Witam. Praca - między młotem a kowadłem - toksyczny układ

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam. Praca - między młotem a kowadłem - toksyczny układ

przez kindziol 04 lip 2015, 00:45
Witam,

opiszę moją obecną sytuację w pracy po to aby uzyskać jakieś porady, ponieważ nie wiem jak powinienem postąpić aby uniknąć komplikacji życiowych.
Przepraszam, jeśli opis będzie zbyt nudny, ale nie mogę pominąć szczegółów, bo wtedy czytający nie zrozumie istoty problemu.

Pracuję w jednej firmie X już kilka lat, na początku pracowałem w Wydziale Y, gdzie jednym z kilku współpracowników był pracownik Z. Znaleźliśmy wspólny język, dobrze nam się współpracowało razem. Okazało się, że pracownik Z jest synem szefa całej firmy, ale w niczym mi to nie przeszkadzało, mieliśmy własne zadania i tyle. Po pewnym czasie zauważyłem, że coś nie do końca gra... ponieważ pracownik Z robił wszystko na większym luzie niż pozostali, a gdy komuś się obrywało od Managera Wydziału, to nie był nim na pewno pracownik Z. Mimo wszystko, zbytnio się tym nie przejmowałem, może dlatego że sam też rzadko obrywałem. Jednak Manager nie mógł się cieszyć szacunkiem pracownika Z w takich okolicznościach. Pozostała część zespołu też to musiała dostrzegać. Manager tego Wydziału był wtedy między młotem i kowadłem - no bo jak mógł wymagać cokolwiek od pracownika, który wie, że włos mu z głowy nie spadnie choćby nie wiem co się stało. Przecież Manager nie poszedłby do swojego przełożonego (szefa firmy X) i nie naskarżył na syna tegoż szefa. Już to dla mnie to był dziwny układ, ale jakoś to przeleciało te 2 lata, później Manager tego nie wytrzymał i sam się zwolnił a pracownik Z został przeniesiony do innego Wydziału nazwijmy go A. Ja zawsze żyłem w zgodzie z pracownikiem Z, naprawdę go lubię i bardzo szanuję, bo znam go po prostu prywatnie, może i się nie widujemy jak dobrzy starzy kumple, ale wiem, że można na nim polegać, zwierzyć się, czy tam poprosić o pomoc - nie mam przyjaciół, ale gdybym miał jakiegoś znajomego tak określić, to byłby to chyba on...

Praca w Wydziale Y z biegiem czasu zaczęła mi doskwierać, więc gdy pojawiła się okazja zmiany Wydziału, biorąc pod uwagę dobre relacje z pracownikiem Z, długo się nie zastanawiałem i dołączyłem do Wydziału A. Wydział A składa się z kilku zespołów, które mają zupełnie inne zadania, a ja jestem w zespole z pracownikiem Z. Mamy wspólnego szefa. I tu zaczęły się moje prawdziwe rozterki... praca w Wydziale A jest o wiele bardziej koncepcyjna niż praca w poprzednim wydziale, trzeba samodzielnie rozwiązywać problemy i mieć inicjatywę. NIe będę już marudził i opowiadał, że przychodząc do tego zespołu zastałem zgliszcza i trzeba teraz wszystko robić od nowa (naprawiać/zmieniać albo tworzyć od nowa coś czego w ogóle nie było, a powinno być).
NIe będę w szczegółach opisywał na czym polega mój problem ale napiszę to na zasadzie uproszczenia:
- mam wrażenie że wszystko robię sam, kolega siedzi obok głównie na necie (ja też już często to robię, bo jakoś tracę motywację), w kilka miesięcy zostało zrobione po moim przyjściu więcej niż w całym ubiegłym roku gdy mnie nie bylo w tym zespole.
Nie ma kompletnie kontroli nad tym co robimy, w sensie nie ma rozliczania z pracy, nowy szef tylko wymaga że ma być to zrobione i tyle, a jak nie będzie to zgadnijcie kto za to oberwie? Więc jestem jakby architektem i najczęściej wykonawcą tego co trzeba zrobić... tylko jak długo tak można ciągnąć?

i teraz mój problem - teraz to ja jestem między młotem a kowadłem, a nawet gorzej, bo z jednej strony przyjaciel na którego nie chciałbym i chyba nie mógłbym naskarżyć
z drugiej strony, gdybym to uczynił - co by to zmieniło? przypuszczam że mój nowy szefo, jest w tej samej sytuacji co mój poprzedni szef. Najlepsze jest to, że ten mój dwuosobowy zespół nie ma Kierownika, bo ten Manager jest szefem wszystkich zespołów, ale każdy zespół ma mieć swojego Kierownika docelowo - co by było w sytuacji gdybym to ja został takim Kierownikiem? tego obawiam się najbardziej...nie byłbym w stanie wydawać poleceń mojemu koledze Z, to by kompletnie zepsuło nasze relacje, ponieważ on by mnie po prostu nie słuchał.

Czy jedyną opcją w mojej sytuacji pozostaje zwolnienie się z pracy? jakieś propozycje? Naprawdę zależy mi na tej pracy, bo mi odpowiada i mnie ciekawi (w przeciwieństwie do pracownika Z).
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 lip 2015, 00:40

Witam. Praca - między młotem a kowadłem - toksyczny układ

Avatar użytkownika
przez agusiaww 04 lip 2015, 07:45
kindziol, jak Ci zalezy i ciekawi to siedz i rob za niego. Jak sam piszesz sytuacja raczej by sie nie zmieniła,tym bardziej ze to jakis tam znajomek znajomych. Chyba to Twoja pierwsza praca, bo w pracy nigdy nie ma rownosci i sprawiedliwosci.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Witam. Praca - między młotem a kowadłem - toksyczny układ

Avatar użytkownika
przez NN4V 04 lip 2015, 08:02
Kierownik, manager, szef - przyspawało Cię do struktur pionowych. U nas w firmie praktycznie nie ma szefów. Masz ciekawą robotę, więc się nią zajmuj zamiast rozważań o szefach i kierownikach. Oni do niczego nie są Ci potrzebni.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4341
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam. Praca - między młotem a kowadłem - toksyczny układ

przez Nicholas1981 04 lip 2015, 08:12
A ja chyba nie bardzo rozumiem - jasne. że po linii oficjalnej nie ma sensu sprawy załatwiać. Ale skoro pan Z jest Twoim kumplem to chyba można mu delikatnie powiedzieć (prywatnie), że wykorzystuje Twoją pracę. Znaczy załatwić to po męsku. A jeśli boisz się, że przez szczerość stracisz przyjaciela, to znaczy, że nigdy nim nie był...
Nicholas1981
Offline

Witam. Praca - między młotem a kowadłem - toksyczny układ

Avatar użytkownika
przez trailer 04 lip 2015, 09:50
dlatego całe życie unikałem wchodzenie w bliższe relacje ze współpracownikami. Na piwko w wiekszym gronie mozna isc, ale po 2,3 piwkach "sorry, rano mam cośtam, muszę uciekać", żadnych większych pijatyk gdzie już można za dużo chlapnąć ozorem, zbytnio fraternizować się czy nie daj Bóg "odprowadzić" panią kadrową do domu :P
U Ciebie kolego jest już trochę po ptokach bo jednak w tą relacje wszedłeś i to Cię blokuje wg tego co mowisz. IMHO masz 2 opcje:

Nicholas1981
po linii oficjalnej nie ma sensu sprawy załatwiać. Ale skoro pan Z jest Twoim kumplem to chyba można mu delikatnie powiedzieć (prywatnie), że wykorzystuje Twoją pracę. Znaczy załatwić to po męsku. A jeśli boisz się, że przez szczerość stracisz przyjaciela, to znaczy, że nigdy nim nie był...


i

agusiaww
siedz i rob za niego


poza tym mam pytanie, jak ta sprawa wplywa na twoja psychike? czy to jest tylko rozterka czy zdrowie psychiczne faktycznie na tym cierpi?
obecnie: aciprex 10mg dziennie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
02 lip 2015, 10:52

Witam. Praca - między młotem a kowadłem - toksyczny układ

przez kindziol 04 lip 2015, 11:00
Dziękuję za odpowiedzi.

Może dopowiem trochę szczegółów.
1. Delikatnie dawałem mu do zrozumienia, że chcę abyśmy pracowali 50:50, działało to przez chwilę, ale później znowu wracało do punktu wyjścia.
2. Kolega Z nie jest takim przyjacielem jak z amerykańskich patetycznych filmów o przyjaźni, nie mam takich, po prostu to dobry sympatyczny człowiek i fajny gość i można mu ufać.
3. Kolega Z ma na przyszłość inne plany zawodowe - planuje własną działalność i w tym kierunku chce iść, w pracy sporo czyta na ten temat i też często opowiada mi co i jak, wchodzi w to jednak bardzo ostrożnie i małymi kroczkami, nie wiadomo czy docelowo to będzie jego zajęcie dorywcze czy podstawowe, bo sam chyba jeszcze nie wie.
4. Kolega Z, z tego co mi wiadomo, był u szefa calej firmy zwierzając się mu że nie widzi siebie w tym wydziale i wolałby wrócić tam gdzie był pierwotnie, wtedy został przekonany że tu gdzie jest obecnie to bardziej przyszłościowe i rozwojowe zajęcie.
5. Ktoś zapytał czy cierpię na tym psychicznie - i tak i nie, zależy to od dnia, praca jest naprawdę dla mnie interesująca i przyjemna, ale bywa czasami dołująca. Szczególnie trapi mnie poziom mojego wynagrodzenia. Mimo że pracuję na stanowisku specjalistycznym zarabiam o 33% mniej niż przeciętne wynagrodzenie w firmie. Nie wiem ile zarabia kolega Z i nie mógłbym o to zapytać, ale jestem pewny że zarabia więcej ode mnie. Biorąc pod uwagę pracę którą wykonujemy, oraz to że efekty tej pracy są odbierane jako owoc pracy zespołowej, jest to dla mnie jednak dołujące. Czuję się niedoceniony po prostu. Przyszedł chyba czas aby porozmawiać z Managerem Wydziału o podwyżce (Manger pewnie i tak będzie musiał rozmawiać o tym z szefem firmy później) i jakie ja argumenty mogę w tym wykorzystać aby się nie spalić? Osobiście uważam, że sprawidliwym byłoby gdybym zarabiał nieco więcej od pracownika Z, biorąc pod uwagę że w pracy powinno się wynagradzać za zaangażowanie. Niestety w obecnej sytuacji jest odwrotnie. I jak tu rozmawiać z kimś o tym? :/
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 lip 2015, 00:40

Witam. Praca - między młotem a kowadłem - toksyczny układ

Avatar użytkownika
przez NN4V 04 lip 2015, 13:04
Bo ja wiem - mozna spróbować porozmawiać, jeśli alternatywą jest zwolnić się. Na jedno wyjdzie, a szansa jest.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4341
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do