Siema

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Siema

przez hayatebune 28 gru 2015, 20:58
W zasadzie to nie wiem, czy mam problem. Tzn. wiem, że mam ale nie wiem jak duży.
Mam chyba coś jakby lęk społeczny, nie wiem, fobią bym tego nie nazwał, fobia kojarzy mi się z poważnymi problemami. Ja po prostu chyba nie lubię ludzi, to znaczy nie wiem jak to wyjaśnić, powiedzmy, że jak wchodzę do sklepu, to mam wrażenie że każdy się na mnie gapi wprost, albo ukradkiem. Dlatego na zakupy wpadam tylko do supermarketu w którym jest kasa samoobsługowa, żebym nie musiał z nikim gadać
Wbijam, biorę co potrzebuje i czym prędzej, dosłownie, spierdalam.
Działa to do tego stopnia, że siedzę całymi dniami w domu i myślę, a jak człowiek za dużo myśli, to mu głupoty do głowy przychodzą, chyba nie muszę dopisywać jakie?

No ale jak się głębiej zastanowić, to niby wszytko jest ok. Akurat pracę mam taką, że niestety muszę z ludźmi przebywać, ale na przykład teraz jestem w delegacji, wracam po pracy do hotelu, oszamie jakiś szybki obiad i kisnę w pokoju. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, nawet z najbliższymi, a może nawet nie chcę. Zawsze robiłem wszystko czego ode mnie oczekiwano, niedawno skończyłem studia, teraz podjąłem pracę i odkładam kasę, żeby w przyszłym roku się wynieść od rodziców, wtedy pewnie poza pracą już w ogóle nie będę się do nikogo odzywał.

Do tego ostatnio bardzo rozdrażniony chodzę, wszystko mnie irytuje, to że ktoś coś niepoprawnie po polsku powie, to że ktoś czegoś ode mnie chce, to że siedzę teraz sam. No dosłownie wszystko. A jak się wkurze, to później powiem coś głupiego i wszyscy są na mnie obrażeni. Co akurat mnie nie martwi, bo mam spokój, e jak widzę miny ludzi, to mnie jeszcze większy wkurw bierze.

Coraz częściej myślę i tym, żeby zrobić coś dla siebie, a nie patrzeć tylko na innych. Myślę o tym żeby wyjść. Najlepiej przez okno.
Ostatnio spotkałem pewną dziewczynę, bardzo miła, fajna i w ogóle. Starałem się jakoś z nią porozmawiać bo po prostu czuję, że akurat jej mógłbym zaufać i o wszystkim powiedzieć, niestety nie bardzo jest jak to zrobić, bo w naszych rozmowach zazwyczaj odpowiada mi zdawkowo, mam wręcz wrażenie, że z litości i tutaj znów pojawia się irytacja.

Do lekarzy, poza stomatologiem, nie chodzę w ogóle po tym jak kilka lat temu przez rodzinną wylądowałem w szpitalu. Poza tym żyje w dość małym mieście, i wolałbym, żeby do nikogo nie dotarła informacja o tym, że mam coś z głową.

Jak ktoś dotarł do tego miejsca, to gratuluję, straciłeś kilka minut swojego życia. W sumie to nawet chyba nie oczekuję żadnej pomocy, zawsze że wszystkim musiałem sobie radzić sam, nie proszę ludzi o pomoc, bo nie chcę ich łaski, a z tym zazwyczaj kojarzy mi się utrzymana pomoc. Normalnie nie znoszę ludzi którzy marudzą i narzekają, wychodzi więc na to, że jestem hipokrytą. Zastanowicie się po co w ogóle to piszę? Chyba tylko dlatego że lubię pisać, wiem, że teraz jest to nieskładna i w ogóle, ale jak pisze to się uspokajam i tyle.

Rzekłem.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 gru 2015, 20:04

Siema

Avatar użytkownika
przez Evia 23 sty 2016, 22:03
Hah, też mam takie "dzikuskie" zapędy, jednak przebiega to trochę inaczej.

Zastanawia mnie też czy Twoja niechęć do ludzi wynika ze specyfiki wykonywanej pracy (nieustanne przebywanie z drażniącymi ludźmi i przymus udawania kogoś kim się nie jest, może dać w kość)
Czy też może zawsze tak miałeś?

W tym drugim przypadku myślę, że to musi wynikać z jakichś zaburzeń, np z problemów z komunikacją (też tak mam, że jak coś powiem to ludzie nie wiadomo dlaczego zaczynają się obrażać) przez co nie do końca rozumiemy innych i trudniej jest się nam z kimś dogadać w pewnych kwestiach, co może prowadzić do poczucia bezsilności i wiążący się z tym wkurw.
Czasem się zastanawiam czy całkowita alienacja faktycznie dałaby mi szczęście.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1971
Dołączył(a)
19 lis 2014, 10:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do