Martwa dusza.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Martwa dusza.

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 11 lut 2007, 00:34
Dzięki Bogu, że w Sieci są takie miejsca jak to. Kilka chwil wcześniej się tu zarejestrowałem i wypadałoby się teraz przedstawić wszystkim. Łatwiej mi to przychodzi ponieważ jest tu wiele osób, więc może nie będzie tak źle.

Mam 23 lata i studiuje sobie socjologie w Warszawie. Ale od przeszło roku coś się zmieniło w moim życiu. Właściwie wszystko się zmieniło. Nigdy bym się nie spodziewał, że pewne sprawy się tak potoczą... A wszystko było w porządku na początku studiów. Miałem bardzo dobre oceny, miałem dobrych przyjaciół, znajomych. Byłem szczęśliwy. Jest to wspaniałe uczucie. Pierwszy raz tak naprawdę poczułem tą ciepłą energię wypełniającą każdą czątkę mojego ciała. Wcześniej tego nie znałem. Okres LO to była porażka, podobnie wcześniejsze lata. Już myślałem że wszystko jest dobrze, ale TO znowu wróciło. Brak sensu, celu i radości życia. Teraz już nie mam nic. Nie mam rodziny, przyjaciół, znajomych. Jestem dosłownie sam na tym świecie! Pozostał mi tylko mój skomplikowany świat, który z każdym dniem zawala mi się na głowę.

A wszystko to przez to, że zakochałem się (może to dziwne, ale ja naprawdę się zakochałem). Ona też mnie kochała. I było piękne. Tyle tylko, że ja z tej miłości zrezygnowałem. Bałem się. Przestałem się odzywać. I odizolowałem się od wszystkich. Jedna cząstka mojej osoby mówiła mi żebym z nią porozmawiał(widziałem żal w jej oczach), a druga czątka stawiała nieprzekraczalną barierę, której w końcu nie przekroczyłem. I to mnie wykończyło. Nie mogłem jeść, spać, myśleć, uczyć się. Teraz jestem już zupełnie na dnie. Nawet nie mogę się skoncentrować na jakiejś błahej rzeczy. Nic nie mogę robić! Jakie to wszystko jest infantylne. Nawet nie umiem ubrać tego w odpowidnie słowa.

Wszystko chciałem kontrolować, analizować. Chciałem rządzić całą otaczającą mnie rzeczywistością. I nawet przez jakiś czas udawało mi się to. Ale te obciążenie psychiczne dodatkowo mnie dobiło.

Nie szukam tu wsparcia, ani pomocy, tylko po prostu zwykłego wysłuchania. Teraz nawet nie mam do kogo się odezwać. Żałosne. Miałem wszystko i wszystko straciłem. Teraz może i zrezygnuje z tych studiów. Taka przeraźliwa pustka... i nic. Nic. Pewne osoby mi mówią żebym zaczął żyć. Ale jak mam zacząć żyć? Ja chyba już zapomniałem jak się żyje. Przez chęć kontrolowania całegoświata zapomniałęm jak się żyje... eh...

To wszystko jest takie skomplikowane, nawet nie przekazałem tu części tego co mnie otacza. Ale dziękuje za wysłuchanie.
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez maiev 11 lut 2007, 03:19
Witaj! Nie załamuj się.
C(c)złowiek napisał(a):Nie szukam tu wsparcia, ani pomocy, tylko po prostu zwykłego wysłuchania.

No , to tutaj możesz sie wygadać, a i wsparcie pewnie będzie :). Pozdrawiam
I nie jesteś sam na tym świecie, tylko chyba jeszcze o tym nie wiesz.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez cinnamon_inspiration 11 lut 2007, 05:42
A mi sie wydaje, ze jej pocalunek przywrocilby ci chcec do zycia... moze nam powiesz, dlaczego z niej zrezygnowales?
Posty
273
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:18

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez walking_on_a_rainbow 11 lut 2007, 13:20
Witaj C(c)złowiek na forum:)
Paietaj ze nie jestes sam, my tu zawsze jestesmy:)

C(c)złowiek napisał(a):Nie szukam tu wsparcia, ani pomocy,


Twoje slowa wprost krzycza o pomoc i wsparcie. Prosze cie nie zostawaj sam ze swoimi problemami, otworz sie na kogos, znajdz psychoterapeute, na forum duzo jest ludzi z wawy, napisz , na pewno ktos ci poleci jakiegos dobrego.
W 99% nie jestesmy sobie w stanie sami poradzic.A leki daja plastikowe zycie.
Wyciagnij reke po pomoc i uwierz w ludzi, oni na prawde sa zyczliwi i cie kochaja.
Jesli chcesz pogadac pisz.
Posty
43
Dołączył(a)
05 lut 2007, 17:41

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 11 lut 2007, 15:48
Dlaczego z niej zrezygnowałem?

Sam się zastanawiam. Nagle z dnia na dzień przestałem się do niej odzywać. Bez powodu. Może w to trudno uwierzyć, ale tak było. Kochałem ją i chyba nadal kocham(ostatnio sam już nie wiem co to jest miłość...), ale w życiu bym się nie spodziewał, że nagle tak zacznę się zachowywać. Po prostu z dnia na dzień, bez powodu odsunałem się od niej.

Może ja po prostu bałem się być szczęśliwy? Wtedy byłem szczęśliwy pierwszy raz w życiu i chyba się tego śmiertelnie przeraziłem. Wiem, że to pewnie dziwnie brzmi jak teraz ktoś to czyta, ale moje wcześniejsze życie było koszmarem i nagle takie szczęście na mnie spłynęło, że nie wiedziałem co z tym zrobić i... po prostu z tego zrezygnowałem, uciekłem, przeraziłem się. Zawsze wszystko kontrolowałem i nagle poczułem że tracę kontrolę. Teraz żałuje, ale chyba jest już za późno. Najgorze jest to, że dusiłem w sobie to wszystko i z nikim się nie dzieliłem i teraz... jestem kompletnie wypalony. A na żywo nie mam nikogo z kim mógłbym na ten temat pogadać.

Przynajmniej tu mogę wyrzucić z siebie choć trochę myśli, które coraz trudniej jest mi uchwycić. Eh... może kiedyś dojde do równowagi emocjonalnej. Długo w tym stanie to nie pociągnę...
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

przez walking_on_a_rainbow 11 lut 2007, 16:02
Mom probleme jest rowniez potrzeba wielkiej kontroli, jakakolwieg sprawa ktorej nie moglam kontrlowac, przyprawiala mnie co najmiej o palpitacje serca. Musialo byc zawsze tak jak sobie zaplanowalam, wstawanie o 8, ani minuty wczesniej bo sie nie wyspie(potrafilam sobie wmowic ze sie nie wyspalam bo obudzilam sie za 7.45), chodzenie spac o 22 bo inaczej sie ne wyspie. Wychodzenie z imprezy o 2, jak nie to wpadalam w panike robilam dymy chlopakowi, wmawialm sobie ze jak nie wyjde o tej ustalonej godzinie to nastepny dzien bedzie maskraczyny. (Tragedia). Seks w zaplanowane dni, bo inaczej mi sie bedzie podobal, nie chodzilam do innych knajp niz zaplanowane (bo sama nie wiem). Nie wyjde z domu bez umycia glowy, bez makijazu, ladnego ubrania. po prostu wszystko musialo byc pod kontorla jak sobie zaplanuje.ZERO spontanicznosci.
ale powoli otwieram oczy :)
Powoli zrzucam z siebie potrzebe kontroli , i zamieniam na cos spontanicznego jak bieganie po mokrej trawie w letni poranek bez butow:)

Heh zycie jest PIEKNE
:lol: :lol:
Posty
43
Dołączył(a)
05 lut 2007, 17:41

Avatar użytkownika
przez gusia 11 lut 2007, 17:14
Witaj C(c)złowieku :P
Ja króciutko...
Mam nadzieje i tego życzę że forum w jakimś stopniu pomoże Ci dojśc do tej jak piszesz równowagi emocjonalnej.
Faktem jest że zawsze tu znajdziesz kogoś kto Cię "wysłucha".
wiem jak bardzo pomaga wyzucenie z siebie pewnych rzeczy,własnie chocby pisząc je tutaj.
Sama przez to przeszlam.
Życzę więc aby z tobą bylo tak samo,a przede wszystkim byś poczuł się lepiej.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ;)
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez gemma25 11 lut 2007, 17:47
Słuchaj, ja przechodzę/przechodziłam to samo!!!!
Wiem jak trudno jest uwierzyć człowiekowi, którego życie było koszmarem, w nagłą odmianę losu!!!
Ale teraz właśnie masz super-szansę!
Jeśli tylko dziewczyna jest fajna i czujesz, że ją kochasz, to spróbuj!
Będziesz miał wątpliwości, nie będziesz dłuuugo wierzył w to, co się dzieje, ale po kilkunastu miesiącach Twoje życie zacznie nabierać pozytywnych odcieni!!!
Powiedz jej o tym, co czujesz, kiedy nadejdzie właściwy moment, bo jak ją zalejesz na początku wszystkim naraz to biedaczka może się zdołować, a to chyba nie jest to, czego dla niej chcesz!
Nie bój się być z drugim człowiekiem!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
11 lut 2007, 00:02
Lokalizacja
zewsząd

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 11 lut 2007, 19:33
Chciałem od razu podziękować za odzew. To miłe z Waszej strony – bałem się, że ten post przejdzie tu bez echa. Wcześniej ktoś pisał, że miał podobne problemy do moich. Tyle tylko że ta osoba w tym czasie miała drugą połówkę, myślę że wtedy z tym całym „kontrolowaniem” było łatwiej…

U mnie to jest troszeczkę coś innego, to znaczy aktualnie staram się żyć bardziej spontanicznie, ale od tamtej miłości boje się zbliżyć bardziej do drugiego człowieka i izoluje się wewnątrz siebie samego. Umiem być spontaniczny, umiem cieszyć się życiem, umiem się śmiać, ale kiedy czuje, że w moim związku może być coś więcej – uciekam od tego. Nie chce tej ucieczki, ale to jest silniejsze ode mnie. Chyba coś głęboko jeszcze we mnie siedzi z tamtych koszmarnych lat i nie pozwala mi normalnie żyć. Po prostu kiedy widzę że komuś na mnie zależy, nagle pojawia się u mnie mnóstwo wątpliwości i pytań, które sprowadzają się do jednego: ja? Przecież jestem nic nie wart – jak komuś może na mnie zależeć. I wychodzi na to, że uciekam od tej osoby z powodu strachu że mógłbym ją zawieść, że to pierwsze dobre wrażenie które zrobiłem może okazać się złudne i nic nie warte. Wiem że to bez sensu.

A czy z tą dziewczyną, z tą moją pierwszą prawdziwą i szaleńczą miłością jest jeszcze szansa? Czasami zadaje sobie to pytanie… Chyba nigdy się nie przekonam. Ta bariera jest tak silna. Chyba musiałby się zdarzyć jakiś cud żebym się do niej odezwał. Zresztą… czy warto? Nie wiem czy kiedykolwiek będę mógł się całkowicie otworzyć na drugiego człowieka, zrzucić wszelkie osłony, mury, barykady i uzbrojenia i… bezbronny… po prostu… zaufać.
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

przez walking_on_a_rainbow 11 lut 2007, 20:34
Proze nie poddawaj sie. Jak nie umiesz jej powiedziec tego co nam , tu na forum to napisz do niej list. Milosc wszystko rozumie :smile:
Za czesto jest nam latwiej rozmawiac z obcymi ludzmi niz z tymi, blizszymi naszemu sercu...
Posty
43
Dołączył(a)
05 lut 2007, 17:41

przez antoine 12 lut 2007, 09:06
proszę Cię , napisz do niej, nie trac kontaktu, zobaczysz ze bedzie dobrze.
ja mialem ten sam problem i podobnie sie zachowalem do Ciebie, kiedy dziewczyna okazala ze tak bardzo jej na mnie zalezy, ja zaczalem sie wycofywac... nie moglem uwierzyc... jednak nie mowilem o tym nikomu i nie zdawalem sobie sprawy ze to mnie przeraza. tez zaczalem sie izolowac, stracilem dawne zainteresowania, wycofywalem sie ze wszystkiego i zaczalem w siebie watpic.

Ja wierze , ze naprawde pomogloby Ci to uczucie i jej zrozumienie tego , ze Cie to tak przybilo. Prosze skontaktuj sie z nia i powiedz jej o swoich watpliwosciach i pewnych 'kompleksach' - na pewno bedziesz czul sie lepiej, a jezeli Cie zrozumie i bedziecie razem, Twoja radosc bedzie tak duza jak teraz 'dół'.

powodzenia
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 12 lut 2007, 10:38
List? Myślałem o dniu w którym jej go wręcze wiele razy. Myślicie, że nie pisałem...? pisałem. I to wiele razy. Tyle tylko, że nigdy jego nie dostała. Chciałem jej to dać, bardzo.

Ale... w końcu gdy już myślałem, że przełamie się - wycofywałem się. A listy, które później oglądałem niszczyłem, paliłem rytualnie, by bardziej mnie nie raniły i by zapomnieć. Ale to nie przynosiło takiego efektu jaki bym chciał widzieć...

Sam nie wiem czy jeszcze jest szansa... Może spróbuje... może jeszcze nic straconego... Tyle tylko, że dla mnie to nie jest takie proste. Naprawdę dla mnie to nie jest takie proste, jak dla innych. :(
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

przez shadow_no 12 lut 2007, 22:59
Witam na forum,
czuj się u nas dobrze.
pozdrawiam Serdecznie,
Admin
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 08 mar 2007, 19:05
Mojej historii ciąg dalszy...

Więc jak już wcześniej w "jęczarni" wspomniałem udało mi się zrobić pierwszy -dla mnie ważny i ciężki zarazem- krok i przeprosiłem pewną dziewczynę.
A dziś zrobiłem drugi troszkę mniejszy krok i poprosiłem ją by przeprosiła ode mnie swoją koleżankę, która jest moją wielką miłością. Sam jednak nie mam na to siły. Sam nie wiem co z tego wyniknie. Może nic. Ale po prostu teraz czuje się lepiej. O wiele lepiej........

Eh... szkoda jednak, że tego napisanego listu jej nie dałem... ale może jeszcze nie jest za późno... eh... sam nie wiem. :/

W każdym razie - mieliście świetny pomysł z tym forum - gratulacje! -myśle, że pomoże wielu osobom. Jak coś się zmieni w mojej sytuacji to dam znać.

Chyba teraz po tym wszystkim mam siłę by pójść do psychologa... eh... życie może być i piękne! - tak naprawdę wszystko leży w nas samych, wszystko jest w naszej głowie i w dużej mierze to od nas zależy jak będzie owo życie wyglądało. Trzeba tylko mieć chęć poleszenia czegoś, silną wolę i motywację - myśle, że z tymi rzeczami jest duża szansa dla człowieka by mógł żyć, lepiej żyć a przede wszystkim by mógł cieszyć się owym życiem. Chociaż wciąż mam tą przeklętą pustkę w sobie to myśle, że teraz z każdym dniem będę chciał ją wypełnić czymś dobrym i pięknym co jest wokół każdego z nas, tylko trzeba to dostrzec i... przyjąć. Nie bać się. Otworzyć się i po prostu zacząć żyć. Choć wiem, zdaje sobie sprawę, że początki są trudne, ale jak już zrobi się coś, cokolwiek to później powinno być lepiej. Trzeba w to wierzyć.

Pozdrawiam! :)
Piotrek.
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 8 gości

Przeskocz do