Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

ania_taka

Użytkownik
  • Zawartość

    842
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Pawel12345, dobrze że wierzysz w lepsze jutro, nadzieja umiera ostatnia. Co nam pozostanie jak nie będziemy wierzyć? Ja też mocno wierze że będzie dobrze, ale nauczyałm się jednocześnie cieszyć się też tymi momentami w których teraz jest lepiej. Nie czekam już tylko na to że nn całkowicie odpuści. Jak wspomniałam czuję że jej piętno będzie nademną już do końca życia, raz będzie lepiej, jak gorzej, w sumie.... jak to w życiu. To chyba dzięki terapii inaczej patrze na przyszłość i potrafię cieszyć się chwilą bierzącą gdy jest dobrze :) a wyżalić się każdy czasem potrzebuje :)
  2. Dokładnie tak, zgadzam się z Tobą Tahela, coraz mniej myśli szwęda się po głowie jak sie walczy. Ja w obecnej chwili zauważam, że np. zaczynam myć ręce automatycznie, tzn. tak jak ludzie zdrowi. to jest dla mnie sygnałem że nn powoli odchodzi. Jednak jeszcze zanim odejdzie to potrwa gdyż łapię się na tym że umyłam te ręce automatycznie, więc w głowie pojawia się myśl: nie skupiłam się na tym, więc coś źle zrobiłam, trzeba powtórzyć.... Ale w końcu nadejdzie dzień że zacznę myć je automatycznie. Jeżeli zaś chodzi o wygranie walki, to , no cóż... pogodziłam sie z faktem że mam nn i wiem że już całe życie jej piętno gdzieś nademną będzie wisieć. A rozumiem to tak, że nawet jak nastąpi remisja i objawy niemal że całkowicie zniknął to i tak może nadejść taki czas że one wrócą. Nie wierzę niestety w to że minie to raz na zawsze. Jednak wiem też że za każdym razem powinno być coraz łatwiej z tym walczyć, terapią, lekami i autoterapią.
  3. dziękuję wszystkim za słowa otchy :) walczę codzienie raz wychodzi dobrze, raz gorzej. Co do metody Divovica pierwsze o niej słysze ale z chęcią poczytam bo jeżeli może mi pomóc to warto :) jeżeli zać chodzi o powstrzymywanie się od natręctw to tę metodę opisuje dr Żerdziński więc uważam że są ludzie, którym ona pomaga, w tym mi. Zgadzam się że problem leży w podświadomości, w moim przeżywaniu i dlatego chodzę na terapię i widzę że dotarcie do tych wewnętrznych konfliktów pomaga. Jednak walka z nn poprzez powstrzymywanie się i nie wykonywanie natręctw też jest skuteczna. Kiedy czegoś nie zrobisz mimo lęku, to ten w pierwszej chwili narasta, ale czas mija, człowiek zdaje sobie sprawę że nic się nie stało, żadna katastrofa, racjonalności łatwiej dość do głosu, jest szansa uświadomić sobie że faktycznie poddanie się natręctwu nie miałoby sensu i lęk mija. I tak małymi kroczkami można oswoić się z pewnymi rzeczami których się boimy, pomimo że inni ludzie nie mają z takowymi problemu i da sie wygrać. Pawel12345 nie sadzę że zazdrość przez Ciebie przemawia, raczej negatywne doświadczenia w walce z nn. Mi moja walka przysparza wiele lęku i bardzo często przegrywam. Ale... zdarza się że wygram. Teraz udaje mi się wygrywać coraz częściej. Nadal daleko mi do zdrowia i noramlnego w pełni funkcjonowania, ale widzę że można wygrać. To dodaje sił do następnej walki.
  4. ania_taka

    Nerwica natręctw?

    jeżeli tylko ta jedna myśl Cię dręczy i jakoś sobie dajesz z tym radę, to nie wiem czy to już nerewica, choć jakaś forma natręctwa raczej tak. Ile razy to sprawdzasz w trakcie tych 2-3 godzin? jak jestes w domu i nie używasz komputera to też sprawdzasz? Mówisz że poza domem nie masz natręctw. To pierwsze natręctwo jakie zauważyłeś? Boisz się że źle coś sprawdziłeś i sprawdzasz ponownie, czy jak już sprawdzisz że wszystko gra to oddajesz się przyjemności korzystania z komputera bez lęku że coś się stanie?
  5. Jerzy62 dziękuję :) kolejna wygrana - jechałam do pracy, w której obecnie jestem i oczywiście nerwica - boję się że kogoś potrąciłam i tego nie zauwazyłam.... wracam się jak głupia non stop i jeździć w kółko ze trzy godziny potrafię. Ale dziś jest lepszy dzień. Dziś co prawda przy samym starcie małe kułeczko zrobiłam, ale potem do pracy dojechałam. Nerwica jeszcze dwukrotnie mnie nękała - źle patrzyłąś, za długo mrugałaś, wzrok miałaś zamglony... i takie tam. Ale.... nie zawróciłam się tym razem. Tuż przed firmą tylko zatrzymałam się i w lusterku zerknęłam czy za mną wszystko ok i dalej do przdu.... Udało się i teraz po paru godzinach pracy dobrze wiem że nic się nie stało, nikogo nie potrąciłam, ale lęk był. Druga wygrana dzisiaj. Będzie coraz lepiej :) Kciuki sama za siebie trzymam za jutro bo dzwonił klient - powoli zaczyna sie sezon. Jutro jadę w trasę. Jestem dziś dobrej myśli że dam radę. A jak będzie zobaczymy.
  6. o rany..... właśnie teraz mnie też dotkęło to natręctwo i wiem jak Ci ciężko normalnie jeździć. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że pracuje jako przedstawiciel handlowy..... na szczęście obecnie jest martwy sezon więc siedzę w biurze, pewnie jeszcze ze dwa może trzy tygodnie. Ale potem trzeba ruszać w tracę. Ja kocham jeździć, uwielbiam moją pracę. W terenie, non stop coś nowego, coś innego. A tu ciach..... to jest okropne, bo człowiek boi się że zrobił innemu krzywdę, mimo że nic nie widział, nic nie słyszał. Masakra.... powiedz czy książka coś ci pomogła? Chyba też powinnam ją sobie zamówić.
  7. NN zdiagnozowane od lat 7, leki od lat 7, paroksetyna w różnych dawkach w zależności od mojego samopoczucia. Obecnie największa jak dotąd dawka - 50mg/doba docelowo będzie 60mg/doba. Psychoterapia w nurcie psychodynamicznym od 3,5 roku, trwa nadal. To właśnie podczas psychoterapii gdy byłam już tylko na 10mg/dobę (w nn to nie jest nawet dawka lecznicza) nastąpił nawrót okropny, którego powodem są prawdopodobnie sprawy poruszane na terapii. Nawrót męczy mnie od września 2016. Obecnie obserwuję delikatne osłabienie objawów, na tyle że jestem w stanie już zacząć z tym walczyć. I chcę Wam powiedzieć że na prawdę daje to rezultaty. Pomimo że jest hol.ernie ciężko, tak ciężko że opisać słowami tego nie potrafię, to małymi kroczkami do przodu się da. Dzisiaj też walczę już od rana i właśnie o tych moich walkach będę Wam opowiadać. Czystość - to moja zmora. Kąpałam się niedawno i dlaczego nn miałaby mine wówczas w spokoju zostawić? W trakcie kąpieli kilka razy mnie nawiedzała. Najgorsze bylo jak już wykąpana się płukałam bieżącą wodą. Woda w wannie nadal była a że mydła było dużo to biała i dna wanny nie widziałam. Nie zdążyła też zlecieć zanim się wypłukałam. Wówczas gdy już kończyłam ową czynność nastąpnęłam na coś w wannie. Mydło myślę, bo wiem przecież że było już małe na tyle że że dwa, może trzy razy kawałek mydła mi się odłamał i wpadł do wody. No więc ok, potrząsałam nogą w wannie żeby się odkleiło i miałam już wychodzić, szczęśliwa że nie trwała owa przysparzająca nie małych problemów codzienna czynność jaką jest kąpiel zbyt długo. I wtedy nn - a może to nie mydło? Przecież załatwiałaś fizjologiczne czynności przed kąpielą. A może to właśnie to.... Aż wstyd mi nazywać rzeczy po imieniu, ale wystraszyłam się że to po prostu gó...no.... no i co teraz? kąpać się znowu? nawet mydła już nie było bo zmydlone, ręcznik w takiej sytuacji też do prania nalezy wrzucić. A jak wyjść z wanny po nowe mydło i ręcznik? Wszystko pobrudzę, co ja mam teraz zrobić. K@#wa zaklęłam nie tylko w myślach ale i pod nosem. Nie, spadaj nn, nie zrobię nic. Przecież dobrze wiem że mydło mi się połamało, dobrze też wiem że nadzwyczaj starannie wykonuje wszystkie czynności związane z czystością z powodu strachu przed brudem. Umyłam co prawda resztką mydła jeszcze raz stopy, i dalej się wycierałam. Woda z wanny w końcu spłynęła. I co? widzę ze trzy kawałki mydła, które w spływie leżą, poza tym wanna bialutka. Z lękiem wychodzę z tej wanny i się ubieram. Im dalej idę pozostawiając tą myśl i nie poddając się jej tym mniej boję się że to było cokolwiek innego niż mydło. Siadam na krześle w kuchni przed komputerem żeby po latach założyć tu wątek i opisać Wam moją walkę. Usiadłam na kolanach na krześle. Kapcie - takie baleriny babskie - dotykały chcąc nie chcąc pośladków. Poczułam zimno. patrzę, no tak przecież podeszwy mokre bo na podłodze w łazience po kąpieli mokro, a ja po ubraniu się jeszcze tam wchodziłam i ręce myłam, to kapcie miały prawo się trochę zmoczyć. I co? Trzeba teraz spodnie zmienić bo są brudne. W szafie czystych nie mam bo non stop piorę. w suszarni są, i co? Czy na prawdę poprzez dotknięcie mokrym kapciem je ubrudziłam. Trudne to do mnie, ale próbuję. siadam z powrotem na krześle i zaczynam pisać post. W tym właśnie momencie jak wszystko Wam opisałam jakiś kamień z serca spada. Dałam radę, pierwszą walkę dzisiaj wygrałam. To może być dobry dzień.....
  8. Tranx88, 40mg parogenu dziennie i tak cały czas i to cale leczenie
  9. tak, raz w tygodniu, i powiem sczerze ze często jak idę to nie wiem o czym mam mówić na spotkaniu, ale jak już wejdę i otworzę usta to nie wiem kiedy czas mija. I zauważyłam bardzo wiele rzeczy które miały miej_sce w moim życiu i do tej pory wywierają na mnie wpływ, o czym zielonego pojęcia nie miałam. I nie są to wcale rzeczy traumatyczne.
  10. ja chodzę na terapię od ok 10 miesięcy i chwalę sobie bo czuję że mi pomaga, układa mi pewne sprawy w tej mojej głowce, ale wiem też że jeszcze długa droga przede mną, niby już 10 miesięcy a ja czuję że dopiero na dobre terapia się rozpoczęła
  11. parogen - czasem cos sie pojawi jakas mysl, czy czynnosc, ale ma slabą siłe.... z tym ze non stop na lekach, jak przestaje brać to wraca wszystko ze zdwojoną mocą....
  12. lady_butterfly, w zupełności Cie rozumiem, ja ostatnio wkrecilam sobie aids.... kolega z pracy pare miesiecy temu poprosil zeby mu plaster przykleic bo sie skaleczyl. Pomoglam, przykleilam. a potem schizy ze go w sumie nie znam, ze moze ma aids i ze moze sie zarazilam i tak dosc dlugo trwalo. Chociaz dobrze wiedzialam ze krwi nawet nie dotknelam a poza tym od razu po tym poszlam umyc rece i to dwa razy tak na wszelki wypadek. Ale wkrecanie w nn nie slucha sie logiki. Na obecna chwile prawie calkiem mi przeszlo to natrectwo, ale gdzies tam jescze w srodku siedzi.
  13. jest takie coś jak inseminacja.jest takie coś jak adopcja. taaa tylko bez seksu nie zdążylibyśmy odkryć inseminacji a adopcja? przecierz to dziecko też z aktu miłosnego powstać musiało bądź dzięki nowoczesnym technologiom i postępowi medycznemu, którego jak już wspomniałam i tak bez seksu by nie było
  14. nie zapominajmy o jednej najważniejszej rzeczy - gdyby nie seks nas by nie było.... więc naturalne wydaje mi się zainteresowanie nim
  15. Ale niektórzy przesadzają z zainteresowaniem seksem i seks nie jest niezbędny, tak więc moda. a co oznacza że przesadzają z zainteresowaniem seksem? dla mnie na przykład przesadą może być rezygnacja swiadoma z seksu i nie twierdze zaraz że to taka moda
×