Na sam początek...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez ma_kowalewicz 03 sty 2016, 17:07
Witam wszystkich bardzo serdecznie,

Jestem tu nowa. Nie do końca wiem co mogłabym o sobie napisać, prócz tego iż trafiłam tutaj nie bez przyczyny. Od lat zmagam się z problemami typu depresja, stany lękowe, wcześniej również stwierdziła psychiatra nerwicę. Walczę już z tym od lat. Wychodzi mi to raz lepiej, raz gorzej ale jakoś funkcjonuję w tym świecie. Niedawno miałam regres i nawrót złego stanu psychicznego. Na szczęście powoli, małymi krokami podnoszę się na nowo i na nowo uczę się stawiać kroki. Za każdym razem nie idzie to tak łatwo jakby się mogło wydawać.

Niedawno zakwalifikowałam się na zajęcia grupy w Centrum Zdrowia Psychicznego. I gdy na początku z nich się cieszyłam i byłam nastawiona na TAK, teraz zastanawiam się, waham i wszystkie myśli kłębią mi się w głowie. Od pewnego czasu widzę tendencję w której zamykam się na otoczenie i skupiłam się na tym co w domu. Dom, dziecko, partner. Życia wśród znajomych raczej nie posiadam, tak jakoś wyszło. I choć mam partnera z którym bywało różnie to czasem mam poczucie samotności. Chciałabym wyjść, odprężyć się wśród znajomych - ale niestety - wszyscy poznikali.

I tak każdego dnia walczę sama ze sobą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
168
Dołączył(a)
03 sty 2016, 16:57
Lokalizacja
Białystok

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez Serafe81 03 sty 2016, 17:38
Ja też dziś dołączyłam i dlatego jako pierwsza powiem Ci "cześć" :)
Masz wielkie szczęście, że masz rodzinę. To luksus, który wielu nie jest dany. Pamiętaj o tym. Wiem, w chwilach zwątpienia człowiek sam nie wie, czego chce, ale wierność swoim wyborom to ogromna wartość. Jest jakaś przyczyna, dla której jesteście razem. Spróbuj porozmawiać z nim, jak moglibyście wzbogacić, ożywić Wasze bycie razem, wyjść dokądś, wyjechać - a może i nowi znajomi się znajdą?
Sama mam problem "zamykania się w domu", znam ten ból.
Na pewno zmuszaj się do trwania w dobrych dla siebie sytuacjach - a więc np. podjęcie zajęć terapeutycznych, o których piszesz. Jeśli trzeba, zaangażuj kogoś w pomoc Ci w wytrwaniu - niech zawiezie Cię do Centrum, na przykład.
Skąd jesteś?
"Tak samo w przypadku drugiego człowieka./Patrzę i nie mówię: jego skóra powinna być bardziej/różowa albo jego włosy powinny być krócej obcięte./Człowiek po prostu jest.”J. Zinker
Avatar użytkownika
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
03 sty 2016, 14:35
Lokalizacja
Kraków

Na sam początek...

przez tiptip 03 sty 2016, 18:19
ma_kowalewicz, poznikali z powodu Twojego zamknięcia? Jakie w ogóle masz ambicje życiowe?
tiptip
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez Bluepb 03 sty 2016, 22:18
Masz wielkie szczęście, że masz rodzinę. To luksus,

Jak są wyrozumiali to jest luksus ale gdy nie są to nie do końca..
Sertralina 200mg
Polecam farmakoterapie! :!:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
460
Dołączył(a)
06 gru 2015, 22:01

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez Serafe81 03 sty 2016, 22:59
Bluepb napisał(a):
Masz wielkie szczęście, że masz rodzinę. To luksus,

Jak są wyrozumiali to jest luksus ale gdy nie są to nie do końca..


Co przez to rozumiesz?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
03 sty 2016, 14:35
Lokalizacja
Kraków

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez Bluepb 03 sty 2016, 23:10
Brak zrozumienia przez członków rodziny może zadać dodatkowe psychiczne cierpienie. Maskowanie nerwicy też dobre nie jest.
Różnie jest.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
460
Dołączył(a)
06 gru 2015, 22:01

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez ma_kowalewicz 04 sty 2016, 08:20
To że mam rodzinę to jedno, tak mam mamę, brata, oh no i mam siostrę. To jednak nie zmienia faktu że nie jest idealna, ma swoje problemy. Owszem w każdej się różne sytuacje znajdują, zdaje se z tego sprawę. Niestety z siostrą nigdy nie miałam dobrego kontaktu, przez mamę często gęsto byłam traktowana jako ta gorsza, bo co ja tam wiem, ale gdy przychodziło do kryzysowych sytuacji w domu to "stań na wysokości zadania, pomagaj" a gdy mówiłam stanowcze "nie" bo naważył se ktoś piwa niech teraz je wypije to miesiącami słyszałam krytykę słowa o tym jaka ze mnie egoistka i że nie można na mnie polegać. Nagle zapominało się wszystko co robilam i jak wyciągnęłam siostrę z biedy, jak pomagałam mamie gdy ta leżała po operacji kręgosłupa przez pół roku. Zawsze z zaciśniętymi zębami wszystkim pomagałam. Ale gdy to ja potrzebowałam tej pomocy, nawet najdrobniejszej, w banalnej sprawie nigdy nikogo przy mnie nie było.

tiptip napisał(a):ma_kowalewicz, poznikali z powodu Twojego zamknięcia? Jakie w ogóle masz ambicje życiowe?


Wiesz co nie. Zwyczajnie wszystko zaczęło zanikać z czasem. Bardzo dużo, a właściwie prawie cała większość moich znajomych zwyczajnie wyemigrowała do innych krajów gdzie układają sobie życie, inna część pozakładała rodziny. Z dawnych znajomych zostały dwie osoby.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
168
Dołączył(a)
03 sty 2016, 16:57
Lokalizacja
Białystok

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez ma_kowalewicz 04 sty 2016, 08:27
Serafe81 napisał(a):Na pewno zmuszaj się do trwania w dobrych dla siebie sytuacjach - a więc np. podjęcie zajęć terapeutycznych, o których piszesz. Jeśli trzeba, zaangażuj kogoś w pomoc Ci w wytrwaniu - niech zawiezie Cię do Centrum, na przykład.
Skąd jesteś?


Tak mój partner mnie wspiera. Gdy trzeba i jest w domu sam mówi że zawiezie i siedzi czeka tyle ile trzeba pod drzwiami aż wyjdę z gabinetu. Jesteśmy ze sobą od prawie roku, przechodziliśmy ostatnio mały kryzys. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać i to było jak się okazało złem. On nie do końca rozumiał co się ze mną dzieje,a mnie sytuacja dobijała. Na szczęście po długich rozmowach kilkudniowych obydwoje siebie zrozumieliśmy, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Czuję wsparcie z jego strony. A to dużo dla mnie znaczy.

Jestem z Białegostoku.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
168
Dołączył(a)
03 sty 2016, 16:57
Lokalizacja
Białystok

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez Serafe81 04 sty 2016, 09:27
Właśnie o Twoim partnerze pisałam, gdy mówiłam o rodzinie, bardziej niż o tej "domowej" ;) W dorosłym życiu to partner jest dla nas największym oparciem i to bardzo cenne, że Twój Cię wspiera.
Widać, że masz poczucie winy w stosunku do mamy i rodzeństwa. Myślę, że to jest duży problem. Nawet podświadomie możesz obwiniać się, że nie jesteś dla nich takim wsparciem jak powinnaś (wdrukowali Ci, że to egoizm). NIE. Nie uleczysz kogoś wbrew jego woli, są dorosłymi ludźmi. Masz swoje życie. Czas, żeby to oni wyciągnęli do Ciebie rękę. Na tym się skup.
Co do znajomych, tak to właśnie jest, rzadko jest tak, że znajomi z dawnych czasów zostają na lata - ludzie się zmieniają. Kiedy tylko będziesz/będziecie w stanie postaraj się... zorganizować sobie nowych. Z pracy? W związku z hobby? (Pytałam skąd jesteś, bo sama bym się z Tobą spotkała, żeby Ci dać odskocznię... i sobie ;)) I staraj się kultywować te dwie znajomości, które zostały. Może jest tak, że pozostałe osoby nie mają czasu - wyciągnij rękę, zagadaj. Daj spokój dopiero, kiedy po kilku próbach nie będzie kontaktu z ich strony.
I trzymaj się. Jesteś BOGATA - masz miłość dobrego człowieka.
"Tak samo w przypadku drugiego człowieka./Patrzę i nie mówię: jego skóra powinna być bardziej/różowa albo jego włosy powinny być krócej obcięte./Człowiek po prostu jest.”J. Zinker
Avatar użytkownika
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
03 sty 2016, 14:35
Lokalizacja
Kraków

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez ma_kowalewicz 04 sty 2016, 09:46
Mam 29 lat i mam już swój pewien bagaż doświadczeń. Wychowywałam się właściwie bez ojca. W pamięci mam tylko kilka scen z nim w tle. Był alkoholikiem i z tego właśnie powodu zmarł gdy miałam jakieś 9 lat. Bardzo długo na pytania "gdzie twój tato?" nie potrafiłam podać prawdziwej informacji, zawsze wymyślałam coś na poczekaniu, typu "a wyjechał" lub coś w tym stylu. Dopiero w wieku 15-16 lat potrafiłam przyznać przed innymi i chyba też przed samą sobą "mój tato zmarł z przepicia alkoholem na jednej z libacji alkoholowych" jak to zostało mi opisane na dokumentach które dostałam od mamy. Zawsze w życiu brakowało mi męskiego wzorca, brakowało mi ojca. Czułam się z tego powodu bardzo źle, niedowartościowana, że inni mają pełne rodziny a ja takiej nie mam, że mam tylko mamę która choć stara się być nie tylko mamą ale też i ojcem - to jednak nie było to samo.

Powtarzałam sobie, że nauczona tym doświadczeniem nigdy nie pozwole aby moje dziecko/dzieci nie miały pełnej rodziny. Niestety właśnie stało się tak jak można było się spodziewać. Mój syn nie ma pełnej rodziny. Jego ojciec wyrzekł się jego i założył inną rodzinę, w której o ile mi wiadomo ma również syna od niedawna, a z moim synem nie kontaktuje się już wiele lat. Syn w tym roku skończy 10 lat i nie pamięta swojego taty, na pytania o ojca robi smutną minę, pełną łez. Widzę, że nie czuje się z tym wspaniale i zapewne czuje się również tak jak czułam się kiedyś ja. To bardzo boli i sprawia mi, że czuję iż czuję się złym człowiekiem. Toczyliśmy batalię w Sądzie przez 3 długie i męczące lata, bo tatuś próbował udawać kochającego ojca. W ostateczności pozbawiłam go wszelkich praw do dziecka, w sumie dla niego raczej to wielkiej różnicy nie robi. W między czasie piekło również przeszłam dzięki swoim teściom i mężowi. Upokarzania, zastraszanie a nawet przetrzymywanie dziecka które musiałam odbierać z rąk policji itp co spowodowało iż stałam się maleńka, i bałam się własnego cienia. Bałam się podejść do okna mając wrażenie iż jestem obserwowana przez nich, iż każdy mój ruch był śledzony. Wpadałam w panikę, okropną panikę. Od tego czasu minęło trochę lat. Po moim ex mężu pozostało mi tylko nazwisko, złe wspomnienia i najcudowniejszy skarb jaki mogłabym dostać - syn. Staram się nie wracać wspomnieniami do tamtych przeżyć aczkolwiek nie jest to takie proste. Wiem, że siedzi to wszystko we mnie, mimo iż nauczyłam się z tym wszystkim jakoś zyć.

Swojego prywatnego życia długo nie potrafiłam ułożyć, do momentu gdy poznałam swojego obecnego partnera, od innej strony. Dlaczego? A dlatego iż znamy się już od wielu wielu lat. Szybko zamieszkaliśmy w moim mieszkaniu razem. Bałam się że nie jest to dobra decyzja, bo szybko czy coś. Na szczęście chyba okazała się strzałem w 10. Jesteśmy do siebie bardzo podobni, podobnie patrzymy na przyszłość. I mimo wszystko na pewno jeszcze dużo wody upłynie zanim dotrzemy się w 100%.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
168
Dołączył(a)
03 sty 2016, 16:57
Lokalizacja
Białystok

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez ma_kowalewicz 04 sty 2016, 10:05
Serafe81 napisał(a):Widać, że masz poczucie winy w stosunku do mamy i rodzeństwa. Myślę, że to jest duży problem. Nawet podświadomie możesz obwiniać się, że nie jesteś dla nich takim wsparciem jak powinnaś (wdrukowali Ci, że to egoizm). NIE. Nie uleczysz kogoś wbrew jego woli, są dorosłymi ludźmi. Masz swoje życie. Czas, żeby to oni wyciągnęli do Ciebie rękę. Na tym się skup.


Czy to poczucie winy? A może żal? nie wiem, ciągle próbuje to rozgryźć. Często czuję żal i odczucia, że jestem tą gorszą wersją dziecka. Zawsze siostra była na 1szym miejscu, odkąd sięgam pamięcią, bo mieszkała daleko od nas i trzeba było utrzymywać z nią kontakty, a potem gdy wróciła na łono rodzinnego życia trzeba było ciągle wspierać i pomagać. No to ja gotowa zbawić i pomóc im wszystkim zrezygnowałam z pracy i poświęciłam się opiece nad siostry małym dzieckiem, którego pilnowałam, kąpałam, karmiłam itp czego robić w ogóle nie musiała siostra. Potem gdy już nie miałam na to wszystko siły, po prostu zrezygnowałam. Grzecznie i potulnie jak baranek powiedziałam, że muszę myślec o sobie, wrócić do pracy bo przecież nie mam za co żyć a mam na wychowaniu własne dziecko. Okazało się, że jestem tą złą i myślę tylko o sobie. Siostra zawsze komplikowała nam życie. Wprowadzała zamęt. Wśród rodziny, znajomych a nawet sąsiadów próbowała i opowiadała zresztą o tym jakie to my złe kobiety jesteśmy bo wszelkie jej porażki życiowe są powodowane przez nas, że my wariatki. To właśnie wtedy, jakiś rok temu powiedziałam sobie i mojej mamie "dość" już nigdy przenigdy w niczym jej nie pomogę, choćby to była najdrobniejsza sprawa. Od tego czasu i siostra i mama ciągle powtarzały mi egoistka, egoistka, egoistka. Nagle w zapomnienie poszła przeszłość.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
168
Dołączył(a)
03 sty 2016, 16:57
Lokalizacja
Białystok

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez Serafe81 04 sty 2016, 12:42
No właśnie - niby postanowiłaś sobie, że się odcinasz, ale oni nie dają Ci zapomnieć, a Ty masz poczucie winy i jednocześnie żal. To byłoby do przepracowania na terapii. Miałaś prawo się odciąć. Jesteś zła, że tego nie rozumieją, że wymagają, masz jakieś podświadome poczucie, że powinnaś te ich żądania zaspokoić. Dobrym krokiem jest to, że ustawiłaś granice. A teraz trzeba jeszcze utwierdzić się w ich słuszności.
Przeszłaś bardzo dużo, jak chyba każdy z nas tutaj. Tych lat nikt Ci już nie zwróci. Też wychowywałam się bez ojca, choć nie straciłam go w tak dramatycznych okolicznościach. Moja mama również należy do toksycznych, m.in. wzmagała we mnie niechęć do mężczyzn i wychowała mnie na "babochłopa". Ale to już przeszłość i u mnie i u Ciebie. Teraz będzie tylko lepiej. Już się zaczyna. Uwierz w to i daj sobie szansę otworzyć się na nowo na życie, dobre życie.
Wzmacniaj poczucie wartości u syna, wiem, że to bardzo trudne wychowywać się bez ojca, z drugiej strony chyba jeszcze trudniejsze musieć jako dziecko przeżyć odrzucenie i traumę takie, jak miało to miejsce w tym przypadku. Ale ma Ciebie. Jesteś silna. Jesteś warta, żeby być szczęśliwa. Przeszłaś to wszystko, dbając o niego. Nic dziwnego, że pękasz. Zasłużyłaś teraz na to, żeby to Ciebie wesprzeć i możesz to dostać, ale daj sobie czas. Daj sobie prawo na chwilę nic nie robić, nie ratować, daj sobie prawo być leniwą, daj sobie prawo do odrobiny marazmu. Jednocześnie staraj się pamiętać, że po wylegiwaniu się trzeba wstać. Pamiętaj, masz miłość dobrego człowieka. I sama jesteś dobrym człowiekiem. Nie musisz być nadczłowiekiem...
"Tak samo w przypadku drugiego człowieka./Patrzę i nie mówię: jego skóra powinna być bardziej/różowa albo jego włosy powinny być krócej obcięte./Człowiek po prostu jest.”J. Zinker
Avatar użytkownika
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
03 sty 2016, 14:35
Lokalizacja
Kraków

Na sam początek...

Avatar użytkownika
przez Marcin2013 04 sty 2016, 12:53
witaj
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8678
Dołączył(a)
08 maja 2013, 18:42

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do