Osobowość unikająca (lękliwa)

Osobowość schizoidalna, psychopatia, osobowość chwiejna emocjonalnie, borderline, osobowość anankastyczna, osobowość zależna, inne

Osobowość unikająca (lękliwa)

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 19 sty 2018, 19:40
Co do dnia typowego Polaka to w Polsce nigdy nie zaczynałem pracy od 8-ej zwykle od 5 do najpóźniej 7-ej i śpię koło 6 godzin. No i za darmo nadgodzin nie robię, zresztą zawsze pracuje na pół legalu i tam de facto nie ma czegoś takiego jak nadgodziny, bo bym roczny limit w tydzień wykorzystał. :mrgreen:
A co do wprawiania machiny w ruch to u mnie tak nie działa, jak pracuje to nie chcę mi się poza tym nic, a najwięcej kontaktów towarzyskich to miałem na bezrobociu, ale tylko jak bylem w miarę krótko na nim bo po iluś miesiącach tak się tego wstydziłem że nikomu na oczy się pokazywać nie chciałem.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17795
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez Holik 19 sty 2018, 19:48
wkuuporr,

Z ta iskra ktora moze odpalic beczke prochu to tez tak mam. Czytalem, ze to dosc typowe dla osobowosci unikajacej, ktora nosi w sobie skumulowany bo niewyrazany wtedy kiedy trzeba gniew.
Holik
Offline

Osobowość unikająca (lękliwa)

Avatar użytkownika
przez mark123 19 sty 2018, 21:00
Ja, gdy mam pracę, to mam dzień zbliżony do tego przedstawionego Polaka. Różnią się godziny i niektóre szczegóły.
Leń to nie jest osoba, której wystarczy mówić teksty typu "weź się do roboty" i się weźmie. Lenistwo jest efektem problemów ze sobą niekiedy bardzo poważnych.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10854
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
kraina snów

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez wkuuporr 19 sty 2018, 22:08
carlosbueno napisał(a):A co do wprawiania machiny w ruch to u mnie tak nie działa, jak pracuje to nie chcę mi się poza tym nic, a najwięcej kontaktów towarzyskich to miałem na bezrobociu, ale tylko jak bylem w miarę krótko na nim bo po iluś miesiącach tak się tego wstydziłem że nikomu na oczy się pokazywać nie chciałem.

Rozumiem, że chcesz zmienić swoją sytuację? Bo najważniejsza jest chęć zmiany, od tego się zaczyna, bez chęci zmiany nawet się nie wystartuje, bo niby jak? Jeżeli mamy chęć, to musimy zacząć działać. Jeżeli nie możemy zacząć działać, bo lęk jest zbyt silny, to powinniśmy udać się do psychiatry po leki, które obniżą poziom lęku i ułatwią nam działanie. Prawdopodobnie popadłeś w pracoholizm. Z powodu nadgodzin, większość czasu spędzasz w pracy, więc zostaje Ci mało wolnego czasu, a ten wolny czas spędzasz, np. przed komputerem, bo jesteś zmęczony i wolisz odpocząć. Z tego powodu nie ma miejsca na rozwój innych elementów życia. Osobowość unikająca pragnie kontaktów z ludźmi, więc również bardzo prawdopodobne jest, że kontakty z pracy Ci wystarczają i nie potrzebujesz nowych. Jednak w rozpędzeniu maszyny ważne są znajomości zarówno na stopie prywatnej, jak i służbowej. Mogą to być nawet 2 czy 3 osoby, ale musisz regularnie, w wolnym czasie, spotykać się z ludźmi i coś razem robić. Mogą to być osoby z pracy, ale musisz zbudować z nimi taką relację, aby te osoby chciały z Tobą spotykać się w wolnym czasie. Chodzi o trochę bliższe relacje. To jest kluczowe i pociąga za sobą całą machinę. Brzydko mówiąc, musimy się pod kogoś podczepić. Jeżeli udałoby Ci się nawiązać przyjaźnie lub znaleźć dziewczynę to jeszcze lepiej, ale to będą raczej dalsze konsekwencje rozpędzonej maszyny. Dlatego istotne jest tutaj również znalezienie hobby, aby było jakieś spoiwo. Jeżeli chcemy rozpędzić maszynę, to musimy szukać kontaktów towarzyskich pomimo tego co podpowiada nam mózg. My możemy chcieć zmiany, natomiast nasz mózg może nie chcieć. To jest ciągła walka i przełamywanie się na najwyższym poziomie. Gdy maszyna zostanie rozpędzona, będzie coraz łatwiej. Będziemy się wtedy toczyć jak kula śnieżna. Będziemy mogli liznąć odrobinę normalności. Jednak niestety to wszystko jest bardzo kruche. Może też nie zadziałać to na każdego. Jest to niesamowicie pracochłonne, ale ja nic lepszego nie znalazłem.
Offline
Posty
402
Dołączył(a)
07 sty 2018, 22:30

Osobowość unikająca (lękliwa)

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 20 sty 2018, 16:52
wkuuporr,
Co do zmiany sytuacji to niby chcę ją zmienić, ale nic z tym nie robię, może jednak nie chcę jej zmienić. Nie mam żadnego planu na życie a niedługo 40-tka mi stuknie, mam tylko jakieś głupie fantazje typu że rzucę pracę i będę podróżował po świecie, no ale z moją nieśmiałością i unikaniem wszystkiego to mało realne.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17795
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez wkuuporr 20 sty 2018, 20:07
carlosbueno napisał(a):wkuuporr,
Co do zmiany sytuacji to niby chcę ją zmienić, ale nic z tym nie robię, może jednak nie chcę jej zmienić. Nie mam żadnego planu na życie a niedługo 40-tka mi stuknie, mam tylko jakieś głupie fantazje typu że rzucę pracę i będę podróżował po świecie, no ale z moją nieśmiałością i unikaniem wszystkiego to mało realne.

Mózg może nie chcieć jej zmieniać na poziomie emocjonalnym, bo odczuwa lęk, natomiast jeżeli Ty również nie chcesz jej zmienić to prawdopodobnie masz depresję. Żadne wielkie plany nie mają sensu, ja układałem dziesiątki planów, które nigdy nie zostały zrealizowane. To jest uciekanie w układanie planów, odkładanie konfrontacji w nieskończoność na później, uciekanie przed działaniem. Później spojrzymy na ten swój plan i załamiemy się, bo okaże się zbyt ciężki, przytłaczający, pracochłonny i wręcz niewykonalny. Wystarczy prosty, wstępny plan. Wystarczy sam szkic.

Nazwę to stanami.

Gdy jestem w dobrym stanie, to nie odczuwam praktycznie lęku, mam energię, dużo pomysłów, chce mi się śmiać i rozmawiać z ludźmi. Zaczynam się wtedy nawet wygłupiać wśród ludzi. Specjalnie tworzę różne, dziwne sytuacje, tylko po to, aby inni zwracali na mnie uwagę. Chcę być wtedy w centrum uwagi. Natomiast gdy jestem w złym stanie, to wszystkiego się lękam, nic mi się nie chce, jestem zamulony, bez energii, sztywny i poważny. Wtedy najchętniej nic bym nie robił.

Tak skaczę pomiędzy tymi stanami. Czasami jeden stan utrzymuje się dłużej, innym razem krócej. Czasami stany zmieniają się co kilka minut, innym razem co kilka godzin, a zdarzają się nawet dłuższe okresy. To jaki stan mi się przytrafi, nie jest w dużym stopniu zależne ode mnie. Zmianę stanów wywołuje tak dużo różnych bodźców, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych, że wyłapanie tego wszystkiego jest niewykonalne. Jednym ze sposobów, aby utrwalić się w dobrym stanie, jest rozpędzenie maszyny. Gdy maszyna zostanie rozpędzona i będzie jechać, to wtedy jestem w dobrym stanie. Natomiast, gdy podwinie mi się noga i maszyna zacznie stawać (co zawsze prędzej czy później ma miejsce), to ja zaczynam wtedy spadać w otchłań złego stanu. Leki antydepresyjne nie wywołują we mnie ani dobrego, ani złego stanu, tylko tak wszystko spłaszczają, że wtedy jakiekolwiek działanie traci sens. Czy macie może podobnie? Ktoś wie czy to jest jakiś rodzaj depresji?
Offline
Posty
402
Dołączył(a)
07 sty 2018, 22:30

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez wkuuporr 21 sty 2018, 15:57
U mnie to wygląda od kilku lat podobnie. W styczniu/lutym zaczynam rozpędzać maszynę, która gdzieś w czerwcu już działa na pełnych obrotach, a zaczyna stawać dopiero w październiku/listopadzie. Dlatego moje wszystkie kluczowe wizyty u psychiatry są zawsze na początku roku. W tym roku cały proces był trochę zaburzony, ale to z powodu złego leku (Paroksetyna), który zamiast posunąć maszynę do przodu, to posunął, ale mnie w dupę, i to tak mocno, że będę to odczuwał jeszcze przez długi czas. Wnioski są takie, że maszyna najlepiej jedzie w trakcie wiosny i lata.
Offline
Posty
402
Dołączył(a)
07 sty 2018, 22:30

Osobowość unikająca (lękliwa)

Avatar użytkownika
przez dr. Psycho Trepens 21 sty 2018, 16:03
carlosbueno napisał(a):wkuuporr,
Co do zmiany sytuacji to niby chcę ją zmienić, ale nic z tym nie robię, może jednak nie chcę jej zmienić. Nie mam żadnego planu na życie a niedługo 40-tka mi stuknie, mam tylko jakieś głupie fantazje typu że rzucę pracę i będę podróżował po świecie, no ale z moją nieśmiałością i unikaniem wszystkiego to mało realne.


mam identyczną sytuację, też przybliżam się do 40-tki.
psychoterapeutka mówi mi bym pomyślał czego naprawdę chcę, ale ja nie wiem, albo nic nie chcę albo chcę to co się nawinie, nie myślę w ten sposób,
jestem niewolnikiem swego ciała i umysłu, nie potrafię myśleć co bym chciał w sobie zmienić, ona mi mówi że tak mi wygodnie, no może i wygodnie, ale co ja poradzę,
jednocześnie przenosi powinności i wszystko na mnie, ale gdy tak jest ona przestaje mi być potrzebna, nie potrzebuję kogoś takiego, skoro jej rola ogranicza się jedynie
do korygowania mnie w interpretowaniu siebie samego.

Klomipramina - 150mg
Pregabalina - 450mg
Chloroprotiksen - 50mg
--------------------
design.jacek.online
Posty
893
Dołączył(a)
15 kwi 2015, 17:41
Lokalizacja
Warszawa

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez Holik 21 sty 2018, 17:28
dr. Psycho Trepens,

Od terapeuty oczekiwałbym zmiany tych struktur osobowościowy, przez które w pewnych sytuacjach i relacjach pojawiają się u mnie nieadekwatne emocje.
Jak mi jeden terapeuta zaczął robić za doradce życiowego to szybko się z nim pożegnałem. Czasem się zastanawiam po co oni te szkoły kończyli.
Holik
Offline

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez wkuuporr 21 sty 2018, 17:55
dr. Psycho Trepens napisał(a):psychoterapeutka mówi mi bym pomyślał czego naprawdę chcę, ale ja nie wiem, albo nic nie chcę albo chcę to co się nawinie, nie myślę w ten sposób,

We mnie jest rozdźwięk, olbrzymi rozłam. Nie ma tutaj spójności. Mój mózg na poziomie emocjonalno-myślowym chce jednego, a ja na jakimś innym poziomie chcę drugiego. Przyjemność mózgowi sprawia jedno, a ja chcę, aby drugie sprawiało mi przyjemność. Nie da się tego pogodzić ponieważ nie da się usunąć ani jednego, ani drugiego. Jeżeli wybiorę przyjemność mózgu, to wtedy ja będę niezadowolony, a jeżeli wybiorę to co ja chcę, to wtedy mózg będzie niezadowolony. Mój mózg chce, np. bić, obrażać, znęcać się nad różnymi osobami oraz szaleć pomimo, iż ja tego nie chcę, bo te osoby nic mi nie zrobiły, a ja jestem dobrym człowiekiem. Jeżeli poddam się woli mózgu, to pomimo, iż sprawi mi to przyjemność, to będę też cierpiał, a jeżeli zrobię to co ja chcę, to też będę cierpiał. Mój mózg ciągle walczy ze mną, tam toczy się ostra walka, na śmierć i życie. Mam wrażenie, że wywalczyłem sobie zbyt dużą autonomię i mózg chce mnie za to zniszczyć. W takim stanie trudno znaleźć jakieś pasje, już nie mówiąc o układaniu jakichś spójnych planów, ponieważ mózg będzie chciał tak, a ja będę chciał inaczej. Nie da się pogodzić z mózgiem, za duże są różnice, kompromis nie jest możliwy. Jeżeli zgodziłbym się na to co chce mózg, to zostałbym wręcz jakimś potworem. W takiej sytuacji trzeba mózg trochę spacyfikować, np. neuroleptykami, aby nie przeszkadzał w tym co ja chcę. Wtedy mogę robić to co ja chcę, a przy okazji wybiórczo, do własnych celów, korzystać z tego co chce mózg.
Offline
Posty
402
Dołączył(a)
07 sty 2018, 22:30

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez Holik 21 sty 2018, 18:01
wkuuporr,

Nie ma takiego scislego rozdzialu mozg - Ty.
Wyzsze funkcje mozgu to w duzej mierze Ty. Mysle ze masz w sobie wypary gniew, konflikty wewnetrzne i to o to chodzi.
Holik
Offline

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez Redwing 21 sty 2018, 21:25
Odnajduję się w pewnym stopniu w opisie, który jest przedstawiony na pierwszej stronie. Czuję, że jestem zakleszczony w swoich lękach, a przez to całe moje życie widzę jak toporne skrobanie paznokciami po stole. Jutro jest poniedziałek, który już wzbudza we mnie ogromne pokłady stresu, bo praca. Praca, której serdecznie nie znoszę. Pytanie - dlaczego? Jest to praca biurowa, wysokie jak na standardy polskie zarobki, od godziny 8:00 do godziny 16:00. Kontakt z ludźmi ograniczony do liczby 15. Powinienem być zadowolony, ale nie jestem. Prawdą jest to, że nie jestem zadowolony z każdej pracy, w której byłem. Dzisiaj wiem, że to nie jest przyczyna pracy, bo w każdym miejscu po przepracowaniu paru miesięcy dochodziłem do bardzo dobrej wprawy. Problemem jestem ja i moje lęki. Nawet nie wiem od czego rozpocząć.

W dzieciństwie nie miałem przyjaciół. W klasie byłem szczerze nielubiany, szydzono ze mnie, nigdy nie chciano być ze mną w drużynie, nigdy nikt ze mną nie chciał siedzieć czy to w klasie czy - co było wyjątkowo przykre - na wycieczkach klasowych. Czułem się okropnie, bo świat w klasie był dla mnie tak przeklęty, że na poczet zadowolenia moich rodziców i zazdrości dla siostry, która przyjaciół miała od groma zmyślałem, jak bardzo jestem lubiany i jak cudownie się żyje w klasie. Na podwórku, na którym się bawiłem, spotkałem parę osób, których połączyła dziwna więź - każdy nas był różny, ale miał jedną wspólną cechę. Byli także nielubiani w swoich klasach. Było nas 3 a potem 4. I każdy prowadził tak swoje życie, by w końcu spotkać się w klasach w gimnazjum. W gimnazjum było jeszcze gorzej. Na 21 osób rozmawiałem z trzema. W dodatku uwielbiałem muzykę niewpasowującą się w kanon wulgarnego hip-hopu i rapu, moja identyfikacja nie podobała się wielu osobom, więc popychano mnie, szarpano za włosy (długie) i wyśmiewano. Nie mogłem wykrztusić z siebie słowa, nie znałem drogi ucieczki. Moi rodzice nie byli ze mnie dumni. W ogóle. Oceny miałem średnie, kiepskie, mocno poniżej ocen, które miała moja siostra. Ja uciekałem w świat wirtualny, moja siostra zdobywała kolejne świadectwa z paskiem i nagrody w sportowych zawodach. Ja byłem wysoki i nie potrafiłem mówić wyraźnie, bo bałem się cokolwiek powiedzieć, ona bawiła się na kolejnych imprezach ze znajomymi. W gimnazjum doszedłem do takiego rozstroju emocji, bo wiedziałem, że zawodzę rodziców niskimi ocenami, nie mam kolegów, z którymi mógłbym porozmawiać o tym, co mnie boli, a w klasie jestem cieniem człowieka, bezosobową kukłą, że chciałem popełnić samobójstwo. Postawiono wtedy akurat rusztowanie, ponieważ ocieplano bloki. Wyszedłem przez balkon na jedno rusztowanie, przeszedłem kawałek po stalowej belce i usiadłem. Poczułem chłód, wiatr październikowego wieczora i spojrzałem w dół. Podwójnie się załamałem, bo bałem się skoczyć. Uznałem, że nie potrafię nawet tego zrobić. Wróciłem i toczyłem życie dalej. TOCZYŁEM.

Jednocześnie ciągle próbowałem mniej lub bardziej prosić ludzi o zauważenie mnie. Nieme krzyki? Tak to określić? Garnąłem do ludzi, chciałem być lubiany. Chciałem śmiać się z żartów z innymi, chciałem pić alkohol, wychodzić na imprezy i bawić się tak, jak czuję, że chcę. Nie udawało się. Po gimnazjum moja grupa wsparcia z podwórka rozpadła się, pokłóciliśmy się, odwróciliśmy się do siebie plecami i do dzisiaj pozostajemy wobec siebie obcy. W liceum dostałem to, czego pragnąłem. W małej ilości, ale jednak - atencja została zaspokojona. Zacząłem się bawić, żyć, ale przy okazji nadal byłem kimś, kim rzeczywiście nie byłem. Nigdy nie potrafiłem wyrazić to, jakie są moje wady, a jakie zalety. Nadal mówiłem niewyraźnie, nadal miałem problemy z powiedzeniem, w czym jestem dobry. (W międzyczasie przypomniało mi się, co wychowawca napisał o mnie w opinii do klasowej ankiety "Uprzejmy, miły, nie ulega modom". Też strasznie to przeżyłem, bo opinię o innych brzmiały wyjątkowo, a o mnie - jak zwykła woda w kranie), Chciałem być wszędzie, dlatego nie potrafiłem być niemiły, powiedzieć coś, co według mnie nie pasowało. Przyklejałem się do opinii ludzi albo bawiłem się w filozofa mówiącego "jak być powinno". Zawaliłem szkołę, miałem dwie poprawki w semestrze, o której nie powiedziałem rodzicom. Do dzisiaj zresztą nie wiedzą. Wirowałem, traciłem przyjaciół, kłamałem, odzyskiwałem przyjaciół, znów traciłem, wchodziłem w związki i kończyłem po trzech tygodniach. Pytałem się "jak może taki ktoś być ze mną, z tak beznadziejnym przypadkiem, brzydkim, głupim, mówiącym banały?".

Nie miałem bardzo krzywych zębów, górne dwójki były wyrzucone w przód. Ale wstydziłem się przez to uśmiechać do zdjęć. Zarobiłem pieniądze z ciężkim trudem psychicznym dla siebie, zakupiłem aparat stały, który wyprostował zęby. Efekt? Uśmiecham się dużo, ale do zdjęć nadal nie potrafię podejść jak zwykły człowiek. Mam blokadę.

Mam blokadę w kontaktach z ludźmi. Gdy mówię, chcę aby ludzie słuchali, ale gdy widzę, że zaczynają słuchać, łamie się mój głos, zaczynam przestawać się poznawać, czuję się jak na ostrzale, trzęsę się lekko, pocę gwałtownie jakby oczekiwano ode mnie przyznania się do winy za zabójstwo czy kradzież. Każde słowa ludzi, których nie znam, analizuję szukając podtekstu, który miałby mnie dotyczyć i zgnębić. Przez to przestaję lubić tę osobę i w głowię mszczę się. Gdy jednak ta osoba się uśmiecha, ja automatycznie też się uśmiecham. Nastrój jednej osoby kształtuje mój nastrój. Gdy widzę gniew, boję się, chcę uciec. Gdy widzę smutek, współczuję i chcę aby widziała, że współczuję.

Jednocześnie walczę ze sobą od wielu lat. Przestałem mówić niewyraźnie, bo katowałem się dzień w dzień ćwiczeniami dykcyjnymi. Robię to do dzisiaj. Jest ładnie, chcę było lepiej. Nie znoszę swojego ciała choć jestem szczupły a inni adorują to, dlatego ciągle się ruszam, aby być szczupłym albo co mniej udanie - dobrze wyglądać, bo siebie otyłego nie przyjąłbym. Pogardzałbym sobą najgwałtowniej jak to tylko możliwe. No i nie potrafię być w związku. Byłem z kobietą, ale to było oszustwo. Jestem gejem i kręcą mnie faceci, a zarazem nie potrafię znaleźć nikogo. W kontaktach z facetami jestem agresywny, perwersyjnie arogancki i niedostępny. Rzuciłem faceta po roku związku, bo uznałem, że go nie kocham. To było szczere przekonanie, ale podbudowane wszystkimi lękami, niechęcią do trwałości i stabilizacji, czegoś oczywistego, na co dzień namacalnego, że odrzuciłem to. Wierzę w lepszy dla siebie świat, dlatego odrzucam to, co mam, nie akceptuję tego.

Dzisiaj mam 25 lat. Jestem pół kroku przed decyzjami, które mogą zmienić i ulepszyć świat, w którym żyję. Ale potrzebuję zmiany. Byłem na terapii i wierzyłem, że jestem "naprawiony", przeinstalowano mój system wiedzy o sobie, ale to było zwykłe kłamstwo, które sobie wmówiłem. Napompowałem się pozytywną energią nie lecząc się z objawów wiecznego, samoczynnego upokarzania się i wiary, że jest się głupcem, więc jak z głupcem można rozmawiać i go lubić. Moje lęki jednak przez pracę się wzmagają, bo w pracy panuje inny system kontaktów, rozmów i dyskusji. Ludzie mają mnie za ekscentryka i dziwaka, bo wypowiadam się inaczej, grzeczniej, rzucam słowa jakby wyczytane z książki. A w pracy drwią z tego, szczególnie dwie kobiety (pracuję głównie z kobietami, co jest wynikiem przypadku). Wiem, że to pewnie przez próbę zrzucenia mnie do parteru, gdyż mogą się przeze mnie i to, jak mówię - czuć niekomfortowo. Ale chcę mieć to w dupie! Wiem, że taki jestem, taki sposób mówienia w pełni mi odpowiada, w jednej chwili bawiąc się w dyplomatę, w innej puszczając hamulce i mówiąc tak jak dobrze naoliwiona maszyna bez wahania używająca przekleństw i skrótów myślowych. A mimo to przejmuje się uszczypliwymi odzywkami. Absurd, w domu mam kieszenie pełne ripost, w pracy jestem jak wykastrowany.

Jest jeszcze jedna rzecz. Mój umysł jest całkowicie zakopcony, gdy nie jestem w swojej sferze komfortu - czyli w domu. Nie myślę logicznie, znikają mi szczegóły, które w fazie rozluźnienia byłbym w stanie dostrzec, miotam się z prokrastynacją i jestem spięty jak struna w gitarze. Dlaczego? Dlaczego tak jest? Dlaczego zachowuję się tak nieporadnie i tak fatalnie reaguję na nowe, nieznane mi sytuacje?

Poszedłem się wykąpać i zadałem sobie kolejne pytanie - po co to piszę? Teoretycznie czuję się jak nowo narodzony po tym, co piszę i uświadomieniu sobie, gdzie leżę i umieram zamiast stać i żyć. Ale chyba też po to, ponieważ chcę od Was poczuć wsparcie. Tak, takie to prymitywne instynkty mną rządzą. I coś mi się zdaje, że rozmowa z terapeutą/tką mnie nie ominie. Jestem gotów na kolejne starcie z samym sobą, ale wierzę, że może ktoś tutaj coś powie, podrzuci wskazówkę albo wskaże drogowskaz. Bo naprawdę, jestem zmęczony traceniem czasu na kontemplowanie wiecznie tych samych bzdur panoszących się w głowie.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
08 paź 2017, 11:40

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez wkuuporr 21 sty 2018, 22:23
Redwing napisał(a):Prawdą jest to, że nie jestem zadowolony z każdej pracy, w której byłem. Dzisiaj wiem, że to nie jest przyczyna pracy, bo w każdym miejscu po przepracowaniu paru miesięcy dochodziłem do bardzo dobrej wprawy.

W moim przypadku po kilku miesiącach zacina się maszyna. Nawet gdy praca mi się podoba, jestem tam szanowany i radzę sobie. Żadnej pracy nie rzuciłem normalnie. Z każdej pracy uciekałem i to w trakcie czasu pracy. Wszyscy pracują, a ja nagle z kapelusza dochodzę do wniosku, że pieprzę taką pracę i takie życie. Wtedy odchodzę od stanowiska i po cichu uciekam z pracy pod pretekstem pójścia do toalety lub w czasie przerwy. Zdarzyło się, że pracodawca chciał wezwać nawet policje, bo myślał, że coś mi się stało. Przez to miałem też kary finansowe, ze niewypełnienie warunków umowy. Gdy maszyna się zacina, to po kolei zrywam też wszystkie znajomości oraz porzucam zainteresowania.

W kontaktach z facetami jestem agresywny, perwersyjnie arogancki i niedostępny.

Ja takim jestem dla wielu. Dla kobiet również, ale dla mężczyzn to szczególnie. Wyczuwam kto ma złą naturę, tak jak pies wyczuwa sukę w rui. Gdy wczuję złą naturę, to powierzchownie odczuwam lęk, ale w głębi siebie czuję do tej osoby nienawiść i mam wielką ochotę jej tak wpierdolić i zgnoić, że zapamięta to na długo. Jednak nigdy tego nie robię, bo na prawdę to jestem dobrym człowiekiem. Nie chcę krzywdzić ludzi, którzy nic mi nie zrobili. Poza tym nie potrafię, ale jak ktoś mnie kiedyś mocno sprowokuje, to bańka w końcu pęknie i dojdzie do tragedii. Nigdy w żadnej pracy mi nie dokuczano, ostatni raz to w gimnazjum. Mam wrażenie, że mój mózg tylko na to czeka.

Chociaż chyba przesadziłem. Ujmę to w ten sposób, nie okazuję agresji, ale czuć ode mnie agresję i pogardę do takich osób.
Offline
Posty
402
Dołączył(a)
07 sty 2018, 22:30

Osobowość unikająca (lękliwa)

przez Anna102 24 sty 2018, 20:02
carlosbueno napisał(a):Nie mam żadnego planu na życie a niedługo 40-tka mi stuknie, mam tylko jakieś głupie fantazje typu że rzucę pracę i będę podróżował po świecie, no ale z moją nieśmiałością i unikaniem wszystkiego to mało realne.


Ja miałam kiedyś fantazję, że zniknę nagle bez pożegnania, wyjadę za granicę gdzieś na południe Europy i tam będę imać się jakichś fizycznych prac, typu łowienie ryb, hodowla bydła. Zamieszkam w jakiejś starej chacie z dala od ludzi i będę wiodła samotne, spokojne życie. :D

Redwing napisał(a):Jestem gotów na kolejne starcie z samym sobą, ale wierzę, że może ktoś tutaj coś powie, podrzuci wskazówkę albo wskaże drogowskaz. Bo naprawdę, jestem zmęczony traceniem czasu na kontemplowanie wiecznie tych samych bzdur panoszących się w głowie.


Sporo tego wszystkiego u Ciebie, myślę że dobry terapeuta miałby niezłą zagwozdkę, by to wszystko rozpracować. Jak długo trwała Twoja terapia? Czy sam zadecydowałeś o jej zakończeniu?
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
11 maja 2017, 18:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do