Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witam


themis

Rekomendowane odpowiedzi

Znowu to zrobiłem, a raczej robiłem, bo trwało to niemal 2 lata...

Od 2 lat prowadziłem podwójne życie. Z jednej strony Marta, która kocham, od samego początku przed 5 laty, a o tym jak bardzo przekonuję się w takich chwilach, jak teraz, z drugiej ta druga. Nie było nawet nudy, rutyny, nie brakowało ani bliskości psychicznej ani seksu, nawet wyuzdanego. Mimo tego nie potrafiłem oprzeć się pokusie gonienia za inną, zdobywania, seksu z inną... Co najgorsze, nawet nie dopuszczałem do siebie myśli, że to coś złego, choć przecież wiedziałem, jak wielką krzywdę wyrządzam Marcie i naszemu synkowi. Zgadnijcie, w jakim wieku jest ten mały skarb.... Tak, 2 lata...

Poprzednim razem wybaczyła mi, sam nie wiem jakim cudem... To było 3,5 roku temu. Już wtedy byłem przekonany, że sięgnąłem dna, że zrozumiałem, co jest ważne, że jak da mi kolejną szansę na pewno jej nie zawiodę. Wierzyłem, że sprawię, że będzie królową. Uwierzyła, dała mi szansę, choć kosztowało ją to niewyobrażalnie wiele... Po 1,5 roku urodził się nasz synek, a ja, a ja niebawem wróciłem do tego nałogu...

Nie daję sobie prawa, by prosić ją o kolejną szansę dla siebie, to jest jasne. Ale jest dziecko, dziecko, smiem twierdzić szczególne, które nijak nie zasłużyło, by nie mieć rodziny, a ojca mieć jedynie w weekendy. Tym, bardziej, że sam wiem, co znaczy mieć takiego ojca, i co znaczy mieć syna mieszkającego w innym miejscu...

W każdym razie, poprzednim razem wydawało mi się, że sam jestem w stanie poradzić sobie z tym, co zrobiłem, i sprawić, że w pełni będę tym, kim zawsze chciałem być- kochającym partnerem, nieposzukującym wrażeń poza związkiem z ukochaną kobietą, i wspaniałym ojcem.

Znowu się nie udało, znowu nie dałem rady...

Przepraszam, że aż tyle na powitanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Choć to nieracjonalne, tli się iskierka nadziei, więc walczę.

Póki co błagam ją, by się nie wyprowadzała, pomaga mi w tym synek, i to nie tylko w ten sposób, że jest...

Wybieram się na jakąś terapię, bo choć teraz nie mogę patrzeć na kobiety, a seks dla mnie nie istnieje to jak minie najgorsze to nałóg gonienia i zdobywania nowej może powrócić...

Ale jest koszmarnie...

Kiedyś, jak jako mały chłopiec chadzałm do kościoła to zastanawiałem się cóż to jest ów żal doskonały- odczuwanie ogromnego bólu tylko dlatego, że zrobiło się coś strasznego, nie z powodu strachu, "tylko" z powodu popełnienia grzechu. Choć jestem agnostykiem, teraz wiem, co taki żal znaczy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wstyd, mówsz... To ogrmny eufemizm na opisanie tego, co czuję.

Nienawidzę się, za to co zrobiłem, raczej robiłem...

Ale,głęboko wierzę, że choć napawić się nie da to posklejać, połatać owszem.

Marta już nigdy nie będzie taką osobą, jak kiedyś, ale będę walczył do ostatniego tchu, ostatniej łzy, by powoliła mi to wynagradzać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wulgaryzmów nie użyłaś, maggieflakes. Zresztą, sięgnąłem dna- dziś Marta zabrała Skarba i wyprowadziła się...

Nadal obstaję przy tym, że będę walczył, jutro idę do psychologa, ale tak naprawdę to nadzei nie ma...

Jestem skończony, the game is over.

Szkoda, że żyję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja także nienawidzę facetów,ktorzy zdradzają,ale nie takich jak Ty.Nienawidzę kozaków,co to są dumni z każdego nowego podboju,nie dbają o to,że skrzywdzili,nie kochają nikogo oprocz siebie.A Ty?Widocznie sam jesteś poraniony,chory,nie panujesz nad sobą,zrobiles cos,bo czules przymus,a teraz żałujesz,cierpisz.Gdybyś nie cierpial,wtedy może dałoby się Cię nienawidzić.A tak?

Alkoholików,narkomanów też nienawidzicie dziewczyny?Oni też nie niszczą życia "tylko" sobie,tylko wszystkim wokol,ktorzy kochają...swoim dzieciom,żonom,rodzicom.

Dobrze,że idziesz do psychologa,wspieram Cię w tej decyzji,tylko proszę,wytrwaj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Shadowmere masz rację, ale sam przecież napisał, że jak zdradzał to nie widział w tym nic złego, nie dopuszczał do siebie tej myśli, że robi źle...znowu... :(

Themis przynajmniej teraz żałujesz i zdajesz sobie sprawę jaką krzywdę wyrządziłeś swoim najbliższym, nie rezygnuj z psychologa, podejmij leczenie i nie rezygnuj

życzę powodzenia

 

witaj zagubiona

mam nadzieję, że znajdziesz na forum to co potrzebujesz :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za wsparcie.

Dziś spotkać się z psychologiem nie dało rady, ale mam umówioną wizytę na środę.

Staram się przekonać Martę, by poszła, idealnie, jeśli ze mną ale w ostateczności choćby i sama, do rodzinnej poradni kryzysowej, ale póki co nie może na mnie patrzeć, cóż dopiero by gdziekolwiek ze mną pojechać, czy skorzystać z rady...

Jeśli czytają to zdradzone kobiety, czy zdradzeni mężczyźni, prosze napiszcie, co wtedy czuliście, jak sobie radziliście i czy udało się połatać...

Dzięki i pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od 2 lat prowadziłem podwójne życie. Z jednej strony Marta, która kocham, od samego początku przed 5 laty, a o tym jak bardzo przekonuję się w takich chwilach, jak teraz, z drugiej ta druga. Nie było nawet nudy, rutyny, nie brakowało ani bliskości psychicznej ani seksu, nawet wyuzdanego. Mimo tego nie potrafiłem oprzeć się pokusie gonienia za inną, zdobywania, seksu z inną...

Pewnie mnie teraz wszyscy zjedzą za to co napiszę ale chyba każdy facet tak ma - syndrom zdobywcy. Różnica jest taka że jedni opierają się pokusie bo wiedzą, że bardziej potrzebują stabilnego związku i że to by ich zniszczyło, a inni nie (bo jeszcze tego nie wiedzą albo nie potrzebują). A jeszcze inni może nie mieli wzorca w dzieciństwie i teraz sami są zagubieni, chcą obu rzeczy, których nie da się połączyć.

 

Co najgorsze, nawet nie dopuszczałem do siebie myśli, że to coś złego

Bo tak to jest, wydaje ci się że dasz radę ogarnąć to emocjonalnie i dopóki druga osoba się nie dowie to jest wszystko w porządku. A potem ta osoba widzi zmianę w tobie, zaczyna się zastanawiać co się stało, obwiniać się o to że cię traci itd., ty już nie potrafisz patrząc jej głęboko w oczy powiedzieć "kocham cię" i w pewnym momencie orientujesz się, że jednak sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli. Trudno jest grać gdy w grę wchodzą emocje.

 

choć przecież wiedziałem, jak wielką krzywdę wyrządzam Marcie i naszemu synkowi.

Marta sobie poradzi, poboli ją, będzie miała uraz, ale da radę. Skup się teraz na dziecku - ono musi wiedzieć że ma kochającego ojca. Nie tylko na weekendy, ale jak nie da się inaczej to przynajmniej tak - weekendy, jak będzie starszy to spotkania, czy rozmowy z ojcem przez Internet. Za 20 lat Marta może nawet nie pamiętać że kiedykolwiek istniałeś, a syn - jeżeli zawalisz bycie ojcem - będzie borykał się z problemami przez resztę życia.

 

Poprzednim razem wybaczyła mi, sam nie wiem jakim cudem...

Kobiety chcą wierzyć, że faceci są dobrzy. Zresztą w ludziach jest jakaś taka wiara, że inni potrafią się zmienić.

 

Po 1,5 roku urodził się nasz synek, a ja, a ja niebawem wróciłem do tego nałogu...

Dobrze to nazywasz - nałóg, uzależnienie od kogoś nowego, od tych emocji, ekscytacji, poznawania kogoś nowego, hormonów które wtedy skaczą i sprawiają że czujesz że żyjesz. To nie jest twoja wina że tak czujesz, ale dobrze byłoby zastanowić się czego chcesz - czy być z Martą czy skakać na boki. Fajnie jest mieć oba ale to się po jakimś czasie sypie a ty czujesz się tak jak teraz.

 

Poza tym wszystkim jest syn, on musi mieć ojca niezależnie od tego z kim ten ojciec będzie. Ostatecznie będziesz żył z Martą, będziesz udawał że jej nie zdradzasz a ona będzie udawała że ci wierzy... A jedynym ogniwem które będzie was spajało, za którym oboje skoczylibyście w ogień, będzie syn. Jeżeli nie da się inaczej to lepsze to niż brak ojca.

 

Może być też tak że mały będzie mieszkał z Martą a na weekendy wyjeżdżał do ciebie i twojej innej dziewczyny (albo przelotnej). Byle byście tylko słowa złego na siebie nie powiedzieli przy dziecku. On nie może widzieć ani w niej ani w tobie nienawiści. To bardziej do niej niż do ciebie - bo ona cię teraz nienawidzi i nie dziwne, ale musi zrozumieć że nie może podkopywać twojego autorytetu u dziecka. Gdy dziecko podrośnie i powie przy tobie coś na Martę stawaj za nią murem, ona musi robić to samo, a nie wpajać mu że tatuś jest złym człowiekiem, który wszystkich skrzywdził itd. To jest dopiero krzywda dla dziecka - gdy kocha ojca i matkę a matka wmawia mu że osoba którą kocha jest zła, wtedy rodzą się problemy... Marta musi zrozumieć że mimo że zawaliłeś jako partner, to dziecko jest ponad tym wszystkim, za dzieckiem rzucisz się w ogień.

 

Zresztą my możemy sobie pisać, zresztą i tak dobrze wiesz jakich odpowiedzi się spodziewać - nienawiści od zdradzonych kobiet, potępienia od wiernych facetów, zrozumienia od niewiernych itd. Gra idzie o twoje życie i najtrudniejsze decyzje i tak musisz podejmować sam, bez forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Scrat, jesteś zawodowym psychologiem, albo raczej psycholożką? Tyle zimnego dystansu w tym, co napisałaś.

Ale to dobrze, dziękuję.

Dzięki temu utwierdzam się w przekonaniu, że wreszcie wiem, co ważne, czego chcę, i że sama pokuta, jakkolwiek straszna, to za mało. Dużo pracy przede mną, ale dam radę.

To wszystko, co się wydarzyło, było po coś... Być może popadam w jakąś manię, ale może to było po to właśnie, by wyrwać mnie z tego paradoksu kopiowania zachowań, których tak bardzo się nie chce, a krzywdy wyrządzone Marcie były po to, by je wynagrodzić i wejś na nowy, dotychczas niedostępny poziom bliskości... Może bredzę, ale tak czuję.

Jedno jest pewne- nigdy nie będzie tak, że będziemy razem cokolwiek udając, a już na pewno nie to, że nie zapewniam jej wyłączności, a ona, że nie wie tego, że to nieprawda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poza tym wszystkim jest syn, on musi mieć ojca niezależnie od tego z kim ten ojciec będzie. Ostatecznie będziesz żył z Martą, będziesz udawał że jej nie zdradzasz a ona będzie udawała że ci wierzy... A jedynym ogniwem które będzie was spajało, za którym oboje skoczylibyście w ogień, będzie syn. Jeżeli nie da się inaczej to lepsze to niż brak ojca.

 

Może być też tak że mały będzie mieszkał z Martą a na weekendy wyjeżdżał do ciebie i twojej innej dziewczyny (albo przelotnej). Byle byście tylko słowa złego na siebie nie powiedzieli przy dziecku. On nie może widzieć ani w niej ani w tobie nienawiści. To bardziej do niej niż do ciebie - bo ona cię teraz nienawidzi i nie dziwne, ale musi zrozumieć że nie może podkopywać twojego autorytetu u dziecka. Gdy dziecko podrośnie i powie przy tobie coś na Martę stawaj za nią murem, ona musi robić to samo, a nie wpajać mu że tatuś jest złym człowiekiem, który wszystkich skrzywdził itd. To jest dopiero krzywda dla dziecka - gdy kocha ojca i matkę a matka wmawia mu że osoba którą kocha jest zła, wtedy rodzą się problemy... Marta musi zrozumieć że mimo że zawaliłeś jako partner, to dziecko jest ponad tym wszystkim, za dzieckiem rzucisz się w ogień.

 

to prawda, najważniejsze jest dziecko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Owszem, dziecko jest najwyższym priorytetem. Ale co to tak naprawdę znaczy? Być ze sobą tylko dla niego? A może przeciwnie, czym prędzej się rozstać, by zapewnić mu najmniej trudny z możliwych, w tej sytuacji, scenariusz?

Dziś znowu przepłakaliśmy z MArtą pół nocy. Uczepiłem się myśli, że to całe zło, które im, i jeszcze wielu innym osobom wyrządziłem nie mogło być bez powodu. Ze o coś w tym chodzi, że paradoksalnie to właśnie ja, nikt inny jestem po to, by nakleić plasterek na Jej straszliwe rany...

Minęło dopiero 9 dni, 10. ciężka noc przede mną, i przed Nią, mam nadzieję, że spi, i że nie śnią Jej się koszmary... a już czuję się starszy o 10 lat. Nie wiem, czy mam jeszcze jakieś niesiwe włosy.

Nie daję już rady.

Z drugiej strony, cóż za alternatywę mam. Zabić się? Nawet nie wiem, czy mam na tyle, może nie odwagi, co samozaparcia, by to zrobić, pomijając, że byłoby to ostatnim tchórzostwem. Zatem istnieję, wegetuję i próbuję...

Może jakieś zakłady, czy się uda?:-(((((((((((((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Scrat, jesteś zawodowym psychologiem, albo raczej psycholożką? Tyle zimnego dystansu w tym, co napisałaś.

Napisałeś :)

 

Nie jestem, po prostu staram się nie oceniać ludzi nie będąc w ich skórze. A tym bardziej będąc. Sam mam problemy z wiernością, tak generalnie to momentami jakbym czytał o sobie. Tyle że ja już dawno stwierdziłem że nie nadaję się do związków, nie chcę dziecka bo wiem że bym je skrzywdził.

 

Jedno jest pewne- nigdy nie będzie tak, że będziemy razem cokolwiek udając, a już na pewno nie to, że nie zapewniam jej wyłączności, a ona, że nie wie tego, że to nieprawda.

To dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Scrat, albo byłeś, jesteś mądrzejszy ode mnie, albo, i w tę opcję wierzę, jednak się różnimy. Czuję całym sobą, że mam tak wiele w sobie do ofiarowania, i jak starsznie żal, że tak mocno dociera to do mnie dopiero teraz, kiedy tak wiele zła wyrządziłem...

Nie wiem, skąd biorę siłę, pewnie od Synka, ale próbuję, walczę i nie poddaję się.

Idę spać, muszę wziąć się w garść. Marta kiedyś powiedziała mi, że wg jakiejś tam wróżby pisane Jej jest mieszkać w domku (a nie 100- metrowym mieszkaniu). Muszę więc zarabiać jeszcze więcej kasy, by moc kupić dom, i sprawić, by w ten sposób wróżba się spełniła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×