Witam...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam...

przez chantal924 07 cze 2015, 05:39
Chciałabym napisać wszystko od początku, a właściwie od momentu, kiedy moje życie zaczęło się diametralnie zmieniać. Jednak to długa i nieciekawa historia. Mam 17 lat, a czuję się mentalnie jak starzec. Często wspominam dawne, normalne czasy i dawnych, normalnych znajomych. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało z moim życiem. Nie mogę tego przeboleć. Zwłaszcza dobija mnie fakt, że w ubiegłym roku niegdyś bliska mi osoba odebrała sobie życie. Razem weszłyśmy w ten "zły świat", jednak nasze drogi się rozeszły. Przez ćpanie straciłam w sumie wszystko. Jej śmierć przeprowadziła mnie przez wszystkie stany. Ostatecznie postanowiłam walczyć. Każdy dzień jest walką o przetrwanie, o chęć do życia. Od stycznia tego roku zaczęłam ograniczać ćpanie do samych weekendów, co było dla mnie nie lada wyczynem. Byłam z siebie dumna. Stwierdziłam, że mam już nad tym kontrolę i robię to, bo lubię. Chciałabym przestać brać całkiem, ale nie potrafię, nie mogę i coś we mnie nie chce. Planuje wybrać się na jakąś terapię po skończeniu osiemnastki. Nie wiem co tutaj robię i po co to piszę. Chyba zwyczajnie potrzebuje rady, wsparcia, nadziei. Tak, nadziei przede wszystkim, bo ostatnio moja motywacja kuleje, a zbliżają się wakacje i boję się, że popłynę jak rok wcześniej...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
07 cze 2015, 05:18

Witam...

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 07 cze 2015, 19:42
Witaj chantal924!

Obawiam się, że sama motywacja do tego, by przestać ćpać to zbyt mało, by wyrwać się z nałogu. Najlepiej by było, gdybyś skorzystała z pomocy w ośrodku leczenia uzależnień. Tam otrzymałabyś niezbędne wskazówki, co robić, czy potrzebny jest detoks, czy jesteś na tyle "czysta", by podjąć terapię etc. Zachęcam Cię do wizyty w najbliższym ośrodku terapii uzależnień. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Witam...

Avatar użytkownika
przez ekstraktzaloesu 07 cze 2015, 23:16
Ja bym raczej zachęcał do wizyty nie w najbliższym ośrodku terapii uzależnień, tylko w możliwie najlepszym.

Witaj, chantal924.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
267
Dołączył(a)
26 mar 2015, 01:42

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam...

przez Kobieta35 08 cze 2015, 00:18
Witajcie,

zalogowałam się kilka dni temu, poczytuję, rozglądam się i postanowiłam napisać parę słów o sobie. Trafiłam na to forum zupełnie przypadkiem wpisując sobie lakoniczne hasła w internecie w stylu "nerwica", "jak sobie radzić ze stresem" i tym sposobem tu się znalazłam. Los zrządził, że łączy nas jeden problem, szeroko ujmując - nerwica.

Mnie przytłacza już od dzieciństwa. Odkąd pamiętam byłam nieśmiałym, niepozornym dzieckiem. Nie lubiłam wspólnych zabaw, wygłupów z dzieciakami na podwórku, potem szkoła, szkoła średnia, studia....wszędzie wycofana, zawsze cicha, skromna milcząca. Bojąca się wszystkiego i wszystkich. Dopóki jest dobrze, to jest dobrze. Wystarczy jednak, że doznam jakiejś porażki, czy to na płaszczyźnie życie prywatnego, a tym bardziej już zawodowego od razu się pojawia. Wyraża się całkowitym wycofaniem, lękiem co inni o mnie pomyślą, jak to zostanie ocenione. Oczywiście traktuję, że bardzo źle jest to odbierane przez innych, niekiedy chyba nawet czerpią z tego satysfakcję, w stylu - dobrze, że nie mnie to spotkało. Wtedy nie mogę spać, rozpamiętuję wszystko, nie potrafię iść dalej do przodu. Czasem mam wrażenie, że taki błąd, pomyłka, jakieś zaniedbanie zamiast mnie motywować wręcz mnie uwstecznia, bo zaczynam sądzić o sobie, że do niczego się nie nadaję. I tak powstaje błędne koło....Czuję, że przestaję sobie radzić w pracy, przestaję lubić to miejsce, ludzi, wyczuwam w nich fałsz, obłudę, tak jakby tylko czyhali aż noga się drugiemu podwinie. Nie cierpię pracy w zespole. Za bardzo obarczam się innymi, tym co mówią, co o mnie sądzą, czuję się ciągle pod obstrzałem...

Byłam mężatką, rozwiedliśmy się. Niestety po kilku latach związek się wypalił. Były mąż pił, w domu był obecny tylko "ciałem". Żyliśmy obok siebie. Rozwiedliśmy się "kulturalnie", z pozoru niemalże idealnie....Ale i tu znowu błędne koło. Jeden problem zniknął, pojawiły się kolejne. Kompletnie legło w gruzach moje poczucie bezpieczeństwa, również finansowego. Mieszkam z rodzicami w wieku 35 lat. Po rozwodzie cofnęłam się niemalże do 18 roku życia i tak się zastanawiam...co ja przez ten czas osiągnęłam. Wychodzi na to, że nic...jak było 20 lat temu, tak jest teraz. Sama niewiele zarabiam, to fakt, zawsze tak było, ale jak to się mówi - we dwoje zawsze raźniej.....bardzo się boję, że stracę pracę, której zresztą i tak nie lubię i jest przy tym bardzo wymagająca i stresująca...

Poszłam we wtorek po pracy do psychiatry. Opowiedziałam pokrótce o swoim stanie. Pani dr po przeprowadzeniu wywiadu wysłuchawszy mnie odrzekła, że to stany depresyjne i niewspółmiernie silne do okoliczności przeżywanie emocji. Ja nie umiem inaczej. Wszystko zawsze analizowałam, niemalże każde spojrzenie, każde czyjeś słowo przeżuwam wielokrotnie. Zapisała mi sertralinę jako antydepresant, hydroksyzynę.

W piątek po długim namyśle, strachu przed reakcją organizmu zażyłam zgodnie z zaleceniem pół tabletki. Po kilku godzinach poczułam się lepiej. Jednakże dał o sobie znać najgorszy w moim przypadku skutek uboczny, mianowicie - powiększone źrenice. Wyglądałam jak upiór po prostu. Kolejnych dawek nie przyjęłam. Mając kontakt z ludźmi nie mogę sobie pozwolić na taki wizerunek. Zaraz wszyscy by widzieli, że coś ze mną nie tak. A wtedy czułabym się jeszcze gorzej...na zwolnienie lekarskie nie mogę sobie pozwolić, więc pozostała mi tylko doraźnie hydroksyzyna.

Nie wiem co ze mną będzie, jestem sama, nie wiem jak długo utrzymam tą pracę i co wtedy.....

Jakie to życie jest okrutne, jak w piosence...life is brutal......

Cieszę się, że trafiłam tu na ten portal, na Was. Wiem, że nie jestem sama ze swoimi problemami, jednak na co dzień sama muszę stawiać czoła wszystkiemu, a to takie trudne.

Dobrze, że jesteście........
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
02 cze 2015, 00:12

Witam...

Avatar użytkownika
przez Aurora88 08 cze 2015, 13:11
Cześć, dobrze że tu przyszłaś, że szukasz pomocy :-) Czy zamierzasz też iść do psychologa? Psychiatra może przepisać Ci leki, żebyś czuła się dobrze, ale może warto byłoby przepracować te emocje z jakimś psychologiem? Możesz osiągnąć bardzo wiele :-)
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Witam...

przez Kobieta35 08 cze 2015, 18:07
Jak miło, że ktoś przeczytał, napisał...:)

Widzisz, chodziłam swego czasu na psychoterapię i raczej dość długo, bo dwa lata. W tej chwili jestem na takich spotkaniach...nie wiem jak to określić - podtrzymujących, raz w miesiącu. W zasadzie z panią terapeutką znalazłam bardzo dobre porozumienie, tłumaczyła, wspierała. Ale czy to przyniosło efekt leczniczy tak naprawdę trudno powiedzieć. Na razie nie szukam zmiany, innego terapeuty, z prozaicznego powodu - brak pieniędzy. Miesięcznie to koszt rzędu 400 zł, a na taki wydatek ze swojej jednej pensji nie mogę sobie pozwolić. Na NFZ jest możliwość, ale czas oczekiwania ok roku :) więc na razie jestem w zawieszeniu. Ładnie napisałaś na końcu, że mogę wiele osiągnąć :) obawiam się jednak, że nie tak wiele...z taką pracą, z takimi dochodami, wraz z lękiem, niepokojem, trudno będzie cokolwiek osiągnąć. Świat jest dla ludzi otwartych, przebojowych, a takie zalęknione szare myszki jak ja siedzą w kąciku i się użalają . Spirala złych myśli się nakręca...kiepska praca, marne dochody, lęk...

Zobaczymy, jak życie się potoczy

Dziękuję za wsparcie i proszę więcej :)

Dorota
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
02 cze 2015, 00:12

Witam...

Avatar użytkownika
przez kosmostrada 08 cze 2015, 20:55
Kobieta35, Doroto. rozgośc się na forum. Popisz, poczytaj historie innych ludzi, pokoleguj się, jak będziesz chciała, to znajdziesz tu wiele wsparcia na dłużej. Przede wszystkim nie trac nadziei na lepsze jutro, bo takie jest życie, nie wiemy ile dobrego czai się na nas za rogiem. ;) Powodzenia!
Ever tried? Ever failed? No matter. Try again. Fail again. Fail better.
S. Beckett
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7446
Dołączył(a)
27 lip 2014, 16:47

Witam...

przez mietowy2 09 cze 2015, 06:56
polecam książkę 'W pułapce myśli'
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
17 lut 2013, 17:16
Lokalizacja
W-wa

Witam...

Avatar użytkownika
przez Aurora88 09 cze 2015, 15:05
Doroto, świat może być również przyjazny dla szarych myszek :) Nie trzeba być przebojowym, aby czerpać z niego to, co piękne. Można spokojnie i refleksyjnie podchodzić do tego, co przynosi nam życie. Szczerze mówiąc, mi się już znudziła przebojowość ;)
Rozumiem, że ze względów finansowych nie możesz sobie pozwolić na psychoterapię. Faktycznie, to trudne, ale żeby czekać rok na NFZ? Nie wiedziałam, że aż tak ciężko.
Co do tego "efektu leczniczego" to wydaje mi się, że nie osiągniemy go, nie trzęsąc mocno swoim życiem :) Twoja psycholożka Cię wspiera, utrzymuje w dobrym nastroju, my na forum też tak możemy, wspierać się i pisać miłe słowa. Można brać leki, żeby nie czuć tak wiele. Ale wydaje mi się, że jeśli faktycznie chcemy zmienić swoje życie, to musimy zmienić najpierw to, co tkwi w nas głęboko... a czasem jest to baaardzo nieprzyjemny proces ;)
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Witam...

przez Kobieta35 09 cze 2015, 23:42
Aurora88, wydaje mi się, że trafiłaś w sedno. Moje życie stało i nadal stoi w miejscu. Zapyta ktoś dlaczego tak się dzieje...ano dlatego, że moim problemem jest lęk przed podejmowaniem decyzji. Całe życie praktycznie byłam wychowywana pod kloszem, najpierw rodziców, chyba w pewnym sensie toksycznych, bo nadopiekuńczych, potem wpadła w sidła małżeństwa, gdzie też oprócz tego że już był mąż również w roli opiekuna do czasu, to jeszcze bliskość rodziców powodowała, że czułam ich troskę. Rodzina zawsze mnie przestrzegała, bym po 100 razy zastanowiła się nim podejmę jakąkolwiek decyzję. Zmiana pracy, oczywiście czarne wizje, rozwód podobnie. Przekazana mi została bierność życiowa. Nigdy nikt mi nie powiedział...idź, spróbuj, albo będzie dobrze albo źle, ale rób coś, działaj....jeśli kiedykolwiek coś poszło nie tak, zawsze słyszałam, a nie mówiłem, a nie mówiłam. Po rozwodzie...nie wiem sama jak ja się odważyłam to zrobić, słyszałam tylko jedno "jak ty sobie dasz radę sama"....mieszkam teraz z rodzicami, widzę, czuję ich lęk, oni chyba naprawdę żyją bardziej mną, niż sobą.

Bardzo mądre słowa napisałaś...."Co do tego "efektu leczniczego" to wydaje mi się, że nie osiągniemy go, nie trzęsąc mocno swoim życiem :) " czy mogłabyś rozwinąć ten wątek w wolnej chwili....bardzo ciekawe, przewrotne spojrzenie na problem z którym się borykam :) czy oznaczałoby to, że takie wspieranie, podtrzymywanie dobrego nastroju to jakby dalszy ciąg "klosza"?

Jak zacząć działać i przestać się bać ?

Pozdrawiam

Przy okazji dzięki "miętowy2" za polecenie książki...przyznam, że tytuł brzmi interesująco :)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
02 cze 2015, 00:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do