Skocz do zawartości
Nerwica.com

ZDRADA - Czy to dalej ma jeszcze sens?


Rekomendowane odpowiedzi

..jednak nagorsza sytuacja jest wtedy gdy jets to jednostronne wtedy boli najbardziej ...

 

 

kurde ale to nie powód żeby stracić szacunek do siebie i się odgrywać, ja byłem zdradzony i boli ale nigdy nie pomyślałem w ten sposób,

 

 

tylko ,ze ta osoba uwazala ,ze jej zdrada to moja wina - wiec sytuacja juz zupelnie skrajna - tez nie wiedzialem o co chodzi i wzialem wine za to na siebie - popelnilem blad - wiem to dopiero teraz
to najgorsze co może być skrajny egoizm zdradzającego, to już zakrawa na jakieś urojenia albo leciutką bezkrytyczność, zakładając nawet że żyje się ze złą osobą to nie powód żeby ją zdradzać, chyba lepiej zakończyć związek,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Osoba, ktora raz zdradzila zrobi to poraz drugi!! Na poczatku bedzie wszystko ok,ale po jakims czasie znow sie to powtorzy !!

 

Generalizowanie. Wszystko zależy od konkretnego człowieka.

 

 

Sprawa wyglada inaczej gdzie jest malzenstwo i dzieci, wtedy nalezy wszystko przemyslec bo nie tak latwo wywalic kogos z zycia ...

 

A tu (dla odmiany ;) ) sie nie zgodzę. wieje hipokryzją i sloganami, twierdzisz, że zaufania nie ma i trzeba się rozstać, (bo teksty o wywalaniu na zbity pysk jakoś mi nie leżą, zwłaszcza, że mogłaby Cię zdradzić kobieta, u której byś przypadkiem mieszkał, "wywalanie na zbity pysk" nabiera wtedy ironicznego zabarwienia...) ale jak jest małżeństwo i dzieci, to można żyć razem bez zaufania? Czy może papierek zmienia sytuacje i już zaufanie się da odbudować? ;)

 

My tu gadu gadu, a Ty Desperado, jak było już pisane przez mądrzejszych ode mnie, musisz sama dojść, co czujesz i czy chcesz. Cały wachlarz rad już dostałaś, ale nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie za Ciebie. Trzymam kciuki!

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem mężatką prawie 19 lat, mam dwoje dzieci ( 15 i 18 Lat). Trzy dni temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradził.On twierdzi, że emocjonalnie, ale nie fizycznie.Tego to ja juz nie wiem. Nie wim czy mogę mu uwierzyć i nie wiem czy teraz to ma jakieś znaczenie, chociaż chyba dla mnie ma. Zdradził mnie dlatego, że brakowało mu w naszym związku imprez i zabaw. A tamta kobieta mu to dawała, jest panną, młodsza ode mnie o 8 lat. Zaczęłam coś podejrzewać jakieś pięć miesięcy temu ale na moje pytania zawsze zapewniał, że kocha mnie i że nikogo nie ma. A sms, którego przypadkiem przeczytałam to wygłupy i żarty. Byłam tak pewna na niego, że wierzyłam.Jednak coraz więcej było inaczej w naszym związku, więcej pił, częściej go nie było w domu, kiedy ja byłam w pracy. Zaczął być nerwowy i zły, że częściej do niego dzwonię. Ale trzy dni temu wszystko mu powiedziałam i przyznał się. Od razu nie chciał powiedzieć czy chce być ze mną, noc przespał u kolegi ( to wiem). Na następny dzień wieczorem przyszedł po pracy do domu i rozmawialiśmy. Nie zapomnę juz tego co mi powiedział, że tylko coś do mnie czuje, że potylu latach zawsze coś będzie czuł ale ta kolejna rozmowa była już inna, bez emocji i spokojniejsza. Zdecydował, że chce być ze mną i dziećmi tylko, że ja tak naprawdę nie wiem czy dla tego, że mnie kocha, czy dlatego, że nie ma gdzie pójść, bo ona nie mieszka sama. Zranił mnie bardzo, nie mogę jeść, spać ani pracować, ale mogę liczyć na moje dzieci. Dałam mu szansę, bo nadal go kocham ale teraz patrzę na nasz związek inaczej. Boję się, że juz nigdy mu nie zaufam w 100%. Nie wim czy dobrze zrobiłam. Czekam aż teraz on będzie starał się aby był dobrze. Kocham go i nawet teraz chciałabym aby mnie przytulił ale on chyba nie wie czy może. Nie wim jak mam dalej żyć. Nigdy nie myślałam, że ten problem dotknie i mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdradził mnie dlatego, że brakowało mu w naszym związku imprez i zabaw.

 

:shock: To ja teraz bardzo ''nieprofesjonalnie'' (jakie to szczęście nie być profesjonalistą) napisze, że mój komentarz do tego zdania nie nadaje się pod cenzurę.

 

W zasadzie, czytając to co napisałaś... Nie traktuj tego jako przekonywanie do jakiejś decyzji, zrobić musisz to, co będziesz czuć - ale wygląda to tak, jakby uważał zdradę za winę wspólną. Bullshit, to totalne gówniarstwo, sa inne metody rozwiązywania problemów i własnego poczucia niespełnienia w związku, od rozmów i wspólnego starania się, po decyzję o rozstaniu. Nic nie usprawiedliwia zdrady.

 

IMO, jeśli szanowny mąż nie uświadomi sobie, że zachował się gówniarsko i jakby mu źle nie było, (sorry, za taką formę) to sprawił, że 150 % winy jest po jego stronie, to nic z tego nie będzie. Ale to moje zdanie, powtarzam, w ogóle mnie nie słuchaj, jeśli czujesz inaczej.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No, wspólna terapia to dobry pomysł.

Według mnie przede wszystkim w tej chwili powinnaś się zająć sobą i dziećmi, męża odstawić na boczny tor. Jeśli możesz-wyjedź na kilka dni do rodziny, na działkę, przyjaciół, lub choćby dziś na spacer do lasu. Musisz się zdystansować do tej sytuacji, nabrać sił na dalsze rozmowy z mężem. Rozpieszczaj się teraz. Dbaj o siebie, pozwól sobie na egoistyczne zachcianki.

Poczekaj, aż nabierzesz wiary w siebie, wtedy przystąp do naprawy sytuacji. Wobec męża chyba przede wszystkim trzeba być szczerym i nie ukrywać ani bólu ani swoich potrzeb.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdradził mnie dlatego, że brakowało mu w naszym związku imprez i zabaw.

:shock: Jeju, najdurniejszy powód jaki w życiu słyszałam. Jestem w związku z młodszym facetem 4 lata, oboje jesteśmy młodzi i zdarzyło się, że mi coś podobnego powiedział (ja jemu też), wówczas nie było problemu z pokombinowaniem co gdzie wyjść aby się rozerwać, to wydaje mi się nawet normalne, ale mężczyzna, który od 19 lat jest mężem i w międzyczasie również ojcem to świadczy tylko - przepraszam - o jego niedojrzałości! No bo sama powiedz zalamana369, czy to jest poważne? Takie sprawy po tylu latach wspólnego obcowania załatwia się inaczej. Czy on traktuje Wasz związek poważnie? Mam nadzieję, że to tylko chwilowe wykolejenie i zaraz wskoczy z powrotem na swój tor. Tak, teraz niestety wiele zależy od niego. Jeśli będzie się starał (życzę Ci tego), będzie dobrze. Ale jeśli nie (tfu tfu)?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twoja historia...podobna do mojej, no może niezupełnie...Kiedyś przeczytałam smsa pisanego do tamtej kobiety i zatkało mnie; "kocham cię, mam doła, w domu nieciekawie, moja się czepia(!)".... To chyba największy szok w moim życiu...Ta znajomość (bliższa, bo znał ją dłużej , trwała kilka miesięcy, znalazłam bilingi więc wiem...) Zwłaszcza, że zaczęło nam się wszystko dobrze układać.Ja też kiedyś zdradziłam,on dowiedział się, i nie myślałam że zrobi to samo, skoro wiedział jak to boli... Nic już nie jest tak samo. Ja nie znoszę słowa "kocham", nie mówię mu tego bo już sama nie wiem co czuję. Nie mamy do siebie zaufania, każde spóźnienie to koszmzr, zafundowaliśmy sobie piekło, wypominanie, złośliwe aluzje, itp. Spotykam ją czasem przypadkiem i wpadam w doła, nie potrafię nad tym zapanować... I nie wiem już czy on mnie kocha (patrzy co prawda jak w obrazek, ale ja już w nic nie wierzę...), bo u mnie wszystkie gorące uczucia się wypaliły. Z własnego doświadczenia wiem, jak można oszukiwać, udawać...I mówić komuś coś co chce usłyszeć...

Chyba trzeba kogoś naprawdę bardzo kochać, aby wszystko się ułożyło, jeśli nie ma miłości to nie ma sensu... Zyję bez takiego sensu, ale Tobie tego nie życzę.

Przemyśl wszystko, spokojnie i podejmij najwłaściwszą decyzję.......

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tarita, nie życz też sobie - skoro jesteś pewna, że związek nie ma sensu, to po co się ukrzyżowujesz na siłę? Ten numer już był, osobistym Jezusem nie zostaniesz. Wbrew temu co Ci się wydaje, masz jeszcze mnóstwo życia przed sobą, kobieto, Ty na upartego mogłabyś być moją siostrą!

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wam za rady. Jest mi trochę lżej, potrzebowałam tych rad. Dzisiaj jest lepiej niż wczoraj. Mam nadzieję, że mi sie uda. Dużo dają rozmowy, które teraz są już bez emocji i takich nerwów. Mój mąż od wczoraj stara sie bardzo, a ja go nadal kocham i mam nadzieję, że nam się uda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mój mąż pracował i pracuje za granicą, rzadko był w domu, zajęłam się pracą i dokształcaniem, poszłam w drugi kierunek , pierwszy był do kitu!!!

to było moją pasja uczyć, ale tak , aby ludzie pokochali angielski;

rodzina wyśliżnęła mi się spod palcw2, dzieci robiły co chcialy, efekty zbieram teraz !!!

a więc mój małżonek znalazł sobie przyjaciółkę , zakochał się w niej ( starsza!!!) czy możecie sobie wyobrazić, aby zakochać się w starszej kobiecie - ja nazywam ją Szmatą - sorry!!! można zakochać się w facecie - dojrzały, stateczny, ma rozum, ale w babie!!!

w końcu poszedł z nią do łóżka- ale i tak kiedyś zrobił ze mnie rogacza, jak mieszkaliśmy w innej miejscowości; doznałam szoku, tręśiawka, pieczenie w klatce itp itd tak ryczałam, że nawet łzy nie leciały, nie spałam sprawdzałam czy jest jeszcze na poduszce, ale i tak przebaczyłam mu, chociaż nie mogłabym mu darować do śmierci, że on mi to zrobił, a ja bezgranicznie mu ufałam, był dla mnie ostoją był- żyje, ale dla mnie jest nicością taki śmieszny, mały i pusty moralnie, takie zero!!! siedział przed telewizorem i wzdychał, był nieobecny- należał do niej!!!! nawet myślałam,że gdyby poszedł do łóżka, aby się przespać nie byłoby tak ciężkie do zniesienia, ale to że zakochał się NIE!!!!

znosiłabym to dalej, gdybym nie dostała książki do tłumaczenia, wtedy zrozumiałam,że chciałam kogoś innego tylko nie mogłam Go znaleźć, nie stanął na mojejścieżce życia TEN KTOŚ- ten WIELKI z kim mogłabym wypić tą truciznę i położyć się w sarkofagu - obok, komu mogłabym czytać na głos książki przy kominku i zrobić mu pled, aby było mu ciepło itd;opowiadać o obrazach, mieć ogród z posągami, fontannami i kwiatami - tj moje marzenie życia - niespełnione, moje życie się kończy, pozostała gorycz życia- ale mam to co najcenniejsze książki, kt. mogę czytać i przeglądać i smakować słowo w nich ukryte;

 

NIE żałuję rozwodu, dzieci nie są takie małe, one sa za nim, ale trudno, nawet ta wIEDŹMA jest dla nich miła, ja położe się w mogile czarnej- z moim skarbem największym- moją książką , kt. jestem autorką, gdyby to był grobowiec byłby tam jeszcze kuferek ze skarbami najcenniejszymi;

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przędka, Ty masz dopiero 48 lat, a jak to czytam, to zachowujesz sie, jakbyś miała 98. A i wtedy byś przesadzała. do grobowca Ci jeszcze bardzo daleko, jesteś kobietą w średnim wieku, (i to wcale nie późnym średnim, to nie czasy, gdy 60 latek jest starym człowiekiem) masz przed sobą mnóstwo życia i tylko od Ciebie zależy, czy będziesz je grobować.

 

Po drugie, owszem, przeszłaś wiele, ale co ma wiek do płci? Problem tkwił w tym, że Twój były facet zachował się jak gówniarz, bo nie miał odwagi postawić sprawy szczerze i wyjść ze związku, gdy zakochał sie w kimś innym - zrobił to więc po kryjomu i przejął na siebie 100 % winy. Rozumiem, co czujesz w stosunku do tamtej kobiety, bo ona również zachowała się gówniarsko, jeśli wiedziała jak sprawa wygląda - ale nie ma tu nic do rzeczy, czy ktoś zakochał się w kobiecie czy w facecie.

 

Pomyśl też o sobie, zamiast ''ręce zaplatać i składać" w trumiennej pozie, (owszem, to JEST poza) jeśli myślisz, że jesteś stara, to źle myślisz. Faceta mogą zauroczyć oczy, sylwetka, spojrzenie itp, ale tak naprawdę, kręci tylko to co w głowie. Nie rób sobie z głowy Bema Pamięci Rapsodu Żałobnego.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli ktos zdradził to znaczy ze nie kochał!!! w zyciu bym nie mogla zyc z kims kto mnie zdradzil patrzec na niego i udawac jak to nie jest fajnie lub robic to dla dzieci!! zdrada to najgorsza sprawa w zwiazku jezeli zdradzil raz to znaczy ze chcial przeciez nikt nim nie sterowal ale nie byl nieprzytomny ludzie!!! zrobil to bo chcial innej kobiety a to znaczy ze nie kocha a tylko mowi ze kocha ale nie czuje tego.. Nie rozumiem czegos takiego ze ludzie wracaja do siebie po zdradzie i udaja szczesliwych....!!!! totalny brak rozumu!!! sory jesli kogos urazilam ale taka jest prawda i ja tak sadze nikt nie musi sie liczyc z moimi słowami!!!

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:32 am ]

Jezeli zdradzil raz to skad pewnosc ze nie zrobi tego jeszcze.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja powiem rób jak czujesz. Masz ochotę wrzeszczeć na niego, wrzeszcz, masz ochotę dać mu w twarz, daj. Masz ochotę wzbudzić w nim zazdrość i sprawić by on poczuł się fatalnie? zró to. Gorzej nie będze i nikt nie ma prawa Cię bezkarnie ranić. Nawet jeśli on będzie mial pretensje o Twoje zachowanie, przecież nie Ty zepsułaś wasz związek.

 

Ale jest tez druga strona medalu. Uważam, ze wina zawsze leży po środku. Czy szukalby gdzie indziej jeśli miałby wszystko czego mu potrzeba? Może przegadajcie "na spokojnie" dlaczego.

 

Mimo wszystko nie zadręczaj się, bo on też mogł powiedzieć że coś nie jest w porządku.

Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć, ale teraz gorzej ie będzie, przynajmniej dla Ciebie. Może być tylko lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wina nie leży po środku - jeżeli komuś jest źle w związku, próbował rozmawiać o tym czego mu brakuje, załóżmy, nie pomogło - to, w całkowicie beznadziejnym przypadku może związek zakończyć i niech sobie ''hula'' z innymi partnerami. Zdrada ukrywana to tchórzostwo i gówniarstwo. Może zdarzyć się, że ktoś poprzez ''impuls'' zdrady uświadomi sobie, że jego związek nie jest prawdziwy i zakończy go po Niej (mówię o zdradzającym) ale ukrywana zdrada... W takim wypadku zdradzający bierze na siebie 100 % odpowiedzialności i nie ma żadnych ale.

 

Nie zgadzam się z Jovitą, że zdrada oznacza na 100 % brak miłości. Są różne sytuacje, wszystko zależy od człowieka i nawet jeśli ktoś postąpił gówniarstwo, sukinsyńko itp, ale zdaje sobie sprawę z 100% swojej winy, naprawdę kocha zdradzoną osobę - może i są szanse dla takiego związku, jeśli to jest (mimo wszystko) prawdziwa miłość.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak jasne to znaczy ze tak na prawde nie kocha jezeli zdradzil czyli to nie ten!! kazda prawdziwe zakochana osoba ci to powie, chyba jesli ktos zdradzil to zrobil to rozumnie!!!!! nikt nim nie sterowal.... logiczne chyba co?? no chyba ze chodzi o glebokie zauroczenie a nie milosc a to juz roznica!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam już dwudziestu lat. Z mojej perspektywy życie wygląda już inaczej, jest mnie romantyczne, bardziej "krwiożercze". I odejść też nie jest łatwo. Próbowałam, ale mam dzieci, wspólny dom z którego nikt z nas nie zrezygnuje, wspólne finanse... Nie mam "swojej"pracy, jest wspólna firma (raczej jednak jego niż moja, w zasadzie ja nie pracuję)... A kilkanaście lat wspólnego życia też niełatwo przekreślić. Dla dzieci byłby to koszmar.

Trudno zyć bez miłości. On pyta czy kocham, ja odpowiadając kłamię. On się stara aby było dobrze, ja nie potrafię być szczera. Mam nerwicę lękową,paniczny strach przed byciem sama, przed własną nieporadnością, przed biedą.

I jestem zdania, że wina zawsze leży po środku, czasem bliżej lub dalej od tego środka ale zdrada to wina obu stron, niestety...

I można żyć ze sobą dla dzieci, uwierzcie... Dla dzieci można zrobić wszystko, nawet wybaczyć zdradę ... Zeby tylko dzieciaki były szczęśliwe...

Tylko jak pokochać" na nowo" małżonka tego nie wiem..

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jestem zdania, że wina zawsze leży po środku, czasem bliżej lub dalej od tego środka ale zdrada to wina obu stron, niestety...

wina obu stron? acha..!!!

można żyć ze sobą dla dzieci, uwierzcie... Dla dzieci można zrobić wszystko, nawet wybaczyć zdradę ... Zeby tylko dzieciaki były szczęśliwe...

owszem nie podwazam twojej decyzji bo to twoje zycie i twoja sprawa a z moim zdaniem nie musisz sie liczyc ale ja napisalam jak uwazam!!! samatez boje sie samotnosci ale zdrady nigdy nie wybacze nawet dla dzieci ktore beda potem patrzec na nie kochajacych sie rodzicow!

Nie masz 20 lat owszem a twoj maz ma? bo jesli zdradzil to zachowal sie jak smiec!! jak szczeniak wiedzac tym bardziej ze ma zone ale bardziej ze ma dzieci!! niektorzy 20letni maja wiecej rozumu i wiedza co to milosc i jakie sa jej granice a z tego co piszesz to po prostu boisz sie zostac bez pieniedzyi tu jest tez problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz rację, boję się zostać bez pieniędzy. I to chyba zrozumiałe. Przez tyle lat przyzwyczaiłam się do życia na pewnym poziomie, nie ukrywam. Pieniądze, niestety, w dzisiejszych czasach to ważana część życia. To smutne, ale prawdziwe. Takie właśnie jest życie...Dorosłe. Nie proste. Brak pieniędzy byłby dla mnie dużym problemem....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, że to Twoje życie i Ty decydujesz, ale... sorry za brutalność,

 

I można żyć ze sobą dla dzieci, uwierzcie... Dla dzieci można zrobić wszystko, nawet wybaczyć zdradę ... Zeby tylko dzieciaki były szczęśliwe...

 

Nazwałbym bardziej zasłanianiem się dziećmi, niż życiem dla dzieci. O ile doskonale rozumiem obawy przed wielkimi zmianami, gdy okraszone takimi komplikacjami, to zdaje sobie też sprawę, ile ''logicznych'' powodów do nie zmieniania nic te obawy podsuwają, od wieku, (raz za młody, raz za stary) przez finanse, aż po dzieci.

 

Oczywiście, że finanse są problemem. Ale nie życiowym. dom można sprzedać i spłacić kredyt za niego, nieruchomości drożeją z czasem, nie tanieją. A poza tym, nie tylko wspólny majątek, ale i wspólne zobowiązania finansowe są dzielone na połowę. Nie wierze też, by wspólna firma była ważniejsza od życia. Jesteś młodą kobietą i zastanów się, czy chcesz sobie na złość przekreślać resztę, dla spijania ''dramatyzmu''.

 

Tak naprawdę, wszystko zależy od tego czy chcesz to rozwiązać czy nie, co czujesz - jeśli mimo wszystko, chcesz z nim zostać, nie robisz nic złego i nie musisz sie niczym usprawiedliwiać. (finansami, dziećmi) Jeśli nie - potrzebna Ci ta ''odrobina niezbędnej odwagi". W każdym razie, jeśli podejmiesz decyzję niezgodna ze sobą, to zrzucanie za ileś lat, nawet tylko w duchu, ''zrobiłam to dla dzieci, domu i finansów" będzie dość puste.

 

Pozdrawiam

 

Ps.

 

Masz rację, boję się zostać bez pieniędzy. I to chyba zrozumiałe. Przez tyle lat przyzwyczaiłam się do życia na pewnym poziomie, nie ukrywam. Pieniądze, niestety, w dzisiejszych czasach to ważana część życia. To smutne, ale prawdziwe. Takie właśnie jest życie...Dorosłe. Nie proste. Brak pieniędzy byłby dla mnie dużym problemem...

 

A to już tak zwane wygodnictwo, do którego oczywiście masz prawo. (to nie jest zarzut) Ale z dorosłością nie ma to nic wspólnego ;) nie pomyśl, że sugeruje gówniarstwo - po prostu nie ma wspólnego NIC ani z jednym, ani z drugim.

 

Zauważ, przy okazji, jak ładnie od razu ubiera się postawy w ''ciuszki'', zwane też przyprawianymi ''gębami'' - brak determinacji do postąpienia zgodnie ze swoimi uczuciami - ciuszki troski o dzieci. Przedkładanie finansowego komfortu - dorosłością. "Sweet, sweet sweet the sting"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a i na pewno nie zgodze sie z toba ze zdrada to wina obu stron!!! kompletna bzdura!!!! to tylko jego wina po co wchodzil w zwiazek malzenski skoro jest niedojrzaly!!!! nie jeden 20 latek jest madrzejszy od twojego meza, a wiec prawda jest taka ze nie chcesz zostac bez pieniedzy to twoj wybor ale zle robisz do konca zycia tak na prawde bedziesz przy nim samotna!! wybierz pieniadze czy szczescie bo nie uwierze ze on cie tak bardzo kocha...!!! na pewno nie kocha!! sory za takie slowa ale pisze to co mysle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie, to nie wiemy, czy kocha czy nie, ale sprawa rozbija sie o to, czy kocha go Tarita - bo z jej słów wynika, że już nie, ale .

 

Tak czy siak, każdy ma prawo do swojej decyzji i szanujemy ją, nawet jeśli się z nią nie zgadzamy. Right, Jovita? :smile:

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×