Skocz do zawartości
Nerwica.com

Moja nerwica lękowa... jak z nią żyć


Kasiek11111

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich, na wstępie chciałam napisać, że myślałam, iż już od tego się uwolniłam... :shock: niestety, znowu wróciło...

 

Oto moja historia:

 

Nazywam sie Kasia za kilka dni skończe 26 lat, mam dwoje wspaniałych dzieci, kochanego mężą i mamę. Wydawałoby się, że nic do szczęścia mi nie brakuje, a jednak... :(

 

Kiedy miałam 17 lat, pierwszy raz dostałam ataku nerwicy lękowej u mojej koleżanki w domu, przyszła niespodziewanie, siedziałam w kuchni i rozmawiałam, śmiałam się, nagle serce zaczęło mi strasznie kołatać i zrobiło mi sie słabo... :-| oczywiście spanikowałam, każdy tak robi na początku, nie chcę zanudzać, ale chcę się podzielić swoimi przeżyciami :bezradny:

 

No i się zaczęło... pojechałam do domu, oczywiście z tak wielkim lękiem, że brak mi słów do opisania, nie wiedziałam co się ze mną dzieje, oczywiscie na drugi dzień zaczęła sie moja wedrówka po nieszczęsnych lekarzach, badania, szpitale itp. Najlepsze było to, ze "przyjaciółka" dopadała mnie wtedy, gdy byłam szczęśliwa, kiedy nie miałam żadnych zamrtwień!!! W sytuacji stresowej nigdy mi się nic nie działo...

 

Oczywiście co za tym wszystkim poszło... ogromny nie do przezwyciężenia lęk!!! Kiedy okazało się, ze jestem zdrowa, skeirowali mnie do psychiatry, poszłam na rozmowę, dostałam chydroxyzinum i pojechałam do domu, zaczął się koszmar!!! Bałam się zasypiać, sprawdzałam sobie puls, wpadałam w paranoję, mama nie mogła odemnie na krok odejść, leżałam całe dnie, płakałam, modliłam się... nie pamietam ile to trwało ale taki stan około 2 miesiecy. Niewiem ale później samo odeszło, tak bez niczego. Potem była cisza kilka lat... to była cisza przed burzą!!! W między czasie zaszłam w ciążę, planowaną, wyszłam za mąż i było dobrze, czasami dopadało mnie ale tak delikatnie i szybko przechodziło, nawet nie zwracałam uwagi, że to ta nerwica. Aż do lutego 2008 roku. Kochana moja koleżanka wróciła z taką siłą, ze szkoda mówić, dusiłam się bez przyczyny, nie mogłam oddychać, miałam wrażenie, ze mam kamień w żołądku, miałam takie zawroty głowy, ze chodzic nie mogłam, ciągle leżałam, kołatania serca, wszystko co możliwe miałam, dodam, że miałam w końcu takie wrażenie, że chyba zwariuje;/ Męczyłam się tak kilka miesiecy, potem pojechałam z a granicę na 6 tygodni, miałam taką schizę, ze nosiłam przy sobie chyba całą apteke :great: No i jakos przeszła, nie dawałam za wygraną!! Niestety dzis znowu wróciła, co jest?? macie jakieś sugestie?? Może jakoś uda nam się razem przeskoczyć to, bo juz sama tracę nadzieję na wyzdrowienie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×