Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

stworzonabyzyx

Użytkownik
  • Zawartość

    129
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

293 wyświetleń profilu
  1. stworzonabyzyx

    Depresja objawy

    Czuję się przez to jak wariatka, normalnie we śnie drugie życie, które jest koszmarem... Jestem teraz bardzo zmęczona i zasypiam o 22, ale wstaję rano tak wyczerpana i przerażona, że boję się kłaść. Jak sobie z tym poradzić? Domyślam się, że to wszystko wynik aktualnej sytuacji życiowej, ale to są rzeczy, których nie można aktualnie w żaden sposób przepracować
  2. stworzonabyzyx

    Depresja objawy

    Zastanawiam się, czy wy też macie koszmary? Aktualnie wróciłam do leków (już ponad miesiąc zmieniony) i ciągle śnią mi się koszmary, równo 10 miesięcy, ostatnio ciągle jakaś śmierć i te klimaty. Nie wiem, czy to kwestia mojego myślenia czy czego? Rozmawiałam o tym z moją 1 psychiatrą i wtedy jakoś to minęło, chociaż miałam wtedy inne problemy na głowie. Teraz codziennie rano budzę się zmęczona, a wydawało mi się, że może jest lepiej.
  3. stworzonabyzyx

    Ludzie żyjący na wsi są szczęśliwsi od mieszkańców miast

    Ciesz się, że OBECNIE mieszkasz w małym miasteczku (myślę, że tak mogłabym nazwać moją rodzinną wieś, patrząc na to, że teraz będzie tam już gazyfikacja, są chodniki, internet kablowy, wszystkie media i udogodnienia takie, jak są w tego typu miejscach obecnie), a nie kiedyś, czyli na etapie mojego dzieciństwa albo dzieciństwa poprzedniego pokolenia... Napiszę Ci, jak było kiedyś albo jak jeszcze jest w wielu miejscach: - przede wszystkim brak wielu mediów, np. woda ze studni i częste jej braki (bo do studni na działce było podłączonych zbyt wielu odbiorców, tak bywało np. u mnie), brak kanalizacji - tzn. jest tzw. szambo, ale trzeba samemu je wylać - u mnie był taki facet, który był postrzegany jako prawdziwy bogacz, dopóki nie podciągnęli kanalizacji i w mojej wsi rodzinnej; - ogrzewanie - pomijam taką drobną niewygodę jak gotowanie wody na gazie do mycia w sezonie pozagrzewczym, ale konieczność tak jak piszesz - zakupu opału, wiele lat temu to węgiel miał prym i do tego oczywiście na podpałkę potrzebne było pocięcie drzewa (chociaż nie wiem, może rodziców nie było na nic lepszego stać, ale w domach sąsiadów było to samo!); później wniesienie tego opału - u mnie nie wnosił tego sam ojciec z matką, a chętnych do pomocy poza domem nie było, co nie jest dziwne; - cięcie trawy - pierwsza kosiarka w domu rodziców ma jeszcze cenę w milionach :D, chodzi i jest elektryczna - my mieliśmy tylko 15a do ścięcia, co z taką wąską kosiarką na kabel zajmowało kilka godzin, mając na uwadze konieczność wyrzucania trawy ze zbiornika; - odśnieżanie - jak pamiętam to kiedyś były bardziej śnieżne zimy, ojciec zrobił profesjonalną odśnieżarkę ze stolnicy i jako nastolatka cisnęłam wokół domu - z drugiej strony prawie nikt wtedy nie miał wykostkowanej drogi, chodnika, podjazdu itd.; - ogródek - my mieliśmy wtedy na swoje potrzeby ze dwa ary, wszystko sami pieliliśmy - piszę sami, bo nie tylko głównie mama, ale także i my jako dzieci - zbieraliśmy, później wspólnie przerabialiśmy; do tego mieliśmy wiśnie, śliwki. Plus takie niedogodności, jak brak utwardzonej drogi, kałuże. Wcześniej dużo osób nie miało samochodu, brak internetu, telefonów komórkowych. Nie chciałabym wtedy mieszkać na wsi, choć na takiej wsi mieszkałam przez całe swoje dzieciństwo, później wszystko się zmieniło. Teraz? - wiele wsi ma dostęp do wodociągów, większość do prądu, internetu; - ogrzewanie - można kupić piec z podajnikiem do opału, opał można zakupić wraz z wniesieniem (u moich rodziców to ok 100 zł) - podpala się rzadko, trzeba tylko wyjąć opał - pozwala to na wyjazd bez martwienia się, że przez tydzień zgaśnie i zamarznie wszystko w domu; są grzałki elektryczne albo można ustawić piec na samo grzanie wody i - jak mówi moja siostrzenica - TADAM - leci ciepła woda z kranu! - trawa - teraz są kosiarki spalinowe, można kosić dużo wygodniej i szybciej; jak komuś się nie chce albo to go irytuje to przecież nikt nie musi tego pielęgnować, można opryskać 2-3 razy w roku i mieć nic; ew. są glebogryzarki ręczne, które można wynająć i sobie 2 razy w roku ziemię podnieść wokół domu, żeby jakoś pozbyć się chwastów; - odśnieżanie - no ok, teraz jest więcej, bo ludzie mają kostkę wokół domu, podjazdy, jak mieszkają na większej wsi to także chodniki przed domem, ale zima jest mniejsza - natomiast większość ma wokół domu teraz już asfaltówkę, odśnieżyć można tylko wyjazd i wyjście z domu, jak się nie ma ochoty; - ogródek - ja, jakbym miała takowy, to w grę wchodzą tylko cukinie, dynie i zioła, bo tych jem najwięcej - wszystko poza można kupić. Wychowywałam się na takiej wsi, bez dostępu do przedszkola, wszędzie brał mnie ze sobą ojciec. I cholera, mimo że "pomagałam" w domu, łącznie z pomocą w gospodarstwie mojej ciotki, to swoje dzieciństwo wspominam jako najlepsze na świecie. Oczywiście dlatego, że miałam najlepszych rodziców, rodzeństwo, przyjaciół, ale nigdy bym nie powiedziała, że uczestnictwo w tych czynnościach mnie jakoś dotknęło życiowo. Może miałam miej czasu na zabawę, relatywnie gorszy start, niż moi rówieśnicy z miasta, ale jak dobrze wiemy, w dorosłym życiu to ma niewielkie znaczenie. em, że sobie poradzę, bo umiem obsłużyć większość sprzętów w domu rodzinnym, w tym piec, kosiarkę, takie bzdety jak odcięcie wody. Umiem pielęgnować warzywa (choć nie lubię), drzewa owocowe. Nawet przetwory zrobię, tylko nie lubię poza kiszonkami... Zresztą co to za umiejętności, kiedy teraz wszystko znajdzie się w necie? Obowiązki w domu są chyba te same, bez względu na miejsce lokalizacji - przypominam, że domy są także w dużych miastach. I w życiu nie przeprowadziłabym się do domu, w którym nie ma np. wody podprowadzonej wodociągiem, drogi utwardzonej podchodzącej bezpośrednio do domu, brak możliwości korzystania z internetu w zimę itd. Nie wyobrażam sobie też nie mieć samochodu. Dla mnie też mieszkanie na wsi nie oznacza grillowanka radosnego co tydzień z przyjaciółmi (he he he) czy też radosnego uprawiania 20 arów warzyw - nie jara mnie to i wiem, że to pochłania masę czasu, nie mam więc zamiaru cisnąć sobie wszystkich warzyw, bo muszę mieć swoje. Te także mogę kupić. Na pewno chciałabym mieszkać maksymalnie 3 godziny drogi od moich rodziców i 30-45 minut od większego miasta (szpital, sklepy, inne usługi). Dzieci mieć raczej nigdy nie będę, więc nie dotyczą mnie problemy dostępu do szkół. Wszystko zależy od tego, jakie będę miała środki za 4-5 lat i w jakiej będę sytuacji życiowej, czy będę zdrowia. Na pewno więcej nie wytrzymam w W-wie niż 2-3 lata. Na pewno wtedy nie będzie mnie stać na wyprowadzkę na wieś... A co do pomysłów na życie na wsi to ja bym nie szła w żadne uprawy, szczególnie warzywno-owocowe. Wiem, ile czasu i pracy to pochłania, ja w tym temacie na pewno byłabym lewusem. @Liber8 ooo, Istebna to znana wioska 🙂 Ale chyba tam jest bardzo drogo, tak mi się wydaje. Jak dla mnie Śląsk to za daleko, ja pochodzę z miejsca oddalonego o 40 km od środka Polski, więc najbardziej pasowałoby mi warmińsko-mazurskie od południa województwa, ew. może gdzieś na Kujawach (tu byłoby taniej)... Edycja: do mojej rodzinnej wsi, mimo odległości kilkunastu kilometrów od miasta, dojeżdżają 2 autobusy miejskie i pociąg Do miasta autem jedzie się 15 minut, autobusem i rowerem 30. Edycja 2: chociaż jak sobie przypominam jedno z moich wynajmowanych mieszkań to jednak bardziej przeraża mnie łazienka z junkersem niż dorzucanie węgla do pieca... A niby zawsze szukam mieszkań w dobrym standardzie.
  4. stworzonabyzyx

    Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

    Od wczoraj w sumie czuję taką jakąś nadzieję, że może to się wszystko jakoś ułoży. Powoli też jestem pogodzona z aktualną sytuacją. Zaskoczyło mnie tyle dobrych ludzi, którzy ostatnio ciągle są na mojej drodze.
  5. stworzonabyzyx

    Ludzie żyjący na wsi są szczęśliwsi od mieszkańców miast

    Jestem analitykiem finansowym (zobaczymy w poniedziałek, czy to się nie zmieniło ) i chciałabym się wyspecjalizować jeszcze bardziej (aktualnie bardziej automatyzuję procesy np. w VBA i SQL, w sumie to też fajny pomysł na źródło zarobku na własnej dg). Teraz miałam rok przerwy w samodzielnej nauce, wcześniej sporo podszkoliłam się w zakresie baz danych, mam też solidne podstawy rosyjskiego, biegły angielski. Pomysł więc żaden innowacyjny - chciałabym pracować zdalnie, tylko muszę zacząć znowu się uczyć. Mam też spore doświadczenie w innej działce, o której nie chciałabym pisać - moja mama przez kilka lat prowadziła firmę i często jej pomagałam. Mogłabym też przyjmować zlecenia w tym zakresie. Jeśli byłabym w pełni sił psychicznych i fizycznych to wiem, że dobrze mogłabym zarabiać, a nie ukrywam, że dla mnie stabilizacja finansowa to podstawa. Żeby podjąć taki krok muszę mieć trochę oszczędności (i więcej niż na 4-5 miesięcy), bo jak znowu coś tak się sypnie jak ostatnio to będę musiała gryźć żwir. Wiem też dokładnie, jak wygląda kwestia chorowania przy własnej dg, więc muszę wstrzymać konie. Jeśli chodzi o dojazd do pracy to ja wynajmuję tylko pokój i mieszkam znowu bardzo blisko pracy (ostatnio dojeżdżałam ok. godziny i wykańczało mnie to). Bliscy się ze mnie śmieli, że zmiana pracy = zmiana miejsca zamieszkania, ale nie widziałam sensu marnowania 10 godzin tygodniowo na dojazdy. Ja codziennie myślę o życiu i bezsensie pozostawania tu, gdzie jestem. Ostatnio byłam zachwycona Bydgoszczą po kilku wizytach (jest dużo zieleni, a może to też kwestia miejsca, w którym bywałam - wokół jest bardzo zielono i cicho, nawet ludzie byli tylko mili, pogoda też dopisywała), ale znając życie i siebie to po kilku miesiącach wpadłabym w taką samą beznadzieję. W sumie to współczuję tym wszystkim, których zadowala życie w takim stylu życia, jaki prowadziłam wcześniej. Pewnie myślałabym inaczej, gdybym nie czuła, że mam jakieś możliwości właśnie poza etatową pracą. Aktualnie jestem poza myśleniem o takiej wyprowadzce, raczej organizuję tak życie, żeby jakoś tu przetrwać i jak najwięcej z tego wyciągnąć (i nie chodzi mi tu o finanse). Najśmieszniejsze jest to, że od kilku lat strasznie brzydzę się robaków, zaczęłam się bać dzikich zwierząt, a jako dziecko i właściwie już nastolatka wielokrotnie byłam u babci i u cioci np. na przyczepie ze zbożem w którym chodziły okropne robaki A jeszcze tak w temacie tego, co napisał @wiejskifilozof... nie wiem, czy to żart, ale nie wiem, jak można utożsamiać mieszkańców wsi z osobami skupionymi tylko wokół życia na wsi czy pracy w rolnictwie. Jak jeszcze śledziłam profile na instagramie to śledziłam profil Zuzi Górskiej, która zajmuje się produkcją torebek (i nawet mam jedną, za miliony monet, ale jest cudowna). Tak niesamowicie jej zazdrościłam tych obiadów na zewnątrz, życia z dziećmi w takich warunkach. Muszę dodać, że ma piękny dom. No i pomysł na życie też super, jeśli miałabym kiedykolwiek w życiu zajmować się produkcją torebek to robiłabym takie właśnie 🙂
  6. stworzonabyzyx

    MUNDIAL 2018 -Rosja

    Jestem w szoku, że Chorwacja jest w finale, ale w takim pozytywnym. Kibicuję im, chociaż obiektywnie rzeczywiście są słabsi. Z drugiej strony chyba nikt się nie spodziewał, że będą w finale.
  7. stworzonabyzyx

    Ludzie żyjący na wsi są szczęśliwsi od mieszkańców miast

    Dużo tu o mnie - polityka mało mnie obchodzi, jestem apolityczna. Daleka jestem jednak od braku świadomości, mimo że jestem nerdem bez tv, nie wchodzę specjalnie na strony informacyjne. Dlaczego nie zajmuję stanowiska w dyskusjach politycznych? Bo nie mam na to czasu. Moje aktualne priorytety są następujące: moi bliscy -> moje zdrowie -> moje życie -> długo, długo nic -> reszta świata. Dodam tutaj, że w kategorii 'moje życie' wpisuję moje życie osobiste, hobby, ale wartości, które są dla mnie ważne - działalność społeczna, moje bezpośrednie otoczenie itd. Mam swoje stanowisko, ale aktualnie moja opinia jest taka, że polityka wisi mi dorodnym kalafiorem. Są pewne kwestie dla mnie ważne, ale mam ważniejsze problemy na głowie, które dotyczą mnie i moich bliskich. I które pochłaniają 200% mojej energii i czasu Będąc zupełnie szczerą, w dupie mam aktualną sytuację polityczną. Nie ma to dla mnie znaczenia. I wątpię, że to się szybko zmieni. Ja też jestem osobą, która z wioski (chociaż relatywnie to żadna wioska, patrząc na standardy życia moich znajomych, dostęp do wszystkich "zasobów") przeprowadziła się do ogromnej aglomeracji, po czym wylądowała - świadomie podejmując tę decyzję - w Warszawie. I z ręką na sercu nie widzę większych plusów, z perspektywy czasu wręcz żałuję swojej decyzji. Ja chyba jestem zbyt prosta w obsłudze albo nie mam dużych wymagań. Zawsze podobało mi się życie poza miastem. Chyba musiałam poznać życia w takim mieście, żeby zrozumieć, jak bardzo to nie dla mnie. Jak sobie przypominam moje lata od 18 roku życia to nie pamiętam, żebym jakoś siedziała w weekend w domu. Wcześniej wyjeżdżałam głównie do dużych miast, głównie w celach turystycznych. Przez ostatnie 4 lata bardziej już po to, żeby zrelaksować się, często do małych miast albo do rodziny. Udało mi się zbudować moje życie w mieście w którym mieszkam, które w momencie mojego kryzysu padło i przestało być nawet akceptowalne. Dużo czasu spędzam teraz w domu (zwolnienie 5 tydzień, wracam do pracy na szczęście i podtrzymuje mnie to na duchu) i strasznie mnie to męczy. Nie jestem w stanie się skupić na swoich "zwyczajnych" rozrywkach. Pewnie na wsi nie miałabym aktualnie także żadnej inwencji, ale nie męczyłby mnie ten wieczny wrzask i wieczne pozowanie wszystkich - konieczność podejmowania decyzji, deklaracji, przynależności, protestowania. jak mnie to strasznie zmęczyło... Ja mam pomysł na moje życie na wsi, ale aktualnie spalam część oszczędności i nawet gdybym chciała coś zrobić to nie stać mnie na wynajem domu poza miastem. Nie mam też sił na rozpoczęcie własnej działalności, mam wrażenie, że nie znajdę klientów na tyle, żeby żyć, nie martwiąc się o pieniądze. W tym kontekście etat jest wygodny, a etat w mojej branży oznacza pracę chociaż częściowo stacjonarną. Nie dam razy z żadnymi dojazdami (których nienawidzę). Teraz mam takie proste marzenie (w sumie to taka natrętna myśl, że tylko to mnie może uratować od beznadziei, ciągle do mnie to wraca), żeby sobie pomalować swój "stary" rower i mieć wywalone na wszystko, jeździć codziennie rowerem i wąchać zboża rozgrzane słońcem (to brzmi głupio, ale serio, jak nienawidzę słońca, tak zapach zbóż o tej porze roku mnie wzrusza, bo kojarzy mi się z czymś najlepszym). Tylko aktualnie jestem tak bezsilna, że nie ma mowy o żadnym rowerze, słońcu. Nic mnie w życiu w mieście, szczególnie w tym mieście, nie pociąga.
  8. stworzonabyzyx

    Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

    Roza00 przepraszam, że znowu się tak wtrącę w Twój przypadek, ale do postawienia diagnozy o boreliozie potrzebne jest kilka wyników i nie wydaje mi się, że są to parametry dostępne od ręki. Nie wiem, na jakim oddziale Cię diagnozowano, ale wiem, że jest to czasochłonne i wymaga leczenia podobno nie w szpitalu zakaźnym, na jaki pewnie jesteś pokierowana. Dlaczego piszę? Bo poszukiwanie choroby (u mnie anemia z przewlekłego niedoboru wit. b12 i kilka innych pierdołek) trwały długo, kilka miesięcy słabłam w oczach (w lipcu-sierpniu na luzie na weekend potrafiłam w ciągu dnia przejechać 70 km ciężkim rowerem popołudniu, a w październiku byłam u kresu wytrzymałości psychicznej i fizycznej, musiałam się zmuszać do spacerów, a nigdy nie byłam taką osobą i nigdy tak źle się nie czułam), w tym przerabiałam sugestie na boreliozę (oczywiście po przeczytaniu gdzieś na fejsbukowej grupie...). Z tym, że ja miałam w ubiegłym roku rumień (z którym byłam u lekarza), silne bóle stawów (prawdopodobnie mam jakieś dziadostwo, bo mój brat ma RZS, ojciec też), do tego także dochodziły objawy infekcyjne (nie jest to dziwne przy anemii i polekowej nadczynności), wtedy już silna depresja. Ja wiem, że pewnie czujesz kubeł zimnej wody z mojej strony, ale mam jak najlepsze intencje. Możesz jeszcze porobić badania w kierunku tężyczki. Często objawy są mylone z boreliozą. Ogólnie ja nie wiem, co ci lekarze mają z tymi węzłami, serio. Ja mam na usg w okolicy żuchwy także powiększone i na 90% są po leczeniu zębów z dużym stanem zapalnym kilka lat temu (dwa węzły miałam na usg tarczycy). I ogólnie ja wiem, że ja robię Ci to samo (mieszam w głowie ;/), ale nie wchodź na fora. Naprawdę. Wiele ludzi buduje swoje teorie na podstawie własnych doświadczeń, a to jednak lekarz zdobywa swoją wiedzę przez lata (to chore, bo sama podważam diagnozę ;/). W sumie to mój wywód chyba jest bez sensu, ale jakoś Twoja historia leży mi na sercu. Trzymaj się, bez względu na diagnozę i dużo zdrowia! Mam nadzieję, że diagnoza zostanie potwierdzona i uda się wdrożyć leczenie.
  9. stworzonabyzyx

    "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

    Chciałabym ratować świat, łącznie ze swoim. Ale, kurwa, rzeczywistość i ten świat jest tak rozczarowujący i niesprawiedliwy, że nie jestem na to gotowa, mimo że mierzę się z nim wiele lat. Brak wrażliwości mnie rozwala na kawałki. Jestem obrzydliwa, bo chciałabym, żeby te osoby choć na sekundę znalazły się w tak gównianej sytuacji, jak osoba, o której myślę, a do sytuacji której te osoby się odnoszą. Ciekawe, czy powiedzieliby to jej w twarz. Pewnie tak, łącznie z opowiadaniem o swoich (nie)ważnych sprawach na jednym wdechu. Poprzedzając poklepywanie po plecach... Mając internet i spędzając w nim określony czas, nawet tak bardzo ograniczając się do zaglądania w gówniane miejsca jak ja, nigdy nie będę zdrowa, spokojna i szczęśliwa, dokładnie w tej kolejności. Wiem, że wchodząc w tego typu miejsca zawsze płaczę i jestem smutna, a robię to notorycznie. I nie są to żadne pato-miejsca, potencjalnie normalne miejsca rozmów dorosłych osób.
  10. stworzonabyzyx

    czego aktualnie słuchasz?

    Od 2 tygodni Myslovitz
  11. stworzonabyzyx

    MUNDIAL 2018 -Rosja

    Ja też, wątpię, żeby Anglia przegrała z Chorwacją. Francja vs Belgia różnie może być, bo Belgia w meczu 1/8 nie grała jakoś rewelacyjnie, a w ćwierćfinale, mimo gorszej drugiej połowy, podbiła moje serce. To Francja jest już chyba teraz typowana na zwycięzców mundialu.
  12. stworzonabyzyx

    Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

    Najbardziej nienawidzę snów, które od 1,5 roku mam codziennie, chyba że śpię 3 godziny. Od kilku miesięcy to są codziennie potworne sny. Dni nie mogą być nawet ok, skoro tak źle się czuję rano. To co bym chciała robić każdego dnia, a to, na co mam siłę i jestem w stanie robić to jest rozstrzał o kosmicznych przestrzeniach.
  13. stworzonabyzyx

    Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

    Tylko z rakiem jest taka sytuacja, że boli już w terminalnym stadium, kiedy daje milion innych objawów.
  14. stworzonabyzyx

    MUNDIAL 2018 -Rosja

    Oj tak. W Belgii kibice muszą być dumni, szczególnie ze względu na taki ciekawy skład. Mam nadzieję, że Belgia utrzyma wynik, chociaż nie wierzę, że Brazylia łatwo odpuści...
  15. stworzonabyzyx

    Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

    Kilka dni temu pierwszy raz w życiu czułam zgagę, a cierpię przez to do dziś. Gula w gardle, zatkany nos, bolące gardło i jadłowstręt. Leżę od południa w łóżku i myślę.
×