobie rady bez niego... Co mam zrobić żeby przestać o tym myśleć?? Już wpadam w paranoje... a jeszcze miesiąc temu tryskałam radością. Błagam, niech mi ktoś pomoże...:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie.. ja w jej wieku płakałam do poduszki i modliłam się do Boga żeby zabrał mnie z tego marnego świata! jeśli jakimś cudem dożyję starości to też będę samotna i jeszcze bardziej nieszczęśliwa niż teraz :( to tyle pozytywów na dzisiaj!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przykro mi ze taki straszny pech cie spotyka.Ale warto zyc chociazby dla samego siebie.Mysle ze warto byloby gdybys skorzystal z porady jakiegos lekarza.Napewno pomoze.Ja od 3 miesiecy lecze sie na depresje i zanim zostala zdiagnozowana to bylam u wszystkich istniejacych lekarzy.Biore leki,troche pomogly,ale na kazdy stres i zdenerwowanie reaguje dziwnie.Sama do tej pory nie moge sie do tego przyzwyczaic.Nigdy sie tak nie czulam.Mam zawroty glowy,ktore raz sa slabe raz tak silne,ze nie moge funkcjonowac.Lekarz twierdzi,ze to od depresji a ja nie moge sie doczekac normalnosci.Chodzilam do psychologa,troche pomoglo.Ale kiedy bedzie calkiem dobrze?Mam 5 miesieczne dziecko i musze dac rade.Bardzo mnie uratowaly i podniosly na duchu posty innych osob bo teraz wiem,ze nie zwariowalam.Trzymajcie sie ,wiem ze kiedys bedzie dobrze,musicie byc cierpliwi.Ja wieze,ze bedzie lepiej.Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Samotność mamy na to wpływ wiec nie koniecznie , Starość coś naturalnego, Śmierć nieodzowna część naszego życia :!: pozostaje kwestia czy przyjmujemy to do Siebie jeżeli tak to kolejny krok do przodu ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to teraz ja. ;)

Powiedzmy, nie wdając się w szczegóły że miałam ciężki rok. Taki,że obiektywnie mam prawo być smutna, przybita, mieć wszystkiego dość. Ale nie wiem czy przypadkiem nie posunęłam się już o krok dalej. Straciłam wszystko na czym mi zależało. No ale zdarza się, wiem, trzeba żyć dalej. Tylko że ja nie mam siły. Dziś jestem z siebie niesamowicie dumna bo odkurzyłam pokój. Nie wyobrażacie sobie jaki to był dla mnie wysiłek, nie chodzi o to że powierzchnia wielka ;) ale zmuszenie się do wyjęcia odkurzacza z szafy, podłączenie do gniazdka, włączenia przełcznika i chodzenia z nim po pokoju a póżniej wyłączenie go i schowanie. Jejku. Przecież wydawało mi się ponad siły. Tak jest ze wszystkim-umycie głowy, odpisanie na sms-a, umycie kubka, uśmiech, zakupy, nawet włączenie komputera. Najlepiej mi jak siedzę nie robiąc nic. Na to starcza mi sił. Poza tym nie jem. Tzn jem, bo wiem że trzeba ale nie czuję głodu. Czasami dopiero jak zaczyna mi się kręcić w głowie i robić ciemno przed oczami to stwierdzam że muszę sobie coś jednak kupić. I ciągle chce mi się spać tak strasznie, ze na wykładach leżę na ławce. To dziwne bo mimo że jestem taka zmęczona wcale nie jest mi łatwo zasnąć, zasypiam ok 2 w nocy, nie umiem wcześniej a później za nic nie mogę wstać, notorycznie wszędzie się spóźniam. Nie cieszy mnie nic, to co kiedyś wydawało się sensem dziś nie zasługuje na miano powodu do wstania z łóżka. Poza tym wszystko mnie drażni, denerwuję, krzyczę na wszystkich złoszczę się. Sama nie wiem czemu, nie chcę się tak wcale zachowywać. I płaczę. Codziennie. Z byle powodu. Po prostu idę sobie ulicą i zauważam ze po policzkach płyną łzy. Ot tak. Czasami myślę ze muszę wziąć się w garść, myślę że od jutra będę inna... Ale nie umiem. I jeszcze te zawroty głowy, osłabienie, ból głowy, klatki piersiowej, duszności, myślę czasem że umieram, boję się ale bardziej przeraża mnie to że coraz częściej sądzę że tak byłoby lepiej, tylko rodziny mi żal. Najgorsze jest to, że ja nie widzę wyjścia z tej sytuacji, nie widzę nadziei, wydaje mi się ze nikt i nic nie jest w stanie mi pomóc, że tak już będzie zawsze, że już nigdy nie odzyskam tej "iskierki" (tak mnie widzą teraz ludzie, pytałam się koleżanki czy zachowuję się inaczej, powiedziała, że tak bardzo "przygasłam") Nie chcę być taka mam już tego tak bardzo dość, ten smutek już chyba płynie mi w żyłach razem z krwią, czuję go wszędzie i zawsze, jest nie do wytrzymania. Nie daję już rady. To nie jestem ja. Kiedyś byłam taka silna, mówiłam że nic nie jest w stanie mnie zniszczyć, załamać, nie było osoby która by tak nie uważała. Nigdy życie mnie nie oszczędzało ale zawsze wychodziłam zwycięsko, wzbudzałam tym podziw. A teraz? Teraz wzbudzam tylko litość. Taka inna byłam, taka uśmiechnięta.

Czy to minie samo? Czy taki smutek może sam zniknąć. I czy kiedyś będę dawną "najmniejszą"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×