Witam:(

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam:(

przez Bzibzianka 28 maja 2007, 20:11
Przede wszystkim chciałabym przywitać wszystkich forumowiczów. Podejrzewam, że to, co napiszę, już wielokrotnie pojawiało się tutaj, ale z drugiej strony każdy człowiek jest niepowtarzalny, prawda? A to chyba znaczy, że jego uczucia też można za takie uznać.
Na początku pragnę zaznaczyć, że nie jestem pewna, czy cierpię na depresję. To znaczy - tak mi się wydaje, ale ja w ogóle mam skłonności do hipochondrii, więc w tym momencie staram się patrzeć na siebie obiektywnie. Niemniej jednak... ale od początku. Jestem prawie 19 letnią dziewczyną, w tym roku skończyłam liceum. W moim domu od początku tego roku było niespecjalnie - tata dwa razy wpadł w ciągi alkoholowe, mama podejrzewała go o zdradę czego skutkiem były głośne kłótnie i ogóla ciężka atmosfera. Muszę jeszcze dodać, że mieszkamy w malutkim, dwupokojowym mieszkaniu, więc nawet siedząc u siebie miałam z tym wszystkim bezpośredni kontakt. Ale w czasie, w którym to się działo (styczeń - kwiecień) z mojej strony obyło sie bez większych reakcji - wmawiałam sobie, że mnie to nie obchodzi i moje nerwy pozostawały spokojne. Na początku maja sytuacja poprawiła się, ale jeszcze przed całkowitym zakończeniem matur - około 20 maja, mój nastrój totalnie niespodziewanie się pogorszył. Od ponad tygodnia występuje u mnie większość objawów depresji - brak apetytu, bezsenność, poczucie beznadziei, przygnębienie, zniechęcenie, lęk. Jeszcze nigdy w życiu tak się nie czułam :cry: Na siłę wyszukuję jakiegokolwiek zajęcia, które mogłoby zaprzątnąć moją uwagę i energię, ale to jest chwilowa poprawa nastroju, a potem wszystko znów wydaje mi się bez sensu. Najbardziej przeraża mnie fakt, że nie działają nawet te rzeczy, które zazwyczaj były dla mnie źródłem oparcia - muzyka, literatura i religia. Zawsze byłam typem oderwanej od rzeczywistości marzycielki, a teraz zawodzi nawet przysłowiowe "bujanie w obłokach", co jest dla mnie chyba najwiekszym możliwym koszmarem. Jednocześnie nie potrafie szukać jakiegokolwiek oparcia w mojej rodzinie, wręcz przeciwnie, rodzice straszliwie mnie drażnią, chyba podświadomie nie mogę im wybaczyć tych wszystkich krzywd, które mi wyrządzili (picia alkoholu, częstego bycia w stanie nietrzeźwym, kłótni, które powinny sie raczej odbywać poza domem, nawet głupich dowcipów, które mnie ranią, o czym oni nawet nie mają pojęcia). Czasami wolałabym już spędzić jakiś czas w szpitalu, bo byłabym z dala od tego wszystkiego, co mi sie źle kojarzy. Chciałabym na dłuższy czas wyjechać z domu. I tu pojawia się moje pierwsze pytanie do Was (no, właściwie drugie; pierwsze, może i głupie, brzmi: czy uważacie mój stan za depresję? :( ): jeszcze nie złożyłam papierów na żadną uczelnię - rekrutacja rozpoczyna sie 1 czerwca. Planowałam do niedawna studiować w rodzinnej Łodzi, ale czy w tej sytuacji, i przy obecnym moim nastawieniu nie byłoby dobrym pomysłem wyjechać na studia do innego miasta? Jak myślicie, czy to by mi pomogło, czy raczej pogłębiło stan przygnębienia? Być może sam wyjazd, z dala od wszelkich znajomych nie byłby jednak najlepszym pomysłem? I mam jeszcze jedną prośbę - chciałabym sie upewnić, czy skierowanie do psychologa lub psychiatry, jeśli zajdzie taka potrzeba, wystawia lekarz pierwszego kontaktu? I czy taka wizyta u psychologa jest płatna?

Dziękuję wszystkim, którzy doczytali ten post do końca. Jest chyba przydługi i zagmatwany, ale musiałam się tym z kimś podzielić. Bardzo proszę o jakąkolwiek radę :?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 maja 2007, 19:26
Lokalizacja
Łódź

Witaj

przez Bluetka 29 maja 2007, 07:58
Miałam podobne problemy jak Ty, też wszystko zaczęło się od tłamszenia swoich emocji, usilnego nie okazywania ich, później trafiłam do psychiatry i stwierdzono depresję, anoreksję i nerwicę. Podejrzewasz u siebie to pierwsze choróbsko i chyba słusznie, bo tak jak już pisałam miałam te same objawy. Poza tym też odwróciłam się od sztuki, którą zawsze kochałam i która była lekiem na całe zło. Nie powiem Ci gdzie masz szukać pomocy, bo ja sama zadaję to pytanie- wizyta u psychiatry nic mi nie pomogła, wręcz przeciwnie. Jeżeli chodzi o wyjazd to zależy od tego jaką jesteś osobą. Ja też chciałam w taki sposób uciec od problemów- wyjazd do liceum poza swoje rodzinne miasto, ale bardzo bliska mi osoba uświadomiła, że nie jest to najlepszy pomysł, bo zwyczajnie muszę mieć przy sobie bratnią duszę, kogoś kto mi pomoże, przytuli i pocieszy. W związku z tym dobrze zastanów się czy jesteś gotowa na taki skok i ewentualne opuszczenie osób bardzo ważnych dla Ciebie.

Pozdrawiam :*
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
28 maja 2007, 21:24

Avatar użytkownika
przez maiev 30 maja 2007, 12:33
Witaj Bzibzianko :smile:
Bzibzianka napisał(a):czy skierowanie do psychologa lub psychiatry, jeśli zajdzie taka potrzeba, wystawia lekarz pierwszego kontaktu? I czy taka wizyta u psychologa jest płatna?

do psychiatry skierowania nie trzeba - do psychologa z tego co slyszałam to różnie. Jak idziesz prywatnie to oczywiście wizyta jest płatna, ale w ośrodkach zdrowia czy poradniach wizyty są bezpłatne.
Na pozostałe Twoje pytania trudno mi odpowiedzieć. Nie będę diagnozować, o nie jestem lekarzem. Może spróbuj się wybrać do specjalisty - on być może rozwieje twoje wątpliwości. Od tego w końcu są.
A czy wyjechać? Przed problemami nie uciekniesz - jeśli tkwią one w Tobie. Sama próbowałam i nie wyszło. Ale czasem oderwanie od szarej rzeczywistości pomaga. Ale sama musisz zdecydować. mam nadzieje że podejmiesz dobrą decyzję. Pozdrawiam!
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Bzibzianka 30 maja 2007, 20:02
Dziękuję Wam za słowa pociechy i porady. Skoro wizyta w ośrodku nie jest płatna, to chyba się tam wybiorę, zastanawiam się tylko, czy jeszcze nie jest za wcześnie, ale z drugiej strony nie zanosi się na to, by mój stan się w najbliższym czasie poprawił. I szczerze mówiąc chyba wolałabym, żeby zdiagnozowano u mnie depresję, bo wtedy przynajmniej ten stan byłby wytłumaczalny i mogłabym zacząć się leczyć - inaczej sama nie wiem, skąd mogłabym otrzymać pomoc :(

Jeszcze raz dziękuję.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 maja 2007, 19:26
Lokalizacja
Łódź

przez shadow_no 30 maja 2007, 21:43
Witam Cię na forum!
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

przez PinkFloyd 30 maja 2007, 22:17
Bzibzianka ...przeczytaj dokładnie to co zaraz napiszę...

" Martwiłem się wszystkim: że jestem zbyt chudy, że wypadają mi włosy, że nigdy nie zarobie tyle pieniedzy, by moc się ozenic. Bałem się, ze nigdy nie bede dobrym ojcem, że stracę dziewczynę, która chcialem poślubić. Martwiłem się, że moje życie nie jest takie, jakie powinno być. Martwiłem się, ponieważ byłem pewien, ze mam wrzody żoładka. NIe mogłem pracować, wiec rzuciłem pracę. Żyłem w takim napieciu, ze przypominałem olbrzymi kocioł bez wentyla bezpieczeństwa. Cisnienie było olbrzymie - musiało coś rozsadzić. I rozsadziło. Jeśli nie przechodziłeś załamania nerwowego, módl się, aby nigdy Cie nie spotkało, ponieważ zaden ból cielesny nie da się porównać z okropnym cierpieniem chorej duszy.
Mój stan był tak poważny, ze nie mogłem z nikim rozmawiać, nawet z rodziną. W najmniejszym stopniu nie kontrolowałem swoich mysli. Przepełniał mnie strach. Podskakiwałem na odgłos najmniejszego nawet hałasu. Unikałem wszystkich. Bez żadnego powodu wybuchałem płaczem.
Każdy dzień był agonią. Czułem się opuszczony przez wszystkich, nawet Boga. Kusiło mnie, by skoczyć z mostu do rzeki i skonczyc z tym raz na zawsze.
Zdecydowałem jednak, ze pojadę na Florydę. Liczyłem, ze pomoze mi zmiana miejsca. Kiedy wsiadłem do pociagu, ojciec wręczył mi list i powiedział, abym go nie otwierał przed dotarciem na miejsce. Na Florydzie znalazłem się w szczycie sezonu turystycznego. Ponieważ nie było wolnego miejsca w żadnym hotelu, wynajalem kąt w garażu. Próbowałem zdobyć pracę w firmie spedycyjnej pod Miami, ale bez powodzenia. Spędzałem wiekszosc czasu na plaży. Mój stan był bardziej opłakany tam, na Florydzie, aniżeli w domu. Otworzyłem więc kopertę, aby przeczytać list taty. Na kartce były następujące słowa: << Synu, jesteś półtora tysiąca mil od domu i nie czujesz się lepiej, prawda? Wiedziałem, ze ta podróż ci nie pomoże, ponieważ zabrałeś ze sobą przyczynę wszystkich twoich kłopotów: siebie samego. NIe dzieje się nic złego ani z twoim ciałem, ani umysłem. To nie sytuacje, w których się znalazłeś, powaliły cię, lecz to, co ty sam o nich myślałeś. Jak człowiek czuje w głebi serca, takim jest. Kiedy zrozumiesz to, synu, wracaj do domu; będzie to oznaczać, ze jestes uleczony >>
List taty rozzłościł mnie. Oczekiwałem wspolczucia, a nie pouczania. Byłem taki wściekły, ze postanowiłem nigdy więcej nie pojawiać sie w domu. Tego wieczoru spacerowałem po jednej z bocznych uliczek Miami. Przechodziłem obok kościoła, w którym odprawiano jakieś nabożeństwo. Ponieważ nie miałem nic innego do roboty, wszedłem tam i wysłuchałem kazania: << Kto pokona swego ducha, potężniejszy jest od tego, co zdobędzie miasto>> - taka była jego myśl przewodnia. Uświecone wypowiedzeniem w domu bozym słowa wyrażały dokładnie to, co pisał mój ojciec, i wymiotły z mojego umysłu wszystkie bzdury. Po raz pierwszy od dawna mogłem myśleć jasno i sensownie. Zrozumiałem, ze byłem głupcem. Z zaskoczeniem ujrzałem siebie samego w prawdziwym świetle: oto ja, który chciałem zmienić wszystko i wszystkich na całym świecie, a tymczasem jedyne, czego mi było trzeba, to zmiana ostrości soczewek kamery, którą jest mój umysł.
Następnego ranka spakowałem się i wyruszyłem do domu. W 4 miesiące później poślubiłem dziewczynę, której utraty tak sie obawiałem. Jesteśmy teraz bardzo szczęśliwym małżeństwem i mamy pięcioro dzieci. Bóg jest dobry - i dla mego ciała, i dla umysłu. Przechodzac nerwowe załamanie byłem szefem nocnej zmiany na małym wydziale liczącym 18 ludzi. Teraz jestem szefem fabryki kartonu i kieruję 450 pracownikami. Życie wydaje mi się pełniejsze i bardziej przyjazne. Doceniam prawdziwe jego wartośći. W chwilach, kiedy próbuje mnie dopaść niepokój ( jak wszystkich innych ), nastawiam z powrotem ostrość <<kamery>> i wierzę, że wszystko będzie OK.
Mogę uczciwie powiedzieć, ze zadowolony jestem z przebytego załamania, ponieważ na własnej skórze mogłem się przekonać , jak wielką władzę mają nad nami nasze myśli. Teraz umiem nakłonic je, aby pracowały dla mnie, a nie przeciwko. Wiem już, ze ojciec miał rację pisząc, ze to nie zewnętrzne sytuacje były przyczyną wszystkich moich kłopotów, ale to, co ja o nich myślałem. Kiedy tylko zdałem sobie z tego sprawę, zostałem uleczony. I od tamtej chwili jestem zdrowy."
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 maja 2007, 18:01

przez Pstryk 30 maja 2007, 22:53
Cześć bzibzianka. Witaj na forum.
PinkFloyd mądrze gada :D
Ale jak Cię nie przekonał to do specjalisty polecam się wybrać. Tak czy siak nie zaszkodzi.
Pozdrawiam
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez Mona75 31 maja 2007, 00:39
Witaj wśród nas :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
601
Dołączył(a)
24 mar 2007, 12:19
Lokalizacja
Wrocław

przez dominika75 31 maja 2007, 15:20
Witaj! ja tez zalecam wizytę u psychiatry. Może Ci pomóc- warto spróbować.
Jeżeli chodzi o wyjazd to poważnie się nad tym zastanów. Może dla ciebie faktycznie będzie dobrym rozwiązaniem. W moim przypadku okazal sie przekleństwem. Wyjechalam na studia do Krakowa. W domu zostawilam mame nad która mój ojciec znęcał sie fizycznie i psychicznie, jak mama do mnie nie zadzwonila raz dziennie to myslalam , że juz ją zabił i odchodziłam od zmysłów. To był początek mojej choroby, z ktorą walczę ponad 12 lat.
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
21 maja 2007, 13:39
Lokalizacja
RZESZÓW

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do