Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wasze relacje z otoczeniem...?


Mada

Rekomendowane odpowiedzi

Kiedy byłam na etapie silnych ataków lękowych,nie radziłam sobie zupełnie.. Nawet głupi spacer był dla mnie tragedią. Nie wyobrażam sobie,bym mogła wtedy np.pracować..Fizyczne dolegliwości były tak mocne,ze uniemożliwiały mi normalne funkcjonowanie. Dziś jest zupełnie inaczej,ponieważ jem tabletki. Teraz mogę żyć (prawie) jak zdrowi ludzie. Mogę pracować,spotykać się z innymi,podejmować jakieś drobne wyzwania i realizować plany (np.na Efectinie zrobiłam prawo jazdy;) ). Nie czuję by nerwica jakoś specjalnie mnie w chwilii obecnej ograniczała. Może tylko zimą (czyli obecny okres) czuję się gorzej i nie mam ochoty na kontakty z innymi. Brakuje mi tej pozytywnej energii. Walczę ze sobą i swoim organizmem,by nie spać zbyt długo. Sen teraz jest jak narkotyk..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wlasnie, jak to jest z tym funkcjonowaniem normalnie.... mimo ze czuje ze nie moge oddychac, jest mi niedobrze, kreci mi sie w glowie i moj wzrok jest zamglony, ide do szkoly i do pracy ( a raczej tocze sie) bojac sie ze w kazdym momencie moge gdzies pasc.... przejscie przez caly dzien od momentu obudzenia do momentu kiedy ide spac jest dla mnie mordega. Stawianie czola temu swinstwu nie wyzwala we mnie zadnej satysfakcji, a naprawde BARDZO duzo mnie to kosztuje.

Moje starania i zero wynikow doprowadzaja mnie do frustracji i czuje ze sily juz mnie opadaja....

Ta choroba pochlania mi tyle energii ze nie jestem w stanie skupic sie na rzeczach takich jak praca, szkola i kontakty z ludzmi mimo ze naprawde staram sie prowadzic "normalne" zycie...

Jestem osoba ktora zyje wedlug planu, przez to ze mam to swinstwo moje zycie stanelo do gory nogami, inaczej po prostu "stanelo"

Dostalam nerwice stosunkowo niedawno (od konca wrzesnia 2005) i mialam swoje wzloty i upadki, tydzien po ciaglych atakach paniki i uczucia zagrozenia, nagle mi przeszlo i bylam "wolna" przez tydzien i nagle ni stad ni z owad wrocilo!

 

Niektorzy na tym forum borykaja sie z ta choroba od dawna, pytanie :

W jaki sposob znajdujecie sile na walke?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niektorzy na tym forum borykaja sie z ta choroba od dawna, pytanie :

W jaki sposob znajdujecie sile na walke?

 

...wiara :roll:

 

nic innego... choroba sprowadzila mnie do parteru... i teraz nie widze, gdzie koncze sie ja, a gdzie zaczyna ona... wydaje mi sie, ze jest czescia mnie, jakby jedna z moich negatywnych cech, nad ktora nie moge zapanowac... :cry:

 

i ktora zawsze tam byla...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wlasnie Innge, mimo ze mam jazdy dopiero od kilku miesiecy, nie pamietam kiedy ostatnio bylam "normalna" wydaje mi sie ze bylo to taaaakkkk dawnoooo temuuuu....

Nie chce zeby nerwica byla czescia mnie ale czuje ze moja wiara w pozbycie sie tego maleje z dnia na dzien....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czasem mam wrazenie ze nie mam juz sił walczyć :( ale potem jakoś sie zbieram.

Trudno podac jakas recepte. Duza podpora sa dla mnie bliskie mi osoby. Poza tym patrze w stecz: byłam kiedyś w gorszym stanie a skończyłam liceum, przebrnełam przez prawie 4 lata studiów wiec dalej tez dam sobie rade.

Przez nerwice nie osiagam tyle ile bym chciała ale staram sie patrzeć na moje małe sukcesy :D i działac, działać, działać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest dużo lepiej kiedy wyjeżdżam, zawsze kiedy znajduję sie daleko od miejsca zamieszkania.

 

 

Ciekawe.. Sama też tak miałam. To chyba chodzi o miejsca w których miało się wcześniej ataki lękowe. Potem samo miejsce paralizuje człowieka. Albo o ucieczkę przed problemami.. :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, miejsca gdzie nastepowały ataki paraliżują. Ja np. raz czuje sie lepiej raz gorzej, taka ciagła huśtawka! Kiedy jest źle i wszystko jest szare i okropne to moją jedyną nadzieją jest to, że w końcu nadejdą lepsze dni, że ataki lęku nie będą tak silne lub w ogóle znikną! I chyba trzeba wierzyć, że z nerwicą da sie wygrać, że jest do pokonania, mimo, że czasem tak trudno odnaleźć w sobie cień nadziei!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tez pierwszy raz atak i wszystkie inne mialam u siebie w domu... w zadnym innym miejscu ( mimo ze kilka razy czulam ze nadchodzi, ale nigdy nie nadszedl) nie mialam ataku. Tydzien przed moim pierwszym atakiem nagle postanowilam ze wyjade na jeden semestr studiowac we Francji, (jak wspominalam wczesniej jestem osoba ktora nie robi impulsywnych decyzji). Moj psycholog twierdzi ze moja podswiadomosc zareagowala na to gwaltownie, dlatego ze boje sie opuscic gniazdo rodzinne i zaczac cos co odbiega od mojej "normalnosci," Samotny wyjazd do obcego kraju z dala od rodizny i znajomych. Sama nie wiem byc moze. Zrezygnowalam z mojej przygody (chcialam studiowac we Francji juz od lat!) na rzecz nerwicy i nerwica ciagle jest!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja z moją nerwicą skończyłam studia, dostałam pracę i ciągle pracuję i wyszłam niedawno za mąż i staram się być normalną żoną i mam nadzieję postarać się o bobasa. Czasem jest bardzo źle w pracy nie mogę się skupić i mam ochotę uciec stamtąd i zakopać się pod kołdrą. Czasem mój mąż doprowadza mnie do szału i udaję przy nim, że jest dobrze bo głupio mi że znowu mam schiza. Postanowiłam niedać się nerwicy i żyć normalnie. Najgorzej usiąść i nic nie robić. Kiedy mam dużo zajęć to nie mam czasu myśleć o tym czy znowu mnie złapie czy nie. No i czasem posiłkuję się lekami kiedy mój stan ewidentnie się pogarsza. Od pół roku nie biorę leków, czasem jak jest bardzo źle to już już mam ochotę wziąć ale czekam i w końcu przechodzi. A jak nie przechodzi to biorę piguły i tłumaczę sobię że przejdzie. Nie pozwolę na to, żeby nerwica zmarnowała mi życie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niektorzy na tym forum borykaja sie z ta choroba od dawna, pytanie :

W jaki sposob znajdujecie sile na walke?

Brak wyjścia.

Kiedyś w latach 50 -70 takie rzeczy nie miały racji bytu. Nikt nie wiedział ze istnieje nerwica, depresja, człowiek to przechodził bez lakarstw i żył. Moja mama ma 6 dzieci i przeszła gehenne, do tego mąż alkoholik. Miała przynajmniej 3 razy depresje i nie mogła wiele rzeczy zrobic , ale nacisk otoczenia, przekonań, lęk przed sąsiadami , bo co powiedzą -- był większy.

Nigdy nie brała antydepresantów.

musiała to przejść , bo bała się zabrania od siebie dzieci, zamknięcia w jakimś zakładzie.

poza tym lekarze na wszystko przepisywali leki przeciwbólowe i krople uspokajające.

 

te kobiety nie maiały czasu na wczuwanie się w swój organizm, prace w domu, pranie ręczne, stanie w kolejkach, prace na polu, przy bydle....zajęc było od cholery!!!

Dlatego twierdze, że żeby o tym nie myślec , konieczna jest praca!!! zajęcie, hobby, ćwiczenia, zajęcie czasu. coś co nas od tego myślenia odciągnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i czasem wkurzam się na siebie, że w czasie imprezy wszyscy się bawią a ja siedzę jak na jeżu bo mam zły dzień i mam taki sztuczny uśmiech przyklejony do twarzy a wszyscy tańczą śpiewają wtedy im zazdroszczę tej beztroski. Ale tłumaczę sobie to tak,że gdyby to ich spotkało to pewnie by dawno zwariowali, zabili się itd. a spotkało to mnie bo jestem silniejsza i sobie poradzę to taki mój krzyż i tak go sobie niosę powoli do przodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje ataki paniki, moja choroba zaczela sie w LO.

Na tabletkach zdałam mature dostalam sie na studiach.

Teraz jestem na pierwszym roku. Rok temu zaprzestalam leczenia tabletkami bo sadzilam, ze wszystko bedzie okej.(Dobrze sie czulam)

Teraz jestem na pierwszym roku studiow, wiadomo to jest przezycie (zycie sie bardzo zmienia, tryb tego zycia, kiedy studiujesz zaocznie tym bardziej) Do tego dochodza nowe przezycia, kontakty, praca, nowe obowiazki.

Czuje, ze ostatnio ponownie zaczelo mi cos odbijac.

 

Jesli chodzi o te ataki paniki.

Ja na poczatku mialam je w domu.

Pozniej wszedzie- w szkole, w mieszkaniu, na dworzu.

Nawet jak szlam sie wykapac balam sie, ze cos mi sie stanie- ze mi cisnienie podskoczy itp i wylew gwarantowany!! ( a to paranoja bo jak bylam zdrowa moglam lezec w wannie pelnej piany prawie caly dzien!!!)

Pozniej noce- nie spalam. Nie dlatego , ze nie moglam spac. Dlatego, ze balam sie zasnac. Balam sie, ze zaraz umre. A jak czulam, ze zasypiam to nagle czulam jak serce szybciej mi bije i ogarnial mnie taki bezdech.

Zawsze wtedy szybko wstawalam lecialam do lazienki (czasem to bylo nawet o 3-4 w nocy) i myslalam, ze zwymiotuje przy czym dlawilam sie jak ryba :(

Zreguly kladlam sie pozniej cala roztrzesiona do lozka i wkoncu kolo 5 nad ranem z wyczerpania zasypialam.....tak bylo pratycznie co noc przez kilkanascie miesiecy :(

Po takich nocnych atakach zawsze nastepnego dnia mialam takie wrazenie "wychodzenia z siebie". TAk jakby moje cialo nie bylo moje...nie wiem jak Wy to nazywacie.... matrix???? :(

Zreszta niewazne.

Co jeszcze???

Jedzenie!!!!

Balam sie jesc!! Dlaczego??? Nie, nie dlatego, ze myslalam, ze jest zatrute. Bałam sie przelykac. Balam sie , ze sie zadlawie i udusze. Choc czulam okropny glod nie moglam jesc. Strach byl zbyt duzy. Mam 170 cm wzrostu a wazylam 44 niepelne kg!!! ( Proszki mi w tym pomogly i doszlam do 52 kg- taka obecnie mam wage)

Ja nie wiem ta choroba jest straszna.

Ale z drugiej strony wiecie co???

Mnie to wrecz zaskakuje.

Bo przeciez to wszystko tak naparwde pochodzi z naszych urojen. Z naszej chorej wyobrazni. Z naszego mozgu..... czlowiek to naprawde ma wyobraznie, zeby doprowadzac sie do takiego stanu.

Fajnie by bylo jakby potrafil jeszcze nad takim czyms zapanowac .... :(

Niby mozna..ale to jest trudne.

 

Ja staram sie w takich momentach zajac sie czyms. Nawet nauka. Ostatnio to mi jakos pomaga.

 

 

 

Pozdrawiam!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz Niqqa, tez sie zastanawialam nad tym jaka sile ma nasza podswiadomosc na nasz organizm! Niesamowita sprawa.

 

Wszystkie znaki przychodzily powoli a ja nie zdawalam sobie sprawy ze ignorujac stopniowe wolanie o pomoc swojej podswiadomosci, ona sama bedzie musiala sobie poradzic sama ze soba i ze mna, tylko ze na jej wlasnych warunkach, juz nie na moich....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje życie wygląda zupełnie normalnie jeżeli wiem,że nie muszę się ruszać poza obręb mojego miasta tutaj nauczyłam się żyć,funkcjonować i czuję się bezpiecznie.

Boję się nowych sytuacji,nowych miejsc,ale już pomalutku zaczynam z tym walczyć i jestem na dobrej drodze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz agnes ja mam to samo, boje się ruszać poza miasto bo mam uczucie że cos mi sie stanie a nie będzie lekarza w pobliżu. Ale co ciekawe że jak wyjeżdżałem na urlop to nie miałem takiego uczucia. Jak jechałem służbowo pociągiem to miałem ochotę wysiąść jeszcze zanim wyruszył. Ale zostałem i miałem okropne napady lęku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mada, powiedz mi (bo w skąd pochodzisz masz Nowy Jork, Trójmiasto) czy Ty przemieszczasz się pomiedzy Nowym Jorkiem a Trójmiastem? Jezeli tak to jak wytrzymujesz przelot samolotem. Ja bym nie dał rady. Bałbym sie że bedę miał napad w samolocie (gwarantowane) i że nikt mi nie pomoże

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja myślę że jeżeli chodzi o wyjazd latem to poprostu nie chcemy dopuścić do tego że możemy sobie popsuć wakacje czy jakiś wyjazd, dlatego ryzykujemy.

2 lata temu miałam naprawdę ciężki dojazd do Jagniątkowa ( tylko 2 godziny) ale dojechałam , a resztę strachu wypociłam na szklaku w górach

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Qrcze..Jak Was czytam,to dochodzę do wniosku,że jestem teraz w naprawdę komfortowej sytuacji. Co miesiąc jadę samochodem w jedną stronę ok.7h. Tabletki spowodowały,ze nic większego nie dzieje się ze mną. Jedynie czasem mam wrażenie,ze zwymiotuje,ale szybko zmuszam się do myslenia o czymś innym. Przed terapią lekową nie byłam w stanie przetrwać w samochodzie nawet 1/2 godziny. Pamiętam raz sytuację,kiedy po 15 minutach płakałam tacie,by zawrócił do domu. Porażka całkowita pod każdym względem.. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×