Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

needsomesleep

Użytkownik
  • Zawartość

    81
  • Rejestracja

Zawartość dodana przez needsomesleep

  1. needsomesleep

    HIT czy KIT?

    hit myszka bezprzewodowa?
  2. dziśśśśśś.. czuję się przykro pogodzona. Nie potrafię nic zmienić, wszędzie są puste obietnice. Ten zywot jest nieudany. Nie czuję smutku zbyt duzego, niby nawet jest ogólnie okej, Tylko widze mój los, taka wyzuta, zaschnięta guma na chodniku po której kazdy chodzi . Rozumiem to, tylko jest to dziwne. Nie tak miało być, przeciez miałam mieć rodzinkę, pracę, fajne wspomnienia. Moim domem tymczasem jest jedno łozko, kilka szafek, konto bankowe zz rentą, a reszzta jest (na uzytek z dobrej woli włascicielki). Moze w koncu uda mi się czegos nie zrobic.. bo jak powiem "uda mi się cos zrobic" to dzieje się na odwrót.
  3. To prawda, co poznaję jakąś osobę LGBT to jest niestety zaburzona. No ale myślę że akurat zaburzenie danych ludzi wynika z tego jaką drogę musieli przejść aby się odważyć, lub przyznać nawet do orientacji. To co przechodzili, mogło sprawić naprawdę wiele krzywd psychiczno-fizycznych. Toteż dlatego wydawać by się mogło, że każdy LGBT jest zaburzony. Faktycznie rzadkością jest osobnik który wychował się w tolerancji orientacji, w wolności i szacunku do tego kim czuje że chce być. Nie dziwię się że mogą być w większości zaburzeni, ważne jest aby to wiedzieli i pracowali nad sobą. Jak każdy zaburzony... depresja tez jest oznaką słabosci, i odpada się prawie na margines. Choć nie oglądam tv, to nie wiem o co chodzi z tymi paradami.. hmm raz na jakiś czas taka manifestacja jest okej, ludzie lubią być "uznawani" "zauwazeni". Ogólnie nie zauwazyłam jakichs specjalnych manifestacji, myślę ze nawet jest to w normie. Pomijając TV bo to karma dla ludzi lubiących tortury intelektualne, lubiący przyswajać zbędne info. Nie ma co nadinterpretowywać zycia.. Wolność jest dobra póki nie ma krzywdy. Nie znaczy ze krzydzą Ci walczący o wolność.. wszędzie znajdą się radykały.
  4. needsomesleep

    HIT czy KIT?

    nigdy nie próbowałam, a tego co nie przetestowane nie nazywam ani hitem ani kitem choć z obrazków wygląda na hit, lubię zimę choker na szyi u kobiety
  5. a dziś się czuje dobrze, z psinką był spacer, ładnie kolekcją się zajęłam, nadrabiam zaległość na netflix, słońce dziś było posłuszne, wiatr pieścił skórę, kilka pięknych ujęć zrobione, wypad na rower nie wypadł.. za zzimno mi było to akurat wymówka mojego ciała bo mój umysł chciał iść., bardzo lubię serki o nazwie przeokropnej 'Darek" .......... ale są przepyszne dziś zjadłam truskawkowy
  6. needsomesleep

    Spotkania w realu....

    a kto chce się spotkać w wymiarze nr 5;P w iluzji własnych i czyichś wyobrażeń?
  7. needsomesleep

    X czy Y?

    nieustąpienie pierwszeństwa, bardzo często widzę jak osobnik jakiś wychodzi na uliczkę, ulicę, parkingi bez patrzenia skok spadochronem czy skok na bungee?
  8. needsomesleep

    NOWE Skojarzenia

    iluzja (chodzi mi o iluzję czasu)
  9. Cóż, benzo to narkotyk ukryty po nazwa leku, tak naprawdę tylko doraznego. Nie ciekawie że codziennie hapasz go, choć rozumiem bo prawie że sama już chciałam brać codziennie. Powstrzymała mnie myśl że nie chce być cpunem (bez obrazy czasem nie ma zwyczajnie wyboru). Szukałam czegoś cokolwiek aby się podratowac, znalazłam CBD. I wiesz co, odkryłam że to jest moja nowa benzodiazelina bez potencjału uzależniającego i nie szkodzi. Strasznie się cieszę że nie mam lęków a jak coś tam jest to panuje nad tym znika raz dwa. Bez tego znaleziska posłuchałabym psychiatry który rzekł że "jesli benzo ma podnieść jakość mojego życia kosztem uzależnienia to warto to brać nawet codziennie, jeśli objawy są tak uciążliwe i tylko benzo daje im satysfakcjonująca radę to czemu nie" zdziwił mnie. Faktycznie benzo to król parkietu tylko szkoda że to jednak ostra chemia. Tak czy inaczej nie wiem czy kiedyś ich nieprzeprosze, oby cbd działało wiecznie.
  10. Trochę nieprzyjemne jest odstawianie, ja akurat najbardziej odczulam lamitrin. Bo ten gość zagościł u mnie na rok w pełnej krasie a potem na kilka mies gdy już powoli odstawialam. Czułam po odstawieniu mimo to taki dziwny niepokój, mdłości, były rozwolnienie, jakieś pobudzenie, i czułam się taka jakbym była przeziębiona, to gorąca raz to zimno, poty ciała a przeszło po około tygodniu.
  11. Od wszystkich ssri, neuroleptykow, tylam, w różnym stopniu od 53 kg do 67kg kiedyś gdybym się nie zbuntowala to bym doszła do 70 kg. Leki te powodują natretne myśli o tym że czujesz głód na cokolwiek. Naprawdę trudno się opanować, a próbowałam ostro.. Niestety to jest tak uciążliwe że jprdl. Mini dawki neuroleptyku nie powodują tycia, psychiatra mówił że dawki z rzędu od 50mg zaczynają to robić. Ja brałam 200 w najgorszym czasie. Mao, powodowały zawsze podobny zestaw trzęsienie się ciała, niemożność utrzymania się w pozycji siedzącej stojącej, senność taka że mogłam spać dniami i nocami, pomijając hardkorowe zaparcia, brak apetytu no takie zombie realne. Na mnie leki w sumie długa ta lista dość u mnie ale działały negatywnie, pozytywnie naciągane było to że mogłam spać i byłam zayebana jak zul po libacji. Mniej uczyć mniej życia to nawet plus. Tylko na ile? Co do tych ssri, tutaj zaś zestaw był równie podobny wiecznie, jak nie tycie to zakrzepica, zaniki pamięci, zaburzenia rytmu serca to podstawa i ciągła tachykardia, samoistnie robiące się since, pchnięcie, no i dużo opcji innych.. Ale już bezsensu to wymieniać. Także niestety, u mnie to nie zdaje egzaminu. Więcej przebywałam w szpitalach i na badaniach spowodowanych braniem leków niż się leczylam. Szkodzą mi, trochę szkoda bo czuje zazdro że ktoś łyka, trafił w swoj i już działa prężniej w życiu. No ale zeby nie było tak smutno to jest jeden lek co (nie robił niby skutków) odpowiednik litu, lamitrin. Zdał potężny egzamin, podziwiam ten lek. Choć przy podnoszeniu dawki prawie mnie zamordował i potem jednocześnie ratując. Bo przy podnoszeniu dawki okropne myśli s, autiagresja, niemożność niemożności, pobudzenie, dezorientacja, hardkor ale wtedy benso na pape i szło jakoś. Ten lek, lamitrin tak mnie wyrównał dosłownie że prawie 1 rok i kilka mies nie płakałam. Byłam sucha! Xd wow, to mój rekord. Były momenty naprawdę skur.. wiałe i nie mogła mi wyjść żadna łza, płakałam tylko wewnętrznie bolało mnie całe cialo. Przy tym nie mogłam się także cieszyć, oduczylan się trochę emocji. Stałam się bardziej robotyczna. Zaczęło mi to wadzic... To było niedobore. Cofalam się emocjonalnie. Zaczęłam odstawiac, zeszła na małą daweczke i zaczęło się. Teraz to już hardkor ale chociaż czasami coś czuję... Innego niż jako tako. Czasami mam spirale i rollercoaster emocji znikad. Może faktycznie mam mały Chad.
  12. Bardzo żałuję, gdybym nie brała ominęło by mnie tyle przykrości i trauma. To smutne że wcale na mnie większość dobrze nie działała. Szczerze to nawet dobrze kiedyś podziałaly te leki, TROSZKĘ Trittico, choć tylko w małej dawce oraz benzodiazepiny działają ale jakim kosztem, najlepsza note u mnie ma Lamitrin bo pomógł mi być takim neutralem że aż nie mogłam płakać ani się cieszyć dzięki temu udało mi się zrobić z życiem więcej przez 1 rok niż przez 15 lat choroby. Mimo to że jest i było to pół dobre to teraz muszę się uczyć czuć. Z nieprzyjemnymi emocjami jestem za pan brat a te dobre zamiast cieszyć często ranią i smucą. Eh, smutek się tak zakorzenil u mnie, nasiąkłam nim tak że teraz nie mogę iść i się cieszyć. Muszę dawkowac ostrożnie. Choć i tak jest to ciężkie nie mam prawie nigdzie uciechy, zamiast radości ujmujący smutek. Nie rozumiem czasem tego. Tak czy inaczej jest progres. Jestem w sumie bez leków i jest tak najlepiej dla zdrowia fizycznego bo starczy mi już tych balang na pogotowiach i szpitalach jak brałam te kur.. ewskie leki.
  13. Boję ale chodzę bo nie chce mieć padliny w buzi czy miałeś as kiedyś jakąś operacje?
  14. needsomesleep

    zadajesz pytanie

    Na kukiza choć nie wiem czemu, jakoś fajnie brzmi kukiki kakakuku ku. Xd nie jestem zbyt.. Polityczna trudno jakbyś zareagował prawdopodobnie gdyby za dwa dni miałaby przywaluc w ziemię jakas spoko asteroida kończąc prawie że życie na ziemi?
  15. Smutno że trafiam na trochę nie tych terapeutów. Też prawie co się ubiłam przez niektórych.. Potrafili tylko utwierdzic w mej bezsensownosci. Naprawdę trzeba być ostrożnym tego co w uszy wchodzi. Bo co się usłyszy to się nie odslyszy. Tym razem trafiłam na neutrala.. W sumie nie wie co począć że mna. Gadamy o niczym.
  16. Nie chce umrzeć ale pragnę poprzez to co się dzieje we mnie. Czy mógłby ktoś mnie uleczyć? Oddam wszystko za odczucie ulgi i jedności z uniwersum.
  17. Chce mi się nie żyć, wszystko przytłacza. Głowa znów boli od płaczu, oczy pieką, smutno mi tak strasznie. Czuję jakby mnie zapraszała śmierć, lecz nie mogę jeszcze.. No proszę Cię jeszcze nie teraz. Daj mi spokój, na co mi umierać? jeszcze chce coś ujrzeć, a to nie dozwolone? Śmiejesz się ze mnie że mam wrażenie że będzie lepiej jak będę się opierać śmierci. Może masz rację, może i tak ale mówią że jak nie spróbuję to będę żałować. A co jak będę żałować że jednak nie wybrałam deda? Na razie żałuję że się urodziłam, szkoda że nie udusiłam się pępowiną. Czuję się taka wyprana z kolorów.. A nadal ich szukam na siłę, wyciskam tyle że starcza na kilka godzin miesięcznie. Czy to jest życie? Czemu mnie tak ono męczy, przecież chce żyć. Chore to, taka szkoda.
  18. Dlaczego śmierć mnie nie chce.
  19. Niezrozumienie dałam ze znakiem zapytania. Bo ogólnie czuje się zrozumiana, tylko często dają mi do zrozumienia przeciwnosc. Zresztą każdy u nas ma problem, nie jestem najważniejsza. Nie powinnam się tak naprawdę czepiać tego. Ja nie odczuwam że oszaleje bo nikt mnie nie rozumie. Bardziej oszaleje bo dostaje sprzeczne sygnały, raz ok a zaraz źle. I aż nie wiesz czy jednak można coś mówić czy jednak nie bo uraże. Czy mogę być sobą czy nie bo przynosze wstyd. Jestem tak zagubiona.. Też unikam leków. Staram się układac w głowie, tylko że nie umiem do końca. Nie mam nikogo rzetelnego na około. Kto by mi powiedział że wariuje ja albo oni albo nikt.
  20. Mam jawne dowody że się wstydzą mnie. Słowne, w rozmowach. Akceptują to ale mówią że im to nie odpowiada i powinnam się wstydzić a przy okazji mówią że sami by tak nie robili. Owszem się martwią to wiadome i normalne, tylko nie umiem Ci nakreslić mojej domowej sytuacji. Jak to wygląda,.. Masz i rację i jednocześnie nie masz jej.
  21. Wkur, wia mnie ta edycja. Nie można poprawic błędów w spokoju bo potem wyskakuje błąd że za długo edytuje.. I nie da się zapisać posta Problem w tym, że każdy udaje że mnie rozumie. Czasami nawet ja to czuję że mnie rozumieją, poza tym nie wymagam tego specjalnie. Gdy tylko potrzebuję czasem zrozumienia to zaczyna mi się wypominanie co zrobiłam nie tak, co powinnam robić, nawet kim powinnam być. Czemu nie mogą mi mówić tego gdy pytam czy jest coś nie tak? Przez to zaczynam się bronić a oni mówią że manipuluję, jestem cwana... No ale to co, najlepiej się poddać i milczeć aż się wyżyją na mnie za swe niepowodzenia? Serio staram się zrozumieć ich a oni mnie nie zbyt chcą rozumieć mimo że nie wymagam ale.. To dziwna i chciałabym czasem choćby trochę zrozumienia, a moje tłumaczenia mojego stanu są odbierane jak atak na nich, że ich szantażuje. Przecież to zwykła rozmowa, nic od nich nie chce prócz wysłuchania i spróbowania chociaż zrozumienia. Jeśli nie zrozumieją to w porządku ale ciągle nie mogę dokończyć tego co chce przekazać bo jestem wpędzana w poczucie winy, że aż mi się włącza serio szantaż emocjonalny. Mama mówi swym szantazem "to znaczy że to wszystko moja wina, nie powinnam żyć, napiszę testament" potem mówi że nawet nie można zażartować (z tego że zrobiłam błąd z wyjazdem a mówiła to tonem z wyrzutami) no wtf.. No kurrrrwa.. Przez to też jej odpowiadam że "a mi to ciężko już żyć" też tymi szantażami odpowiadam. Smutno mi że im bardziej staram się być sobą, dziecinną, infatylną, ale inteligentną, kiedyś nawet będę zaradna to tym bardziej się psuje u mnie. Już nie jestem taka grzeczna córka, posłuszna. Stawiam się, mam swoje zdanie, swoje nawyki, swoje pasje, ja naprawdę chcę się wyprowadzić ale boję się że mamie się coś stanie a mnie blisko nie będzie, bo ma problemy z ciśnieniem. Z jednej strony czuje powinność zostania tu do końca życia i jej pomagania skoro już zdrowieje. Ale w tym dziwny sęk, ja zdrowieje? Niby gdzie, ja się zwyczajnie stabilizuje... Właśnie z tego co widzę czeka mnie trudny wybór. Zdrowie psychiczne i moja wygoda albo wygoda rodziny i większe poświęcenie. Uciec od chorującej mamy z powodu że mnie chowała pod kloszem, troszczyła się, sprawiła że nie mam, nie miałam celów, sensu w życiu, tylko ją i ona jest mym sensem. To by było egoistyczne zapewne.. Z drugiej strony choruję już prawie całe życie, dopiero od kilku mies. czuje się żywsza i przez to jest trudniej niż chyba jak byłam w tej ciężkiej depresji. Bo teraz zaczynają się jazdy, byłam nietykalna a teraz jestem jak otwarty ring, bokserzy się schodzą. Boże jak ja bym chciała już być samodzielna. Z dala od nich.. Choć mi wstyd to mówić. Całe życie się muszę wstydzić tego kim jestem, czym się stałam. To takie durne, czuję w sobie ogromną chęć śmierci bo się boję żyć i być sobą. I ma to poparcie ale chyba tylko w mojej rodzinie, nikt mi nie mówił nigdy że moja pasja to zbędna makulatura, dziecinada i żeby się do tego nie przyznawać bo to wstyd. Jaki kurrrwa wstyd?! Mieć przyjemność z pasji nie rozumiem, chyba zwariuje. Żałują mi być radosną, dziecinnie czy nie, infatylnie czy nie.. No ale mi to sprawia radość! Czy nie o to w życiu chodzi? _. _ Okej, błąd jaki popełniłam ostatnio był niedobry, i nieodpowiedzialny to rozumiem że mieli obawy. Wyjechałam daleko bez słowa, i martwili się wróciłam po kilku dniach. Aczkolwiek byli karmieni kłamstwem że jestem w mieście oddalonym godzinę drogi. Mimo to po 2 dniach źle ujęłam słowa i się wkopałam.. A wszystko skończyło by się po mojemu. Chciałam ale nie mogłam powiedzieć, zabronili by mi wyjazdu. Jak zawsze zresztą, teraz dzięki temu postawieniu ich w fakcie dokonanym mogę wyjeżdżać ale złamałam bariere niketykalnosci. Już uważają mnie za zdrowsza, silną, wredna, fałszywa, cwana, nie odpowiedzialna a zrobiłam tylko jeden taki wybryk. No normalnie jakby po kaszlnięciu ktoś określił że jesteś gruzlik. Czasami nie wiem co robić bo czuje się serio jak manipulator mimo że czuję jak to mnie degraduja... Nie umieją wskazać gdzie jest moja manipulacja, milczą. Czyli to są wnioski wysnute w emocjach i nie pokrywają się z prawdą. Nie twierdzę że ja nigdy nie manipuluje, owszem bywa że manipuluję - jak każdy człek zwłaszcza po problemach z rodziny manipulantów. Po kimś się to ma.. Przykre, dobrze że chociaż o tym wiem. Niezrozumiem czemu oni się gniewaja i unoszą gdy chce z nimi pogadać głębiej o czymś "nie będę o tym dyskutować, przestań się użalac, nie mam siły na takie gadanie, nie mam humoru, itp" rzadko udaje mi się pogadać głębiej. Ja chcę i chętnie pogadam, zrozumiem bo serio dużo pojmuje. Mimo że lubię infatylne rzeczy, z powodów oczywistych "są piękne, proste, delikatne, słodkie, urocze, relaksuja, nie męczą, są niewinne, dobre, wesołe " a oni myślą że dlatego że mam zaburzenia rozwoju, cofam się w rozwoju, oni się mnie wstydzą... Wszyscy po kolei. Teraz dopiero po latach wszystko wychodzi. Kochają, nie wygonią z domu, ale się wstydzą i będę tu zawsze czarną owca, i będą na mnie patrzeć przez pryzmat moich chorób, i swoich wyobrażen. Chciałabym by spojrzeli na mnie jak na człowieka. Co ma duszę, pragnienia, smutki, że nie jest idealny... Czemu ludzie nie chcą gadać. Czemu odbierają rozmowy głębsze jako ataki jakieś, jakieś wkraczanie w strefę wojny, sami wywołują nieporozumienia zarzucając winę na innych, a to tylko zwykła rozmowa. Wymiany poglądow, myśli, uczuć... Nie rozumiem nic już czasami.
×