Skocz do zawartości
Nerwica.com

Zakaz poddawania się! :)


ashley

Rekomendowane odpowiedzi

Już dawno odkrylam, że nie warto się poddawać. Wy to na pewno wiecie. Ale dlaczego nie warto? Z wlasnego wielokrotnego doświadczenia wiem, że nie warto, bo jak walczysz i się nie poddasz to w końcu wygrasz. Większość osób z tego forum ma problemy, których rozwiązanie wcale nie przychodzi latwo, wręcz przeciwnie często sprawia wiele trudności. Piszecie, że chcecie, ale mimo chęci nie macie sily, że czasem pojawiają się bariery "nie do pokonania". Moja sytuacja często też przybiera ogromnych rozmiarów. Ale nauczylam się na sobie, że nie mogę zalamywać rąk. Nie i już. Walczę o szczęście, więc warto. Co do tego nie mamy wątpliwości.

Zorke napisal pod jednym z moich postów: "Ashley, masz bardzo fajne i zarażające entuzjazmem podejście. Wyobraziłem sobie Ciebie jako kowboja stającego w siodle i krzyczącego "Yeeehaw"." Tak ja wlaśnie taka jestem. Dobrze mnie sobie wyobrażasz, bo taka wlaśnie się stalam, odważylam się wybrać szczęście. Zadalam sobie pytanie co zyskasz a co stracisz. Odpowiedz przekonala mnie, że mogę tylko zyskać. Jestem jak jeździec, który wsiada na rumaka i jedzie naprzód. I często spada, ale zaraz się podnosi. I jedzie dalej. Nie boi się upadków tak bardzo jak kiedyś, bo trzyma go myśl, że gdy dojedzie to krainy pewności i spokoju i szczęścia to te wcześniejsze upadki przestaną mieć znaczenie. Znikną jak we mgle. A ja zachlysnę się życiem pelną piersią. Przede mną dluga droga, ale mam zamiar ją przebyć.

Podam Wam jeden przyklad, jest bardzo aktualny bo z dzisiaj. Mialam fajny dzień. Dawalam rade. Szlam zadowolona i nagle spotkalam 2 starych "znajomych". Zrobili mi malą przykrość. Ale olalam to. Przecież to już przeszlość pomyślalam z uporem. I bylo ok. Nie mialam do nich pretensji, bo oni już tacy są. Niestety przy tak zranionym wnętrzu jak moje, można mówić sobie a wnętrze i tak czuje swoje. Przez to przypomnialo mi się sporo ciemnej strony przeszlości. Moje rany, które pielęgnowalam otworzyly się. Ich otwarcie bylo silniejsze ode mnie, ale ja bylam silniejsza od tego wszystkiego. Siedzialam na korkach i czulam jak narasta we mnie nieciekawy stan (depresyjny, lękowy i beznadzieji) Robilam wszystko, żeby się z tym uporać, mimo, że czulam, że wszystko we mnie placze. Czulam jak w moim wnętrzu powstaje ten stan. I wylewa się na mnie. Okropne uczucie, odbierające chęci do czegokolwiek. :( Pomyślalam sobie, mam 2 opcje, albo temu ulegnę, dam się temu ponieść, albo zacznę z tym walczyć i wygram. Mimo, że bylo mi cholernie ciężko(nawet teraz jak o tym myślę slabo mi) przezwyciężylam to uczucie slabości i pokonalam to. Już po bardzo niedlugim czasie (po 60 minutach korków) wsiadlam na rumaka i z nadzieją ruszylam naprzód. Nie piszę, że podnioslam się i ruszylam, bo nie upadlam, poprostu znalazlam się na granicy. Teraz jak to piszę i przypomina mi się ten stan, znów robi mi się slabo. I mówię sobie: napiszę to do końca a myśli skieruję na lepsze tory. Może myślicie, że trzeba mieć sporo sily żeby walczyć, nie wcale nie. Ja tej sily nie mialam a zaczęlam i już jestem silniejsza. Możecie zacząć walkę nawet jak wydaje się Wam, że nie macie sily. Jeszcze nie wygralam i przede mną dluga droga ale jestem gdzieś w glębi przekonana, że ten kto gra, ten wygra, ten kto się nie podda osiągnie w końcu swój cel, wyjdzie z tego wszystkiego calo i odnajdzie szczęście. Nie pozostawajcie obojętni, to wasze życie.

 

Nie poddawajcie się, nigdy za nic się nie poddawajcie, przetrwajcie trudności by już po niedlugim czasie móc iść dalej. Na koniec jeszcze jeden cytat: "Gwiazdy spadają w ręce tych, którzy patrzą w niebo"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ashley-jak zwykle masz racje!nie można się poddawać i trzeba walczyć!,wiadomo wszyscy chcielibyśmy od razu osiągnąć spokój i szczęście...ale niestety nic samo nie przychodzi...dlatego musimy walczyć z naszymi chorobami i sie nie poddawać.Musimy przejść ten trudny czas po to aby osiągnąć szczęście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak to jest ze przy nerwicy nie mozna sie poddawac. Jak rozpoczelam leczenie lekarka uprzedzila mnie ze leki to tylko wstep, pomoc. Cala reszta nalezy do nas. Jest to prawda .Jak przypomne sobie siebie sprzed roku gdy nie moglam sama wyjsc za furtke mojego domu , to zastanawiam sie czy to ja czy to ktos inny. Sama krok po kroczku na poczatku oby za furtke.Potem do nastepnej ulicy, najblizszego sklepu. Bywalo ze musialam zatrzymac sie bo czulam potworny lek , ale za chwile powolutku szlam dalej . I udalo sie .To jest ta walka. Teraz jezdze , autobusem chodze do pracy i jest super. Zwyciezylam leki a tym samym nerwice i Wam tego zycze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cala reszta nalezy do nas

Fakt.

I udalo sie .To jest ta walka. Teraz jezdze , autobusem chodze do pracy i jest super. Zwyciezylam leki a tym samym nerwice i Wam tego zycze.

Wspaniale jest czytać coś takiego. Zaczęlo się od furtki. Teraz piszesz, że jest super. Wielkie gratulacje, osiągnęlaś bardzo dużo. Życzę wszystkiego najlepszego ;) Jesteś przykladem na to, że można. Wielkie dzięki za to!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po dzisiejszym dniu potweirdzam to co wcześniej pisalam. Jak już zaczyna się udawać, widzimy, że może być dobrze, a nawet lepiej niż dobrze, nic mamy tylko ochote krzyczeć: Warto! Warto! Warto! :):):)

 

Wchodzę na forum po przerwie i co widzę w najnowszych postach? Znowu ashley i jej zakazy poddawania się.

 

Ach, ta ashley :)

 

Warto, warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Warto, warto.

warto dla takich chwil, w których widzimy, że nasz wysilek nie poszedl na marne. Jak zaczyna się ukladać, zaczyna wychodzić. Czy jest coś lepszego? Chyba tylko ten moment jak już w pelni się uda. A Przecież te wcześniejsze są tego zapowiedzią :):):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Postanowiłam wczoraj "oszukac " depresję. wsałam rano razem z mezem i usmiechnełam sie do siebie w lustrze. :D

Postanowiłam wybrać się na zakupy do Wrocka. Dopiero urządzamy sój domek i wielu rzeczy jeszcze nie ma. Poprzedniego dnia zrobiłam sobie listę tego co mam do kupienia: zyrandol do kuchni, reflektor do wiatrołapu, zasłony do sypialni , karnisz, może jekieś kosze....

Mąz wysadził mnie przed supermarketami budowlanymi a sam pojechał do pracy. Pomyslalam, że to przeciez nic takiego strasznego. Zawsze lubiłam chodzić po sklepach , przymierzać ubrania, kupować coś do domu....

Weszłam do srodka...poczułam sie jakoś dziwnie...niepokój, strach i jakies nieokreślone poczucie bezsensu. Chodziłam po tym sklepie, patrzyłam na lampy, zasłony, ale zupełnie nie byłam tym zainteresowana. Słuchałam swoich myśli, a one powtarzały wciąz" co tu robisz kobieto? po co tu jesteś? jesteś beznadziejna i nic nie warta...

ogarniało mnie poczucie głebokiego przygnębienia i zapragnęłam iuciec stamtąd jak najprędzej..

tylko gdzie?????

gdzie mam uciekać? gdzie poczuję sie dobrze?

co sie ze mną dzieje?

a może tak skończyć ze sobą???

kołatało mi sie po głowie..czułam jak piecze mnie skóra, jak po kręgosłupie wędruje gorąca iskra obejmujac potylicę i całą głowę. czułam sie tak źle, że musiałam usiąść. zaczęłam płakać :cry::cry::cry:

 

Zadzwoniłam do męża i powiedziałąm mu, ze czuję się tak obco i xle i nie wiem co robić. Poradził mi żebym sie uspokoiła, poszła na kawę , cos sobie ładnego kupiła... że bardzo mnie kocha i że jestem wsopaniała, tylko ta depresja mnie męczy. Jak minie to będzie jak dawniej..

 

Jaks wstałam i poszłam skurczona na tą kawę.

Popatrzyłam na ludzi...kobiety oglądąły ciuszki z wypiekami na twarzy, męzczyźni trochę znudzeni czekali przed sklepami..jakiś starszy człowiek czytał gazetę usmiechając sie lekko pod nosem.

 

Kogo tak naprawe obchodzi jak ja sie czuję????

Każdy żyje sobie jak chce, jakoś radzi sobie w zyciu..

Dlaczego ja miałabym sobie nie poradzić?

W czym jestem gorsza?

Mam kochającą rodzine, piekny dom, pracę, jestem jeszzce całkiem atrakcyjna biorąc po uwagę mój wiek..

Dlaczego użalam sie nad sobą?

Przecież wielu jest gorzej ode mnie..powinnam walczyć z tymi ponurymi myslami, wziąć sie w garść i odważnie iśc przez życie...

 

Poszłam do toalety. zrobiłam oko 8) Zawiązałam swoją ulubiona chustkę na głowę, powiesiłam wisiorek, który wczesniej zdjęłam bo czułam że mnie dusi..

Policzyłam do 10 i wyszłam stamtąd uśmiechnięta i wyprostowana. Nawet 2 facetów za mną sie odwróciło :shock::D

 

Od tego momentu aż do końca dnia czułam sie naprawdę świetnie. :D:D:D

Kupiłam zasłony, lampy i inne rzeczy do domu. Wieczorem z męzem zawiesiliśmy w sypialni. pieknie sie zrobiło :D

Potem podlałam ogrodek i połozyłam sie spać z myśla że wyzdrowieję..

 

rano znowu płakałam... :cry::cry::cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej;) zalozylam nowy temat pt. boje sie, ze czyjas otylosc przejdzie na mnie...pewnie zauwazyliscie, moze tez wchodziliscie. chcialabym wiedziec, czy maci epodobne problemy, bo u mnie stanowia omne wcale niebanalna czesc mojej nerwicy...i niestety znowu wczoraj w nocy a moze raczej z wczoraj na dzis daly o sobie znac:( pomyslalam sobie o takiej kobiecie- znajomej moich rodzicow, ktora jest strasznie otyla ( z gory przepraszam ludzi, ktorzy maja z tym problemy, tutaj na forum, nie znaczy to, ze nie mam do nich szacunku, czy nie jestem w stanie nawiazac z nimi kontaktow, ale po prostu boje sie tycie, ze to przejdzie na mnie) no i akuraty bylo to w nocy. No i oczywiscie zaczelam panicznie sie bac.

Powtarzam sobie ciagle: "ta kobieta nie ma z Toba nic wspolnego" (bo nie ma), ale jest roznie...piszcie co o tym sadziecie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie, że nie warto się poddawać. To jest wręcz głupota. Poddając się - zamykamy sobie sami drogę do wolności. Natomiast walcząc - choćby z marnym pozornie skutkiem - dajemy sobie jakąś nadzieję i możliwości. Nawet jeśli skutek będzie taki sam, czyli coś nam nie wyjdzie, wysiłek włożony w pracę nad sobą nie będzie nigdy stracony. Zaangażowanie nigdy nie idzie na marne. Już sama nadzieja, jaką człowiek może sobie dać podczas walki jest na to najlepszym dowodem. "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Tak naprawdę bardzo dużo zależy od nas samych, naszego myślenia, naszych umiejętności dostrzegania sensu we wszystkim, naszych CHĘCI, by się tego nauczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zaangażowanie nigdy nie idzie na marne. Już sama nadzieja, jaką człowiek może sobie dać podczas walki jest na to najlepszym dowodem. "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Tak naprawdę bardzo dużo zależy od nas samych, naszego myślenia, naszych umiejętności dostrzegania sensu we wszystkim, naszych CHĘCI, by się tego nauczyć.
popieram :) jak to jeden nauczyciel mowi praca zawsze przynosi efekty i tu mi nie chodzi o nauke ;) walczysz z uporem- wygrasz a nawet jak sie nie uda jesli dales z siebie wszystko jestes wielki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×