Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

kamil20031998

Użytkownik
  • Zawartość

    16
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. kamil20031998

    Powołanie...?

    Czasami aż tak dziwnie się robi to znaczy fajnie ale wiecie przez ostatni czas myślałem tylko o jednym a teraz te myśli już mnie nie atakuja już nie czuje panicznego strachu. Tylko kiedy ja chcę to mogę zacząć się zastanawiać nad powołaniem w spokoju :-) chodzi mi o to że człowiek odzyskuje kontrolę wolną wolę (która z reszta jest w powolaniu niezbędna kolejny argument za nerwica :-P ) ks. Pawlukiewicz - oglądałem polecam :-P podnosi na duchu i uświadamia że najważniejsze jest wezwanie do Świętości czyli to główne powołanie. Ponadto ks Pawlukiewicz mówi tam że jeśli ktoś zawrze związek małżeński a miał inne powołanie to (nie zacytuję dokładnie musicie sami obejrzeć ;-) ) Bóg się pod tym podpisuje i zatwierdza jak najbardziej :-) i ja też myślę że tak właśnie jest . To był mój największy strach że rozgniewam Boga a teraz taka myśl "moment... Przecież sakrament kapłaństwa i małżeństwa pochodzą od Boga... Jak mam go obrazić pełniąc Jego Wolę i żeniąc się czy przyjmujac śluby kapłańskie" człowiek w nerwicy dużo mniej widzi i rozumie :-P a co do zaufania Bogu to prawda że nie jest łatwo to zrobić ja też mam z tym czasami problemy ale walczę bo chce ufać Bogu. Swoje powołanie rozeznalem myślę po ciężkiej walce ale opłacało się bo czuję jakiś wewnętrzny spokój. Dzięki tej nerwicy zrozumiałem że Bóg przede wszystkim nas kocha. Może ta nerwica to jest taki Jego zamysł żebyśmy przestali myśleć o nim jak o kimś okrutnym ? ;-)
  2. kamil20031998

    Powołanie...?

    Kolejny ciekawy tekst dotyczący nerwicy i powołania. W imieniu wszystkich "nerwicowców" dziękuję. Ja z mojej strony chciałbym powiedzieć że nie mam już natrętnych myśli dotyczących powołania :-) nie byłem u żadnego psychologa więc nie mam dowodów że zaatakowała mnie nerwica ale z tego co przeżywałem to na pewno nie było to powołanie. Rozmawiałem z wieloma księżmi z moim proboszczem który nie dosłownie ale jakoś tak na około nakierowal mnie że to nie powołanie a raczej pokusa... Może chciał żebym sam na to wpadł i zrozumiał. Myśli o powołaniu już na szczescie nie mam , to znaczy wiecie kiedy usłyszę słowo "powolanie" gdzieś w tv czy coś to jest mały odlocik :-D ale jakoś się już tak od razu uspokajam. Od fazy "muszę być księdzem" miałem też trochę coś w stylu że jestem za mało dobry że nie będę zbawiony że Bóg się na mnie gniewa itp. ale muszę przyznać dużo się modliłem i chyba jako świadectwo moge powiedzieć że zaufałem Jezusowi. Codziennie zawierzalem mu mój dzień :-) i robię to cały czas. Nie jest łatwo ze świadomością powiedzieć "Panie niech się dzieje Twoja Wola ufam Ci" ale kiedy zrozumiałem (nie do końca bo cały czas staram się to odkrywać co sprawia mi przyjemność :-) ) że Bóg przede wszystkim mnie kocha i chce zebym był szczęśliwy jest łatwiej. Przyczyny mojej nerwicy ? Tego zamieszania? Widzialem Boga jako sędziego a zupełnie zapominałem o miłości Chrystusa. "Oddał za mnie życie to teraz muszę się jakoś odwdzięczyć zasluzyc na to inaczej mnie osądzi" teraz wiem że takie myślenie to pułapka. Boża miłość mamy za darmo i na zawsze :-) wystarczy ją przyjąć a możemy to zrobić zawsze :-) i na prawdę nie jest aż takie ważne kim jesteśmy :-) jedyne co mi przeszka jeszcze to to uczucie odrealnienia choć powoli ustaje no i oczywiście jakieś chwilowe "zalamania" choć to za duże słowo. Wszystkim borykającym się z tym problemem powołania i czytającym to forum rzecz jasna polecam spokój i zaufanie w Boża miłość bo ONA JEST NAJWAZNIEJSZA U BOGA a nie sądy czy coś :-) dziękuję wszystkim z pomoc którzy czytali i przeszli przez moje marudzenie . Wszystko wróciło praktycznie do normy :-) wierzę i modlę się głęboko że kiedyś będę myślał o tym i zastanawiał się "czemu ja tak się tego bałem... To bez sensu" już zaczynam tak myśleć :-P a i czas poświęcić więcej czasu ukochanej bo przez to marudzenie i rozmyślanie za dużo czasu straciłem zamiast jak mi Bóg przykazał KOCHAC I BYC SZZESLIWYM nerwica potrafi nam to perfekcyjnie zasłonić i odebrać .
  3. kamil20031998

    Powołanie...?

    A ja już myślałem że jest miejsce w necie bez hejtu... To musiała się pojawić osoba która coś pisze nie wiadomo po co. Ale może to dobrze jak taka satysfakcję daje Ci to że się ze mnie posmiejesz to się śmiej na zdrowie. Tylko weź pod uwagę to że kiedyś mogą śmiać się z Ciebie. Próbowałeś w ogóle kiedyś się pomodlić albo właśnie poczytać Pismo Święte ? Może najpierw to zrób a potem mów że "Bóg jest zly"
  4. kamil20031998

    Powołanie...?

    Kurcze jak ja się cieszę że tu napisałem :-D. Mało tego naszła mnie myśl że ta nerwica ma pozytywne aspekty :-D zrozumiałem jak bardzo chce być mężem. Odnalazłem jak Jezus mocno cierpiał i jak ułatwił nam zbawienie: (nie miej innych Bogów , nie wzywają Boga bez potrzeby , świec dzień święty , kochaj rodziców , nie zabijaj , bądź wierny swojej Drugiej Połówce , nie kradnij , nie kłam przeciw bliźniemu , nie pożądaj innych kobiet i mężczyzn , nie zazdrość innym ludziom) czy to na prawdę takie trudne wypełniać te przykazania ? Wszystkie są na naszą korzyść bo kiedy je wypełniamy po prostu jesteśmy szczęśliwi. KOCHAJ BOGA czyli wypełniaj to co jest w piśmie a nawet wystarczy że będziesz znał przykazania i je wypełniał. KOCHAJ BLIŹNIEGO no to wiadomo :-P i tyle i będziesz zbawiony. I tak jak piszesz Kasiu kapłaństwo czy małżeństwo ma nas do Zbawienia doprowadzić. Jeśli Bóg daje Ci pragnienie kapłaństwa to NAJLEPIEJ za tym iść jeśli pragnienie małżeństwa to NAJLEPIEJ się ożenić czy wyjść za mąż. Ciężko mi było pojąć choć jest to banalne że powołanie nie przekłada się na zbawienie czy potępienie a raczej na to czy będziemy w życiu robili to co kochamy. Zresztą nie będę tego w kółko opisywał bo to też może natręctwo :-D właśnie się elegancko pomodliłem i taka radość czuję taka miłość że już bym nam weselicho organizował :-D dziękuję Wam za wszystko. Mam nadzieję że już zawsze będę się czuł tak jak teraz. Czuł miłość Boga miłość mojej dziewczyny i takie szczęście. :-)
  5. kamil20031998

    Powołanie...?

    Fajnie że ktoś teraz dołączył się do rozmowy :-) szczególnie Ty Kasiu. To że coś Cie tknęło mogło nie być przypadkowe i chyba nawet wiem co mogło Cię tknąć ;-). Twój wpis tylko potwierdził to co już od jakiegoś czasu przeczuwałem. Jak pisałem wcześniej zacząłem rozeznawać co może pochodzić od Boga a co wręcz przeciwnie według metody św. Ignacego. I tak sobie myślę że cała ta nerwica to co przeżywamy pochodzi właśnie nawet nie tyle z naszej wyobraźni co zły nas kusi bo Bóg by zaprosił uczuciem pragnieniem a nie strachem. A jak wiadomo Demony nienawidzą małżeństwa dlatego tak sobie myślę że wkładając obrączkę na palec wszystko od Ciebie odeszło Kasiu. To może zbyt wygórowane co ja piszę może fantazjuje (a jestem w tym niestety dla mnie dobry) ale jestem pewny że takie uczucie paniki od Boga który nas kocha by nie pochodzilo. U mnie na dzień dzisiejszy jest tak. Nie boje się już. Na prawdę. Mam tylko taki zamęt w głowie wiecie "a co jeśli" ale zacząłem czytać Pismo Święte i w sumie jest tam wiele odpowiedzi na nurtujace mnie pytania. A mój problem nie polegał na tym że nie znałem powołania tylko na tym że nie znałem albo wciąż nie do końca rozumiem Miłości Boga do nas i tego co to znaczy być Chrześcijaninem. I dopóki nie pojmę tego nie dotrze to do mnie że Bog mnie kocha dopuki ja nie zacznę czuć jego obecności jego Ojcowskiej pomocy i Błogosławieństwa to zawsze będę miał wątpliwości. Bardzo się bałem że nie będę zbawiony (znów działanie Złego albo moja wyobraźnia albo jedno i drugie) bo wydawało mi się że Bóg mnie pokarze za nierealizacje powolania. Otwieram pismo święte i co? Jezus mówi że aby być zbawionym należy przestrzegać dekalogu oraz kochać Bliźniego a to zawarte jest właśnie w przykazaniu Miłuj Boga z całych sił i Bliźniego. Gdzie tu coś o powołaniu ? Zrozumiałem też że powołanie to propozycja Boga na nasze życie. Najlepsza propozycja na najlepsze życie dlatego Bóg tworząc nas dał nam takie a nie inne pragnienia żebyśmy właśnie ta droga szli. No a kto nas chce straszyć żebyśmy zawrócili komu zależy żebyśmy myśleli "nie będziesz zbawiony , ciągle grzeszysz , Bóg Cię opuści , pomylisz się w powołaniu , będziesz miał ciezkie życie" no wiadomo... Dlatego warto iść za powołaniem za pragnieniem warto iść tam gdzie jest miłość gdzie czujesz radość i spokój bo to są dary Ducha Świętego! A co jeśli już ktoś na prawdę nie pójdzie za powołaniem ? Ostatnio pisałem że nie stanie się nic i w sumie jeśli zawierzy się Bogu to że się pomyliło że nie jest sie szczęśliwym że popełniło się błąd to myślę że Bóg nie będzie patrzył z góry i mówił "nie słuchałeś to teraz masz ! " Powie raczej i zrobi to co zrobił ojciec w przypowieści o synu marnotrawnym. Wiec nie bójmy się Boga że nas będzie za wszytko karał ! Kochajmy a Bóg to doceni i na pewno nas nie zostawi. Nie warto podążać za panicznym strachem i wątpliwościami idźmy tam gdzie nas ciągnie gdzie czujemy radość milosc i spokój. Są to tylko moje przemyślenia ale myślę i mam nadzieję że trafne. Kasiu! Najszczersze gratulacje! :-) Powodzenia w przyszłości.
  6. kamil20031998

    Powołanie...?

    A mi poprawiają humor i dają nadzieję Twoje wpisy. Skad tak w ogóle jesteś "refren"? Ja studiuje we Wrocławiu może jak chcesz to udałoby się spotkać i pogadać bo to we dwójkę zawsze raźniej i w ogóle. A jeśli chodzi o moja sprawę to trafiłem na stronę o rozeznawaniu duchów św. Ignacego Loyoli (nie wiem czy tak się pisze) http://egzorcyzmy.katolik.pl/reguly-o-rozeznawaniu-duchow/3/ Jakbym czytał o tym co przechodzę (przechodziłem) Polecam każdemu się nad tym zastanowić ale nie wyciągać zbyt szybko jakis wniosków najlepiej omówić to z duchownym.
  7. kamil20031998

    Powołanie...?

    Chciałem serdecznie podziękować za wszystkie wpisy tutaj. Są na prawdę pomocne mowie to już któryś raz ale taka jest prawda. Mój stan zaczął się pół roku temu i chyba właśnie się skończył albo dogorywa. Rozmawiałem z czterema duchownymi osobno wszyscy stwierdzili bez dialogu że sobą ze nie mam powołania to co tutaj czytam też o tym świadczy. Kurcze chyba mi przeszło :-) mowie chyba bo wiecie jak jest. Powierzyłem w modlitwie mój związek z dziewczyną Panu Jezusowi i jak się tak zastanowię to myślę sobie że do mnie osobiście Pan Bóg dotrzeć nie mógł nie dlatego że nie ma On mocy oczywiście tylko dlatego że ja mam wolną wolę i zamiast w spokoju starać się słuchać cały czas potęgowałem strach który tak jak mówisz refren a raczej zakonnica z którą rozmawiałaś (pozdrów ja serdecznie jesli będzie okazja i Twoja znajoma również ) jest przy powołaniu obcy bo i Duch Święty i Chrystus strachu nam nie zsyłają :-) więc Pan być może posłużył się księdzem jednym drugim aż w końcu czwartym żeby dotarło do mojej pustej głowy żebym się nie bał kochać ! Aż już na pewno Bóg nie chce żebyś się w ogóle czegoś bal! Także jeszcze raz dziękuję myślę że swoje powołanie odkrykem i jak to mówili księża "masz powołanie do małżeństwa " a co Pan Bóg da (jak to mówi moja mam) to się okaże. Wszystkim Wam którzy mają taki problem i to czytają powierzcie się Duchowi Świętemu proście o jego dar spokoju a on już Wam pomoże i powolutku myślę wszystko zacznie wracać do normy. Jak będzie że mną nie wiem czy to wróci czy nie czy coś się zmieni. Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze a ostatecznie i tak wszyscy bedziemy sądzeni z miłości bo tak jest w Piśmie Świętym więc po prostu kochajmy a Bóg to doceni :-) nawet jeśli się z tym powołaniem pomylimy. Choć czuje że raczej dobrze wybieram :-) jeszcze raz dziękuję a co będzie zobaczymy :-)
  8. kamil20031998

    Powołanie...?

    No właśnie ja też mam wrażenie że Pan Bóg nie zostawi człowieka nigdy. "Bo góry mogą ustapic i pagórki się zachwiać ale moja miłość nie odstąpi od Ciebie" to oczywiście nie znaczy że możemy robić co chcemy bo Bóg i tak mnie kocha ale myślę że warto pamiętać że nie tyle "Bóg i tak mnie kocha" co "Bog mnie kocha zawsze" to znaczy iść przez to życie tak żeby szukać miłości a nie kierować się strachem. Kurcze na prawdę po tym jak tu napisałem po tym jak rozmawiałem z tym księdzem na prawdę już się chyba nie boje... A na pewno nie w takiej skali jak kiedyś. Bardziej jestem po prostu zmieszany. Staram się rozeznawać swoje powołanie modlę się dużo o dary ducha świętego , spokój , radość i chyba przychodzi. Bo myślę że jeśli ja sam nie przestanę się bać i będę potęgował ten strach to jak Bóg ma go zabrać skoro w pewnym sensie ja go podtrzymuje. A Bóg mówi "nie lękaj się" . Wracając do rozeznawania tak jak już kiedyś tutaj pisałes (refren) nie możemy znać nic więcej poza swoimi pragnieniami tymi czystymi powiedziałbym Bożymi. O one nadal są takie same. Nadal kocham moją dozewczyne i nadal nie pragnę być duchownym. Ale zauważyłem że już właśnie nie reaguje na to strachem tylko ta opcja duchowna stała się jakby obojętna . Są księża bo są potrzebni i okej . Ale cały czas coś w sobie czuje ... Tylko co to jest? Jakby już sam nieokreślony strach. Czuje go bo pojawiają mi się różne myśli w głowie ale za chwilę jakby się uspokajam. Bardziej to taka zalękniona niepewność choć słaba. Ciężko to wytłumaczyć ale pewnie Ci którzy przez to przechodzą wiedzą o czym mówię.
  9. kamil20031998

    Powołanie...?

    To trochę jak my cierpimy z tym że myślę że nasze myśli , powołania , strach na prawdę nie pochodzą od Boga. Ostatnio odbyłem dialog z księdzem. On też stwierdził że mój strach nie jest powołaniem i nie pochodzi on Boga bo gdyby tak było to Bóg zaprosił by mnie z miłością a nie szantażował i straszył. I ja się z tym całkowicie zgadzam. Ale w nerwicy kluczowe jest chyba to pytanie: "a co jeśli..." Ciężko znaleźć wyjście z takiej sytuacji i myślę że jedyne rozwiązanie jest takie żeby zaufać miłości Boga , znaleźć jego prawidłowy obraz. Boli mnie to (i nie tylko mnie bo pewien zakonnik w jednym z artykułów stwierdził to samo) że niektórzy twierdzą że Bóg zostawia i nie pomaga już człowiekowi który nie poszedł za powołaniem... Nawet nie tak jak My ma problem z rozeznaniem tylko świadomie nie poszedł. To wszystko jest na prawdę skomplikowane i zagłębianie się w to rodzi tylko więcej pytan niż odpowiedzi. Ja rozumiem ze ktoś świadomie nie poszedł za powołaniem którego był pewny i powiedzmy się ożenił . Ale po jakimś czasie stwierdził że jednak to co zrobił nie było dla niego dobre i teraz męczy się w małżeństwie. Wiec wyznaje swoją winę na spowiedzi i żyje dalej tak jak najlepiej umie kochając żonę i dzieci. I nie jest to kara Boża za nierealizacje powołanie tylko zaparcie się miłości i własnego pragnienie (w drugą stronę działa to podobnie jeśli ktoś pójdzie za księdza a potem będzie żałował że się nie ożenił ) . A czy mówienie ludziom że Bóg opuszcza człowieka wtedy że staje z boku i patrzy jak człowiek żyje ze przestaje go kochać i mu pomagać czy to nie jest właśnie fałszywy obraz Pana Boga rozsyłany przez niektórych duchownych ? To jest skaplikowane przynajmniej dla mnie choć ostatnio jest lepiej. Najważniejsze to chyba odnaleźć prawdziwy obraz Boga i iść za miłością bo tak jak mówił właśnie też ksiądz z którym rozmawiałem. Trzeba iść za tym co się kocha i czego tak zwyczajnie pragnie za tym co daje nam szczescie a leki są jakimiś wypaczonymi nierealistycznymi przeszkodami tylko i wyłącznie. Poza tym w naszej wyobraźni w naszych lekach działa też zły duch i dla niego człowiek z takim fałszywym obrazem Boga ( Bóg karze i ciagle wymaga zamiast kocha wybacza i opiekuje ) jest świetna przynęta . Przynajmniej ja do takich wniosków dochodzę. I choć nie jestem w 100% przekonany o tym czego Bóg ode mnie chce konkretnie to wiem ze chce żebym był szczęśliwy dobry i kochał i że iść powołaniem to iść za pragnieniem miłości. Może kiedyś zrozumiem to tak mocno że nie będę musiał sobie tego w kółko powtarzać.
  10. kamil20031998

    Powołanie...?

    Nie sądziłem że tak to wyglądało... Czyli w pewnym sensie Hiob spierał się z Bogiem ale sprawiedliwie. To dużo wnosi...
  11. kamil20031998

    Powołanie...?

    Tak w ogóle to kurcze dziękuję za rady za wszystkie ale ta że powołanie to odnajdywanie siebie a nie zgadywanie Bożego planu dała mi dużo do myślenia... Niby to wiedziałem ale jakoś tak tego nie widziałem. Dziękuję. Jakby co to będę pisał a na razie spróbuję odnaleźć siebie w nerwicy a nie nerwicy we mnie
  12. kamil20031998

    Powołanie...?

    "nie duś pragnień bo to Cie upokorzy .. end z mojej strony ..." Co masz na myśli ? Czy to ma być rada czy też masz jakiś problem ?
  13. kamil20031998

    Powołanie...?

    Ja tak na prawdę też nigdy nie byłem u psychologa bo nie chce narażać moją dziewczynę na stres ale objawy nerwicy mam praktycznie wszystkie... Sam fakt że powołanie jest pragnieniem a nie że Bóg do tego zmusza mówi o tym że to nerwica... Dzisiaj prawej zwymiotowałem przy obiedzie nie mogłem przełknąć jedzenia i mi się cofało... Drżenie rak i takie sztywniejace drżące nogi. Ból głowy się zdarza . I na początku (jakieś pięć miesięcy temu ) pociłem się raz lub właśnie było mi raz gorąco raz zimno i czasami problemy z równowaga. Ale teraz się to uspokoiło trochę tak jak pisałem po przyjęciu komuni (kto wierzy to wierzy kto nie to nie ) ale przeszło. Kurcze marzę żeby to wszytko minęło i żebym mógł cieszyć się Boża opatrznością razem z moją dziewczyną a w przyszłości mam nadzieję żona choć mamy dopiero 20 lat
  14. kamil20031998

    Powołanie...?

    Czyli skoro kocham moją dziewczynę jest dla mnie ważna (ostatnio jak się pokłóciliśmy bo ja bardzo zraniłem bo powiedziałem że muszę być księdzem i że nachodzą mnie takie myśli... To nawet nie była kłótnia tylko po prostu ją tak zraniłem tymi słowami ) to powinienem iść w tym kierunku i po prostu olać te myśli że muszę być księdzem skoro tego nie chce ? Dużo ludzi pisze że zaraz po tym jak usłyszeli że powołanie to pragnienie to zapragnęli tego choć tak na prawdę tego nie chcą. Ciężko w takim stanie myśleć racjonalnie i ja też tak mam. Chociaż jestem pewny że kocham ją i chce z nią być . Myślę że myśli o tym że muszę być księdzem i te niby pragnienia potrafiłby zwalczyć ale boje się z trochę z tym walczyć bo boje się że walczę z Bogiem. Chociaż jakby tak się lepiej zastanowić to takiego prawdziwego szczerego pragnienia do kapłaństwa czy coś nie mialem . Za to uwielbiam spędzać czas z dziewczyną... Trudne to wszystko... Ale dzięki za wpisy pomagają
  15. kamil20031998

    Powołanie...?

    Dzisiaj znowu mnie takie myśli dopadły choć w głębi serca jestem przekonany że kocham moją dziewczynę i chce się z nią ożenić i to jest właśnie moje powołanie . A czego się teraz boje hmmm... Nie boje się jakiejś kary za błąd w powołaniu bo jest wielu takich ludzi którzy odeszli z zakonu (przed święceniami ) i mają szczęśliwe życie. Sam Jan Paweł II udzielal dyspensy dla księży (po święceniach ) którzy chcieli odejść żeby się ozenic i brali normalny ślub kościelny więc pomyłka w powołaniu w porównaniu z tym to na prawdę nic złego. Zresztą jeśli papież daje dyspensę i ślub kościelny to to drugie też nie może być źle . Bo przecież skoro mają ślub kościelny i przyjmują komunie to zbawienie mają pewne. Źle myślę ? Wiec czego ja się boje ? Sam już nie wiem chyba tego że po prostu nie wstrzele się w plan Boga w stosunku do mnie ( gdzie czytałem artykuł w którym pewny zakonnik pisał że takie pojmowanie Boga jest NIECHRZESCIJANSKIE bo Bogu chodzi o to żebyśmy byli dobrymi szczęśliwymi i pełnymi miłości ludźmi.) Marzę o tym żeby zapomnieć już o tych myślach bo jestem pewny że nie chce być księdzem ani zakonnikiem czy coś w tym rodzaju . Nie potrafię sobie wyobrazić że mógłbym żyć bez mojej dziewczyny. Nie chce bez niej żyć. Bardzo mi zależy żeby te myśli że ranie w ten sposób Boga odeszły... Morze jest tu jakiś ksiądz który się wypowie na ten temat ?
×