Skocz do zawartości
Nerwica.com

Uzależnienie+strach+depresja = brak nadziei


Ahmed

Rekomendowane odpowiedzi

…zastanawiałem się co napisać w powitaniu.

Skoro trafiłem na to Forum to pewnie musi być ze mną na tyle źle że zacząłem szukać pomocy u ludzi z podobnymi problemami co moje.

Co mnie tu sprowadza ? Pustka , smutek, żal do samego siebie, bezsilność w podejmowaniu decyzji.

Od kilkunastu lat żyje w toksycznym związku, toksycznym dosłownie i w przenośni. Przedtem byłem człowiekiem dość pogodnym i kręciłem się wśród znajomych jako „dusza towarzystwa”. Nowy związek zaczął zmieniać całe moje życie a najbardziej mnie samego.

Kobieta z którą się związałem okazała się zimną , bezduszną , nieczułą górą lodową. Mamy dziecko i bardzo wiele zobowiązań, kredytów, długów a wszystkie były brane na mnie ale zostały zawarte na jej potrzeby. Ona jest rozwijającą się „bussineswoman” po trzydziestce, taką bezwzględną z dużą ilością zaszczepionej hipokryzji zarabiająca sporo kasy przy mojej skromnej pensyjce. Całość spłat zobowiązań leci z jej pensji moja przy niej starcza na przysłowiowe waciki. W domu wydaje jej się że nadal jest w pracy: rządzi, wydaje nam polecenia służbowe, udziela nagany i upomnienia. Sama w tym czasie przeprowadza kilkanaście rozmów przez telefon – tematy tych rozmów to pierdoły najniższej klasy jak obgadywanie znajomych i problemy z psem koleżanki.

Kilka lat temu w przypływie kolejnego braku jakichkolwiek uczuć ze strony mojej kobiety popadłem w „związek” można by go nazwać romansem tylko że został uknuty z premedytacją przeze mnie razem z inną kobietą właśnie w celu zwrócenia uwagi naszych partnerów na zło dziejące się w naszych domach (mieliśmy prawie identyczne problemy) – ogłosiliśmy że się kochamy, uprawiamy seks, chcemy być razem itp. co było oczywiście wyssane z palca bo do niczego nie doszło. Po tym oczywiście było niby lepiej może przez 2 miesiące ale szybko wróciło do normy z dodatkowym elementem: wytykania „zdrady” - oki co nie zamierzam jej wyprowadzać z błędu.

Dziś jesteśmy chyba razem tylko dla dziecka i ze względu na owe zobowiązania finansowe. Wielokrotnie z nią rozmawiałem, tłumaczyłem, prosiłem…w zamian usłyszałem że mam się iść leczyć bo jestem przewrażliwiony.

Myślałem nad rozstaniem ale wtedy dziecko będzie się wychowywało „samopas” bo ona nie będzie miała oczywiście dla niej (to córka) czasu a ja z moją pensją straciłbym mieszkanie, stał się bankrutem i stracił też dziecko (bo spotkanie raz w tygodniu na godzinkę to za mało) no i zapewnie nie wytrzymałbym tego psychicznie. Mieszkamy w mieście w którym ja nie mam nikogo bliskiego do którego mógłbym się w razie czego przeprowadzić a nawet pogadać. Dla niej 12 lat temu zostawiłem wszystko: dom, przyjaciół i znajomych a nawet rodzinę .

Jednak nie to jest najgorsze – najgorsze jest moje uzależnienie od niej – mój rozum ją nienawidzi ale serce kocha. Gdy jest w pobliżu to nie mogę na nią patrzeć, nie mogę jej słuchać śmiało mógłbym powiedzieć że jest moim największym wrogiem, zupełnie jej nie ufam ……ale gdy jej nie ma przy mnie to wariuję, serce mi kołacze,szumi mi w głowie, czuje ucisk w klatce i brzuchu mam najczarniejsze wizję , widzę jak mnie zdradza, widzę jak się śmieje i jak jest szczęśliwa. Gdy wraca to jest od razu awantura.

Ja zamknąłem się sam w sobie ze swoimi strachami, potworami, goryczą, głosami w głowie które mówią „skończ to - wystarczy kawał linki i po bólu”. Córka w tej chwili ogląda tylko smutnego ojca czasem widzi mnie płaczącego. W pracy się maskuję ze swoim smutkiem, strachem, i prawdziwym samopoczuciem otoczyłem się maską dowcipnisia, czasem prawie robię z siebie kretyna żeby tylko inni mnie postrzegali jako fajnego kolegę z pracy a nie pogrążonego w bezkresnym smutku faceta. Do takiej perfekcji to opanowałem że przy jakichś okazjach jak imieniny czy gwiazdka w życzeniach słyszą: „oby nigdy nie opuściło cię poczucie humoru” – masakra !!!

Dziś mam czterdziestkę na karku i zero ludzi do których mógłbym zadzwonić i pogadać - dlatego piszę do Was … może odrobinkę anonimowo ale pełen nadziei że ktoś to chociaż przeczyta i zrozumie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja z moją pensją straciłbym mieszkanie, stał się bankrutem i stracił też dziecko (bo spotkanie raz w tygodniu na godzinkę to za mało) no i zapewnie nie wytrzymałbym tego psychicznie. Skąd możesz wiedzieć , ze tak będzie? Jesteś jasnowidzem? Z każdej sytuacji jest wyjscie.Tylko trzeba powalczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie trzeba być jasnowidzem - wystarczy być realistą.

A walka akurat w tej chwili jest tym na co nie mam siły.

Wiem że w poście opisałem całą sytuację dość zawile i można pewnie nie jedne złe wnioski wysnuć ale wierz mi że sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana.

Ale i tak dzięki że zechciałeś przeczytać moje wypociny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też przeczytałam. Zawalcz o swoje szczęście, niekoniecznie musi być tak, że z córką bedziesz widywał się tylko raz w tygodniu godzinę, jest fundacja, która pomaga ojcom walczyć o swoje prawa. Jeśli jesteś dobrym człowiekiem i kochającym ojcem to myślę, że możesz starać się o to czego pragniesz. NIestety wiem, że w naszym kraju(i nie tylko) dziecko prawie zawsze zostaje przy matce, chyba że są jakieś rażące zaniedbania z jej strony ale zawsze można się jakoś dogadać, skoro ona mówi że się jej znudziłeś i nie czuje do Ciebie nic, to nie ma sensu się męczyć. Pogadaj z nią o rozstaniu w takim wypadku i dalej o kwestii opieki nad dzieckiem, skoro ona jest taka zajęta i towarzyska bizneswoman to być może nawet chętniej i często będzie dziecko zostawiać Tobie pod opieką.

 

[Dodane po edycji:]

 

A mieszkanie czyje jest? Jest wasze wspólne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cieszę się że wytrwałaś w tym moim bełkocie do końca :)

Ten jeden raz w tygodniu to oczywiście przenośnia ..... mógłbym sie z nia spotykać pewnie nawet codziennie bo ma już 10 lat i jej matka nie robiła by mi raczej problemów ..... ale najbardziej się boję że z kimś takim jak moja kobieta stanie się taka sama jak ona.

Mieszkanie jest na mnie i tylko na mnie , podobnie jak i gigantyczny kredyt na jego zakup. Kupiłem w kredycie to mieszkanie od niej po to żeby miała kasę na spłatę wszystkich swoich długów.

Mogę oczywiście mieszkanie sprzedać i spłacić kredyt - ale gdzie zamieszkam? Zostanę bezdomnym kloszardem ? w noclegowni ?

A nie zarabiam tyle aby zamieszkać sam i spłacać te kredyty. kwota mojego dochodu to zaledwie 3/4 samych rat wszystkich kredytów. I w ten sposób dochodzimy do konkluzji że jestem od niej uzależniony przede wszystkim finansowo :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wszystko juz zrobiłem ....jestem uje**** i tyle.

Tez nigdy nie miałem takich kłopotów.

To mieszkanie było jej własnościa - dostała je w spadku po dziadku. Potem jej ojciec zaczął sie w biznesie pakować w coraz wieksze kłopoty (długi , kochanka , wydatki na boku) no i nagle miał 300tys zł długu wszyscy po kolei z rodziny brali mu kredyty zeby mu pomóc bo twierdził że on wyjdzie na prosta i bedzie te kredyty spłacał . No i ona jako "dobra córeczka" też wyszła z inicjatywa że weźmie kredyt pod hipotekę mieszkania w którym mieszkamy i da mu kasę na spłate długów - oczywiście sprzeciwiłem sie temu wiedzac jak to sie skończy (w końcu całą rodzine wczesniej stopniowo utopił w długach) ale zostałem zignorowany krótkim stwierdzeniem - "to moje mieszkanie i moja sprawa" . Po 4 latach życia tego kredytu (ojciec oczywiście go olał i my go cały czas spłacaliśmy) w oczy zajrzała nam wizja eksmisji a komornicy walili drzwiami i oknami bo oczywiście potem ona wzięła jeszcze kilkanaście kredytów dla ojca (oczywiście tez nie spłacanych). Nasza córka miała wtedy 6lat i nie usmiechało mi sie przenosić z nią do zawilgoconego mieszkania które nam pewnie dadzą w zamian. A komornicy połozyli łapy na jej pensji i ledwo starczało nam na jedzenie. Pozadłuzaliśmy wtedy wszystko (czynsz , prad , gaz, inne świadczenia) bo bie było pieniedzy.

Jedyne rozwiazanie było takie że odkupie od niej zadłuzone mieszkanie (oczywiście też na kredyt) za kwotę wystarczającą na spłate poprzedniej hipoteki i wszystkich jej kredytów- było wtedy oczywiście masa obietnic. Jej że juz nigdy wiecej nie weźmie ojcu zadnego kredytu no i jej ojca że on pomoże, że będzie spłacał ten kredyt itp. Oczywiscie nie wierzyłem w ani jedno jego słowo. W kazdym razie udało mi sie wszystko ustabilizować - ojciec oczywiscie nie płaci wiec robimy to sami z tym ze rata kredytu jest prawie taka jak moj dochód - inaczej ..moja cała pensja idzie na rate tego kredytu ...a jej pensja na inne opłaty.

2 lata temu znów zaczeła - wzieła mu w tajemnicy przedemną karte z limitem 10.000zł oczywiście całą wypstykał i nic nie płacił - sprawa sie wydała miesiąc temu - zadłuzenie 16000 zł - ona juz nie ma zdolności i nikt jej kredytu nie da, cała jego rodzina ma komorników na pensji .... pozostałem im ja. Nawet miała tupet zeby mi zaproponować że ja mam wziaść ten kredyt a ojciec będzie go sobie spłacał. Ale przyżekłem zarówno jej jak i sobie że prędzej sie z nią rozstane, sprzedam to pieprzone mieszkanie i zostane żulem niż znowu dam sie wpieprzyć w jakiś kolejny kredyt - i powiedziałem jej to wprost. A komornik znów sie zbliża :(.

Ona w każdej chwili z córka może wyprowadzić sie do ojca a ja zostane z mieszkaniem którego nie dam rady spłacić ...(a gdzie tu jeszcze za coś życ) ot i chyba cała historia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No zara, zara, jak się wyprowadzi do ojca? To raz.

A dwa to istnieje coś takiego jak rozdzielność majątkowa.

Mieszkanie jak rozumiem nie jest jej... było ale nie jest.

Myślę że nie ma co się zastanawiać, dziecko nie dziecko, najpierw uwolnić się od pijawy, bo potem będziesz tonąć razem z nimi. A życie samo z reguły prostuje takie sytuacje, dziecko jak skończy 13 lat, będzie mogło zdecydować z którym z rodziców chce być...

Teraz ratowałbym siebie za wszelką cenę, dziecku nie jest potrzebny udupiony ojciec.

Jeśli to co piszesz tak wygląda to Ratuj się!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co Cie obchodzi jej ojciec, że komornik mu się zbliża? Niech on się tym martwi, nie rozumiem czemu córka się nim tak zajmuje, ważniejszy jest dla niej on niż własna rodzina(mąż i dziecko) jak widać :/ Jaki ojciec, taka córka - to tak wygląda.

Wystąp o rozdzielność majątkową na początek, żebyś nie pakował się w większe długi przez nią i jej tatusia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nonormalnie sie przeprowadzi. Jak się oficjalnie rozejdziemy to przeprowadzi się do rodziny - jej ojciec mieszka w starej kamienicy komunalnej i ma mieszkanie 100m2 to je przygarnie. A mi zostanie mieszkanie z kredytem którego mi sie udźwignąć nie da .

ech jakby to wszystko było takie proste .... tkwię w tym wszystkim raczej dla córki .... ja wychowałem sie bez ojca - zoatawił nas jak miałem może z 5-6 lat .... nie chce żeby ona miał tak samo.

Przez ostatni tydzień w domu mam troche lepiej - więcej spokoju może to zasługa że po afobanie jestem bardziej obojetny i nie udaje się jej mnie sprowokować. a może faktycznie jest trochę lepiej.

 

[Dodane po edycji:]

 

A co Cie obchodzi jej ojciec, że komornik mu się zbliża? Niech on się tym martwi, nie rozumiem czemu córka się nim tak zajmuje, ważniejszy jest dla niej on niż własna rodzina(mąż i dziecko) jak widać :/ Jaki ojciec, taka córka - to tak wygląda.

Wystąp o rozdzielność majątkową na początek, żebyś nie pakował się w większe długi przez nią i jej tatusia.

komornik sie zbliża mojej kobiecie - ona wziełą ta karte na siebie ale dał ja do wykorzystania ojcu.

hej ... nie jesteśmy małżeństwem i nigdy nie byliśmy :) to chyba jedyny plus tej sytuacji.

Gdy ja pytam kto jest dla niej ważniejszy to zawsze odpowiada politycznie że wszyscy jesteśmy ważni ale to akurat ojciec ma kłopoty i musi mu pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nooo i tu bym na Twoim miejscu dopatrywał się całego numeru. Właśnie w stwierdzeniu "ważniejszy".

Nie ma akcji bez reakcji. Jak do tej pory wszystkie propozycje odrzucasz, jest w Tobie ewidentny opór, rola ofiary pasuje Ci jak forma do odlewu.

No to może z innej mańki.

Jaki układ był u Ciebie w domu?

Czy był jakiś "konkurent" stojący miedzy Tobą a Twoja Matką, ktoś kogo jako dziecko stawiałeś przed sobą wobec Twojej matki?

Masz wzorzec ofiary, która wie, że jest ofiarą, ale przyjmuje, że tak musi być. Tak mi to wygląda.

I tu prezentujesz takie samo stanowisko. Kiedy wszyscy tutaj piszą, najogólniej rzecz biorąc "ZADBAJ O SIEBIE", Ty udowadniasz, że to niemożliwe, albo (wybacz, ale tak mi to wygląda) zasłaniasz się dobrem dziecka. Jeżeli będziesz miał możliwość spotykania się z córką codziennie, to ojcem nie przestaniesz być!

Kobieta twoja, ewidentnie jest pijawką energetyczną, wysysa z Ciebie życie, jeśli zostanie sama z pijawką tausiem i straci podpórkę, jaką wobec niej odgrywasz bardzo szybko przejrzy na oczy...

Sprzedałbym mieszkanie, uwolnił od kredytu, wynajął cokolwiek, i czekał zajmując się sobą i swoimi wzorcami, czyli prościej, poszedłbym na terapię. Jak możesz zadbać o córkę, dźwigać kobietę i jej ojca na barkach skoro o siebie zadbać nie potrafisz?

Może to Ci być nie w smak, ale tu nie ma nic przeciwko Tobie.

Pozdrawiam i siły życzę, siły dla siebie samego :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

spoko TAO nie odbieram tego jako atak na mnie :)

Masz chyba sporo racji w tym co piszesz bo już ktoś mi coś takiego powiedział że: "lubię być ofiarą ...i dobrze mi z cierpieniem".

W dzieciństwie wychowywała mnie tylko matka i wydatnie pomagał jej mój dziadek mam jeszcze siostrę i raczej dzieciństwo pomimo braku ojca zaliczam do w miarę szczęśliwego. Jaja zaczęły się 12 lat temu jak zacząłem nowy związek.

No a pytanie o to kto jest ważniejszy w takiej sytuacji pewnie każdy by zadał.

A mieszkanie no cóż - tu mała ma swój pokój, zawsze ciepełko , tata za ścianą, zieleń za oknem a jak sie przeprowadzi z matką do dziadków do starej kamienicy to pomimo że jest to wielkie mieszkanie to jest ono wiecznie zawilgocone zimne ...no i atmosfera wiecznie do dupy. Ja jak tam idę to czuję się jak w szpitalu. Zreszta młoda sama za bardzo nie lubi tam chodzić - nie chce jej skazywać na syf. Choć wiem że w koncu nie wytrzymam i to zrobię.

Dzięksik Tao za konstruktywna krytykę. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

allah,

Nooo nie, to nie krytyka... to nie tak... to próba, w oparciu o doświadczenie, zasugerowania pewnych schematów, tzw. wzorców.

A skoro już o ofiarach mowa, to zerknij na stronę... www.metodatippinga.com.pl

Tam coś znajdziesz dla siebie mam nadzieję.

A co do pytania zadawanego sobie pytania... chmmm znam ludzi, którzy są na tyle ważni dla siebie, że inni nawet nie pomyślą o tym żeby to zakwestionować... i nie pisze tu o egotykach, czy rozwydrzonych bachorach.

Na pewno znasz takich ludzi w swoim życiu, szanują przestrzeń swoją i innych, a kiedy się pojawiają nikomu nawet nie przyjdzie do głowy żeby naruszyć takiej osoby granice.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Allah, masz 40 lat :shock: i nie wiesz ze mozna miec rozdzielnosc majatkowa? Poza tym nikt jej nie da kredytu jezeli Ty sie nie zgodzisz. W koncu powiedz to jasno i wyraznie ze koniec kredytów. Po drugie spróbuj wybrac sie z nia na terapie rodzinna, albo sam przynajmniej do psychologa. To ze mala ma cieplo to nie wszystko, skoro uczycie ja awantur, i dziecko widzi jakie miedzy wami sa stosunki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

TAO, ok, ucieklo mi to tym gorzej, facet na wlasne zyczenie bierze kredyty i sie zgadza? No ludzie, ciapciakiem to mozna byc do pewnego momentu ! W wieku 40 lat trzeba sie nauczyc juz asertywnosci. A dziecko wcale nie ma tak dobrze, pozniej przychodza tacy rodzice i sie dziwia, ze cos nie tak sie z dzieckiem dzieje....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

trudno powiedzieć czy się z tym godzę . Wszystkie awantury są na ten temat i ngdy na jej fanaberie finansowe dla ojca się nie godziłem. Żeby było jaśniej ja mam tylko 2 kredyty jeden nazwijmy to swój (kupiłem garaż) w centrum a drugi to własnie ten hipoteczny który wziąłem żeby zachowac mieszkanie a nie oddawać komornikowi czy bankowi który by je sprzedał za 1/3 ceny.

Może chaotycznie wam to w 1 poście opisałem (emocje).

Jesteśmy w trakcie poważnych rozmów z nią ..... myślę że faktycznie rozstaniemy się jeszcze w tym roku a mieszkanie będę musiał sprzedać. Może ktoś przygarnie kropka ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×