Tak sobie chciałem napisać jak się czuje...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Tak sobie chciałem napisać jak się czuje...

Avatar użytkownika
przez lochfyne 13 lis 2015, 21:31
A dawno nie byłem forum, dużo inaczej wszystko widzę, więc może tutaj jest odpowiedni wątek dla mnie. Otóż w ogólnym zarysie czuje się jak zbuntowany 2-latek w ciele 30-latka, który jest niedostosowany emocjonalnie do życia i już nic na to nie poradzi. Czuje bezsens, bezsilność, ale tylko wtedy gdy zacznę myśleć o życiu, czyli dość rzadko, bo praktycznie cały dzień zajmuje mi internet, czytanie, oglądanie, granie w grę. Wtedy czuje się względnie dobrze. Ktoś z boku powie że to pachnie depresją i uzależnieniem od internetu. Hmm, ja to odbieram jako doraźne zajmowanie głowy, żeby za dużo nie myśleć i nie czuć się źle. Choć świadomość że robię to by nie czuć się źle też nie jest zbyt miła, ale lepsze czytanie pierdół czy nawet trochę interesujących mnie rzeczy niż konfrontowanie się z tym bezsensownym życiem, z którym i tak nie potrafię sobie radzić. Trochę poskaczę po wątkach, ale nie wiem jak to inaczej napisać. Warto zapewne nadmienić że czuje iż życiem rządzi skrajny determinizm, na który człowiek nie ma wpływu, owszem człowiek posiada rozum i świadomość, ale również one są zdeterminowane przez czynniki zewnętrzne na które już wpływu nie mamy. Rozum wydaje mi się tylko narzędziem naszego ciała do "oszukiwania" nas że mamy wpływ na nasze życie i że podejmujemy sami decyzje, ale w gruncie rzeczy to czynniki zewnętrzne nas kształtują i nami sterują, a my jedynie odbieramy je jako własne. Nie wykluczam jakiegoś elementu losowości w tym, ale wykluczam wolną wolę. I według takiego postrzegania świata, jak nie trudno się domyśleć, ciężko się żyje, ale moje doświadczenia życiowe tak to postrzeganie ukształtowały. Dużo tego "życia" nie miałem, parę związków, jakieś próby zdalnej pracy przez internet, ale we wszystkim tym zderzałem się ze swoim niedostosowaniem, tzn. w pewnym momencie dochodziłem do momentu w którym z niewiadomych mi powodów przerywałem związek czy to pracę. Nie czułem nic świadomie, po prostu zaczynałem się jakby czuć trochę gorzej, czuć jakieś blokady i wtedy mogłem przestać się do kobiety z którą byłem odzywać, unikać spotkań, przestać się odzywać do pracodawcy, nie zrobić mu tego za co mi zapłacił itp. Poza tym zapewne warto nadmienić że nie mam chyba żadnych napędów życiowych jak inni ludzie, tzn. nie chce mieć dzieci, bo nie nadaje się na ojca, sam o siebie nie potrafię zadbać, a co dopiero o dziecko. Nie motywuje mnie praca, pieniądze. Chciałbym mieć kasę, ale nie chce mi się pracować, praca mnie wkurza. Zależność praca = pieniądze, nie motywuje mnie, tylko wkurza. Nie motywują mnie relacje między ludzkie, jestem aspołeczny, nie przepadam chyba za ludźmi, stresują mnie, relacje nie dają mi chyba nic... raczej męczą. Związki są fajne, ale mam wrażenie że nieświadomie krzywdzę kobiety, do tego teraz zacząłem rozumieć jaki jestem nie odpowiedzialny, niedojrzały, sam ze sobą bym nie chciał być i wątpię żeby mnie ktoś pokochał z takimi niedogodnościami... w końcu, w życiu poza miłością jednak chodzi żeby żyć, a ja ani pieniędzy nie zarobię, ani na ojca się nie nadaję, ani mieszkania nie mam. Skoro już przy miłości jesteśmy to mam zdiagnozowane narcystyczne zaburzenia osobowości i pewnie jeszcze parę zaburzeń by się w mojej osobowości znalazło, ale podobno narcyzm jest główny. Już z własnych przypuszczeń, to zdaje się jest to ten narcyzm cienkoskórny, czyli sam sobą gardzę, nie nadaje się do niczego i wszystko mnie rani, boli i ogólnie za mocno czuje to wszystko. Ale to chyba już wyżej dało się odczuć. Dodam jeszcze na koniec, żeby nie przesadzić z długością postu, że chodzę na terapię raz w tygodniu, więc z tą depresją ewentualną, to pewnie by ta terapeutka mi powiedziała gdybym ją miał na jakimś poziomie większym. Poza tym byłem na kilku grupowych, ale nic mi to nie dało, poza trochę większą świadomością i pewnie większym pesymizmem. Brałem też leki przez 3 lata, ale specjalnie nie czułem żeby to cokolwiek zmieniało, mój wewnętrzny bunt, niechęć do działania i niedojrzałość chyba nie są do "uleczenia" tabletkami. Bo w sumie nie napisałem najważniejszego, że mi tak na prawdę nic się nie chce, a życie odbieram jako przymus. Ale to nie jest takie depresyjne nie chce mi się, tylko takie, pieprze to wszystko, wkurwia mnie to, nie chce mi sie i gówno mi zrobicie jak ja tego nie zrobię co trzeba... dlatego na początku napisałem że czuje się tym zbuntowanym 2-latkiem. Smutne, może nieprzyjemne w czytaniu, ale tak bym swoje życie widział w wielkim skrócie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
239
Dołączył(a)
19 lip 2009, 14:14
Lokalizacja
Bagno

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do