Skocz do zawartości
Nerwica.com

Lęk

  1. Betixa

    Strach przed lekami

    Czy ktoś z was też boi się brać leki? Do tego stopnia, że ich nie bierzecie w końcu, nawet jak są wam przepisane i nawet gdy już macie je kupione? Ja tak mam, prawdopodobnie od nerwicy lękowej. Ale najbardziej boję się psychotropów, które dzisiaj już będę miała kupione... Choć boję się to eufemizm przy tym co w związku z tym czuję, no jestem przerażona po prostu Boję się że ich nie wezmę gdy mnie ogarnie paraliżujący lęk przed skutkami ubocznymi (nie umiem znosić wszelkich niedogodności, więc nawet zwykła senność mnie zdołuje), a tak bardzo ich potrzebuję, bo moje choroby psychiczne robią się coraz bardziej zaawansowane Ktoś z was też tak miał z lekami na zaburzenia psychiczne (ja mam przepisaną wenlafaksynę i olanzapinę)? Jak sobie z tym poradziliście? Jak się zmusić?
  2. Witam. Na wstępie chcę powiedzieć ze cierpię na nerwicę lękową. Zmagam sie z tym lata, jak jest dobrze to mam przerwe w tabletkach nawet rok, dwa. Po przerwie temat powraca. Teraz przedstawie moj problem. Pewien czas temu byłem na imprezie. Byłem sam, bez dziewczyny. Lało sie sporo alkoholu. Była spora grupa nieznajomych mi osób. Dosiadłem się do stolika pewnej dziewczyny a nastepnie doszło do nas kilku innych chłopców. Siedzielismy, rozmawialiśmy, a nawet spiewaliśmy, Do tej dziewczyny natrętnie przyczepiał się jeden z chłopaków a nawet ją na siłe całowałę co jej się nie podobało. Doszło nawet pomiedzy nimi do sprzeczki. W ramach uspokojenia sytuacji chodziliśmy zapalić. Następnie dołączyła się do nas kolejna grupa osób- para i chłopak. Alkohol dalej się lał. Większość juz była wstawiona, zabawa przednia. W tym momencie następuje chyba urwanie mojego filmu. Pamietam dalej tylko jak niektórzy dmuchali materace i kładli sie spac. Przypominam sobie jak lezalem na karimacie i chlopcy mowili cicho bo on juz spi. Owa dziewczyna o której wcześniej pisalem miala oddzielny pokój. Rano wstalem (obudzilem sie na mojej karimacie), wypilem kawę i poszedlem do domu. Wiekszosc jeszcze spala. 2 dni po powrocie do domu błysnął w mojej mózgownicy lęk z którym sobie nie radze - czy ja może z tą dziewczyną uprawialem sex na urwanym filmie? Wiem ze to może smieszne i naiwne ale lęk jest. Jedyne co pamietam to tylko rozmowy i spiew przy stole z tą dziewczyną i innymi. Nie startowalem do niej itd Nie ma żadnych racjonalnych powodów zeby myśleć ze coś bylo na rzeczy. Czy jest to w ogóle mozliwe zeby uprawiać sex i nic nie pamiętać? Czytalem inny post i stwierdzono tam ze nawet na urwanym filmie czlowiek sie kontroluje i pamietał by takie silne bodźce, chociaż w urywkach. Nie bylem chyba az tak pijany skoro potrafilem zrobic sobie "spanie". Obawiam sie czy cos bylo na rzeczy i czy za jakis czas ta dziewczyna nie przyjdzie do mnie i nie powie ze jest w ciazy. Rozwale swój związek a ze wstydu sie chyba zapadne. Zawiodę rodziców. Strace wszystko... Jedna strona mozgu mowi ze nic nie bylo a druga męczy mnie lękiem. Oczywiście wróciłem do tabletek. Pomóżcie.
  3. Ma ktoś z was tak, że budzicie się po ok. 3 h (a nawet mniej) snu w nerwicy, nie mogąc oddychać, a z początku macie wrażenie, że spaliście o wiele dłużej? I dopiero potem jak wstajecie czujecie zmęczenie jeszcze i jak spojrzycie na godzinę to nie możecie uwierzyć żey minęła np. dopiero jedna godzina? Ja mam tak od 2 dni, już wcześniej miałam często problemy ze snem (wybudzałam sie zbyt szybko nie mogąc oddychać), ale nigdy aż tak źle nie było. Dziś w nocy doszło uczucie zimna i tak jakby drętwienia nogi/ręki (drętwienie miewałam, ale nigdy zaraz po przebudzeniu, a ostatnio miałam stres i sie to drętwienie pojawiło, jakos wczoraj chyba, no i dzisiaj znów, tylko zaraz po obudzeniu), koszulka w której śpię z lewej strony wydawała się chłodna, a gdy próbowałam dotknąć brzucha z lewej strony kawałkiem materiału z prawej strony koszulki, to już tego zimna nie czułam, co wydawało mi sie dziwne bo koszulka nie jest mokra ani zimna w dotyku dłoni. Mam też kłopoty z wypróżnianiem, [!!!!! UWAGA TO CO TERAZ TU NAPISZĘ MOŻE WYDAĆ SIĘ OBRZYDLIWE, WIĘC JEŚLI JESTEŚ WRAŻLIWY NA TAKIE RZECZY NIE CZYTAJ DALEJ !!!!!] kał niby wychodzi dość miękki, ale tak trudno mi go wypróżnić, jakbym miała zaparcie.. Podejrzewam że to od nerwicy albo depresji. Spędzam dużo czasu w ubikacji zanim uda mi się coś wypróżnić. Często boli mnie brzuch w okolicach jelit, czasem mnie zemdli w jelitach i jeśli uda mi sie pozbyć kału podczas tych mdłości, to jest to biegunka. No i dzis w nocy, jakies 2 h temu, jak sie obudziłam po godzinie snu, to z początku nic związanego z wypróżnianiem nie czułam, ale potem nagle mnie zabolało - uwaga - w lewej stronie brzucha i pobolewa mnie do tej pory z przerwami. Akurat tam gdzie czułam to zimno... Czy to może miec jakis związek? I czy ktoś z was ma/miał podobnie? Niby wiem, że to nerwica, ale z drugiej strony nie mam żadnej diagnozy jeszcze (często unikam lekarzy z powodu fobii społecznej) i cały czas boję się też że to jednak może być jakaś fizyczna choroba, a ja ignorując to i mówiąc sobie "uspokój się, to tylko od nerwicy" tylko sobie szkodzę i objawy się pogorszą... I dlatego przekonywanie siebie że to tylko nerwica niewielie daje Jestem pełna wątpliwości, to pewnie pochodzi z mojego niskiego poczucia własnej wartości i pogorszonego myślenia przez depresję, mam też wrażenie że nie potrafię adekwatnie opisać moich uczuć i dolegliwości...
  4. Betixa

    Brak ruchu

    Mam objawy depresji (mam też sporo innych dolegliwości, psychicznych i somatycznych, np. duszności, lęki, osłabienie) i od ok. 2 lat całe dnie praktycznie spędzam w łóżku, wychodzę z pokoju tylko do łazienki i czasem zrobić sobie herbatę. Nie potrafię tego zmienić, bo nawet jak postanowię wychodzić na spacery, to maksymalnie na dwóch się kończy, ponieważ nie umiem być regularna. A obecnie dodatkowo demotywuje mnie mocniejsze osłabienie niż zazwyczaj - gdy chodzę albo stoję bardzo szybko się męczę, czuję się mocno ociężała i boli mnie dolna część pleców. Dlatego teraz już w ogóle nie wychodzę z domu, bo boję się co się może stać i jak się mogę czuć. Jakie są konsekwencje braku ruchu? Może gdy je poznam, to mnie to zmotywuje do rozpoczęcia regularnych spacerów. I czy w moim stanie to bezpieczne po prostu zacząć chodzić? Jak powinnam się do tego zabrać, by jak najmniej ucierpieć?
  5. Cherry11

    To już chyba koniec.

    Cześć. Piszę tutaj, bo łapię się ostatniej deski ratunku. Może zdarzy się cud, w który tak po cichu kiedyś wierzyłam. Chociaż już na to nie liczę, za długo się zmagam ze sobą. Mam problemy z życiem. Nie mam siły, wszystkie aktywności życiowe są dla mnie bezsensowne, nie potrafię wykrzesać z siebie radości z życia, żyję bo muszę. Tak ciężko o tym mówić.. Wie tylko mój mąż, przed wszystkimi ukrywam, wstydzę się, że nie jestem jak inni. Nawet dla męża staram się jakoś żyć, bo szkoda mi go:( Wstydzę się, że mój mąż trafił na taką wariatkę bez przyszłości i lepiej żebym popełniła samobójstwo, on wtedy będzie miał szansę poznać kogoś normalnego i uwolnić się ode mnie. Bardzo mnie kocha, a ja nie umiem opisać jak bardzo jest dla mnie ważny, najważniejszy. Mam 25 lat, jesteśmy dwa lata po ślubie. Mieszkamy razem, staram się wykonywać obowiązki domowe i pracuję. Jest mi tak cholernie ciężko, dużo płaczę, jestem zrezygnowana, boję się wszystkiego, nie umiem opisać moich odczuć.. Czasem się zmotywuję, żeby iść np. na siłownię, ale to nie pomaga. Biorę leki od roku, diagnoza to problemy adaptacyjne. Biorę je, ale wydaje mi się, że to nie kwestia farmakologii, a coś we mnie siedzi, w mojej głowie i nie pozbędę się tych myśli, bo taka już jestem. Nie mogę się zdobyć na jakiś cel w życiu, żyję za karę, nie chcę już, nie chcę, żeby mój mąż musiał się za mnie wstydzić, nie chcę żeby rodzina i znajomi wiedzieli, że jestem nienormalna.. Buduję mur wokół siebie, wychodzę na zimną, złośliwą i wredną kobietę. Boże, nie wiem co robić. Przez to zdarza mi się palić, napić alkoholu, bo wtedy nie myślę, jest mi lepiej. Ale wiem, że nie tędy droga, boję się, że skończę jeszcze w rynsztoku.. Zwariuję, chyba tylko pod pociągiem moje miejsce, nie wierzę już, że cokolwiek się zmieni... Nie mam siły i wiary. Pomocy proszę..
  6. maja21

    Szkoła

    Cześć. Od kiedy pamiętam mój strach przed szkołą znacznie się powiększał, gdy wiedziałam, że mojej przyjaciółki akurat nie będzie. Teraz miałam taką sytuację - przyjaciółka w czwartek powiedziała mi, że nie będzie jej dzisiaj w szkole. Od tamtego czasu towarzyszył mi ciągły lęk, płacz, złe myśli. Dzisiejsza noc była wyjątkowo trudna - co chwile się budziłam, czułam jak bardzo jestem zestresowana pójściem do szkoły. Na miejscu było już w porządku. Jak sobie z tym poradzić? Sytuacja wyglada za każdym razem tak samo (próbuje sobie uświadomić o braku zagrożenia, ale niestety nie udaje się).
  7. Witam wszystkich. Postanowiłam wyżalić się w końcu na jakimś forum i poprosić o radę bo nie wiem już komu się wyżalić. Rok temu cierpiałam na depresję z powodu matury. Ciągłe uwagi nauczycieli i wmawianie mi, że nie zdam doprowadzały mnie do szału. A do tego presja od rodziców. Po czasie zaczęłam chodzić do psychiatry i przyjmować leki (które nic nie dawały). Napisałam maturę, zdałam wysoko i byłam z siebie dumna. Złożyłam papiery na uczelnie prywatną. Moi rodzice postanowili, że jest blisko, będę mieszkać w domu, nie muszę pracować i oczywiście będą mi płacić za szkołę. Życie jak z bajki? Nie do końca. Cały czas nie jest mi na rękę to bo czuję nad sobą ich presję typu ''my płacimy, a ty się masz uczyć i nie odzywać.'' Wybrałam się na filologię angielską. Zawsze interesowałam się angielskim, siostra też prawie ukończyła ten kierunek i bardzo polecała szkołę. Że fajni ludzie, fajni wykładowcy, jest lajtowo. Sama pamiętałam zawsze, że moja siostra mega chwaliła uczelnię i od gimnazjum marzyłam aby iść w ślady mojej siostry. I tutaj zaczyna się problem. Moje oczekiwania minęły się z rzeczywistością. Ja w ogóle nie rozumiem co się dzieje za zajęciach. Jestem już na drugim semestrze i w ogóle nie potrafię zrozumieć chociażby gramatyki opisowej. Nie rozumiem jej a moja siostra jak ją proszę o pomoc to zawsze jest ''ja też tego nie rozumiałam, nie wytłumaczę Ci, ja jak tam chodziłam to było inaczej''. Nie wiem w co ręce włożyć i jak się tego uczyć. Do tego tyle przedmiotów historycznych. Wszystko po angielsku, takie nowe i inne. Nie umiem się odnaleźć. Ciągle chce mieć wszystko pod kontrolą i wszystko zaliczać ale jak nawet mi się noga potknie to popadam w histerię, mam depresję, że na pewno już po mnie. Jestem też osobą cichą. Mam kilka znajomych na uczelni ale nie umiem się od tak do ludzi odzywać. To jest ciężkie. Próbowałam nawet dzisiaj też poćwiczyć tę gramatykę opisową i nawet wpisywałam w internecie frazy żeby lepiej zrozumieć ale nic nawet nie ma na ten temat w internecie...Nie sypiam po nocach bo cały czas myślę tylko o tym jak mi źle idzie, że nie mam nawet pomysłu na siebie. Czuję czasami, że te studia nie są dla mnie. Co to za studiowanie kiedy nie śpisz po nocach i się ciągle stresujesz. Nie tak sobie to wyobrażałam. A kiedy próbuje o tym porozmawiać z moją matką to słyszę tylko, że ''twoja siostra jakoś dała radę, dasz radę, a co jak nie te studia? Nic innego się nie liczy, tylko studia i tylko magister bo inaczej skończysz pod mostem. W pracy to dopiero jest do d**py a nie jakaś uczelnia. A jak nie to proszę bardzo rzuć studia i idź do pracy''. Ona nie rozumie, że ja chce od niej trochę zrozumienia. Że mam problem i chcę wsparcia. Że jestem zagubiona i po prostu nie wiem co mam robić. Najgorsze jest to, że cały czas nastawiałam się na ten angielski, maturę rozszerzoną mam tylko z tego i za bardzo teraz nie wiem co mogę oprócz tego robić. Interesuje się makijażem i całkiem mi wychodzi, fotografią czy prowadzeniem blogów. Lubię dzielić się z innymi moimi poglądami i dyskutować. Ale teraz się zgubiłam i nie wiem jak wrócić i znowu być szczęśliwa. Czy ktoś z was miał może podobną sytuację i mógłby mi coś doradzić? Wybaczcie jeżeli moja wypowiedź jest zbyt chaotyczna.
  8. Cześć mam 21 lat , aktualnie pracuje . Od jakiegoś czasu czuje się koszmarnie . Szybkie bicie serca, lęki najczęściej podczas pracy gdy zostaje sama . Kiedyś w sytuacjach stresowych bolał mnie żołądek , a potem bolał mnie już nawet bez konkretnego powodu , przeszło na jakiś czas . Ale 3 miesiące temu podczas obsługiwania klienta przy kasie dostałam zawrotów, szybkiego bicia serca mroczki i poczucie ze słabne. Myślałam ze nie dam rady , ostatecznie obsłużyłam klienta jednak przez chwile ciężko mi się było uspokoić . Od tej pory sytuacja powtórzyła się kilka razy , boje się obsługiwać ludzi , zostawać sama na zmianie , nie chce mówić o tym nikomu w pracy ani nie daje nikomu poznać co się ze mną dzieje . Straciłam humor , ochotę na wyjścia bo boje się ze złe się poczuje wśród ludzi . Cały dzien ziewam jestem senna , do tego bóle głowy i czerwone gałki oczne . Na sama myśl ze miałabym rozmawiać prywatnie z kimś obcym stresuje się przez co tracę szanse na poznanie nowych ludzi . Czuje jakbym miała jakiś atak nerwicy tyle ze on potrafi trwać cały dzień . Jedynie gdzie czuje się bezpiecznie to w swoim łóżku i cały dzień czekam żeby do niego wrócić . Najchętniej nie wychodziłabym z domu ale to tez nie jest rozwiązanie , wtedy jest jeszcze gorzej . Kiedys bylam energiczna, zabawna osoba , cały dzień przebywalam poza domem , dużo imprezowałam brałam używki poznawałam ludzi bawiłam się . Mam wrażenie ze od kiedy zaczęłam spędzać czas w domu jest coraz gorzej ze mną . Mam przyjaciół ale nie mam od nich wsparcia w tej kwestii , każdy ma swoje życie dzieci lub prace. Zreszta nikomu o tym nie mówię ani nie rozwijam tematu. raczej jestem lubiana , bez nałogów ( kiedyś paliłam dużo trawy ale rzuciłam rok temu ) tyle se pod odstawieniu czułam się super , a minęło już sporo czasu wiec wątpię ze to przez to . Nikotynę odstawiłam ostatnio i rzeczywiście się lepiej czułam przez pierwsze 3 dni ale znowu to wróciło . Lęki często nasilają się kiedy mam kontakt z ludźmi, kiedy nie mam gdzie uciec . Co robić? Boje się iść do psychologa bo to wywołuje u mnie lęk przed rozmowa z obcą osobą . Leki ziołowe nie pomagają … mam dość życia . boje się wyjść sama na ulice na zakupy , to jest dla mnie wyzwanie nie do przeskoczenia . Czuje ze tracę najlepsze chwile inni wychodza poznają śmieją się przezywaja cudowne chwile w grupie .. Jak sobie radziliście w takiej sytuacji ? Co wam pomogło ? Nie wiem co robić czuje ze sama dłużej nie dam rady. 2 lata temu zakończyłam 5 letni ciężki związek a niecały rok temu urwał się kontakt z moja przyjaciółką z która przyjaźniłam się od 4 roku zycia . Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu , nie było chwili żebym była sama . Odkąd urwały sie te dwa kontakty czuje sie kompletnie sama mimo ze mam do kogo zadzownic. Ale nie mam na to ochoty , czasem wole zostać sama . I tak wegetuje całe dnie . Jak martwa osoba. Nie czuje się sobą , jakbym była w innym ciele . Pierwszy raz postanowiłam się otworzyć wcześniej nie analizowałam jak to ubrać wszystko w słowa . Ogólnie jest ciężko brak mi sil i boje się ze z tym przegram …
  9. Witam, mam niespełna 20 lat i myślę, że rozwinęła się u mnie wyjątkowo paskudna nerwica. Mógłbym ją opisać jako życie w ciągłym niepokoju/strachu, brakiem możliwości czerpania przyjemności z życia, zerową motywacją i poczuciem ogólnego bezsensu istnienia. Moim głównym objawem jest irracjonalny, niepodparty żadnymi sensownymi powodami lęk przed zostaniem umieszczonym w więzieniu. Boję się, że nieumyślnie zrobię coś, przez co będę musiał resztę życia spędzić za kratami, albo też zostanę w jakieś przestępstwo po prostu wrobiony. Unikam między innymi jazdy samochodem, aby przypadkiem kogoś nie potrącić, albo co gorsza - nawet nie zauważyć samego wypadku i zostawić poszkodowanego na pewną śmierć. Wiem, że jest to niemożliwe, aby uderzyć w innego człowieka i zupełnie tego nie zauważyć, jednak zawsze pojawiają się u mnie natrętne myśli w stylu: czy cała podróż na pewno przebiegła spokojnie? czy samochód podskoczył bo najechałem na próg zwalniający, czy leżał tam może człowiek? Innym moim objawem jest strach o swoje życie, który objawia się najczęściej: -podczas jedzenia: a co, jeśli ktoś dodał mi do potrawy trucizny? -przed zaśnięciem: a co, jeśli ktoś podczas snu spróbuje mnie zabić? Pojawia się u mnie również strach przed chorobami, których istnienia mogę nie być świadomy i które mogą skrócić moje życie. Stan ten towarzyszy mi od kilku lat, jednak ostatnio bardzo nabrał na sile. Od czasu do czasu pojawiają się myśli samobójcze wywołane przez ogólny brak perspektywy na jakąkolwiek poprawę mojego stanu (tylko myśli, żadne realne plany ani nic w tym stylu, zresztą za bardzo boję się bólu). Zauważyłem, że moje objawy nasilają się za każdym razem, kiedy w moim życiu dzieje się coś dobrego, na przykład od niedawna jestem w związku z kochającą dziewczyną na której bardzo mi zależy, i za wszelką cenę nie chcę jej stracić. Odbyłem już wizytę u psychoterapeuty, udało nam się wspólnie ustalić, że duży wpływ na moją psychikę mogły mieć negatywne relacje z rodzicami, częste przeprowadzki czy bycie w przeszłości straszonym przez osoby trzecie właśnie więzieniem czy chorobami. Czy ktoś ma podobne objawy? Jakiekolwiek wskazówki jak zacząć żyć normalnie?
  10. Witam. Chciałbym aby pod tym postem szeroko poruszyć temat pracy zawodowej wśród osób z różnymi zaburzeniami natury psychicznej i nie tylko, jakie to forum obejmuje. Myślę, że najlepszym sposobem będzie jeśli napisali byście jakie macie problemy ze zdrowiem oraz jak to się ma do waszej pracy. Czy ją w ogóle macie, czy też nie? Czy potraficie ją utrzymać, czy ciągle zmieniacie na inną? Jak się w niej czujecie i jak z nią radzicie? Czy jest to wasza wymarzona praca czy wręcz przeciwnie? Czy problem sprawia wam szukanie pracy jeśli jej nie macie? Z czym w pracy najbardziej się mierzycie a co przynosi wam pozytywne odczucia? Jak jesteście odbierani przez innych ludzi w pracy? Ogólnie chciałbym abyście napisali jak wygląda wasze życie zawodowe, nie koniecznie sztywno odpowiadając na powyższe pytania. Istotne (przynajmniej dla mnie) jest to aby zestawione to było z rodzajem zaburzeń jakie posiadacie. Może temat ten będzie małą podpowiedzią dla innych, jaką pracą przy danym zaburzeniu/chorobie się zainteresować a jakiej lepiej unikać, aby nie pogorszyć swojego stanu. Zakładam ten temat gdyż sam mam ogromny problem z podjęciem jakiejkolwiek pracy, głównie z powodu wielu niezrozumianych do końca obaw. Jeśli chodzi o mój przykład to edukację skończyłem na szkole średniej. Zdałem maturę i tak się skończyło. Niepełnej, prostej rodziny nie było stać ani finansowo ani mentalnie na moje dalsze nauczanie. Sam bałem się świata i ludzi więc było mi to niejako na rękę. Pochodzę ze wsi więc może być to w jakiś sposób zrozumiałe. Dokładając fakt, że małe nieprognozujace gospodarstwo potrzebowało gospodarza a dom głowy rodziny ( 3 osoby z 1 grupą plus ojciec alkoholik ) dalsza historia napisała się sama. Mam 32 lata i tylko 3 miesiące innej niż rolnictwo pracy zawodowej na produkcji. Teraz sytuację odmieniła mi dziewczyna, która zabrała mnie do miasta. Z wielkim trudem udało mi się sprzedać wbrew woli matki większość zwierząt i zostawić ją niezaradną na gospodarstwie gdzie jeszcze do listopada wykonywałem tam różne prace polowe. Mam teraz kilka miesięcy wytchnienia choć matka zaburza mi spokój na odległość. Jak nie ciągłą ciszą to płaczem i lamentem jak tylko uda mi się z nią skontaktować lub przyjechać w odwiedziny. Za moją pracę przez 14 lat nie mam prawie nic. Gospodarstwo nie prosperowało zbyt dobrze a było raczej matki "widzi mi się" i kultywowaniem tradycji rodzinnych. W tą nieciekawą historię nie wchodziłem ani zdrowy ani zdiagnozowany. Po wielu latach gehenny jaką odczuwałem w swojej nie do końca opisanej tu sytuacji, wychodzę z niej powoli, za to dużo starszy, z większą depresją, paradoksalnie mniejszą chęcią do walki o zmianę, jakąś tam diagnozą sprzed kilku lat i wieloma innymi rzeczami. Na pewno mam coś nie tak z nerwami, na pewno z myśleniem bardzo krytycznym wobec siebie, na pewno z lękiem bo boje się wielu rzeczy, do tego cała masa złych nawyków. Jestem dorosłym dzieckiem alkoholika, mam niedojrzałą osobowość i zacząłem podejrzewać też u siebie jakiś rodzaj ADHD. Co tylko przeczytam na temat zaburzeń, to myślę że dotyczy to też mnie. Kończąc mój chaotyczny, jak myślę wpis, z małym opisem mojej historii (może nie potrzebnym) dodam tylko, że jedyne kwalifikacje jakie mam to prawo jazdy C+E którego niegdy nie wykorzystałem z różnych powodów. Obecnie jestem na utrzymaniu mojej wspaniałej dziewczyny, która jakimś cudem znosi związek ze mną i moimi problemami zadziwiająco dobrze. Jestem jej za to mega wdzięczny. Czuję ogromną presję i chęć aby pomóc i odwdzięczyć się tym samym nie tylko jej, ale w końcu też sobie, choć na razie czarno to widzę. Liczę, że znajdę tutaj jakąś część odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, może rozwieje pewne swoje obawy, może skorzysta z tego wpisu i postów pod nim ktoś inny. Każda korzyść będzie dobra. Kończę lać wodę, liczę na zainteresowanie tematem, liczne posty ale także zrozumienie mojego problemu. Nie ukrywam, że boje się trochę konstruktywnej bądź nie, krytyki za pewien rodzaj strefy komfortu, którą można znaleźć w mojej historii. Przynajmniej ja taką znajduje.
  11. Cześć. Szanuje Wasz i Swój czas więc postaram się streścić, co mnie tu sprowadza... Około 3 lat temu na pewnej uroczystości zrobiło mi się słabo i niemal się przewróciłem. Błahostka, która pociągnęła sprawy znacznie dalej. Jak się zapewne domyślacie, każda taka uroczystość sprawiała, że z tyłu głowy miałem tą sytuację i sam się nakręcałem. Po pewnym czasie przełożyło się to na msze w kościele (stopniowo z nich zrezygnowałem, to i też 'problemu się pozbyłem' :)) ) , kolejki w sklepie, czasem podczas spacerów, jazdy na rowerze - ale to też nie zawsze. Oddaje honorowo krew, gdzie do punktu mam z 300 metrów. Zdarzało się, że największym wyzwaniem było dojście do tego punktu, a w nim było już wszystko ok. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Było więcej takich 'smaczków' ale z reguły obecność kogoś lub słuchanie muzyki sprawiało, że o tym nie myślałem. Niecały miesiąc temu 'nagle' zaczęło się pogarszać, tak po prostu. Zaczęło się już w pociągu, gdy wracałem ze studiów do domu na święta. Potem przez cały weekend czułem jakiś niepokój, bałem się wyjść z psem - ale wychodziłem. Wychodziłem i niemal od razu łapały mnie zawroty głowy, szybsze bicie serca... Miałem wrażenie, że ciało chce mi powiedzieć iż jest w stanie zagrożenia - ale przecież tego zagrożenia nie było. Co ciekawe, najczęściej takie 'ataki' dopadały mnie tylko w godzinach wieczornych, rano zazwyczaj mi to nie dokuczało. Jakie było rozwiązanie? Wychodziłem z psem najczęściej w godzinach porannych :)) W tym samym czasie miałem prawdopodobnie infekcję gardła, było strasznie spuchnięte i ciężko było złapać oddech. Myślę, że domyślacie się co to dla mnie oznaczało, gdy serce wali jak szalone, a mi się gardło ściskało przy braniu wdechu. ;)) Muszę przyznać, że byłem zwyczajnie przestraszony, nie wiedziałem co mi jest. Porobiłem badania, EKG, cukier, saturacja - ok. Podwyższone tsh 3ciej generacji i kreatynina. Jutro idę na dalsze badania w tym kierunku. W między czasie zdecydowałem się jednak na psychiatrę, ponieważ tak jak napisałem w przeszłości bywały 'epizody' że czułem pewien niepokój, zwłaszcza jeżeli chodziło o wszelkiego rodzaju 'czekania' - na przystanku, w kolejce, na dworcu, a czasem nawet bałem się iść do toalety czy pod prysznic - na szczęście zdarzyło się tak parę razy tylko.. Zbagatelizowałem, ponieważ nie utrudniało mi to życia AŻ tak mocno. Pani psychiatra stwierdziła u mnie agorafobię (czy jakoś tak) i przypisała leki ( mozarin + cloransen ). Po przeczytaniu ulotek myślałem, że jak je wezmę to dopiero zwariuję. Lekarz mnie uprzedził, że objawy mogą się nasilić itp. ale bardziej boję się skutków ubocznych. Wiem, że nikt mi tu tego nie powie, czy dam radę bez leków ale myślę, że warto będzie skontaktować się ponownie z psychiatrą i zaproponować najpierw samą terapię? Spróbuję dzisiaj wieczorem wyjść i zobaczyć jak organizm zareaguje. Kupiłem sobie melisę i nervosol ( oo tak, na pewno pomoże :)), czuję lekki niepokój gdy pomyślę o wyjściu ale czy od razu należy pakować się w takie leki jakie mi przypisano? Przyznam szczerze, że wzięcie leków traktuje jako osobistą porażkę. Zawsze uważałem się za osobę odporną psychicznie, zawsze byłem zrównoważony, nic mnie nie ruszało, a teraz okazuje się, że mam obawy przed wyjściem z chałupy. Wstyd i zażenowanie... ale mam zamiar wziąć ten lęk na rogi... może najpierw bez leków... Miało być krótko, a wyszło pewnie jak zwykle. Fajnie gdyby ktoś podzielił się swoją historią. Zawsze łatwiej jest dokonać czegoś czego już ktoś dokonał. Miłego dnia. Pozdrawiam M.
  12. Lęki przy odstawieniu – neurobiologiczne podstawy i proces regeneracji Lęki pojawiające się podczas odstawienia są wynikiem gwałtownych zmian w funkcjonowaniu układu nerwowego. Substancje uzależniające, takie jak alkohol, benzodiazepiny czy opioidy, działają na określone receptory w mózgu, które regulują poziom pobudzenia i relaksacji. Dla przykładu, alkohol i benzodiazepiny oddziałują na receptor GABA, który jest głównym neuroprzekaźnikiem hamującym w mózgu. Jego zadaniem jest uspokajanie układu nerwowego i redukowanie stanów lękowych. Podczas długotrwałego zażywania substancji, organizm zaczyna polegać na sztucznej stymulacji tych receptorów, aby osiągnąć równowagę emocjonalną. Gdy nagle odstawiasz substancję, układ nerwowy traci tę sztuczną pomoc i zostaje w stanie nadmiernej aktywności, co prowadzi do zwiększenia poziomu lęku. Mózg potrzebuje czasu, aby dostosować się do nowego stanu bez substancji. W tym okresie może dojść do: 1. Nadmiernej aktywacji układu nerwowego: Bez hamującego działania substancji na receptory GABA, neurony zaczynają działać w sposób nadmiernie pobudzony, co wywołuje uczucie lęku, nerwowości i napięcia. 2. Zaburzeń w wydzielaniu kortyzolu: Proces odstawienia substancji zwiększa również produkcję hormonów stresu, takich jak kortyzol, który może potęgować odczucia lęku i niepokoju. Organizm reaguje na brak substancji jak na stresujący bodziec, co nasila fizjologiczne i psychiczne objawy stresu. 3. Zmniejszone wydzielanie serotoniny i noradrenaliny: Substancje uzależniające mogą również wpływać na poziomy innych neuroprzekaźników, takich jak serotonina (odpowiedzialna za nastrój) i noradrenalina (odpowiedzialna za reakcje na stres). W momencie odstawienia dochodzi do zaburzeń w ich regulacji, co dodatkowo prowadzi do wahań nastroju i stanów lękowych. Naukowe badania sugerują jednak, że aby lęki mogły stopniowo ustępować, konieczne jest całkowite odstawienie substancji. To umożliwia mózgowi rozpoczęcie procesu neuroadaptacji – czyli stopniowego przywracania równowagi chemicznej bez zewnętrznych stymulantów. W trakcie tego procesu dochodzi do naturalnej regeneracji układu GABA-ergicznego oraz normalizacji poziomów dopaminy, serotoniny i innych neuroprzekaźników. Badania wykazują, że choć proces ten może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy, w większości przypadków prowadzi do samoistnego zaniku objawów lękowych. Stałe odstawienie jest więc kluczowym warunkiem dla długoterminowego ustabilizowania funkcji układu nerwowego i poprawy zdrowia psychicznego. Substancje wywołujące lęki przy odstawieniu Lęki mogą występować po odstawieniu wielu różnych substancji, zwłaszcza tych, które wpływają na neuroprzekaźniki w mózgu. Oto lista najczęstszych substancji, po których mogą pojawić się lęki: 1. Alkohol 2. Benzodiazepiny (np. diazepam, lorazepam, alprazolam) 3. Opioidy (np. morfina, heroina, oksykodon, fentanyl) 4. Marihuana (THC) 5. Amfetamina i jej pochodne (np. metamfetamina, MDMA) 6. Kokaina 7. Nikotyna (papierosy i inne wyroby tytoniowe) 8. Barbiturany 9. GHB (kwas gamma-hydroksymasłowy) 10. Leki przeciwdepresyjne (szczególnie SSRI, TLPD, MAO-I – przy nagłym odstawieniu) 11. Leki nasenne (np. zolpidem, zaleplon, eszopiklon) 12. Leki przeciwpadaczkowe (np. gabapentyna, pregabalina) 13. Leki stymulujące (np. metylofenidat, Adderall) 14. Sterydy anaboliczne 15. Kofeina (przy nadużywaniu i nagłym odstawieniu) 16. Halucynogeny (np. LSD, psylocybina, DMT – zwłaszcza po epizodach intensywnego używania) 17. Inhalanty (rozpuszczalniki, kleje) 18. Syntetyczne kannabinoidy (np. Spice) 19. Ketamina 20. Kratom Każda z tych substancji, w zależności od dawki, czasu trwania używania oraz indywidualnych predyspozycji, może prowadzić do lęków po odstawieniu, często w wyniku zmian w równowadze neuroprzekaźników mózgu. D. K. N.
  13. Witam, to mój pierwszy wpis. Mam świeżo 17 lat - Otóż problem zaczął się miesiąc temu. Na wfie spojrzałam na przyjaciółkę i zaczęła się "jazda" - A co gdybym ją pocałowała? Nie wiem, od razu ogarnęło mnie uczucie gorąca, jakby wybuchł we mnie lęk. Zaczęłam się tym martwić później cały WF. Ale nic z tego, lęk zadomowił się u mnie i nadal sobie mieszka. Jest lepiej, ale nie najlepiej, a bardzo bym chciała by to zniknęło. Kiedyś jak byłam mała 10 lat ok. to też to miałam, ale zniknęlo i żyłam sobie normalnie jako hetero. Później wiek 13/14 lat, znowu to samo bo spodobał mi się wygląd jakiejś dziewczyny, na szczęście mama po chyba 10 razie rozmawiania ze mną mi uświadomiła, że skoro od zawsze podobali mi się chłopacy, to orientacja na siłę i sama z siebie nie może mi się zmienić. Wtedy powiedziałam sobie "Racja, że też na to nie wpadłam" i tak oto lęk uciekł. Aż do teraz. Zawsze traktowałam miłość poważnie, to jedna najważniejsza wartość w moim życiu. Nie obchodzili mnie homoseksualiści, też akceptuję ich nadal i nic do nich nie mam, ale sama siebie w tym nie widzę. Wręcz nie chcę. To jest rzecz której się przeraźliwie boję, czuje że gdyby się okazało że jestem to cały mój świat by legł w gruzach a ja na pewno bym sobie nie chciała nikogo znależć - wolę żyć sama niż z inną kobietą, dla mnie to jest po prostu straszne. Chcę mieć dzieci, mam chłopaka i miałam wcześniej też, w przedszkolu podobał mi się chłopak. Gdyby nie ten durny WF, to dalej byłabym szczęśliwa. Ale już sama nie wiem co robić, mam wrażenie jakbym siłowała się ze swoim mózgiem kto ma racje, mimo że przeczytałam 01938120 forów, rad, wszystkiego na świecie to nie jestem w stanie przekonać się i nie wierzę sobie że nie jestem. Po prostu nie wiem czy to zalezy od tego że mam małą wiarę w siebie czy co, w ogóle nie jestem w stanie się odciąć od tych zmartwień. Teraz jest lepiej staram się je bagatelizować itp. ale ja chcę wiedzieć że nie jestem, bo jeśli się okazałoby że jestem to ja nie wiem co bym zrobiła, chyba najgorsze co można sobie wyobrazić... Byłam raz u psychologa, pani powiedziała że to przez stres, że napięcie przeformowało się w coś takiego, bo przed tym lękiem miałam 2 inne, jeden po drugim (ten jest trzeci). Najpierw bałam się że zaszłamw ciąże, poxniej ze kreci mi sie w glowie i to jakas choroba (wszystko oczywiscie wymyslone, wyszlam z tego sama) ale teraz jakis idiotyczny homoseksualizm, 3 raz w zyciu sie tym zamartwiam i nawet nie pomaga mi to, że jak już opracowałam to kiedyś i wyszłam z tych zmartwień awięc nie mogę być homo, to nadal to nie pomaga. Nie wiem co mam robić, wkurza mnie to, chcę być szczęśliwa będąc w związku, a gdy wyobrażam sobie że zrywam z tego powodu z moim chłopakiem to jest równoznaczne do zmarnowania sobie życia, bo go naprawdę kocham. No właśnie ,tu też jest strach że może go nie kocham, ale jakim cudem miało się to zmienić po jednej myśli na WFIE. Pomóżcie, powiedzcie jak uwierzyć w to, że to natręctwo a nie prawda... bo ja naprawdę nie wiem co mam robić, to mnie męczy, prześladuje, nie mogę przez to spać, serce mi wali...
  14. Książki psychologiczne, poradniki, rozwój osobisty Bardzo chciałabym zrozumieć swoją psychikę. Jednym za sposobów mogą być książki. Zaczynałam już czytać lub słuchać wielu książek ale większość ma tylko piękne tytuły, a ich treść mnie trochę rozczarowała. Dlatego proszę o polecenie wszystkich książek które według was mają wartościową treść. Obecnie najbardziej zależy mi na książce która będzie miała konkrety, informacje, bo często odnosiłam wrażenie że w książce psychologicznej jest mnóstwo tekstu, i w sumie to nie wiadomo co z niego wynika. Tematy które chciałaby, zgłębić to przede wszystkim nieśmiałość, jej pokonywanie, budowanie relacji z ludźmi, jak być lubianym przez ludzi oraz wszystko co dotyczy pokonywania strachu i własnych ograniczeń. Jeśli znacie dobre książki na inne tematy również chętnie się o nich dowiem Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
  15. Lęmajda

    Wygadanie się

    Dzień dobry, Chce napisać tutaj o moim obecnym życiu, mam mniej niż 24 lata nic nie osiągnełam/em w życiu, mam depresje stwierdzoną na podstawie wywiadu z psychiatrą, prawdopodobnie mam też zaburzenia obsesyjno kompulsywne, lęk społeczny, może nawet urojenia ksobne albo postawę osobną, zawsze jak gdzieś jestem poza domem, nieważne gdzie to mam wrażenie że każdy mnie obserwuje, zwraca na mnie uwage, jestem przez to skrępowana/y, chodzę niepewnie, cicho mówię, nie wiem gdzie patrzeć, wstydzę się przy wszystkich jeść,gadać,śmiać się,przebywać ,mam cały czas smutną/ ponurą minę i napięte mięśnie twarzy.ciągle o tym myślę jaką mam minę jak inni mnie widzą i myślę o każdym swoim ruchu, rzadko wychodzę na zewnątrz. Dużo leżę/śpię. Nie mam znajomych/przyjaciół,chłopaka/dziewczyny. Nie mam energii od dawna. Od zawsze bardzo negatywnie myślę i jestem lękliwy/a. Poważna/y,nie mam mimiki bo wstydzę się swojej twarzy. Jestem brzydki/a i nieatrakcyjny/a (wychudzony/a bo mało jadłem/am) kolejnym problemem jest skolioza z mojej winy ponieważ kiedyś jak mogłem to nie ćwiczyłam/em i wadą się pogłębiła. Odechciewa mi się żyć zwłaszcza przez to, myślę o samobójstwie( ale boję się bólu fizycznego) te problemy o których napisałem/am na początku mam od kilku lat. Czuje że mam zmarnowane życie. Chciałabym/ałbym być wielki/a, ale jestem nikim. Często widzę siebie tak jakby patrzyła na mnie druga osoba, w sensie że wyobrażam sobie jaka mam minę.albo jak siedzę to myślę jak wyglądam wyobrażam sobie
  16. Ktoś z was miał refluks spowodowany przez nerwicę lękową? U mnie się to podejrzewa, bo mam flegmę w nosie i gardle przez którą ciężko mi się oddycha oraz zgagę, no i oczywiście objawy nerwicy lękowej. Obecnie biorę tabletki Texibax i pomagają one na zgagę, ale nadal nie mogę oddychać przez flegmę. Czytałam, że flegma w refluksie bierze się ze stanu zapalnego spowodowanego podrażnianiem błony śluzowej gardła i nosa kwasem żołądkowym (mogę się mylić). Tak więc jestem ciekawa, jak wy się pozbyliście tego problemu z flegmą - pomogły leki na nerwicę? Leki na refluks? Jakieś inne leki bezpośrednio na stan zapalny?
  17. Betixa

    Skutek uboczny

    Psychiatra przepisała mi leki Prefaxine 37,5 (wenlafaksyna) oraz Ranofren 5 mg (olanzapina). Ranofren biorę wieczorem, a Prefaxine rano. Ranofren miałam brać przez 2 dni pół tabletki, a potem już jedną, a Prefaxine jedną tabletkę przez 3 dni, a potem już dwie. Wczoraj zaczęłam brać 1 tabletkę Ranofrenu, już bez podzielania i ok. 2 h później zaczęłam się czuć jakbym miała zaraz upaść gdy wstałam z krzesła, czułam taką jakby bezwładność w nogach, a gdy się czegoś przytrzymałam to minęło. Czy mam to potraktować jako zwykły skutek uboczny towarzyszący przyjmowaniu psychotropów, zignorować i brać dalej? Czy to z czasem minie? Boję się, że dziś wieczorem znowu się tak poczuję
  18. Kaasia

    dubel

  19. Cześć, czy jest ktoś może na tym forum który ma lek przed nowym otoczeniem ludźmi, praca? Odkąd pamietam panicznie boje się nowych miejsc, ludzi, otoczenia, nie potrafię pójść sama do podstawowych miejsc, podjęcie nowej pracy jest dla mnie bardzo dużym wyzwaniem, 4 lata pracowałam w firmie której nienawidziłam za każdym razem gdy podjęłam decyzje o zwolnieniu i to zrobiłam, po kilku dniach bądź tygodniach wracałam, gdy dostaje tylko zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjna do nowej pracy wpadam w panikę cały czas o tym myśle ( z reguły myśle za bardzo), rozmyślam różne scenariusze które są oczywiście jak najgorsze, nie dam sobie rady, nie będę potrafiła czegoś zrobić, zrobię siebie kretynke, stanie się wszystko co najgorsze i w efekcie końcowym nawet dzień przed takim spotkaniem nie jestem w stanie jej odbyć, czuje wewnętrzny niepokój, cala sie trzęsę, ostatnio doszło tez drapanie sie nieświadomie po palcach czasem do ran, nawet jak jestem już przed budynkiem panikuje dostaje atak duszności wracam do domu potem sama siebie za to nienawidzę, przez to wszystko czuje się coraz gorzej czuje ze w niczym w życiu nie jestem sobie w stanie poradzić
  20. Cześć. Pisałem już tutaj kiedyś temat. Trochę się zmieniło od tego czasu ale napisze ponownie. Walczę z fobią społeczną, uczęszczam do psychiatry. Od dłuższego czasu biore parogen 2x rano i od niedawna rispolept pół tabletki. Moim problemem jest to strach przed atakiem innych, wystarczy agresywniejsza wypowiedź w stosunku do mnie i serce zaczyna mi łomotać, zaczynam się mylić w tym co mówie i robię. Wtedy gdy ktoś mnie atakuję to ja chcąc się bronić i automatycznie mimo, że ta osoba ma rację ja się zamykam na dialog i jestem na nie. Bardzo mi to utrudnia życie, pracując w toksycznym środowisku powoduję to jeszcze większy konflikt, a ja po prostu chcę być dobrze traktowany. A w tym sęk, że bardziej zły jestem na to, że zostałem poniżony i nie potrafię na to odpowiedzieć... Czekam na jakieś sugestie czy moje leczenie idzie w dobrym kierunku czy zastosować coś innego. Postanowiłem zabrać się za to porządnie i uporać się z tym.
  21. Hej, brał ktoś może ALVENTE? jesli tak to czy pomogła ? Jak długo ja stosowaliscie?
  22. Cześć wszystkim, miałem do czynienia z różnymi symptomami nerwicy, "walczyłem"(z resztą niepotrzebnie) wiele wiele lat z nimi, żeby na końcu ją zrozumieć i odpuściła. Poczułem w sobie wewnątrz swego rodzaju misję, aby pomagać na wszelkie możliwe sposoby ludziom w podobnych sytuacjach życiowych, abyście skorzystali wszyscy Ci którzy nie mają nigdzie oparcia, z moich doświadczeń, wiedzy i możliwości pomocy, na znak solidarności z Wami wszystkimi, obdarzonymi tym brzemieniem przez los. Czekam na kontakt Wszystkich tych, którzy nie znaleźli pomocy lub rozwiązania swoich problemów, którzy zawiedli się psychoterapią itp. Od razu nadmieniam, że nie jestem żadną wyrocznią, nie jestem idealny, mogę się w wielu tematach mylić lub nie mieć wystarczającej wiedzy, ale ile będę potrafił, będę starał się pomóc. Przecież wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny, czasami wystraszy usłyszeć od kogoś lub powiedzieć "po prostu bądź" i to już może być wystarczające...i to już nas potrafi uleczyć! Życie jest PIĘKNIE! A w szczególności wtedy, kiedy potrafimy je ofiarować innym Pozdrawiam Złota Rączka
  23. Witajcie Od paru miesięcy mam problem, kiedy mój chłopak wyjechał za granicę poczułam, że mogę przestać go kochać. A kocham go bardzo mocno i to nie dawało mi spokoju. Myślałam o tym dzień w dzień, płakałam, ta myśl towarzyszyła mi od rana do nocy, bałam się, że stracę taką osobę przez samą siebie. Potem miałam tak słabą psychikę, że wszystko było dla mnie problemem. Zobaczyłam w tv homo i zaczęłam zastanawiać się czy przypadkiem ja taka nie jestem, to by zniszczyło mój plan na życie... moją miłość. Oczywiście nigdy nie czułam pociągu w strone kobiet, zawsze chciałam podobać się chłopakom, a dziewczyny traktowałam jakby ich nie musiało być. Po tym zaczęłam sobie wyobrażać a co by było gdyby? I to mnie przeraża, napełnia lękiem, strachem, wolałabym umrzeć niż taką być, wiem, że tęskniłabym za chłopakiem, ale boje sie, że to się może zmienić, ciągle to analizowałam, bałam się... przecież ja chcę życia z mężczyzną od zawsze! Potem pomyślałam sobie "to tak samo głupie jak to że chciała byś być trans..." i prosze i znowu strach i analizy, ale od tego szybko sie uwolnilam, wyszłam z domu pierwszy raz od kąt pojechał, pogadałam z koleżanka i to minęło. Często wydaje mi się to śmieszne, że nie będę homo nigdy, że czemu trace tyle energii na to, a potem znowu to analizuje i jednak się boję. Kiedy wrócił to minęło, ale kiedy go nie ma nadal wpadam w panikę. Boję się, nie chce tak myśleć bo co jeśli stanie się to prawdą?
  24. Witam. Założyłem ten temat aby podzielić się a także zrozumieć swój stan. Przez kilka lat leczyłem się na zaburzenie osobowości i fobie społeczną. Przyjmowałem takie leki: Coaxil 12,5 mg dwa razy na dobę, Sulpiryd 50 mg dwa razy na dobę, Duloksetyna 30 mg raz wieczorem i Trittico XR 150 mg na sen. Ten zestaw leków brałem kilka lat pod kontrolą lekarza a także chodziłem regularnie na terapie i było super. Czułem się radosny, zmotywowany, wszystko miało sens. Myśli były poukładane dawały kopa do działania. Po jakimś czasie moja terapeutka uznała że zrobiłem postępy, postanowiłem po obgadaniu z nią odstawić leki i spróbować żyć bez chemii. Zgłosiłem się do swojego psychiatry i dokładnie z nim to obgadałem, powiedział mi jak odstawić leki. I tu zaczął się koszmar, który trwa już do tej pory. Po stopniowym schodzeniu z leków jednego wieczora coś mi się stało. Był to czwarty dzień bez leku sulpiryd. Poczułem niesamowity ból brzucha i taki jakby kilku sekundowy szok, uderzyło to z zaskoczenia. Po tym fakcie strasznie mnie zemdliło i cały wieczór wymiotowałem. Na drugi dzień nie byłem w stanie nic zrobić, zero koncentracji, ból głowy, ból brzucha i straszna nerwica żołądka, każde wypowiedziane słowo lub myśl powodował odruch wymiotny (oddychanie także). Zgłosiłem się jak najszybciej do psychiatry i mu o tym opowiedziałem, zwalił to na objawy odstawienne i zapewnił mnie że wszystko z czasem minie. Zaufałem mu. Z dnia na dzień zamiast być lepiej było coraz gorzej. Z dnia na dzień stawałem się coraz bardziej przygnębiony, wystraszony i chaotyczny. Do tego cały czas towarzyszyły i towarzyszą mi objawy takie jak ból brzucha, wymioty, zawroty głowy, brak koncentracji i lęk oraz poczucie życia w bańce oraz natrętne obrazy i myśli wywołujące wymioty, tak jakby dwa obrazy się na siebie nakładały a mózg nie umiał ich rozdzielić i się przeciążał. Po oczyszczeniu organizmu z leków i pogarszającym się stanem z dnia na dzień poszedłem do innego psychiatry. On kazał mi brać anafranil w max dawce i haloperidrol, niestety zero efektu leczniczego. Objawy tak jak były tak się tylko nasilały. Zaliczyłem więc kilku lekarzy i terapeutów oraz testowałem różne leki... nic nie działało i nie działa, stałem się kompletnie lekooporny. Trwa to do tej pory... wymioty, natrętne myśli i obrazy, lęk, pssd, zaburzenia funkcji poznawczych, brak pamięci krótkotrwałej, to aktualny mój stan. Czy jest ktoś kto z takim czymś miał do czynienia? Nie wiem co robić, jak z tym żyć i co myśleć... leczyłem się na zaburzenie osobowości i fobie a skończyłem z jeszcze gorszym stanem. Za wszelkie odpowiedzi, rady jak z tym sobie poradzić itp. z góry dziękuję. PS: Powrót do sulpirydu nawet zwiększonej dawki nic nie dawał, wszystkie leki przestały na mnie działać nawet w max dawkach.
×