<?xml version="1.0"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Problemy w zwi&#x105;zkach i w rodzinie ostatnich temat&#xF3;w</title><link>https://www.nerwica.com/forum/26-problemy-w-zwiazkach-i-w-rodzinie/</link><description>Problemy w zwi&#x105;zkach i w rodzinie ostatnich temat&#xF3;w</description><language>pl</language><item><title>Dlaczego &#x15A;wiadomi M&#x119;&#x17C;czy&#x17A;ni odchodz&#x105;?</title><link>https://www.nerwica.com/topic/54080-dlaczego-swiadomi-mezczyzni-odchodza/</link><description><![CDATA[<p>
	Bo nie po to wyrywali się z systemowej maszynki do mielenia mięsa, żeby w łóżku i przy stole mieć jej prywatną, domową delegaturę.<br />
	Mężczyzna, który przeszedł przez ogień, zintegrował swój cień i poczuł swoją pierwotną, dziką moc, nie da się zamknąć w klatce zrobionej z cudzych neuroz.<br />
	<br />
	Trzy powody, dla których facet mówi - DOŚĆ<br />
	1. Wampiryzm emocjonalny pod płaszczykiem „Matki Polki”<br />
	• Ona myśli, że jest niezastąpiona, bo kontroluje każdy krok, wie lepiej, co on czuje, i zarządza jego życiem. Gówno prawda. Ona nie matkuje mu z miłości - ona matkuje mu z przerażenia przed własną pustką.<br />
	• Energetyczna kastracja: Taka kobieta pasożytuje na męskiej energii. Wyssane z palca pretensje, wieczne niezadowolenie, karanie brakiem seksem i ciche dni. To nie jest partnerka. To jest terrorystka emocjonalna, który próbuje ubić w facecie resztki dzikości, żeby stał się bezpiecznym, przewidywalnym meblem.<br />
	• Syndrom tresera: Świadomy mężczyzna patrzy na nią i widzi potwora, który pod maską „troski” próbuje go udomowić i złamać. Odchodzi, bo woli samotność niż powolną śmierć u boku kogoś, kto kastruje go spojrzeniem za każdym razem, gdy on chce rozwinąć skrzydła poza jej nudny, bezpieczny schemat.<br />
	<br />
	2. Pasożytnictwo finansowe, czyli „Mężczyzna zaczyna się od...”<br />
	• Czas rozjechać mit kobiety - partnerki, która w rzeczywistości jest tylko luksusowym bluszczem. Świadomy mężczyzna, który odrzucił systemowy skrypt „niewolnika sukcesu”, nagle widzi, że dla swojej kobiety był wart tylko tyle, ile wynosił jego limit na karcie kredytowej.<br />
	• Miłość za faktury: Kiedy on decyduje się zwolnić, zmienić życie, pójść za głosem duszy i esencji, zamiast wsparcia widzi w jej oczach panikę i furię. Dlaczego? Bo zagrożony jest jej święty spokój. Jej status. Jej zakupy.<br />
	• Prostytucja relacyjna: Nazwijmy to po imieniu. Jeśli kobieta oczekuje, że mężczyzna będzie jej bankomatem, realizującym jej zachcianki w zamian za jej „obecność” i „młodość”, to nie jest to związek świadomych istot. To jest transakcja handlowa. Świadomy facet brzydzi się taką kupczoną bliskością. Zamyka portfel, zamyka drzwi i zostawia ją z jej rachunkami i własną, nieprzepracowaną nędzą.<br />
	<br />
	3. Duchowa gówniarzeria i mentalny plastik<br />
	• Najbardziej żałosny widok dla dojrzałego mężczyzny? Kobieta w dojrzałym ciele, która mentalnie i duchowo została na poziomie gimnazjum, karmiona papką z Instagrama i pseudo - rozwojowych frazesów.<br />
	• Fasadowe przebudzenie: Ona chodzi na kręgi kobiet, pali szałwię i mówi o „wysokich wibracjach”, ale gdy wraca do domu, natychmiast wraca do starych gier: manipulacji, obgadywania i jadu. Jej „rozwój” to tylko nowa tapeta na starym, zgniłym tynku.<br />
	• Ucieczka od odpowiedzialności: Taka kobieta nigdy nie jest winna. Za jej nieszczęście odpowiada facet, horoskop, dzieci albo rząd. Świadomy mężczyzna nie ma czasu na niańczenie dorosłej kobiety, która odmawia wzięcia odpowiedzialności za własne emocje i własne życie. Nie da się budować głębi z kimś, kto ma wyporność brodzika dla dzieci.<br />
	<br />
	To nie jest kryzys wieku średniego. To jest Ewakuacja.<br />
	<br />
	Zapamiętaj to i wyryj sobie w pamięci:<br />
	Świadomy mężczyzna nie odchodzi DO kogoś. On odchodzi OD czegoś.<br />
	Odchodzi od fałszu, od gier, od emocjonalnego szantażu i od kobiet, które zamiast stać się Królowymi własnego życia, wolały zostać strażniczkami cudzego więzienia.<br />
	<br />
	Więc kiedy następnym razem usłyszysz w babskim gronie, że „zostawił ją dla młodszej, bo stary cap dostał skrzydeł”, powiedz im prawdę: On nie szukał młodszej skóry. On uciekał przed trupim jadem relacji, w której kazano mu płacić za prawo do oddychania.<br />
	<br />
	Moc przyciąga moc. Wolność szuka wolności. A pasożyty i treserzy zostają w tyle - tam, gdzie ich miejsce. W skansenie przeszłości.<br />
	<br />
	Nie mam zamiaru bawić się w guru i sprzedawać Ci prawd ostatecznych. To, co przeczytałaś, to po prostu moje postrzeganie rzeczywistości – ostre, surowe i odarte z masek, które obserwuję na co dzień. Nie wierz mi na słowo. Przepuść to przez własny filtr. Jeśli uwiera - sprawdź dlaczego. Jeśli uwalnia - weź to.<br />
	<br />
	Ty wybierasz. Ty decydujesz. Ty ustawiasz przestrzeń.<br />
	Albo stajesz w prawdzie, albo karmisz się dalej szumem własnych iluzji.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	źródło tekstu: <a href="https://www.facebook.com/edyta.jedrzejczyk.7/photos/dlaczego-%25C5%259Bwiadomi-m%25C4%2599%25C5%25BCczy%25C5%25BAni-odchodz%25C4%2585bo-nie-po-to-wyrywali-si%25C4%2599-z-systemowej-maszy/28614905658096928/" rel="external nofollow">https://www.facebook.com/edyta.jedrzejczyk.7/photos/dlaczego-%C5%9Bwiadomi-m%C4%99%C5%BCczy%C5%BAni-odchodz%C4%85bo-nie-po-to-wyrywali-si%C4%99-z-systemowej-maszy/28614905658096928/</a>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">54080</guid><pubDate>Wed, 01 Jul 2026 16:37:32 +0000</pubDate></item><item><title>Rozszerzone samob&#xF3;jstwo</title><link>https://www.nerwica.com/topic/54088-rozszerzone-samobojstwo/</link><description><![CDATA[<p>
	Znowu glośna tragedia, cztery ciała... 
</p>

<p>
	Jak myślicie, jakimi pobudkami kieruje się osoba dopuszczające się tej zbrodni? 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">54088</guid><pubDate>Sat, 04 Jul 2026 05:16:45 +0000</pubDate></item><item><title>Dlaczego &#x15A;wiadome Kobiety odchodz&#x105;?</title><link>https://www.nerwica.com/topic/54081-dlaczego-swiadome-kobiety-odchodza/</link><description><![CDATA[<p>
	Dla balansu post o odchodzących kobietach.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Słyszycie ten huk? To pękają stare, patriarchalne bańki mydlane.
</p>

<p>
	Wszyscy karmią nas bajeczkami o „kryzysie wieku średniego”, o wymianie na „młodszy model”, o zmarszczkach i biologii. Czas rozbić to gówno na kawałki. Przestańmy udawać, że chodzi o cellulit albo o siwe włosy. Prawda jest znacznie głębsza, surowa i obnażająca.
</p>

<p>
	Dlaczego ludzie naprawdę odchodzą, gdy maski opadają i kończą się społeczne programy?
</p>

<p>
	Dlaczego Kobiety odchodzą od mężczyzn?
</p>

<p>
	Bo oni zostali w strukturze, gdy one wróciły do Esencji.
</p>

<p>
	Kobieta po 40-tce, 50-tce czy 60-tce nie staje się „głodna życia” w komercyjnym sensie - ona przestaje karmić iluzje.
</p>

<p>
	Odchowała dzieci, odhaczyła cudze role, zrzuciła martwe szaty oczekiwań. I nagle osadza się w sobie. Zaczyna widzieć i czuć bez cenzury.
</p>

<p>
	Jej ciało i energia odzyskują swoją suwerenność. Ona już nigdzie nie biegnie. Ona PO PROSTU JEST - potężna, nieruchoma w swojej prawdzie, magnetyczna.
</p>

<p>
	A co zastaje w domu?
</p>

<p>
	• Mentalny skansen. Faceta, który utknął w strukturze systemowych obowiązków, nawyków i lęków. Jego świat skurczył się do obrony własnego komfortu i narzekania.
</p>

<p>
	• Emocjonalne zamrożenie. Mężczyznę, który boi się dotknąć własnej głębi, więc ucieka w milczenie, alkohol albo wieczne „zarobienie”.
</p>

<p>
	• Wymianę energetyczną, która stała się pusta. Kobieta odchodzi, bo nie zamierza dłużej reanimować trupa. Nie chce być matką, opiekunką ani buforem dla kogoś, kto wybrał powolne umieranie za życia.
</p>

<p>
	Kobiety odchodzą, bo ich mężczyźni przestali być dla nich partnerami w istnieniu. Zostali w systemowych schematach, podczas gdy one te schematy właśnie spaliły.
</p>

<p>
	Dlaczego Mężczyźni odchodzą od kobiet?
</p>

<p>
	Bo nie potrafią znieść prawdy jej spojrzenia. Uciekają przed weryfikacją.
</p>

<p>
	Och, jak łatwo powiedzieć: "Odszedł, bo wybrał młodszą, jędrniejszą". Gówno prawda. To tylko zasłona dymna dla jego własnego, przerażonego ego.
</p>

<p>
	Mężczyźni odchodzą od dojrzałych kobiet z jednego, kluczowego powodu: ze strachu przed Prawdą, którą ta kobieta emanuje.
</p>

<p>
	• Strach przed obnażeniem. Świadoma, osadzona w swojej energii kobieta widzi faceta na wskroś. Nie da się jej zmanipulować tanimi gierkami, statusem ani pozą. Przy niej maski opadają same. Mężczyzna, który nie ma odwagi stanąć w swojej własnej prawdzie, przy takiej kobiecie czuje się nagi i malutki.
</p>

<p>
	• Ucieczka w iluzję kontroli. Dlaczego wybiera młodszą? Bo przy dziewczynie, która dopiero szuka siebie i nakłada swoje pierwsze maski, on znowu może grać „wielkiego mędrca” i przewodnika. To nie jest kwestia młodego ciała - to kwestia jego wybujałego ego, które potrzebuje bezpiecznej iluzji przewagi. Tam nikt nie zada mu trudnych pytań.
</p>

<p>
	• Brak odwagi do puszczenia programów. Kiedy kobieta przestaje grać w dotychczasową grę i zaczyna świecić swoim czystym światłem, facet ma dwa wyjścia: zaryzykować, zrzucić własny pancerz i dorosnąć do tej energii, albo uciec. Większość wybiera ucieczkę tam, gdzie poprzeczka wisi najniżej.
</p>

<p>
	Mężczyźni odchodzą, bo dojrzała, suwerenna energetycznie kobieta wymaga od nich absolutnej autentyczności.
</p>

<p>
	A to kosztuje zbyt wiele wysiłku tych, którzy wolą pozostać w uśpieniu.
</p>

<p>
	Zapamiętaj to raz na zawsze:
</p>

<p>
	Rozpad relacji w dojrzałym wieku to nie jest kwestia „zużycia materiału”. To jest kwestia rozbieżności „poziomów” świadomości.
</p>

<p>
	Ona wraca do swojej źródłowej mocy, wolna od systemowych gierek.
</p>

<p>
	On kurczowo trzyma się starych, bezpiecznych skryptów.
</p>

<p>
	Więc jeśli znowu usłyszysz, że „mężczyźni wolą młodsze”, uśmiechnij się tylko. Prawdziwa moc szuka mocy, a magnetyzm i głębię ma tylko ta, która wie, Kim Jest poza wszelkimi rolami.
</p>

<p>
	To jest obraz z tej konkretnej perspektywy, który widzę bardzo wyraźnie w mojej pracy. Ale jak zapowiedziałam na początku - kij ma dwa końce. Niedługo wejdziemy w temat mężczyzn, którzy rozwijają się tak szybko, że stara struktura partnerki staje się dla nich klatką. O tym, jak potężnym impulsem do odejścia jest dla faceta uświadomienie sobie, że żyje z niedojrzałą dziewczynką albo własną matką... pogadamy już za chwilę
</p>

<p>
	Ty wybierasz. Ty decydujesz. Ty ustawiasz przestrzeń.
</p>

<p>
	Reszta to tylko śmieciowy szum programów.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	źródło: <a href="https://www.facebook.com/edyta.jedrzejczyk.7/posts/pfbid0aADiNSQ7722ShxjKewDAQc6Mf9uT9ps69yCdMwhtEBTgaBZKtirr3XQEcDvNU84Nl" rel="external nofollow">https://www.facebook.com/edyta.jedrzejczyk.7/posts/pfbid0aADiNSQ7722ShxjKewDAQc6Mf9uT9ps69yCdMwhtEBTgaBZKtirr3XQEcDvNU84Nl</a>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">54081</guid><pubDate>Wed, 01 Jul 2026 16:37:42 +0000</pubDate></item><item><title>Czy wasi te&#x15B;ciowie was wkur*iaj&#x105;?</title><link>https://www.nerwica.com/topic/54059-czy-wasi-tesciowie-was-wkuriaja/</link><description><![CDATA[<p>
	I czym?
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">54059</guid><pubDate>Wed, 24 Jun 2026 20:56:58 +0000</pubDate></item><item><title>Po czym pozna&#x107; &#x17C;e zwi&#x105;zek si&#x119; nie uda?</title><link>https://www.nerwica.com/topic/54060-po-czym-poznac-ze-zwiazek-sie-nie-uda/</link><description><![CDATA[<p>
	Uczmy się 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">54060</guid><pubDate>Wed, 24 Jun 2026 22:29:23 +0000</pubDate></item><item><title>Utrata zaufania w zwi&#x105;zku</title><link>https://www.nerwica.com/topic/54016-utrata-zaufania-w-zwiazku/</link><description><![CDATA[<p>
	
</p>

<p style="color:#000000;font-size:28px;">
	<span style="font-size:28px;">Moja ukochana<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Dzień dobry, przychodzę tutaj z prośbą o pomoc w odbudowaniu relacji i odzyskaniu kobiety z którą byłem w związku a który zakończył się niedawno z mojej strony.</span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Moja dziewczyna Paulina zakończyła ze mną relacje we wtorek 26 maja. Nasza historia wyglądała tak, że poznaliśmy się pod koniec grudnia a spotykać zaczęliśmy na początku stycznia. Nasza relacja rozkwitała z każdą randką. Wychodziłem z inicjatywą, starałem się poznawać ją najlepiej jak to możliwe. Każda nasza randka, każde spotkanie było wyjątkowe i unikatowe. Ja pokazywałem jej świat a ona w zamian budowała ognisko domowe. W oficjalny związek weszliśmy ze sobą po trzech miesiącach znajomości 4 marca. Wszystko układało się wręcz idealnie. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, często rozmawialiśmy, było zrozumienie między nami, wspólne plany na przyszłość o których rozmawialiśmy, czułość, intymność, zrozumienie.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Niestety Paulina nie wiedziała o wielu rzeczach, które działy się w moim życiu. Wszystko zaczęło się od utraty przeze mnie pracy 28 lutego. Paulina wiedziała o tym i o tym, że mam jeszcze miesiąc wypowiedzenia. Wiedziała, że mieszkam pod Warszawą - że wynajmuje tam mieszkanie ale nigdy przez te 6 miesięcy naszej znajomości tam nie była. Kiedy spędzaliśmy ze sobą czas, to albo wychodząc na randki, lub będąc u niej w mieszkaniu. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego jej nie zaprosiłem. Nie byłem niedostępny emocjonalnie. Dawałem jej wsparcie, dużo czułości, miłości, troski, dbałem o jej potrzeby emocjonalne i fizyczne. Czuła się przy mnie zaopiekowana i bezpieczna. I niestety to bezpieczeństwo a raczej jego utrata była powodem zerwania. Tak jak powiedziałem ukrywałem przed Pauliną kilka rzeczy z mojego życia i kiedy w końcu postanowiłem jej o tym powiedzieć, to w jej mniemaniu ukrywając to, budowałem związek na kłamstwie przez co utraciła do mnie zaufanie i jednocześnie nie zabezpieczyłem jej potrzeby bezpieczeństwa.</span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Tak jak wspomniałem 28 lutego straciłem pracę. Od razu powiedziałem o tym Paulinie. Powiedziałem jej, że trudno bo to było wynikiem restrukturyzacji firmy i nie miałem na to wpływu. Dodatkowo wiedziała, że mam miesiąc wypowiedzenia, poduszkę finansową i że już zaczynam szukać nowej pracy. Oferty się pojawiały ale nic konkretnego a kiedy pojawiało się coś konkretnego, to na rozmowach się kończyło. W końcu na horyzoncie pojawiła się nowa oferta, która widniała jako ta, która pozwoli mi powrócić na rynek pracy. Przeszedłem pomyślnie przez wszystkie etapy rekrutacji aż w końcu się udało. Cieszyliśmy się razem, bo w końcu poczułem, że wraca mi sprawczość i kontrola nad moim życiem. Niestety życie przewrotne pisze różne scenariusze. 22 maja mieliśmy ślub i wesele przyjaciółki Pauliny i kiedy przyjechałem odebrać Paulinę z mieszkania, to nagle otrzymałem telefon od rekrutera - Bartek, słuchaj niestety nie możemy cię zatrudnić, przykro mi. Mi również zrobiło się przykro ale nie chciałem o tym mówić Paulinie w dzień wesela i ślubu jej przyjaciółki. Nie chciałem psuć atmosfery. Pojechaliśmy tam jakby nigdy nic i bawiliśmy się świetnie. Przez chwilę zapomniałem o tym i chciałem aby ta chwila trwała i była nasza. Później wróciliśmy do Warszawy i odpoczywaliśmy przez sobotę a w niedzielę byliśmy u jej rodziców na obiedzie, więc zdałem sobie sprawę, że powiem jej o tym w tygodniu. To była pierwsza rzecz - pierwsze zatajanie prawdy ale nie pierwsze chronologicznie.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Kiedy nie miałem już pracy, to nie siedziałem bezczynnie, mój prawnik powiedział mi, abym udał się do psychiatry i uzyskał zwolnienie lekarskie, żeby otrzymać zasiłek chorobowy, żeby mieć ciągłość finansową, co pozwoli mi w spokoju szukać nowej pracy. Tak zrobiłem i otrzymałem to zwolnienie. Cieszyłem się bo nie wiedziałem ile czasu zajmie mi szukanie nowej pracy a tak miałem dostęp do pieniędzy z ZUS’u co pozwalało mi normalnie funkcjonować. Niestety na zwolnieniu byłem a pieniądze nie przychodziły i powodowało to u mnie stres. To była druga rzecz o której nie powiedziałem Paulinie. Dodatkowo będąc na zwolnieniu imałem się różnych zajęć - pracowałem u mojego taty jako pomocnik ogrodnika albo tynkarz. Chciałem dodatkowo coś zarobić a nie siedzieć bezczynnie - o tym Paulina wiedziała.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Wszystko zaczęło się w momencie w którym Paulina zaczęła rozmawiać ze mną o tym, że ona jest przede mną przeźroczysta, pozbawiona sekretów. Że wprowadza mnie do swojego życia a ja jej do swojego nie. Chodziło o to, że przez tyle czasu nie zaprosiłem jej do siebie. Ja już w maju wiedziałem, że będę zmuszony po 12 latach wrócić do rodziców, bo nie mogę pozwolić sobie na to, aby nie mając pracy wynajmować mieszkanie. Nie powiedziałem o tym Paulinie. Nie mówiłem jej, że to planuje. Wstydziłem się tego. W końcu Paulina zaczęła coraz częściej dzwonić do mnie na FaceTime i wiedziałem, że chce sprawdzić czy dalej mieszkam w tym mieszkaniu, skoro przez tyle czasu jej nie zaprosiłem, to czuła że coś musi być nie tak. Na początku jak zadzwoniła, to byłem u rodziców bo musiałem coś załatwić, więc nic się nie stało. Za drugim razem, kiedy zadzwoniła też byłem u rodziców ale nie chciałem odpalić kamerki, bo wiedziałem że się wyda, choć wiedziałem, że już coś podejrzewa. Powiedziałem jej, że nie mogę odebrać, bo mam maseczkę na twarzy. Wyczuła, że coś kręcę więc zaczęła mnie wypytywać, kiedy przeprowadzam się do nowego mieszkania, bo taki temat też się przewijał. Mówiłem jej, że szukam czegoś mniejszego, tańszego itd ale do wynajmu nigdy nie doszło, dlatego pytała bo tyle o tym mówiłem a nic z tego nie wynikało i temat zawsze trafiał w próżnię. Rozmawialiśmy kilka godzin o tym, że ona jest dla mnie otwarta a ja skryty i zamknięty.</span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Po tej rozmowie wiedziałem, że muszę jej wszystko powiedzieć - całą prawdę. Przyjechałem następnego dnia i powiedziałem jej całą prawdę o sobie. Wiedziałem, że mówiąc jej to wszystko mogę ją stracić, natomiast wolałem żyć w prawdzie, niż ciągle zatajać prawdę. Paulina wiedziała o tym, że u mojej mamy zdiagnozowano nowotwór - chłoniak płuca typu MALT. Powiedziałem jej o tym kilka tygodni wcześniej i wspierała mnie w tym, natomiast nie wiedziała, że leczenie wymaga nakładu środków finansowych, bo jest realizowane prywatnie.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Zaczęło się! Powiedziałem Paulinie, że dałem moim rodzicom 60 tysięcy na leczenie. Powiedziałem, że dałem bratu 30 tysięcy, bo popadł w długi o których Paulina wiedziała, ale nie wiedziała, że pomogłem bratu. Powiedziałem, że to mocno uszczupliło moją poduszkę finansową i jako odpowiedzialny facet podjąłem decyzję o powrocie w rodzinne strony, żeby odbudować finanse i przy okazji zająć się chorą mamą. Wiedziałem, że nie stać mnie na to mieszkanie w obecnej sytuacji. Paulina powiedziała, że podejrzewała że już tam nie mieszkam i powiedziała, że podejrzewa, że nie mieszkam tam już od kilku tygodni. Przyznałem jej rację, że od tygodnia już tam nie mieszkam.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Kolejną rzeczą było to zwolnienie lekarskie. Powiedziałem Paulinie, że w związku z utratą pracy o której wiedziała, zdecydowałem się udać na zwolnienie, aby mieć za co żyć do czasu znalezienia nowej pracy - o tym też nie wiedziała. Następnie powiedziałem jej, że w dniu wesela i ślubu jej przyjaciółki otrzymałem telefon od rekrutera, że nie otrzymałem pracy. Zapytała dlaczego jej o tym nie powiedziałem, skoro mieliśmy cały weekend na to? Powiedziałem jej, że chciałem jej powiedzieć już wszystko a nie dozować prawdę. Ostatnią rzeczą była moja upadłość konsumencka. Dwa lata temu założyłem firmę, która splajtowała i w związku z tym popadłem w zadłużenie. Wówczas podjąłem decyzję, że muszę podjąć kroki prawne w celu rozwiązania problemu przyszłości, żeby zabezpieczyć swoją przyszłość. Udało się uzyskać tą upadłość, otrzymałem pismo z sądu, zgodę od syndyka, harmonogram spłaty itd. Miałem oszczędności, nie miałem komornika na koncie ani nic z tych rzeczy. Po prostu chciałem jej o tym powiedzieć, że został mi jeszcze rok spłaty ale ja to wszystko obsługuje i ogarniam. Powiedziałem jej, że po prostu to mnie wszystko mocno przygniotło, dlatego czasami bywałem smutny i przygnębiony. Utrata pracy, brak pieniędzy z ZUS’u, choroba mamy, topniejące oszczędności, perspektywa tego że facet mający 34 lata będzie zmuszony wrócić do swojego pokoju w domu rodziców po 12 latach. Nie chciałem jej tym obarczać zwłaszcza, że te problemy nie oddziaływały bezpośrednio na nasz związek. Ja ten związek obsługiwałem. Dbałem o nią, dawałem zainteresowanie, czułość, miłość i troskę. Tylko po prostu w pewnym momencie z tego naczynia zaczęło się przelewać, przez co to oddziaływało na mnie w postaci smutku.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Paulina zapytała jak ma mi teraz zaufać? Skąd ma pewność, że nie trzymam innych trupów w szafie? Czy za miesiąc nie dowie się jeszcze czegoś? Czy w ogóle mnie zna? Czy może budować ze mną przyszłość, skoro takie ważne elementy swojego życia potrafiłem przed nią ukrywać?<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Powiedziałem jej, że stoję przed nią obnażony ze wszystkich sekretów. Pełen wstydu, ukazujący swoje błędy i porażki. Powiedziałem jej, że przyjechałem tutaj ze świadomością, że jeśli jej o tym powiem, to mogę ją stracić a mimo, to zdecydowałem się na to, bo chcę żyć w prawdzie. Gdyby było inaczej, to powiedziałabym tylko część prawdy albo wymyślił jakieś kłamstwo. Jaki facet, który nie chce żyć w prawdzie zdecydowałby się na taki krok? To do niej nie przemówiło.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Powiedziała, że dla niej, to tak jakbym przez cały okres naszego życia ukrywał przed nią to wszystko i tworzył związek na kłamstwie. Prosiłem ją o szansę a ona mówiła, że dawała mi szansę kiedy nic nie mówiła. Kiedy miałem sam okazję jej o tym powiedzieć. Powiedziała „nie” i że jak mówi „nie”, to znaczy nie i raczej zdania nie zmienia. Nie błagałem jej, nie płakałem choć głos drżał z żalu. Nie płaszczyłem się. Wiedziałem, że ją zraniłem. Chciałem ją chronić przed tym całym syfem dając jej piękną i czystą przestrzeń nie obarczoną tymi problemami. Z jej perspektywy ta chęć chronienia odebrała jej możliwość wyboru, czy chce być ze mną w tym, wspierając mnie.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Wyszedłem stamtąd pełen smutku, żalu, rozgoryczenia i złości na siebie, bo straciłem osobę którą kochałem całym sercem.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Następnego dnia obudziłem się, jakby ktoś dał mi obuchem w głowę. Później zdałem sobie sprawę, że zostawiłem u niej odkurzacz piorący, bo prałem jej dywan w mieszkaniu itd. Pomyślałem, że to będzie idealny pretekst do tego, aby ponownie się spotkać, aby porozmawiać jeszcze raz bez emocji.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">W międzyczasie ogarniałem swoje sprawy i skupiałem uwagę na sobie i swoim życiu. Pomyślałem, że dwa tygodnie to czas jaki dam jej na przemyślenie wszystkiego i uspokojenie emocji. Rozmawiałem ze swoimi przyjaciółmi i rodziną i mój brat i jego dziewczyna powiedzieli, że nie ma sensu dłużej czekać. Że 5 dni, to wystarczająco długo, aby kurz opadł i mogła sobie pewne rzeczy przemyśleć. Pojechałem do niej.</span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Otworzyła mi i dała ten odkurzacz. Zapytałem czy poświęci mi trochę swojego czasu, bo chciałbym jej powiedzieć coś co uważam, że jej się należy. Powiedziałem jej, że moja wizyta nie jest aktem desperacji. Że nie jestem tutaj pod wpływem emocji i to co powiem nie jest reakcją na odtrącenie. Powiedziałem jej, że nie jestem tutaj, aby ją do czegokolwiek przekonywać, bo wiem że logiczne argumenty nie mają znaczenia a liczą się emocje. Byłem w tym wszystkim bardzo spokojny i opanowany. Powiedziałem jej, że nie jestem tutaj aby ją odzyskać, tylko aby powiedzieć jej, że wiem jaka była przyczyna tego, że podjęła taką decyzję. Że utraciła do mnie zaufanie przez co straciła poczucie bezpieczeństwa. Że nie wie czy coś nie wyjdzie w przyszłości, czy mnie zna itd. Że zdefiniowałem źródło problemu. Wiem, że nie dopuszczałem jej do siebie, że ja byłem częścią jej życia a ona mojego już nie. Powiedziałem jej, że wiem że nie przekonają jej żadne logiczne argumenty. Powiedziałem jej, że jedynym sposobem na to, abym mógł odbudować to zaufanie, to proces powtarzalności. Musiałaby brać czynny udział w moim życiu, żeby zobaczyć że za słowami idą czyny.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Zapytała ale jak ja to sobie wyobrażam? Że miałaby być moją koleżanką? Powiedziała, że to nie wyjdzie i że nie wyobraża sobie być moją koleżanką po związku. Że co jeśli ja powiem, że zaczynam się z kimś spotykać albo ona? Widok innej kobiety w moich ramionach zabiłby ją. Powiedziała „To jest jedyne marzenie ściętej głowy, że ewentualnie się uda i że wrócimy do siebie, natomiast to będzie bolesne dla mnie i dla ciebie”.</span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Zdałem sobie sprawę, że Dla niej powrót do mnie to jest<span> </span></span><span style="font-size:17px;">„marzenie”</span><span style="font-size:17px;">. Ona nie powiedziała: „to jest głupie”, „to jest niemożliwe”, „nie chcę cię znać”. Użyła słowa marzenie.</span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Dlaczego dodała „ściętej głowy” i „bolesne”? Bo w jej oczach powrót teraz – kiedy rany są świeże, a zaufanie nadszarpnięte – kojarzy się z ogromnym trudem. Ona się boi, że znowu wejdziemy w relację, w której ona będzie się potykać o lęki, sprawdzać mnie, kontrolować, a ja będę się czuł jak pod lupą. To byłby ból dla nas obojga.</span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Pękła i rozpłakała się. Przytuliła mnie. Powiedziałem jej, że nie chce być jej kolegą a facetem, natomiast wiem że słowami jej nie przekonam. Powiedziałem jej, że mówię jej to bo uważam, że jestem jej to winien i że ją kocham. To był pierwszy raz kiedy jej to powiedziałem i dodałem, że nie robię tego, żeby wzbudzić w niej litość, bo relacja to nie caritas i nigdy nikt z nikim nie był z litości. Powiedziałem jej, że nie wiem czy jeszcze ją zobaczę a czułem to od dłuższego czasu i chciałem jej to powiedzieć. Powiedziałem, że nie wiem co ona do mnie czuje ale mogę się tylko domyślać przez to jak mnie traktowała i jak dbała o ten związek. Jaka była czuła, empatyczna, wrażliwa, dobra i ciepła.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Powiedziałem jej, że nie chciałem tego, że nie chciałem zawieźć jej zaufania, że nie chciałem jej zranić i że ponoszę za to odpowiedzialność i ciężko mi mając świadomość, że przez to tracę osobę którą pokochałem całym sercem i z którą chciałem założyć rodzinę (bo razem o tym rozmawialiśmy), a chciałem ją tylko chronić przed tym całym piekłem w moim życiu, bo bałem się, że jak ją tym obarczę, to ten ciężar ją przygniecie i postanowi odejść.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Znowu się rozpłakała i przytuliła mnie a ja zachowywałem stoicki spokój i starałem się ją uspokoić. Wyszedłem stamtąd z wielkim bólem serca ale i spokojem, że zrobiłem wszystko co mogłem na tym etapie i że zachowałem resztki godności, bo wiedziałem że w tamtym momencie słowami jej nie przekonam. Wiedziałem że mówienie, że się zmienię, że już więcej tak nie zrobię zostanie odebrane jako mechanizm obronny przed odrzuceniem i ona to wyczuje.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Kocham ją całym sercem i chciałbym ją odzyskać, natomiast nie wiem jak. Nie wiem od czego zacząć. Rozmawialiśmy w sobotę 30 maja, więc co mam zrobić? Przecież nie mogę je nachodzić, narzucać się wiadomościami. Muszę dać jej przestrzeń ale co dalej? Skupiam się na sobie, na swoim życiu, natomiast co mam dalej zrobić z nią? Jak odbudować to zaufanie, skoro już nie uczestniczy w moim życiu?<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Proszę o pomoc i wsparcie. Dziękuję. Bartek<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">To tak w sumie wszystko jeśli chodzi o to jak ta relacja się zakończyła.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Co do mnie, to wiem że naruszyłem jej zaufanie a raczej je straciłem. Wiem też, że przez to straciła poczucie bezpieczeństwa w relacji co spowodowało u niej taką a nie inną reakcje przez co podjęła taką decyzję. Wiem, że muszę to zaufanie odbudować ale jak? Wiem, że słowami niczego nie zmienię - czyny są ważne. Natomiast jak jej pokazać zmiany zachodzące w moim życiu, skoro się nie spotykamy?<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Jest też tak, że nasza relacja była świeża - znaliśmy się 6 miesięcy a byliśmy w związku od 3. Nie brakowało w niej niczego. Była czułość, wyrozumiałość, zrozumienie, empatia, wspólne zaspokajanie potrzeb fizycznych jak i emocjonalnych. Tutaj nie było czegoś jak w większości tego typu sytuacji, gdzie kobieta już się przygotowuje do rozstania. To spadło na nią jak grom z jasnego nieba.</span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Wiem też, że zasada braku kontaktu nie będzie dobra, no bo w jaki sposób to ma mi niby pomóc? Samo ma się wszystko naprawić? Samo się przecież nie zadzieje - samoistnie do mnie przecież nie wróci. Wydaje mi się, że odpowiednia forma kontaktu jest tutaj potrzebna a nie jego brak, bo jak przestanę się do niej odzywać, to ona całkowicie się ode mnie odsunie. Wiem jak to brzmi - jakbym wszystko wiedział, natomiast wewnętrznie tak czuję, że muszę jakoś z nią ten kontakt utrzymywać ale nie wiem jak.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Bo przecież nie napisze „hej co tam?”. To musi być czymś podyktowane. Musi być jakiś powód stojący za tym, tylko nie wiem jaki.<span> </span></span>
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	 
</p>

<p style="color:#000000;font-size:17px;">
	<span style="font-size:17px;">Mam coraz większy mętlik w głowie, bo z jednej strony wiem co powinienem zrobić, ale nie wiem jak to zrobić i od czego zacząć.<span> </span></span>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">54016</guid><pubDate>Thu, 04 Jun 2026 20:22:10 +0000</pubDate></item><item><title>By&#x142;em z kim&#x15B; okropnym - opowie&#x15B;&#x107; ku przestrodze</title><link>https://www.nerwica.com/topic/45637-bylem-z-kims-okropnym-opowiesc-ku-przestrodze/</link><description><![CDATA[
<p>
	Dzień dobry szanowni państwo, piszę tę wiadomość dla was ku przestrodze przed toksycznymi osobami. Zacznijmy może jednak od końca – zmarnowałem 5 i pół roku z pewną kobietą tak złą, że w zasadzie nie jestem w stanie po tym wszystkim nazywać jej człowiekiem. I choć poznałem wielu złych ludzi, nikt się do niej nawet nie umywał. I tak, byłem totalnym frajerem który widział to, ale nie chciał widzieć. Strach przed samotnością sprawiał, że postanowiłem się męczyć aby tylko nie zostać sam jak palec. Ostatecznie i tak zostałem, tyle że nacierpiałem się zupełnie niepotrzebnie, co skończyło się dla mnie końskimi dawkami leków, prawie udaną próbą samobójczą (służba zdrowia czasem działa lepiej niż moglibyśmy się tego spodziewać), doszczętnie zszarganą opinią publiczną, utratą wszystkich znajomości, a także stwierdzonym przez psychiatrę PTSD.
</p>

<p>
	Na początku było może i fajnie, bo wydawała mi się być miłą, wrażliwą dziewczyną. Czy byliśmy sami czy w jakimś innym towarzystwie, zawsze taka była, poza jednym wyjątkiem. Jej najlepszą przyjaciółką. Przy niej totalnie jej odbijało, zachowywała się jak niespełny rozumu pustak, potrafiła mnie wyśmiewać i szydzić z tych samych słów i zwrotów, które poza słuchem tej „koleżanki” wyraźnie doceniała i lubiła. Cały czas starała się zgrywać dorosłą, a dobra była tylko wtedy kiedy było dobrze. Kiedy było źle, nigdy nie było rozmowy, ani jednego razu. Potrafiła tylko krzyczeć, obrażać i wymuszać płacz, a także nie odbierać moich telefonów czy zupełnie ignorować moje wiadomości. Regularnie mnie blokowała na wszystkich mediach tylko po to, żeby za kilka dni odblokować i udawać, że zupełnie nic się nie stało. Ale dawałem się tym jej sztuczkom, bo od razu zgrywała miłą, łasiła się, mówiła mi wszystko to co chcę usłyszeć. Zaczynała też szukać powodów problemów we wszystkim tym co lubię i lubiłem i ochoczo mi tego zakazywała – gier, wyjść na piwo z kolegą, rozwijania pasji, a kiedyś nawet… ćwiczeń fizycznych. Cały czas starała się owinąć mnie wokół palca. I jej się to udawało.
</p>

<p>
	Podczas awantur zapędzała się regularnie coraz dalej, no bo zdołała poznać moje wszystkie słabości i je przeciwko mnie wykorzystać. Nikt nigdy nie jechał mi po emocjach tak jak właśnie ona. Krzyczała, czasem szarpała za włosy, obrażała („ty p***o”, „ty ch**u”), wygrzebywała brudy z przeszłości (dosyć smutnej – dręczenie w gimnazjum, szpital psychiatryczny, a nawet plotki rozsiewane przez te same osoby, które kiedyś nie dawały mi żyć), a wszystko to komentowała dosadnie „ale to prawda!”. Przez pewien okres mnie nawet… biła. Rodzice mnie wychowali tak, abym nigdy nie uderzył kobiety, dlatego trzymałem nerwy na wodzy. Kiedyś, jak zaczęła drapać pazurami po twarzy i gryźć w ręce, oddałem jej w ramię, lekko, żeby zrozumiała że to nie jest przyjemne. Takiej wiązanki na swój temat nigdy nie usłyszałem, a ciche dni trwały z 2 tygodnie, aż wreszcie sama mnie odblokowała i się odezwała. Niby zrozumiała przekaz bo już nigdy nie podniosła na mnie ręki, ale i tak w nerwach potrafiła mi przypomnieć to jedno lekkie uderzenie kompletnie pomijając fakt tego, co sama mi robiła. Problem był w tym, że moi rodzice ją polubili, zresztą nie tylko oni. Świetnie się maskowała, a demon wychodził z niej tylko wtedy, kiedy nie było żadnych świadków – tak jakby to planowała. Przy znajomych ograniczała się tylko do strzelenia focha o byle co i wyjścia z wyłączonym telefonem… i weź tu jej człowieku szukaj potem pod wieczór martwiąc się czy nie chce zrobić nic głupiego albo czy ktoś jej nie zaczepi.
</p>

<p>
	Każda kłótnia w której to ja byłem według niej winny miała też taki finał, że angażowała w to wszystkich – znajomych, swoją rodzinę, nawet moją. I wszyscy mnie potem ochrzaniali. A kiedy to ona zawiniła to cóż, udawała że nic się nie dzieje, tuliła się i gadała „to było dawno, zapomnijmy o tym”. ZAWSZE. Po kilku latach, może dwóch czy trzech, zwykła również ze mną zrywać, średnio raz na 2-3 tygodnie, czasem częściej, czasem rzadziej. A potem leciała tylko z tekstem że to było głupie i że już nieważne bo mówiła to w nerwach… co nie przeszkadzało jej tego notorycznie powtarzać. Pamiętam też, że praktycznie nigdy mnie nie przepraszała, nawet pomimo jawnej winy. To znaczy owszem, mówiła przepraszam jak nadepnęła mi na but, szturchnęła mnie ręką albo ubrudziła napojem czy jedzeniem, ale w rzeczywiście ważnych sprawach nigdy. Powiedziała, że nigdy nie przeprosi bo „nie będzie się przede mną płaszczyć”.
</p>

<p>
	Nie lubiła moich kolegów i teoretycznie zabraniała mi się z nimi spotykać. To znaczy owszem, mogłem wychodzić, tyle że rezultat tego był oczywisty – foch. Trudno, straciłem te kontakty i do dziś ich do końca nie odnowiłem. Ale hej, miałem ją, wszystko miało być super ekstra, twierdziła że kocha, a ja frajer w to wierzyłem. I żeby być szczery, nawzajem nie lubiliśmy swojego towarzystwa. Ona moich kolegów bo przy nich byłem roześmiany i wyluzowany, ja jej bo mieli na nią zły wpływ – to oni w końcu chcieli żeby mnie zostawiła, a w pewnym momencie zerwali z nią znajomość twierdząc „on albo my”. Ja nigdy nie kazałem jej wybierać, ale tego nie zauważała.
</p>

<p>
	Chciała być pedagogiem i nawet poszła na takie studia, ale była i jest totalnie wybiórcza i dwulicowa. Jeżeli kogoś polubiła, była super. Jeżeli nie, udawała że go nie widzi i traktowała z jawną pogardą. Kiedyś na przykład na jakimś weselu czy innej imprezie rodzinnej zbywała mojego 7 letniego kuzyna tylko dlatego, że nie lubiła mojej kuzynki. Było mu przykro, bo pytał potem „czy ta pani się na mnie gniewa”. Świetny powód. Sama sobie wybierała kto zasługuje na jej uznanie a kto nie i robiła to w bardzo pokręcony sposób. A tego wszystkiego było jeszcze więcej. Kiedyś ustaliliśmy deal – zawsze kiedy wychodzimy to się o tym informujemy żeby się o siebie nawzajem nie martwić. Ja mówiłem jej wszystko, nawet gdy wyskoczyłem na 5 minut do sklepu po piwo czy coś do jedzenia. A ona tego nie robiła. Wiele razy potrafiłem ją spotkać jak jechała samochodem z miasta albo do miasta, a nie tak dawno odezwał się do mnie stary znajomy i po prostu pogadaliśmy jak kumple. Jaki ma to związek? Taki, że mówił mi że wielokrotnie widział ją z innymi osobami czy w barach czy miejscach publicznych i dziwił się, że jest ona tam beze mnie. Robiła mnie w konia i okłamywała przez cały czas. Cały związek!! I nie, to nie jest koniec tego wszystkiego.
</p>

<p>
	Na początku, wracając raz jeszcze, była miła i dało się z nią uzgodnić wiele rzeczy, ale w miarę jak „dorastała” (tylko prawnie, na pewno nie na umyśle), robiła się coraz gorsza. Po skończeniu 18 lat każda moja uwaga czy pytanie czy zastrzeżenie kończyły się „odwal się, jestem dorosła, mogę robić co chcę”. Potem odbiła jej szajba jak poszła do nowej szkoły, potem znowu na studiach – była nie do zniesienia, pojechała nawet na jakiś tydzień pomieszkać u koleżanki (o ile to była w ogóle koleżanka) mówiąc mi o tym dopiero przedostatniego dnia – a potem gdy spotkała się z Chodakowską i jej „ambasadorkami”. Wtedy zmiana w jej zachowaniu była już tak ogromna, że ta kobieta z którą byłem nie przypominała W OGÓLE tej z którą zacząłem związek. Wredna, opryskliwa, pusta. Kiedyś z szacunkiem do siebie i nieśmiałymi fotkami, zaczęła zaśmiecać swoje konto na Instagramie zdjęciami półnago, w staniku sportowym, w majtkach, nawet w bikini na basenie. Mimo, że umówiliśmy się kiedyś, że nie będzie robiła takich rzeczy bo… no czy naprawdę muszę to tłumaczyć? Chcielibyście widzieć waszą miłość i waszego aniołka półnagiego w necie?! Nikt by nie chciał! W momencie kulminacyjnym widziałem wstawioną fotkę z wypiętym tyłkiem. Serce pękało.
</p>

<p>
	W chwili wpadnięcia w najgorsze towarzystwo kompletnie mu uległa – zawsze zresztą zachowywała się tak samo jak jej wszystkie inne aktualne psiapsióły. A dodam, że zmieniała „najlepsze koleżanki” jak rękawiczki, praktycznie non stop. Było ich z jakieś 10 na przełomie tych kilku lat jak byliśmy razem. Kiedyś, z racjonalnie myślącej dziewczyny z szacunkiem do siebie stała się wyuzdaną wojującą lewaczką-feministką. Postanowiła, jak jej idolka Chodakowska, zrobić sobie kiedyś sztuczne cycki, mimo że była naturalnie piękna i atrakcyjna. Miała fantastyczny brzuch ale nigdy go nie lubiła, jak mi mówiła. Wstydziła się go i zakrywała rękoma nawet podczas seksu. Ale „ambasadorki” sprawiły, że nie widziała problemu w upladowaniu jego zdjęć na instagrama. Dobra, może go polubiła w końcu… ale nadal mówiła mi dokładnie to samo co przedtem. Wiedziała również, że tatuaże u kobiet kojarzą mi się bardzo źle i że przysięga na wszystko że nigdy nie zrobi. Mówiła, że kiedyś chciała ale „zmądrzała” bo była, jak stwierdziła, „rozpuszczoną gówniarą”. Ta przysięga była dla nas najważniejsza, a może raczej dla mnie, bo obiecała że nawet jeżeli się rozstaniemy, nigdy sobie tego nie zrobi. I nic, zrobiła 3 a jak ją znam to i więcej. To był dopiero ból.
</p>

<p>
	Na domiar złego, zdradzała mnie przez ostatnie lata związku. Raz nawet posunęła się do tego, że na jednym koncercie na którym byliśmy razem… przelizała się z jednym gościem kiedy ja byłem za ścianą, wewnątrz. Każdy znajomy który tam był i to widział potwierdzał to, informacja się rozeszła i każdy wiedział że jestem zwykły rogacz, ale nie, ona do samego końca zapierała się że nic takiego nie miało miejsca. Nie mówiąc już o tym, że do moich uszu doszły inne ekscesy i że raz nawet sama, chyba przez przypadek, wysłała mi na snapchacie zdjęcie jak się przytula z jednym kolesiem. A ja, głupi frajer, dałem jej szansę. Z tą różnicą, że powiedziałem jasno – nigdy więcej seksu bo się brzydzę, nie wiem kto tam jeszcze był.
</p>

<p>
	W końcu rzuciła mnie jak śmiecia, poblokowała wszędzie i do widzenia. Ani razu nie odebrała telefonu, nie porozmawiała twarzą w twarz, nie zakończyła tego jak człowiek – zerwała przez Gadu Gadu. Starałem się mimo tego o nią walczyć, wiecie? Debil… Szukałem sposobu na rozmowę, pytałem jej znajomych, prosiłem o spotkanie i nic. Raz na przykład poczekałem na nią na stacji jak wracała z uczelni żeby to omówić. Mówię „przepraszam że tu jestem ale…” i koniec, uciekła biegiem do samochodu, zamknęła się i odjechała. A potem opowiedziała swoim przyjaciołom, że… wyszedłem do niej z nożem. Mało? Raz przyjechali do mnie „pogadać” z koleżanką i jej chłopakiem. Żeby było jasne, to nie była rozmowa. Wcinali się bez przerwy w moje zdanie i odpowiadali za nią, cały czas. A potem zadzwonili do mojej matki, że wyszedłem do nich z „kolczatką”, czymkolwiek miałaby ona być. Innym razem pojechałem z kwiatami pogadać. Rzuciła tylko „idź stąd”, a potem zatrzasnęła drzwi przed nosem. Nabluzgała mi też przez jej znajomego i ponoć zgłosiła sprawę na policję za… nękanie.
</p>

<p>
	Wreszcie dałem sobie spokój, wpadłem w alkoholizm, przestałem ćwiczyć i o mało co nie zaprzepaściłem swoich studiów. Ale ona ze mną nie skończyła, nie. Zbuntowała wszystkich przeciwko mnie, praktycznie każdego wspólnego znajomego i wszystkich jej znajomych. Narobiła dymu w jednym z dwóch pubów do którego lubiliśmy kiedyś przychodzić że jestem taki a taki. Przez nią nie tylko straciłem kilku kumpli, kuzynkę i kontakt z kilkoma postronnymi osobami widywanymi np. na koncertach, ale i odwrócili się ode mnie wszyscy ci, których znaliśmy oboje. Nawet ostatnio szedłem, tak wyszło, za nią i jej koleżanką na ulicy po chodniku. Koleżanka się odwracała, aż wreszcie była się odsunęła a tamta „o co ci k***a chodzi”. O to, że chcę przejść, chodnik jest wspólny!! Mało? Nie... Pamiętam, że dostałem od niej kiedyś uroczy prezent na urodziny, samoróbkę. Pudełko, w którym było 365 małych karteczek dlaczego mnie „kocha”. Przypomniałem jej o tym i usłyszałem bezczelnie, że „to było dawno i się nie liczy”. To było napisać datę przydatności a nie wykorzystać moją naiwność…
</p>

<p>
	Lubiła też robić z siebie ofiarę i pokazywać całemu światu, jaki to jestem zły. Jak się wściekała, pisała mi potworne i okrutne rzeczy, waliła poniżej pasa. Prowokowała, krzywdziła. A kiedy pękałem płacząc przed monitorem, rzucała tylko że jestem ciotą czy cipą. Kasowała także swoje wiadomości i zostawiała tylko i wyłącznie moje. Jak inni patrzyli wówczas na mnie i na nią jest chyba oczywiste… Notorycznie wyniszczała mnie psychicznie, wiedziała jak boli blokowanie i cisza. Niejednokrotnie potrafiła odblokować mnie, zostawić jakąś wiadomość żeby mnie skrzywdzić, zmusić do rozpaczy i wywołać poczucie winy, a potem znowu zablokować żebym nie mógł odpisać. „Koniec z tym” albo „to już nie ma sensu” sprawiały, że miałem ochotę umrzeć bo bałem się jak debil o nią, że chce zrobić sobie krzywdę. Nic jej to nie obchodziło. Jeździła do koleżanki a mnie zostawiała w rozsypce. Nikt nigdy mnie gorzej nie traktował. Do tego mnie jeszcze szantażowała. Zrób to a tamto a się potnę albo że z nami koniec.
</p>

<p>
	Próbowała też szczuć moją rodzinę na mnie, korzystała z gabinetu mojej mamy za free (prowadzi gabinet kosmetyczny), pożyczała pieniądze („wisi mi” dobre kilkaset złotych i i tak wiem, że ich nie odzyskam), a gdy było źle to zawsze udawała niewiniątko i potem przez kilka dni dostawałem ochrzan od rodziców, cioci, babć, dziadków. Że jaki ja muszę być dla niej zly… dopiero po tym, jak zobaczyli jaka naprawdę jest, wszyscy mnie szczerze przeprosili za to, że dali się jej omamić. Powiedzieli, że cieszą się że wyszło jak wyszło bo dzięki temu zmarnowałem tylko 5 lat a nie resztę życia z kimś tak toksycznym.
</p>

<p>
	To tyle z tego co pamiętam. Nie piszę tego na trzeźwo ani spokojnie, bo choć rozstanie było prawie rok temu, nadal się z tego nie obudziłem, nadal to wszystko mnie boli, nadal mam koszmary i „flashbacki”. I nie, nie tęsknię, nie chcę jej z powrotem – szczerze nienawidzę i jestem pełen żalu i caly czas czekam, aż wreszcie karma do niej wróci i odczuje na sobie sprawiedliwość. Ale to się nie dzieje… Jestem teraz totalnym wrakiem, bo nie potrafię już nikomu zaufać. Gdy tak bliska osoba bez przerwy mnie raniła i wbijała noże w plecy, odsuwam podświadomie od siebie wszystkich i boję się zawrzeć jakąkolwiek znajomość. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę zdolny do wejścia w relację. Boję się i nikomu nie ufam, nie potrafię żyć. Ogień tego wszystkiego nadal nie wygasł i wciąż spopiela mnie od środka, zostawia tylko skorupę. Jestem przerażony tym, że nic a nic się nie poprawia i nadal mnie to nie odpuszcza. Nie wiem gdzie szukać pomocy, gdzie szukać sprawiedliwości, co zrobić aby wrócić do żywych i wstać z kolan. Nie potrafię.
</p>

<p>
	Według mojego lekarza, był idealny przykład nie tylko związku toksycznego, ale i psychicznego znęcania się. Ale po tym wszystkim to, według otoczenia, JA jestem tym złym a nie ona. Dlatego piszę to ku przestrodze do was wszystkich. Jeśli zobaczycie w swoich relacjach takie zjawiska jakie opisałem, zerwijcie je w cholerę – nic dobrego z tego nie wyjdzie a oszczędzicie sobie cierpienia i zdrowia. Jeśli możecie i czujecie taką potrzebę, prześlijcie to dalej. Chcę ochronić przed tym jak najwięcej osób. Pozdrawiam i obyście nigdy nie trafili na takich „ludzi”
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Bardzo proszę o pomoc, co z tym robić, jak walczyć, jak zacząć żyć <img alt=":(" data-emoticon="" height="15" src="//nerwica-forum.wpcdn.pl/emoticons/icon_sad.gif.9de714779fb1ccf043b9812ba2483ccf.gif" title=":(" width="15"> I błagam, nie każcie mi "wypier..." bo już raz mnie tak pogoniono, sam się boję teraz wstawiać ten post że potraktujecie mnie podobnie <span><img alt=":(" data-emoticon="" height="15" src="//nerwica-forum.wpcdn.pl/emoticons/icon_sad.gif.9de714779fb1ccf043b9812ba2483ccf.gif" title=":(" width="15"><br>
	Pozdrawiam <span><img alt=":(" data-emoticon="" height="15" src="//nerwica-forum.wpcdn.pl/emoticons/icon_sad.gif.9de714779fb1ccf043b9812ba2483ccf.gif" title=":(" width="15"></span></span>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">45637</guid><pubDate>Thu, 12 Nov 2020 13:40:31 +0000</pubDate></item><item><title>Kiedy rozw&#xF3;d jest zdrowy?</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53868-kiedy-rozwod-jest-zdrowy/</link><description><![CDATA[<p>
	I czy w ogóle można tak określić rozejscie rodziny...
</p>

<p>
	Lepiej gdy dziecko małe czy duże?
</p>

<p>
	Dziecko cierpi bardziej jak się rodzice kłócą czy jak przestają ze sobą być?
</p>

<p>
	Jak znosi późniejsze "dzielenie się" jego czasem?
</p>

<p>
	Spoufalacie dziecko z nowym partnerem i przyszywanym rodzeństwem czy raczej na dystans?
</p>

<p>
	Jakie są obciążenia dla dziecka, mi się wydaje że dziecko nawet jak cierpi to o tym nie powie. Czy to kiedy rodzice się kłócą A dziecko wtedy wchodzi w rolę martwiacego się rodzicami dorosłego.... czy też kiedy cierpi bardziej z powodu zawalenia się takiego archetypu i autorytetu rodziny jaki miało.....
</p>

<p>
	Jakie są wg was powody które usprawiedliwiają rozwód?
</p>

<p>
	Zauważyłam też taką tendencje że bardzo często ktoś kto się rozwiodl sam ma rodziców po rozstaniu
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53868</guid><pubDate>Thu, 16 Apr 2026 20:47:34 +0000</pubDate></item><item><title>Kilkuletnie dr&#x119;czenie przez doros&#x142;&#x105; siostr&#x119;</title><link>https://www.nerwica.com/topic/50955-kilkuletnie-dreczenie-przez-dorosla-siostre/</link><description><![CDATA[<p>
	Mam 33 lata, siostra ma 24 lata, od ponad 3 lat mnie ustawicznie dręczy, z reguły psychicznie i werbalnie (np. dość często nazywa "zj****", "ku***", stalkuje w pewien sposób, "z uporem maniaka" zaczepia, jak katarynka powtarzając te same uwagi). Rodzina NIC nie potrafi z tym zrobić. 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Mam diagnozy zespołu Aspergera, mieszanych zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, zaburzeń schizotypowych, od jesieni 2008 r. mam kontakty z psychiatrami i diagnozę. Od drugiej połowy 2015 r. mam umiarkowany stopień niepełnosprawności na schorzenie czy schorzenia specjalne i rentę socjalną. Jestem szczególnie "dziwacznym" człowiekiem, nieprzystosowanym do dorosłego życia.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Rodzice, siostra, brat i ja mieszkamy w jednym domu, każdy ma swój pokój, ja z siostrą mieszkamy po dwóch stronach ściany. Już ponad trzy lata temu zadzwoniłem na Niebieską Linię (np. w związku z agresywnym, przemocowym zachowaniem taty wobec siostry późną jesienią 2021 r., późnym wieczorem pewnego listopadowego dnia siostra narzekała, że tata nie zamknął drzwi na parterze czy zbyt głośno je zamknął, wywiązała się z tego długa awantura, w której oczywiście tata miał oczywistą przewagę siły, zabrał siostrze telefon, następnego dnia siostra wyszła bez kurtki i telefonu i nie wiedzieliśmy, gdzie jest, po rozmowie telefonicznej zdecydowałem się zadzwonić na policję w związku z niepokojącą sytuacją (siostra wręcz zaginęła na kilka godzin po porannych czy okołopołudniowych sprzeczkach z tatą), na szczęście się odnalazła szybko, ale tata strasznie agresywnie zachowywał się wobec mnie po "akcji" z policją (przynajmniej werbalnie i psychicznie)).
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Boję się wyrobić rodzinie Niebieską Kartę, nie chcę pogorszenia warunków życia czy problemów życiowych bądź prawnych któregokolwiek z członków rodziny. Mama bardzo często zachowuje się wulgarnie czy agresywnie, przeważnie werbalnie lub psychicznie, jej córka mogła się tego od niej "nauczyć". 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Nie wiem, czy siostra nie ma jakiegoś niezdiagnozowanego zaburzenia psychicznego czy neuroatypowości (może nawet klinicznego spektrum autyzmu). Do kwietnia przez ponad trzy i pół roku chyba nie miała dochodu i nie uczyła się, bardzo mało wychodziła poza najbliższą okolicę, ale na szczęście kilka tygodni temu zaczęła regularnie jeździć w dni robocze, zapewne na staż lub do pracy. O siostrze wiem bardzo mało. Nie wiem, jaki kierunek studiów studiowała płatnie i zaocznie przez Internet w weekendy chyba przez dwa semestry po maturze z 2020 roku. Nie wiem, czy ma możliwość płacenia bezgotówkowego. Ma liceum i maturę, ale nie ma tytułu licencjata, inżyniera czy magistra, nie ma ukończonej szkoły zawodowej czy technikum. Ponad 10 lat temu dostała skierowanie do psychologa (a może nawet i psychiatry), które wyrwała mamie z ręki w placówce medycznej i zwinęła w kulkę. Była wówczas uczennicą pierwszej klasy gimnazjum. Moje kontakty z psychiatrami czy psychologami zaczęły się "na poważnie" w drugiej klasie szkoły średniej, około siedemnastych urodzin.
</p>

<p>
	 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">50955</guid><pubDate>Wed, 25 Jun 2025 16:24:37 +0000</pubDate></item><item><title>Czy zwi&#x105;zek os&#xF3;b o odmiennych pogl&#x105;dach przetrwa?</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53955-czy-zwiazek-osob-o-odmiennych-pogladach-przetrwa/</link><description><![CDATA[<p>
	Światopogląd jest jednak ważny. Nie wiem też jak bardzo ludzie potrafią byc apolityczni w związku a tak naprawdę mieć jakieś poglądy ukrywane a może raczej tlamszone chowane. Myślę że prędzej nawet niż później to może pare poróżnić. A już na pewno rodziców. Wyobrażacie siebie konsensus w sprawie komunii chrztu itp? 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53955</guid><pubDate>Sun, 17 May 2026 10:24:53 +0000</pubDate></item><item><title>Silna potrzeba prawdy i szczerosci</title><link>https://www.nerwica.com/topic/47996-silna-potrzeba-prawdy-i-szczerosci/</link><description><![CDATA[<p>
	Mam cos takiego i to jest glowna rzecz jaka mnie interesuje w relacjach z ludźmi. Od dziecka nie ufalem rodzicom bez szczegolow to zaklamani i egoistyczni ludzie. Do tego bylem przez nich zastraszany. Z tego co zauwazylem moj mlodszy brat nie mial z nimi takich sytuacji i do tej pory jest do mnie negatywnie nastawiony. Z rodzicami utrzymuje sporadyczny kontakt ale kiedy do niego dochodzi to bardzo żle go znoszę. Zdarza mi sie wybuchac w domu na żone i dzieci. Czy macie moze podobne doświadczenia? Robicie cos z tym? 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">47996</guid><pubDate>Sun, 07 May 2023 12:08:26 +0000</pubDate></item><item><title>O toksycznych relacjach</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53916-o-toksycznych-relacjach/</link><description><![CDATA[<p>
	[...]
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53916</guid><pubDate>Sun, 03 May 2026 17:26:40 +0000</pubDate></item><item><title>Nadopieku&#x144;cza matka - toksyczna matka !</title><link>https://www.nerwica.com/topic/8735-nadopiekuncza-matka-toksyczna-matka/</link><description><![CDATA[
<p>Napiszcie jeśli macie taki sam problem jak ja:( Moja mama jest bardzo nadopiekuńcza, nie pozwoliła mi dorosnąć mimo, że mam już 24 lata. W dzieciństwie niemal nie mogłam wychodzić z domu sama, jak byłam natolatką nie było mowy o spotykaniu sie z przyjaciółmi, każdy telefon od znajomeo był ściśle przedyskutowywany, moje sprawy były zawsze na domowym piedestale, musiałam zwierzać się ze wszystkiego! Przy tym były urządzane straszne awantury, ze szlochaniem, waleniem pięściami w stół, wrzaskami i udawaniem zawałów serca. Mama z babcią (ojciec za nas zostawił) potrafiły zrobić piekło w domu gdy koleżanka chciała żebym wyszła z nią na herbate w środku dnia, czy gdy chciałam zaprosić kolegę do domu na chwilę. Powody częstycz awantur były błache (chęć skrócenia włosów, rozmowa nie z tym kolegą co by chciały) a czasmi zupełnie nie było powodu. Zawsze byłam uważana za wyrodną córkę, która napeno zostawi matkę na starość, za nawiedzoną, opentana przez szatana i chorą psychicznie. Powodów nie miały żadnych: nie paliłam, nie brałam narkotyków, alkocholu, nie należałam do żadnej sekty, nie uciekałam z domu, nie pyskowałam, byłam raczej cicha, zamknięta w sobie, nie miałam zbyt wielu znajomych, nie chodziłam na dyskoteki. W sumie tak mnie "obezwładniły" że nawet nie miałabym jak robić cokolwiek złego, więc byłam raczej łatwa w wychowaniu i bardzo posłuszna. Więcej przykładów opisuje w moim blogu, gdyby ktoś chciał poczytać to daje linka: <a href="http://toksycznamatka.blog.pl/" rel="external nofollow">http://toksycznamatka.blog.pl/</a></p>
<p> </p>
<p>Nie potrafię nienawidzić ich za to, bo jednak było więcej takich chwil, kiedy była zgoda, było fajnie w domu, bezpiecznie, mama była pomocna. Nawet nie śmiałabym zażucic im (mamie, babci) wprost, że mam do nich żal, bo dla nich to co robiły było normalne, było przejawem opieki i troski... </p>
<p>A ja czuję się jak małe, nieporadne, trzęsoce się dziecko, mimo swoich 24 lat. Jestem niezaradna i strachliwa, nie potrafiłabym poradzić sobie w życiu sama, nawet gdybym sie postanowiła zbunować i wyprowadzić...</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">8735</guid><pubDate>Sun, 17 Jan 2010 13:14:08 +0000</pubDate></item><item><title>L&#x119;kowy styl a zdrowa komunikacja</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53908-lekowy-styl-a-zdrowa-komunikacja/</link><description><![CDATA[<p>
	Usiłuję się doedukować i rozwiązać problem, który dotąd był dla mnie niewidoczny. Czuję się momentami jak Pierścień Saurona: „jeden, by wszystkie zjednoczyć i w ciemności związać”.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Moje relacje mają powtarzalny schemat: błyskawicznie wchodzę w ciężkie, egzystencjalne tematy. Szukam osób, które identyfikują się z mrokiem. Te głębokie wywody budują szybką, ale krótką fascynację. Ja brnę w to dalej, ale po drugiej stronie w pewnym momencie kończą się zasoby. Wtedy zaczyna się asymetria: rośnie przestrzeń, w której mówię tylko o sobie, a kurczy się przestrzeń drugiej osoby – mimo że staram się pytać i zachęcać do otwarcia. W końcu następuje dystans i koniec. Nie widziałem tego mechanizmu, dopóki ktoś mi go dosadnie nie pokazał.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Do tego dochodzi lęk przed opuszczeniem i rozpaczliwe zabieganie o uwagę. Im większy jest unik drugiej strony, tym intensywniejsza staje się moja pogoń. Najgorsze jest to, że moment, w którym ktoś zaczyna umykać, zbiega się z powstaniem w mojej głowie konstrukcji, w której mam już zaplanowaną wspólną przyszłość.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Mam dwa pytania:
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Jak w praktyce wygląda prawidłowa, zdrowa komunikacja (moja wyniesiona z domu była przemocowa)?
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Gdzie to ćwiczyć „na żywym organizmie” tak, aby nikt nie ucierpiał przez moją intensywność?
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Nad samooceną już pracuję, ale czuję, że to za mało.
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53908</guid><pubDate>Sat, 02 May 2026 07:10:58 +0000</pubDate></item><item><title>Notoryczny ghosting po randce - tell me why.</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53841-notoryczny-ghosting-po-randce-tell-me-why/</link><description><![CDATA[<p>
	Niech ktoś mi wyjaśni, dlaczego ludzie na portalach wypowiadają się o mnie dosyć często w superlatywach i to czasem nawet takich przesadnych, że zaczynam się niepokoić.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Twierdzą, że bardzo miło i przyjemnie się ze mną pisze, że jestem ciekawy, że bardzo im się podobam i chcą mnie koniecznie poznać i inne bździuchy.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Tylko, że tego w praktyce w ogóle nie widać. Rozmowy w 99% przypadków muszę inicjować i podtrzymywać sam. Jak tylko przestanę pisać, to kontakt się urywa. Naprawdę rzadko się zdarza, żeby druga strona inicjowała kontakt.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Jeśli już dojdzie do spotkania, to otrzymuję nierzadko pozytywne słowa końcowe, że na żywo zrobiłem jeszcze pozytywniejsze wrażenie. 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Mówią, że do spisania lub następnego spotkania, bo chcą mieć znajomość lub, by ją dalej rozwijać.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	I tutaj tak samo - kontakt się zupełnie urywa.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Ostatnio zacząłem już mówić wprost, żeby mi nie gadać słodkich i miłych słówek, jeśli są nieprawdziwe i spotkanie ma być pierwsze i ostatnie. Oni na to, że OK, ale to co mówią jest naprawdę szczere i nie kłamią.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	I co? Ghost tak czy siak.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Jednemu się wprost przypomniałem kilka dni później o sobie, to powiedział, że absolutnie nie urwał kontaktu ze mną i jak mogłem wpaść na to, że mnie olał. No i od tamtej pory już minęło 5 miesięcy, a kontakt w ogóle nie istnieje <img src="https://cdn.jsdelivr.net/gh/twitter/twemoji@14.0.2/assets/72x72/1f917.png" class="ipsEmoji" alt="🤗">
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Ja już nie wiem czy ja trafiłam na jakieś zaburzone osoby czy może celowo się ze mną bawią?
</p>

<p>
	 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53841</guid><pubDate>Fri, 03 Apr 2026 09:52:01 +0000</pubDate></item><item><title>Ponadprzeci&#x119;tna inteligencja koreluje z wi&#x119;ksz&#x105; samotno&#x15B;ci&#x105;?</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53867-ponadprzecietna-inteligencja-koreluje-z-wieksza-samotnoscia/</link><description><![CDATA[<p>
	Jakie macie zdanie? Czy widzicie u osób bardziej inteligentnych skłonność do izolacji? A może sami macie nieco większe IQ i czujecie, że inni nie nadążają za wami więc zostawiacie ich daleko w tyle?
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Czytałam nieco o tym i faktycznie ludzie bardziej inteligentni nie odnajdują się w gronie przeciętnych. Męczy ich small talk i jakieś bzdury. No cóż. Większość społeczeństwa jest tępa. Szuka taniej rozrywki i zaspokaja się głupotami. A ci z wyższym IQ mają inne preferencje. Nie znajdują równych sobie, więc szukają radości w swoich myślach, książkach i innych zainteresowaniach. Jeśli trafia na swojego, to mają szczęście. I mają kilka bliskich osób. Relacje te są głębokie i ważne. No ale większość cieszy sie, gdy ma setki znajomych na fejsbuku (wg mnie tragiczna społecznościowka) i ma radoche z oglądania tiktoka. No i jak tu przyjaźnić się takimi osobami? Przyszłość narodu, no. 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Inteligencja a samotność. Nie znaczy to, że bardziej inteligentni mają słabsze umiejętności społeczne. Chodzi o brak ludzi na podobnym levels mentalnym.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	A Wy co uważacie?
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Zapraszam do dyskusji. Tylko bez dram <img src="https://cdn.jsdelivr.net/gh/twitter/twemoji@14.0.2/assets/72x72/1f606.png" class="ipsEmoji" alt="😆">🩷<img src="https://cdn.jsdelivr.net/gh/twitter/twemoji@14.0.2/assets/72x72/1f338.png" class="ipsEmoji" alt="🌸">
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53867</guid><pubDate>Thu, 16 Apr 2026 09:48:16 +0000</pubDate></item><item><title>Czy facet ze spektrum autyzmu ma szans&#x119; na zwi&#x105;zek?</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53773-czy-facet-ze-spektrum-autyzmu-ma-szanse-na-zwiazek/</link><description><![CDATA[<p>
	Jak myślicie czy mając lekki zespół Aspergera można zostać mężem, a nawet ojcem? U mnie ZA objawia się głównie problemami z kontaktami z ludźmi. Jestem małomówny, nietowarzyski i dobrze jest mi samemu, jestem jednak koleżeński i sympatyczny. Nie rozumiem sarkazmów i niektórych typów żartów. Jestem typem wrażliwca. Mam trochę nadwrażliwość sensoryczną, więc nigdy nie poszedłbym na koncert czy dyskotekę. Mam jednak problem z męskością, bo nie czuję się pewny swojej męskości. Sens jest taki, że mnie pociąga tradycyjna męskość i jej rola, jednak nie zostałem jej nauczony, bo ojciec w sumie mnie to go nie nauczył, z resztą jego męskość była zaburzona.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Teraz zastanawiam czy ktoś mi może w tym pomóc czy się będę ,,nadawał,,? Seksuolog, psycholog czy bardziej psychoterapeuta czy może na własnym tyłku mam się przekonać?
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53773</guid><pubDate>Sun, 01 Mar 2026 17:42:42 +0000</pubDate></item><item><title>Wysoki poziom samotno&#x15B;ci, mimo pozornej hiper&#x142;&#x105;czno&#x15B;ci. Brak zaanga&#x17C;owania w relacji.</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53858-wysoki-poziom-samotnosci-mimo-pozornej-hiperlacznosci-brak-zaangazowania-w-relacji/</link><description><![CDATA[<p>
	<em>W erze internetu i mediów społecznościowych wiele osób doświadcza wyższego poziomu samotności. Tzw. "paradoks połączenia" - ludzie są dostępni online, a jednocześnie raportują poczucie izolacji i brak głębokich więzi.</em>
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<em>Według WHO 1 na 6 osób na świecie doświadcza znaczącej samotności. W USA około 50% dorosłych deklaruje mierzalny poziom samotności. Wśród młodych (18 -25 lat) odsetek ten sięga nawet 61% w niektórych badaniach.</em> W Polsce i Europie młodzi deklarują samotność nawet w 40%.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<em>Dlaczego internet i social media przyczyniają się do samotności?</em>
</p>

<p>
	 
</p>

<ul>
	<li>
		<em>powierzchowne vs. głębokie połączenia - Interakcje online ( lajki, komentarze, stories) dają iluzję bliskości, ale brakuje w nich elementów kluczowych dla satysfakcjonującej relacji: kontaktu wzrokowego, tonu głosu, dotyku czy spontanicznej obecności. To prowadzi do zjawiska "connected but alone".</em>
	</li>
	<li>
		<i>porównywanie się i FOMO - algorytmy promują idealizowane wizerunki życia innych, co nasila poczucie niewystarczalności i wykluczenia. Badania wskazują, że bierne przeglądanie koreluje z wyższym poczuciem samotności.</i>
	</li>
	<li>
		<em>czas i jakość interakcji - Im więcej czasu poświęca na media społecznościowe, tym mniej pozostaje go na relacje twarzą w twarz. Badania pokazują, że zarówno aktywne jak i pasywne korzystanie z social mediów również koreluje z wyższą samotnością.</em>
	</li>
	<li>
		<em>wpływa na różne grupy wiekowe - Najsilniejszy negatywny efekt obserwuje się u młodzieży i młodych dorosłych, ale dotyczy osób w średnim wieku. </em>
	</li>
</ul>

<p>
	 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<em><strong>Ludzie coraz częściej unikają lub ograniczają zaangażowanie w relacje związkowe oraz przyjacielskie, co stanowi jeden z wyraźnych trendów psychologicznych i społecznych  w 2026r. </strong></em>
</p>

<p>
	<em>Jest to zjawisko wieloczynnikowe, wynikające z połączenia czynników psychologicznych, kulturowych, ekonomicznych i technologicznych.</em>
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<em><strong>Powody:</strong></em>
</p>

<p>
	 
</p>

<ul>
	<li>
		<em>Strach przed zranieniem i unikanie podatności: Wiele osób doświadcza lęku przed odrzuceniem, zranieniem emocjonalnym lub utratą kontroli. Styl przywiązania unikający prowadzi do wycofywania się, gdy relacja staje się bliższa - nawet jeśli na początku wydaje się obiecująca. Osoby te często wybierają powierzchowne kontakty, aby uniknąć pełnej intymności emocjonalnej. Trauma z przeszłości wzmacnia mechanizm obronny w postaci emocjonalnego wycofywania. Relacja postrzegana jest jako zagrożenie do autonomii lub bezpieczeństwa.</em>
	</li>
	<li>
		<em>Paradoks wyboru i zmęczenie randkowaniem: Aplikacje randkowe i social media oferują pozornie nieograniczoną liczbę opcji, co prowadzi do paraliżu decyzyjnego. Ludzie obawiają się "zadowolenia się" kimś gorszym, gdy "ktoś lepszy moźe być tylko jeden swipe dalej". Powtarzające się rozczarowania, ghosting, breadcrumbing czy orbiting powodują wypalenie się emocjonalne. W efekcie wielu rezygnuje z aktywnego poszukiwania głębszych relacji, wybierając samotność jako mniej bolesną alternatywę.</em>
	</li>
	<li>
		<i>Priorytet rozwoju osobistego, kariery i stabilności finansowej: Szczególnie pokolenie Gen Z i młodszych millenialsów odkłada relacje na później. Skupiają się na budowaniu niezależności finansowej, zdrowia psychicznego i rozwoju osobistego przed podjęciem zobowiązań. Kobiety coraz częściej zauważają, że relacja nie zawsze dodaje wartości do ich życia, a czasem zwiększa obciążenie. Mężczyźni z kolei mogą doświadczać spadku pewności siebie z powodu braku wczesnych doświadczeń randkowych.</i>
	</li>
	<li>
		W<em>pływ sociali (o tym już było wyżej)</em>
	</li>
	<li>
		<em>Brak umiejętności społecznych i odporności emocjonalnej: Wielu młodym dorosłym brakuje praktycznych kompetencji relacyjnych - radzenia sobie z odrzuceniem, konfliktem, czy budowaniem intymności - z powodu ograniczocnyh doświadzeń w okresie dojrzewania. W efekcjie nawet drobne trudności w relacji wywołują wycofanie zamiast wysiłku naprawczego. Przyjaźnie często gasną powoli przez brak wzajemności i unikanie konfrontacji.</em>
	</li>
	<li>
		<em>Zmiana norm kulturowych i indywidualizm: Współczesna kultura podkreśla autonomię, samorealizację i ochronę zdrowia psychicznego. Relacje postrzegane  są jako potencjalne źródło stresu lub ograniczenie wolności. Wzrost świadomości dotyczącej granic, consent i toksycznych wzorców sprawia, że ludzie stają się bardziej ostrożni, ale czasem nadmiernie - rezygnując z ryzyka bliskości.</em>
	</li>
</ul>

<p>
	 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<strong>Teraz ja. </strong><em>Posiłkowałam się AI Grokiem. Jeśli przeczytałeś całość to dobrze - nie jesteś aż tak leniwy jak większość młodych w tych czasach. Możesz sobie pogratulować <img alt=";)" data-emoticon="" height="15" src="//nerwica-forum.wpcdn.pl/emoticons/icon_wink.gif.1dc69d384ee5c2d68921751dc6975c4f.gif" title=";)" width="15" /> A tak serio... Jeśli chodzi o mnie, to zwykle, gdy ktoś się ze mną kontaktuje i angażuje się w rozmowę, to robię to samo. Lubię ludzi, którzy chcą coś z siebie dać i nie uciekają, gdy pojawi się jakiś drobny zgrzyt. Cenię też szczerość, więc jeśli ktoś coś kombinuje i szuka wymówek jest to czerwona flaga i wtedy mówię, co zaobserwowałam. NIe uciekam bez słowa. No chyba, że ktoś jest mega toksyczny i mnie obraża., Wtedy blokuję bez słowa przeważnie.</em>
</p>

<p>
	<em>Jeśli chodzi o kontakty na żywo, to według mnie jest to inny level. Co innego rozmowa z kimś w internecie, a co innego kontakt prawdziwy i namacalny. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że ludzie różnią się między personą internetową, a prawdziwą twarzą w realu. Ile razy ktoś cwaniakował przez internet, a na żywo okazywał się ciapą. Często tak było, serio. I teraz ważne - wystarczy z kimś pogadać przez telefon i mniej więcej wiadomo na jakich falach obydwoje nadajecie. To pomaga w weryfikacji, bo wielu ludzi w sieci udaje, nie są sobą - a tego nienawidzę. Cwaniakom i pozerom - mówię nie.</em>
</p>

<p>
	<strong>Dalej...</strong><em> jesteśmy samotnim czasem z wyboru. Tak nas kształtuje technologia i obecne czasy. Tego nie da się ukryć. Przykład: Na Świętach Wielkanocnych, na śniadaniu, zaobserowałąm... większość rodziny wyciągnęła telefony. NIektórzy już prawie się nie odzywali, a czasem mówili tylko to, co usłyszeli w mediach. To dla mnie żałosne. Przecież nie jestem na tym spotkaniu, żeby sluchać, co piszą w internecie, czy jakieś wieści z polityki. Mnie to na śniadaniu świątecznym nie interesuje. Powiem co u Ciebie, jak żyjesz, powspominajmy coś, pograjmy w grę towrzyską. Ale nieee... bo ważne jest, co piszą na stronie. Ja pierdzielę...</em>
</p>

<p>
	<em>Dla mnie to upadek społeczeństwa. Ludzie są leniwi. Ciężko im wyłączyć bodźce, odłożyc telefon i zająć się czymś wymagającym. NIe potrafią nawet normalnie rozmawiać, bez tych głupich rolek i powiadomień. Usunęłam jakiś czas temu fejsa, instagram. Miałam chwilę tik toka, ale wytrzymałam kilka dni - tam jest ściek, głupoty i wulgarne treści.</em>
</p>

<p>
	<em>Jedyne miejsce gdzie się udzielam, to to forum. Nie czuję się tu do końca bezpiecznie, więc już nie umieszczam zdjęć i nie daję znać, gdzie mieszkam, choć niektóre osoby wiedzą, co mnie przeraża. Jednak jestem. Może nikt nie będzie mnie już dręczył. No i to jest w sumie kolejna kwestia. Ludzie stalkują - są to osoby zaburzone głęboke. Bazują na ludzkim strachu. Manipulują i czasem nawet grożą, by poczuć kontrolę i władzę. Obrzydliwe.</em>
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<i>Podsumowanie: jestem zawiedziona ludźmi. W sumie nawet patrzę na moje relacje i będę musiałą je zweryfikować, bo niestety, ale okazało się, że tylko ja jestem stroną, która się angażuje. Druga strona śpi. Ale zostałam jako koło ratunkowe. Dlatego muszę zadbać o siebie i wykluczyć te relacje. Kilka osób jest lojalna i autentyczna. Dlatego doceniam te drobne gesty. Reszta niestety out. Tak, jestem wymagająca i moje konatkty przeważnie są głębokie i bazują na szczerości i otwartości. Jeśli ktoś nie nadąża i nie umie w taki sposób być w przyjaźni lub koleżeństwie ze mna, to trudno. Tak jest to przykre, zwłaszcza, gdy wcześniej poświęcałeś czas tej osobie, a teraz dostajesz ochłapy i ciszę.</i>
</p>

<p>
	Tak to wygląda. Dlatego do przyjaźni trzeba dwojga. 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	A Wy jak działacie w relacji? Unikacie, czy może bardziej wolicie wejść w tryb głębszej relacji? Co sądzicie o powierzchownych relacjach w dobie internetu? Jakie macie doświadczenia w waszych kontaktach intnetowych i tymi na żwyo? Zapraszam do dyskusji 
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	 
</p>

<ul>
	<li>
		 
	</li>
</ul>

<p>
	 
</p>

<ul>
	<li>
		 
	</li>
</ul>
]]></description><guid isPermaLink="false">53858</guid><pubDate>Sat, 11 Apr 2026 07:45:52 +0000</pubDate></item><item><title>Brak emocji, odczu&#x107;...</title><link>https://www.nerwica.com/topic/3103-brak-emocji-odczuc/</link><description><![CDATA[
<p>Witam</p>
<p>Mam pewien problem. Jestem z moim chłopakiem od prawie 2 lat, teraz mamy po 18 lat. Uczucie, które nas połączyło jest(było??) ogromne… Ale od pewnego czasu jest „coś” nie tak. Ostatnio wyznał mi, że nie wie co dokładnie czuje. Po tygodniu stwierdził, że chce ze mną być. Więc postanowiliśmy spróbować  i wierzę, że się uda. Ja bardzo go kocham…tylko nie o to chodzi. Nigdy wcześniej nie miał problemów z okazywaniem uczuć. Teraz wyznał mi, że dzieje się z nim coś dziwnego… że dosłownie „przestał odczuwać”. Powiedział, że nie czuje już strachu, smutku, nienawiści…nie odczuwa niczego!... Uważam, że należy również przy tym wspomnieć, że życie go do tej pory nie oszczędzało, nie  będę pisać o szczegółach, bo nie chcę. Brak dzieciństwa, nienormalni rodzice, ciągłe problemy, o których niektórzy nie mają pojęcia- niech tyle wystarczy… Bardzo chcę mu pomóc…bardzo. Bo jak można tak „nagle” przestać  czuć”?!</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">3103</guid><pubDate>Mon, 23 Jul 2007 19:47:50 +0000</pubDate></item><item><title>7 zasad udanego i szcz&#x119;&#x15B;liwego zwi&#x105;zku</title><link>https://www.nerwica.com/topic/39120-7-zasad-udanego-i-szczesliwego-zwiazku/</link><description><![CDATA[
<p>Witajcie,</p>
<p> </p>
<p>Napisałem jakiś czas temu taki artykuł / wpis na bloga odnośnie udanego i szczęśliwego związku. Chciałbym Was zapytać jaka jest Wasza opinia na jego temat czy zgadzacie się z tymi stwierdzeniami czy nie? <a href="https://szczerydobolu.pl/7-zasad-udanego-i-szczesliwego-zwiazku/" rel="external nofollow">https://szczerydobolu.pl/7-zasad-udanego-i-szczesliwego-zwiazku/</a></p>
<p> </p>
<p>W skrócie dla mnie WYMIANA I SZACUNEK jest absolutną podstawą.</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">39120</guid><pubDate>Sun, 26 Nov 2017 20:03:56 +0000</pubDate></item><item><title>Kompletny brak asertywno&#x15B;ci</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53768-kompletny-brak-asertywnosci/</link><description><![CDATA[<p>
	Cześć. Mam problem z asertywnością. Nie potrafię się sprzeciwić, jestem uległa i unikam konfliktów. Szczególnie w rodzinie. Mój mąż nie dogaduje się z moimi rodzicami, przez co ich kontakty są bardzo ograniczone. Moi rodzice są niedojrzali emocjonalnie, na przykład mama jak coś mam zrobić, to nie patrzy na konsekwencje, które ja poniosę, tylko na to, jak ona się z tym będzie czuła. Jej emocje są najważniejsze.
</p>

<p>
	Wracając do kwestii asertywności. Mąż i mama często mają skrajnie różne opinie na dany temat. Każdy ciągnie mnie w swoją stronę, a ja czuję się jak ofiara ich manipulacji, zwłaszcza mojej mamy.
</p>

<p>
	Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie umiem powiedzieć "nie". Czasami jak tak mi wchodzą na głowę, czuję, że zaraz zwariuję. A mam schizofrenię, więc nawroty są możliwe przy większym stresie.
</p>

<p>
	Co z tym zrobić? Jakieś pomysły? Dodam, że byłam na kursie asertywności, prowadzonym przez psycholożkę, ale najwyraźniej nie pomogło.
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53768</guid><pubDate>Thu, 26 Feb 2026 08:05:59 +0000</pubDate></item><item><title>Nie wiem ju&#x17C; post&#x119;powa&#x107; i si&#x119; nie wyko&#x144;czy&#x107;</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53563-nie-wiem-juz-postepowac-i-sie-nie-wykonczyc/</link><description><![CDATA[<p>
	Potrzebuję się wygadać i może coś mi pomożecie. Ja już nie daję sobie rady.
</p>

<p>
	Otóż mam mamę, ona sobie wybrała, że żyje w starej chacie, bez ogrzewania, wody, prąd w jednym gniazdku oraz okropnym nieporządku.
</p>

<p>
	W zeszłym roku dopiero zobaczyłam jaki jest ogrom tego burdelu, jak doprowadziła się do stanu prawie śmierci, w ostatniej chwili ja uratowałam. Ile się nasłuchałam złych rzeczy jak była w skoku choroby, przeinaczają słowa iyp. Spała na podłodze, przy otwartych drzwiach, bo ma psy.
</p>

<p>
	Od razu zaznaczam ona nigdy nie chciała pomocy, bo ona chce tak żyć.
</p>

<p>
	No i odeszła z pracy, od tak no i wiadomo jest problem, aby teraz ktoś ją zatrudnił, zasiłek, który jest śmiesznej wysokości się skończy.
</p>

<p>
	Ale chodzi kino całą sytuację, że ja nie mogę sobie z nią poradzić. Po spotkaniu z nią, patrzeniu jak wygląda, opowiadaniu jestem wymęczona, nie mam sił i ryczeć mi się chce. Następnego dnia jestem nie do życia 
</p>

<p>
	Mam jakieś poczucie, że ja sobie życia nie mogę ułożyć, że nie mogę kupić cud dla siebie, bo przecież matka takie na życie. 
</p>

<p>
	Jak pisze do mnie to, że kasy nie ma, ale jedzenia nie chce. 
</p>

<p>
	Najgorsze, że sama pracy się pozbyla doprowadziła dom do ruiny. A parę lat temu w życiu bym nie powiedziała, że osoba na dobrym stanowisku z wartościami tak postąpi.
</p>

<p>
	A ja co noc przed zaśnięciem mam tylko wizję tego jak ja znalazłam, jak tam żyje.
</p>

<p>
	To, że ja nie mogę kupić sobie czegoś, żyć normalnie, wychodzić, bo jak skoro matka tak żyje.
</p>

<p>
	I tak mnie to doluje, że przez następne dni jestem nie do życia.
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53563</guid><pubDate>Tue, 06 Jan 2026 12:00:39 +0000</pubDate></item><item><title>Nieplanowana ci&#x105;&#x17C;a w toksycznym zwi&#x105;zku. Pomocy</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53541-nieplanowana-ciaza-w-toksycznym-zwiazku-pomocy/</link><description><![CDATA[<p>
	Witajcie. Mam bardzo duży problem, który postaram opisać się w dość krótki sposób. Mam 29 lat, a moja Partnerka 23. Znamy się od 2 lat i mamy bardzo burzliwy, a wręcz można by powiedzieć bardzo toksyczny związek. Zostałem przez nią porzucony przez ten okres 4 razy. Zawsze to ja wyciągałem rękę aby to naprawić i postarać się dogadać, mimo to z jej strony były gry aby zobaczyć czy aby napewno mi zależy. Spławianie mnie, pokazywanie od razu po rozstaniu, że już ma duże zaplecze potencjalnych kandydatów na partnerów, którzy mocno się nią interesują. Jestem od długiego czasu na psychoterapii, głównie przez moje dzieciństwo i dwa nieudane związki. Kilkukrotnie moja terapeutka radziła mi abym namówił partnerkę na terapię ze względu na jej raniące mnie zachowania. Według niej terapia to pic na wode, bujda na resorach i wyłudzanie pieniędzy od ludzi. Wybraliśmy się terapie par, na której również usłyszała to od terapuetki, że powinna sie mocno przyjrzeć niektórym zachowaniom, itp. Na co wyszła stamtąd oburzona i powiedziala, że nie zgadza się z tą terapeutką i ona w sobie żadnego problemu nie widzi. Nie jedno krotnie usłyszałem od niej, że jestem nienormalny, że księżniczkuje i mi się nie da nic powiedzieć. Nie czuje od niej żadnego wsparcia w codziennych obowiązkach - wszystko jest na mojej głowie. Ja częściej gotuje, sprzątam, robie pranie, wszystkie usterki które się pojawiają sam naprawiam. Naprawiam jej samochód, wyremontowałem z jej ojcem lokal w którym pracuje, a ja wciąż czuje sie nie wystarczający. Miesiąc temu dowiedzieliśmy się, że jest w ciąży co na początku przyjąłem ze stoickim spokojem. Im dalej w las tym bardziej zacząłem się zastanawiać nad naszą przyszłością patrząc na to co sie działo do tej pory. Nie wiem jakim cudem antykoncepcja zawiodła ale kiedy jej pilnowałem to dostawałem teksty, że jak ja mogę ją z tym kontrolować i że nie patrze na nią poważnie (sama nie chciała mieć dziecka) Na co ja odpowiadałem, że właśnie podchodzę do tematu odpowiedzialnie, ze wzgledu ze oboje nie chcemy miec na razie dziecka, a poza tym - nie mozemy sie dogadac. Rozważaliśmy aborcje za granicą lub postaranie się dwa razy mocniej aby postarac sie bardziej popracowac nad naszym zwiazkiem. Niestety jest co raz gorzej, w okresie przedswiątecznym gdzie miałem bardzo dużo pracy nie dostałem żadnego wsparcia w zakresie prezentów dla bliskich, przygotowaniu mi ubran na swieta czy cos w tym stylu. A dostałem wzbudzanie poczucia winy bo boli ją gardlo, a to na pewno przeze bo uchylilem okno na dwie minuty podczas robienia sobie kolacji gdy ona miala mokrą głowe. Dostałem kontrolę (sprawdzała mój telefon bez mojej wiedzy), karanie ciszą, a na rozmowę o tym, że jest mi ciezko i brakuje mi jej partnerskiego wsparcia - usłyszałem, że jestem nienormalny i godzinę przed wigilią usłyszałem, że ona jedzie do swoich rodziców. Była głośna kłótnia gdzie oczywiście usłyszałem, że to wszystko moja wina. Przekroczyła ta sytuacja już po raz ostatni moje wszelkie granice i niewidzę szansy na to, żeby dało się to naprawić. Dzisiaj dostałem wiadomość, że ona tego dziecka nie chce i nie będzie wychowywała go sama, co wiąże sie z zabiegiem za granicą. Ja już sam nie wiem co jest lepsze. Boje się o nią, boje się teź troche o siebie. Gdyby miała urodzić to na pewno nie będziemy razem, a perspektywa tego jak bardzo drzemy ze sobą koty i nie możemy sie dogadać - jest dla mnie karą na całe życe. Nie wiem co mam robić, brakuje mi już sił. Pomoocy !
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53541</guid><pubDate>Sat, 27 Dec 2025 18:07:37 +0000</pubDate></item><item><title>Takie co&#x15B; mi przysz&#x142;o do g&#x142;owy na temat mojej ostatniej mi&#x142;osci kt&#xF3;ra mnie zdradzi&#x142;&#x105; .</title><link>https://www.nerwica.com/topic/53466-takie-cos-mi-przyszlo-do-glowy-na-temat-mojej-ostatniej-milosci-ktora-mnie-zdradzila/</link><description><![CDATA[<p>
	<span style="background-color:#ffffff;color:#080809;font-size:15px;"> Niektózy ludzie mają w życiu z górki a inni pod górkę . Spotykają się w połowie drogi i za Chiny jedno drugiego nie zrozumie .</span>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">53466</guid><pubDate>Tue, 25 Nov 2025 19:42:53 +0000</pubDate></item><item><title>Mi&#x142;o&#x15B;&#x107; i zwi&#x105;zki a choroby i zaburzenia psychiczne &#x2764;&#xFE0F;&#x1F469;&#x200D;&#x2764;&#xFE0F;&#x200D;&#x1F468;&#x1F48A;&#x1F489;</title><link>https://www.nerwica.com/topic/49158-milosc-i-zwiazki-a-choroby-i-zaburzenia-psychiczne-%E2%9D%A4%EF%B8%8F%F0%9F%91%A9%E2%80%8D%E2%9D%A4%EF%B8%8F%E2%80%8D%F0%9F%91%A8%F0%9F%92%8A%F0%9F%92%89/</link><description><![CDATA[<p>
	Moi mili,
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Ciekawi mnie jak to u was jest z miłością? Czy łatwo nawiązujecie relacje miłosne?
</p>

<p>
	Czy ze względu na stan zdrowia jest wam trudniej randkować?
</p>

<p>
	Jak jest u was z angażowaniem się emocjonalnym? A może macie już stabilne rodziny - mąż, żona, dzieci? <img src="https://cdn.jsdelivr.net/gh/twitter/twemoji@14.0.2/assets/72x72/1f469-200d-2764-fe0f-200d-1f468.png" class="ipsEmoji" alt="👩‍❤️‍👨"><img src="https://cdn.jsdelivr.net/gh/twitter/twemoji@14.0.2/assets/72x72/1f469-1f3fd-200d-1f37c.png" class="ipsEmoji" alt="👩🏽‍🍼">
</p>

<p>
	Jak wyglądają wasze związki? Jakie napotykacie przeszkody? <img src="https://cdn.jsdelivr.net/gh/twitter/twemoji@14.0.2/assets/72x72/2764-fe0f-200d-1fa79.png" class="ipsEmoji" alt="❤️‍🩹"><img src="https://cdn.jsdelivr.net/gh/twitter/twemoji@14.0.2/assets/72x72/1f494.png" class="ipsEmoji" alt="💔">
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">49158</guid><pubDate>Thu, 19 Sep 2024 19:39:03 +0000</pubDate></item></channel></rss>
