Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

stworzonabyzyx

Użytkownik
  • Zawartość

    172
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

712 wyświetleń profilu
  1. stworzonabyzyx

    HSP/ osoba wysoce wrażliwa

    Przeczytałam książkę "Wysoko wrażliwi" E. Aron. Co prawda tam wysoka wrażliwość przedstawiona jest tak nieco "przyjemnie", "wyjątkowo" (ja tak nie uważam), ale właściwie porusza wszystkie problemy, z którymi mierzę się przez całe życie, a które jakoś spotęgowały życiowe doświadczenia i pewne relacje. Nie jestem neurotyczna. Nigdy nie byłam pesymistką, nie rozważałam 500x negatywnych scenariuszy wszystkich możliwych problemów. Nie jestem nawet introwertyczką, mimo że niesamowicie cenię czas dla siebie, możliwość wyjścia na spacer i ucieknięcia z tego chorego miasta. Ogólnie ta książka jeszcze bardziej mnie przytłoczyła i załamała, a chyba powinnam czuć się lepiej, że nie jestem sama z tak beznadziejnymi uczuciami. Chciałabym chociaż jeden dzień mieć wyjebane na wszystkich, chciałabym krzyczeć, mówić ludziom przykre rzeczy i po prostu umieć to zrobić. Na dużą wrażliwość zwróciła mi uwagę psycholog w szpitalu i chciałam o tym poczytać. Najgorsze w moim frajerstwie jest to, że ja zakładam, że wszyscy ludzie mają podobne podejście.
  2. Ty jesteś zwyczajnie chamski. Oceniasz faceta po jego stanie zdrowia i stanie portfela. Może tutaj jest problem? A to "obecnie jest w związku z kobietą, która mnie też traktuje jak kolegę" to mnie setnie ubawiło. A jak miałaby cię traktować? No nie zauważa tych hajsów i zajebistości? Czy brak seksualnej pewności siebie, która może być nabyta zapewne na kursie uwodzenia, może aż tak przekreślać twoje szanse w oczach kobiety twojego dobrego kolegi? Ja bym w życiu nie odważyła się na rozwijanie jakichkolwiek relacji przez internet. Nie lubię "pisać", wolę rozmawiać. Nie lubię takich niespodzianek.
  3. stworzonabyzyx

    molestowanie a płeć

    W sumie to smutne co piszesz, @arosa. Próbujesz zracjonalizować gwałt na jakiejś kobiecie odnosząc to do przykładów molestowania, które jest niczym w porównaniu do tego pierwszego. Wydaje ci się, że wiesz, co czują takie kobiety, które jakoś próbują zwerbalizować taką traumę, a same słowa nie są zbytnio wystarczającym środkiem. Co więcej, wiesz, że są gorsze rzeczy od gwałtu. No wow. W sumie brak mi słów, żeby to skomentować. Na pewno masz świadomość, że tutaj są ofiary gwałtu(-ów), a w przyszłości mogą to przeczytać inne, które mogą mieć niskie poczucie własnej wartości i może im to mocno dojebać. No ale to tylko internet i forum dla świrków, co tam, prawda? Naprawdę nie rozumiem, dlaczego próbujesz coś wyjaśnić i to coś tak trudnego, z czym walczą psycholodzy, terapeuci, psychiatrzy, ofiary (bo formalnie będą nimi do końca życia, bez względu, jak sobie z tym "poradzą"), seksuolodzy, ludzie "dobrej woli". A ja ze swojego dzieciństwa pamiętam coś zupełnie innego, niż molestowanie chłopców. To samo z molestowaniem dziewczynek i kobiet współcześnie. Nie wiem, co ten wątek miał w sumie na celu, ale nie odbieraj kobietom po takich przejściach, a nawet tym "tylko" molestowanym seksualnie, prawa do wyrażania się o swojej sytuacji w sposób, jaki chcą. Ps. tych kobiet, których 'kala' seks też nie znam (tak pewnie jest tylko w ortodoksyjnych kręgach). Seks jest zazwyczaj przyjemnością dla obu stron, które chcą go uprawiać. Nie dla ofiar gwałtów. Może 'kalać' gwałt, jeśli ktoś tak uważa. Ale nie twoją rolą jest ocenianie tego. Ps. 2 jak chcesz dojebać bardziej to chętnie poznam twoją wersję gorszych rzeczy od gwałtu.
  4. stworzonabyzyx

    Nerwica czy borelioza? Mój problem.

    @szaraczek czytałam wypowiedzi w miarę na bieżąco i z jednej strony to się we mnie gotowało ze złości, a z drugiej jestem przerażona, jak można być tak... W jednej wypowiedzi obaliłeś masę chorób, w tym te autoimmunologiczne. Szanuję wolność słowa, ale pewne postawy powinny być penalizowane, szczególnie na forum dla świrków. Zabrakło mi natomiast jednej informacji - nie jesteś wyleczony, prawda?
  5. stworzonabyzyx

    Depresja objawy

    Biorę teraz Paxtin 2x20 mg. Chyba jest jeszcze gorzej. Problem jest w tym, że ja nie potrafię ocenić mojego problemu. Czasem czytam o czyichś objawach i nie jestem w stanie subiektywnie ocenić, czy mi to się dzieje. Pomijam już naukowe słownictwo, którego nie znam i chyba nie chcę znać. Myślę, że ogólnie to jest źle. Kiedyś miałam w sytuacjach mocno stresowych takie problemy z drżeniem głowy i nóg. Teraz wystarczy, że się bardziej na czymś skupię i nie leżę to od razu mi drży głowa, szyja, kark. W miejscu nie potrafię stać (chociaż nigdy nie stałam). Myśli - szkoda pisać. Co jest ze mną nie tak? Jak te leki mają działać? Jak ja powinnam się czuć? :( Teraz to już się boję iść do lekarza.
  6. stworzonabyzyx

    Samotność

    @Neurotica_Lostica przytulam. Natomiast zazdroszczę "spierdalaj", jakkolwiek to brzmi. Ja kiedyś taka nie byłam, zresztą myślę, że odwaga i bezpośredniość mi została. Z drugiej strony, w ciągu roku miałam dwie sytuacje, w których bliskie osoby bardzo mnie zraniły. W tym wieloletni przyjaciel, z którym byliśmy zżyci przez kilkanaście lat, przeżyliśmy razem bardzo różne sytuacje. Mocno się zmienił po poznaniu swojej aktualnej partnerki... Te osoby nie miały do tego powodu. Wiadomo, że złe słowo od bliskiej osoby powoduje, że jeszcze bardziej muszę sobie dowalić. No i po takich sytuacjach, jakie miały miejsce, powinno z mojej strony paść to "spierdalaj". I to takie SPIERDALAJ ze środkowym palcem. A co zrobiłam? "Przepraszam, że w ogóle żyję; wszystkiego najlepszego". Itd.
  7. stworzonabyzyx

    czego aktualnie słuchasz?

    @Liber8 przypomniałeś mi wykonanie tej piosenki Braci, dzięki!
  8. stworzonabyzyx

    Poszukiwanie pracy, rozmowy kwalifikacyjne, zatrudnienie

    I jak wyszło? Miałeś zwolnienie powyżej 182 dni? Jesteś osobą bezrobotną? Ja zaczęłam się martwić o swoją pracę, uświadamiając sobie, że do przepracowanych 6 miesięcy w aktualnym miejscu pracy trochę mi brakuje, a chyba nie dam rady wrócić do pracy tak, jak zakładałam... Byłam w ostatnim tygodniu, ledwo dałam radę. Nie powinno mnie to dziwić, ale już jest zastępstwo. Heh. Po 3 miesiącach mogą mnie legalnie wyebać
  9. stworzonabyzyx

    Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

    Rozmowa z P., rozmowa z S... Nie wiem, czym sobie zasłużyłam na takie przyjaźnie. Cieszę się, że się odważyłam porozmawiać o wszystkim, odhaczeni wszyscy, którzy są mi bliscy. Dziś mam bilans na plus.
  10. stworzonabyzyx

    "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

    Dzięki, moje rokowania są mimo wszystko dobre. Chociaż wiadomo, "szału nie ma". Dziś akurat jest lepiej.
  11. Wychodzisz z domu? Ja mam w otoczeniu normalne kobiety, normalnych facetów. Sama nie jestem "typem, że tak to nazwę, popularnym". Nie jestem "kobieca", przez ostatnie lata przytyłam 15 kg, sukienki uważam za niewygodne szmaty, nie wzruszam się na komediach romantycznych, a nawet słabości nie umiem za bardzo okazać i potrafię przykręcić żarówkę. Gotować za bardzo nie umiem, alkoholu nie piję, od dłuższego czasu przestałam się uśmiechać i nie jestem już zabawna, a nawet taki słaby egzemplarz potrafi się nie tylko zakochać, a i znaleźć kogoś, kto może mnie pokochać. Szok, prawda? Mimo że aktualnie jestem sama. To, co wypisujecie, to jest właśnie sprowadzanie relacji do jakichś chorych wniosków, w których szansę na miłość mają tylko młodzi i piękni, zdrowi, przebojowi. Myślę, że zdecydowana większość osób taka nie jest, skoro od co drugiej osoby można usłyszeć, że jest introwertykiem. A co do wymagań - niektórzy to sobie chyba myślą, że jak jestem sama i to bez stałego związku od dłuższego czasu to wariuję na widok odzianego w gacie pierwszego lepszego penisa, który jest mniej lub bardziej w moim typie. Oczywiście nie penis, tylko facet. No nie.
  12. stworzonabyzyx

    Rak w rodzinie

    Dzięki @Kleopatra. Przekonanie, że inni mają gorzej i że moje problemy są wyimaginowane mam już głęboko zakorzenione. W tym akurat sama i z pomocą innych zdołałam się utwierdzić. Cały czas żyłam w przekonaniu, że jestem słaba i żałosna. W społeczeństwie i kulturze jest takie przeświadczenie, że w tych chorobach trzeba być pozytywnym bohaterem, ew. trzeba uświadamiać ludzi, że mogą liczyć na pomoc psychologów, bliskich. Jakby to rozwiązywało jakikolwiek problem. Nie ma miejsca na bohaterów negatywnych, którzy sobie nie radzą. Fakty są też takie, że np. w CO w Warszawie poradnia psychoonkologiczna została otworzona w 2011 r. Widzę, jak teraz wygląda opieka i wsparcie całych rodzin i to jest przepaść między tym, co było lata temu. No ale wszystko się chyba tak zmieniło (na dobre)... Żyłam w przekonaniu, że wszystko niszczy mój perfekcjonizm, bo to też jest duży problem. Teraz jednak nie wierzę, że będę kiedyś "normalna", szczególnie po tym, co teraz się dzieje. Wiele rzeczy, które napisał autor wątku, pasuje do mnie, np. patologiczna wręcz skłonność do znajomości całej procedury leczenia w przypadku tych nowotworów, łącznie ze śledzeniem nowych wytycznych np. w języku angielskim. Chora obsesja, bo ciągle jestem na bieżąco (z drugiej strony sytuacja jest taka, że choroba nie stoi w miejscu). Natomiast różnice między autorem a mną jest taka, że ja miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo, lata nastoletnie, z tym, że byłam bardzo wrażliwa. Szczególnie na krzywdę ludzką, na cierpienie bliskich osób, osób, które tylko znam. Przewrażliwona. Teraz jest jeszcze gorzej, np. tutaj na forum nie otwieram niektórych wątków, bo dla mnie to nie jest słowo pisane, żadna fikcja. Nie umiem przeczytać pewnych wiadomości i przejść z tym do porządku dziennego. Aktualnie biorę Paxtin 20mg rano (brałam go kilka miesięcy temu i wtedy było naprawdę dobrze), ale nie powiedziałabym, że jest zauważalnie lepiej. Najgorsze są koszmary, w którym śnię o sobie i moich bliskich, w różnych tragicznych konfiguracjach. Do tego wieczory, podczas których za dużo myślę, przeciągające się do nocy.
  13. stworzonabyzyx

    Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

    Dopiero przeczytałam... Przytulam, cokolwiek się dzieje.
  14. stworzonabyzyx

    Rak w rodzinie

    Ja to dopiero zaczynam rozumieć i to po rozmowie z psychoonkologiem. Nie wiem, co w tym dziwnego. Dobiegam do 8 lat. 8 lat życia z przekonaniem, że jestem ŻAŁOSNA, bo się boję. I już nie umiem się cieszyć żadnym dobrym wynikiem. Bo przecież moi bliscy mają przyzwoite wyniki (chociaż to nie jest tak, teraz są kolejne mini-ciosy, to są choroby przewlekłe), "wygrywają", inni mają gorzej (z naciskiem na to). Ja nie jestem taką osobą, która łatwo wyrzuca z siebie takie historie, w moim otoczeniu mało osób wie o tym. Niektórzy wiedzą i pytają: "jak x i y? dobrze? no to najważniejsze...". A ja nigdy nikomu nie powiedziałam, że mi nie jest dobrze i że w zasadzie codziennie się dławię strachem. Sama sobie musiałam wmawiać, że to nie jest problem, że jestem silna i że w ogóle moje uczucia są żałosne. Myślę, że większość osób, niezbyt świadomie mnie w tym utwierdzało. Zawsze mi się wydawało, że ja jestem taka pozytywna i jak teraz staram się uporządkować to, co się wydarzyło przez te lata, to najbardziej dobija mnie jedno wspomnienie. Na studiach poznałam dwie super dziewczyny, moje przyjaciółki. Dużo czasu spędzałyśmy razem. Po kilku miesiącach jedna z nich zapytała mnie wprost, ot tak: A., co ci jest? Wtedy nie miałam żadnych większych problemów. Tyle lat się oszukiwałam, a to było jakieś 7 lat temu, jeśli dobrze liczę. Napisałam do autora wątku, ale w sumie trochę żałuję, może nie warto rozgrzebywać takich rzeczy
×