Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Motylek29 01 cze 2008, 14:02
o fuck ... :/ eeee .... koszmarna historia ...

ale napewno będzie dobrze ... u mnie huśtawka ... raz lekka góra, raz zajebisty dół ... ale lepsze to niż ciągłe doły ...
Miłej niedzieli :)
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
23 kwi 2008, 15:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Mafju88 01 cze 2008, 14:58
chcialbym tu kiedys napisać ze wyzdrowiałem i teraz ciesze sie zyciem ;) mam nadzieje ze mi to bedzie dane ;)
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez Jovita 17 cze 2008, 19:55
Moge wreszcie napisac ze ciesze sie zyciem :D :D mam nadzieje ze juz na zawsze , to byla ciezka droga i wiele skomplikowanych zakretow ale wystarczylo wybrac ta prosta sciezke ktora dopiero teraz odnalazłam i wreszcie czuje ze zyje. Mam nadzieje ze coraz wiecej osob bedzie moglo sie tutaj podzielic takimi nowinami ;)
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez pyzia1 17 cze 2008, 22:30
Jovita, to świetna nowina! oby tak dalej! Powodzenia dla wszyskich zdrowiejących, może kiedyś do Was dołączę. Na razie wciąż czegoś mi brakuje
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
746
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez calineczka 12 lip 2008, 09:27
Ja też chyba wyzdrowiałam, choć boję się, że to pęknie jak bańka mydlana i spadnę jeszcze szybciej w dół.
Póki co czuję się jakbym obudziła się po kilku latach ze śpiączki. Chciałabym brać życie pełnymi garściami.
Nie boję się już mówić o tym co czuję. Teraz wiem, że tłumienie w sobie emocji i nie mówienie o uczuciach bardzo szkodzi! Ktoś się pogniewa, a potem mu przejdzie.
Najważniejsze, że ja mogę iść spokojnie dalej. Priorytetem jest szacunek i wartość własnego JA!
Najważniejsze to być sobą!
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
28 mar 2008, 12:00

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez bedziedobrze212 12 lip 2008, 09:56
Bardzo się cieszę i się pod statnim zdaniem podpisuję! Ja też czuję się w miarę dobrze, choroba mnie dopadla w marcu, jest lipiec i do tej pory w przeciągu tych kilku miesięcy jest najlepiej. I wierzę, że to byla tylko jednorazowa wpadka :D :D :D
Umarlam wiosną. lecz dopiero teraz naprawdę żyję!
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
31 maja 2008, 23:34
Lokalizacja
gdzieś za rzeką

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez ewaryst7 12 lip 2008, 09:58
Motylek29, podpisuję się pod Twoim postem obiema rękami..Pieniądze śa po to aby nam służyły , a nie po to abyśmy my służyli im...ZDROWIE ! Oto najwiękksza wartość!!!
Offline
Posty
2104
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez bedziedobrze212 12 lip 2008, 11:47
A ja uważam, że największą wartoscią jest samo życie, dopiero potem zdrowie.
Umarlam wiosną. lecz dopiero teraz naprawdę żyję!
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
31 maja 2008, 23:34
Lokalizacja
gdzieś za rzeką

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez oka22 13 lip 2008, 00:14
ja też czuję się dobrze,wróciłam do wiary,często codziennie się modlę ,najważniejsza jest rodzina dla mnie ,wychowanie dzieci ,dobre relacje z mężem,wszystko poza tym nie jest aż tak istotne ,znajomi i cała reszta innych spraw nie jest aż tak istotna ,o to walczę z całych sił aby w domu było dobrze i w sprawach duchowych ,toteż nie ma miejsca na depresję jeśi troszczę się o sprawy najważniejsze to znaczy o moich ukochanych najbliższych,.Wiele lat męczyła mnie depresja mam nadzieje że już nie wróci,obecnie jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem,celem mojego życia jest dobro moich bliskich ,codzień zatrzymuję się ,rozważam ,rozmyślam ,chcę jak najlepiej przeżyć moje życie ,nie chcę już skupiać się na sobie bo to strata czasu,co dzień wchodzę na strony w internecie które mnie budują i dodają chęci do życia,tak każdy dzien teraz przeżywam choćby się paliło waliło 1 godzinę chociaż dziennie rozmyślam przy internecie ,wyciszam się ,modlę ,rozmawiam z panem bogiem ,bo dobrze moja mama mówiła że bez boga ni do proga
1 krok do tyłu a 2 do przodu =1 do przodu
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
18 lis 2007, 23:38

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Capsel 14 lip 2008, 20:30
dzis czuje sie lepiej a jutro zaczyna nowy dzien.Jaki bedzie zalerzy ode mnie. Gowno jakie ciagne za soba to moje gowno i bedzie sie wlec z mniejszym albo wiekszym smrodem pewnie do konca zycia.

wypowiedz lagodna dobry dzien dzis mialem , z tym moich dobrych
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
13 lip 2008, 19:41

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez calineczka 21 lip 2008, 19:23
Capsel, wyzdrowienie z depresji to wzloty i upadki. Na początku jest bardzo źle, potem różnie ale z czasem zaczynasz cieszyć się tym co Cię otacza i tym, że żyjesz! Nie obwiniaj się jak coś nie wychodzi! Nie poddawaj się i ciągle walcz!
Najważniejsze to być sobą!
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
28 mar 2008, 12:00

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez TylkoJa1 23 lip 2008, 15:29
Napewno wyleczyłem się z jednego ... Z niedowagi przed rozpoczęciem kuracji rispoleptem warzylem 59 kilo po 3 miesiacach ważę 92 kilo :D Sam nie wiem jak to mi sie udalo.
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
22 gru 2007, 13:49

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Magda23 31 lip 2008, 15:13
Jejku strasznie mi się podoba jak się tutaj wspieracie. Bardzo miło czytać takie ciepłe słowa. Ja również cierpie na nerwice lękową już od kilku lat. Raz jest lepiej a raz gorzej ale wierze, że w końcu będzie dobrze. Moim największym problemem jest chyba to, że mam mało wiary w siebie. Nie ufam sobie samej, że gdy przyjdzie atak będe w stanie poradzić sobie sama, choć paradoksalnie poradziłam sobie z nim już nie jeden raz. Mam nadzieje, że wreszcie uwierze, że skoro przez tyle lat nic mi się nie stało to już się nie stanie. Teraz kiedy są wakacje udało mi się wiele zrobić dla siebie, zwiedziłam wiele miejsc i trochę zdystansowałam się do objawów na tej podstawie muszę stwierdzić, że zajęcie się czymś to podstawa. Pozdrawiam.
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 lip 2008, 13:14

Re: Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez maggie78 05 sie 2008, 01:12
Hej, ja tez wyzdrowialam, teraz juz jestem pewna. Chorowalam od marca tego roku, zalamalam sie po pewnych bardzo smutnych sytuacjach z tamtego okresu. Teraz jest lipiec i czuje sie zdrowa jak ryba, oczywiscie nie dala bym rady sama (probowalam), po 2 miesiacach poszlam do psychiatry, dostalam Seronil (lykam do dzis, podobno tak trzeba). Efektow nie widzialam dlugo, mimo ze powolutku bywalo lepiej, wreszcie gdzies pod koniec czerwca z dnia na dzien budzilam sie w lepszym nastroju, i tak mi zostalo do dzis.

Z doswiadczenia moge powiedziec ze droga do zdrowia nie jest latwa, ale wyzdrowienie jest jak najbardziej mozliwe, mam wielu znajomych po podobnych przejsciach ktorzy moga to potwierdzic. Nie wiem na ile ciezka byla moja depresja (miewalam czasem czarne mysli o odejsciu z tego swiata) ale uparlam sie, uwierzylam mocno ze w koncu bedzie dobrze, no i jest. Na poczatku leczenia denerwowaly mnie wahania nastroju, ogromna sennosc, jakies takie 'spowolnienie'... ale wszystko z czasem przechodzi. Oczywiscie u jednych bedzie to pol roku, u innych 2 lata, ale w koncu przejdzie, uwierzcie!!! I namawiam do brania lekow, u mnie to one w 90% przyczynily sie do wyleczenia!

Czytalam bardzo dobra ksiazke napisana przez pewnego angielskiego psychiatre, ktora bardzo pomogla mi w trudnych chwilach. Oto kilka jego przemyslen - Po pierwsze, depresja jest rowniez powazna choroba fizyczna, tak samo jak np niewydolnosc tarczycy - wtedy uzupelniamy niedobor hormonow tarczycy, a w depresji jest identycznie z tym ze uzupelniamy niedobor hormonow 'szczescia'. Dlatego trzeba przyjmowac leki wg wskazan, tak dlugo az rownowaga hormonalna powroci. Po drugie - nie ludzmy sie ze 'samo przejdzie' i nie odwlekajmy wizyty u psychiatry, to tak jak np z zapaleniem pluc, nikt nie odwazylby sie walczyc z tym sam, jezeli zauwazylibysmy u siebie pierwsze objawy i postepujace pogorszenie to na pewno pobieglibysmy zaraz do lekarza, w przypadku depresji ktora jest takze choroba fizyczna trzeba zrobic to samo, im szybciej, tym lepiej. Po trzecie - ludzie boja sie leczenia psychotropami bo nie sa one naturalnymi lekami tylko jakas chemia ktora dziala na mozg. Tak wlasnie jest, ale np penicylina czy inne antybiotyki tez sa czysta chemia a jakos latwiej im ufamy i nie wzbraniamy sie przed ich braniem w razie np ciezkiej anginy. I z reguly pomagaja. Antydepresanty TAKZE!. Po czwarte - antydepresanty NIE UZALEZNIAJA! O uzaleznieniu mozna mowic kiedy po jakims czasie przestajemy odczuwac pozytywne efekty po wzieciu danej dawki leku i dlatego musimy co chwile ja zwiekszac zeby zaczac odczuwac poprawe. Tak jest np w przypadku relanium, xanaxu i innych psychotropow. Antydepresanty maja to do siebie ze nie powoduja takich efektow, wrecz przeciwnie, zobaczycie ze z czasem coraz MNIEJSZE dawki beda przynosic rownie dobre efekty. Po piate - okolo 70% chorych trafia na 'swoj' lek, czyli ten ktory pomaga, dopiero po drugiej, trzeciej probie. Wiec nie zalamujcie sie ze pierwszy lek przepisany przez lekarza nie dziala, albo wolno dziala, poinformujcie o tym lekarza. I po szoste - depresja nas oslabia psychicznie i fizycznie, wiec jezeli na poczatku choroby, zanim leki jeszcze zaczna dzialac jestescie zmeczeni i macie ochote np spac w ciagu dnia, to spijcie, nie jesc - nie jedzcie, pozwolcie cialu zachowywac sie tak jak ono chce. Dopiero w momencie zauwazenia poprawy nalezy powoli wyznaczac sobie coraz bardziej ambitne cele, duzo spacerow, cwiczenia, relaks, dieta. Po siodme - KAZDY chory na poczatku nie ma wiary ze z tego jest wyjscie, jest to typowe w tej chorobie ale.... i tu po osme - depresje MOZNA CALKOWICIE WYLECZYC!!!

Wiem ze moj post jest dlugi, ale chcialam przytoczyc wam kilka przemyslen ktore bardzo pomogly mi w najtrudniejszych chwilach. A tez juz myslalam ze mam schizofrenie, ze zwariowalam, ze nigdy z tego nie wyjde itd.
Teraz zostaly mi tylko niesmaczne wspomnienia z tamtego okresu, ale to TYLKO wspomnienia i bede robic wszystko zeby nie dac sie juz depresji kolejny raz. Pozdrawiam i glowy do gory!
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
19 mar 2008, 19:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do